Zrzedzenie na temat demokracji

W odroznieniu od mych emigracyjnych kolegow z Tasmanii i Patagonii nie uwazam ze "z daleka widac lepiej" i unikam wypowiadania sie na temat polskiej polityki wewnetrznej. Jesli juz nawety musze napisac cos na ten temat, to zamiast nazwisk politykow, nazw partii i blokow posluguje sie wyrazeniami prezydent, premier, obecna administracja. Nikt nie zarzuci mi, ze pouczam rodakow co jest dla nich dobre. Trudno tez domyslic sie jakie sa moje poglady i po czyjej stronie lezy moja sympatia.

Zeby jednak nikt nie powiedzial, ze ignoruje wszystko zupelnie, a w szczegolnosci nadchodzace wybory, przypominam ponizej tlumaczenie artykulu jaki zamiescilem trzy lata temu (22.08.04) na Starej Prawicy.net. Dotyczy on wprawdzie odleglych Stanow Zjednoczonych, jednak niektore z poruszanych w nim spraw wydaja sie byc zupelnie bliskimi Polsce i Polakom. Dedykuje go wszystkim ogarnietym goraczka wyborcza.

Zrzedzenie na temat Demokracji

Jesien majaczy w oddali i wkrotce wybory prezydenckie przetaczac sie beda wokol, jak male kupki popychane przez zuki gnojaki. Bedziemy usilnie namawiani do glosowania. Lepsza rzecza byloby nie glosowac wcale. Na moj rozum wlasciwa odpowiedzia na to, co czasem wyobrazamy sobie jako demokracje, jest zachowanie szacunku dla samego siebie i nie branie w tym zadnego udzialu.

Glosowanie jest szczegolnie zenujacym, gdyz jest publiczna manifestacja slabego charakteru i niskiej inteligencji. Spojrzmy prawdzie w oczy: Demokracja, podobnie jak spluwanie w miejscach publicznych czy tez igrzyska rzymskie jest aktywnoscia wlasciwa dla moralnie i intelektualnie nizszych klas. Sprowadza sie praktycznie do wspoluczestnictwa w robieniu idioty z samego siebie.

Stany Zjednoczone nie sa oczywiscie demokracja, lecz cudownie stworzonym pozorem. Oddzielilismy wyniki wyborow od formulowania polityki. To zreczna sztuczka. Glosowanie pochlania uwage motlochu nie zaklocajac dzialania rzadu. Nie sadze byscie wierzyli chyba, ze wasz glos zmieni cokolwiek, co ma wieksze znaczenie. Ze zakonczy zalew na pol niepismiennych meksykanskich proletariuszy, ktorzy dolaczaja do naszych wlasnych, ze zawroci szkoly z ich apoteozy zahamowan i uposledzen umyslowych, ze sprawi, iz rzad w traktowaniu ludzi kierowal sie bedzie ich zaletami, a nie rasa, religia, kolorem, plcia lub pochodzeniem etnicznym.

Nie. Te rzeczy decydowane sa zdalnie przez rozliczne lobby, przez kryminalistow i rozne bezimienne sily. Jesli dopisze wam szczescie, to moze uda sie wam zmienic przepisy o parkowaniu.

Zakladajac ze demokracja jest bezcelowa, a uczestnictwo w niej jest oznaka slabosci umyslu, jakie jest najrozsadniejsze nastawienie do rzadu?

Takie jak gza do krowy. Nic poza tym nie ma sensu. Zasadnicza kwestia zwiazana z funkcjonowaniem amerykanskiego rzadu nie jest, jaki szarlatan bedzie prezydentem i jakie szalbierstwo uknuje. Ta kwestia, nieomal jedyna kwestia jest, czy rzad moze wydrzec wiecej od ciebie czy tez na odwrot. Albo ty obrabiasz czyjes kieszenie, albo twoje kieszenie sa obrabiane.

Cwane lub dobrze reprezentowane rasowe lobby, przemysl zbrojeniowy, zwiazki zawodowe nauczycieli, feministki, AIPAC [American Israel Public Affairs Committee] korporacje, wielkie firmy farmaceutyczne i naftowe - doja pieniadze od rzadu. Z kolei rzad przysysa sie, jak pijawka do ludzi ze sredniej klasy. Spedzaja oni swe zycia na wykonywaniu pracy, ktorej nienawidza, by kupowac rzeczy, ktorych nie potrzebuja - np. domy za pol miliona na przdmiesciach - i by moc placic podatki. Wybory daja im poczucie udzialu w obdzieraniu siebie samego ze skory: ten Rzad jest ICH pijawka.

Branie w tym udzialu jest wyraznie nierozsadne. Co zatem robic?

Pierwsza i najwazniejsza rzecza jest przestac uwazac, ze jestescie czescia tego rzadu, ze macie z nim cos wspolnego. Rzad nie przejmuje sie wami, dlaczego wiec wy mielibyscie przejmowac sie rzadem? Ta zmiana nastawienia daje wam pewnego rodzaju odprezenie i perspektywe spojrzenia.

Nastepnie unikajcie wszelkich rzadowych nakazow. Jest ich wiele. Sluzba wojskowa jest najgorszym z nich wszystkich. Maly czlowieczek w Waszyngtonie, ktorego nie spotkaliscie nigdy i z ktorym nie mielibyscie nigdy ochoty porozmawiac poprzez plot na waszym podworku, kaze wam zabijac ludzi, ktorzy nie zrobli wam nic zlego i zyjacych w kraju, o ktorym mogliscie nigdy nie slyszec. Czy to brzmi sensownie?

Na koniec, praktykujcie apatie - to tansze niz Prozac, a dziala lepiej. Nie martwicie sie przeciez o rzeczy, na ktorych wam nie zalezy. Nie proponuje depresyjnego patrzenia na zycie, ale jedynie zdrowa, normalna obojetnosc wobec tych sil, ktore sa szkodliwe i na ktore nie macie zadnego wplywu.

Powiem wiecej, cieszcie sie nadciagajaca atrofia. Czy Stany Zjednoczone nie ida w diabli? Czy zachodnia cywilizacja nie wali sie? Czy kanalie nie pchaja sie do zlobu? Czy durnie nie dewastuja szkol jak malpy sklepu z owocami? (Tak, prawde mowiac tak) Rozkoszujcie sie tym wspanialym historycznym spektaklem. Lepszego widowiska nie moze byc.

Mowie powaznie. Jesli uwazacie siebie za publicznosc niz raczej za uczestnikow, nabierajacy tempa upadek staje sie rozrywka. Kazdego ranka z rozkosza czytacie naglowki, by widziec, jakie nowe niedorzeczne blazenstwa pojawily sie w Waszyngtonie. To czysta komedia. Wlasnie teraz Mr. Bush chce zaciesnic embargo przeciwko Kubie ze wzgledu na naruszenia praw ludzkich. W miedzyczasie Mr. Bush prowadzi oboz tortur w Guantanamo. Mamy wojne z bieda, ktora utrwala biede i wojne z narkotykami, ktora gwarantuje podaz utrzymujac ich wysoka cene.

Watpie czy Mark Twain bylby w stanie wymyslic cos podobnego.

Ogromna przepasc dzieli tych, ktorzy zamartwiaja sie na smierc rzeczami, ktorych zmienic nie moga i tych, ktorzy skupiaja sie na swych przyjaciolach, rodzinie i dzieciach. Macie chyba poczucie tego, co jest zle i dobre, co jest moralne, przyzwoite i prawe. Tym rzeczom winni jestescie swa wiernosc - niczemu wiecej.

Zdrowa apatia nie oznacza wcale rezygnacji z zamilowania do muzyki, podrozy, psow, ksiazek czy wpatrywania sie w gwiezdziste niebo, gdyby zanieczyszczenie atmosfery zniknelo na moment. Nie oznacza tez ona braku troski o tych, ktorzy wasz otaczaja. Oznacza jednak - lub bardziej poprawnie nakazuje - moralne samostanowienie na tyle, ile to tylko mozliwe.

Swiadomi ludzie dostrzegaja, ze sa nic nie znaczacymi malenkimi atomami i ustalaja swe drogi stosownie do tego. To prawda, w malych miastach majacych kontrole nad swymi instytucjami, aktywne uczestnictwo moze miec sens. Mozecie spodziewac sie, ze bedziecie miec wplyw na sprawy, ktore sa wazne dla was. Jesli chcielibyscie, by high school oferowala zaawansowany poziom matematyki dla waszych uzdolnionych dzieci, to mielibyscie pewne szanse przekonac rade szkolna i znalezc ochotniczego nauczyciela jesli by to bylo konieczne.

Lecz dzisiaj jestescie zaledwie drobnym zrodlem podatkow. Jest zatem uzasadnionym traktowac rzady nie jak wrogow - sa silniejsze od was i zwykle wygrywaja - ale jako zawile lamiglowki. Jesli rzad nie uczy waszych dzieci jak nalezy, czy uczycie je sami w domu? Przeniesc sie do Francji? Czy kwalifikujecie sie do jakiejs formy zasilku spolecznego, by rzad mogl was wspierac zamiast na odwrot? Czy bardziej podobaja sie wam prawa Tajlandii?

Komu zatem - mozecie zapytac - winni jestesmy swa wiernosc? Lepszym pytaniem moze byc: Dlaczego powinnismy byc wierni jakiejs dalekiej grupie poza naszymi wplywami? Tak, wiem: Instynkt stada dominuje ludzkie zachowania. Dlatego wlasnie mamy wojny, gangi nastolatkow i przywiazujemy sie zaciekle do druzyn pilkarskich. Patriotyzm, oznaczajacy irracjonalne przywiazanie sie do kraju, w jakimkolwiek nie urodzilibysmy sie, przychodzi naturalnie. Jednak uzywajac wytartego, ale skutecznego przykladu: Czy powinnismy byc lojalni wobec rzadu naszego kraju, jesli zacznie on prowadzic obozy tortur w powiedzmy Bergen-Belsen lub Treblince, czy raz jeszcze - Guantanamo?

A moze powinnismy zaczac robic to co jest sluszne, odmowic bycia prowadzonymi jak stado bydla i zyc przyzwoicie - po ludzku. To wybor, ktory przynajmniej nie jest tak upokarzajacy jak glosowanie. Ci ktorzy myja sie regularnie nie powinni znizac sie do poziomu demokracji.

Fred Reed

This Ain't Fifth-Century Athens
Curmudgeonly Reflections On Democracy

Autor publikuje swe artykuly w The American Conservative.

Nie pamietam tego tekstu ze

Nie pamietam tego tekstu ze starej PN. Dobrze, ze Pan to przypomnial.
Krzysztof Kalebasiak

Niezły tekst

Można wyprowadzić sporo odniesień do naszych przedwyborczych problemów w Polsce.
Niejeden Polak ma wątpliwości, czy powinien wziąć udział w nadchodzących wyborach.

To jest: Marek Leonkiewicz

Zgrabna pochwała monarchi absolutnej

Oczywiście artykuł mówi prawdę o sterowaniu demokracją przez właścicieli mediów i animatorów pop-kultury.
Jednak wzywanie do apatii politycznej to już nihilizm i zachowanie nie godne chrześcianina.

Coś jest w tym

Coś jest w tym tekście.
Już jakiś czas temu przyszło mi do głowy, że może po raz pierwszy po prostu nie pójdę na wybory.
Tak naprawdę przestała mnie ta polityka interesować i tylko czasami reaguje kiedy pisofani zaczynają mi, kolokwialnie mówiąc, wciskać kity.

To jest: Jan Wysoki

Nastroje trochę inne

Widzę, że nastroje się zmieniły, od czasu, gdy daliście mi nieźle popalić za moją decyzję. To już będzie z rok temu, gdy zadebiutowałem na PN tym tekstem: http://prawica.net/node/5270

Nie jestem zawodowym dziennikarzem, nie piszę tak przekonująco, ale - tezy, ośmielę się powiedzieć - podobne. Teraz swoją bezradność wobec polityki odczuwa coraz więcej osób w Polsce. Co z tego wyniknie? :-(

Pozdrawiam.

Wyniknie z tego jeszcze

Wyniknie z tego jeszcze większa alienacja władzy kontentującej się bezczelnie nie poparciem społecznym, a wyłącznie oszukańczą wyborczą arytmatyką....wyniknie z tego jeszcze większy rozziew pommiędzy polityką rozumianą, jako realizacja celów wspólnych, a politykierstwem nastawionym wyłacznie na skuteczny i bezpardonowy bój z oponentami.
Jedynie frekwencja na poziomie poniżej 40, a najlepiej 30% zmusiłaby tę klasę próżniaczą do opamiętania. Ale oczywiscie pójdzie na wybory cały ten zafiksowany żelazny elektorat po wszystkich stronach, no i oczywiście ideowi patrioci dla których "wolne wybory" to święty obowiązek. Znów uzbiera się tego - w sytuacji "kto kogo? - jakieś 50 procent, więc zwycięzca wyborów, wszystko jedno kto - odtrąbi swój tryumf dziękujac madrości narodu i dalej juz sunąć to będzie utartą koleiną "naszości"...

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.