Szukaj na PNWydarzeniaGorące tematyZaloguj sięnowedyskutowane 2008
Ile? |
Stolec towarzysza Kim Dzonga IlaUbiegły tydzień upłynął w polskich mediach pod – jak zwykle - znakiem Janusza Palikota. Od poniedziałku do niedzieli dziennikarze, autorzy blogów internetowych i komentatorzy przeżywali – niezwykle dla Polski istotną sprawę - czy Palikot zostanie ukarany za nawymyślanie Sikorskiemu od Pisowców? No bo jak tak można, żeby publicznie rzucić taką kalumnię na osobę publiczna, że w głębi ducha jest Pisiorem! To prawie tak samo jak nazwać kogoś "faszystą" i "antysemitą". Oczywiście Sikorskiego ożenionego z panną Applebaum antysemitą nazwać nie sposób, więc chociaż od pisiorów mu się nawrzuca. To fundamentalne ustrojowe zagadnienie, zaprzątało – jak już się rzekło – uwagę polskich dziennikarzy. Nie można było włączyć radia, żeby nie usłyszeć dywagacji czy Palikot zostanie za ten wyskok ukarany czy też nie. W końcu jak było do przewidzenia – ukarany nie został – bo jakże tak w "partii miłości" karać? Panowie pojednali się po szlachetnym apelu Bronisława Komorowskiego Boże co za szlachetność uczuć! No i jak tu nie zostać zwolennikiem PO? Wszakże złośliwemu komentatorowi zaraz przychodzi do głowy nieuprzejme z gruntu pytanie: a może chłopaki się dogadali i odegrali komedię na użytek różnych pożytecznych idiotów? Tym bardziej jeśli przypomni się ordynarny atak Sikorskiego na Prezydenta Lecha Kaczyńskiego sprzed dwóch tygodni. No bo tak zastanówmy się: w tzw. prawyborach w PO ściga się ze sobą dwóch kandydatów tej partii: Komorowski i Sikorski. Na zdrowy rozum powinni przed swoimi partyjnymi kolegami zachwalać swój program, a krytykować cechy konkurenta. Tymczasem Sikorski w swoim wystąpieniu wali w kogo? No jasne w Kaczyńskiego. No a Palikot, który jakoby atakuje Sikorskiego, tak naprawdę nie jemu dokłada tylko Kaczyńskim i PiS-owi. Cały ten przekaz od razu wygląda na dymany, zrobiony pod publiczkę i wyreżyserowany tak by najbardziej zaszkodzić PiS-owi. Co prawda – powiedzmy sobie szczerze –PiS sam sobie szkodzi najbardziej. Właśnie w Poznaniu odbywał się kolejny kongres PiS i – trzeba to powiedzieć szczerze – była to w porównaniu z „prawyborami PO” impreza po prostu nudna. Wszystko było wiadome od początku, że Jarek zostanie znów prezesem, że Lecha znów poprą w wyborach prezydenckich i że znów atakować będą Donalda – odwieczna miłość bliźniaków. No skoro w filmie od początku wiadomo jakie będzie zakończenie, to kto to będzie oglądał? Nawiasem mówiąc jest w tym coś porażającego, że nie ma żadnego normalnego mechanizmu selekcji liderów, że tak w PiS-ie, jak i w PO bez jakiejś katastrofy nie dokona się żadna zmiana na stanowisku „Wielkiego Sternika”. Że też to nikogo nie zastanawia: ani (tfu) politologów, ani (fuj) konstytucjonalistów, że w partiach finansowanych z budżetu milionami złotych, z naszych podatków, władza została sprywatyzowana? Kilka dni temu mogliśmy w telewizji obejrzeć reportaż o Korei Północnej i nieusuwalnej władzy Kim Dzong Ila. "Autorytety oralne" nie mogły się nadziwić, że taka dyktatorska władza w tej Korei. A tu, w kraju, pod nosem mamy dwie duże partie – dominujące na naszej politycznej scenie, w której – wypisz wymaluj – mamy sytuację jak w Korei – dyktaturę nieusuwalnych liderów i żaden dziennikarz się nad tym nie pochyli! Nie można się dziwić, że w tej sytuacji liderzy i same partie zajmują się tym czym chcą, a nie tym czym chcieliby Polacy. Sądownictwo – nie istnieje, służba zdrowia – lepiej nie mówić, finanse publiczne – w opłakanym stanie, autostrad nie ma, ale dla Kaczyńskiego najważniejszym tematem jest "Tusk", a dla platfusów – „Kaczyńscy i PiS”. Czy można się w tej sytuacji dziwić, że głowy liderów partyjnych, a za nimi dziennikarzy zamiast istotnych problemów zajmuje kwestia co dziś powiedział Palikot? W Korei też najważniejszą kwestią jest czy towarzysz Kim Dzong Il miał dziś normalny stolec. Biorąc pod uwagę poziom wypocin wiceszefa PO, porównanie wcale nie wydaje się nieodpowiednie.
|
Modelowo.
Na początku artykułu kilka "święcie oburzonych" pytań, potem po kilka kopów to w PO, to w PiS. A gdy mózgi wyznawców kaczorotusków są już dostatecznie pobudzone, następuje wypróżnienie właściwe - adresowane do innych wyznawców:
Nazwa bożka oczywiście nie pada, ale i tak wszyscy wiedzą o co chodzi.
Sprytne.
W momencie, gdy czytający czciciel Kaczora Kaczyńskiego lub Kaczora Donalda oblizuje się, że konkurencji się dostało - do nabuzowanego mózgu niepostrzeżenie sączy się wieści jakoby w Polsce jest niczym w Korei Pn i że liderzy partyjni są nieusuwalni.
Jak to można wcisnąć dwie totalne bzdury...
Naprawdę sprytne. Szacun.
Czy aby napewno?
Proszę jednak spróbować.
Podpowiem, że dotyczy to Korei i liderów.
Nadal pozostaję ciemny.
Ja z tego zrozumiałem, że od objęcia stolca przez dynastię Kim Dzong Ila w Korei bez jakowegoś kataklizmu nic u sterów nie ulegnie zmianie. W Polsce jedną z partii również niezmiennie rządzi dynastia (pełniące rolę lidera) a drugą jak dotąd nieusuwalny lider. Zarówno lider koreański jak i Polscy liderzy mają jedynie słuszne poglądy (choć nie zawsze identyczne). Kto próbował twierdzić inaczej dostał za swoje zgodnie z kulturą i obyczajami obydwu regionów. Być może jestem jak dorożkarski koń i jakieś klapki ograniczają mi pole widzenia.
No to rozjaśnię odrobinę.
Liderzy partyjni w Polsce nie są nieusuwalni. Nie ma takiego zapisu w statucie jakiejkolwiek partii. Nie ma też takiego zapisu w jakimkolwiek innym przepisie prawa.
Amen.
Co do Korei Pn.i Polski:
Inny mają oba kraje ustrój i reżym.
Poza tym ciekawostka:
(dźwięk werbla)
Polska od Korei Pn. różni się ordynacją...
(narastający dźwięk werbla ... i splasz!
Tak, tak... W Ludowo - Demokratycznej Republice Korei jest jednoturowy JOW!
(kurtyna, oklaski)
:-)))
Oklaskow
nie bedzie. Raczej pukanie sie palcem po czole....
No cóż, przyszpilił mnie pan argumentami
jak Tatarzy Longinusa Podbipiętę strzałami. Zatem nie walczę, osuwam się na kolana i zaczynam szeptać:
Gwiazdo zaranna...
Formalnie prawda.
Jednakże można zauważyć iż pomimo, że
to kto zagrażał liderom wzmiankowanych w artykule partii kończył w pewnym sensie śmiercią polityczną, chyba że pochodził z dynastii.
Na Konstytucję Najjaśniejszej RP nie zważały "niezawisłe" sądy, Konstytucyjne Trybunały ani przysięgający bronic jej i nawet biorący za to niemałe pieniądze osoby, to kto ordynacją będzie się przejmował?
Poszczególne partie też u nas tworzą w swym obrębie swoisty JOW (wszak prezes jest jeden) a ilość tur nie ma chyba tak istotnego znaczenia. Czy mylę się bardzo?
Z pańskiej odpowiedzi
zatrybiłem tylko to, że
Jeśli tak, to o co ten hałas z "partyjniactwem"?
Mogę się mylić.
Chcę zatem spojrzeć z innej perspektywy. Z perspektywy kogoś kto nie jest jak ja zrażony zarówno do PiSu jak i PO. Może faktycznie zbyt krótki jest żywot obu partii by snuć wnioski o nieusuwalności liderów ale faktem jest, ze jak dotąd są niezmienni. O ordynacji wspomniałem w kontekście znanych przecież faktów ewidentnego złamania choćby Art. Konstytucji RP - wprost i jednoznacznie zakazujących ekstradycji Polaków. Jeśli nawet konstytucję można bezkarnie gwałcić, to ordynacja też niczego nie gwarantuje. Może racja jest po Pańskiej stronie i chciałbym ją pojąć.
A mógłby Pan rozjaśnić ciut bardziej ?
"W Ludowo - Demokratycznej Republice Korei jest jednoturowy JOW".
A jak tam wygląda (prawnie i faktycznie) zgłaszanie kandydatów ?
Jednoturowy JOW jest też w USA i UK. Czy słuszne jest przekonanie, że systemy polityczne tych krajów różni się dość zasadniczo od ustroju KRL-D, czy tylko świat jeszcze nie wie, że jest w zasadzie taki sam ?
Kraje z JOW-ami
(jednoturowe - first past the past i dwuturowe - two round systems)
(First pass the post) AFGHANISTAN, AMERICAN SAMOA, ANTIGUA AND BARBUDA, ARUBA, BAHAMAS, BANGLADESH, BARBADOS, BELIZE, BHUTAN, BOTSWANA, CANADA, CAYMAN ISLANDS, CONGO, DEMOCRATIC REPUBLIC OF, COOK ISLANDS, DOMINICA, ETHIOPIA, GAMBIA, GHANA, GRENADA, GUAM, INDIA, JAMAICA, KENYA, KOREA, DEMOCRATIC PEOPLE'S REPUBLIC OF, MALAWI, MALAYSIA, MARSHALL ISLANDS, MONGOLIA, MONTSERRAT, MOROCCO, MYANMAR, NEPAL, NIGERIA, NORTHERN MARIANA ISLANDS, PAKISTAN, PALAU, PAPUA NEW GUINEA, RWANDA, SAINT KITTS AND NEVIS, SAINT LUCIA, SAINT VINCENT AND THE GRENADINES, SIERRA LEONE, SOLOMON ISLANDS, SUDAN, SWAZILAND, SYRIAN ARAB REPUBLIC, TANZANIA, UNITED REPUBLIC OF, TONGA, TRINIDAD AND TOBAGO, TURKS AND CAICOS ISLANDS, TUVALU, UGANDA, UNITED KINGDOM, UNITED STATES, YEMEN, ZAMBIA, ZIMBABWE
(Two round systems) BELARUS, CENTRAL AFRICAN REPUBLIC, CONGO, CUBA, EGYPT, FRANCE, FRENCH GUIANA, GABON, GUADELOUPE, HAITI, IRAN, ISLAMIC REPUBLIC OF, IRAQ, KAZAKSTAN, KIRIBATI, KYRGYZSTAN, MALI, MAURITANIA, MONACO, REUNION, TAJIKISTAN, TOGO, TURKMENISTAN, UZBEKISTAN, VIETNAM
(To wpis z "prawicy.net". Niestety nie pamiętam, czyj. Autora przepraszam)
Oj, panie indris.
Czyżby pan nie rozumiał JOW? Pontifex Maximus tak się starał, a pan co? Jakby co, to proszę się do tej niewiedzy poblicznie nie przyznawać, bo dołączy pan do "idiotów, co nie rozumieją JOW", czyli m.in. mnie.
JOW jak to JOW.
Najlepsi z najlepszych prezentują swoje programy i największy debeściak wygrywa w okręgu.
W zasadzie wybory w Korei nie różnią się zasadniczo od wyborów w USA. W Stanach jest ceniona wolność i Konstytucja, więc wygrywają debeściaki odwołujący się do wolności i Konstytucji. W Korei ceniony jest szalony komunizm, więc wygrywają debeściaki odwołujący się do szalonego komunizmu.
PS.
W Polsce cenione jest życie na czyjś rachunek, więc jakbyśmy tak z JOWa pociągnęli, to wygraliby debeściaki od...
To oczywiste!
Ja mawia Michalkiewicz o tym bagnie:"My nie ruszamy was a wy nie ruszacie nas".
Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
Ze smutkiem trzeba stwierdzic, ze w Polsce sa tylko dwie
partie polityczne nieuzaleznione od "wodzow" : PSL i SLD.
Partia - to dobrowolna organizacja spoleczna o okreslonym programie politycznym majaca na celu jego realizacje poprzez zdobycie i sprawowanie wladzy.
PO i PiS - jako organizacje - maja jeden cel: zapewnic sprawowanie wladzy swoim liderom - bez programu politycznego (lub z jego namiastka - inaczej "lisciem figowym").
Warto chyba tez zwrocic uwage, ze sytuacja w Polsce coraz bardziej przypomina klasyczny system autorytarny:
- partie "legalne" (w polskiej wersji: parlamentarne) -panuja nad spoleczenstwem - pozbawionym realnego wplywu na rzadzacych.
Wot diemokracja - jak powiedzial kiedys Wania do Iwana....
Stolec dla autora!
Jaśnie wielebny autorze prześwietny w swej mądrości natchniony kulturą nie splamiony, wieszże czem w polskim języku jest STOLEC? Otóż jest to efekt wydalenia strawionych pokarmów i wyglądzie i zapachu powszechnie uznawanym za obrzydliwy.
Pan żeś zechciał uczynić ów wyraz elementem tytułu swojego artykułu.
Smacznego.
Robert Gwiazdowski: "Karol Marks miał zdaje się rację w jednym: władzę bankierów powinna zmieść jakaś rewolucja. Ale na to się, niestety nie zanosi."
I pomyśleć, że rację miał ...
Franciszek ks. de La Rochefoucauld gdy twierdził: nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, każdy – ze swego rozumu.
Nawet tego portalu nie omija Jego jakże trafna i niemal prorocza diagnoza.
Z kontekstu przecie jasno wynika, że szanowny autor wcale nie jest
a zwyczajnie napisał o królikach polskiej polityki!
Poprawka
Znaczyło a nie znaczy.
Robert Gwiazdowski: "Karol Marks miał zdaje się rację w jednym: władzę bankierów powinna zmieść jakaś rewolucja. Ale na to się, niestety nie zanosi."
Proponuję rozejm.
Dziś żaden z nas nie dowiedzie jak wołalibyśmy na tron królewski - gdyby takowy dotrwał do dzisiejszych czasów. Przyznam też, że i kontekst był naciągany, ale tak to sobie skojarzyłem. Zakopmy tomahawki.
Howgh.
Howgh.
Robert Gwiazdowski: "Karol Marks miał zdaje się rację w jednym: władzę bankierów powinna zmieść jakaś rewolucja. Ale na to się, niestety nie zanosi."