Szukaj na PNWydarzeniaGorące tematyZaloguj sięnowedyskutowane 2008Ile? |
O zaangażowanie katolików w życiu publicznymUczestniczyłem w grudniu w spotkaniu opłatkowym warszawskiej Akcji Katolickiej z udziałem arcybiskupa Kazimierza Nycza. Arcypasterz Kościoła warszawskiego zachęcał liderów Akcji do bardziej aktywnego zaangażowania się w sprawy społeczno-polityczne, a nawet do czynnego udziału w wyborach samorządowych. Przestrzegał przed próbą przekształcenia struktur Akcji w partię polityczną, ale apelował, by struktury Akcji aktywnie poparły tych jej członków, którzy zdecydują się na kandydowanie. Arcybiskup Nycz doskonale wiedział, do kogo kieruje ten apel, gdyż Akcja Katolicka jest organizacją, która ma przygotować swoich członków – tych, którzy odczują takie powołanie – do godnego uczestniczenia w życiu publicznym swoich środowisk lokalnych, ale także większych społeczności. Jest to zgodne ze społeczną nauką Kościoła, która bardzo dużą rolę przypisuje zaangażowaniu katolików świeckich, tak zwanego laikatu, w życie publiczne. Długo można wymieniać dokumenty kościelne, które ukazują miejsce i rolę laikatu w świecie. Szczególną rolę drogowskazów pełnią tu Katechizm Kościoła Katolickiego oraz dokumenty Soboru Watykańskiego II, a w tym Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym „Gaudiem et spes” i Dekret o apostolstwie świeckich. Obok tych dokumentów o charakterze fundamentalnym niemniejsze znaczenie posiadają: encyklika „Rerum novarum” Leona XIII, adhortacja apostolska „Evangelii nuntiandi”, list apostolski „Octogesima adveniens” i encyklika „Populorum progressio” papieża Pawła VI oraz szczególnie aktualne adhortacja apostolska „Christifideles laici”, a także encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II: „Redemptor hominis”, „Laborem exercens”, „Sollicitudo rei socialis” oraz „Centesimus annus”. Jednak dokumentem kościelnym, który najbardziej syntetycznie ujmuje zagadnienie, przedstawiając bardzo precyzyjnie aktualne stanowisko Magisterium Kościała katolickiego jest „Nota doktrynalna dotycząca pewnych kwestii związanych z udziałem i postawą katolików w życiu politycznym”, wydana przez Kongregację Nauki Wiary w dniu 24 listopada 2002 r. Pochwała zaangażowania i nagana bezczynnościWszystkie te dokumenty mówią bardzo wyraźnie, że laikat, który jest ewangeliczną solą ziemi uświęcającą świat od wewnątrz, powinien żywo reagować na wszelkie przemiany świata i objawiane przez Boga znaki czasu, aby w każdej chwili umiejętnie bronić w świecie niezmiennych praw Bożych. Ludzie wierzący w tym celu powinni korzystać z tych możliwości, które przynajmniej teoretycznie gwarantuje demokracja. Bowiem zasady demokracji dają formalną możliwość uczestniczenia w kierowaniu sprawami publicznymi w klimacie prawdziwej wolności, na co z aprobatą zwraca uwagę Sobór Watykański II. Wszyscy, także chrześcijanie, korzystając z czynnego i biernego prawa wyborczego, mogą się przyczynić do wyboru prawodawców i rządzących, którzy nie będą oddzielać człowieka od Boga ani polityki od moralności. Także innymi metodami, poprzez swoje czynne zaangażowanie w sprawy publiczne katolicy świeccy powinni mieć wpływ na orientacje polityczne, konkretne partie oraz na legislację, która będzie służyła autentycznie człowiekowi i dobru wspólnemu. Świeccy wierni powinni wykonać zadanie, jakim jest przenikanie duchem chrześcijańskim doczesnego porządku, z poszanowaniem jego natury i prawowitej autonomii. Powinni to czynić poprzez pełnienie wspólnych powinności obywatelskich, „kierując się chrześcijańskim sumieniem”, w zgodzie z wartościami, jakie z tym sumieniem harmonizują. Powinni nadto kierować się własną odpowiedzialnością, współdziałając z innymi obywatelami w zakresie przysługującej każdemu kompetencji, zgodnie ze swoim indywidualnym powołaniem. Z tej podstawowej nauki Soboru Watykańskiego II wynika, że „świeccy nie mogą rezygnować z udziału w 'polityce', czyli z różnego rodzaju działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej, która w sposób organiczny służy wzrastaniu wspólnego dobra”. A wręcz przeciwnie. W „Gaudiem et spes” czytamy, że „Kościół uznaje za godną pochwały i szacunku pracę tych, którzy dla posługi ludziom poświęcają swoje siły dobru państwa i podejmują się tego trudnego obowiązku”. Tymczasem mamy dzisiaj sytuację taką, że wielu katolików nie chce angażować się w sprawy publiczne twierdząc, że polityka to samo zło. Utrwalone postawy pasywne są w znacznej mierze owocem półwiecza komunizmu. System totalitarny nie dawał obywatelom możliwości rzeczywistego wpływu na bieg spraw publicznych. Zredukował niemal całkowicie istotną dla społecznego rozwoju człowieka kategorię uczestnictwa. Ponadto komunizm uniemożliwiał kształcenie odpowiedzialnych kadr i postaw, a także zniechęcił wielu katolików do partii politycznych. Także obecny, bardzo niski poziom debaty publicznej, wzajemne obrzucanie się błotem przez polityków i ciągła atmosfera walki nie wpływają mobilizująco. Ludzie zniechęcają się do polityki i coraz częściej nie tylko nie chcą angażować się w życie publiczne, ale nawet nie idą na wybory. A takie totalne wycofanie się jest oddaniem pola wrogom Kościoła, którzy właśnie liczą na to, że katolicy albo dadzą się zmanipulować przez media, albo w ogóle nie pójdą głosować. „Bierność, która zawsze była postawą nie do przyjęcia, dziś bardziej jeszcze staje się winą. Nikomu nie godzi się trwać w bezczynności” – pisał Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej „Christifideles laici”. Problem etycznego pluralizmu i nietolerancyjnego laicyzmuNatomiast tym katolikom, którzy chcą partycypować w życiu publicznym, wrogowie Kościoła i Boga starają się narzucić język debaty publicznej, jej zakres, a także swoją optykę spojrzenia na różne sprawy. Kongregacja Nauki Wiary zwraca uwagę na coraz powszechniejszy relatywizm kulturowy, którego oczywistym przejawem jest upowszechnianie i obrona etycznego pluralizmu. Sankcjonuje on rozkład rozumu oraz obalenie zasad naturalnego prawa moralnego. W wyniku tej tendencji często niestety głosi się publicznie, że taki pluralizm etyczny jest warunkiem demokracji. Dochodzi do tego, że nawet katolicy żądają całkowitej autonomii dla swoich wyborów moralnych, które przekładają się na decyzje polityczne. Natomiast z drugiej strony prawodawcy sądzą, iż taką wolność wyboru zapewniają przez formułowanie praw, nie liczących się z zasadami naturalnej etyki. Ta relatywistyczna koncepcja pluralizmu nie ma nic wspólnego z prawnie uzasadnioną wolnością obywateli-katolików do wybierania spośród politycznych opinii dających się pogodzić z wiarą i naturalnym prawem moralnym tej, która zgodnie z własnym kryterium lepiej odpowiada wymogom wspólnego dobra. Wolność polityczna nie jest i nie może być oparta na relatywistycznej idei, że wszystkie koncepcje na temat dobra człowieka, rodziny i społeczeństwa są równie prawdziwe i mają tę samą wartość. Dla katolika wartość podstawową ma nauka moralna i nauka społeczna głoszona przez Kościół. Jest jeszcze drugie dno tego samego problemu, równie niebezpieczne dla osób wierzących. Wrogowie Kościoła i Boga, w imię fałszywie pojmowanej tolerancji, żądają od katolików, aby zrezygnowali z wnoszenia do życia społeczno-politycznego tego, co uznają po ludzku za prawdziwe i słuszne, a co jest zgodnie z chrześcijańską koncepcją ludzkiej osoby, wspólnego dobra i państwa. Starają się przemilczeć fakt, że prawo głoszenia swoich poglądów demokratyczny porządek prawny stawia jednakowo do dyspozycji wszystkich członków politycznej wspólnoty. Wręcz przeciwnie, narzucają wszystkim pogląd, że postulaty „katolickie” są tożsame z „wartościami wyznaniowymi”, a zatem kłócą się z zasadą „świeckości” państwa i obowiązującego porządku prawnego. A co za tym idzie, głoszenie takich poglądów będzie oznaczało próbę ich narzucenia i nietolerancję wobec innych postaw i poglądów. Stosując tę metodę różnej maści liberałowie i socjaliści, obrońcy Praw Człowieka, pacyfiści, tzw. zieloni i inni starają się zamknąć usta katolikom i wyeliminować ich głos z debaty publicznej. Miejmy świadomość, że siły wrogie Kościołowi i Bogu w imię poszanowania indywidualnego sumienia odmawiają katolikom prawa do polityki zgodnej z ich przekonaniami dotyczącymi wspólnego dobra. W rzeczywistości dążą oni do dyskwalifikacji chrześcijan pod względem politycznym z tego powodu, iż działanie w zgodności ze swoim sumieniem uznają oni za swój moralny obowiązek. Ale tym samym ci, którzy walczą o prawa człowieka i tolerancję sami posuwają się do dyskryminacji i popadają w pewną formę nietolerancyjnego laicyzmu. Bowiem walcząc z „wyznaniowością” w polityce odrzucają nie tylko jakiekolwiek znaczenie chrześcijańskiej wiary w dziedzinie polityki i kultury, ale nawet samą możliwość istnienia etyki naturalnej. A tym samym chcą wykluczyć z polityki tych, którzy tę etykę uznają. Właściwe zrozumienie "świeckości" w polityceTymczasem – jak twierdzi Urząd Nauczycielski Kościoła – rozwój zgodny z poczuciem wspólnego dobra społeczności politycznej nie ma nic wspólnego z „wyznaniowością” czy też religijną nietolerancją. W świetle katolickiej nauki moralnej „świeckość” pojmowana jest jako autonomia sfery obywatelskiej i politycznej w stosunku do sfery religijnej i kościelnej, ale nie w stosunku do sfery moralnej. „Świeckość” oznacza bowiem w pierwszym rzędzie postawę tego, kto szanuje prawdy mające swoje źródło w naturalnej świadomości człowieka żyjącego w społeczeństwie, chociażby te prawdy były jednocześnie głoszone przez określoną religię, a to dlatego że prawda jest jedna. Przy czym Kościół absolutnie nie domaga się tego, aby norma specyficznie religijna stała się prawem państwowym, bowiem inne są kompetencje religii i inne uprawnienia społeczności politycznej. Jak pisał Jan Paweł II w „Orędziu na Światowy Dzień pokoju”: „Utożsamianie prawa religijnego z prawem cywilnym może powodować stłumienie wolności religijnej, a nawet ograniczyć lub przekreślić inne niepodważalne ludzkie prawa”. Katolicy mają prawo w demokracji szczerze poszukiwać prawdy, a także rozpowszechniać i chronić przy zastosowaniu godziwych środków zasady moralne dotyczące życia społecznego, sprawiedliwości, wolności, poszanowania życia i innych praw ludzkiej osoby. Fakt, że niektóre z tych zasad są także treścią nauczania Kościoła, nie pomniejsza cywilnej prawowitości i „świeckości” zaangażowania tych, którzy się w nich odnajdują, niezależnie od roli, jaką rozumowe dociekania i potwierdzenie płynące z wiary odegrały w przyjęciu tych zasad ze strony każdego poszczególnego obywatela. Błędem byłoby mylenie słusznej autonomii, jaką katolicy winni posiadać w dziedzinie polityki, z głoszeniem jakiejś zasady, która rozmija się z moralną i społeczną nauką Kościoła. Ta prawda jest fundamentalna dla zrozumienia istoty udziału katolików w życiu publicznym. Różne partie, poglądy i drogi dojścia do celuDojrzały laikat, czyli odpowiednio uformowany i wyedukowany, realizując swoje powołanie do działalności publicznej, nie powinien uchylać się od uczestnictwa w szeregach partii politycznych, gdyż one są w naszych czasach głównym instrumentem walki politycznej. Kościół nie precyzuje i nie wskazuje, które partie są lepsze, a które gorsze, choć grzechem jest udział katolika w takiej partii, która programowo występuje przeciwko prawu Bożemu i chrześcijańskim zasadom. Jednak przy wyborze partii nie można kierować się bezkrytycznym pluralizmem, a raczej oceniać program partii z punktu widzenia zasad oraz istotnych wartości katolickich. W tym miejscu trzeba przypomnieć czynniki uzasadniające istnienie wielości partii, w łonie których katolicy – zwłaszcza poprzez przedstawicielstwo parlamentarne – mogą wykonywać przysługujące im prawo i obowiązek kształtowania życia publicznego w swoim kraju. Do tych czynników zalicza się przede wszystkim: - zależność niektórych wyborów w sprawach społecznych od konkretnych okoliczności; - często są dopuszczalne z moralnego punktu widzenia różne strategie dla urzeczywistnienia lub zagwarantowania tej samej podstawowej wartości; - istnieje wiele interpretacji zasad teorii politycznej; - występuje znaczna złożoność problemów politycznych na płaszczyźnie technicznej. Kościół zakłada, że polityczne przedsięwzięcia realizowane przez katolików zmierzają stopniowo do konkretnego urzeczywistnienia prawdziwego ludzkiego i społecznego dobra w określonym kontekście historycznym, geograficznym, ekonomicznym, technologicznym i kulturowym. Ten skonkretyzowany sposób urzeczywistnienia i ta różnorodność uwarunkowań jest najczęściej źródłem pluralizmu orientacji i rozwiązań, jakie mogą być zaakceptowane z moralnego punktu widzenia. Chociaż prawem i obowiązkiem Kościoła jest wyrażanie moralnych ocen na temat doczesnych rzeczywistości, jeśli wymaga tego wiara albo moralne prawo, to jednak jego zadaniem nie jest formułowanie konkretnych rozwiązań – a tym mniej rozwiązań wyłącznych – w doczesnych kwestiach, jakie Bóg pozostawił wolnemu i odpowiedzialnemu osądowi każdego człowieka. Jeśli chrześcijanin jest obowiązany uznawać „w zakresie porządku spraw doczesnych (...) uprawnione różnice poglądów”, jest też wezwany do odrzucenia koncepcji pluralizmu pojmowanego w sensie moralnego relatywizmu. Obowiązki katolika w życiu publicznymW tym miejscu należy przypomnieć fundamenty niezbędne katolikowi do właściwego wypełniania przez niego obowiązków w życiu politycznym, a także kwestie, które wymagają szczególnego wysiłku w realizowaniu służby publicznej. Głównym fundamentem jest chrześcijańska nauka moralna i społeczna. Do tej nauki świeccy katolicy winni się zawsze odwoływać, aby mieć pewność, że ich uczestnictwo w życiu politycznym nosi na sobie znamię nienagannej odpowiedzialności za sprawy doczesne. Kluczem do powodzenia jest uwzględnienie w działalności publicznej, szczególnie w pracy legislacyjnej, chrześcijańskiej koncepcji osoby ludzkiej. Odnośnie do tej koncepcji zaangażowanie katolików nie może dopuszczać żadnego kompromisu, gdyż w przeciwnym razie zostałoby przekreślone świadectwo chrześcijańskiej wiary w świecie oraz wewnętrzna jedność i zgodność samych wiernych. Zgodnie z nauką Soboru Watykańskiego II demokratyczna struktura, na jakiej próbuje się opierać nowoczesne państwo, byłaby krucha, gdyby jej podstawą i ośrodkiem nie była ludzka osoba. Tylko poszanowanie osoby stwarza możliwość demokratycznego uczestnictwa: „ochrona praw osoby jest (...) niezbędnym warunkiem tego, aby obywatele, tak indywidualnie, jak i stowarzyszeni, mogli brać udział z życiu państwa i w aktywnym kierowaniu nim”. Niezbywalny szacunek dla osoby ludzkiej i konieczność zabiegania o dobro wspólne narzucają na katolickiego polityka konkretne obowiązki. A głównym z tych obowiązków jest publiczne dawanie świadectwa prawdzie, zwłaszcza w momentach konfrontacji, w których stawką jest „istota moralnego ładu, dotyczącego integralnego dobra ludzkiej osoby”. Wyraźnym przykładem dbania o ten ład jest zabieganie o stanowienie dobrego prawa w zakresie całego kompleksu „ustaw cywilnych dotyczących aborcji i eutanazji”, tak aby nie przekraczały one prawa, które ludzie otrzymali z nadania Boga. Dotyczy to także obowiązku „poszanowania i ochrony praw ludzkiego embrionu”. Analogicznie winna być zagwarantowana ochrona i rozwój rodziny opartej na monogamicznym małżeństwie między osobami odmiennej płci. Należy zabezpieczać jej jedność i trwałość, zagrożoną przez współczesne prawa dopuszczające rozwód. W żaden sposób nie mogą być prawnie zrównane z rodziną inne formy współżycia ani jako takie nie mogą uzyskać prawnego uznania. Także niezwykle ważne jest zapewnienie rodzicom wolności wychowywania własnych dzieci, co należy do praw niepodważalnych. Z podobną stanowczością trzeba myśleć o społecznej ochronie nieletnich oraz o wyzwoleniu ofiar współczesnych form niewolnictwa (narkomania i wykorzystywanie przez prostytucję). W wykazie tym nie można pominąć prawa do wolności religijnej oraz do rozwoju ekonomicznego, który powinien służyć ludzkiej osobie i wspólnemu dobru, z poszanowaniem społecznej sprawiedliwości, zasady międzyludzkiej solidarności i pomocniczości, według której „prawa wszystkich osób, rodzin i grup społecznych oraz ich realizacja powinny być uznawane, zachowywane i popierane”. W „Nocie doktrynalnej dotyczącej pewnych kwestii związanych z udziałem i postawą katolików w życiu politycznym” czytamy: „Jeśli zaangażowanie polityczne choćby w jednym aspekcie zostaje oderwane od społecznej nauki Kościoła, przestaje ono być wyrazem pełnej odpowiedzialności za wspólne dobro. Nie jest do pomyślenia, aby katolik na innych ludzi zrzucał płynący z Ewangelii Jezusa Chrystusa obowiązek chrześcijan głoszenia i realizacji prawdy o człowieku i o świecie”. Zatem z są kwestie, w których dla katolika nie ma kompromisu, ale nie mogąc go osiągnąć, a nawet przegrywając swoje poglądy w walce politycznej, katolik nie może zrezygnować z dalszych, uporczywych zmagań o dobro wspólne. Podsumowanie
|
Co mogą katolicy?
To nie tylko owoc komunizmu, ale przede wszystkim uznania, że własna wiara, wynikajace z niej poglądy nie prezentują niczego wyjątkowego, sa ani lepsze, ani gorsze od innych. Komuniści uważali swoją "wiarę" z lepszą i to był przeciwnik, z którym się walczyło, albo my, albo oni.To dzisiejszy socjalizm, gdzie ani my, ani oni, najlepiej nikt- obezwładnia wolę, aktywność. Socjaliści narzucili swój język w dyskursie, omamili różnymi hasłami-wytrychami, że katolicy ledwie co zdobywają się na popiskiwanie.Czasami nastawiają drugi policzek, a tamci walą jak w bęben. Ostatnim takim przykładem jest król hiszpański Jan Karol. Socdemokracja go tak oczadziła, że podpisał ustawę aborcyjną, której gdyby nie podpisał, dałby przykład wielu. Widocznie się bał, że straci swój marionetkowy tron.
Andyiudex
Skąd bierze przekonanie, że wystarczy ustawowo zabronić
aborcji to jej nie będzie. Jeżeli ludzie są wierzący, to żadna ustawa nie namówi ich do robienia rzeczy wbrew własnemu przekonaniu.
Łatwo winić króla, prezydenta, czy rząd, bo ludziom pozwala, ale nikt do tego nikogo nie zmusza.
Muzułmanki rodzą więcej dzieci we Francji niż rodowite Francuzki, a prawo
jest jedno dla jednych i drugich.
A kto jest odpowiedzialny za to, że młodzież jest agresywna, że nastolatkowie napadaja, kaleczą a nawet zabijają. Do tego aby wyjść
naprzeciw tym problemom nie potrzeba być w rządzie.
.
Prawda. Lecz jest jeszcze druga strona medalu. Nie ma lepszego papierka lakmusowego dla wyłuskania lewaków z tłumu, niż stosunek do aborcji. Albo jesteś ZA, albo PRZECIW. :-) Za ustawą zabraniającą aborcji pójdą inne ustawy, które ludzie ją popierający uchwalą. I wtedy będzie prawdziwy spadek liczby aborcji. Bo ludzie wychowani w nie-lewackim systemie będą inaczej widzieć człowieka. Od poczęcia. :-)
A o wychowawczej roli prawa
A o wychowawczej roli prawa Pani słyszała?
Znakomita większość ludzi nie myśli przed każdym czynem tylko działa odruchowo, zgodnie z prosymi regułami wziętymi z doświadczenia. Zrobiłem tak to była nagroda, zrobiłem inaczej to była kara. I nie ma w tym nic złego pod warunkiem, że otoczenie jest w miarę normalne, dobre.
Muzłmanki rodzą więcej niż rodowite Francuzki bo w nowym, z tego punktu widzenia gorszym, otoczeniu przebywają krótko. Jak już będą "rodowite" to się zepsują.
Dzieci zachowują się źle bo dorośli z MEN (trochę upraszczam pomijając pośredników) powiedzieli im, że szkoła to jest taka gra gdzie w za wypełnienie pewnych standardów otrzymuje się dużo punktów za badania kompetencyjne. Dorośli z MEN ostatnio nawet zalecają żeby w statutach szkół wykreślić słowo "kara".
Do tego aby wyjść naprzeciw tym problemom nie potrzeba być w rządzie ale będąc w rządzie można dość skutecznie postawić bariery temu wyjściu.
Marek Bekier
Dzieje prohibicji w USA dowodzą...
...że "wychowawcza rola prawa" też ma swoje granice.
Muszę przyznać, że pański
Muszę przyznać, że pański komentarz jest wprost idealny w tym miejscu! Chodzi o to, że prawo wychowuje tylko wtedy jeśli nie odbiega od tego co tradycyjne i stabilne w dłuższym czasie. Dzięki za przytomne spostrzeżenie.
Marek Bekier
Akurat dzieje prohibicji w USA
to dowód wygranej nowej (anty)cywilizacji nad tym, "co tradycyjne i stabilne w dłuższym czasie".
EQUO NE CREDITE, TEUCRI! - NIE UFAJCIE KONIOWI, TROJANIE!
Rząd Stanów Zjednoczonych nie sprawił lepszego
prezentu gangsterom niż wprowadzenie prohibicji. Za jej sprawą lokalni alfonsi, łapówkarze i hazardnicy zgrubasieli w krajowych przemytników wódki. Kiedy rządzący połapali się, jaką gafę strzelili, już było za późno.
Prohibicję wprowadzano w różnych państwach. Zwykle, poza światem muzułmańskim, kończyło się to co najmniej rozrostem bimbrownictwa, jeśli nie rozrostem działalności przemytniczej.
Perfidia dziejów sprawiła, że...
bimbrownictwo zostało wynalezione przez muzułmanina.
Sprostowanie
Ten "muzułmanin" wynalazł nie "bimbrownictwo", ale alkohol (sama nazwa wskazuje na pochodzenie z języka arabskiego). "Bimbrownictwo" oznacza zaś produkcję alkoholu bez wymaganych zezwoleń, więc jest terminem z dziedziny państwa i prawa a nie technologii.
Jako ciekawostkę możńa dodać, że destylację alkoholu odkryli Arabowie długo po spisaniu Koranu. I miało to swoje konsekwencje.
Koran nie zawiera bowiem zakazu picia alkoholu a jedynie wina i piwa. Są więc podobno muzułmanie, którzy twierdzą, że picia wódki Prorok im nie zakazał.
W takim razie ustalmy sprawę do końca
Czy to są tzw. szyici?
Generalnie
Pana wypowiedź można streścić (z pewną dokładnością lub niedokładnością - jak kto woli) do : "nie prawo jest dla ludzi, lecz ludzie dla prawa".
Teoretycznie możemy sobie zadekretować dowolne prawo - tyle że często teoria ma niewiele wspólnego z praktyką.
Ponadto ja osobiście wypraszam sobie traktowanie mnie jak przegłupawego uczniaka przez "jaśnie oświeconych przedstawicieli narodu", którzy nierzadko skończyli edukację w okolicach "zawodówki" i mają problemy z językiem polskim, nie oni będą dyktować mnie i moim dzieciom co dla nas/nich jest dobre a co nie.
PS. Ile powinienem mieć dzieci aby nie narazić się na zarzut "zepsucia" ???
Błogosławieni Ci, którzy milczą, mimo że nie mają nic do powiedzenia.
Generalnie,
nadmierna ilość przepisów jest szkodliwa - zwłaszcza tych, które odbierają wolność działania poszczególnym ludziom przekazując kompetencje w ręce wszechwiedzącej biurokracji.
Niektóre przepisy jednak są niezbędne. Są ludzie dla których, np. kodeks karny pełni w pewnym sensie funkcję wychowawczą. Nie każdemu wystarcza dekalog.
CYTAT: ///Skąd bierze
CYTAT: ///Skąd bierze przekonanie, że wystarczy ustawowo zabronić
pi, 2010-03-12 23:36 | Anna Kanady
aborcji to jej nie będzie. Jeżeli ludzie są wierzący, to żadna ustawa nie namówi ich do robienia rzeczy wbrew własnemu przekonaniu.
Łatwo winić króla, prezydenta, czy rząd, bo ludziom pozwala, ale nikt do tego nikogo nie zmusza.
/// koniec cytatu.
Istotnie. Więc po co jest cały kodeks karny, po co tysiące ustaw. Ludzie przecież są tak mądrzy ,że wiedzą co robić. Po co zakazywać zabójstw - przecież ludzie wiedzą co dla nich jest dobre czy nie. Po co Stwórca wymyślił 10 przykazań - jak wiedział (bo ON wszystko wie) ,że i tak nie będą w 100% przestrzegane. Po co matka ostrzega małe dziecko przed dotykaniem gorącej płyty na kuchni. Niech dziecko sobie sprawdzi - to się dowie, jak to smakuje. Jedna kobieta uwierzy, że po aborcji nic sie złego nie stanie. Wszystko będzie jak było i można dalej gwałcić swój organizm i psychikę. Druga się zastanowi. Tak jak to małe dziecko - a może rzeczywiście to jest "ziazi". I nie będzie później dwie noce płakać - bo paluszek boli. Kiedyś w PRL-u - aborcja była czymś zwykłym. Np. w środowisku wojska, milicji, służby bezpieczeństwa, aktywistów partyjnych. Szło się do szpitala jak na zabieg usunięcia kurzajki. Na wsi gdzie wpływ opinii środowiska ( w większości katolickiego) był silniejszy - aborcje również były na porządku dziennym. Przeprowadzane były one głównie domowym sposobem, w pierwszych tygodniach ciąży. W większości wypadków nikt jednak o nich nie wiedział. Nie miały "przyzwolenia społecznego". W bardziej zaawansowanej ciąży - kobiety nie ryzykowały majstrowania ziółkami i drutami. Choć skakanie ze stołu na klepisko nie było niczym odosobnionym . Usakcjonowanie takich praktyk prawem - jest policzkiem wymierzonym prawu naturalnemu. Nawet pani sekretarzowa - usuwając ciążę- wiedziała , że dobrze nie czyni. Pederaści istnieli od początku świata - ale nikt nie ustanawiał im pochodów , tęczowych flag i publicznej ekspiacji. Tak samo publiczne spółkowanie hetero na ulicach - było czymś gorszącym. Miałem kolegę w 109 Wojskowym Szpitalu Garnizonowym w Szczecinie. Ginekologa. Opowiadał, mi o kobietach , które próbował odwodzić od aborcji. Opowiadał o starszych kobietach - które zgłaszały się do jego kolegi - psychiatry w 20, 30 lat po zabiegu. Jakie miały problemy psychiczne z tytułu innej oceny tego czynu - po latach. Nie mówię o następstwach natury organicznej - jak komplikacje po aborcji, niepłodność - czy śmierć po zabiegu.
Często kobiety po takich zabiegach - nie mogąc później mieć upragnionego wreszcie dziecka -popadały w nerwicę neurasteniczną, a nawet schizofrenię. Jeśli chodzi o muzułmanki i "takie samo prawo we Francji". Muzułmanie żyjąc w krajach europejskich w ogóle się nie asymilują do obyczajów, prawa, w tym zwyczajowego - państw w których żyją. Oni są obok tego. Mają swój system wartości i mają w nosie ustawy i prawa "niewiernych". Wiedzą jednak ,że jak już ich będzie we Francji 51 % - to wtedy oczywiście wprowadzą prawo - ale koraniczne. I wszystkie panie innej proweniencji -będą latać po Paryżu w burkach i kwefach. I w inernecie sobie nie pohasają. A niewierni zostana zepchnięci do katakumb. I wtedy może zastanowią się nad głupotą swojego postępowania. Będzie już jednak za późno.
Mozets
Katolicy mogą sobie "wybierać"
Co mogą katolicy? Mogą sobie "wybierać" (np. partię p. Górskiego).
A godząc się na udział w tym "wybieraniu" - nie mogą ZMIENIAĆ.
Zmiana powinna zacząć się od odrzucenia systemu liberalnego z jego "wyborami", "demokracją", "równością" i "wolnością". Czyli od pozostania w dniach "wyborów" w domach.
EQUO NE CREDITE, TEUCRI! - NIE UFAJCIE KONIOWI, TROJANIE!
A co po odrzuceniu...
...systemu liberalnego z jego "wyborami", "demokracją", "równością" i "wolnością" ?
A co było
po oczyszczeniu stajni Augiasza?
EQUO NE CREDITE, TEUCRI! - NIE UFAJCIE KONIOWI, TROJANIE!
Po oczyszczeniu stajni Augiasza
Herakles wypłoszył kołatką ludożercze ptaki stymfalijskie, których większość powystrzelał z łuku.
Czy Katolikowi
wolno być w partii, która nie jest w stanie postawić JASNO problemu, czy jest ZA ratowaniem życia, czy PRZECIW? Czy katolikowi wolno być w partii, która zadłuża w nieskończoność kolejne pokolenia? Czy katolikowi wolno być w partii, która dokonuje prowokacji wobec swoich koalicjantów, tylko po to, aby wyeliminować ich z gry wyborczej? Czy katolikowi wolno być w partii, która potajemni flirtuje z ateistami i lewakami? Czy katolikowi wolno być w partii, która utrzymuje zbrodniczy system drenażu własnych obywateli, rzucając młodym rodzicom ochłap w postaci becikowego?
To są zasadnicze pytania dla posła Górskiego... Nie dla katolików, ale właśnie dla niego. Otóż pos. Górski próbuje zanęcić katolików współodpowiedzialnością za państwo, podczas gdy samemu kręci lody w partii władzy. Partia opozycyjna też jest partią władzy, tylko chwilowo w opozycji. Na ten niuans zwróciłem uwagę tu Katolicy, jeśli mieliby uczestniczyć w życiu publicznym powinni kierować się raczej w stronę Prawicy Rzeczypospolitej, choć po wystąpieniu Marka Jurka w Lublinie Stwierdzam, że jest on kompletnym fantastą politycznym. Ale przynajmniej z zasadami. Fantastę można jeszcze czegokolwiek nauczyć. Cynicznego manipulatora już nie. Proszę zatem rozważyć Panie pośle Górski, czy przypadkiem nie powinien Pan zmienić barw klubowych.
Mój głosik cieńszy od PiSku
Myszka
To chyba jedno z lepszych ujęć perfidii socjalistów,
którzy pod pozorem stwarzania (z wielką pompą i przytupem) raju - tu na ziemi - cichutko i konsekwentnie, zmniejszają zakres wolności naiwnych zwolenników społecznej sprawiedliwości.
(No subject)