Szukaj na PNWydarzenia
Zaloguj sięnoweczytane 2006Ile? |
W imię Ojca i Syna, i..?
08-11-2007, 10:40 | Magdalena Żuraw
Papież Pius XII w Bożonarodzeniowym przemówieniu z 1956 roku powiedział:
Wówczas rzecz tyczyła się „dialogu” z komunistami. Nadszedł jednak rok 1964, papież Paweł VI, Vaticanum II i wcielenie idei „dialogu” w życie. Poprzez zbliżenie – nie tylko z komunizmem, ale i z samym ateizmem oraz innymi religiami – idea ta szybko zawładnęła większością Kościoła katolickiego, początkując proces zrywania z wielowiekową tradycją, językiem łacińskim i ustalonym porządkiem liturgii. Jak obecnie wygląda ów „dialog” i kto go w imieniu Kościoła prowadzi? W parafii Najświętszego Odkupiciela (Most Holy Redeemer) w San Francisco arcybiskup Jerzy Niederauer, znany z uprawiania szeroko rozumianego ekumenizmu, udzielił Eucharystii dwóm homoseksualistom przebranym za zakonnice. Są oni członkami grupy o nazwie „Siostry Nieustającej Słabości” ( „Sisters of Perpetual Indulgence"), będącej międzynarodowym stowarzyszeniem gejów i lesbijek i oficjalnie wspomaganej przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Wyzwoleni panowie z grupy „Sióstr” mówią o sobie jako o „przełomowym zakonie zakonnic-gejów" ( „lading-edge order of queer nuns” ), których „misję” najlepiej wyraża motto: „Idź i grzesz trochę więcej" ( „Go and sin some more"). Stowarzyszenie, słynące z profanowania świętości, organizowania happeningów oraz parad gejowskich, powstało w niedzielę wielkanocną 1979 roku – i od tego czasu rosło w siłę z każdym rokiem. Obecnie „sióstr” jest około półtora tysiąca na całym świecie, a ich główne siedziby to Los Angeles, Seattle, Nowy Jork, Filadelfia, Sydney, Londyn, Heidelberg, Paryż, Edynburg. Członkowie grupy wyróżniają się obscenicznymi strojami, wyuzdaniem i perwersją w zachowaniu, a do stałych elementów ich wyglądu należy ostry makijaż przypominający weneckie maski oraz kwefy (lub tiulowe imitacje tego nakrycia głowy zakonnic). Warto też zwrócić uwagę na ciekawe „imiona”, a raczej pseudonimy, które przybierają „siostry”, np. Sister Erotica Psychotica czy Sister Porno Again. Udzielenie członkom tej jawnie antykatolickiej, prześmiewczej organizacji Komunii Świętej jest ewidentnym świętokradztwem, co łatwo sprawdzić w Prawie Kanonicznym lub Katechizmie Kościoła Katolickiego. Lecz nawet bez lektury żadnego z powyższych tekstów fakt znieważnia świętości mógł stwierdzić każdy obecny na wspomnianej mszy chrześcijanin, który widział, jak ciało jego Boga podawane zostało po pierwsze: na rękę, po drugie: osobie żyjącej w ciężkim grzechu – a po trzecie: jako rekwizyt w spektaklu szyderstwa z religii i wiary. Prawo Kanoniczne mówi:
„Wszyscy, do których to należy, mają troszczyć się o utrzymanie w kościołach takiej czystości i piękna, jakie przystoją domowi Bożemu, i nie dopuszczać do tego, by działo się w nim coś obcego świętości miejsca” (Kan. 1220 - § 1)” . ![]() Niestety, „dialog” porwał Nowy Kościół na całym świecie. Msze w wielu kościołach amerykańskich i zachodnioeuropejskich trwają 20-30 minut, są prowadzone niechlujnie, niewłaściwie i niezgodnie z jakimkolwiek rytem. Nie wyciąga się żadnych konsekwencji wobec księży, którzy zezwalają na przygrywanie w trakcie eucharystii zespołom rockowym czy hip-hopowym – przymyka się oczy na coraz częstsze msze specjalne: sportowe (np. dla kibiców futbolu, gdzie na ołtarzu rozstawia się piłki do „nogi”), samochodowe, a nawet trójwymiarowe (wierni oglądają audiowizualną część mszy przez okulary 3D). Biskup holenderskiej Bredy - Marcin Muskens – w ramach „dialogu” i polepszania stosunków z muzułmanami, wmawiał bez żadnych konsekwencji wiernym, że nie ma różnicy w nazewnictwie Boga, więc w ramach tolerancji powinni modlić się do Allaha. Ks. Marcin Tran, administrator parafii Huntington Beach w stanie Kalifornia, przekonywał z kolei, iż przyjmowanie Ciała Chrystusa w pozycji klęczącej jest ciężkim grzechem, gdyż „rozbija jedność wspólnoty” . Równie wrogi klękaniu (zdarzyło mu się podnosić z klęczków wiernych) biskup Tod Brown z diecezji Orange w Kalifornii zasłynął celebracją mszy na Halloween, w trakcie której kobieta (!) przebrana za diabła (!) udzielała komunii. ![]() Świętokradztwo, jak mówi Prawo Kanoniczne (2120),
Ostatnio na kazaniu w warszawskiej świątyni NMP Matki Kościoła (ul. Domaniewska) usłyszałam, że organy są średniowiecznym przeżytkiem, gdyż to gitara (brzdękająca w brazylijskich rytmach do słów „Baranku Boży” czy „Alleluja” ) sprawia, że z chęcią uczestniczymy w niedzielnej mszy. Kościół zaczyna robić się miejscem zbiorowej terapii, podczas której każdy może przyznać się przed „widownią” do swych słabości. Popisowym przykładem niech będą pewne wielkopostne rekolekcje, podczas których dziewczyna opowiadała o własnym grzechu - wieloletniej masturbacji – czy Msza Święta, gdy z zażenowaniem słuchałam, jak inna młoda ekshibicjonistka mówiła ze szczegółami o swoim ciężkim życiu, znienawidzonym ojcu-alkoholiku, i o Jezusie, który ją z tego wszystkiego uleczył. Mieliśmy też w Polsce mszę odprawianą przez księdza w stroju klowna oraz tłumaczenie przez kapłana dzieciom, że telefon komórkowy to ciało, a karta sim to dusza. ![]() Przy nieustannym faworyzowaniu przez Nowy Kościół modernistycznych dziwactw i jednoczesnym rugowaniu z życia religijnego przedsoborowej tradycji nie dziwi zatem fakt, że jedynie garstka duchownych odprawia Mszę Świętą Wszechczasów – z natury odporną na liturgiczne nadużycia. Podobnie jest z kazaniami, które w rycie przedsoborowym nie były częścią Mszy Świętej (mogły być wygłaszane przed lub po właściwej Liturgii). Dziś są one często albo wymuszonym, bezwartościowym bełkotem quasi-teologicznym, albo nośnikiem agitacji społeczno-politycznej (tu ukłon w stronę Listów Episkopatu na tak ważne tematy jak wybory czy ferie zimowe), albo osobistymi wyznaniami księdza. Niewielu jest kapłanów głoszących i objaśniających samego ducha Ewangelii. Kościół Św. Anny ma ks. Piotra Pawlukiewicza, na którego kazania ciągną tłumy – ale takich kapłanów jak on jest niewielu. Czy to oznaka czasu, nieuchronne dostosowanie się „ludzkiej” części Kościoła do współczesności – czy też już zastąpienie Starego Kościoła przez Nowy? Na to niełatwe pytanie każdy winien odpowiedzieć sobie najpierw w ciszy własnego sumienia – potem zaś, jeśli zajdzie taka potrzeba, publicznie. Czym mniejszą zachowamy obojętność, tym większa szansa, że w przyszłości nie będziemy musieli powtarzać słów meksykańskiego pisarza Rene Capistrana Garzy, które dziś wielu wiernym cisną się nieuchronnie na usta. Oto one:
![]()
![]() A kler nie znajduje związku
09-11-2007, 11:09 | Jan Bodakowski
A kler nie znajduje związku miedzy swoimi wygłupami a tym że ludzie przestają przychodzić na msze. U mnie w kościele z wygłupów księży cieszą się emerytki, młodzi ludzi zgorszeni i zszokowani. Msza święta przez komórkę
09-11-2007, 11:54 | polPOT
Pięć złotych za kazanie źródło: http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowA... Msza św. przez komórkę...
09-11-2007, 12:35 | indris
...musi być niepełna, bo przez komórkę (podobnie jak przez radio lub TV) nie można przyjąć Komunii św. Może to być natomiast pożyteczny surogat dla tych, którzy z różnych powodów nie mogą we mszy uczestniczyć osobiście, np. chorzy. Transmisjami radiowymi i telewizyjnymi już dawno nikt się nie gorszy, a nawet był to jeden z 21 postulatów gdańskich. No nie wiem...Jeśli
09-11-2007, 12:40 | Sławek
No nie wiem...Jeśli posłużyć się tym, juz tu przytoczonym, a zasłyszanym u ołtarza porównaniem, że komórka jest ciałem, a karta SIM - duszą, to można przyjąć komunię przez doładowanie... - - - - - - - - - - Przez doładowanie...
09-11-2007, 12:53 | indris
...mozna ewentualnie być ożywionym (i tak można objaśniac wskrzeszenie Łazarza). Ale nie można nic materialnie spożyć. Przynajmniej dopóki nie będzie możliwa teleportacja. TBM -> Magdalena Żuraw w kwestii granic
09-11-2007, 11:58 | TBM
Pani Magdo, Jaką w zasadzie widzi Pani na to radę? Pytam całkiem serio. Czy uważa Pani, że powracamy do czasów przedsoborowych, zupełnie rezygnujemy z mszy w obecnym rycie i zamazujemy ostatnie ~50 lat Kościoła? Pytam całkiem serio. Jak wielokrotnie przy różnych okazjach wspominałem dla mnie ważny jest problem granic. Na jednym krańcu mamy powrót do źródeł na drugim "mszę HIP-HOP". Gdzie ustalić granicę? KTO ma ją ustalić? Powiem o swoich osobistych odczuciach. Uważam, że "msza hip-hop" i tańczący ksiądz z Hostią ociera się o bluźnierstwo i świętokradztwo. Jednocześnie (w moim odczuciu) przeciętna msza w normalnym polskim kościele jest dostatecznie podniosła, by wypełnić moją potrzebę sacrum i poczucie uczestnictwa w Ofierze. Mszę "starego porządku" traktuję wyjątkowo - na specjalne okazje. Jestem heretykiem? Obniżam prestiż i znaczenie Mszy? Na kim mam się oprzeć w opinii? Na Piusie XII czy Janie Pawle II? Na kogo się zdać w osądzie? Na księdza z mojej byłej parafii, czytającego cennik "castoramy" w czasie mszy, mojego obecnego proboszcza, który po prostu mówi o Bogu, księdza-clowna czy ks Pawlukiewicza? Bo przecież oni wszyscy "biorą w tym udział". Wszyscy są kapłanami. Jak mam ich oceniać - jeśli mam byc jednocześnie posłuszny Kościołowi. Podważać święcenia tego a tamtego już nie? Czyj certyfikat musi uzyskać ksiądz - by był Księdzem przez duże "K"? Jak widać na załączonych zdjęciach - zdanie się "na zdrowy osąd" kapłanów nie sprawdza się. Sprawowanie Ofiary na tle "Wódek gdańskich" (nb. znakomitych) jest wyraźnym przegięciem. A gdyby było bez bannera? To już, czy jeszcze nie? Bo taki biedny miś jak ja widzi przegięcie dopiero jak jest drastyczne. Ksiądz z nosem clowna - jest. To widzę nawet ja. Ale inni? Nie wiem. Pytam Panią. Czy ksiądz dobrze robi docierając w czasie wakacji do zapyziałych miejscowości turystycznych w których nie ma kościoła by odprawić Mszę Św. w świetlicy robi dobrze (bo dotarł do ludzi, którzy by inaczej złamali 3. przykazanie) czy wręcz przeciwnie (bo rozleniwia ich i obniża podniosłość Ofiary)? Pytam serio. Jak ustawić granice? Tu i teraz - a nie gdzieś tam w świecie idealnym. pozdrawiam z paszportem Jedno z drugim b. powiązane
09-11-2007, 12:24 | Hieronim
Jedno z drugim b. powiązane tzn. Msza św. z kondycją kościoła. Msza św. jest Ofiarą i płynie z Niej wiele Łask Bożych. upewnienie
09-11-2007, 12:33 | TBM
Przylgnięcie do Tradycji oto ratunek. JEDYNY. Jeśli dobrze rozumiem, uważa Pan, że tę "granicę" powinniśmy ustawić bardzo ostro - na krańcu. Pełen powrót do czasów przedsoborowych.
"wielu będzie powołanych, niewielu zbawionych". Niewielu, niewielu... Walka trwa. Czy tak? pozdrawiam Tak
09-11-2007, 12:39 | Hieronim
Tak, należy powrócić do Tradycji,pomylono się, należy powrócić do rzeczy trwałych, do podstaw wiary, do niezmiennego, tradycyjnego katechizmu, do zawsze tych samych sakramentów, do zawsze takiej samej Najświętszej Ofiary Mszy. Należy do tego powrócić. Próbowałem wyżej
09-11-2007, 12:31 | Sławek
Próbowałem wyżej zachęcić panią Magdę do dyskusji na temat, czy to Kościół winny, czy po prostu ..idziemy dalej, po prostu dalej, bo dziś jesteśmy inni, niz wczoraj...i wczorajsi nie będziemy, choćby w tej intencji odprawiono tysiąc trydenckich mszy...Nie mój problem, mógłbym rzec, bo Kościół jest dla mnie tylko otuliną dla indywidualnego zbawienia...PRAWO się liczy, nie to, czy ktoś literę PRAWDY przyozdabia kunsztownie, czy też pod nią rysuje głupie szlaczki...( amerykańskie przykłady zidiociałych działań na kanwie czegoś, co niby jest wiarą - w ogóle mnie nie interesują, jako zwyczajna kulturowa miazga ) Pani Magda by chciała, żeby było tylko tak, jak jej się podoba...I mieści się z tym oczekiwaniem w głównym nurcie... - - - - - - - - - - upodobania p. Magdy
09-11-2007, 12:49 | TBM
Pani Magda by chciała, żeby było tylko tak, jak jej się podoba... Upodobania p. Magdy są istotne (ja tam za stary już, ale z pewnością wielu stara się jej kaprysy zaspokoić ;-)) ale nie o nie tu chodzi.
Widzi Pan, tak jak z aborcją uważam, że nowe życie liczymy od chwili połączenia dwóch komórek bo potem nie ma już żadnej innej wyraźnej granicy od której można by liczyć, że "zaczyna się człowiek". Nie dopuszczam więc nawet dyskusji, czy życie liczyć od 48 godziny czy 2. tygodnia. Bo wiem, że z czasem będzie to przesunięte na parę sekund przed porodem. Tak samo jest tutaj. Wyraźną (narzucającą się jako oczywista oczywistość) granicą jest SVII. Gdyby nie to, że żadnej innej wyraźnej granicy nie widzę - byłbym przeciwnikiem powrotu do "tamtych czasów" - z powodów o których Pan pisał. Ale boję się - a fakty to potwierdzają - że niewyznaczenie nowej ostrej granicy spowoduje, że będą wytyczane coraz to nowe i nowe aż przejdziemy wszelkie granice (w tym herezji i zdrowego rozsądku). Więc nie wiem. Tak po prostu nie wiem. Metoda salami w przypadku rozluźniania rygorów Mszy sprawdza się (niestety) na naszych czasach bardzo dobrze. A nie jestem na tyle zarozumiały, by uznać, że tam, gdzie JA uważam granicę za właściwą to ta granica jest we właściwym miejscu. Tak to zwykle bywa, gdy granice zamiast opierać się na naturalnych geograficznie (rzeki, góry) wytyczane są za pomocą linijki w stepie szerokim. Może po prostu czas na nowy Sobór? Od ostatniego świat zmienił się pewnie bardziej, niż w dowolnym czasie między poprzednimi soborami. pozdrawiam I co by ten Sobór miał
09-11-2007, 13:04 | Sławek
I co by ten Sobór miał ustalić? Zresztą, niechby był, moze juz czas...) Ale Kościół wzrasta dzieki swoim wiernym, materialnie i duchowo...Lub dołuje... Materialnie, dzisiaj, to jest tak, jak widać m.in na załączonych do artykułu fotografiach...A duchowo, to jest tak, jak widac w telewizji...i słychac za scianą...Ale mimo tego, zarówna ja , ani pan, ani pani Magda nie jesteśmy skazani na msze z cyrku rodem...a dla innych taka msza nie jest wcale tragicznym wyrokiem, tylko objawieniem...i bądź tu mądry.. - - - - - - - - - - Barbarzyństwo i kultura
09-11-2007, 13:12 | Prawicowiec
Komentarz do http://www.prawica.net/node/9161#comment-204721 Warto nie mylić rozwoju, który przejawia się w postępie naukowym i technicznym z degrengoladą i sparszywieniem, które są pochodnymi postępu obyczajowego i moralnego. Drogą tego moralnego postępu nie „idziemy po prostu dalej”, tylko obsuwamy się coraz niżej, do rynsztoka. Odrzucając konserwatywną formę, unieważniając tradycyjne zakazy i nakazy odrzucamy kulturę, a wybieramy barbarzyństwo. Wielu dyskutantów dowodzi tu swymi komentarzami, że nie mają nic przeciwko temu. To zrozumiałe, bo im mniej formy, tym mniej potrzeba wysiłku na jej utrzymanie i tym więcej okazji, aby tanim kosztem udawać wybitną, niepowtarzalną jednostkę, która wbrew stadnemu instynktowi waży się na dumne demonstrowanie własnego „ja”. Jednostką taką może być zarówno eksperymentujący nie wiadomo po co ksiądz, jak głupawy świecki czterdziestolatek udający wyrostka. Ale pytanie brzmi...skąd
09-11-2007, 13:28 | Sławek
Ale pytanie brzmi...skąd wiemy, jaka FORMA jest niemiła Bogu? I czy poznajemy to po tym, że jest to niemiłe nam osobiście? - - - - - - - - - - To nie jest dobre pytanie. I
09-11-2007, 13:33 | Prawicowiec
To nie jest dobre pytanie. I proszę mi nie zadawać dalszych pytań, bo przecież widać, że stoi Pan po stronie antykonserwatywnej, toteż moje odpowiedzi żadną miarą Pana nie zadowolą. Osobiście stoję po stronie
09-11-2007, 13:47 | Sławek
Osobiście stoję po stronie nieortodoksyjnego konserwatyzmu w granicach zwykłej przyzwoitości. Ale nie ma we mnie pragnienia, by wszyscy inni, byli tacy jak ja...bo inaczej nie ma o czym gadać... - - - - - - - - - - W artykule p. Magdy nie
09-11-2007, 14:09 | Prawicowiec
W artykule p. Magdy nie chodziło o to, że ona chce, by wszyscy byli tacy, jak ona. Chodziło tam o to, że robienie cyrku z kościoła jest niesłuszne, a od siebie mogę dodać, że jest także nieprzyzwoite. Dążenie lub skłonność do pustych, ale destrukcyjnych zmian formalnych, którą zapewne nazywa Pan konserwatyzmem nieortodoksyjnym, a ja nazwałbym antykonserwatyzmem, to tendencja, która dziś jest na fali. No cóż, nie jestem stronnikiem fali. Na to WAŻNE pytanie...
09-11-2007, 14:21 | indris
..logiczną odpowiedź daje tylko Kościół katolicki w dogmacie o nieomylności papieża (przy określonych warunkach). Jeżeli bowiem wierzy się w Boga i uznaje ten dogmat, to logiczne jest przyjęcie, że natchniony przez Boga papież ma prawo wypowiadac się w Jego imieniu. ![]() Zgoda
09-11-2007, 14:30 | moniK
..logiczną odpowiedź daje tylko Kościół katolicki w dogmacie o nieomylności papieża (przy określonych warunkach). Jeżeli bowiem wierzy się w Boga i uznaje ten dogmat, to logiczne jest przyjęcie, że natchniony przez Boga papież ma prawo wypowiadac się w Jego imieniu. Ale poza papieżem nikt nie ma prawa wypowiadać się w imieniu Boga. Pozdrawiam znad Mysterium Fide. Czyli logicznie będzie
09-11-2007, 14:38 | Sławek
Czyli logicznie będzie powiedziec, że dopóki nie mamy do czynienia z bezpośrednią interwencją Niebios, lub ich ustanowionego tu, na ziemi, pełnomocnika, tak długo możemy trwać w ufnym przekonaniu, ktore najlepiej wyraża zdanie - Myslę, że nie dzieje się nic... - - - - - - - - - - Właśnie tak...
09-11-2007, 14:51 | indris
..jak Pan napisał. Jest znana maksyma "Roma locuta, causa finita". ![]() I tu się z Panem nie
09-11-2007, 14:54 | moniK
I tu się z Panem nie zgodzę... Drogi O.Wladku, Co to jest
09-11-2007, 12:34 | Hieronim
Drogi O.Wladku, ![]() Ależ Panie Hieronimie!!
09-11-2007, 12:43 | Robert Olbrycht
Msza św. to tak jak byś stał pod Krzyżem, trwał podczas Jego Ofiary na Krzyżu. Czy wtedy na Golgocie też śpiewałbyś fajne piosenki ze swoim przyjacielem?
Przecież ludzie o takich poglądach nie kojarzą w żaden sposób tego, co się dzieje w kościele z Ofiarą Chrystusa. Racja jest po tej stronie!: - - - - - - - - Racja jest po tej stronie!: Niestety
09-11-2007, 12:52 | Hieronim
Ma pan rację ale trzeba próbować dotrzeć do świadomośći ludzi. Oni, często nie ze swojej winy, stracili wiedzę o podstawowych rzeczach i sobie improwizują tak, że zęby bolą. Myślę, że gdyby wiedzieli, właśnie wiedzieli bo nie wiedzą czym jest Msza św. to by się tak nie wygłupiali. ![]() Drogi Panie
09-11-2007, 15:32 | Marek Leonkiewicz
Każdy inny powód obecności na Mszy Swiętej niz miłość do Chrystusa jest nieporozumieniem. Marek Leonkiewicz Własnie, miłość... do
09-11-2007, 15:52 | Sławek
Własnie, miłość... do Chrystusa...Tylko proszę mi powiedziec, czy swoje uwielbienie kogokolwiek czy czegokolwiek zawsze i wyłącznie demonstruje pan grą na organach...I skąd - nota bene - organy w czasach Jezusa Chrystusa? Przecież może chodzic o to, by swój zachwyt okazywac w sposób pokoleniowo naturalny, czyli -nie wychodząc z formy - po prostu za pomocą znacznie bardziej współczesnych środków...Skąd założenie, że Bóg nie akceptuje zmian formalnych? - - - - - - - - - - ![]() Panie "Sławku", Myli Pan
09-11-2007, 18:16 | Grzegorz Wierzc...
Panie "Sławku", Myli Pan formę z treścią. Tu nie chodzi o instrumentarium, ale o jego użycie. W kościele podczas mszy powinna rozbrzmiewać wzniosła i religijna muzyka (niezależnie czy z XVII, czy z XX wieku), a nie melodie rozrywkowe i świeckie (niezależnie czy jest to oberek, starofrancuski gawot, czy gitarowa ballada z 2007 roku). A że do wyrażania głębokich treści sakralnych w muzyce, np. pięknej Ave Maria, najlepiej nadają się organy kościelne i śpiew (czasem wzbogacone o skrzypce) - to już inna sprawa... Czy ktoś wie, jaka muzyka
09-11-2007, 19:27 | Sławek
Czy ktoś wie, jaka muzyka rozbrzmiewała w czasie Ostatniej Wieczerzy, której każda Msza Świeta jest pamiątką? I czy była ona, ta muzyka, podniosła? Bo że nie była organowa, to chyba raczej wiemy...A może w ogóle nikt na niczym nie grał...To wszystko sa tematy zupełnie miałkie: ryty, śpiewki, pelerynki, malowidła i figurki, złoto, stiuki i marmury, chromatyczne politury... - - - - - - - - - - ![]() Piekna muzyka koscielna powstawala w okresie baroku,
09-11-2007, 20:49 | Anna Kanady
do tego stopnia piekna, ze ludzie sluchali oczarowani tym pieknem i Anna ![]() Muzyka sakralna wynika bezpośredni z pierwszego przykazania
10-11-2007, 21:23 | Marek Leonkiewicz
Będzieśz miłował Pana Boga swego z całej duszy swojej,z całego serca swego i z całego umysłu swego.... Marek Leonkiewicz No właśnie, wszystkie
10-11-2007, 23:48 | Sławek
No właśnie, wszystkie swoje talenty...A jak ktoś ma talent gitarowy i chce go skierowac ku Bogu...? - - - - - - - - - - Ten pański
10-11-2007, 23:54 | Prawicowiec
Ten pański talenciarz-gitarowiec oczywiście nie musi talentować na gitarze w kościele podczas Mszy Świętej. Jest tyle innych okazji poświęcenia się, złożenia ofiary ze swego talentu, że przeszkadzanie w liturgii mszalnej nie jawi się jako jedyna możliwość/konieczność talenciarska. Ale każdemu przeszkadza co
11-11-2007, 0:03 | Sławek
Ale każdemu przeszkadza co innego...jednemu gitara, a drugiemu, jak ktoś mu wyje nad uchem, bo myśli, że wtóruje organom...Dlaczego wycie jest sakralne, a czysty dźwięk gitary - nie? - - - - - - - - - - Obawiam się, że niełatwo
11-11-2007, 0:09 | Prawicowiec
Obawiam się, że niełatwo przyjdzie Panu to zrozumieć, bo to kwestia tradycji/konserwatyzmu. Śpiewy kościelne do muzyki organowej to tradycja. Wycie w kościele do hałasu gitarowego to postęp kulturowy. Im mniej w kościele postępu, tym więcej tam tradycji. Im więcej tradycji w kościele, tym lepiej dla Kościoła. Czy ja wyrażam się jasno i czy Pan to rozumie? Jeszcze starszą tradycją
11-11-2007, 0:31 | Sławek
Jeszcze starszą tradycją chrzescijaństwa jest to, ze kwitł śpiew, ale nie wolno było używac w czasie liturgii ŻADNYCH instrumentów. I tak, aż do ósmego wieku...A potem...zerwano z tą już utrwaloną tradycją, dopuszczając na próbę organy...I nic się nie stało...a może nawet stało sie dobrze...Modernizm? Co szkodzi, ze jedne msze są bez muzyki, inne organowe, a trzecie - gitarowe, dla pokolenia, które rozumie dźwięki gitary... Tak, jak jedne są po polsku, a inne po łacinie...Tradycja? Jasne...Wiara jest także po to, by nas konserwatywnie uwsteczniać. Ale czy tylko i wyłącznie? - - - - - - - - - - Wieki VIII i XXI
11-11-2007, 0:56 | Prawicowiec
Odwoływanie się do zwyczajów z wieku VIII, aby potem sięgać do wygłupów z wieku XXI dla uzasadnienia przyzwoleń na rozwalanie tego, co współcześnie uważane jest za tradycję i konserwatyzm, to przypadłość charakterystyczna dla tych, co to nie są w stanie tolerować obyczajów starszych niż 20 lat. Ja do tych postępowców nie należę, toteż nie wesprę Pana w jego wątpliwościach. Natomiast z oburzeniem odrzucam tezę, że „wiara jest także po to, by nas konserwatywnie uwsteczniać”. Teza ta podśmiarduje mi rewizjonizmem i herezją, ponieważ wiara jako taka jest ponadczasowa, toteż z definicji nie ma, bo mieć nie może, nic wspólnego z jakimkolwiek uwstecznieniem. Oburzył sie pan, nie
11-11-2007, 1:38 | Sławek
Oburzył sie pan, nie próbując zrozumieć. "Konserwatywne uwstecznienie" nie jest dla mnie pojęciem pejoratywnym. Jest przeciwieństwem "ślepego pędu ku zmianom." Owszem, własnie wiara jest tym, co mnie konserwatywnie uwstecznia i Bogu za to dziekuję... - - - - - - - - - - Jeśli pański konserwatyzm
11-11-2007, 1:48 | Prawicowiec
Jeśli pański konserwatyzm nieortodoksyjny bierze swą treść z tego „uwstecznienia konserwatywnego” mającego sprawczą przyczynę w wierze, to najwyraźniej w pańskim przypadku mechanizm uwsteczniający nie działa dostatecznie wydajnie. Możliwe...ale co by ze mna
11-11-2007, 1:54 | Sławek
Możliwe...ale co by ze mna było, gdyby na mnie nie działał w ogóle? Poza wszystkim myśle sobie, że dla konserwatysty ( nawet tego nieortodoksyjnego) mało które słowo brzmi (lub powinno brzmieć) równie słodko, jak "uwstecznienie"... - - - - - - - - - - Pańskie żarty to
11-11-2007, 16:07 | Prawicowiec
Pańskie żarty to absurdalizacja. Abstrahuję chwilowo od tego, czy absurdalizuje Pan świadomie, czy też nie, i spróbuję przedstawić konserwatywny pogląd na sprawy. Konserwatyzm nie jest ideą uwstecznianiającą, a wyraz „uwstecznienie” nie brzmi słodko w uszach wspoółczesnego konserwatysty-prawicowca. Ujmę to tak: uwstecznienie to ciąg do barbarzyństwa, w ostatecznej konsekwencji do odrzucenia dorobku ludzkości, konserwatyzm zaś to dążenie do utrzymania zasad i wartości żywotnie ważnych dla człowieka cywilizowanego. Paradoksalnie, postęp moralny jest ruchem uwsteczniającym, a konserwatyzm przez utrzymywanie wartości podstawowych pozwala na postęp rzeczywisty, bo konserwuje u człowieka jego potencjał twórczy. Zależy czego się pan
11-11-2007, 16:12 | Sławek
Zależy czego się pan dopatruje w słowie uwstecznienie...dla pana to regres, w znczeniu pogorszenia, dla mnie bardziej w żródłosłowowym znaczeniu - cofnięcię się ( choćby o krok, właśnie przed nachalnym postępem)...To "rozwój wsteczny", w znaczeniu uproszczenia budowy... - - - - - - - - - - Konserwatywny ból zębów
11-11-2007, 11:35 | TBM
to kwestia tradycji/konserwatyzmu. Śpiewy kościelne do muzyki organowej to tradycja. Wycie w kościele do hałasu gitarowego to postęp kulturowy. A może ma Pan jakąś radę na wielce konserwatywne trzy starsze panie z mojej parafii?
Zgodnie z tradycją śpiewają do wtóru organiście grającemu na tradycyjnych organach Yamaha. Panie te wielce chwalą Boga tradycyjnymi pieśniami, problemy są tylko trzy: 1) kompletnie nie mają słuchu Efekt jest taki, że przy wchodzeniu podczas pieśni na wejście ksiądz musi wpychać ministrantów siłą do kaplicy a choć dzielnie zaciska zęby widać wyraźnie, że bolą go wszystkie zęby. A ból rysujący się na twarzach wiernych sugeruje udział w nabożeństwie żałobnym. Do rangi hitu urósł fragment cudnej pieśni maryjnej "z dawna Polski Tyś królową" brzmiący: "Weź pod rękę naród cały Z akcentem na "rę". Facet w sklepiku w pobliżu kościoła dorobił się majątku na zatyczkach do uszu i coraz popularniejsze wśród wiernych jest wysłuchiwanie Mszy na dziedzińcu przed kaplicą. Ma to tylko tę dobrą stronę, że organista (obdarzony zresztą bardzo ładnym głosem) dwoi się i troi by wyszukać jakieś nieznane nikomu pieśni. Przez jakieś dwie niedziele śpiewa je sam (ku wielkiej uldze wspólnoty) a potem panie skądś podłapują słowa... I nie ma rady - przecież one chcą dobrze i starają się chwalić Boga jak potrafią. Tak to w naszej parafii mamy dzięki tradycji wyjątkowo szeroki repertuar pieśni, ból zębów i odmrożone uszy. Bowiem wszystko trzeba umieć stosować i dozować. Tradycję też. pozdrowienia ![]() Zauwazyłam, że ten tekst:
11-11-2007, 12:19 | moniK
Zauwazyłam, że ten tekst: "...weź pod rękę..." podłapuje wiekszośc pań poboznych. Dla mnie jednak hitem jest (autentyczne): ...co ośmiela mnie by
11-11-2007, 12:29 | Sławek
...co ośmiela mnie by powiedziec i o tym...Mamy proboszcza, który ma rozległe kontakty w świecie lokalnej kultury . I ów najął - zresztą raczej dla przykładu, niż inspiracji - miejscową śpiewaczkę operową, by ta co tydzień uwzniaślała tę najchętniej uczęszczaną z mszy swoim niewatpliwym talentem wokalnym. W dawce zresztą zbalansowanej...Jednak grono najtężych kobiecych głosów w rodzinie parafialnej odebrało to, jako ewidentny policzek...Do proboszcza poszło pismo potępiające z pewnością kosztowne użycie siły zaciężnej, kiedy nie brak zapału do śpiewu wśród własnego ludu...Popisy spiewaczki określono w piśmie, jako operowe arie i w konkluzji wyrażono grzeczną watpliwośc, czy msza powinna być "aryjska"...No i w naszej parafii "msza aryjska" spadła z grafika...:) - - - - - - - - - - :D
12-11-2007, 17:34 | AAA
ja to bardzo uważam obok kogo siadam albo staję w kościele, zwłaszcza gdy idę z dziećmi, bo potem nie to, że sama nie moge sie śmiać, to jeszcze musze panować nad sytuacją, by dzieci nie wybuchły śmiechem w głos i nawet skarcić nie mogę, bo przecież dobrze je rozumiem :D - - - - - TBM
13-11-2007, 18:40 | Prawicowiec
Komentarz do http://prawica.net/node/9161#comment-205359 Uważa Pan, że stając po stronie tradycjonalizmu w kościele staję po stronie niewłaściwej? Gdybym miał takie trudności, jak Pan, to zacząłbym chodzić do innego kościoła. trudności tradycjonalizmu
13-11-2007, 19:10 | TBM
Uważa Pan, że stając po stronie tradycjonalizmu w kościele staję po stronie niewłaściwej? Bynajmniej. Chciałem tylko zwrócić Pańską uwagę, na fakt, że sama tradycyjna forma nie stanowi o dobrze/źle. A jeśli w formie nie ma ducha, treści i wyczucia to nawet najlepsza tradycyjność form nie wystarczy.
Do "innych kościołów" chodziłem wiele lat, gdy nie byłem w stanie zgodzić się z formą homilii wygłaszanych przez proboszcza. Teraz powstała nowa parafia i nie widzę powodu dla którego miałbym "emigrować". Człek na stare lata chciałby już sobie znaleźć miejsce gdzie mógłby głowę złożyć, a nie być wiecznym nomadem. pozdrowienia Tradycjonalizm w kościele
13-11-2007, 19:18 | Prawicowiec
Komentarz do http://prawica.net/node/9161#comment-205871 Odnośnie tradycjonalizmu w kościele zgadzam się oczywiście, że „sama tradycyjna forma nie stanowi o dobrze/źle”. Są różne składniki konieczne do tego, aby całość złożyła się na sukces, a jednym z tych koniecznych składników jest właśnie tradycyjna forma. Bardzo dobry tekst
09-11-2007, 14:16 | JacekZ
Aż mnie zmotywował do założeniu tutaj konta i skomentowania. Brawo :) P.S. A teraz już cichutko poczytam komentarze :) Pozdrawiam ![]() cytat:Liturgia staje się
09-11-2007, 14:50 | moniK
Liturgia staje się sztuką dla sztuki? – Staje się czymś, co trzeba szybko odbębnić, bo po co się przejmować. Kościoły przegrywają w niedzielę konkurencję z supermarketami. Czy liturgia powinna być atrakcyjna? Czy to znaczy, że posoborowa reforma liturgiczna nie spełniła pokładanych w niej nadziei? Starsi księża opowiadają, że zmiany w liturgii po soborze były przyjmowane z entuzjazmem czy nawet z poczuciem ulgi. O banalizowaniu liturgii, powrocie do chorału i słabościach polskiego duszpasterstwa z o. Tomaszem Kwietniem rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz całość Droga pani
09-11-2007, 16:05 | Hieronim
Ta rozmowa jest wielkim nieporozumieniem ks. Kwiecień manipuluje i przeinacza. Jest wilkiem w owczej skórze „Strzeżcie się złych pasterzy”. Błagam niech pani nie zachwyca się pseudo tradycjonalistami bo utonie pani razem z nimi. ![]() Drogi Panie,
09-11-2007, 16:32 | moniK
Proszę sie uspokoić : ) ![]() Racja
09-11-2007, 15:01 | RSz
Pani Magdo, R. Szeremietiew ![]() Szanowny panie
10-11-2007, 18:01 | Smok Telesfor
To jest dopiero początek. Nie bądźmy naiwni. Jak pan sobie wyobraża istnienie równolegle dwóch Mszy ? ![]() Przyczyny kryzysu, nadzieja i prośba do Pani Magdy
09-11-2007, 16:21 | Luke7777777
Wiele spośród obserwowanych obecnie niestosownych zachowań w Kościele bierze się chyba z braku lektury dokumentów Watykanu (również, a może przede wszystkim przez pewną grupę biskupów i prezbiterów) – albo z ich lekceważenia. Na przykład w kwestii mszy gitarowo-rockowych często nie bierze się pod uwagę zdania Świętej Kongregacji Obrzędów, której INSTRUKCJA O MUZYCE W ŚWIĘTEJ LITURGII „MUSICAM SACRAM” mówi: „W Kościele łacińskim należy mieć w wielkim poszanowaniu organy piszczałkowe jako tradycyjny instrument muzyczny, którego brzmienie ceremoniom kościelnym dodaje majestatu, a umysły wiernych porywa do Boga i spraw niebieskich. Inne natomiast instrumenty można dopuścić do kultu Bożego według uznania i za zgodą kompetentnej władzy terytorialnej, jeżeli nadają się albo mogą być przystosowane do użytku sakralnego, jeżeli odpowiadają godności świątyni i rzeczywiście przyczyniają się do zbudowania wiernych". 63. Przy dopuszczaniu i używaniu instrumentów muzycznych należy brać pod uwagę ducha i tradycję poszczególnych narodów. Jednakże to, co według ogólnego przekonania i faktycznego używania odpowiednie jest tylko dla muzyki świeckiej, należy bezwzględnie wyłączyć z wszelkich czynności liturgicznych i ćwiczeń pobożnych.” (http://www.kkbids.episkopat.pl/dokumentypovii/musi...) To tylko jeden z przykładów. Można też poczytać o posłudze szafarzy nadzwyczajnych itd. (Przy okazji pozwalam sobie polecić tekst R.J. Stove’a Wyznania australijskiego organisty, który uzmysławia, że na całym świecie katolicy borykają się z tymi samymi problemami (i wciąż znajdują się wśród nich tacy, którzy starają się je rozwiązać, a nie pogłębiać): http://luke7777777.blogspot.com/search/label/confe...) Trzeba sobie wciąż uzmysławiać (o czym nieustannie przypomina Benedykt XVI), że Msza Święta to nie pole do eksperymentów i nie prywatna własność danego kapłana i / lub grupy wiernych – ale dar, do którego należy podchodzić z szacunkiem. Jeśli idzie o zdanie Rene Capistrana Garzy: Jakkolwiek wielokrotnie niektórzy mogliby chcieć powiedzieć: „TO NIE JEST KOŚCIÓŁ”, pamiętajmy również o słowach: „Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”. Wspomnijmy jeszcze o tym, co na temat „kryzysu w Kościele” powiedział Benedykt XVI, jeszcze jako kardynał Józef Ratzinger: „Być może zna Pan tę średniowieczną anegdotę o Żydzie, który wybrał się na dwór papieski i przeszedł na katolicyzm. Gdy powrócił do swego miasta, pewien znawca dworu papieskiego zapytał go: „Czyś w ogóle zauważył, co się tam dzieje?”. „Ależ tak”, odpowiedział, „wszystko widziałem, wszystkie te skandaliczne sprawki”. „I mimo to zostałeś katolikiem, toż to całkowity nonsens!”. Na co Żyd odpowiedział: „Właśnie dlatego zostałem katolikiem. Bo skoro Kościół mimo to nadal istnieje, to rzeczywiście ktoś inny musi go podtrzymywać”. Jak głosi inna anegdota, Napoleon miał kiedyś powiedzieć, że zmiecie Kościół z powierzchni ziemi. Na co pewien kardynał odrzekł: „Nawet nam się tego nie udało dokonać”. Sądzę, że paradoksy te ukazują coś bardzo istotnego. Rzeczywiście, w Kościele katolickim nigdy nie brakowało wręcz nieprawdopodobnych słabości ludzkich. Fakt, że Kościół mimo to zachowuje swą integralność, nawet wśród pojękiwań i postękiwań, że ciągle istnieje, że rodzi wielkich męczenników i wielkich ludzi wiary, ludzi, którzy poświęcają swoje życie jako misjonarze, jako pielęgniarki, jako wychowawczynie – fakt ten rzeczywiście wskazuje, że ktoś inny podtrzymuje jego istnienie. Nie możemy zatem sukcesów Kościoła księgować na swym koncie jako naszej zasługi, niemniej za Soborem Watykańskim Drugim mamy prawo powiedzieć – choć w innych Kościołach i wspólnotach chrześcijańskich występuje wiele żywych treści pochodzących od Pana – że Kościół jako podmiot we właściwym sensie jest obecny i zachowywany właśnie w tym podmiocie [Kościele rzymskokatolickim]. I że można to wytłumaczyć tylko działaniem Boga, który zapewnia Kościołowi coś, czego sami ludzie nie potrafiliby mu zapewnić.” (Bóg i świat – wiara i życie w dzisiejszych czasach. Z kardynałem Josephem Ratzingerem rozmawia Peter Seewald, tłumaczenie Grzegorz Sowinski, Kraków 2001, s. 57-58.) A propos – do Pani Magdy: z chęcią poczytałbym artykuły poświęcone temu, co jest w Kościele dobre, o kapłanach godnych naśladowania, o godnie sprawowanych Mszach Świętych. Rozumiem, że – jak twierdził Stefan Kisielewski: „Leży przede mną sporo wycinków ze świątecznej prasy. Wycinam, rzecz prosta, to, co mnie specjalnie drażni i wścieka – człowiek (poniektórzy przynajmniej) tak jest zorganizowany psychicznie, że na pierwszy plan wyciąga rzeczy nie załatwione czy źle załatwione: u podłoża tej podstawy kryje się jednak konstruktywizm, nie mogący się pogodzić z błędami psującymi obraz całości. Krytycyzm czy tak pogardliwie zwane »krytykanctwo« jest bowiem niczym innym jak rezultatem tęsknoty za pozytywną, całościową harmonią.” (Stefan Kisielewski, Felietony zdjęte przez cenzurę, Warszawa 1998, s. 111) Ale chyba trochę za dużo mamy narzekania (np. Kronika Novus Ordo (http://breviarium.blogspot.com/) to cenne źródło informacji, ale dość jednostronne i pesymistyczne w wymowie) – a za mało piszemy o tym, co dobre. _______ Luke7777777.blogspot.com LuckyLuke7777777.blogspot.com Zaprawdę dziwne to i
10-11-2007, 12:14 | Bogdan B
Zaprawdę dziwne to i niepojęte, zagadkowe i tajemnicze, że w przypadku tego i podobnych artykułów, po początkowej fali poparcia, jak na jakieś zawołanie jawią się różnej maści mentorzy i spece ,co to wszystko wiedzą lepiej, rozmywają, rozmydlają i mienią na drobne istotę tematu. Jest to zasada i reguła w tego typu dyskusjach. Nie skupia się uwagi na zasadniczej treści, tylko się szuka po dogmatach, doktrynach, kongregacjach i deklaracjach wynajdując rozmaite stanowiska, interpretacje i dywagacje. A sprawa jest jasna, prosta i oczywista jak budowa przysłowiowego cepa. Są opisane fakty, okoliczności miejsca i zdarzenia ze zdjęciami włącznie. Jest człowiek i jego sumienie, stworzony przez Boga na Jego obraz i podobieństwo i jest objawione Słowo Boże. Czy to nie wystarczy, żeby właściwie przeanalizować i ocenić ten artykuł? Czy nie można tego zrobić bez wplatania wątku o wyższości piszczałki organowej nad walory struny gitarowej? Piotr Jednym zdaniem: miała być
10-11-2007, 12:31 | Sławek
Jednym zdaniem: miała być dyskusja, a tu każdy gada, co chce... - - - - - - - - - - ![]() A tak to się zaczęło
10-11-2007, 19:32 | samograf
Prekursorem dyskusji był nie-katolik - uwielbiany przez katolickie duchowieństwo - naukowiec-rozrywkowiec, który dawno temu pod klawirową muzyczkę...: Nie zapominajmy o innym,
10-11-2007, 20:04 | kociewiak
Nie zapominajmy o innym, niezwykle ważnym nie katoliku - ważnym dla tej dyskusji. ----- |
Bardzo mile zaskoczyła mnie
Bardzo mile zaskoczyła mnie Pani tym tekstem. Gratuluję! Dorzucam cos do kolekcji.
To i ja : )
Ze strony St. Krajskiego
V dzień Papieski, Mszana Dolna 16.X.2005 godz. 9.30 Msza Święta - młodzieżowa HIP-HOP, Posługa w czasie Mszy Świętej i prośby do Boga od HIP-HOPOWCÓW
25 listopada 2004 r. w Grajewie w parafii św. Ojca Pio odbyła się zorganizowana przez zespół „Święta Załoga” hiphopowa msza święta. Po mszy ksiądz rozmawiał z młodzieżą na temat Boga i hip hopu. Praktycznie każdy zapytany o to, co sądzi na temat mszy św. z hiphopowymi piosenkami, odpowiadał: „To świetny pomysł. Myślę, że to pomoże zbliżyć młodych ludzi do Boga. W końcu właśnie hip hop najbardziej rozumiemy.”
A coś w tym złego..
..że muzyka na mszy św. jest hiphopowa ? Nie przypominam sobie dogmatów określających rodzaj muzyki w czasie liturgii. Kiedyś zresztą w czasie mszy św. muzyki nie było w ogóle i nie były one mniej ważne.
Ja osobiście za hiphopem nie przepadam, ale nie mam pretensji, że ktoś ma inny muzyczny gust niż ja.
Co do zmiany gustów muzycznych, mam osobiste doświadczenie. Jestem wielbicielem polskich kolęd. Zachciało mi się kiedyś spojrzec, jak te kolędy wyglądały w przeszłości. No i znalazłem w sieci "pieśni bożonarodze3niowe Średniowiecza i Renesansu". Nie da się tego słuchać, a w każdym razie nie da się słuchać z takim wzruszeniem jak "W żłobie leży", czy innych znanych dzisiaj kolęd. A kiedyś to wykonywano...
W takim razie...
...czemu nie wprowadzić do Liturgii muzyki techno?
Też przemawia i trafia do młodzieży.
Nie przypomina Pan sobie dogmatów...
A bez nich nie potrafi Pan rozróżnić, jakie zachowanie w obliczu świętości jest właściwe, a jakie nie?
http://magdalena.zuraw.salon24.pl
W obliczu świętości..
...właściwą postawą jest szacunek. Ale formy okazywania szacunku mogą być różne i co więcej zmieniać się w zależności od czasu miejsca i nawet lokalnej kultury.
"Siostry", o których pisze
"Siostry", o których pisze p. Magda, powiedziałyby, że w ich "kulturze" szacunek okazuje się przez przebieranie się za porno-zakonnice.
Re: a co w tym złego
Widzę posoborowe zaczadzenie w pełnej krasie. Spróbuję rozdmuchać, proszę przeczytać to poniżej:
Instrukcja o muzyce kościelnej.
I Zasady ogólne.
1. Muzyka kościelna, jako część istotna uroczystej liturgii, dąży do jednego i tego samego z tą ostatnią celu, tj. do powiększenia chwały Bożej, do uświęcenia i zbudowania wiernych, do podniesienia uroku i świetności ceremonii kościelnych, a chociaż głównym jej zadaniem jest przybranie mającego przez wiernych być zrozumianego tekstu liturgicznego w odpowiednią melodię, to niemniej ważnym uwydatnienie tekstu, by wiernych łatwiej pobudzić do nabożeństwa i lepiej przygotować do przyjęcia owoców łaski, przywiązanych do pobożnego udziału w tymże nabożeństwie.
2. Muzyka kościelna winna przeto posiadać w wyższym stopniu własności przysługujące liturgii, zwłaszcza zaś; świętość, dobroć form i wypływający z tych ostatnich dalszy jej charakter tj. powszechność.
Muzyka kościelna winna być świętą, tj. wykluczać wszystko, co jest światowe, i to nie tylko z istoty swojej, ale i ze sposobu wykonywania.
Winna posiadać dobroć form, czyli być prawdziwą sztuką, bo inaczej nie pozostawi w duszy słuchacza tego wrażenia, jakie kościół, wprowadzając sztukę muzyczną do liturgii, zamierza.
Winna być powszechną w tym sensie, że chociaż pozostawia każdemu narodowi swobodę w kompozycji kościelnej, stanowiącą jakoby charakter właściwy własnej jego muzyki, to jednak o tyle uwzględnić winna charakter powszechny muzyki kościelnej, iżby każdy obcoplemieniec, słuchając jej, dodatnie odniósł wrażenie.
II. Rodzaje muzyki kościelnej.
3. Własności te posiada w najwyższym stopniu śpiew gregoriański, będący wskutek tego właściwym śpiewem kościoła rzymskiego, jedynym śpiewem po przodkach odziedziczonym. Kościół przechował go wiernie przez wieki całe w księgach swych liturgicznych, podaje go wiernym jako śpiew swój własny, przepisuje, by w niektórych częściach liturgii używano wyłącznie tylko jego i cieszy się, że wskutek najnowszych poszukiwań naukowych przywrócono mu dawną jego nieskazitelność i czystość.
Wskutek tego był i pozostanie śpiew gregoriański na zawsze najdoskonalszym wzorem muzyki kościelnej, tak, iż śmiało postawić można następującą zasadę ogólną: kompozycja kościelna tym jest świętszą, tym bardziej charakterowi liturgii bliską, im bardziej w budowie swojej, w natchnieniu i w guście orientuje się według chorału gregoriańskiego, odpowiada zaś kościelnej powadze tym mniej, im bardziej od pierwowzoru swego się oddala.
Motu Proprio Tra le Sollecitudini
Pius X
: )
...zamiast Mszy disco-polo...
Kościół to wspólnota,
Kościół to wspólnota, czyli ludzie...Ludzie nie sa dziś tacy sami, jak sto lat temu...Nawet fizycznie odbiegaja od twarzy i sylwetek ze starych fotografii...Ludzkość odmienił i czas pogardy i czas dobrobytu, powszechnego, jak nigdy przedtem...Ludzie mniej muszą, a kiedy mniej muszą, to więcej chcą...I tacy dokładnie ludzie tworzą też wspólnotę kościoła...Możemy pytać, co będzie dalej...ale możemy być pewni, że nie będzie, tak jak dawniej...Zawsze będzie inaczej. Inaczej, po co nam dany jest czas...
- - - - - - - - - -
Admin prosi p. Sławka o zmianę hasła
To znaczy, że co? Te msze
To znaczy, że co? Te msze clownów i ta ministrantka z tyłu się Panu podobają?
Ja w takich mszach nie
Ja w takich mszach nie uczestniczę...i nie pozwalam tez święcić swojego samochodu...Ale to ja...
- - - - - - - - - -
Admin prosi p. Sławka o zmianę hasła
Przyciaganie wiernych
to nic złego, wręcz jest dziś bardzo potrzebne, po to dobiera sie formę aktualną czasowo. Gitara to instrument muzyczny jak każdy inny, organy też nie są od zawsze. Natomiast robienie cyrku z mszy świętej poprzez rekwizyty, maski clownów, to przegięcie, spektakl na poklask i mamonę. Również dyskusyjne jest to, czy msza to miejsce na rozmowy terapeutyczne. Dla mnie terapia powinna być na zajęciach w grupach przykościelnych, wśród osób zainteresowanych i kompetetnych prowadzących. Brak umiejętności wyważenia, czy celowe działania duchownych?
- - - - -
Anna
Wybacz im Panie bo nie wiedzą co czynią
Te wszystkie wynaturzenia wynikają z niezrozumienia czym jest Msza Święta. Dotyczy to zwłaszcza kapłanów i ich biskupów, którzy pozwalają na robienie show z ofiary ołtarza. To są "ślepi przewodnicy ślepych"
Chrystus nie potrzebuje ładnego opakowania i tanich chwytów markietingowych - bo to nie jest towar na sprzedaż. To jest skarb otrzymany za darmo i do rozdawania za darmo dla tych, którzy Go chcą.
Cała reszta to oszustwo!
Marek Leonkiewicz
Tylko jedna uwaga,
bo generalnie się zgadzam. Zmiana oprawy muzycznej to ani chwyt ani opakowanie. Dla dzieci jest to po prostu przyswajalne. Byłam na komunii u chrześniaka, gdzie ksiądz prowadzi grupe muzyczną, właśnie przy gitarze, To jak te dzieci śpiewały, jaka była atmosfera nie da się opisać, trzeba to zobaczyć. Zawodzące przy organach kobiety odstraszają lub conajmniej wzbudzają litość i uśmiech. Co innego dobry chór i organista, w moim osiedlowym kościele takowy właśnie jest, wzrusza do łez, ale mnie, nie dzieci i to jest normalne.
- - - - -
Anna
Kościół to nie cyrk
Zmiana oprawy muzycznej z kościelnej na taką, która jest dobra na spływie kajakowym lub na harcerskim ognisku, to robienie cyrku z kościoła.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)
No szkoda,
że nie uczestniczył Pan w tej mszy, w której udzielano po raz pierwszy sakramentu Komunii Swiętej mojemu chrześniakowi. Nie uznał by Pan tego za cyrk, zapewniam. Wielu młodych ludzi skupia sie w oazach przykościelnych, grają właśnie na gitarach.
- - - - -
Anna
Jest wybór:
albo będzie z uwspółcześnianą muzyką, albo będzie zanikał.
Niektóre kraje islamu proponują dla swojej wiary trzecią drogę: wymuszanie trwania formy siłą (surowe kary za łamanie zwyczajów, prześladowanie innych religii). Na szczęście kraje chrześcijańskie nie czynią takiego zniewolenia.
Uwspółcześnianie formy jest dobre, o ile nie prowadzi do wynaturzeń treści i nie przekracza granic dobrego smaku.
Dobry smak jest oczywiście subiektywną oceną; tym samym subiektywna jest ocena, jak bardzo można uwspółcześniać formę.
Bzdura
Stanie się wtedy Kościołem bardziej zbliżonym do Ideału, do Królestwa Bożego na Ziemi.
To, że odejdą od Kościoła ci, którzy chodzą na mszę, bo podoba im sie oprawa muzyczna Kościół ten jedynie wzmocni i oczyści.
Robert Olbrycht..Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
- - - - - - - -
Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
Bzdura do kwadratu
Dobry smak jest oczywiście subiektywną oceną; tym samym subiektywna jest ocena, jak bardzo można uwspółcześniać formę.
Idąc dalej, subiektywne jest odbieranie Boga, więc i istnienie Boga jest subiektywne.
Panie Qrczak...niech pan lepiej na te tematy pięknie milczy.
Robert Olbrycht..Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
- - - - - - - -
Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
Komentarz do postu Qrczaka
Link http://prawica.net/node/9161#comment-204439
Oto słowa godne hunwejbina z frontu walki z konserwatyzmem.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)
Skoro konserwatyzm walczy z moim ubiorem
to to jest naturalna reakcja obronna.
Jak sie ta walka objawia?
Przydaje Pan sobie nimbu "bojownika" o nie wiadomo co.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Elegancja Qrczaka
Komentarz do postu http://prawica.net/node/9161#comment-204448
Chciałbym zwrócić pańską uwagę, że chodziło o rodzaj muzyki kościelnej, a nie o rodzaj elegancji uprawiany przez Pana. Ale jeśli już przy tym jesteśmy, to pragnę stwierdzić, że konserwatyzm nie walczy z pańskim ubiorem.
Przyjęcie lub odrzucenie takich obyczajów, jak konserwatywny sposób bycia, konserwatywny wygląd, konwencjonalny strój itd. ma charakter dobrowolny i, poza nielicznymi wyjątkami, nie jest uregulowane. Można to wszystko po prostu uważać za składowe konserwatywnego lub antykonserwatywnego samookreślenia.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)
Kościół
1.Gdyby Kościół nie zaczął się dostosowywać do wymogów współczesności - nie mielibyśmy teraz do czynienia z Nowym Kościołem. Ale - na nieszczęście - Paweł VI myśląc (podobnie jak Pan) kategoriami tego świata popełnił błąd, którego skutki będziemy odczuwać jeszcze długie lata..
2. Myślenie, że dostosywanie Kościoła do współczesności jest dobre, konieczne i nieodzowne dla jego dalszego funkcjonowania jest bluźnierstwem - "Bramy piekielne go nie przemogą". Co najwyżej zmaleje liczba wiernych temu Kościołowi, a wzrośnie jakość wiary. Dziś mamy sytuację odwrotną: Kościół traci ludzi silnej wiary, którzy widzą, że po przemianach i reformach mają do czynienia z dziwnym tworem polityczno - społecznym. Zwłaszcza, jak poczytają o Kościele Piusa XII i popatrzą na Kościół antypapieża Pawła VI.
3.Dla paradoksu - jeśli Kościół będzie się dalej uwspółcześniać po to, żeby nie zaniknąć - zaniknie bardzo szybko. Pozostanie mu sama nazwa.
http://magdalena.zuraw.salon24.pl
Mt 10,39?
:)
Pozdrawiam :)
http://magdalena.zuraw.salon24.pl
A mnie trudno uwierzyć, jak
A mnie trudno uwierzyć, jak ktoś, jak zakładam uważający się za człowieka wierzącego, może nie widzieć różnicy pomiędzy koniecznością utrzymania niezmienności Kościoła Świętego a inymi aspektami codziennego życia, które mogą, co więcej, powinne być uwspółcześniane, unowocześniane.
Jak można te rzeczy mierzyć jedną miarą, jak można nie rozumieć. To okropne, to bluźnierstwo.
Robert Olbrycht..Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
- - - - - - - -
Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
Panie Robercie,
zgubiłam się - czego się tyczy Pana wypowiedź?
http://magdalena.zuraw.salon24.pl
Pana Qrczaka choćby, z jego
Pana Qrczaka choćby, z jego sugestiami, jakoby Kościół "powinien z żywymi naprzód iść i po życie sięgać nowe".
Robert Olbrycht..Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
- - - - - - - -
Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
.
Bo doszukiwałam się błędów w swoim poprzednim wpisie :)
A - ci żywi są już martwi.
Kłaniam się!
http://magdalena.zuraw.salon24.pl
Pani Magdaleno !! :)
To tak, jakby chciała się Pani doszukiwać ścieków w górskim źródle.:)
Pozdrawiam
Robert Olbrycht..Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
- - - - - - - -
Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
No, no...nieźle pan
No, no...nieźle pan pojechał, panie Robercie:)...
Malutka uwaga: Porównanie z użyciem słowa "ścieki" - zaplanowane, jako wyrażenie oddanego zachwytu - nawet jeśli słowo " ścieki" występuje w nim w roli kontrapunktu - jednak trochę zgrzyta, zwłaszcza jesli jest przeznaczone dla kobiecych uszu (oczu)...Słowo ścieki zarezerwowoane jest raczej dla mowy ciężkiej, w wymowie raczej oskarzycielskiej, takiej, która obrazuje np bezmiar zepsucia i takie tam...Poza tym od ścieków zbyt blisko jest do fekaliow czy zwykłego...no wie pan...przez co porównanie raczej nie zyskuje na powabie .
W tym przypadku - jednoznacznie lirycznym - powinien pan zbudować to porównanie jednak trochę inaczej...Ale nie śmiem proponować...
- - - - - - - - - -
Admin prosi p. Sławka o zmianę hasła
Panie Sławku, zapewniam,
Panie Sławku, zapewniam, że to było zamierzone.
Będąc jednostką wybitną, jestem poniekąd zmuszony do pewnej dozy ekstrawagancji.
Robert Olbrycht..Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
- - - - - - - -
Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
:)
Mi się podobało :)
http://magdalena.zuraw.salon24.pl
Bo pani, jako osoba też
Bo pani, jako osoba też wybitna, też może mieć swoje dziwactwa...
- - - - - - - - - -
Admin prosi p. Sławka o zmianę hasła
Rozumiem, bo jestem w
Rozumiem, bo jestem w podobnej sytuacji...Czasami nawet ekstrawagancja nie jest już w stanie wyrazić mojej wybitności. I wtedy, aby nie oszaleć, ratuję się ucieczką w konwenanse. Pozdrawiam, jak wybitny wybitnego:)..
- - - - - - - - - -
Admin prosi p. Sławka o zmianę hasła
Nie docenia Pan...
...że Kościół jest strukturą Bożo-ludzką. Dlatego jego niezmienność nie może być absolutna. Niezmienne są elementy Boże, tj. prawdy wiary. Zmienne są, i chyba być powinny, elementy ludzkie. Od 2007 lat Kościół głosi te same prawdy wiary, ale robi to w różny sposób.
I jeszcze
I jeszcze :
"Pierwszym znamieniem antyliturgicznej herezji jest nienawiść do tradycji wyrażonej w sformułowaniach używanych w kulcie Bożym. Każdy sekciarz, który pragnie wprowadzenia nowej doktryny, niezawodnie staje w obliczu liturgii, będącej najgłębszym, najlepszym wyrazem tradycji, i od tej pory nie spocznie, dopóki nie zagłuszy tego głosu tradycji, dopóki nie porwie na strzępy owych stronic przypominających wiarę minionych stuleci. W istocie, w jaki sposób mogły zainstalować się i przejąć kontrolę nad masami luteranizm, kalwinizm, anglikanizm? Wszystko, co musiały zrobić, to zastąpić stare księgi i wyrażenia nowymi, i dzieło zostało dokonane."
Dom Prosper Gueranger OSB, opat bendyktyński w Solesmes (+1875)
cytat:Co najwyżej zmaleje
Sic!
SIC!!!
-------------------------
"Czy nie lepiej byłoby zamiast tępić zło szerzyć dobro?"
-----
Eeee ...,
Prawicowiec
w pelni sie zgadzam.
Pyta się pani Magda pana
Pyta się pani Magda pana indrisa "...nie potrafi Pan rozróżnić, jakie zachowanie w obliczu świętości jest właściwe, a jakie nie?"
No i własnie tu jest der hund begraben...
Bo pani Magda zdaje nam tu relację, jak się sprawy mają, ( zwłaszcza w Ameryce, która jest jednak zupełnie nietypowa, bo tam katolicyzm konkuruje na wolnym rynku wiary z "radosną twórczością" tysięcy nurtów protestanckich i samozwańczych kaznodziejow medialno - objazdowych) ale nie dopytuje się, czemu tak się dzieje, także i u nas, że zaczynamy się przed ołtarzem wygłupiać...Wina Kościoła?...Czy aby na pewno i czy tylko jego?..
Ja mam na to jedną zasadniczą odpowiedź, choć jak zwykle, może być ich wiele...Bóg przestaje być patriarchalny wraz z tym, jak patriarchalne przestają być relacje w rodzinie...a powaga jego autorytetu maleje, mniej więcej w takim samym tempie, jak w przeciętnej rodzinie maleje powaga autorytetu rodziców...Ten zwiazek nie może być przypadkowy...Przyklad surowego, sprawiedliwego, budzacego szacunek, a nawet strach ojca rodziny...odchodzi w niebyt...Przykład matki - opiekunki, strazniczki domowego ogniska - to już prawie historia...Odwrotnie, patrząc oczyma dzieci powszechnosc dominowana jest coraz bardziej przez poczucie opuszczenia i braku miłosnej, rodzicielskiej troski. W najlepszym razie, nawet znakomite relacje w rodzinie mają dziś charakter całkowicie partnerski...Dystans między rodzicami i dziecmi wyznacza dziś, a i to nie zawsze, przewaga ekonomiczna lub siła fizyczna, ale nie naturalny respekt i gwarantujące sielskie bezpieczeństwo poczucie posłuszeństwa...
Ta "świętosć" już padła. Tu nikt - mowimy o masach, nie o elitach- już nie wymusza odpowiedniego zachowania, a nawet wrecz przeciwnie zachęca się ( w tych "najlepszych rodzinach") do przyjacielskiego skracania dystansu... To jak ma się w takiej sytuacji ostać Bóg Ojciec, jako ktoś powazny i budzacy respekt...Jak nie ma być odejsc od wiary w opiekę boską, gdy opieka rodzicielska - już nie na skale marginalna - czesto oznacza jedynie patologię...
Kumplujemy się z Bogiem, albo mamy go za nic, tak jak kumplujemy się z rodzicami, albo i ich mamy za nic...Nie widzę bardziej ścisłego związku jak ten pomiędzy tym co sie dzieje z rodziną, a tym co się dzieje z wiarą...
Nawiasem mówiac, począwszy od Adama i Ewy, świat zawsze zmienia się przez rodziców, nigdy przez dzieci...
- - - - - - - - - -
Admin prosi p. Sławka o zmianę hasła
Problem w tym, że mniej
Problem w tym, że mniej więcej od początku lat 60-ych XX wieku świat zaczął zmieniać się właśnie przez dzieci - i m.in. ze względu na dzieci (czyli zachodnią młodzież) postanowiono w tym czasie zmienić Kościół.
Nie panie Grzegorzu, ktoś
Nie, panie Grzegorzu, ktoś te dzieci wychował...
- - - - - - - - - -
Admin prosi p. Sławka o zmianę hasła
repetitio est mater studiorum
pozdrawiam
TBM
Ktoś te dzieci wychował...
...ale błędem byłoby przypuszczenie, że wychowali je przede wszystkim rodzice. Młodego człowieka wychowuje całe otoczenie, a wpływ rodziny jest w nim różny i to od dawniejszych czasów niż się w uproszczeniu pisuje i mówi. Napoleona Bonaparte nie wychowała rodzina na Korsyce. Podobnie było z pokoleniem 1968. Swoch poglądów wcale nie musieli wynieść ze swoich rodzin, mogli je wręcz uformowac w odruchu buntu przeciw nim.
A kto kształtuje to
A kto kształtuje to "mityczne" całe otoczenie? Małe dzieci?
- - - - - - - - - -
Admin prosi p. Sławka o zmianę hasła
Otoczenie nie jest "mityczne"
To jest rzeczywistość społeczna, która nie da się sprowadzić do "rodziny rodzin". Np. młodego Napoleona Bonaparte "wychowała" atmosfera II poł XVIII wieku we Francji, całkowicie niezależna od stosunków w rodzinach. To samo mutatis mutandis można chyba powiedziec i o Piłsudskim i o Dzierżyńskim i o Marii Curie.
Oczywiscie, ze nie jest
Oczywiscie, ze nie jest mityczne w sensie istnienia, ale jest mityczne, jako coś zupełnie niezależnego od efektów i starań pokoleń, które wychowują. Bycie rodzicem to nie jedyna rola dorosłych, ci sami ludzie wychowują swoje dzieci w rodzinie i ci sami, biorą odpowiedzialnosć za całe otoczenie...I oczywiście, że to jest posprzęgany proces, ale... Wychowała go ulica...a kto sprawił, że ulica była taka, jaka była i że trafił na ulicę?...On sam?...
- - - - - - - - - -
Admin prosi p. Sławka o zmianę hasła
Podobno Kościół opiera się na hierarchii
Dzięki czemu jest, o ile się nie mylę, najstarszą do dziś działającą instytucją. Dlaczego wyżsi rangą księża nie utrą nosa tym wszystkim, które martią Autorkę? Co na to kardynałowie?
Kościół to nie PiS...
..ani partia komunistyczna (różnice niewielkie). Działa w nim zasada sformułowana jeszcze przez św Augustyna: W sprawach podstawowych jedność, w pozostałych wolność, we wszystkich miłość.
Dobrze napisany artykuł ..
Muszę przyznać że nie byłem świadom do tej pory , iż ta profanacja aż tak daleko się posunie ..
W wypowiedziach niektórych z państwa zawiera się dalece idący niepokój co do czystości przekazu Ewangelii głoszonej przez samego Zbawiciela Jezusa z Nazaretu - głoszonej przez dzisiejszych kaznodziei takich o których mowa w powyższym artykule. Pani Magdo bardzo dziękuję za opublikowanie tego artykułu ..gdyż przyznaję że do tej pory nie byłem w pełni świadom że zaszło to aż TAK DALEKO !
Pani uwagi podziałały i na mnie bardzo ozdrowieńczo , pozwoli mi to zarazem bardziej krytycznie przyjrzeć się temu co dziś dzieje się pod tym kątem w moim środowisku ..Jestem z natury tradycjonalistą i z własnego wybory podążam na msze Św. do klasztoru O Franciszkanów oddalonego o blisko 3 km..
Pomimo że kościół prowadzony przez O.Jezuitów jest w odległości 50 m od mego domu nie lubię tam przebywać w trakcie mszy św. jeśli już mam taką potrzebę wyciszenia się wchodzę tam by pomodlić się wówczas gdy nikogo nie ma w Kościele. Od pewnego czasu Ci księża zaczęli wprowadzać różne dodatki do mszy św ..mnie osobiście to rozpraszało i wręcz irytowało ..Nie było możliwości skupienia się na modlitwie ani tym bardziej na kontemplacji ..
To ostatnie zdjęcie zamieszczone w Pani artykule daje wiele do myślenia ..komercja ..i co dalej ?
Księża powinni bacznie uważać gdzie i "pod czym" się chronią ..
pozdrawiam
--------------------------------------
Andrzej Kostyrka z Opola
-----------
--------------------------------------
Andrzej Kostyrka z Opola
-----------
Wlasnie...
Czyz sila Kosciola nie jest wlasnie stabilnosc, spokoj, opieszalosc? Wlasnie poprzez fakt gloszenia niezmiennych dogmatow Kosciol tak ludzi krzepi.
Ani ten kościół już tak
Ani ten kościół już tak niezmienny ani tak spokojny ani stabilny... ciepłe kluchy i ustawiczne kręcenie się wokół skrobanek. Ot co pozostało. Namiestnicy gruzów poległej już dawnej cywilizacji.
= = = =
>to nie jest podpis<
cytat:(26) A gdy oni jedli,
(Ew. Mateusza 26:26-30, Biblia Tysiąclecia)
Forma tego hymnu, jaka ona była?
Rzecz tajemnicza.
Z pewnością nie była ona taka jak sugeruje Straszny Dziadunio.
W moim Kościele życie duchowe przejawiało się w różny sposób, także i w ten sposób:
Chór chłopięcy w katedrze w Sewilli, zwany Seises, odgrywał regularnie rodzaj świętego baletu. Arcybiskup Don Jaime de Palafax, chciał go zabronić, wtedy chór pod dowództwem dyrygenta pojechał do samego Rzymu, odtańczył swój spektakl przed papieżem Eugeniuszem IV i otrzymał autoryzację na wykonywanie go nadal. Jeszcze w 1439 chór uzyskał przedłużenie tego zezwolenia. Dziś jeszcze w Sewilli, w czasie obchodów Bożego Ciała tańczone są te tańce przed Świętym Sakramentem. Stanowią one fenomen paraliturgii rytualnej.
-------------------------
"Czy nie lepiej byłoby zamiast tępić zło szerzyć dobro?"
-----
Eeee ...,
Gratulacje
Pani Magdaleno! Gratuluję świetnego pióra, ale przede wszystkim mądrych poglądów, tak rzadko spotykanych u młodych osób. Pozdrawiam!
PS Pozwoli Pani, że umieszczę fragment tego artykułu na serwisie, który redaguję - eCzas.net.
www.eczas.net
www.alekmajewski.blox.pl
www.eczas.net
www.majewski.salon24.pl
Tylko fragmenty?! Panie, to
Tylko fragment?! Panie, to tak jaby chciał pan rozerwać perłowy naszyjnik...
- - - - - - - - - -
Admin prosi p. Sławka o zmianę hasła
Obszerny fragment- z
Obszerny fragment- z podaniem linka do źródła:-)
www.eczas.net
www.alekmajewski.blox.pl
www.eczas.net
www.majewski.salon24.pl
Proszę bardzo,
pozdrawiam.
http://magdalena.zuraw.salon24.pl
Gratuluję
Gratuluję, choć to dla mnie żaden odkrywczy artykuł to jednak odwaga przedstawicielki pokolenia DżejPitu mnie powaliła.
Mam jedno pytanie po co pani się męczy na tych żałosnych mszach, o których pani pisze? Proszę chodzić na Mszę św. wszechczasów.
Jeszcze raz gratuluję.
Z Panem Bogiem, dobra kobieto.
Hm..
Artykuł jest o kondycji Kościoła a nie o mszach, na jakie ja chodzę.
Dwie z opisanych, na których byłam, były przypadkiem, albo raczej - koniecznością.
Msza w dawnym rycie jest odprawiana w Kościele św. Benona na starówce w Warszawie - gorąco polecam..
I co to jest, dobry człowieku, DżejPit?!?!?!
http://magdalena.zuraw.salon24.pl
Chyba "JP II"- w żargonie anglosaskim.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
JP II w żargonie polskim też mnie denerwuje
Robert Olbrycht..Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
- - - - - - - -
Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
tak?
oj, to ja nie jestem przedstawicielką tworu sztucznie wyprodukowanego przez media dla potrzeb zmarniałych duchowo konsumentów..
Zresztą, wiekowo nie zaliczam się do "pokolenia JPII" :)
Ależ paskudny żargon!!!
http://magdalena.zuraw.salon24.pl
To "rynkowy" "produkt socjologiczny".
Po kolejnym przetworzeniu.
Wszystko mozna przerobic na towar.
Robiąc z JP II idola medialnego - zmiękcza się treść, którą niósł.
Paradoksalnie - wykorzystuje sie Go jako narzędzie relatywizmu.
To Namiestnik przerobiony dla potrzeb "Korporacji władzy".
Takim "stylem" o papieżu mozna napisać w "Vivie" - nie zmniejczy poczytnosci, a córeczka pokaże mamie:
"O! Popatrz mamo! "Viva pisze o papieżu".
No i jek tu zniechęcać dziecko do religijnego pisma?
Dlatego głoszę postulat wprowadzenia do programów szkolnych przedmiotu "Jak opierac się reklamie". Część socjologów zaczęłaby grac po drugiej stronie barykady.
"Spin doctorom" znacznie podniesiaono by poprzeczkę.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
I jeszcze
Dominikańskie śpiewy liturgiczne na Boże Narodzenie:
http://www.liturgia.dominikanie.pl/publikacje/audi...
http://www.liturgia.dominikanie.pl/publikacje/audi...
http://www.liturgia.dominikanie.pl/publikacje/audi...
-------------------------
Eeee, .
-----
Eeee ...,
Do którego komentarza
Do którego komentarza odnosi się ten pański komentarz?
P. S. Szkoda, że nie zamknął Pan nawiasu kursywy.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)
Autokomentarz -
Autokomentarz - przyczynek.
Będący w głównym nurcie.
nie rozumiem Pańskiego P.S. (skądinąd nie dał mi Pan szans naprawy).
Zrozumiałem
--
Eeee, .
-----
Eeee ...,