Gardzę osiąganiem tzw. moralnych zwycięstw

1. Polacy zachowują się tak, jakby problem niepodległości był dla Polski najważniejszy. Tymczasem, wstępując do zjednoczonej Europy, Polska scedowała na federację europejską część swojej niepodległości. Oznacza to, zdaniem prof. Bronisława Łagowskiego (Kompleks Polski, „Newsweek POLSKA” z 7 marca 2010), że Polacy mają fałszywe wyobrażenie o tym, czym jest nasz naród i jaka jest jego historia. Przykładem fałszywego pojmowania historii Polski jest, według Łagowskiego, pozytywna ocena XIX-wiecznych powstań. Czy Pana/Pani zdaniem naprawdę istnieje kryzys polskiej świadomości narodowej i jaką rolę odgrywają w nim błędne oceny narodowej historii?

Myślę, że mamy do czynienia równocześnie z dwoma kryzysami świadomości narodowej i – prawdę mówiąc – nie wiem, który z nich jest gorszy i bardziej destrukcyjny. Od początku zaborów, aż do II Wojny Światowej, istniały w polskim społeczeństwie dwa sprzeczne typu patriotyzmu.

Pierwszy reprezentowały środowiska marzycielsko-romantyczne. Mam tu na myśli powstańców z 1830, 1846, 1848, 1863, 1905, 1944 roku, tradycję insurekcyjno-piłsudczykowską. Istotą patriotyzmu dla tych środowisk był „czyn” – jakikolwiek, gdziekolwiek, bez rachuby szans na zwycięstwo. Chodziło tu przede wszystkim o manifestację polskiego ducha i nawet nieudane powstanie – zakończone prawdziwą rzezią – uważano za zwycięskie. To ta tradycja ukuła pojęcie „moralnego zwycięstwa”. Nigdy nie ukrywałem w swojej publicystyce, że tę tradycję patriotyczną uważam za gorszą od narodowego zaprzaństwa i kolaboracji z zaborcami, gdyż prowadziła nasz naród do bezsensownej utraty tysięcy ludzi, wywózek tysięcy na Syberię, utraty resztek narodowej i administracyjnej autonomii, wreszcie do rzezi ludności Warszawy w 1944 roku. Wolę już narodowych zaprzańców, którzy sami wypierając się polskości (co jest godne pogardy), przynajmniej nie prowadzili milionów do masakry, nie byli odpowiedzialni za zniszczenia materialne i cywilizacyjne.

Drugi typ patriotyzmu określiłbym mianem racjonalnego i realistycznie patrzącego na rzeczywistość. W polskiej tradycji to linia konserwatywno-endecka, symbolizowana przez Wielopolskiego, Stańczyków i Dmowskiego. Ludziom tym bynajmniej nie chodziło o czcze manifestacje, o „pokazanie światu”, „danie świadectwa”, ale o rzeczywistą pracę nad siłą, zamożnością i liczebnością naszego narodu. Rozumiano, że siła naszego społeczeństwa, w sprzyjających warunkach, może nam dać niepodległość, podczas gdy prowadząca Polaków na kartacze tradycja insurekcyjna obiektywnie osłabia siły naszego narodu, a więc oddala nas od niepodległości. Niestety, tradycji tej nie udało się powstrzymać wydarzeń z 1830 czy 1863 roku. Ale raz osiągnęła sukces: w 1905 roku polskie społeczeństwo nie dało się poprowadzić piłsudczyźnie do bezsensownej rewolucji.

Dziś sytuacja uległa radykalnej zmianie. Komunistyczna władza z niezwykłą starannością zniszczyła elity polityczne i kulturowe tradycji „realistycznej” (ziemiaństwo). W tej sytuacji społeczeństwo pozbawione „warstwy przodkującej” uległo mitom insurekcyjnym, popadło w bałwochwalczy kult Piłsudskiego i powstań (z racji, że były antyrosyjskie = antyradzieckie). Działo się to z wielkim poparciem solidarnościowej lewicy wywodzącej się z trockistowskiego KOR-u. Lewica ta – występująca jako tzw. lewica laicka – po 1989 roku wystąpiła z projektem odrzucenia patriotyzmu i wartości narodowych jako takich w imię „europeizacji” i „modernizacji”.

Mamy dziś sytuację taką, że na „prawicy” polskiej dominuje lewicowa tradycja romantyczno-piłsudczykowska, co stawia „prawicowość” tejże prawicy pod olbrzymim znakiem zapytania. Z kolei lewica i centrum zostały opanowane przez prądy kosmopolityczne, dążące do likwidacji polskości w imię projektu unijnego.

Odpowiadając na pytanie: tak, mamy do czynienia z kryzysem polskości, gdyż nie istnieje już zdrowy nieromantyczny patriotyzm. Dano nam do wyboru albo wariactwo, albo europeizację. Co mniej złe? Nie wiem.

2. W ramach organizowanej przez państwo polityki historycznej wiele mówi się o eksterminacji Narodu Polskiego przez ZSRS. Natomiast ludobójstwo Polaków na Wołyniu wydaje się planowo przemilczane. Prof. Łagowski sugeruje, że jest to skutek naszej polityki zagranicznej – polityki zbliżenia do Ukrainy. Zdaniem Łagowskiego przypominanie Rosjanom Katynia ma na celu, po prostu zaistnienie Polski w świadomości współczesnej Rosji. Co więcej, w ten sposób domagamy się, by Rosja miała o Polsce taką opinię, jaką o Polsce mają… sami Polacy. Czy Pana/Pani zdaniem rzeczywiście, gdybyśmy nie krzyczeli na cały świat o naszych narodowych nieszczęściach, to by nas… nie zauważono? Czy takie polityczne sterowanie pamięcią własnego Narodu i narodów ościennych jest słuszne w dalszej perspektywie?

Jako konserwatysta jest przeciwnikiem samej zasady, że państwo ma wychowywać nas wedle przyjętej przez siebie polityki historycznej. Wychowali mnie mama i tata – za pomoc urzędnikom serdecznie dziękuję. Nie chcę jej! Mam prawo być tym kim jestem i nie życzę sobie, aby robiono mi śmietanę w mózgu i to dodatkowo za moje pieniądze. Poza tym – wracając do wątku w mojej odpowiedzi na pierwsze pytanie – taka etatyzacja historii prowadzi do przymusowego narzucania nam albo mitologii insurekcyjno-romantycznej, albo kosmopolitycznej, gdyż te opcje są reprezentowane na współczesnej polskiej scenie politycznej (PiS i PO). A ja nie czuję się bliski żadnej z tych koncepcji.

Co do naszych narodowych nieszczęść, to – niestety – ile byśmy nie krzyczeli to i tak nikt tego nie zauważa. No, chyba, że politycy z sąsiednich krajów uznają to za użyteczne politycznie jak mieliśmy do czynienia z ostatnim historycznym pojednaniem Rosji i Polski w Katyniu. Odnoszę wrażenie, że część naszej klasy politycznej naoglądała się polityzacji historii przez środowiska żydowskie i chce powtórzyć ten sam manewr. Niestety, to się nie uda, gdyż nasze wpływy medialno-polityczne w świecie są równe zeru. Poza tym, powiem szczerze, nie bardzo mi się podoba wizja Polski-cierpiętnicy, wiecznie skrzywdzonej, słabej, pobitej i wzbudzającej sympatię swoimi słabościami – to model słusznie wyśmiany przez konserwatystów dawno temu w „Tece Stańczyka”. Wolałbym światu bardziej pokazać wiktorię pod Wiedniem czy Grunwaldem niż naszych pomordowanych. Chcę być dumny z Polski, a nie płakać nad nią. Niech inni nas szanują; nie zmuszajmy ich aby nad nami kwilili. Nie oznacza to, że my sami mamy nie pamiętać o Wołyniu czy o Katyniu. Tchórzostwo PiS w sprawie masakry na Wołyniu uważam np. za kompromitujące.

3. Oparty na historii „system psychologicznej przemocy” (określenie Łagowskiego), jaki stosujemy wybiórczo wobec naszych sąsiadów, wywodzi się – nolens volens – z ideologii „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Łagowski twierdzi, że takie wybaczanie jest psychologiczną kontynuacją konfliktu – rozpamiętywaniem z pozycji rzekomej moralnej wyższości, które, z drugiej strony, nie przeszkadza Polakom w zwracaniu się do Niemiec o materialne odszkodowania za straty poniesione ponad 65 lat temu. Natomiast nasze oczekiwania wobec tej polityki, jej efekty, Łagowski określa w następujący sposób: „przyjąć niemiecki (lub jakikolwiek inny) punkt widzenia (…) pod warunkiem, że będzie to poza, która do niczego nie zobowiązuje w świecie realiów”. Czy Pana/Pani zdaniem stosowanie przez Polskę „systemu psychologicznej przemocy” jest reakcją na dualizm stanowiska Niemców wobec Polski – rozbicie na oficjalną politykę rządu, w której poczucie winy za II wojnę światową jest „widomie obecne” a stanowisko opinii publicznej, która sama ma ogromne poczucie… krzywdy? Czy może jest jej przyczyną? Jakie szanse widzi Pan/Pani przed naszą polityka zagraniczną w pierwszym a jakie w drugim przypadku?

Ja nie dostrzegam żadnej „psychologicznej przemocy” wobec naszych sąsiadów, którzy mają wobec nas coś na sumieniu. Faktycznie, takie próby może są i podejmowane, ale są zupełnie nieudolne i nieskuteczne. Nasi sąsiedzi zapewne nawet nie czują tej presji. Rosjanie przypomnieli sobie o Katyniu wtedy, gdy na Kremlu podjęto strategiczną decyzją o polepszeniu stosunków z Polską. Ukraińcy śmieją się nam w twarz z pogromu na Wołyniu, a Lech Kaczyński widząc to opluwanie udawał, że pada deszcz.

To o co pytacie – ta „psychologiczna przemoc” – jest, w moim przekonaniu, stosowana bardziej z przyczyn polityki wewnętrznej. Jest u nas partia lubiąca dzielić Polaków na „lepszych i gorszych patriotów”. Ci lepsi wypominają Rosjanom Katyń (ale już – broń Panie Boże - nie Wołyń Ukraińcom!) i kto nie chce im tego wypominać, ten rzekomo patriotą już nie jest, albo jest nim tylko częściowo. W rzeczywistości chodzi o zmobilizowanie opinii publicznej w celu realizacji polityki neokonserwatywnej, zajadle antyrosyjskiej. Zadaję sobie zresztą często pytanie czy jest to pomysł powstały w Warszawie czy w Waszyngtonie? Nie mam wątpliwości, że ta linia zbankrutowała po ostatnich pojednaniu polsko-rosyjskim. Chyba, że PiS ponownie dojdzie do władzy pod hasłem „Ruskie służby celowo strąciły samolot z Lechem Kaczyńskim”. Jeśli takie hasło zostanie podchwycone to tradycja romantyczno-insurekcyjna znów nabierze mocy w żagle i – kolejny raz – pogna nas z kosami na rosyjskie armaty.


Adam Wielomski
www.konserwatyzm.pl
inne teksty autora...

0
Jeszcze nie głosowano
 
To jest: Katylina

Czy sluzby specjalne sa patriotyczne?

Autor slusznie pisze, ze prawica narodowa zostala prawie wyeliminowana
w czasach komunizmu a ruch Solidarnosc zostal opanowany przez lewackich
KOR-owcow. Jednakze KOR sam nie dokonal przemian po 1989.
Komune reprezentowal Kiszczak, za ktorym staly komunistyczne sluzby specjalne.
"Wschodni Niemcy mieli to szczęście, że zostali przejęci przez
dobrze zorganizowane i zasobne Niemcy Zachodnie. Tam umiano sobie
poradzić z byłymi komuchami i agentami Stazi, odsuwając ich od
wpływów na politykę. U nas niestety nastąpiła “demokratyzacja” pod
kontrola służb specjalnych, składających się z kadr, które kończyły
“koledze” KGB w Moskwie. Dlatego niemożliwa była lustracja z
prawdziwego zdarzenia. U nas nastąpił wysyp afer gospodarczych, rozkradanie majątku państwowego w ramach “prywatyzacji” gdzie za łapówki sprzedawano za bezcen zakłady przemysłowe, pracownicy i współpracownicy służb specjalnych uwłaszczyli się, stając się poważnymi biznesmenami. W ich
rekach znalazły się również media, ułatwiając im sprawowanie władzy
politycznej.
Powstaje pytanie dlaczego nasze służby specjalne nie wydały z siebie
kogoś o patriotycznym, narodowym nastawieniu jak np. Putin w Rosji
(były wysoki oficer KGB). Prozachodnie stanowisko byłych komuchów
oraz byłych oficerów służb specjalnych brało się u nas właśnie z
możliwości uwłaszczenia się i wejścia do nowych polskich elit
politycznych. Pozostaje pytanie jak wielu pracowników tych służb
przeszło na żołd obcych wywiadów. Macierewicz poprzez forsowanie
lustracji próbował niewątpliwie pozbyć się tych najbardziej
związanych z Moskwą. Pytanie czy byłby równie dokładny gdyby chodziło
np. o ludzi związanych z CIA lub Mossadem?
Zdaniem niektórych autorów, w Polsce w czasach komunistycznych
nastąpiło znaczne uniezależnienie się służb specjalnych od partii
komunistycznej. Hipotezę tą potwierdzałaby ich rola (gen. Kiszczak) w
rozmowach w Magdalence.
Służby te stały się niezależną silą polityczną (świetnie
zorganizowaną i zdyscyplinowaną), która podzieliła się władzą w
rozmowach okrągłego stołu ze starannie dobranymi przedstawicielami
tzw. opozycji demokratycznej. Dlatego m.in. wyeliminowano z tych
rozmów jakichkolwiek działaczy o narodowym i prawicowym rodowodzie.
Główną rolę wśród przedstawicieli opozycji grali oczywiście byli
działacze KOR’u, których pochodzenie etniczne miało niewątpliwy wpływ
na ich sympatie polityczne i międzynarodowe.

http://www.polpatriot.com/htm...

wyżej w strukturze
0 użytkowników głosowało
To jest: inpefessa

Niemoralne zwycięstwa? Bardzo proszę

1

pana profesora o wskazanie jednego przykładu działania zaprzańców i kolaborantów, które przyniosło jakąś korzyść narodowi czy państwu?

wyżej w strukturze
0 użytkowników głosowało

inpefessa

Panie Profesorze

Prosze sie nie rozpisywac niejednoznacznie.
NKWD - Gestapo, Gestapo - NKWD spotkania robocze w Zakopanem od 1939 do konca wojny. "Tamte spotkania" sa prawdziwym kluczem i moralnie uczciwym przedstawieniem sprawy Polski.
Czy stac pana by powaznie i w naukowy sposob wyjasnic podloze tych spotkan nam Polakom? Minelo ponad pol wieku, nieprawdaz
Aby mowic o Rosji sprawiedliwej dla Polski, musi ona wpierw otworzyc archiwa katynskie.
Aby traktowac Rosje powaznie?! To kilka wiekow zamordyzmu, imperializmu i braku poszanowania czlowieka w zrozumieniu zachodnim. Najgorszy odcinek tej upragnionej odwykowki to zrozumienie przez spoleczenstwo rosyjskie roli zydokomuny na ich trwala deformacje i skazanie tego spoleczenstwa na mityczna swiatowa sluzbe w mordowaniu innych narodow. Najgorzej, ze bratnich slowianskich.
Wreszcie:
Linie polsko-ukrainska zainicjowal i zrealizowal prezydent Aleksander Kwasniewski. To on zacementowal tablice pojednawcza na cmentarzu Orlat we Lwowie. Tam jest przekret pokretny i zezowaty, odarty z faktow historycznych podrobka ukrainska, ktora trzeba mijac z poprawna mina politycznie zakceptowana przez komuszka, po drodze do czesci cmentarza Orlat Polskich.
Prosze sobie pojechac do Lwowa i sprawdzic! Wniosek - to sluzby specjalne pojednaly sie ze sluzbami specjalnymi. O jakiej jednej partii pan imputuje w koncowej czesci.
Polacy nie maja jednoznacznie czystego swojego wyboru. Maja wybor ograniczony i limitowany. Zadna obcja nie jest doskonala, ale najgorsza na dzien dzisiejszy to glosowanie na agenturalne PO. Niemoralne z pana strony jest manipulowanie smiercia katynska. Coz to za rzad obecny, ktory nie ma pelnego wgladu w sledztwo katastrofy smolenskiej. Taka suwerennosc propaguje pan na prawicy?
KH

wyżej w strukturze
0 użytkowników głosowało