Szukaj na PNWydarzeniaGorące tematyZaloguj sięnowedyskutowane 2008
Ile? |
O tych co „polski zaścianek” zmienić chcą w „chatę Wuja Toma”Wmawianie Polakom, że najważniejszy jest spokój z przyrodzoną mu podobno siłą oraz budująca w każdej sytuacji zgoda stanowi zabieg z gruntu amoralny, bo oparty na zakłamywanym obrazie rzeczywistości, historycznym fałszu, a co za tym idzie pogardzie dla intelektu odbiorcy. Cały świat funkcjonuje na zasadzie konkurencji, z której w sposób naturalny wynika w konkretnych wypadkach albo możliwość współpracy, albo też konflikt. Preferując podejście koncyliacyjne zawsze trzeba walczyć o swoje. Tak czyni każdy dzielny życiowo człowiek, tak postępuje zdrowy naród, tak działa każde poważne państwo. W naszym wiecznie poniewieranym przez obcych, a od II wojny światowej fatalnie rządzonym kraju władza apelująca do obywateli o spokój i rzucająca się na szyję pozbawionym historycznej refleksji sąsiadom - to istne kuriozum. Dobre stosunki są możliwe tylko między stronami mającymi wzajemny szacunek i wspólne interesy. W innych wypadkach realna jest tylko podległość lub sprzeciw, czyli ostry spór. Zgoda na łotrostwo i wrażą przemoc obca jest polskiej duszy. Zawsze jednak było tak, że gdy jedni bili się potwierdzając swoje przywiązanie do polskiego szlachectwa i własnego państwa, to inni na kolanach kupowali lipne tytuły. Dzisiejsi „profesorowie” i „autorytety moralne” mają z tym procederem niestety bardzo wiele wspólnego, stanowiąc żałosną karykaturę narodowych elit. Gdy uczciwi przegrywali bitwę, zaraz byli odsądzani od czci i od wiary przez rozmaitych pożal się Boże „ugodowców”, „pozytywistów”, czy „konserwatystów”, którzy chcieli wybijać im z głów niepodległościowe „mrzonki”, przykrawając do własnej nikczemnej miary. Zawsze marginalni, pozbawieni śmiałej wizji, w ostateczności przegrani. Patrząc na życiorysy zaciekłych krytyków polskości widzimy wyrodzonych arystokratów, seksualnych dewiantów, dzieci niewiadomych ojców, upośledzonych społecznie... Paskudna proweniencja zdrady. Honor często wyklucza kalkulację, a „dawanie ciała” nigdy nie będzie cnotą. Obcy agent, usłużny słabeusz, czy „pożyteczny idiota” może i zgarnie nagrodę, lecz w żaden sposób nie wzbudzi szacunku u żadnej ze stron. Obrzydzane nam od czasu Oświecenia (głównie przez wrogów Rzeczypospolitej) „rokosz” i „fanatyzm religijny” – nawet w wolnym kraju nie zawsze są godne potępienia. Gdy władza wyradza się i niesie obce prawo, to zależnie od ustroju trzeba ją w stosowny sposób szybko, a czasem wręcz gwałtownie zmieniać. Jak nieraz już widzieliśmy bezczynność i brak refleksji bywają bardziej niebezpieczne od ryzyka politycznego przewrotu. Najoczywistszym zaś znakiem wyrodzenia się i sprzeniewierzenia jest spolegliwe działanie na szkodę własnego narodu oraz rządzonego przez siebie państwa. Tak było za „króla Stasia”, za „towarzysza generała”, za „kochających Unie E.”… Wystarczy przyjrzeć się skutkom „wynegocjowanych” w wymienionych okresach układów. Jeżeli zatem słyszymy z ust polityka frazy o jakimś tam „cierpiętniczym patriotyzmie”, czy „priorytecie dobrych stosunków z sąsiadami” to w sposób oczywisty poznajemy determinację tej osoby w kwestiach obrony suwerenności i tożsamości narodowej. Dawanie przyzwolenia na obcy dyktat, na nieuczciwość w życiu publicznym, na permanentnie obecne w nim kłamstwo, a wreszcie na likwidację szans konkurencyjności zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i narodowym prowadzi w prostej linii do zniewolenia człowieka, nie mając nic wspólnego z normalnie rozumianym dobrem wspólnym. Sprawnym przywódcą Polaków w ich sytuacji geopolitycznej może być tylko człowiek ponadprzeciętnie agresywny, intelektualnie niespolegliwy oraz gardzący spokojem za wszelka cenę. Poczynając od Chrobrego, który mieszając dyplomację z wojną zmilitaryzował całe ówczesne społeczeństwo zdobywając na koniec koronę, a kończąc na niepokornym, a co najważniejsze umiejącym zwyciężać Józefie Piłsudskim – widzimy, że naszego miejsce pomiędzy rozmaitym barbarzyństwem nigdy nie zdobywaliśmy ani prośbą, ani umizgiem - ale właśnie niezgodą na obcą władzę i ucisk. Wobec częstej przewagi nieprzyjaciół, to właśnie „krew polska”, która nie zawsze musiała znaczyć, że „jakoś to będzie” rozwalała ponure konstrukcje pogańskich de facto tyranii. Zyskując siłę Polacy tworzyli dobre, sprawiedliwe, dostatnie i co najważniejsze - gwarantujące wolność państwo. Narzucane nam ostatnio pańszczyźniane myślenie kategoriami uległości, spokoju i zgody w oczywisty sposób nie rokuje dobrze. Inaczej jest w przypadku promocji naturalnej agresywności, która cechuje ludzi myślących, ambitnych i życiowo dzielnych. W zasadzie cecha ta wyróżnia osoby zdrowe i silne, zdolne działać tak dla dobra własnego jak i swojej wspólnoty. Zdolność do powiedzenia „nie”, do wskazywania błędów i stawania w obronie rzeczywiście słabych oraz krzywdzonych jest nieoceniona, a jej pielęgnowanie w najwyższym stopniu leży w interesie wszystkich Polaków. Posiadanie tego przymiotu wcale nie wyklucza zdolności do współpracy, sprowadzając ją jednak na poziom partnerski, jako jedynie godny i możliwy do zaakceptowania. Systemowe spotwarzanie Polaków i obrzydzanie potomnym wszystkich niemal dzieł wielkich, stworzonych przez kochających swobodę Przodków najlepiej można zaobserwować na pospolitym kłamstwie dotyczącym zasady ustrojowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów – liberum veto. Reprezentujący jeden okręg i odpowiadający przed swoim sejmikiem poseł posiadał w myśl tej zasady prawo do zerwania sejmu i unieważnienia podjętych na nim uchwał, co wynikało bezpośrednio z adekwatnych dla związkowego charakteru państwa zasad - jednomyślności oraz równości ustrojowej. Egzekucja praw nie stanowionych jednomyślnie mogła w rezultacie prowadzić do wojen domowych (i dalej rozkładu państwa), a tego podobnie jak nadużyć królewskich starano się unikać. W zbiorową świadomość wprowadzono nieprawdziwą interpretację funkcjonowania tej instytucji - w rezultacie wyolbrzymiając jej znaczenie systemowe i przydając wymiar narodowej głupoty, która sprowadzić miała na Rzeczypospolitą wyłącznie upadek, a na koniec rozbiory kraju. Jeżeli jednak pokusić się o rzetelną analizę, to prawda wygląda zgoła inaczej, jako że mamy do czynienia z bardzo długim czasem jej obowiązywania, wieloma korzyściami politycznymi i stosunkowo nielicznymi przypadkami zastosowania. Zniesione przez Konstytucję 3 Maja liberum veto użyte zostało dopiero w roku 1669 w Krakowie przez posła kijowskiego Adama Olizara, a zerwanie sejmu przed obraniem Marszałka po raz pierwszy dokonało się w roku 1688 (w roku 1652 klient Janusza Radziwiłła niejaki Władysław Siciński poseł trocki nie zgodził się jedynie na kontynuowanie obrad w czasie przekraczającym 6 tygodni). Wiedza współczesnego Polaka nie obejmuje przy tym ani znajomości uzupełniającej zasady sisto activitatem, dającej posłowi prawo „wstrzymania czynności” (czyli zablokowania podjęcia uchwały do momentu uzgodnienia wspólnego stanowiska), ani też znamiennej historii tzw. sejmów skonfederowanych, na jakich wcześniejsze ustalenia uniemożliwiały użycie liberum veto, które po roku 1764 wyszło praktycznie z użycia. Doskonałym dowodem na nierzetelność oskarżeń wysuwanych wobec odsądzanej od czci i wiary instytucji jest fakt, że zatwierdzenia II rozbioru Rzeczypospolitej z niemym przyjęciem traktatów z Rosją i Prusami dokonał w roku 1793 - taki właśnie skonfederowany sejm grodzieński. Znakomicie zabezpieczającej wolność i pokój w najbardziej demokratycznym państwie ówczesnej Europy zasada liberum veto wynikała z uzasadnionych obaw stanu szlacheckiego przed wynaturzonym absolutyzmem oraz sprzyjała rozwojowi społeczeństwa obywatelskiego. Jak wiele innych potencjalnie dobrych narzędzi została w miarę upływu lat wykorzystana przez ludzi bezmyślnych lub skorumpowanych (przed którymi stanowiła w zamyśle zabezpieczenie), stając się w pewnym momencie jednym z wielu, ale wcale nie najważniejszym przyczynkiem do zahamowania rozwoju kraju, osłabienia władzy i upadku państwowości. Polacy na przełomie XVI i XVII kształtowali adekwatny do „europejskich” obaw ustrój własnego państwa, który jednakże z wielu wewnętrznych oraz zewnętrznych przyczyn niedostatecznie ewoluował, nie będąc jednak jakimś szczególnym kuriozum na kontynencie ciężko doświadczanym przez wynaturzonych władców, wojny religijne i pospolite rzezie. Przerażeni niedoskonałością ustroju europejczycy często skłaniali się ku poglądom antymonarchistycznym, a tragedia Rewolucji Francuskiej niewątpliwie ma swoje źródła także w oczywistej i długotrwałej degeneracji „namaszczonych” psychopatów sprawujących władzę na długo przed jej wybuchem. Nie darmo mawiano, że jeśli ktoś przekroczył granice szlacheckiej Rzeczypospolitej – był wolny. Bezczelne „pouczanie” Polaków przez osoby z gruntu nieuczciwe, które zawłaszczyły sferę publiczną najpierw w PRL-u, a później w III RP wpisuje się doskonale w zakłamany obraz stworzonych w nich „wartości”, „instytucji” i „autorytetów”. W tym miejscu nie mówimy już o podwójnej moralności, ale o zbiorowym uświęconym przez władze oszustwie, powiązanym z powszechną manipulacją i deprawacją. Ostatnimi czasy okazuje się, że walczący w ostatnich wiekach „za wolność naszą i waszą” Polacy powinni jeszcze przepraszać swoich morderców, grabieżców i prześladowców za to, że wywarzając drzwi naszego domu nabili sobie przy okazji guza. Jak jednak można dać odpór fałszowaniu historii i tworzyć pozytywne relacje, gdy naszą rzeczywistość buduje „polityk”, czyli opłacany przez podatnika człowiek z licencją na bezkarne marnowanie wspólnych pieniędzy i ledwie co pakowane kłamstwo, które stanowiąc normę nikogo już dzisiaj nie dziwi. Jak można stanowić dobre prawo, jeżeli niedostatek kwalifikacji tak zawodowych, jak i moralnych idzie w parze z totalnym brakiem szacunku dla obywatela. Taki stan zaprzecza istnieniu jakiejkolwiek misji, premiując jedynie skuteczne w efekcie chamstwo. Systemy, które bezwzględnie niewoliły ludzi, sprowadzając na nich śmierć i nieszczęścia zawsze były oparte na zgodzie. Zgoda konkretnych ludzi, konkretnych narodów i konkretnych władz instalowała francuskie gilotyny, budowała niemieckie obozy koncentracyjne, konstruowała wreszcie wschodnie Imperium Zła. Także wielu Polaków przekroczyło granice honoru i uczciwości, zaprzedając się kolejno zaborcom, okupantom i „europejskim” reformatorom. Moralną „zbrodnią założycielską” obecnego sytemu okazała się wciśnięta nam pod pozorem ratowania spokoju i zgody „gruba kreska”. Przy braku rozliczenia zła, przy zaniechaniu prawdziwej lustracji i dekomunizacji ludzie nie dokonali rzetelnych rachunków własnych sumień, co wielokrotnie dało o sobie znać przy podejmowaniu wyborczych decyzji, już w demokratycznym z zasady przynajmniej trybie. Promowano zło, broniono dawno skompromitowanych idei, schlebiano najniższym ludzkim instynktom, a przede wszystkim handlowano wszystkim i ze wszystkimi . Towarzystwo wzajemnej adoracji, wspólnej celebracji i oddawanych sobie przez pospolitych szubrawców zachwytów zwraca się raz po raz do Polaków z wyżyn swojej „mądrości”, jedynej „poprawności” i terroryzującej wszystkich „dobroci”. Bezkarność rozzuchwaliła kłamców do tego stopnia, że mogli wmawiać nam nawet to, iż nie potrzebujemy już armii, bo mamy teraz samych przyjaciół, a nawet więcej - znaleźliśmy się pod „cywilizacyjną” opieką bardziej kulturalnych i co za tym idzie zamożnych. I faktycznie armię tę w dużej mierze skutecznie „zreformowano”, nie bacząc na militarne relacje z potencjałem utrzymywanymi choćby przez naszych sąsiadów. Lekceważono też rzeczywiste stosunki między przedstawicielami konkretnych narodów. Np. wg powtarzanych systematycznie sondaży to właśnie Polacy są najbardziej nie lubianym sąsiadem Niemców (wg aktualnych badań ośrodka Emnid stwierdziło tak aż 33 % respondentów, wobec 13 % wskazujących na zajmujących drugie miejsce Czechów) . Komentatorzy zauważają, że niechęć do Polaków występuje u naszego zachodniego sąsiada we wszystkich grupach wiekowych i jest konsekwentnie dziedziczona. Właściwie tylko krok dzieli nas od wynurzeń, że szkoda pieniędzy na państwo, skoro jego funkcje skutecznie przejmuje kontynentalna wspólnota. Coraz mniej posiadający poza rękami do pracy Polak ma jeszcze umysł, który przez kolejne dziesiątki lat usiłuje się mu systematycznie kastrować, pozbawiając zdolności samodzielnego myślenia oraz instynktu samozachowawczego. Dlatego właśnie w zgodzie wybudować ma dzisiaj dla siebie chatę dobrotliwego, aczkolwiek średnio rozgarniętego białego Wuja Toma, którego można dowolnie traktować, a nawet sprzedać – co najwyżej spodziewając się nieskutecznych i głupich lamentów po czasie. Hasła nawołujące do zgody i spokoju w rozpadającym się kraju bez podawanie konkretnej materii, oraz wybierania na urzędy ludzi uległych są dla nas śmiertelnie niebezpieczne. W świecie nieustannych konfliktów interesów naszymi sprawami powinni zajmować się ludzie uważani przez konkurencję za „nieodpowiednich” i „konfliktowych”. Tych „zgodnych” mieliśmy przez ostatnie 50 lat zbyt wielu i dlatego przegrywaliśmy wszystko - jedno po drugim. Teraz trzeba nam szybkiej naprawy Rzeczypospolitej, która traci powagę i wiarygodność nie będąc w stanie realizować zasad głównych własnej ustawy zasadniczej.
|
Dużo dymu, mało ognia
Armia jest potrzebna, ale zarówno Finlandia, jak i Polska armię miały, ale musiały się ugiąć.
Finlandia mogła być (choćby z racji położenia) bardziej elastyczna i lepiej na tym wyszła.
Skoro nasze położenie uniemożliwia opór, to po co pobrzękiwać szabelką?
Lepiej uzyskać zgodę Rosji na stworzenie Konfederacji Słowiańskiej, czyli de facto nowej organizacji bezpieczeństwa zbiorowego dla państw Europy środkowo-wschodniej, z siedzibą w Krakowie.
EQUO NE CREDITE, TEUCRI! - NIE UFAJCIE KONIOWI, TROJANIE!
Panie Janie
Dziekuje.
Ciezko jest zyc ze swiadomoscia,ze to co Pan napisal jest prawda...
A tak niestety jest.Pozdrawiam i czekam na dalsze rownie ciekawe artykuly.
Czy Pan Verus nie wybiera sie na urlop?Moze pora odpoczac od tych durnych wpisow na kazdy temat?
Tylko prawda sie liczy i warto sie jej poswiecac
Czyżby nie zrozumiał Pan
ani tego, co napisał Autor, ani tego, co napisałem ja?
Chyba się nie pomylę, jeśli wspomniawszy wcześniejsze teksty Autora skojarzę go z orientacją proamerykańską, antyrosyjską i propisowską. W tym kontekście należy odczytywać jego powyższy tekst.
Stanowi on de facto wezwanie do skorzystania z doktryny legalnego buntu. Przypomina o prawie do oporu i uzasadnia wolę oporu wobec niechcianej władzy i jej posunięć oraz odkurza dawne narzędzia społecznego sprzeciwu (liberum veto).
Dlaczego? Autora najwyraźniej drażni
- czyli - ani chybi - dzisiejszy Prezydent i Premier, rzucający hasło "Zgoda buduje" i obejmujący się z Putinem na smoleńskim pobojowisku. Władza robiąca gesty w kierunku polsko-rosyjskiego pojednania i Festiwal Piosenki Rosyjskiej w Zielonej Górze w chwili "walki o krzyż" i żałoby (który był zresztą reaktywowany w okresie rządów PiS-u http://prawica.net/blog/verus...). Zapowiadająca otwarcie, ustami swego późniejszego Wybrańca, wycofanie Wojska Polskiego z Afganistanu nawet bez zgody Stanów Zjednoczonych i (omyłkowo?) wycofanie się Polski z NATO.
Autor stwierdza, że taka władza (wisząca na szyi Rosjanom?) "to istne kuriozum", a w następnym zdaniu to uzasadnia, mówiąc:
Znaczy się: z Rosjanami (ściślej: z pozbawionymi historycznej refleksji sąsiadami) nie ma mowy ani o wzajemnym szacunku, ani o wspólnym interesie. Reszta wywodu Autora wydaje się być już tylko uzupełnieniem tej tezy.
Ja się z tą tezą nie zgadzam i przeciwstawiam jej w komentarzu pomysł stworzenia
Uważam, że przegrana "kandydata PiS-u" stanowi bardzo dobrą okazję nie do nawoływań przeciwko nie-pisowskiej władzy, tylko do zastanowienia się nad pryncypiami polityki propolskiej i sposobami wprowadzenia jej w życie.
Czy dzisiejsza władza może prowadzić taką politykę? Czy, na przykład, gdyby Platforma wygrała najbliższe wybory do sejmu, to byłoby to lepsze dla Polski, niż wygrana PiS-u, czy gorsze? I dlaczego?
Na te pytania należy usilnie szukać odpowiedzi, a nie poddawać się propagandzie walk fakcyjnych. Nie szukajmy wrogów w innych Polakach, którzy mają inne sympatie polityczne i geopolityczne, tylko spróbujmy rozmawiać o konkretach.
Na przykład: co nam dała współpraca gospodarcza z Zachodem (w tym z USA), a co nam dać może wznowienie współpracy gospodarczej z Rosją, Ukrainą, Białorusią? Polityka propolska, to polityka, która przynosi korzyść narodowi polskiemu. Trzeba o tym, we własnym interesie, pamiętać.
Bez wątpienia Polacy mają wspólny interes z innymi Słowianami, w tym z Rosjanami. Tym interesem jest przetrwanie jako wolni Polacy czy Rosjanie. Jako wolni i dumni Słowianie.
Autor zresztą sam zauważa, że niechęć do Polaków jest wśród Niemców "konsekwentnie dziedziczona", więc (pomijając nawet kwestie terytorialne) kierunek polskiej polityki wydaje się oczywisty: Konfederacja Słowiańska i dobre stosunki z sąsiadami na Wschodzie.
Jeżeli może prowadzić politykę "prowschodnią" papież Benedykt XVI - zwierzchnik Kościoła, który tyle na Wschodzie wycierpiał, to cóż stoi na przeszkodzie nam, Polakom?
No bo chyba nie naiwna wiara w tzw. opcję atlantycką czy w Unię Europejską?...
EQUO NE CREDITE, TEUCRI! - NIE UFAJCIE KONIOWI, TROJANIE!
Na przykład: co nam dała
A co nam da z Rosją? Proszę o przykład, w którym dziale gospodarki mamy współpracować z Rosją? Chętnie się również zapoznam z osiągnięciami gospodarki rosyjskiej.
Co do korzyści współpracy z Zachodem, chyba nie trzeba wymieniać. Wystarczy choćby zerknąć na skok technologiczny.
Niestety nasze interesy są mocno rozbieżne. Tym bardziej interes Polski i Rosji. Wolna Rosja i obok niej wolna Polska nie mają szans na współistnienie. Polityka Rosji wobec Polski była i jest nadal wroga. Czy to się kiedyś zmieni? Wątpię. Prędzej zejdą się do kupy dwie niedziele. Ale daj Boże, by neoZSRR się rozpadł na małe niezależne republiki. Wówczas możemy pogadać.
W Rosji niechęć do Polaków również jest dziedziczona i propagowana przez media i propagandę. Kreml rozkazuje miłować Polaków - miłują, Kreml rozkazuje strzelać w potylicę - rozstrzeliwują.
Konfederacja Słowiańska to nawoływanie do zamordystycznej federacji pod knutem Kremla. Dziękuję nie piszę się.
Papież jako monarcha może sobie prowadzić politykę z kim zechce. Polityka Państwa Watykan nie musi być zbieżna z polityką Polski, tym bardziej, że Watykan nie był okupowany przez Rosję i nie było prób tworzenia Watykańskiej Republiki Rad. Po drugie sądzę, że Papież nie jest naiwnym człowiekiem i doskonale zdaję sobie sprawę, że podjął grę z dość nieprzewidywalnym patriarchatem łubiankowskim. Jak Kreml uzna, że pułkownik KGB obecnie pełniący obowiązki Patriarchy Wszechrusi posunął się za daleko w miłowaniu i brataniu, dostanie jeden krótki telefon i wszystko się zmieni. Spokojnie.
kniaź Michaił
Zachód a Wschód
Mnie na przykład dała pracę.
Natomiast wcześniejsza współpraca ze Wschodem dała moim rodzicom komunizm.
Personalizm to zło, to socjalistyczna ideologia oparta na kłamstwie
Wschód a Zachód
Polska nie współpracowała ze Wschodem przy zaszczepianiu i budowie socjalizmu komunistycznego. Został on zawleczony na Wschód z Zachodu (z Anglii, Francji, Niemiec, USA) i podbił w 1917 roku Rosję oraz usiłował podbić już w 1920 roku Polskę, co udało mu się częściowo w 1939, a całkowicie w 1944 roku, dzięki zgodzie i współpracy Anglii i USA z socjalizmem komunistycznym w Rosji w latach II wojny światowej.
Natomiast zdanie:
zechce Pan łaskawie doprecyzować, bo nie chciałbym wyciągnąć zbyt pochopnego wniosku.
EQUO NE CREDITE, TEUCRI! - NIE UFAJCIE KONIOWI, TROJANIE!
Bzdura
Kto przez 70 lat bronił Rosji znieść komunizm?
Bo Polsce przez 45 lat — Rosja. Udało się to dopiero kiedy Rosja osłabła, bo komunizm zbankrutował.
Personalizm to zło, to socjalistyczna ideologia oparta na kłamstwie
Nie Rosja, tylko socjaliści komunistyczni
bronili swej władzy i w Polsce i w Rosji.
A tak długo to trwało, bo socjaliści komunistyczni oficjalnie walczyli z zachodnimi socjalistami liberalnymi, a w rzeczywistości kooperowali ze sobą na wielu płaszczyznach. Ot, chciażby kierowanie komunistycznych kadr na staże naukowe w USA i kierowanie amerykańskich pasz do komunistycznych kurników.
Stąd w końcu taki piękny liberalny socjalizm nam w Polsce nastał...
EQUO NE CREDITE, TEUCRI! - NIE UFAJCIE KONIOWI, TROJANIE!
Tu ma Pan rację:-))))
(+)
Gdyby ktoś "ustrzelił" Putina, nagle Rosja zmieniłaby się, tak, jak się zmieniła z odejściem Jelcyna.
Ale tez Pan jej nie ma:
NIe socjalisci, czy komunisci, lecz uzurpatorzy - szubrawcy -głoszący hasła znane jako komunistyczne, czy socjalistyczne.
Kim oni byli taK "naprawdę", to sam Pan Bóg może nie wiedzieć...
PRZESTAWIAJMY PROBLEMY Z GŁOWY NA NOGI...
Na szczęście pisze o tym Sołżenicyn
EQUO NE CREDITE, TEUCRI! - NIE UFAJCIE KONIOWI, TROJANIE!
Kto z kim?
razem.
PRZESTAWIAJMY PROBLEMY Z GŁOWY NA NOGI...
Panie Verus,
…kiedy Pan wreszcie skończy z tym wiernopoddaństwem?
Ja również nie jestem przeciwnikiem układania (w miarę możliwości) dobrosąsiedzkich stosunków z Rosją, ale Pan to już grubo w tej materii przesadza.
K.J.
Voilà!
http://prawica.net/opinie/227...
EQUO NE CREDITE, TEUCRI! - NIE UFAJCIE KONIOWI, TROJANIE!
Brawo, po stokroć brawo
Choć i smutek ogarnia.
K.J.
Polską rządzą
nieprzerwanie od 1944 roku do nadal, jedni i ci sami, oczywiście w drugim już i trzecim pokoleniu.
Polaków do władzy po 1989 roku - nie dopuszczono a tzw. Partia Okrągłostołowa, robi wszystko aby wykorzenić, polskość z Polaków, uniemożliwiając w ten sposób, potencjalny zalążek czegoś polskiego w polityce.
Gdy do powyższego, dodamy eurokołchoz ( gdzie przeniesiono, centralę malowania Europy na czerwono z Moskwy do Brukseli i zmieniono pędzel na wałek) wtedy wiemy, że powtórka z historii, nieuchronnie nastąpi.
Najgorsze jest jednak to, że po rozpadzie eurokołchozu - nie będzie komu, wskrzesić Polski!
chłop jag
O co się rozchodzi???
Szanownemu wodzowi narodu?
Chce zginąć, czy innych wysłać na rzeź?
Czy może o jeszcze coś innego?
PRZESTAWIAJMY PROBLEMY Z GŁOWY NA NOGI...
O mocarstwowe mrzonki...
...rodem z pierwszych lat odrodzonej Polski. Sam czytałem teksty z tych lat (m.in. Stanisława Mackiewicza) utrzymujące, że "Polska będzie mocarstwem albo nie będzie jej wcale".
Niesłusznie jednak przypisuje się taki pogląd marszałkowi Piłsudskiemu. Piłsudski był ryzykantem, ale nie ślepym awanturnikiem. Zaryzykował wyprawę kijowską, bo błędnie ocenił wpływy Petlury na Ukrainie, ale po sukcesie roku 1920 więcej już marszu na wschód nie próbował.
Myślę, że gdyby Piłsudski zobaczyłby politykę braci Kaczyńskich, to swoim niewyparzonym językiem określiłby ją w sposób, którego regulamin nie pozwala mi przybliżyć.
Ale co to ma a jeszcze bardziej - DO JAKIEJ RZECZY?
Jak - niekaczyńska - to DOBRA?!?!?!?!? POLSKA?
Bycie przeciw - to - pusta deklaracja.
ZA CZYM?!?!?
Pan jest, Panie indris?
Konkretnie, po kolei...
Autora nie pytam, bo nie wyksztusi swego oligarchizmu.
PRZESTAWIAJMY PROBLEMY Z GŁOWY NA NOGI...
Dopóki trwa choroba...
...ważniejsze jest jej zwalczenie, niż plany na okres po wyzdrowieniu.
Polityka
Stara szwajcarska chłopska mądość : Jakąś armię masz w kraju zawsze - albo swoją , albo obcą .
Pozdrowienia
Dinozaur ( z Neandertalu )
Dinozaur
ZGODA ?????????
Haslo "zgoda" pokazuje,ze zyjemy w swiecie absurdu,poslugujemy sie faryzejskim jezykiem,ktory juz nic nie znaczy,niczego nie opisuje i stwarza pozory, ze wszystko odbywa sie normalnie,wedlug dotychczasowych zasad.
Swietnie Autor to zdiagnozowal,pokazujac,ze jest to w gruncie rzeczy puste slowo,ktore nic nie oznacza,jesli nie doda sie,czego ta ZGODA dotyczy???
Na co sie zgadzamy,bo nie ma zgody samej w sobie,zgody dla zgody,nawet podpartej stwierdzeniem,ze "buduje ".
Decydenci dobrze wiedza,ze narod jest juz na takim etapie oglupiania,ze nie ma co liczyc sie z sensownoscia uzytych slow,wystarczy, aby ladnie brzmialo,a ze bez sensu? - doswiadczenie nauczylo ich,ze nie warto sie tym przejmowac,bo juz nikogo to nie obchodzi.Destrukcja slow prowadzi do destrukcji mysli,przyzwyczaja do zycia w oparach absurdu,ktore w prostej linii prowadza do katostrofy narodowej.
Tylko prawda sie liczy i warto sie jej poswiecac