
Wojna gruzińska
Gorący tematWydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Czyj uniwersytet?
Autor: Jacek Bartyzel, wt, 06/03/2007 - 06:27
W niedzielnym „Raporcie wieczornym” TVN 24 zaproszony gość, socjolog prof. Ireneusz Krzemiński, z nieskrywanym obrzydzeniem – i nie stroniąc od wytwornej gestykulacji, wymownie wskazującej na „kłopoty z głową” niemiłych mu osób – komentował ostatnią inicjatywę konstytucyjną „frakcji fanatyków” w PiS z marszałkiem Markiem Jurkiem na czele. Odniósł się też przy okazji do niedawnego wystąpienia ministra Romana Giertycha w Heidelbergu. Odraza mego Szanownego Kolegi Profesora osiągnęła stan zgorszenia, kiedy przypomniał sobie, że do owego „skandalu” doszło w miejscu, jak się słusznie wyraził, symbolicznym dla Europy – podobnie jak Oxford, Cambridge czy inne miasta uniwersyteckie. Zasadniczo, wypowiedź prof. Krzemińskiego sytuuje się w znanym już aż nazbyt dobrze nurcie rozdzierania szat nad „wstydem”, który przynoszą nam „ciemnogrodzkie” poglądy w oświeconej Europie. Lecz odwołanie się do toposu universitas trafia rzeczywiście w samo jądro problemu. Ustami prof. Krzemińskiego nasi dzisiejsi władcy „metapolityczni” (czy może raczej „kryptopolityczni”) zakomunikowali bez ogródek następujące przesłanie: uniwersytet, to serce europejskiej kultury, jest obszarem zastrzeżonym dla reprezentantów – zaprzeczającej na każdym punkcie wszystkim fundamentom kultury klasycznej – skrajnej, nowolewicowej ideologii; natomiast wszystko to, co „śmierdzi średniowieczem” (sformułowanie jednej z eurodeputowanych z sensu nienawiści do broszury prof. Macieja Giertycha), musi zostać wymiecione poza te szacowne mury, jak sterta śmiercionośnych, radioaktywnych odpadów. Oprócz elementarnego i stojącego poza dyskusją faktu, że uniwersytet jest kwintesencją zachodniej cywilizacji, wszystko w tej narracji jest potwornym fałszem, zdumiewającym przede wszystkim bezczelnością, z jaką jest głoszony. Bolonia, Sorbona, Oxford, Salamanka, Heidelberg, nasza Akademia Krakowska i wiele innych to owoce najdoskonalszej cywilizacji, jaka dotychczas zaistniała – średniowiecznej, łacińskiej Christianitas. Ich mistrzowie – Albert Wielki, św. Tomasz z Akwinu, św. Bonawentura, Roger Bacon, Jan Gerson, Francisco Suárez, Paweł Włodkowic – uprawiali mądrościową kontemplację ładu stworzenia poprzez rozumną identyfikację bytów rzeczywistych i ich przyczyn oraz odczytywanie nakazów prawa naturalnego i ich aplikację do każdej sfery ludzkiej egzystencji osobowej i zbiorowej. Formułowanym dziś zakazem głoszenia na uniwersytetach obowiązywalności norm opartych na rozumnym rozpoznaniu prawdziwych cech natury ludzkiej (i, vice versa, nakazem wyznawania przez ludzi nauki „norm” perwersyjnych) zdumieni byliby nie tylko wymienieni wyżej Doktorzy, ale chyba nawet w znakomitej większości kacerze, którzy w tamtych czasach spłonęli na stosach. Również ci „ojcowie-założyciele” nowożytnego liberalizmu, na których promotorzy „podmiany wartości” nieustannie się powołują. Gdybyż to były tylko wypowiedzi; przecież jednak idą za nimi konkretne działania. Tworzenie katedr „Gender Studies”, organizowanie agitacyjnych spędów pod nazwą „walki z homofobią” czy „seksizmem”, i w ogóle ten nieprzerwanie rozlewający się bełkot o tolerancji – wszystko to dowodzi każdego dnia, że czcigodne mury świątyni nauki stają się terenem podbijanym przez (że sparafrazujemy N. Gómez Dávilę) goszystowską „kudłatą zgraję”. Jeśli nie napotka ona zdecydowanych sił oporu, to niezadługo już doczekamy się takiego totalitaryzmu i takiego sprostytuowania nauki, przy których instytuty „marksizmu – leninizmu – stalinizmu” były przyzwoitymi pensjami dla panienek z dobrych domów. Jacek Bartyzel |
Byłbym większym
Byłbym większym optymistą- na uniwersytet przenikają tez idee umiarkowanie prawicowe, kwitną panele dyskusyjne o neokonserwatyzmie, aborcji, Gazecie Wyborczej, wykładane są m.in takie kierunki jak społeczna nauka Kościoła...
Oczywiście, dla Pana, większość dysktutantów okazałaby się mdłymi centrystami. W porównaniu z mainstreamem jednak nierzadko okazują się twardymi konserwatystami.
Więcej nadziei!
http://tempora.salon24.pl
Dobry, mądry tekst.
Pozdrawiam Autora.
PS. Nie ma ważniejszej dziś sprawy, niż edukacja. Prawdy jako chleba...
Nareszcie
To wspaniały i madry tekst o jednym z najważniejszych problemów, które tak naprawdę są istotne dla naszego kraju. Przecież ten sam mechanizm został zastosowany w latach 60-tych w Stanach Zjednoczonych gdzie wyrugowano konserwatywnych profesorów a ich miejsce zajeli apologeci lewicy.
To oczywiste, że co roku mury uczelni opuszczają tysiące młodych ludzi, którzy najczęściej w dobrej wierze chłonęli wiedzę, nie wiedząc nawet o tym jakiej ona jest jakości. Świat widziany tylko " lewym okiem ".
Armia partyjnych aparatyczyków, przeszła z komitetów do uniwersytetów jako wykładowcy i dziś okraszeni tytułami naukowymi zatruwają młodych ludzi swoim widzeniem świata, w którym nie ma miejsca dla Arystotelesa, Sokratesa ,Adama Smitha i Miltona Friedmana. To świat Hegla , Marksa i Keynsa. Skąd młody człowiek ma się dowiedzieć, że istnieje jeszcze prawa strona świata a Św. Augustyn nie jest Świętym Mikołajem. Skoro nawet Świety Mikołaj stał się trollem w czerwonej czapce a biskupią tiarę zostawił w uniwersyteckiej szatni.
z wyrazami szacunku
andynie
Chodziłem podczas studiów
Chodziłem podczas studiów na trzy różne kursy filozofii i nikt mi tam nie opowiadał o Marksie czy Heglu. Raczej miałem przesyt Sokratesa, Arystotelesa i Platona :)