Nienawiść

Autor: 
Stanisław Srokowski
Wydawca: 
PRÓSZYŃSKI i S-KA

Kresy - opowieści niesamowite

Śp. Kapelan Rodzin Katyńskich ks. Peszkowski pozostawił nam wspaniały skarb: Prawda, Pamięć, Prawo, Przebaczenie. Miłosierdzie i przebaczenie nie przekreśla dochodzenia do prawdy, za którą w przeszłości przecież wielu cierpiało. Złu nie można pobłażać, ale jeśli krzywdom stało się zadość, to należy przebaczyć. - to przesłanie odnosi się także do tak trudnego tematu, jakim są zaszłości na Kresach.

Ucieczka od historii jest bezcelowa i niebezpieczna, ponieważ wróci w najmniej odpowiednim momencie, zniekształcona dekadami lat przemilczeń, zaskakując obecnych, nieprzygotowanych do zmierzenia się z nią, udźwignięcia jej. Niebezpieczna, ponieważ czyni to ją podatną na zafałszowania, a nas zostawia bezradnych wobec fałszów.

Dopóki nie nauczymy się, że każdy powinien być kustoszem historii, czy to swojej rodzinnej, lokalnej, społecznej, krajowej, dopóty nasza postawa obywatelska nie będzie w pełni uformowana. Nie wypełniona, duchowo pusta.

Czego nie możemy zrobić sami, jako Naród mamy prawo domagać się od naszych przedstawicieli. Na nich spoczywa obowiązek strzeżenia dziedzictwa narodowego, upowszechniania dóbr kultury – źródła tożsamości narodu polskiego, jego trwania i rozwoju. Niestety, li tylko retorycznie można się zapytać, co z edukacją w szkołach, co z lekcjami historii, gdzie misja telewizji publicznej, co z miejscami pamięci, co z pomnikami, et cetera. Jeżeli nie chcecie, Panowie, pomagać, to może chociaż nie przeszkadzajcie.

Z Polską historią jest trochę jak z beczką Pandory – wymieszane dramatyczne losy Rzeczpospolitej z długimi latami cenzury, kłamstw, prób niezbornych kompromisów - gdzieś tam na dale jest nadzieja, nadzieja na to, że wszystkie dzieje (dobre i złe) uda się opisać, poddać wymagającej debacie, przywrócić im rzeczywisty wymiar. Zapominając o trudnych okresach w naszej historii, skazujemy przede wszystkim na zapomnienie ludzi. Ofiarom odbieramy to co najcenniejsze – ślady jakie pozostawili na Ziemi. Zamykamy ich w anonimowości.

Nienawiść - opowiadania niesamowite, takimi wydały mi się po przeczytaniu pierwszych stron książki. Nierealne, makabryczne, wydobyte z najdalszych i najciemniejszych mroków historii ludzkiej, przyprawiające o ciarki na całym ciele.

Jak ta, w której jeden z braci (Ukraińców), z pozoru ten spokojniejszy, bierze za nogi małą Żydówkę Ryfkę i rozłupuje jej czaszkę na kamieniu. Ciąg zdarzeń jest tyle straszny, co niezwykły, niewytłumaczalny. Gdy Jewhen roztrzaskał Ryfcę głowę, a Mychajło strzelił Jewhenowi w łeb, od tyłu zaszedł go stary Hurnyk i siekierą odrąbał mu głowę. Spirala zbrodni.

Czuję się jak bohater-narrator, który jako dziecko przygląda się i zastanawia: dlaczego? Dlaczego oni wszyscy zginęli? Nie sposób nie zadać sobie pytania, skąd to zachowanie? Czy to wojna miała taki przemożny wpływ na zachowanie ludności ukraińskiej? Czemu tak się lubowali w zadawaniu cierpienia Żydom i Polakom? Ślepa nienawiść? Ideologia?

Skomplikowane stosunki, z dnia na dzień pogarszające się relacje współmieszkańców, izolowanie się we własnych grupach. Towarzyszymy młodemu bohaterowi w jego latach dzieciństwa. Zabawy z przyjaciółmi, obcowanie z przyrodą, wysłuchiwanie bajek. To wszystko nagle się zmienia. Znika przyjaciel Motiu, inny Sławko nie chce się z nim bawić, ignoruje go. Koniec z wesołymi bajkami dziadka. Zamiast nich wysłuchuje w domu strasznych opowieści, przy lekko tlącym się świetle, ukryty pod łóżkiem albo na zapiecku.

Ten mroczny świat duchów, zjaw, rozświetlają właśnie Anioły. Pisał o nich św. Bernard: Zapatrzeni w Oblicze Ojca Niebieskiego nie przestają zajmować się ludźmi. Stróże, zastępy drewnianych figurek, podarunek od dziadka. Obdarzone miłością i zaufaniem dziecka, stają się jego obrońcami, tarczą, która chroni małego bohatera i jego rodzinę. Sąsiadka Olga, Ukrainka, ratuje rodzinę przed nadchodzącymi bandami morderców. Przeżyli tę rzeź, choć śmierć była blisko. Ogień mimo że podłożony, nie strawił pozostawionego dobytku, zatrzymał się na podstawach domu, nie zakradł się do środka, strzeżonego przez błogosławione duchy.

Okres stałych dylematów, trudnych wyborów, walki o zachowanie godności, honoru. Zachowania po prostu człowieczeństwa. Lecz to co wydaje nam się teraz proste, co moglibyśmy na co dzień robić bez większego wysiłku, wtedy było decyzją z pogranicza życia, a śmierci.

Wpierw straszliwe kaźnie Żydów, bestialskie mordy na całych rodzinach. Później ten los spotkał i Polaków. Nie morderstwa, a okrutne akty znęcania się na ofiarami, kaci upojeni wymyślaniem sadystycznych tortur. Brutalne gwałty córek na oczach matek i matek na oczach rodzin, obcinanie nosów, uszu, wyłupywanie oczu. Obcinanie nóg, rąk, kobietom piersi, wreszcie głów. W użyciu były siekiery, widy, piły – którymi potrafiono przerżnąć ciało nieszczęśnika. Palenie żywcem. Zbrodniarze odczuwali jakąś niepohamowaną, dziką namiętność w mordowaniu Żydów i Polaków. Nieopisana brutalność, odczłowieczenie, a zarazem systematycznie przygotowywana eksterminacja.

Co mogli zrobić Polacy dla swoich sąsiadów czy dla obcych ludzi. Czy przyjąć i ukrywać Żydów? Co ma zrobić ojciec, który staje w obliczu takich dylematów, kiedy może zginąć jego najukochańsze dziecko, jego umiłowana żona. Czy tak się poświęcić dla kogoś, kogo w ogóle się nie zna? W razie wpadki - kara śmierci dla całej rodziny. Nie zwykła śmierć, ale perfidnie przygotowana, z całym instrumentarium i szatańskimi scenariuszami w głowach oprawców.

Dziadek Ignacy udziela prostej odpowiedzi: Albo to trzeba kogoś znać, by ratować.

Jednak nie wszyscy byli tacy, jedni nie mogli – czy można ich winić?; inni nie chcieli – czy można mieć do nich pretensje?

Nienawiść nie tylko opowiada o kresach ludzkiej wytrzymałości, granicy dobra i zła, godności i hańbie, przyjaźni i zdradzie. Jest lekcją historii, historii trudnej, bolesnej i tak nieodległej, pamięć o ofiarach UPA wymaga, abyśmy kultywowali prawdę o tamtych wydarzeniach. Kolejna rocznica, już 65., ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach, będzie 11 lipca 2008 roku.

Wojciech Łapiński

To jest: Jerzy Kałwak

Zbrodniarze z przetrąconymi kręgosłupami?

Panie Wojtku,
zachęcił mnie Pan do przeczytania książki p. Srokowskiego, którego pamiętam jako pisarza z czasów, gdy mieszkałem na Śląsku i bywałem we Wrocławiu.

Jak to się stało? Sądzę, że podobnie, jak w Jedwabnem. Wszyscy uczestnicy tego teatru śmierci "w realu" byli ludźmi upodlonymi przez okupantów rosyjskiego i niemieckiego. Wszyscy byli niepewni swojego bytu. Sprawdzianem przydatności, a więc i gwarancją przeżywalności, było okrucieństwo. Ukraińcy chwilowo poczuli się pewniejsi siebie, bo stała za nimi potęga Niemiec, zdolna do niszczenia ich katów - Rosjan. Polacy, niedawni okupanci, dostawali łupnia od Rosjan i Niemców, a ich państwo nie istniało. Można było z nich bezkarnie szydzić i mordować ich. Żydzi, bezpaństwowcy, utracili oparcie i w państwie rosyjskim, i w państwie polskim. Byli zagrożeni w dwójnasób. Nikt za nimi nie stał.

Dlatego niezwykle ważne jest dla pojedynczych ludzi posiadanie zaplecza moralnego, duchowego w postaci własnego silnego państwa. Inni pojedynczy ludzie mogą się nawet nie bać ich, ale muszą wiedzieć, że państwo się o nich upomni.
--------------
http://prawica.net/node/6035
aribo.pl/jerzykalwak

Pasuje mi pańskie

Pasuje mi pańskie ujęcie...gdybym się zastanowił, myślałbym chyba podobnie...

To jest: Wojciech-Maltan

To była jedna z najtrudniejszych książek

które czytałem. Czasami przerywałem, rozmyślałem, zastygałem, próbowałem zrozumieć. Nie były to dla mnie nowe wiadomości, ale opisane innym językiem, oddające charakter, klimat, tamtych czasów.

Motywy - jestem jeszcze w stanie pojąć. Jednak sposób, w jaki to robiono nie daje mi spokoju. Bezmiar okrucieństwa i sadyzmu. Trudno mi uchwycić ten początek. Cofać się o kilka setek lat - czy to rzeczywiście ma tłumaczyć postępowanie Ukraińców. Czy Niemcy mieli taki wpływ na banderowców, czy byli katalizatorem?

Widzi Pan, im dłużej nad tym myślę, tym więcej mam pytań.

Dlatego niezwykle ważne jest dla pojedynczych ludzi posiadanie zaplecza moralnego, duchowego w postaci własnego silnego państwa. Inni pojedynczy ludzie mogą się nawet nie bać ich, ale muszą wiedzieć, że państwo się o nich upomni.

Zgoda. Pan Srokowski wspomina, jeszcze przed tymi strasznymi zbrodniami, o tyglu kultur, narodowości. Żyli w spokoju, aż w końcu coś pękło. Skończyło się.

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

Zastanwowiłem się . I

Zastanwowiłem się . I czegos w diagnozie pana Jerzego mi jednak brakuje, własnie w nawiązaniu do tych słów..."Dlatego niezwykle ważne jest dla pojedynczych ludzi posiadanie zaplecza moralnego, duchowego w postaci własnego silnego państwa..."

Hmm...to może być niewystarczające... a mało to było i jest ludobojstwa w imieniu siły państwowej właśnie, kiedy ludzie czują wsparcie potęgi własnej organizacji...Żeby przywołać chocby faszystowskie Niemcy...
Więc to chyba nie tylko tak, że brak silnego Państwa luzuje moralnie i wyzuwa z wartości, także państwo "zbyt silne" jest skazane na szaleństwo
Zdaje się zatem, że w sytuacji konfliktu, ludobójstwo bierze się albo z poczucia fizycznej i instytucjonalnej przewagi nad przeciwnikiem, albo ( i to jest ten przypadek) z poczucia wykorzenienia wszystkich stron konfliktu....To tyle tyłułem niewiele zmieniającej glossy...

To jest: Wojciech-Maltan

Ale czy to państwo miało

Ale czy to państwo miało zaplecze moralne? Wręcz odwrotnie. Było zdemoralizowane. Ale to też było mało. Wbrew dużej części obywateli nie postępowano, zręcznie wykorzystano ich lęki, fobie. Jak już się rozpędzili, to nie było komu ich zatrzymać.

Silne państwo jest w stanie ochronić obywateli i mniejszości niż słabe, rachityczne. Silne państwo zbudowane na fundamencie moralnym, porządku chrześcijańskim. Ideę silnego państwa właśnie tak postrzegam - abstrahując od ograniczenia sektorów, w których ma działać - jednocześnie Strażnika Pamięci i Strażnika Wolności, gdzie Naród, suweren, to ogół wszystkich obywateli Rzeczypospolitej.

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

To jest: Jerzy Kałwak

Silne państwo bez autorytetów, czyli

bez oddziaływania pozytywnych przykładów z dziedziny nauki, gospodarki, kultury, sportu, tego co wspólnotowe - też jest do niczego, bo nie konsoliduje obywateli wokół spraw wyższej wagi, niż różnice narodowościowe, obyczajowe, kulinarne. Proszę wziąć pod uwagę migracje w tych kierunkach, gdzie poziom życia jest relatywnie wyższy.
Nie można poniżać własnych elit, bo potem nie ma do kogo aspirować.
--------------
http://prawica.net/node/6035
aribo.pl/jerzykalwak

To jest: Wojciech-Maltan

Pytanie o autorytety

Czy je mamy?
Czy może nie potrafimy ich dostrzec, uszanować? Wypromować?

Zwalczanie elit "innych" jest cokolwiek jałowe, gdzieś tu brakuje pomysłu na odrodzenie inteligencji.

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

To jest: Rafał Poniecki

Żyli w spokoju, aż w końcu coś pękło.

Żyli w spokoju, aż w końcu coś pękło.

To chyba siedzi gdzies w ludzkiej naturze?
Sasiad przeciwko sasiadowi, wies przeciwko sasiedniej wsi, jedno podworko przeciwko sasiedniemu.
Wyprawy na dalsze wsie, czy dalsze podworka zdarzaja sie bardzo rzadko.
Dlaczego? Animozje narastaja powoli, nawarstwiaja sie latami, przekazywane sa z pokolenia na pokolenie. Dlatego nie zdarza sie to miedzy odleglymi grupami, ktorych kontakty sa sporadyczne.
Jak dlugo mozna zyc z czyms, co cie uwiera? Niby drobiazg. Z pozoru wyglada, ze sie do tego przyzwyczailes, ale pod skora to siedzi. Latami. I przychodzi moment, ze dopadaja cie inne problemy, powazniejsze, z ktorymi zupelnie sobie nie dajesz rady, a ta stara zadra ciagle siedzi. Gryzie cie; bardziej psychicznie, niz fizycznie. Jesli sie jej pozbedziesz, to juz zostaje ci tylko jeden problem. Najgorzej podjac decyzje. Nie trzeba znac teorii katastrof Rene Thom'a zeby wiedziec, ze najtrudniejszy jest pierwszy krok. Jesli jestes w grupie, to latwiej. Nie trzeba myslec, wystarczy podazac za innymi. Ktos krzyknie, inni pochwyca. Najpierw moze z ociaganiem, pozniej coraz bardziej bezmyslnie.
I sprobuj wyindywidualizowac sie z rozentuzjazmowanego tlumu.

Rafal Poniecki

To jest: Wojciech-Maltan

Można powiedzieć, że jest

Można powiedzieć, że jest cała masa źródeł takich zachowań – co w żaden sposób ich nie usprawiedliwia. Chyba z połączenia ich wszystkich może wyłonić się odpowiedź. Ideologia, silne przywództwo, ta zaraźliwość przesądów wewnątrz tłumu, poczucie wspólnej misji, jasno i prosto zdefiniowany cel. Tłumy zbrodniczee, opisywane przez Le Bona, ma cechować: działanie – po pewnym czasie – automatyczne, bez jakiejkolwiek świadomości oraz przeświadczenie, że działa się w szczytnym celu.

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

To jest: Jerzy Kałwak

Sitwa rządzi!

Pan Wojtek przytoczył opis o tym najłagodniejszym, który niespodzianie roztrzaskał dziecku główkę o kamień, tego rozwalił jakiś zawodowy rozwalacz, a tego z kolei jakiś banderowiec z głową naładowaną ideologią.
Rozwalacz i banderowiec wiedzieli, że ten łagodny zrobił to fałszywie, aby im się przypodobać i aby go policzono do Prawdziwych Ukraińców, nieznających kompromisów i ustępstw. Rozwalacz utłukł go, gdyż uznał, że ten się w swojej lojalności zagalopował. Banderowiec utłukł rozwalacza za to, że utłukł Prawdziwego Ukraińca. Rozwalacz też okazał się tylko częściowo lojalny i bezlitosny. Zbyt miękki. Niepewny, skoro zachował odruchowe poczucie sprawiedliwości. Ideologia narodowa nie mogłaby odnieść sukcesu bez okazywania bezwzględności. Może potem, po zwycięstwie, można by złagodzić wymagania.
W tym momencie działało prawo sitwy, jak u kiboli: jeżeli założyłeś barwy i wziąłeś bejsbola, to musisz go użyć. Jeżeli nie, to jesteś obcy. Musisz walczyć, jak inni. Inni myślą tak samo o sobie i o innych.
Do tego opisu zawsze trzeba dołożyć kontekst cywilizacyjny. Bardzo cieszy mnie postawa polskich pograniczników, którzy krzyczeli do ukraińskich pograniczników, aby zbolałą Czeczenkę (tę, która zostawiła w górach trzy martwe córki) zostawili w spokoju, bo "ona jest nasza". Tamci wyzywali ją od najgorszych. Inne kryteria człowieczeństwa, inny poziom postrzegania dobra.

Sitwa jest jednak wszędzie! Patrz - ostatnia bitwa kiboli z policją we Włoszech.
--------------
http://prawica.net/node/6035
aribo.pl/jerzykalwak

Mit ukraińskiej sielanki....

witekm
Opisy życia kresowiaków przedstawiane są jako ukraińsko-polska sielanka, harmonijne współżycie Ukraińców z Polakami, Żydami.A przecież to ewidentna bzdura, Polacy od lat kilkuset byli tam uprzywilejowaną klasą kolonistów, nacją znienawidzoną. Rodzący się ukraiński nacjonalizm widział w tej nacji przede wszystkim odwiecznego konkurenta do ziemi i sprawcę nędzy miejscowej ludności.
Nie jest moim zamiarem usprawiedliwiać zaistniałe ludobójstwo, bo to nie powinno się zdarzyć. Lecz nie powinny się zdarzyć i inne historyczne fakty, które dla nas Polaków są równie haniebne.
Dzisiaj, gdy dążymy do polsko-ukraińskiej zgody dobrze byłoby w imię bilansu prawdy pamiętać o wszystkim, nie po to by przejść nad ludobójstwem obojętnie, lecz po to by dać temu pojednaniu szanse zaistnienia.
Dla tych których głębiej interesuje ten temat polecam zapoznanie się z książką; "Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyżnie 1793-1914" autor Daniel Beauvois.
Pamiętajmy o ofiarach, ale by doprowadzic do pojednania trzeba prowadzić dialog bez podsycania pamięci.

To jest: Wojciech-Maltan

Chyba źle mnie Pan zrozumiał,

ale dobrze, że zwrócił uwagę i na to.

Z relacjami sąsiedzkimi bywa różnie, nawet w obrębie jednej nacji. Nie ma idealnych stosunków albo nienawistnych wszędzie. Bywają różne. Toteż próbuje zrozumieć, dlaczego tam, gdzie było dobrze, skończyło się tak tragicznie. Nie mordowali znienawidzonych magnatów, a sąsiadów. Odpowiedzialność za nieszczęsną politykę można przypisywać szlachcie, później władzom Rzeczypospolitej, a w efekcie ucierpiała polska ludność.

Pan podaje kolejny powód, zemsta, czy raczej wyrównanie krzywd. Tym łatwiej przyszło, że mieli dogodną okazję i protektora.

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

Brakuje tla, brakuje ukladu

Brakuje tla, brakuje ukladu odniesienia, brakuje czasu w rozwazaniach nad ta ksiazka. Te brakujace elementy przemarsz niemiecki i bolszewicki przez Polskie Kresy, stal sie K A T A L I Z A T O R E M tych zbrodni. Zabraklo Panstwa Polskiego i natychmiast zaowocowala 'warunkowa wolnosc', zaproponowana Ukraincom przez okupantow, za cene zbrodni kainowej. Zbrodni w stylu najwiekszych bolszewickich czystek. Glodni wladzy, bez moralnosci i bez Boga. Uzurpujac sobie prawo w sile ponad czlowieczenstwem, ponad prawami i Bogiem zwyrodniali przywodcy Rusinow przemianowani na Ukraincow dokonali zbrodni na polskiej inteligencji - Jasnie Panach.
To pejoratywne przez bolszewie okreslenie jest rasitowskim dyskryminujacym terminem, uzywanym juz od czasow rewolucji dla okreslenia, zamoznej i wyksztalconej inteligencji polskiej, administrujacej na Kresach.

To jest: Wojciech-Maltan

Ma Pan rację

jednak nie ma miejsca, żeby o wszystkim napisać. A jest tyle wątków, co widać po komentarzach. Nad każdym można podyskutować. Pewne wątki zostały omówione przez p. Srokowskiego w publikacjach na PN: http://prawica.net/taxonomy/term/219

Temat morze. Dobry byłby taki cykl, który porusza te wszystkie wątki ( wydaje mi się, że na jeden artykuł to za dużo - ja mam problemy z czytaniem bardzo długich tekstów na monitorze, wolę papierowe wersje; kilka tekstów to dobry pomysł ) tylko kto się podejmie ;)

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.