Sosjalizm na służbie ekologii

Ekolodzy protestowali niedawno, że po modernizacji kolejki linowej na Kasprowy Wierch środowisku grozi niemalże zagłada. Wagoniki kursują (teoretycznie) co 5 minut i zabierają 60 osób. Ale dwie panie kasjerki nie są w stanie sprzedać 60 biletów przez 5 minut. Więc wagonik albo czeka na pasażerów, albo odjeżdża z wolnymi miejscami.

Ekolodzy powinni być zadowoleni. Nawet jeśli przyjąć, że połowa biletów rozprowadzana jest w przedsprzedaży, to i tak trzeba w 5 minut sprzedać w dwóch kasach 30 biletów – 15 na jedną kasjerkę – jeden bilet w 20 sekund. Ale zatrudnienie kolejnej kasjerki to dotykowe koszty, bo trzeba jej zapłacić pensję i za nią składki ubezpieczeniowe. No i na dodatek, nie ma trzeciego okienka – bo kolejkę wyremontowano, ale na tym się inwencja skończyła.

Jak już zagorzali fani jeżdżenia na nartach w jednym z najdroższych kurortów świata dostaną się na górę, żeby drewniane krzesełka na Hali Goryczkowej, które bynajmniej nie zwalniają jak dojeżdżają do punktu startu, wzmocniły w nich hart ducha niemiłosiernie tłukąc co mniej wprawnych w podudzia, to muszą zdecydować, czy jeździć na Goryczkowej, czy na Gąsienicowej. Bo karnet całodobowy nie może być wykorzystywany na obu stokach, tylko na jednym z nich. Można kupić oczywiście bilety pojedyncze – tak dla wzbudzenia dodatkowo nostalgii – niech sobie towarzystwo powspomina stare dobre czasy.

Smaczku dodaje tej sytuacji fakt, że w grudniu Polskie Koleje Linowe (PKL) nagminnie reklamowały się chyba we wszystkich telewizjach w porze największej oglądalności – a więc płacąc za reklamę najwięcej!

Za to od połowy obu stoków stoją znaki ostrzegawcze: „UWAGA: wystające kamienie i korzenie”. To się nazywa troska o narciarzy!!! W takiej Austrii znaków takich nie ma :) :) :) Ale tam narciarze niszczą środowisko. A na nartostradzie z Kasprowego do Kuźnic wyraźnie widać było ślady jakiegoś zająca.

Więc przyroda tatrzańska się nie poddaje naporowi miłośników Zakopanego, którego niepowtarzalny klimat przyciąga coraz więcej osób, mimo że podróż z Warszawy trwa dłużej niż samolotem do Genewy, Zurychu czy Monachium, a stamtąd do którejś ze stacji alpejskich, gdzie jest dodatkowo znacznie taniej niż pod Giewontem.

Ale do Zakopanego nie jeździ się w sumie na narty – bo tu nie ma gdzie jeździć na nartach. Tu się przyjeżdża z miłości… A jak powszechnie wiadomo miłość jest bardzo kosztowna :)

To jest: Bacz

Polecam świętokrzyskie

Jako patriota polski i lokalny polecam

http://www.swietokrzyskie-ski.pl/

Pewnie taniej i krócej trwa podróż
niż w Alpy... nie mówiąc o Zakopanem.

Janusz Baczyński

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.