W sprawie abpa Wielgusa stawiam zapytanie!

Kilka miesięcy temu publicznie broniłem abpa Stanisława Wielgusa przed stawianymi mu zarzutami o agenturalność. Nie mając oczywiście żadnych dowodów niewinności Ekscelencji (bo skąd można by mieć coś takiego jak dowód, że ktoś nie jest słoniem?), wskazywałem na brak weryfikacji dowodów przedstawianych przez oskarżycieli Arcybiskupa, czyli dziennikarzy Pawła Milcarka, Tomasza Terlikowskiego, redakcję „Gazety Polskiej” i TVN.

Zasadność ich oskarżenia opierała się na bezrefleksyjnym uznaniu, że wszystko, co znajduje się w zasobach IPN ex definitione jest prawdziwe; że dokumenty te nigdy nie były fałszowane. Uważałem ten „dogmat” za bezzasadny; za aksjomat, czyli za twierdzenie uważane za prawdziwe bez konieczności dowodzenia. Ja takich aksjomatów w polityce nie uznają, co choćby widać po tym, że z zasobach IPN znajdowała się sfałszowana lojalka Jarosława Kaczyńskiego.

Dowodem winy abpa Wielgusa miał być raport „Greya” znajdujący się w teczce tego duchownego. Komisja Kościelna, tzw. dziennikarze katoliccy, sam abp Wielgus ani ja nie podważaliśmy, że dokument taki znajduje się w teczce z napisem „Stanisław Wielgus”. Rzecz w tym, że Milcarek, Terlikowski i Sakiewicz uznali, że dokument ten musi być prawdziwy.

Moja opinia była odmienna. Jeśli w czyjejś teczce znajduje się dokument, a osoba której przypisywane jest jego autorstwo twierdzi, że nie jest jego autorem, to przed wydaniem wyroku w sprawie potrzebna jest fachowa ekspertyza, np. grafologa. A o winie orzekają sądy, a nie dziennikarze.

Milcarek, Terlikowski, Sakiewicz i TVN uważali inaczej bo wiedzieli, że Wielgus jest inny; a raczej nie tyle „wiedzieli” co chcieli aby był winny. Wszystkich ich łączyła bowiem niechęć do Radia Maryja, którego abp. Wielgus był zwolennikiem i obrońcą. Dlatego musiał być winny; chciano aby był winny. Ekspertyza grafologiczna nie była potrzebna, gdyż wina została ustalona przez rozpoczęciem procesu.

I oto w dzisiejszym „Naszym Dzienniku” czytamy:

Instytut Pamięci Narodowej nie potwierdza, że podpisy "Adam Wysocki" oraz "Grey", widniejące pod umowami o współpracy z wywiadem PRL znajdującymi się w teczce przypisanej ks. Stanisławowi Wielgusowi, faktycznie do niego należą. Tym samym IPN nie wyklucza, że część dokumentów, na podstawie których oskarżono byłego metropolitę warszawskiego, może być sfałszowana.

Jak wynika z informacji uzyskanych przez Nasz Dziennik od rzecznika prasowego IPN, instytucja ta nie może również potwierdzić, że "Adam Wysocki" oraz "Grey" to pseudonimy, które ks. Wielgus przyjął w kontaktach ze specsłużbami PRL. W wyjaśnieniu przesłanym do redakcji "Naszego Dziennika" Andrzej Arseniuk przypomniał, że historycy Instytutu "pracują nad dokumentami" dotyczącymi ks. abp. Stanisława Wielgusa, "czego rezultatem będzie publikacja materiałów wraz z ich oceną".

W tym miejscu warto przypomnieć, że na przełomie roku publicznie oskarżono ks. abp. Stanisława Wielgusa o to, że podpisał dwie umowy o współpracy z wywiadem PRL jako "Adam Wysocki" oraz "Grey". Ksiądz arcybiskup zaprzeczył, jakoby podpisywał takie umowy. Co do prawdziwości tych podpisów od początku sprawy wysuwane były poważne wątpliwości.

Zważywszy na fakt, że Instytut Pamięci Narodowej nigdy nie zajął jednoznacznego stanowiska w sprawie oceny dokumentów dotyczących ks. Stanisława Wielgusa, informacja uzyskana kilka dni temu od rzecznika prasowego IPN jest bardzo istotna.

Jeżeli bowiem IPN jako najbardziej kompetentna w tych sprawach instytucja nie ma pewności, że umowy te rzeczywiście podpisał ks. Wielgus, to znaczy, że oskarżenia rzucone pod jego adresem przez dziennikarzy, sugerujące, że je podpisał, nie miały żadnych podstaw. Byłyby zasadne jedynie w przypadku stuprocentowej pewności, że podpisy zostały na obu umowach faktycznie złożone ręką ks. Wielgusa. A tej nie posiadają nawet historycy IPN.

Innymi słowy: po kilku miesiącach nawet IPN przyznał, że dopóki nie przeprowadzona została analiza ekspertów pisma abpa Wielgusa, nie jest możliwe ustalenie czy jest on agentem „Grey’em”. A więc Ekscelencja został (faktycznie) obalony przez postępowych publicystów katolickich i TVN nie na podstawie dowodów, ale na podstawie przypuszczeń.

Stawiam tedy publiczne pytanie. Nie do redakcji GP i TVN, bo to siły reprezentujące polityczny agnostycyzm, ale do tzw. publicystów katolickich: Pawle Milcarku, Tomaszu Terlikowski, czy postąpiliście zgodnie z elementarnymi zasadami prawa rzymskiego, nakazującego udowodnić oskarżonemu winę?

Czy jeśli abp Wielgus okaże się niewinny, to powiecie publicznie słowa PRZEPRASZAM I POSZĘ O WYBACZENIE ???


Adam Wielomski
www.konserwatyzm.pl
inne teksty autora...

To jest: Jan Bodakowski

Między dżumą a cholerą

SB nie fałszowała swoich akt. Było by to sprzeczne z interesem SB. Pomysł fałszowania akt SB przez SB jest równie absurdalny jak pomysł że pan Wielomski świadomie błędnie wpisuje telefony w swoim notesie, fałszuje swoje notatki do pracy zawodowej, wszystko po to by za trzydzieści lat jak rewolucjoniści przejmą jego notes i notatki wprowadzić rewolucjonistów w błąd.
Arcybiskup Wielgus popierał integracje z UE, potępiał przeciwników UE, nigdy nie opowiadał się po stronie prawicy i tradycji publicznie. Nie wiedzieć czemu dziś Radio Maryja promuje Wielgusa.
Druga strona (Gazeta Polska i Terlikowski) dziwne zachowanie Radia Maryja wykorzystuje do negowania problemu agresji żydowskiej wobec Polaków. Wszystko to wygląda tak jakby się Gazeta Polska i Radio Maryja zmówiły się do wykreowania dwóch stereotypów antykomunisty żydofila i nie żydofila filo PRLowca.

To jest: samograf

Colourless green sleeps furiously!

"SB nie fałszowała"... i w ogóle spała z rączętami na kołdrze.

No to amen.

To jest: Jan Bodakowski

po co SB miała by fałszować własne akta?

Po co SB sama siebie miała by oszukiwać?

To jest: samograf

Trza było wyrabiać plan!

Inaczej nie dostało się premii. Służba nie drużba. Теперь понятно, об чем речь?

To jest: ratus

Myli się pan.

Operacyjni wręcz opędzali się od zasrańców kapujących z zawiści, lub wręcz dla sportu, tak więc o wyrobienie planu martwić się nie musieli. Zresztą plany to byla domena "ćwoków", czyli partyjnych, firmie zaś zależalo na informacji.
Poza tym przekręcanie przelożonych, to rzecz calkowicie niedopuszczalna w slużbach z uwagi na pionowe zależności, no i strach przed konsekwencjami na takowe nie pozwalal.

To jest: samograf

Ale jednak

Poza zasrańcami musieli zwerbować wedle klucza procentowego tylu a tylu hrabiów, tylu a tylu profesorów, kapitanów okrętów, pilotów, agronomów, krawców, szewców, fryzjerów, badylarzy, hipisów, cinkciarzy, pedałów, komunistycznych uchodźców z Hiszpanii i Grecji (a jakże!), Żydów, Łemków, ewangelików, prawosławnych... słowem z każdego środowiska odpowiednio do jego wielkości.

To jest: ratus

:-)

Droczy się pan ze mną, drogi ziomku.
Nie bylo żadnego klucza, a Firma nic nie musiala. Kapitanów, pilotów, dyrektorów, biskupów, sekretarzy się nie werbowalo, raczej majtków, stewardessy, sekretarki, wikarych i sprzątaczki. A cinkciarze byli na etatach.

To jest: samograf

W dużym stopniu zgoda

Ale osobiście znałem jednego (żaden dygnitarz), na którego się zawzięli i bardzo nalegali na współpracę. Dopiero po uiszczeniu trzeciej łapówki się odpieprzyli.

To jest: ratus

Ale teczki KO,

zalożę się, znajomemu nie zalozyli i kaski na jego konto nie brali?

To jest: samograf

Tego z natury rzeczy wiedzieć nie mogę

Wiem natomiast z innego źródła (wiarygodnego), że mieli mega burdel w papierach, i że niekoniecznie było to dziełem przypadku.

komercja

cytuję samograf:
Dopiero po uiszczeniu trzeciej łapówki się odpieprzyli.
To był po prostu werbunek komercyjny przed wakacjami albo Bożym Narodzeniem.

Fałszowanie akt w takiej firmie nie jest lekkie łatwe i przyjemne. Po pierwsze wprawdzie obowiązywała (i obowiązuje do dziś) omerta ale tylko wobec świata zewnętrznego. Jakby się któryś kolega dowiedział to bez skrupułów by zakapował (żeby w razie czego nie było na niego). Fałszujący musiał więc to robić samotnie lub w malutkiej grupce zaufanych. Ale musiałby mieć pewność, że do takiego "lewego" agenta ma wyłączne prawa. Że nie odbiorą mu sprawy, nie dostanie do współpracy nad sprawą nikogo innego, żadna inna komórka nie będzie chciała skorzystać z usług kapusia itd. itp. Ryzykowne założenie akurat w "służbach", gdzie raporty idą do góry i ni cholery nie wiadomo co góra postanowi bez pytania o zgodę.

A w razie wpadki - out! I można będzie co najwyżej uzyskać posadę rwacza chryzantem u znienawidzonego badylarza (jak koledzy nie będą się chcieli mścić).

Po drugie - jak słusznie zauważył p. Bodakowski - nie fałszuje się numerów telefonu z którego będzie się samemu korzystać, lub będzie korzystać kolega. Bo czasem trzeba zadzwonić pod numer, który on zapisał.

pozdrawiam
TBM

To jest: samograf

Panu się tylko wydaje, że

Panu się tylko wydaje, że był to werbunek komercyjny. Było ich dwóch i przychodzili razem po łapówki. Byli bardzo natrętni w swej działalności misyjnej, którą później próbowali nadal prowadzić na nieformalnych zasadach towarzyskich bez wzywania na rozmowy w Pałacu. Ostatecznie zaprzestali perswazji, kiedy obiekt ich zainteresowania ze względu na zdrowie musiał zmienić pracę.

To jedno. A drugie - trochę, i bardzo niebardzo - z innej beczki. Dokumenty fałszowano, by pokazać podejrzanemu, że ktoś na niego już doniósł, aby ten szybciej zmiękł w śledztwie. Preparowano - często bardzo topornie - fałszywe dowody. Podobnie postępują wszystkie policje na świecie. Czyżby SB wyróżniała się pozytywnie na tle swiatowego gliniarstwa?

Zdziwienie

cytuję samograf:
Panu się tylko wydaje, że był to werbunek komercyjny. Było ich dwóch i przychodzili razem po łapówki.
No to co to było jak nie komercja???? Zdziwił mnie Pan bardzo. Chcieli chłopaki dorobić to harowali jak umieli. Że we dwóch? Spółka cywilna widać albo z.o.o.

cytuję samograf:
Dokumenty fałszowano, by pokazać podejrzanemu, że ktoś na niego już doniósł, aby ten szybciej zmiękł w śledztwie.
A i owszem, ale nawet kapitan Sowa nie mówiąc już o Kojaku nie był tak głupi, że po pokazaniu takich fałszywek i zmiękczeniu gościa umieszczał je w aktach jako prawdziwe. Paradne bardzo by to było, nie uważa Pan?

pozdrawiam
TBM
ps
Proszę też pamiętać, że relację miał Pan tylko z jednej strony - od tego znajomego. Nie, żebym mu nie ufał - ale ciut podejrzliwy to jednak jestem.

To jest: Jan Bodakowski

SB

W SB (tak jak w każdej totalitarnej bezpiece) istniała wewnętrzna kontrola. Za okłamywanie przełożonych było się surowo karanym.
Polecam panu lekturę prac naukowych o SB, UB, MBP, czy innych tajnych policjach. Zachowania jakie pan opisuje nie zdarzały się w bezpiece.

To jest: samograf

Nigdy pan nie słyszał o

Nigdy pan nie słyszał o ubekach, którzy za przewinienia służbowe byli zwalniani z pracy lub szli siedzieć?

Panie Kolego, odrobinę powagi proszę!

Ilu tych esbeków było usuniętych z SB lub poszło siedzieć? Wie Pan? Więc jakiego rodzaju jest to argument? Dlaczego pozwala Pan innym aby w ten sposób przywoływać Pana do stanu elementarnej samokontroli? Pozwól się Pan traktować poważnie!

To jest: BTadeusz

Szli "na krawężnik".

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: Jan Bodakowski

dowód na wewnętrzną kontrole w SB

SB nie musieli fałszować. Żerowali na grzeszności i pysze ludzi.

Ciekawe, ze w PRL wszystko bylo sfalszowane: statystyka,

opinia publiczna wyrazana w prasie, poglady prywatne i oficjalne,
osiagniecia itp., tylko SB bylo jedyna sprawiedliwoscia.

Anna

To jest: ratus

Nie tylko.

Adam Slodowy naprawdę robil rakiety ze szpulek od nici.

To jest: R1a1

Pani Anna Kanady pewnie nie wie, kto to był Adam Słodowy:

Już tłumaczę: Adam Słodowy = MacGyver - Hollywood.

Przeżyjmy to jeszcze raz:

To jest: BTadeusz

Cudowne!!!

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: samograf

PRL miał swoje zalety - twierdzi Nelly Rokita.

Widzę, pani Anno, że tylko my dwoje nie walczymy tutaj o dobre imię ubecji i nie przypisujemy jej idealistycznych intencji, zamiłowania do porządku oraz dyscypliny wynikającej z poświęcenia dla sprawy.

Uwazam, ze Kosciol dla przetrwania, bo przeciez nie bylo

wiadomo kiedy komuna poleci, staral sie jakos sobie radzic.
Szczegolnie KUL, ktory byl uczelnia prywatna i mial bardzo duze
powiazania z Zachodem. A o zlosliwe oskarzenie o dzialanie na
korzysc wrogich sil nie bylo trudno.
Tak wiec bylo pewne przyzwolenie na rozmowy, takie tam niby
ugodowe spotkania.
Mysle, ze co Wielgus robil nie bylo tajemnica dla jego zwierzchnikow, nie bylo tez niczym nadzwyczajnym, od dopust bozy.
Kosciol mial to pod kontrola.
Mysle, ze innym ksiezom tez to sie trafialo.
Wklad dla Kosciola, arcb. Wielgusa, byl znacznie wazniejszy niz ta bzdurna wspolpraca, ale tak sie stalo jak sie stalo.
Uwazam, ze ta sprawa jest juz zamknieta i nie nalezy tego
bez przerwy walkowac.

Anna

To jest: Marcin Głowacki

Nóż w lustracyjne plecy.

Skoro 6 stycznia 2007 roku w kościołach archidiecezji warszawskiej podczas mszy świętych w przeddzień ingresu arcybiskupa odczytano odezwę, w której metropolita warszawski abp Stanisław Wielgus przyznał się do związków z tajnymi służbami PRL i wyraził skruchę,
powiedział:
"Wyznaję dziś przed Wami ten popełniony przeze mnie przed laty błąd, tak jak wyznałem go już wcześniej Ojcu Świętemu";
"Samym faktem tego uwikłania skrzywdziłem Kościół. Skrzywdziłem go ponownie, kiedy w ostatnich dniach w obliczu rozgorączkowanej kampanii medialnej zaprzeczyłem faktom tej współpracy";

To czy nie wydaje się Panu, że te wszystkie dywagacje o fałszywkach diabli biorą?
Dlaczego potem ta odezwa została ocenzurowana?
Dlaczego Wielgus nagle zamilkł?
Czy nawet przy założeniu, że jest niewinny powinien teraz po tym wszystkim objąć to stanowisko?
Czy to co Pan wypisuje jest dobre dla kościoła?
Czy kościół to wierni czy hierarchia kościelna?
Czy niewinny powinien przyznawać się do winy?
Marcin Głowacki
A poza tym uważam, że trzeba skończyć z socjalizmem!
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: dante_alighieri

tez tego nie rozumiem

Z maniackim uporem zaprzeczac.Biskup Wielgus przeciez sam przyznal sie i przepraszal wiernych.

Chyba nikt tego nie rozumie

Wprawdzie bp Kaczmarek w swoim czasie też się "przyznawał" do różnych rzeczy, ale były to lata 50 XX wieku i metody śledcze właściwe dla tzw okresu błędów i wypaczeń. Jednak nawet media o. Rydzyka nie utrzymywały, że wobec abp Wielgusa stosowano takie metody dla uzyskania znanych wszystkim oświadczeń.

To jest: Marcin Głowacki

A mi się wydaje, że jednak

A mi się wydaje, że jednak Pan rozumie tylko tak Pan pisze. Marcin Głowacki
A poza tym uważam, że trzeba skończyć z socjalizmem!
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: dante_alighieri

wlasnie nie rozumiem

tym bardziej ze robia to ludzie ktorzy wszystkich i wszedzie oskarzaja o "klamstwa".To jest kompletnie schizofreniczne.Ani tez w tym sensu ani logiki.

To jest: Marcin Głowacki

Kazali mu siedzieć cicho i

Kazali mu siedzieć cicho i już sie więcej nie odzywać. Zero własnej woli. Siedż cicho, idź w zaparte a my to jakoś spróbujemy odkręcić. Nawet kosztem rozłamu bo po nas choćby potop. Wszyscy na których coś zostało w aktach idą w zaparte i to jest strategia na lata a kto byłby taki głupi i honorowy żeby usunąć sie do wyjaśnienia sprawy, skoro sami tak skonstruowałi procedury wyjaśnienia żeby nie dało się nic wyjaśnić.
Marcin Głowacki
A poza tym uważam, że trzeba skończyć z socjalizmem!
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Szanowny Panie!

Zakładam, że potrafi Pan czytać i dokonać elementarnej analizy faktów i okoliczności. Jeśli tak, to dlaczego wypisuje Pan te żenujące opinie n/t abp. Wielgusa? Czy kiedykolwiek zapoznał się Pan z całością argumentacji prezentowaną w Naszym Dzienniku m.in. przez p. Karczewskiego? Wspomniał Pan coś o cudzej głupocie i cudzym honorze? Czy przewidział Pan, że może być Pan zapytany ... o to samo???

To jest: Marcin Głowacki

Wie Pan, sęk w tym, że

Wie Pan, sęk w tym, że zastanawia mnie ta bezwolność Wielgusa, wszyscy gadają i robią wszystko za niego a on milczy jak zaklęty. Czy to jest zachowanie godne przywódcy?
Marcin Głowacki
A poza tym uważam, że trzeba skończyć z socjalizmem!
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Z ludźmi o złej woli

nie ma sensu rozmawiać.

To jest: JJerzy

Co Pan powie ... On,

Co Pan powie ... On, niemalże Prymas (taka bywa droga z Metropolii), raptem, jedyny w tym całym towarzystwie, milczy, pozwala mówić o sobie różne 'bezeceństwa', nie uczestniczy, wzorem braci w biskupstwie, w telewizyjym wymadrzaniu ... Chyba jedyny sprawiedliwy ...

Jedyny sprawiedliwy

jest dla Pana trudny do wyobrażenia, czy trudny do zaakceptowania? Każdy musi być ubabrany w błocie? Każdy musi siedzieć po uszy w relatywizmie? Nie każdy. To kosztuje. A ja widzę, że Pan o tym zielonego pojęcia nie ma.

To jest: BTadeusz

Co Pan będzie gadał z robotem....-:)

Lustro! Panie Krzysztofie... lustro - tam znajdzie Pan partnera godnego siebie...

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

Nie udało się

ukraść pierwszego milionika? Okazji nie było? Czy strach obleciał?

To jest: BTadeusz

Jakby się nie udało, to skąd miałbym na kawior?

"Mordo Ty moja..."

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

Więc przynaje się Pan

do kradzieży. Dziękuję. ... Wyjaśniło się, dlaczego nie mam pracy. Jak ludzie o takiej moralności rządzą w gospodarce, to dla mnie w Polsce miejsca nie ma.

To jest: BTadeusz

Jeszcze poprosze chłopaków, to pofiglują z Panem.

A ja sobie to obejrzę na video...
Nie zdejmujac nogi z nogi...

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

Poziom godny prawicy...

Prawicy Gołoty...

przesadził Pan tym razem

z tą kradzieżą

To proszę wykazać,

że przesadziłem. Rozmówca nie podjął wątku swojej własnej wypowiedzi.
Mało tego, dopuszcza się gróźb... Publicznie...

Dotyczy: Autor: AnnaP, czw, 27/09/2007 - 20:55

ok

nigdzie Pan Tadeusz nawet nie zasugerował, że 1 mln trzeba ukraść, a Pan uparcie mu to wmawiał, groźba faktycznie brzydka, ale kogo nerwy nie poniosły by w takiej sytuacji, domniemanie niewinności chyba obowiązuje?
pozdrawiam
Anna

To jest: BTadeusz

Pani Anno. Jeśli ukradłem ten milion,

To przy takiej mentalności jest imperatywem spuscic tegie lanie.
Więc pan Krzysztof otrzyma to, czego sie domaga.

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

pax

bezsensowna polemika oparta na emocjach to była, jasnym jest , że naprawdę wielkich pieniędzy większość ludzi nie dorobiła się w sposób uczciwy, często kradnąc i wykorzystując niewolniczo pracę robotników, w Polsce jest to bardzo widoczne, cała masa pokomunistycznych pseudo biznesmenów ze słomą w butach i bez krzty honoru do dziś psuje wizerunek kapitalizmu , a tacy jak Pan są garścią uznawaną za frajerów

Anna

To jest: BTadeusz

Dodam, że mój majątek, zdobyty - jak opisałem

daleki był do milona.
A rentował dochodem, z którego podatku płaciłem wiecej, niz płacono mi na politechnice.

Więc osobę stawiającą mi takie zrzuty traktuję jako szubrawca.

Zasługuje co najwyżej, aby go psami pszczuc...

Pozdrawiam
-:)

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

Co autor miał na myśli?

http://www.prawica.net/node/8535#comment-189419
i to?
http://www.prawica.net/node/8514#comment-189678
NIC? Na pewno??

(teraz spodziewam się typowej reakcji, czyli a.milczenia, b.lekceważenia, c.pomniejszania rangi etc.) a słowo się rzekło.

Dotyczy: Autor: AnnaP, pi, 28/09/2007 - 10:29

To jest: R1a1

Jeśli o mnie chodzi to reakcją jest współczucie.

cytuję Krzysztof M:
teraz spodziewam się typowej reakcji, czyli a.milczenia, b.lekceważenia, c.pomniejszania rangi etc.

Dla Pana.

Mieści się to

w ramach "etc"... Typowy zabieg porozumiewawczego spojrzenia... No tak, wariat... :-))) Ostatnia strona Nikodema Dyzmy to przedstawia... :-)) Dołączył Pan do niezłego towarzystwa! :-))

ktoś sie pod Pana podszywa?

bo przechodzi Pan samego siebie, różne dyskusje tu sie odbywały, ale chyba jakieś zakłócenia w umyśle wystąpiły :)
bolesny pierwszy raz dotyczył wprowadzenia JOW, to Pan to przekręcił na kradzież pierwszego mln, tak się zastanawiam czy aby desperacko nie chce Pan unicestwić dyskutanta, który jest przed Panem jeśli chodzi o liczbę postów :)

Anna

Nie odniosła się Pani

do meritum. ... Ilość wpisów mam głęboko w nosie. ... Proszę z równym zapałem skomentować to, czego skomentowania Pani uniknęła.

przecież odniosłam się właśnie do meritum

odrzucając Pana interpretację słów Pana Tadeusza, długo tak Pan może? :)

Anna

Ma Pani prawo twierdzić co Pani chce.

Ale to, że Pani tak twierdzi, nie oznacza, że twierdzenie jest prawdziwe. Proszę przytoczyć cytat, osadzony w kontekście i wykazać, że pani twierdzenie jest prawdziwe. Przyjmę to z ulgą.

leniwa jestem

a ten wątek nie zasługuje by go kontynuować, jak dla mnie może Pan pozostać w przeświadczeniu, że ma Pa rację
dobranoc :)

Anna

Jestem zawiedziony.

Myślałem, że Pani przeczy temu co napisałem, na serio... Ale to na serio nie było... Szkoda.

przeczyłam Pana ocenie na serio

określenie, że pierwszy raz musi zaboleć, jakiego użył Pan BTadeusz, dotyczyła wprowadzenia JOW ze wszystkimi konsekwencjami, to Pan używał określenia, że trzeba ukraść pierwszy milion, nie mogę wklejać cytatów, bo mam problemy ze stroną i wcięło mi odpowiedź jaką wcześniej przygotowałam, używanie edytora tekstu to już przesada, uważam Pana za zbyt inteligentnego bym musiała tak dokładnie wskazywać wyjaśnienia, a właśnie Pana wypowiedzi uznałam za nie na serio i jako prowokacyjne

Anna

Chyba nie jestem inteligentny.

Gdybym był, miałbym pracę. A nie mam.

Na podstawie tego napisałem, co napisałem:
http://www.prawica.net/node/8514#comment-189797

To jest: samograf

Coś z "Dziadów"

"Nazywam się Milion - bo za miliony kocham i cierpię katusze". Teraz pan się szczodrze podzieli z panem Krzysztofem katuszami. Proponuję jak nie fifty-fifty, to по полам.

Już raz mi Pan groził.

Więc jeśli ma to być tete'a tete w cztery oczy, to służę uprzejmie. Chociaż właściwie... Dlaczego miałbym spodziewać się gry fair po kimś, to fair nie gra... Nie ma takiego powodu.

Pan, który

Pan, który cytuję:

cytat:
wolę umrzeć, niż robić za "słup reklamowy"

raczej powinien się powstrzymać od moralizowania.
Z takimi jak Pan, ciężko będzie zbudować Polskę.
-------------------------
Bądź Patriotą. W najbliższych wyborach oddaj nieważny głos, dopisując na karcie do głosowania słowa: MENE, TEKEL, PERES!

Chciałby mnie Pan widzieć

jako słup ogłoszeniowy? Zależy Panu na tym? A to dlaczego? W ramach demokracji mogę sobie wybrać taką pracę, w której Pan mnie chętnie zobaczy, czy mogę wybrać samodzielnie? No i dlaczegóż moje wybory Panu się nie podobają? Czy dotyczą Pana? A może są szkodliwe społecznie? Wykaże Pan to?

To jest: moniK

wywiad R Wyrostkiewicza z dr.A .Wielomskim

Znalazłam w sieci

"Adam Wielomski w rozmowie z Robertem Witem Wyrostkiewiczem:

Jest Pan jednym z nielicznych publicystów broniących abpa Stanisława Wielgusa...

- Mój stosunek do afery uległ w ciągu ostatniego czasu sporej zmianie. Gdy afera wybuchła, nie miałem powodu nie wierzyć w winę Ekscelencji, szczególnie że media podały, iż abp Wielgus - po czasie pewnego zakłopotania - przyznał się do winy. Mimo to uważałem, że rozgłos jest nieadekwatny do sprawy. Nigdy nie uważałem, że kolaboracja z wywiadem zagranicznym PRL jest czymś kompromitującym. Jako naukowiec w pełni rozumiem, że inny naukowiec chce wyjechać za granicę na stypendium. Być może w PRL po prostu nie było innej możliwoœci wyjazdu niż podpisanie zgody na współpracę z wywiadem. W takiej sytuacji trzeba było podjąć dramatyczną decyzję czy praca naukowa, czy podpis? Jestem w stanie zrozumieć tych, którzy wybrali podpis, z góry nie mając zamiaru na nikogo niczego donosić.

Ale poza podpisem w grę musiało wchodzić konkretne zadanie.

- Zadanie, jakie miał dostać ks. Wielgus, czyli rozpracowywanie ośrodków ukraińskich nacjonalistów, nie byłoby nawet niczym kompromitującym. Ci `nacjonaliści' to wszak nic innego jak pogrobowcy banderowców z UPA, którzy mieli na rękach polską krew i żądali przyłączenia do Ukrainy Przemyśla i okolic. Zauważmy jednak, że ks. Wielgus z zadania się nie wywiązał. Przygotował bełkotliwy i ogólnikowy raport i nawet SB uznała go za agenta nieprzydatnego dla wywiadu. Prawdę mówiąc - nie znając osobiście ani jednego banderowca - mógłbym przygotować podobny, gdzie bym wyjaśnił, że Ukraińcy na emigracji nie lubią ZSRR i marzą o niepodległym państwie, słowem: żadna rewelacja. Wyglądało na to, że ks. Wielgus oszukał SB, wyłudził paszport, wyjechał i nie wykonał zadania wywiadowczego. Nie było więc powodu, aby uważaæćgo za `agenta wszech czasów'.

A Pan za kogo go uważa?

- Uważam, że Ekscelencja był wielką szansą polskiego katolicyzmu. Po dziesięcioleciach panowania w nim trendów liberalnych i - nazwijmy po imieniu - wprost lewicowych, mieliśmy dostać prawdziwego katolickiego duszpasterza ze starej szkoły. Benedykt XVI to szansa katolicyzmu na miarę światową, szansa na zatrzymanie rewolucji posoborowej - co właściwie stało siê już za pontyfikatu Jego poprzednika - a nawet na jej cofnięcie, przynajmniej częściowe. Ale papież nie czyni takich historycznych wydarzeń sam. Potrzebuje ludzi, współpracowników, którzy tę - choćby częściową - kontrrewolucję wraz z nim poprowadzą na poziomie diecezji czy metropolii. Dlatego abp Wielgus miał zostać metropolitą. Nie mógłby nim zostać ani za Jana XXIII, ani za Pawła VI, ani za Jana Pawła II. Ci papieże nie mianowaliby metropolitą kogoś o tak konserwatywnych poglądach. Uważałem, że racja polskiego katolicyzmu wymagała, aby przymknąć oczy na jakieœ papierki sprzed trzydziestu lat.

Jednak te papierki według większości obserwatorów sprawy abpa Wielgusa to dowód na jego zhańbienie.

- Przyznam, że wgłębiając się w szczegóły sprawy `papierków sprzed trzydziestu lat', nabrałem stopniowo coraz większego sceptycyzmu co do materiału dowodowego. Właściwie cały dowód, że abp Wielgus jest `Grey'em' opiera się na fakcie, że raport `Grey'a' znajduje się w jego teczce. Szczegóły nakazują postawić znaki zapytania. Po pierwsze, w ujawnionych aktach SB jest mowa o tym, że `Grey' wyjeżdża na kilka lat, podczas gdy ks. Wielgus wyjeżdżał zaledwie na 5 miesięcy. Zakładam, że zarówno piszący raport agent, jak i jego oficer prowadzący dobrze wiedzą, na ile wyjeądąa autor raportu. O ile oficer śledczy może się pomylić (ostatecznie), o tyle sam wyjeżdżający wie takie rzeczy na pewno. Po drugie, chodzi o pieczątki. `Grey' ma stemple `ściśle tajne', a pieczątki takiej używano w Polsce do roku 1961 i od 1999 roku, podczas gdy ks. Wielgus miał być agentem w latach siedemdziesiątych. Oznacza to, że pieczątki przystawiono po roku 1999. Może to świadczyć albo o fałszerstwie, albo o tym, że ktoś w tych aktach grzebał w ciągu ostatnich ośmiu lat. Pracownicy IPN jako dogmat traktują zasadę, że `SB nie fałszowała swoich dokumentów'. Śmiem o tym wątpić, ale to w tej chwili bez znaczenia. Zwracam uwagę, że tych pieczątek nie przystawił żaden esbek - bo wiedziałby, jakie pieczątki obowiązywały w PRL - przystawiono je w III RP. Jeżli zaś jedynym dowodem, że Ekscelencja i `Grey' to ta sama osoba jest fakt, że raport `Grey'a' znajduje się w teczce Ekscelencji, to mamy absolutną pewność, że ktoś w tej teczce grzebał. Wystarczyło przełożyć raport z jednej teczki do drugiej... Dopóki nie mamy absolutnie pewnego badania grafologicznego podpisu `Grey', nie mamy żadnego dowodu na winę Arcybiskupa.

Skąd czerpie Pan informacje na temat tego, że takie konkretnie pieczęci były używane właśnie w tych latach?

- Szczegółową analizę tej i innych technicznych zagadniń opisał były prokurator krajowy Włodzimierz Blajerski. Warto zacytować jego analizę 15., 16. i 17. karty z teczki arcybiskupa: `Umowa o współpracy o treści nieznanej w instrukcjach MSW. Powinno być na początku: Ja, Stanisław Wielgus ur. ...' itd. i na końcu: będę podpisywał się jako' - tu pseudonim - i podpis: Stanisław Wielgus'. To dla wszystkich służb specjalnych na świecie najważniejszy dokument personalny (nigdy nie znajdziemy go w teczce sprawy operacyjnego rozpracowania). Taki dokument, o ile jest autentyczny, to dla SB skarb - nie byłby niszczony i filmowany w żadnym wypadku. Gryf ściśle tajne' to kompletna bzdura. Nikt w SB w tym czasie nie używa takiego gryfu. Żaden esbek prowadzący ewidencję nie przyjąłby tak oznaczonego dokumentu. Doskonale wie to prowadzący sprawę ppłk Leonard Mroczek, który wszystkie raporty i notatki oznacza prawidłowo tajne spec. znaczenia'. Ale nie ma podpisu tegoż pułkownika Mroczka. Nie ma też stopki zarejestrowania tego dokumentu, który byłby skarbem, gdyby pochodził od księdza. Świadczy to o tym, że takiego dokumentu w obiegu prawnym SB nigdy nie było. Arcybiskup Wielgus nie przyznaje się do podpisania jakiegokolwiek dokumentu sprzed 1978 roku. Materiał ten jest sfabrykowany. Zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa i jest to w wysokim stopniu prawdopodobne. To samo dotyczy pozostałych dokumentów o współpracy, a więc instrukcji k. 16 i 17 oraz umowy o łączności k. 28 i 29. Sfabrykowano te dokumenty współpracy. W obrocie prawnym MSW gryf 'ściśle tajne' był używany do połowy 1961 r., a następnie wszedł w użycie dopiero na podstawie ustawy ze stycznia 1999 r. o ochronie informacji niejawnych. Taki gryf przewidywała też zawetowana przez prezydenta Wałęsę w 1995 r. ustawa o tajemnicy państwowej, według projektu z 1992 roku. Najprawdopodobniej więc w tym czasie dokonano takiej fabrykacji''

Czy według Pana abp Wielgus jest niewinny?

- Żeby nie było nieporozumień: nie twierdzę, że wiem, iż abp Wielgus jest niewinny. Istnieją poszlaki - choćby raport owego `Grey'a' - wskazujące, że mógł był agentem wywiadu. Ale poszlaki to nie dowody. Tymczasem media wydały wyrok, a sprawa ma charakter trudnego procesu poszlakowego. Powiem prywatnie, że na podstawie takiego materiału dowodowego, jaki w tej chwili mamy, nie odważyłbym się po prostu powiedzieć, że abp Wielgus był agentem. Ja tego po prostu nie wiem. Zaś stara łacińska formuła uczy: in dubio pro reo, czyli, że wątpliwości przemawiają na korzyść oskarżonego. Cywilizacja łacińska polega na tym, że to oskarżonemu należy udowodnić winę, a nie, że oskarżony musi dowieść swojej niewinności. W medialnej nagonce zasada ta nie była respektowana.

Wszystko to przedstawiałoby logiczną całość, gdyby nie fakt, że hierarcha sam przyznał się do winy.

- No tak, ale do czego się przyznał? Przyznał się, że podpisał zgodę na współpracę z wywiadem, aby otrzymać paszport. Obowiązujące w Polsce prawo nie uznaje tego za współpracę z SB - świadczy o tym przypadek ministra w kancelarii prezydenta RP Andrzeja Krawczyka (zresztą z PiS), który 14 marca tego roku został uniewinniony przez sąd lustracyjny, choć podpisał zobowiązanie do współpracy, ale na nikogo nie donosił. Mitem krążącym w polskim społeczeñstwie jest rzekome oświadczenie abpa Wielgusa, w którym przyznaje się do winy i przeprasza za to Kościół. Prawda jest zaś taka, że oświadczenie to wydał spanikowany w obliczu medialnej nagonki Nuncjusz Apostolski Józef Kowalczyk w imieniu abpa Wielgusa, ale bez jego zgody i wiedzy. Ekscelencja wydał następnie oświadczenie, w którym zaprzeczał, aby takie oświadczenie wydał. Pokazano to tylko chwilę w mediach koło południa, potem znikło. Nie przebiło się w medialnej wrzawie i dlatego 99 procent Polaków jest przekonanych, że abp Wielgus przyznał się do donosicielstwa.

Jedyne, do czego Ekscelencja się przyznaje, to podpisanie zgody na współpracę z wywiadem. Nie przyznaje się do żadnych raportów `Grey'a', a tym bardziej iż donosił SB w kraju na kolegów. Tego drugiego zarzutu nie da się zresztą udowodnić, gdyż mamy tu tylko cienkie poszlaki w postaci raportów esbeków z rozmów z Ekscelencją. Nic nie zostało napisane tam jego ręką i niczego nie podpisał. Nawet jego wrogowie nie twierdzą, że mają dowody w tej sprawie. Są to oczywiście pewne poszlaki, ale znów tylko poszlaki. To tak, jakby mnie uznać winnym kradzieży samochodu 30 lat temu, gdyż znaleziono pamiętnik nieżyjącego sąsiada, w którym pisze, że mu się przyznałem, że to ja pojazd ukradłem. Czy jakikolwiek sąd skazałby mnie za kradzież auta na podstawie takich dowodów?

Jednak ujawnienie dokumentów mówiących o współpracy z `bezpieką' było bezpośrednim powodem rezygnacji arcybiskupa.

- No, to akurat na pewno nie jest prawdą. Jż¿ Nuncjusz Apostolski w swoim oświadczeniu stwierdził, że Ekscelencja rezygnuje nie ze względu na fakt ewentualnej współpracy z wywiadem, ale ze względu na istnienie atmosfery uniemożliwiającej sprawowanie urzędu. Dokładnie jest powiedziane tak: `Będąc zniesławionym, nie można przejmować obowiązków (...)'. Innymi słowy: w obliczu szalejących w liberalnej TVN Pawła Milcarka i Tomasza Terlikowskiego, wykrzykujących, że `arcybiskup kłamie' nie da się sprawować urzędu. No bo i nie da się! To samo jest w liście Benedykta XVI do abpa Wielgusa, gdzie czytamy, że `Ekscelencja (jest) świadomy, że sytuacja, która zaistniała, nie pozwala rozpocząć posługi biskupiej z niezbędnym jej autorytetem, wyraźnie widziałem w tym akcie głęboką wrażliwość na dobro Koœcioła (...)'. Zwracam uwagę na słowo `świadomy' (w oryginale włoskim: conoscio - świadomy, rozumiejący, zdający sobie sprawę) jest niezwykle istotne. Nie, że agent nie może pełnić funkcji, ale, iż musi 'mieć świadomość', że w zaistniałej sytuacji - dla dobra Kościoła - lepiej, aby urzędu tego nie pełnił.

Innymi słowy: nie ujawnienie dokumentów było powodem rezygnacji Ekscelencji, ale nagonka na niego. Potwierdził to nawet Tomasz Terlikowski, komentując list papieski dla `Dziennika': `wierni będą mieli prawo odczytać ten list jako wybielenie Wielgusa i zwalenie całej odpowiedzialności na tych, którzy dążyli do poznania prawdy'. Nic dodać, nic ująć. Trudno pełnić urząd, opierający sią wyłącznie na autorytecie, w atmosferze takiej nagonki dziennikarzy, jaką widzieliśmy.

Jego winę stwierdziły dwie komisje, w tym komisja kościelna.

- Komisje zapoznały siê wyłącznie ze stanem dokumentacji. Oglądały ją zresztą bodaj tylko przez kilka godzin. Nie dokonały jej krytycznej weryfikacji. Przykładowo nie zrobiono badania grafologicznego, czy Wielgus i `Grey' to ta sama osoba. Na podstawie dostępnych źródeł, bez ich weryfikacji krytycznej, Ekscelencja oczywiście jest winny. Rzecz w tym, że źródła - o czym już mówiłem - właśnie tej weryfikacji wymagają ze względu na pieczątki i czasokres pobytu `Grey'a' za granicą. Do takiej weryfikacji są sądy, ale IPN celowo opóźniał dostarczenie materiałów sądowi lustracyjnemu, aby proces nie zdążył się odbyć. Nie dziwię się: w końcu to ten IPN odpowiada za wypłynięcie materiałów i okrzyczenie Ekscelencji `agentem' i ewentualne uniewinnienie przyczyniłoby się do prestiżowej porażki tej instytucji.

Komu mogło zależeć na sfałszowaniu materiałów obciążających abpa Wielgusa?

- Ja wcale nie powiedziałem, że wiem na pewno, iż Ekscelencja jest niewinny i nie mam dowodów na to, że dokumenty są fałszywe. Dokumenty są poszlakałi przeciwko Arcybiskupowi, a szczegóły tychże dokumentów - na przykład owe pieczątki - są poszlakami, że dokumenty te mogą nie być prawdziwe lub - będąc prawdziwymi - mogą być wyjęte z innej teczki.

Za to mogę powiedzieć, komu zależało na uczynieniu z tych poszlakowych materiałów gigantycznej afery. Wystarczy zobaczyć, kto sprawę rozdmuchał: dziennikarze związani z PiS (`Gazeta Polska' i Paweł Milcarek) oraz liberalne media, sympatyzujące z PO, szczególnie TVN, z królującym tu Tomaszem Terlikowskim. Cele były sprzeczne. Liberalne media były przerażone `reakcjonistą' w warszawskim Kościele, a przede wszystkim obawiały się wzmocnienia o. Tadeusza Rydzyka, dla którego abp Wielgus nie ukrywał nigdy sympatii. Co do środowisk PiS-owskich, to myślê, że są tam ludzie, którzy chcieliby zrobić z Kościoła kolejną `przystawkę' do PiS. W Kościele widać coraz większe zniecierpliwienie rządem pisiackim, wprost zawód. W takiej sytuacji mógł się tam zrodzić - nie twierdzę, że `zrodził się', bo to tylko moja hipoteza - pomysł uzależnienia hierarchów za pomocą `kwitów' z IPN. Abp Wielgus wyleciałby w powietrze, aby pokazać, co stanie się z hierarchami, jak nie będą popieraæ rządu. Zauważmy, że akcja jest szerzej zakrojona. Zaraz potem `cudownie' znaleziono pustą teczkę abpa Michalika. Tak jakby chciano mu powiedzieæ: `w każdej chwili może znaleźć się jej zawartość'. Ta akcja trwa zresztą jakby nadal: te same środowiska - Frondy i Christianitas - które rozdmuchały aferę, teraz rozdmuchują afery seksualne w diecezji płockiej. Tak się składa, że jeden z moich kolegów dzień przed aferą `seksualną' powiedział prorocze słowa: `Gdyby abp Wielgus nie był agentem, to by ogłosili, że jest pedofilem'. Jak zaczął się lustrować, to i afery się pojawiły. Oczywiście w `cudowny' sposób akurat w tym momencie! Odnoszę wrażenie, że to jest szersza i skoordynowana akcja części środowisk pisiackich. Ale to tylko moje wrażenie. Dowodów na to nie mam. To raczej dedukcja na podstawie tego, kto z propagatorów tej afery mógł na tym zyskać.

Czy nominacja abpa Kazimierza Nycza jest sukcesem tego lub raczej tych środowisk?

- To jest ich katastrofa. Gdy broniłem Ekscelencji, wielu ludzi gwałtownie mnie atakowało, bo oni już wydali wyrok, zanim poznali materiał dowodowy. Zresztą wcale nie chcieli go poznać. Teraz sytuacja się zmieniła. Wielu najbardziej zagorzałych lustratorów Ekscelencji przyznaje, że miałem rację. Nie jest przypadkiem, że na związanej ze środowiskiem Pawła Milcarka stronie internetowej - o tematyce stricte religijnej - po dziś dzień `zapomniano' podać informacji o tej nominacji; wystarczy poczytać bloga Milcarka, w którym kwestionuje on, że abp Nycz na pewno jest liberałem (a może jednak nie?). Nic dziwnego, to jest prawdziwa katastrofa dla katolicyzmu powiązanego w Polsce z prawicą. Abpa Wielgusa miał zastąpić ktoś równie prawicowy, a zastąpił go kościelny liberał. `Gazeta Wyborcza' od razu zachwalała tę kandydaturę jako człowieka `apolitycznego'. Dwa dni później ta sama `GW' z triumfem - oczywiście na pierwszej stronie - zamieści³a pierwszą `apolityczną' wypowiedź nowego metropolity: `Gwałtowny atak na ministra Romana Giertycha'.

Nominacja abpa Nycza oznacza radykalne przechylenie się Kościoła w Polsce w kierunku procesów europeizacji. Zapewne Benedykt XVI uznał, że to chore, lewicowo-liberalne miasto, zwane Warszawą, nie zdzierży pasterza o konserwatywnych poglądach. I słusznie: w jednym mieście nie mogą panować dwa niepodzielne autorytety: `Arka Noego' i abp Wielgus. Działacze PiS nie chcieli konserwatywnego hierarchy, to dostali liberała. Odegrali wobec środowisk liberalnych i lewicy laickiej rolę, którą Lenin określał mianem `pożytecznych idiotów'. Ale to nie jest katastrofa PiS: to katastrofa nas wszystkich, uczyniona rękami `Gazety Polskiej' i Pawła Milcarka. To im dziękujmy."

To jest: dante_alighieri

jak ja lubie to "rozdmuchiwanie afer seksualnych"

czyli mowienie prawdy zamiast zamiatania smieci pod dywan.Co ma znaczyc ze Warszawa jest "chorym lewicowo-liberalnym miastem"?
To zart?

To jest: Marcin Głowacki

Tylko że już nie tak

Tylko że już nie tak bardzo chodzi o to, że był (przyznał się i gadanie o fałszywkach jest bezprzedmiotowe), lecz o to, że tak długo zaprzeczał, że nie był i o nic więcej.
Ja nie chciałbym mieć takiego Arcybiskupa, pewnych rzeczy się nie robi, a ludzie potrafia wybaczać nie takie rzeczy. To, że teraz milczy i idzie w zaparte tylko pogarsza jego sytuacje i jeszcze bardziej dyskfalifikuje go na takie stanowisko pomimo całego dorobku.
Jest takie przysłowie, wulgarne, troszke musiałem je przeredagować.
"Zbudowałeś sto mostów lecz zrobiłeś jedną "minetę", będą nazywać cię "mineciarzem"
Przepraszam urażonych.
Marcin Głowacki
A poza tym uważam, że trzeba skończyć z socjalizmem!
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: moniK

W końcu przyznał się czy nie?

cytuję Marcin Głowacki:
Tylko że już nie tak bardzo chodzi o to, że był (przyznał się i gadanie o fałszywkach jest bezprzedmiotowe), lecz o to, że tak długo zaprzeczał, że nie był i o nic więcej.

cytuję Adam Wielomski:
- No tak, ale do czego się przyznał? Przyznał się, że podpisał zgodę na współpracę z wywiadem, aby otrzymać paszport. (...[tutaj wstawka o Krawczyku]}Mitem krążącym w polskim społeczeństwie jest rzekome oświadczenie abpa Wielgusa, w którym przyznaje się do winy i przeprasza za to Kościół. Prawda jest zaś taka, że oświadczenie to wydał spanikowany w obliczu medialnej nagonki Nuncjusz Apostolski Józef Kowalczyk w imieniu abpa Wielgusa, ale bez jego zgody i wiedzy. Ekscelencja wydał następnie oświadczenie, w którym zaprzeczał, aby takie oświadczenie wydał. Pokazano to tylko chwilę w mediach koło południa, potem znikło. Nie przebiło się w medialnej wrzawie i dlatego 99 procent Polaków jest przekonanych, że abp Wielgus przyznał się do donosicielstwa.

To jest: dante_alighieri

przeprosil

za to ze sie nie przyznal.Wiec chyba sie przyznal:-)
Podpisal kwit zeby dostac paszport? Ok wiele osob tak robilo ale czemu temu zaprzeczal?

To jest: moniK

Zaprzeczał?

cytuję Adam Wielomski:
Mitem krążącym w polskim społeczeństwie jest rzekome oświadczenie abpa Wielgusa, w którym przyznaje się do winy i przeprasza za to Kościół. Prawda jest zaś taka, że oświadczenie to wydał spanikowany w obliczu medialnej nagonki Nuncjusz Apostolski Józef Kowalczyk w imieniu abpa Wielgusa, ale bez jego zgody i wiedzy. Ekscelencja wydał następnie oświadczenie, w którym zaprzeczał, aby takie oświadczenie wydał.

To jest: Marcin Głowacki

Dziwne ale wydawało mi

Dziwne ale wydawało mi się, że widziałem i słyszałem to już, tylko w całości. Na razie nie moge więcej znaleźć.
http://pl.
Marcin Głowacki
A poza tym uważam, że trzeba skończyć z socjalizmem!
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: moniK

Oczywiście przyznał się i przepraszał

cytat:
W związku z medialnymi informacjami na temat mojej współpracy z SB i wywiadem PRL oświadczam co następuje:
Już jako młody kapłan pracujący w duszpasterstwie lubelskim byłem przedmiotem ataków ze strony SB, która inwigilowała mnie i prześladowała za moją pracę z młodzieżą. Zaatakowano mnie jako wroga Polski Ludowej w "Kurierze Lubelskim" oraz w "Faktach i Myślach" w marcu 1965 r. Po tych publikacjach zostałem wezwany do Urzędu Wyznań na rozmowę, na którą nie poszedłem. W kilkanaście dni potem Wydział Finansowy w Lublinie nałożył na mnie wysoką karną kontrybucję. Wielokrotnie, przez kilka lat nawiedzany byłem przez poborcę podatkowego. Z uwagi na moje ówczesne ubóstwo najścia te nie przyniosły żadnych rezultatów, tym bardziej, że byłem w latach 1965-68 studentem filozofii KUL.
W r. 1967 chciałem wyjechać, w ramach organizowanej przez władze kościelne wymiany katolickich studentów między Polską i NRD. W związku z tym udałem się biura paszportowego. Przyjął mnie funkcjonariusz SB, który zarzucał mi, że na kazaniach krytykuję władze PRL. Na dowód tego odegrał z magnetofonu fragment jednego z moich kazań, w którym istotnie były takie treści. Zagroził mi poważnymi konsekwencjami jeśli to się będzie powtarzało. Po pewnym czasie jednak otrzymałem odpowiedni dokument, pozwalający na wyjazd do NRD. Od tamtej pory byłem przy różnych okazjach nawiedzany przez tego funkcjonariusza. Tych wizyt było kilkanaście. Nigdy nie podpisałem żadnej deklaracji współpracy z SB i nigdy nie uważałem się za współpracownika SB. W rozmowach, które prowadziłem mówiłem wyłącznie o sprawach ogólnych, o sytuacji międzynarodowej, o sytuacji ekonomicznej w kraju itp. Stanowczo protestuję przeciwko fałszywej opinii jakobym funkcjonariusza SB informował o pracownikach KUL, Kurii czy o kapłanach Diecezji Lubelskiej, albo o jakichś rzekomych rozgrywkach personalnych w KUL czy w Kurii. Nie podawałem złych charakterystyk kogokolwiek z księży i pracowników KUL. Poza stwierdzeniami ubowca nie ma na to żadnych dowodów. Pamiętam, że kiedyś zapytał mnie co w moim środowisku mówi się o śmierci Pyjasa. Wówczas powiedziałem, że wszyscy moi znajomi uważają, iż mordu dokonała milicja. Funkcjonariusz się wówczas żachnął i gwałtownie dowodził, że to nie jest prawdą. Wbrew opublikowanej opinii funkcjonariusza nie dostarczałem nigdy żadnych materiałów na czyjkolwiek temat. Nikogo nie podsłuchiwałem, ani nie nagrywałem. Nie miałem wówczas pojęcia o posługiwaniu się magnetofonem. Charakterystyka mojej osoby zawarta w ubowskich materiałach jest tak odbiegająca od prawdy, że nigdy bym się na jej podstawie nie rozpoznał gdyby była anonimowa. Przypisuje mi bowiem cechy i umiejętności, których nie posiadałem, np. znajomość języka hiszpańskiego czy też posiadanie w tym czasie wielu zagranicznych publikacji, sposobu świeckiego prowadzenia życia itd. Jest to wyraźna chęć przecenienia mojej osoby, by się pochwalić z jak ważnymi ludźmi funkcjonariusz ma kontakt. Tymczasem ja nie byłem wówczas żadną ważną, nadzwyczajną osobą. Żyłem spokojnie na marginesie życia uniwersyteckiego. Opinia funkcjonariusza SB zawiera wyraźne przekłamania na temat mojej pracy w KUL. Nie byłem wówczas adiunktem, lecz pracownikiem dokumentalistą pracującym w dwuosobowym zespole w Zakładzie Historii Kultury w Średniowieczu. Nie miałem żadnych wykładów na uniwersytecie. Byłem tak zapracowany, że przez lata nie spotykałem się w szerszym gronie z ludźmi uniwersytetu czy diecezji. Głosiłem jednak bardzo wiele kazań w Lubelskiej Diecezji. Fałszem jest, że udzielałem opinii na temat nastrojów dotyczących zdarzeń w marcu 1968 roku i w grudniu 1970 roku o czym informuje funkcjonariusz. Przez cały marzec nie było mnie w Lublinie, ponieważ prowadziłem wówczas rekolekcje w kilkunastu parafiach wiejskich Diecezji Lubelskiej i z żadnym funkcjonariuszem się nie spotkałem. Przez cały grudzień i do połowy stycznia 1970 roku chorowałem na zapalenie płuc i poza rodziną z nikim nie miałem kontaktu. Fałszem jest także jakobym mówił coś cynicznie o tzw. "czarnej międzynarodówce". Fałszem jest jakobym dzięki UB uzyskał mieszkanie własnościowe. Z uwagi na to, że diecezja nie miała mieszkań dla księży pracujących poza duszpasterstwem, za zgodą władzy duchownej zapisałem się, tak jak każdy to mógł uczynić w tym czasie, do własnościowej spółdzielni mieszkaniowej. Wpłaciłem odpowiedni wkład finansowy i po czterech lub pięciu latach oczekiwania uzyskałem przydział na mieszkanie o powierzchni ok. 35 m.
Nieprawdą jest jakobym z inspiracji SB starał się o stypendium w Niemczech. Starania o to stypendium rozpocząłem w 1973 na podstawie informacji ogłoszonej przez Uniwersytet. Spełniałem przewidziane warunki więc złożyłem odpowiednie podanie za pośrednictwem Konsulatu RFN, by uniknąć cenzury.
Gdy podjąłem starania o paszport w Lublinie, poinformowano mnie, że w tej sprawie muszę się udać do Warszawy pod wskazany (dziś nie pamiętam) adres. Zgłosiłem się do swojego biskupa Piotra Kałwy i zapytałem co mam robić. Powiedział wówczas, że moje badania naukowe są ważne dla Kościoła i mogę pojechać na spotkanie zachowując ostrożność w rozmowach. We wrześniu 1973 roku pojechałem pod wskazany adres. Rozmawiali ze mną dwaj funkcjonariusze wywiadu. Powiedzieli że paszport otrzymam pod warunkiem, że nawiążę kontakt z Ost-Europa-Institut w Monachium. Powiedziałem, że będę się starał ten kontakt nawiązać. W ciągu kilku godzin instruowano mnie jak mam przekazać zdobyte informacje. Do kogo napisać odpowiednią kartkę i dokąd pojechać na spotkanie. Potem zostawiono mnie samego, bym napisał, co będę robił w Monachium. Napisałem więc o moich ówczesnych zamierzeniach i planach naukowych, do realizacji których konieczny był mój wyjazd do Monachium. Moje oświadczenie znajduje się w materiałach wywiadu. Żadnej deklaracji o współpracy z wywiadem wówczas nie podpisywałem. Nigdy ani przez chwilę nie zamierzałem realizować powierzonego mi zadania. Nie podjąłem w tym kierunku żadnych kroków. Przebywając w Monachium nie miałem także żadnego kontaktu z Polakami. Następny atak wywiadu na moją osobę miał miejsce w roku 1977 w związku z moim naukowym wyjazdem do Szwecji. Także nic nie podpisywałem i nie podjąłem żadnych kroków, których oczekiwał wywiad. Najgorszy był mój wyjazd do Monachium w r. 1978. Miałem wówczas spotkanie z bardzo brutalnym funkcjonariuszem wywiadu, który wrzaskiem i groźbami, że mnie zniszczy, skłonił mnie do podpisania deklaracji współpracy z wywiadem. Była to moja chwila słabości. Zawsze żałowałem że nie zrezygnowałem wówczas z mojego wyjazdu. Tym razem wywiad oczekiwał ode mnie, że nawiążę kontakt z rozgłośnią Wolna Europa. Żadnego kontaktu nie podjąłem. Nigdy nie byłem w rozgłośni. Nigdy też nie rozmawiałem z żadnym z jej pracowników. Jeden raz (a nie dwa jak fałszywie podano) przy okazji mojego pobytu w kościele św. Barbary rozmawiałem najwyżej kilka chwil z Księdzem Kirschke na temat mojej pracy duszpasterskiej w tej niemieckiej parafii, w której wówczas mieszkałem. Występujące w materiałach pseudonimy zostały mi nadane przez funkcjonariuszy.
Bzdurne są zawarte w materiałach dywagacje na temat moich rzekomych planów długotrwałego pobytu za granicą w celach szpiegowskich. Nigdy nie przyszło mi nic takiego do głowy. Moje cele naukowe realizowałem w tamtych trudnych, dziś dla młodych ludzi niewyobrażalnych czasach, w zaplanowany wcześniej sposób i określony ściśle z moimi władzami kościelnymi i uniwersyteckimi. Nic ponadto. Żadnego zadania wywiadowczego nie zrealizowałem. Przyznaje to w opublikowanych na mój temat materiałach sam funkcjonariusz, pisząc co następuje: "Oceniając całokształt sprawy uważam, że "Grey" nie spełnił zadań, które przyjął do wykonania przed wyjazdem za granicę. Zachował bierność i daleko idącą ostrożność na odcinku realizacji zadań szczegółowych: brak naprowadzeń, zupełna pasywność na odcinku nawiązywania znajomości z ludźmi wchodzącymi w zakres naszego zainteresowania, zignorował zadanie dot. rozpracowania ukraińskich ośrodków nacjonalistycznych w Monachium itd."
Z przedstawionych w materiałach relacji wynika, że przypisano mi różne złe intencje i złe postawy w stosunku do Kościoła. Jest to fałsz. Nie istnieje żadna dowodząca tego dokumentacja, poza słowami funkcjonariusza, który po swojemu widział moją osobę i całą sprawę. Nigdy nie zdradziłem Chrystusa i Jego Kościoła, ani w czynach, ani w słowach, ani w intencjach. Nigdy nie wyrządziłem nikomu żadnej krzywdy swoimi czynami czy słowami.
Nie chcę się usprawiedliwiać. Wiem, że nie powinienem utrzymywać żadnych relacji ze służbami PRL. Żałuję tego bardzo, że w ogóle podjąłem wyjazdy zagraniczne, które te kontakty spowodowały. Wydawało mi się jednak wówczas, że moim obowiązkiem jest prowadzenie wartościowych badań naukowych i kształcenie się dla dobra Kościoła.

+ Stanisław Wielgus

5 stycznia 2007 r.

To jest: Marcin Głowacki

Skoro teraz pisze Pani, że

Skoro teraz Piszę Pani, że oczywiście przyznał się i przepraszał, to dlaczego wcześniej pisała Pani cytując Wielomskiego:
"Mitem krążącym w polskim społeczeństwie jest rzekome oświadczenie abpa Wielgusa, w którym przyznaje się do winy i przeprasza za to Kościół. Prawda jest zaś taka, że oświadczenie to wydał spanikowany w obliczu medialnej nagonki Nuncjusz Apostolski Józef Kowalczyk w imieniu abpa Wielgusa, ale bez jego zgody i wiedzy."?
Pozatym skoro przyznał się, że
"Najgorszy był mój wyjazd do Monachium w r. 1978. Miałem wówczas spotkanie z bardzo brutalnym funkcjonariuszem wywiadu, który wrzaskiem i groźbami, że mnie zniszczy, skłonił mnie do podpisania deklaracji współpracy z wywiadem. Była to moja chwila słabości. Zawsze żałowałem że nie zrezygnowałem wówczas z mojego wyjazdu."
To dlaczego tak mówił:

?
Marcin Głowacki
A poza tym uważam, że trzeba skończyć z socjalizmem!
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Żeby

michnikopodobne Terlikowskie dzioby zamknęły...

To jest: moniK

Jak mówił, bo nie mogę

Jak mówił, bo nie mogę odtworzyć ?

...

Już odtworzyłam.

cytuję AW:
No tak, ale do czego się przyznał? Przyznał się, że podpisał zgodę na współpracę z wywiadem, aby otrzymać paszport. Obowiązujące w Polsce prawo nie uznaje tego za współpracę z SB - świadczy o tym przypadek ministra w kancelarii prezydenta RP Andrzeja Krawczyka (zresztą z PiS), który 14 marca tego roku został uniewinniony przez sąd lustracyjny, choć podpisał zobowiązanie do współpracy, ale na nikogo nie donosił. (...)
Jedyne, do czego Ekscelencja się przyznaje, to podpisanie zgody na współpracę z wywiadem.

Oprócz tego, że nie przyznaje się, to nie ma na to dowodów...Nie ma świadectw dokumentujących podjęcie jakiejkolwiek aktywności ks. Wielgusa jako agenta.
Filozof (ks. prof. KUL dr hab. Tadeusz Guz) sformułował to tak :

cytat:
"Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup prof. dr hab. Stanisław Wielgus nie był "formalnym" współpracownikiem służb specjalnych w PRL i nie skłamał (...)

Akt współpracy człowieka jako istoty rozumnej z drugim lub z jakąkolwiek instytucją zakłada: akt rozumu wraz z jego funkcją świadomości, akt wolnej woli