Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Okazja
Autor: Jan Fijor, nie, 29/07/2007 - 20:02
Ustawa reglamentująca przeznaczenie gruntów rolnych jest pod każdym względem szkodliwa. Jedynym jej skutkiem, a kto wie czy nie celem, jest stworzenie urzędnikom administracji rolnej i pokrewnym, nie wyłączając spośród nich ministrów i wicepremierów, okazji do dodatkowych korzyści, znanych jako korupcja. Wspólna Polityka Rolna, znana pod angielskim skrótem CAP, powołana została do życia w latach 1950. Jej celem było zapewnienie obywatelom krajów EWG wystarczającej ilości żywności. Podobny powód przyświecał parlamentarzystom PRL, gdy uchwalali ustawę o obrocie gruntami rolnymi, a następnie ustawodawcom III i IV RP, którzy z taką dbałością o detal później ją sobie przyswoili. Mimo iż od, co najmniej, 10 lat, sytuacja, zarówno w Unii, jak i w Polsce uległa radykalnej zmianie i ustawodawstwo to nie ma sensu, reglamentacja ziemi nadal obowiązuje. Dzisiaj bowiem problemem nie jest brak żywności, lecz raczej jej nadprodukcja. Dlatego, CAP z promotora produkcji żywności stała się mechanizmem jej ograniczania. Polska nie jest tu wyjątkiem. Od połowy lat 1990. problemem staje się w naszym kraju nadprodukcja żywności i kosztowny skup interwencyjny. I choć hamuje to rozwój gospodarczy, wzrost budownictwa i infrastruktury, ziemia rolna jest nadal przez państwo chroniona. Szczególną formą tej ochrony jest reglamentacja jej obrotu i wykorzystania. Przybiera ona kilka form. Jedną z nich są szkodliwe gospodarczo ograniczenia w obrocie gruntami rolnymi na rzecz cudzoziemców. Drugą, zakaz zmiany przeznaczenia prywatnej ziemi rolnej na cele nie rolne. Jedna i druga nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia. Ziemia, podobnie jak praca ludzka, czas, kapitał, czy surowce, jest dobrem rzadkim, czyli występuje w niedoborze. Właściwa gospodarka polegać ma na tym, aby każde dobro rzadkie wykorzystać w sposób maksymalnie wydajny. W przeciwnym razie mamy do czynienia z marnotrawstwem i tracimy wszyscy. Nie trzeba być ekspertem, żeby dostrzec, że przeznaczanie ziemi na cele rolnicze, jak i całe nasze rolnictwo jest marnotrawne. Prawie 28 procent Polaków, zajmujących się rolnictwem, produkuje niewiele ponad 7 procent dochodu narodowego; kilkakrotnie mniej niż inne branże. A i to trzeba ich wspierać subsydiami, skupem interwencyjnym, zwolnieniami z podatku i miliardowymi dopłatami do ubezpieczenia społecznego, KRUS. O wiele taniej wyszłoby nam całkowite zaniechanie produkcji rolnej, przeznaczenie nadwyżki siły roboczej do pracy w innych gałęziach gospodarki i import żywności. Jednakże gałęzi, do których mogliby ci ludzie przejść wciąż nie ma, a nie ma ich między innymi dlatego, że brakuje ziemi, na której mogłyby powstać; obsiana jest ona pszenicą, jęczmieniem albo zajęta przez inne marnotrawne uprawy. W warunkach gospodarki rynkowej proces zmiany przeznaczenia ziemi na mniej marnotrawne następowałby samoistnie. Z jednej strony spadałaby opłacalność produkcji rolnej, z drugiej rosła cena ziemi na cele nie rolnicze. Spadającej opłacalności produkcji rolnej towarzyszyłby spadek zainteresowania samym rolnictwem. Grunty uprawne przejmowałyby inne branże, w tym np. budownictwo czy drogi. Zmniejszającemu się areałowi gruntów uprawnych towarzyszyłby wzrost ich ceny i komasacja. Właściciele gruntów, którzy zaniechaliby pracy na roli, uzyskiwaliby cenny kapitał, dzięki któremu mogliby sobie stworzyć bardziej wydajne, mniej marnotrawne miejsca pracy. Komasacji towarzyszyłby wzrost wydajności produkcji. Wzrostowi produkcji budowlanej, towarzyszyłby spadek cen mieszkań, a później także samej ziemi. Zakładając nawet, że nie ma możliwości przywrócenia charakteru rolnego ziemi wykorzystanej na inne cele, ewentualne niedobory żywności w przyszłości, wyrównalibyśmy wzrostem wydajności produkcji rolnej, albo tanim importem. Ubogie kraje Afryki, Azji czy Ameryki Południowej błagają rozwinięty świat na kolanach, aby zechciał łaskawie kupić od nich żywność za 20 – 30 procent ceny obowiązującej w Europie czy Stanach Zjednoczonych. Ziemniaki z Maroko, czy cebula i kalafiory z Sudanu, wraz z cłami, podatkami, akcyzą, kosztami transportu i pośrednictwa, są o ponad połowę tańsze niż nasze polskie grule, pyry czy inne jarzyny. Takiego mechanizmu nie da się jednak uruchomić, bo na przeszkodzie stoi ustawa z 3 lutego 1995 r. o ochronie gruntów rolnych i leśnych (Dz.U. z 2004 r. nr 121, poz. 1266 z późn. zm.), zgodnie z którą zgodę na „wyłączenia gruntów z produkcji rolniczej” wydaje państwo. Nie dość, że zabrania się właścicielowi dysponować jego prywatnym majątkiem, co narusza fundamenty konstytucji, to na dodatek zmusza się go do działań przynoszących straty tak jemu, jak i pozostałym obywatelom. Procedury wyłączania ziemi – co przyznają nawet kontrolerzy NIK - są bardzo skomplikowane, trwają latami, są wewnętrznie sprzeczne, niejasne, a przede wszystkim uznaniowe, czyli korupcjogenne. Zgodnie z przepisami, wyłączanie gruntów z produkcji rolniczej lub leśnej oznacza zmianę ich przeznaczenia na cele inwestycyjne. Teoretycznie, im słabsza ziemia, tym szybsze procedury. W praktyce jednak, każdej takiej decyzji towarzyszy korupcja. No, bo jakże nie skorzystać z okazji. Przykładowo, po uzyskaniu decyzji o wyłączeniu gruntów z produkcji rolnej właściciele zobowiązani są do uiszczenia haraczu uzależnionego od powierzchni, klasy bonitacyjnej gruntu i wskazanego w ustawie przelicznika do cen żyta. I tak, gdy na odrolnionym gruncie ma powstać komercyjna inwestycja, zmiana przeznaczenia kosztować może jej właściciela nawet równowartość 750 ton żyta za 1 ha ziemi, której średnia wartość wynosi dzisiaj ok. 12 tys. zł. Licząc zatem po 600 zł za tonę żyta, haracz kosztuje majątek, aż 450 tys. zł.! Człowiek, biurokrata to wie, działa racjonalnie. Jeśli mimo takich trudności i opłat chce zmienić przeznaczenie ziemi, to znaczy, że na tej zmianie skorzysta. On skorzysta, a urzędnik, który mu taką wielką korzyść umożliwia ma się ograniczyć do satysfakcji z dobrze spełnionego obowiązku? Nie twierdzę, że wszystkim decyzjom o odrolnieniu towarzyszy łapownictwo, bo tak nie jest. Jednakże samo prawo do odbierania suwerenności właścicielowi gruntów przez urzędnika jest już korupcją. Zmusza ono bowiem podatnika do utrzymywania zbędnych, kosztownych, a przede wszystkim szkodliwych gospodarczo organów, jakimi są: administracja rolna, Agencja Nieruchomości Rolnych i szereg innych instytucji dbających o to, aby zainteresowanemu nie było łatwo. Nie ma to nic wspólnego z troską o ziemię, której wspomniana ustawa miała służyć. Jeśli rządzący politycy tego nie widzą, to albo nie nadają się do rządzenia, albo chcą utrzymać obowiązujące status quo. Gdyby im zależało na ziemi, jej przeznaczenie pozostawiliby w rękach tych, którzy cenią ją najwyżej, czyli tych, którzy - bez względu na jej przeznaczenie - zapłacą za nią najwięcej. Jeśli nawet się przeliczą i popełnią pomyłkę, to przynajmniej zapłacą za nią własnymi, a nie naszymi pieniędzmi. Polityk, urzędnik, wiadomo, żyje za cudze. Nie dba więc o powierzony mu majątek tak, jakby dbał ktoś, kto za swe niedbalstwo płaci z własnej kieszeni. Hipokryzja całej tej sytuacji polega na tym, że z jednej strony tworzy się kosztowny, choć mało skuteczny organ do walki z korupcją (CBA), z drugiej zaś dostarcza mu się zajęcia. Jedną ręką sieją korupcję, drugą z nią walczą. Tymczasem najprostszą i najskuteczniejszą formą walki z korupcją jest zlikwidowanie jej przyczyn. W tym przypadku, byłaby to abolicja ustawy o obrotach gruntami. Ustawa ta hamuje rozwój, podnosi cenę ziemi, jest konfliktogenna, pauperyzuje miliony drobnych rolników, szkodzi podatnikom, a przede wszystkim jest całkowicie zbyteczna. Chyba, że – powtarzam – chodzi o stworzenie okazji do korupcji, a nie o walkę z nią. A jeśli tak, trzeba to powiedzieć jasno i głośno.
![]() |
cytat:Prawie 28 procent
Liczę, liczę i wychodzi mi więcej, nie biorąc nawet pod uwagę, że ceny żywności utrzymywane są sztucznie na wyjątkowo niskim poziomie.
Już gdzieś to czytałam i cały czas się zastanawiam, dlaczego w Afryce ludzie umierają z głodu i trzeba im nieustannie pomagać.
Pan Fijor prezentuje tutaj ogromną naiwność i brak podstawowej wiedzy ekonomicznej.To że w tej chwili ceny są tam tak niskie, wcale nie oznacza, że w momencie kiedy zaczniemy od nich masowo tą żywność kupować, pozostaną na tym samym poziomie. Jest więcej niż pewne, że znacząco wzrosną, a i może się rychło okazać, że tej zywności wcale nie ma tak dużo, jak mu się wydaje.
Kraje znacznie bogatsze od nas i posiadające wyzsze ceny żywności od nas, jakoś nie przejawiają entuzjazmu, do stosowania takich rozwiązań. Wręcz przecienie, za wszelką cenę starają się utrzymac własne rolnictwo. Czyżby tam rządzili sami idioci, którzy nie dostrzegają rewelacyjnych mozliwości uszczęśliwienia swoich obywateli?
Sztuczne ceny żywności
Komentarz do postu AnnyK (link http://prawica.net/node/7774#comment-174046)
AnnaK: „Liczę, liczę i wychodzi mi więcej, nie biorąc nawet pod uwagę, że ceny żywności utrzymywane są sztucznie na wyjątkowo niskim poziomie.”
W jaki sposób w Polsce utrzymywane są sztucznie niskie ceny żywności?
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)
Poprzez wspólną politykę
Poprzez wspólną politykę rolną.
Ceny żywności w €uropie
Komentarz do postu AnnyK (link http://prawica.net/node/7774#comment-174052)
To dlaczego żywność w Holandii jest droższa niż w Polsce?
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)
Uważa Pan że ze względu
Uważa Pan że ze względu na jej niedostateczną ilość na rynku??
Holendrzy są gotowi więcej
Holendrzy są gotowi więcej zapłacić. Stać ich na to.
Rynek żywnościowy
Komentarz do postu AnnyK (link http://prawica.net/node/7774#comment-174055)
Nie mam pojęcia. Pani twierdziła, że w Polsce żywność jest zbyt tania i że tak jest z powodu wspólnej polityki rolnej. Ja twierdzę, że żywność w Holandii jest droższa niż w Polsce i nie pojmuję, jak to się ma do tej wspólnej polityki.
Wydaje mi się, że ani w Polsce, ani w Holandii nie ma niedoborów na rynku żywnościowym. Nadal nie widzę zasadności opinii, że żywność w Polsce jest zbyt tania.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)
Proszę sobie porównać
Proszę sobie porównać wzrost cen środków do produkcji, do wzrostu cen żywności w ostatnich 18 latach.
Ja wysiadam
Ponieważ nie jestem w stanie zrobić takich porównań, to ze smutkiem stwierdzam, że wysiadam.
Nadal nie widzę jednak nadmiernej taniości polskiej żywności. Nie widzę też sił ani mechanizmów, które by ceny tej żywności sztucznie zaniżały.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)
To może niech Pan zajrzy do
To może niech Pan zajrzy do roczników statystycznych i zauważy, jak w tym czasie kształtowały się dochody rolników. Może coś to Panu rozjaśni.
Praktyczniej
proszę wynająć się albo do zbioru truskawek, albo do zbioru jabłek.
Jabłka w skupie po chyba 30-40 groszy za kilogram. Ile może właściciel sadu zapłacić za zbiór? 10 groszy?
Plantatorzy truskawek (fakt - ten rok wyjątkowo nieudany) porzucają swoje pola, bo nie są w stanie zapłacić nikomu za pomoc przy zbiorach. Z pozycji mieszczucha też zorientować się można w podobny sposób w sprawach żywca czy drobiu.
---------------------
Dlaczego w Polsce nie będzie nigdy dobrze? Bo nie ma JOW.
www.jow.pl
Dlaczego w Afryce ludzie umierają z głodu
Pan Fijor prezentuje tutaj ogromną naiwność i brak podstawowej wiedzy ekonomicznej.
Ludzie w Afryce jak również w Chinach mają się nie najlepiej bo ich nie stać na własne produkty, chociaż dla nas są one tanie.
Starsze osoby doskonale to pamiętają z PRL. Byliśmy jednym z największych producentów węgla na świecie a ludzi nie było na niego stać. Produkowaliśmy dużo i dobrej szynki i nie było nas na nią stać, produkowaliśmy samochody i nie było nas na nie stać itp. Teraz nas stać na zakup afrykańskich ziemniaków ale to nie znaczy, że na te ziemniaki stać również afrykanów. Jeśli dzięki masowemu importowi ziemniaków z Sudanu cena ich w tym kraju wzrośnie to sobie kupimy tańsze w Chinach chyba, że wzrośnie na cały, świecie do takiego stopnia, że u nas zacznie się opłacać ich produkcja bez dopłat to zaczniemy produkować i sprzedawać do Sudanu. Ja nie sądzę, żeby Pan Fijor był bardzo naiwny. Problem produkcji żywności leży zupełnie gdzie indziej.
Ale to już zupełnie inna historia. Nie wolno likwidować dorobku setek lat w hodowli roślin i zwierząt co się robi nieodpowiedzialnymi decyzjami ale tak jak napisałem to już inna bajka.
W.Ż.
cytat:Starsze osoby
Myli się Pan. Bylo nas stać, tylko dziwnym trafem, ten towar nie trafiał do sklepów.
I to jest właśnie ta naiwność, która zakłada, że taką produkcję można z dnia na dzień uruchomić. Kto to będzie miał zrobić, skoro nie będzie rolników. Na czym, skoro nie będą mieli ziemi. Czym to będą robić, skoro nie będzie maszyn, środków ochrony, nawozów, materiału siewnego itp.
To nieważne, czy ziemniaków produkujemy duzo, czy mało.
Nieważne, czy tanio, czy drogo.
Ważne, czy jemy ich tyle, ile chcemy.
A to nie wynika z monopolu państwa na kwalifikację ziemi.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Skąd inąd
wynika z podaży i popytu.
W rolnictwie sprawa podaży i popytu jest zachwiana dotacjami i wspólną polityką rolną pompującą pieniądze w sprawy mrginalnie dochodowe z dziedzin dochodowych. Ponadto jeszcze jest tam coś takiego jak osłona socjalna.
Koszmar.
Rolnictwo, oderwane od rzeczywistości, nie daje dochodu, a jedynie mami rolników kombajnami z klimatyzacją i traktorami z hi-fi.
---------------------
Dlaczego w Polsce nie będzie nigdy dobrze? Bo nie ma JOW.
www.jow.pl
Tyż prawda...
Ale uważam, ze osobie, która udowodni związek między spożyciem ziemniaka przez polskiego obywatela z reglamentacją ziemi ornej nalezy się nagroda Nobla.
A osobom, które ustawę o reglamentacji popierają w trosce o "polskie rolnictwo", albo/i w trosce o odpowiednie cyferki w roczniku statystycznym - należy się order...
Albo kwatera w alei zasłużonych...
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Starsze osoby post Pani Anny
Droga Pani nie mylę się gdyż nie było mnie stać na te artykuły o których wspominałem i to nie dla tego, że ich nie było w sklepach, miałem do nich bezpośredni dostęp bo byłem rolnikiem hodowcą i dobrze się orientuję w tym temacie. Nie przypadkiem mięso w kilkusetletniej historii było najrzadszym artykułem na biednym wiejskim stole wśród jego producentów a nie w mieście. Niech Pani poda choć jeden przykład na świecie taki gdzie przez zaniechanie produkcji żywności na rzecz rozwoju przemysłowego nie ma co jeść to może będę skłonny zastanowić się nad Pani katastroficznymi wizjami. Ale jest tak, że państwa o nawyższym stopniu uprzemysłowienia i nie stosujące idiotycznych lub wręcz szkodliwych ograniczeń obrotu ziemią mają nadprodukcje żywności
a nie inne. Tylko dzięki ochronie ziemi rolnej jej wartość jest drastycznie zaniżona dlatego warto jest dać łapówę i zmienić jej przeznaczenie. Znam wiele takich przypadków. Zajmowałem się kupnem i sprzedażą ziemi i cena jej zmieniała w niektórych przypadkach wartość kilkaset razy w ciągu kilku lat.
A jeśli chodzi o to kto ma produkować żywność to wystarczy aby produkcją zajmowało się 5% lub mniej społeczeństwa i starczy jej dla wszystkich oraz będą nadwyżki jak w USA a nie jak w Polsce ponad 25%. A do tego by w Polsce zabrakło ziemi rolnej to mamy jeszcze bardzo, bardzo daleko. W.Ż.
Głos rozsądku
i zrozumienia dla tekstu J. M. Fijora
pozdrawiam
=====
Niewidzialnej ręce rynku nie można dać w łapę.
Boi się pani prawdy?
Od kiedy to państwo jest do uszczęśliwiania obywateli?
=====
Niewidzialnej ręce rynku nie można dać w łapę.
Ja zrozumiałem, że to Pan
Ja zrozumiałem, że to Pan Fijor próbuje uszczęśliwiać obywateli, nawołując do likwidacji polskiego rolnictwa, a Pani Anna przeciwko temu zaoponowała. Gdzie Pan wyczytał takie intencje w poście Pani Anny?
Nie rozumie pani tekstu pana Fijora.
Gdy cena jest za niska to pojawiają się braki? Czy widzi pani w Polsce braki w zaopatrzeniu? Objawy braków w zaopatrzeniu to kolejki i listy społeczne podaję tak na wszelki wypadek!
Czy dotowanie rolnictwa ma wpływ na ceny żywności?
Proszę sobie prześledzić sobie reformy jakie zrobiła w dziedzinie rolnictwa Nowa Zelandia.
Co do produkcji rolnej to w tej dziedzinie nastąpił taki sam rozwój jak w innych dziedzinach gospodarki. Do XIX wieku głównym problemem ludzkości było zapewnienie sobie tyle żywności aby przetrwać mniej urodzajny okres roku (zima, pora deszczowa, susza). Na gospodarce pracowała cała rodzina od najstarszych do najmłodszych - każdy miał swoje zadania - skromne nadwyżki sprzedawano do miast, a i tak na przednówku często gościł głód.
Dzięki postępowi czy to w przechowywaniu, czy w nowoczesnych uprawach - skracając okres wegetacji roślin ect, żywności zaczęło zostawać. Ziemia zaczęła być potrzebna nie do uprawy, ale na inne cele na rozwój miast. Zmiana przeznaczenia ziemi z uprawnej na pod zabudowę powinna być w gestii prawowitego właściciela. Gdy chce sprzedać ziemię to niech ma prawo to zrobić i wybudować to co chce z tym że to ostatnie zastrzeżeniem aby naruszać wolności innych ludzi. Co to znaczy na osiedlu nie budować tuczarni. A gdy ktoś się wybuduje przy tej ostatniej nie protestować że śmierdzi.
=====
Niewidzialnej ręce rynku nie można dać w łapę.
Ziemia musi być chroniona
witekm
Ziemia jest dla ludzi najwyższym dobrem na planecie i musi być chroniona. Mniej ziemi uprawnej= coraz bardziej zatruta żywność i ryzyko plagi głodu, które już nie raz bywało. Obecnie znaczny procent populacji głoduje.
To że, ziemia musi być chroniona wiadomo już ludziom od dawna. Obecny stan ochrony ziemi jest niedostateczny i dzieje się to z powodu niedobrego zarządzania tym dobrem.
Korupcja przy zmianie przeznaczenia ziemi, a także nadmierne koszty administracyjne to typowe przejawy słabości demokracji i państwa, i mogą one być eliminowane drogą poprawy rządzenia.
Własność ziemi jest iluzoryczna jak i ludzkie życie, jedno i drugie powinno być nie podważane.
Komercja wszystkiego dla ludzi nie stanowi, jest tylko pomocą w wymianie dóbr jak i pieniądz.
Cały sens artykułu siedzi w tym zdaniu:
To jasne, proste i oczywiste. Ewidentne.
Przecież nikt polskich gruntów nie bilansował z poziomem globalnego głodu na Ziemi.
Argumentacja socjalistów z ludzką twarzą.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Ale proszę zauważyć Panie
Ale proszę zauważyć Panie Tadeuszu, ze ten przypadek korupcji, jest dla Pana Fijora pretekstem, do zgloszenia postulatu zlikwidowania polskiego rolnictwa. Nie zauważył Pan tego? To tak, jakby z powodu bólu palca u jednej osoby, postulować obcięcie rąk wszystkim ludziom. Nie uważa Pan, że to absurd?
Proszę również
Proszę również zauważyć, że ochrona ziemi jest nieskuteczna - a jedynie, co jest skuteczne, to stosowanie kryteriów nierynkowych w jej obrocie i odrolnianiu.
Istnieje tu analogia z gospodarką pozarolną - którą też trzeba regulować i nadzorować, żeby zły wilk nie dostał jej w swoje łapy - ale jakoś tak się dziwnie składa, że to właśnie ten zły wilk wie komu i ile i jak - i w efekcie końcowym jest, jak miało być - tyle, że kryterium rynkowe zastąpiono innym - a zły wilk i tak swoje zrobił.
Efekt jest taki, że mały miś, co chce mieć mały domek albo małą firemkę będzie kopany - a duży miś poradzi sobie. Duża firma developerska wybuduje dużo pięknych domków, duży banczuś zarobi sobie na kredycikach - a małe misie będą mogły sobie na zmywak pojechać, jak im nie leży.
Jak chcemy coś chronić - to wprowadźmy jasne kryteria - bez uznaniowości - urzędnicy też gdzieś chcą w przyszłości pracować, a nie tyrać całe życie za marną pensję, oglądając garnitury rolexowych papug - więc im więcej uznaniowości, tym pokusa silniejsza.
Jest też zagadnienie, niebnalne - że obywatele chcą gdzieś mieszkać - a nie każdego stać na lokum na odrolnionym Żolibożu - i może chciałby nieco dalej, za miastem.
No, ale mały miś kije do golfa to widział jedynie w telewizorze, na amerykańskim filmie - i nawet nie wie, kogo miałby przekonać, że zaorana ziemia to dobre miejsce na jego dom, a co dopiero kulturalnie porozmawiać w czasie uprawiania tej szlachetnej gry.
Jest też inny problem - też niebanalny, że rozbudowa wsi i małych miasteczek odbywa się zwykle w najbliższym otoczeniu istniejących szlaków komunikacyjnych, bo są to obszary odrolnione - co skutkuje tym, że przy braku autostrad co chwila mamy 40/50/60/70 km/h + zakaz wyprzedzania - bo to wolno zrobić.
Tyle - że to też kosztuje, jest małoskuteczne, trup ściele się gęsto wśród pieszych i rowerzystów, a i automobilistów też los nie oszczędza.
Oczywiście golf jest grą gentlemanów - i nie da się wykluczyć, że uchroniona z wielkim trudem żyzna gleba stanie się łakomym kąskiem dla tych, co zechcą na nią skonwertować dług KRUSu czy ZUSu - bo ustawy dziś są takie, ale jutro mogą być inne - jak kolejnej władzy zajrzy w oczy widmo bankructwa, to ustali na polu golfowym, jak "teraz" (tzn. wtedy, za lat ileśtam) będzie.
--------------
Prawica RP (partia polityczna)
ochrona ziemi rolnej jako rolnej
nie ma żadnego celu (zatem i korupcyjnego) - po prostu nikt nigdy nie zadał jeszcze głośno pytania (tzn nie przebił się do mediów) po co ta cała procedura odralniania
na tydzień przed aferą mrągowską prof. Regulski tłumaczył na pewnej debacie bezsens tej regulacji - jako pozostałości po Gomułce i nikogo zbytnio to nie obeszło
Myśli Pan że to naprawdę z nudów? (bez celu?)
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
nie z nudów i bez celu
tylko z bezmyślności oraz przekonania, że Państwo wie lepiej niż człowiek
Zapomniał Pan,
że "państwo" składa się z ludzi... Którzy to ludzie zdarza się, że wiedzą lepiej... :-))
To jest szokujace czytac o tym, ze mozna ziemie traktowac
jak inny towar.
Pomijajac problem korupcji, ktory jest przestepstwam,
to ziemia uprawna jest dobrem takim jak inne dobra naturalne.
Nie mozna jej wyprodukowac i powiekszyc.
Jezeli jest obecnie nie wkorzystana, to nie znaczy, ze nie moze byc wykorzystana przez wasze, Panowie, dzieci, wnuki i pra...
Nikt nie dal Wam prawa marnowania czegokolwiek na zasadzie
takiej, ze "po nas to chocby potop..."
Panstwa zasobne w dobra naturalne nie wykorzystuja ich tak
"aby sie nachapac" ale podchodza do eksploatacji oszczednie,
bo dobro moze sie skonczyc.
Co do Afryki, to niech posluzy tu przyklad Rodezji, dawniej
kwitnace samowystarczalne panstwo, dzisiaj ruina z glodujacymi
ludzmi.
Moze jakies wnioski z tego?
Anna
Przegina Pan, podobnie jak i
Przegina Pan, podobnie jak i polskie Państwo w związku z tym odralnianiem. Kilka przykładów z brzegu:
- budowa czegokolwiek w środku lasu lub na jego obrzeżach niechybnie prowadzić będzie do wzrostu liczby pożarów.
- na Zachodzie płaci się po kilkaset dolarów mandatu za rzucenie papierka na brzeg jeziora lub do niego. Dlaczego?
- Nowa Huta a sprawa czarnoziemów, na których była budowana. Też skrajnie ideologiczne podejście, którym władze komunistyczne chciały coś komuś udowodnić. Ziemia to dobro rzadkie, jak Pan napisał, a w tym przypadku zostało bezpowrotnie zniszczone.
Co do reszty - dopłat, i pomimo wszystko ogólnej potrzeby radykalnego zliberalizowania praw do dysponowania ziemią - pełna zgoda.
To akurat śmiesznie łatwe pytanie:
Zbieranie mandatów daje dochód zbierającemu.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Dokładnie, to myślałem o
Dokładnie, to myślałem o czymś takim. Nie byłem tam niestety (mam nadzieję, że kiedyś jednak zabłądzę:) ale myślę, że Pańska odpowiedź jest za prosta.
No wie Pan...
Ja jednak sądzę, że za te kilkaset, jak Pan pisze, dolarów od sztuki, to można znaleźć tak prymitywnwnego policjanta, że głębsze uzasadnienia nie będą mu potrzebne...
Sądzi Pan, że się mylę?
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Myślę, a w zasadzie wiem,
Myślę, a w zasadzie wiem, że miejsce na polu namiotowym kosztuje tam więcej niż hotel w Warszawie.
A ja słyszałem, że nie ma droższych hoteli
niż w Warszawie...
Czyżby "tam" miejsca kampingowe były droższe od hoteli?
To by znaczyło, że ci, co je wynajmują, być może opłacają tych drogich policjantów...
Ale skoro te mabndaty tak drogie, to może miejsca na kampusach są za darmo?
Bo gdzie i po co szły by te "podwójne" pieniądze?
(Setki $ za mamdat + setki $ za miejsce pod namiot.)
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
"To by znaczyło, że ci, co
"To by znaczyło, że ci, co je wynajmują, być może opłacają tych drogich policjantów".
I tak to wygląda. Policja nikogo w miarę schludnie ubranego bez powodu nie zaczepia. Wszystko kręci się tylko dlatego, że ludzie chcą tam przyjeżdżać. A chcą bo wygląda to jak wygląda.
Rozmarzył się Pan...-:)
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Choruję na to miejsce :)
Choruję na to miejsce :)
Ale od papierka piłka do golfa nie zmienia kierunku...
-:)
Można pćwiczyć gdzieś bliżej...
może?...
-:)
Ale jeśli to choroba naprawdę, to wystarczy znalęźć odpowiedniego ubezpieczyciela...
Niestety chyba prywatnego...
Religi koszyk tego nie zawiera...
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Heh myśli Pan, że
Heh myśli Pan, że chciałbym tam pograć w golfa i ponocować w namiocie? :) Na pierwsze mnie nie stać i nie pewnie lubię, a drugiego nie lubię. Noce i zimy są tam wyjątkowo chłodne. Co więcej można natknąć się na grizli (nic rzadkiego).
"ubezpieczyciela..."
- tutaj preferuję ryzyko.
-:)
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Budowa czegokolwiek
- budowa czegokolwiek w środku lasu lub na jego obrzeżach
W szczególności zbiornika przeciwpożarowego na wodę
W.Ż.
Pan przegina
Jeżeli na skraju lasu wybuduję bazę dla samolotów pożarniczych (cokolwiek) to prowadzić będzie do wzrostu czy ograniczenia efektów pożarów lasów?
Dobro rzadkie zależy od punktu siedzenia. Dla kogoś kto ma dużo ziemi, a mało pieniędzy dobrem rzadkim będzie to drugie. Gdy ktoś chce postawić dom i szuka działki to na odwrót. Dla jednego jest dla drugiego nie.
=====
Niewidzialnej ręce rynku nie można dać w łapę.
.
"Cokolwiek" to tutaj takie uogólnienie, a nie napęd do dalszej dyskusji. Miałem na myśli domy jednorodzinne, bliźniaki, wieżowce...
Budynek można postawić zawsze ale rekultywacja ziemi pod potrzeby rolnictwa jest najczęściej rzeczą kompletnie nieopłacalną. Poza tym twierdzę, że coś takiego jak planowanie przestrzenne (wykładane w szkołach wyższych) jest rzeczą niezbędną w cywilizowanym kraju, nie negując wcale potrzeby przekształcania ziemi rolnej w budowlaną (najlepiej drogą ustawy) wszędzie tam gdzie jest to sensowne.
Nie mieszajmy dwóch spraw
Co innego plan zagospodarowania przestrzennego, a co innego "status" ziemi jako rolna i "bezrolna".
Plan zagospodarowania przestrzennego (karykatura jego występuje w Polsce) jest po to aby kupujący działkę wiedział jakie jest przeznaczenie tego terenu przemysłowe, rekreacyjne, mieszkaniowe.
Moja babcia całe życie mieszkała pod lasem i nic z tego tytułu złego się nie działo.
pozdro.
=====
Niewidzialnej ręce rynku nie można dać w łapę.
"Nie mieszajmy dwóch spraw"
"Nie mieszajmy dwóch spraw" - sęk w tym, że sam autor (nie wnikając w to czy świadomie czy nie) miesza. Proponuje wolną amerykankę (maja babcia mówiła na to "ruskie myślenie") niczym w jakiejś południowoamerykańskiej faveli.
"Moja babcia całe życie mieszkała pod lasem i nic z tego tytułu złego się nie działo." - wyciąga Pan wnioski z jednostkowych przypadków. Obecnie prawo przewiduje bodajże 100 metrową strefę buforową, na której uprawia się najczęściej ziemniaki lub pszenicę. Budować można tam tylko coś w stylu altanki. Nie sądzę żeby było to tylko urzędnicze widzimisię.
Pozdrawiam
Zaraz....
Tak sobie kombinuję, że gdybym kupił ten las, z którego miałbym drzewo, deskę, sęk...
To tartak najchętniej postawiłbym gdzieś w tym lesie, aby drzewa nie wozić do miasta.
Z trocin chętnie też produkowałbym w odpowiedniej skali prąd i ciepło. Też nie woziłbym tego paliwa do miasta.
Drzewa lubią dwutlenek węgla, a ludzie nie.
Byłoby ergonomicznie, ekonomicznie i ekologicznie.
Czyż nie?
Gdzie stawiać elektrociepłownie? W mieście?
Proszę popatrzeć na obrzeża torów kolejowych.
Czy roślinność rośnie gdzuieś bujniej?
Nawet w nieprzyjaznym otoczeniu?
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
-
-
W zamiarze autora
Ten artykuł namawia do zlikwidowania, ( po likwidacji polskiego przemysłu ), likwidacji produkcji rolnej.
Innymi słowy, Polacy tu nie ma ani pracy, ani chleba, wiec nic tu po was.
Proszę właczyć klimatyzację
Bo się Panu jakie naprawdę poważne nieszczęście przytrafi...
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Niech Pan jeszcze raz
Niech Pan jeszcze raz dokładnie przeczyta tekst Pan Fijora, to moż Pan się trochę zawstydzi..
Chciałem się zawstydzic...
Nie wyszło.
Pan Fijor ma skrzywienie kosmopolityczne, ale to jest uwaga "ad personam" - nie będę tego rozwijał.
Główna myśl artykułu (diagnostyczną) - korupcjogenność reglamentacji ziemi - akceptuję.
Natomiast wizje "dalszego" rozwoju gospodarczego Plski...? hmm - śpiewać kazdy może.
Ale czyję się sprowokowany do odpowiedzi czymś innym.
Sporo uwag pod artykułem dotyczy "troski o Polskę".
Co powinien rząd zrobić, jak pokierować gospodarką.
Z tym nie zgadzam sie w całosci.
Rząd powinien zadbać o polskość Polski. Nic więcej.
Co to jest "polskośc"?
To ziemia polska w rekach ludzi mówiących po polsku i identyfikujacych się z polską historią - z niej czerpiących inspiracje dla kontynuowania polskiej tradycji.
Wystarczyłoby do tego, aby nie bilansować produkcji światowej zbóż i bydląt, lecz zapisać w POLSKIM prawie, że na obszarze państwa polskiego - włascicielem ziemi może być wyłącznie polski obywatel.
(czyli obywatelstwo - więc język, więc akceptacja tradycji, historii.. no... (j.w.)).
Podatkiem katastralnym winno regulować się (z poziomu gminy) ilość ziemi "wolnej" tak, aby komuś nie strzeliło do głowy, aby blokować dostęp do ziemi innym obywatelom - majacym obowiązek chwycenia za broń w intencji jej obrony (w wypadku zewnętrznego zagrożenia).
Dywagacje o procentach zatrudnionych w rolnictwie przypominają postulat ekstensywnego rozwoju bankowosci w Polsce celem dorównania USA we wskaźniku udziału usług w PKB.
Pogoń za wskaźnikami statystycznymi (z innych krajów) do bzdura, bo gospodarka jest stanem dynamicznej równowagi pewnego złozonego organizmu - którego czynnikiem wiodącym jest preferencja (wiara) obywatela.
Wystarczy więc, aby wiara w wartość np. pieniądza była w Polsce inna niz w USA, aby "fijorowa" koncepca wizji rozwoju Polski - legła w gruzach.
Za butną pyszałkowatość uważam powierzchowne sądy o kierunkach rozwoju Polski. Wygłaszane z pozycji kibiców.
Załóż firmę i ciągnij - zgodnie z własną koncepcją - a doradzaj, co inni powinni, kiedy na tym doradztwie zarabiasz. - Nikt nie zapłaci Ci za rady nie przynoszące dochodu.
Bezinteresowna "życzliwośc" ekonomiczna, to brak odpowiedzialności za własne słowo i, najczęściej ignorancja ekonomiczna i prawna.
Oczywiście, jeśli panu Fijorowi smakuje "tania i zdrowa żywność amerykńska, to powinien miec prawo do jej nabycia, i konsumpcji - oczywiście na "rynku".
Ale między otwarciem rynku ziemi z degradacją Polski nie widzę istotnego związku.
Przed degradacją biologiczną ziemi mógłby nas chronić wymóg prawny warunkujacy nabycie ziemi zachowaniem proporcji piasku, betonu, asfaltu i - trawy, czy lasu.
Bez konieczności planowania proporcji między ilością "ciężarnych" i wynagrodzeniem za urlop w górnictwie dołowym. (też wskaźnik, który mozna porównywać między Polską, a np. RPA)
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji