Kaczmarek - nowy minister SWiA
"Rzepa" w ostatni weekend miała dobrego nosa, długi artykuł o prokuratorze Kaczmarku. Wrzucam tekst bo wkrótce zniknie z sieci, a warto zapoznać się z życiorysem naszego nowego ministra SWiA.
Zawód prokurator
GGdy rządziła lewica, Janusz Kaczmarek kierował gdańską Prokuraturą Apelacyjną. Władzy "odwdzięczył" się oskarżeniem ówczesnego barona SLD na Pomorzu. Niewiele brakowało, a straciłby stanowisko. Teraz jest prawą ręką ministra Ziobry. Choć Kaczmarka utożsamia się z PiS, cenią go politycy opozycji
Kaczmarek jest gdynianinem. Mimo że od kilku lat funkcjonuje w Warszawie, nie zdecydował się na przeprowadzkę. Mieszka na osiedlu Witomino i co weekend kursuje między stolicą a Trójmiastem. Gdynia to podstawówka, liceum i harcerstwo. Kaczmarek jest wychowankiem legendarnej gdyńskiej Czarnej Czwórki, najstarszej w tym mieście drużyny harcerskiej. W ubiegłym roku druhowie obchodzili 75-lecie. W Czarnej Czwórce zaczynali też szef "Solidarności" Janusz Śniadek czy prezydent Gdyni Wojciech Szczurek.
Po maturze Kaczmarek zamierzał zostać nauczycielem historii. Wybiła mu to z głowy nauczycielka, która tłumaczyła, że to zawód dla kobiet. Wybrał prawo na Uniwersytecie Gdańskim, bo jak mówi lubił historię i geografię.
- Nie można powiedzieć, że był kujonem, ale z pewnością prymusem tak - mówi o nim kolega ze studiów, dziś sędzia Sądu Okręgowego w Gdańsku Włodzimierz Brazewicz. - Obydwaj mieliśmy indywidualny tok studiów. Od trzeciego roku razem podchodziliśmy do egzaminów, wtedy byliśmy pewni, że jesteśmy dobrze przygotowani. Ale nie braliśmy udziału w życiu studenckim, nie było czasu.
Na studiach Kaczmarek podjął decyzję, że idzie do prokuratury.
- Przecież prokuratura była postrzegana jako zbrojne ramię PRL, to nikomu nie przeszkadzało? - pytam.
- Chciałem zostać prokuratorem, bo wierzyłem, że można być uczciwym, choć przez kilka lat nie chciała mi tego wybaczyć Alicja Cieślak, mój opiekun naukowy - opowiada Kaczmarek. - Trochę się bałem, w tym czasie pójście do prokuratury było źle widziane. Alicja chciała, żebym został sędzią. Wybaczyła mi kilka lat później, gdy poszedłem do niej z bukietem kwiatów. Wtedy wydawało mi się, że zawód sędziego jest potwornie nudny.
Na decyzję, by zostać prokuratorem, wpłynęła też tragiczna śmierć koleżanki z liceum. Na plaży w Jelitkowie zamordował dziewczynę zboczeniec.
Mało pojętny
W 1985 roku świeżo upieczony absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego starał się o aplikację prokuratorską. Z piątkowym dyplomem stanął przed komisją. Nominacja zależała od prokuratora wojewódzkiego, który był jednocześnie sekretarzem PZPR i szefem szkolenia. Nie było żadnych pytań merytorycznych, a jedynie ideologiczne pogaduszki. Kaczmarek blado wypadł, bo powiedział, że wierzy w Boga, a do partii nie zamierza wstępować. Przepadł, na aplikację prokuratorską dostał się dopiero kilka miesięcy później. Po latach, gdy Kaczmarek awansował, członek komisji, ówczesny prokurator wojewódzki Ryszard Zegar, zwykł mówić, że właśnie temu utrąceniu w PRL zawdzięcza on karierę.
W latach osiemdziesiątych trafił do zaściankowej Prokuratury Rejonowej w Elblągu, tam robił aplikację. Żona z dzieckiem została w Gdyni, a on przyjeżdżał do domu na weekendy.
Choć PRL już dogorywała, w jego aktach osobowych znalazła się nota: "jest jednostką, która nie potrafi pojąć marksizmu-leninizmu". Z zsyłki w Elblągu wrócił pod koniec lat osiemdziesiątych.
- Nie wiem, czy z powodu tej noty, ale zostałem wezwany do ówczesnego szefa Prokuratury Rejonowej w Gdańsku - wspomina Kaczmarek. - Spytał, czy tu będę robił jakąś rozbijankę. Nie za bardzo wiedziałem, o co mu chodzi.
Kariera Kaczmarka ruszyła po obradach Okrągłego Stołu.
Wraz z kilkoma prokuratorami zaczął zakładać Wolne Związki Zawodowe. Wtedy ponownie trafił przed oblicze prokuratora Zegara.
- Zakładacie jakieś związki, a o pomoc się nie zwróciliście - mówił Zegar. - Przecież możemy wam pomóc. Damy służbowy samochód.
Nie wiadomo, czy tą rozmową prokurator Zegar chciał sobie zaskarbić przychylność nowej władzy. Stanowiska jednak nie uratował, a Kaczmarek dostał awans na zastępcę szefa Prokuratury Rejonowej w Gdańsku. Trzy lata późniejposzedł jeszcze wyżej - zaczął rządzić gdyńską prokuraturą. Wcześniej prokuratorem wojewódzkim został obnoszący się sympatią dla Kościoła i "Solidarności" Leszek Lackorzyński.
Jak Kaczmarek uczył się śpiewać
- Osobiście byłem za Kaczmarkiem - wspomina dziś Leszek Lackorzyński. - Postawiłem na młodość, choć Warszawa miała wtedy bardzo silne opory.
Dość szybko dzięki dobremu kontaktowi z innymi prawnikami, głównie rówieśnikami, Kaczmarek zdobył autorytet w Gdyni.
Gdańska prokuratura za rządów Lackorzyńskiego słynęła z niecodziennych posunięć. Przykładowo prokurator nakazał wszystkim podwładnym naukę... kolęd.
- Pamiętam, że wówczas poszedłem do szefa - opowiada Kaczmarek. - Ten stwierdził: "pan jest miłym człowiekiem, ale w Gdańsku 80 procent oskarżycieli nie zna kolęd. Jak ja odejdę, to wszyscy prokuratorzy będą pięknie śpiewali kolędy".
Lackorzyński słynął również z niecodziennych powiedzonek. Gdy kolegium prokuratorów stanęło w obronie jednego z kolegów, ich szef stwierdził, że na kolejnej naradzie nie będzie herbaty ani ciasteczek, a... pampersy.
W 1993 r., gdy ruszyła kampania wyborcza, Lackorzyński ponowie zaskoczył swoich podwładnych. Tym razem powodem było jego kandydowanie do Senatu.
Mówi jeden z gdańskich prokuratorów: - Zrobił coś, co dziś w ogóle nie mieściłoby się w głowie. Nakazał funkcyjnym prokuratorom zbieranie list poparcia pod jego kandydaturą do Senatu.
Janusz Kaczmarek: - Też zbierałem. Udało mi się namówić do podpisu kilkanaście osób z rodziny i znajomych. Szef nie był zadowolony, bo prokurator rejonowy z Wejherowa zebrał kilka tysięcy podpisów. Był podawany za przykład. W tych czasach szanowaliśmy Lackorzyńskiego, bo mimo wielu kontrowersyjnych pomysłów próbował ożywić prokuraturę i chciał dla nas jak najlepiej.
Wówczas w politykę ruszył też Kaczmarek. Namówiła go do tego legendarna prezydent Gdyni i minister zdrowia Franciszka Cegielska oraz obecny prezydent miasta Wojciech Szczurek. Chodziło o to, by Gdynia miała swojego kandydata. Wystartował z list Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform Lecha Wałęsy. Dostał blisko trzy tysiące głosów, ale przepadł w wyborach, bo BBWR zyskał nikłe poparcie.
- To doświadczenie wiele mnie nauczyło - wspomina po latach prokurator krajowy. - Kampania, wiece, jeżdżenie, hasła. Uważałem, że Wałęsa zrobił wiele dla Polski i dlatego zdecydowałem się na start z tego ugrupowania. Teraz wiem, że jeden poseł wiele nie zdziała, bo liczy się interes partii jako całości.
Po nieudanym romansie z polityką Kaczmarek nadal rządził gdyńską prokuraturą. Wtedy zyskał też sympatię trójmiejskich dziennikarzy. Nigdy nie było problemu z dostępem do Kaczmarka.
- Nie znam prokuratora, który w tak wyważony sposób potrafi poruszać się w świecie mediów - dodaje proszący o anonimowość prokurator z Gdańska. - Nie kopały go nawet lewicowe gazety.
Leszek Lackorzyński: - Kaczmarek od lat daje przykład, jak postępować z mediami. Nie chowa się, jak kiedyś prokuratorzy.
Kariera Kaczmarka nabierała rozpędu. W 2000 r. objął stanowisko prokuratora okręgowego w Gdańsku. Dostrzegł go minister sprawiedliwości Lech Kaczyński. W ekspresowym tempie powołano go do Prokuratury Krajowej, gdzie został zastępcą ministra. Stanowiskiem cieszył się przez kilka miesięcy. Odszedł po konflikcie premiera Jerzego Buzka z Lechem Kaczyńskim. Poszło o aresztowanie oficera Urzędu Ochrony Państwa z Katowic. Do końca rządów AWS pracował w Prokuraturze Krajowej.
Między Kościołem, lewicą i prawnikami
Przejęcie władzy przez SLD nie złamało kariery Kaczmarka. Minister sprawiedliwości Barbara Piwnik mianowała go szefem Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Tamtejsza apelacja nadzorowała wtedy najpoważniejsze śledztwa w kraju, m.in. sprawę gazociągu jamalskiego czy PZU.
- Na skutek nadgorliwości jednego z szefów skarbówki wybuchła afera kościelnego wydawnictwa Stella Maris - mówi "Rz" były oficer UOP. - Ktoś chciał się podlizać nowej władzy, myślał, że uderzy w gdański Kościół. Tymczasem lawina potoczyła się w drugą stronę.
Śledztwem w sprawie Stella Maris zajęła się gdańska apelacja. Wkrótce okazało się, że w lewe interesy z kościelnym wydawnictwem zamieszane są spółki prominentnych działaczy SLD. W tej sprawie zarzuty usłyszeli: przyjaciel Aleksandra Kwaśniewskiego, były aparatczyk PZPR - Andrzej H., oraz wiceminister infrastruktury w rządzie Leszka Millera - Krzysztof H. Kariera Kaczmarka zawisła na włosku, śledczy zamierzali stawiać zarzuty o malwersacje finansowe i pranie brudnych pieniędzy baronowi SLD na Pomorzu Jerzemu Jędykiewiczowi. Kierowane przez Grzegorza Kurczuka Ministerstwo Sprawiedliwości twierdziło, że dowody przeciw Jędykiewiczowi są marne i można go przesłuchać jedynie w charakterze świadka. Stało się inaczej: ABW w blasku fleszy doprowadziła go do prokuratury.
- Usłyszałem wówczas wiele gorzkich słów ze strony ministerstwa - mówi Kaczmarek. - Pojawiały się głosy, że tłamsimy prywatny biznes i zatrzymujemy ludzi, nie mając dowodów. Działania prokuratorów popierał Kazimierz Olejnik.
Później ministerstwo starało się przedstawić zatrzymanie Jędykiewicza jako swój sukces - pokazało, jak bardzo prokuratura jest niezależna. Wtedy też pojawiły się nazwiska prokuratorów, którzy mieli zastąpić Kaczmarka.
Choć metropolita gdański Tadeusz Gocłowski nigdy się do tego oficjalnie nie przyznał, afera Stella Maris wywołała duże napięcie na linii Kościół - prokuratura.
Krótko potem Kaczmarek naraził się gdańskim prawnikom. Wiosną 2005 r. wybuchła afera korupcyjna w pomorskim wymiarze sprawiedliwości. Dwa lata wcześniej CBŚ pozakładało podsłuchy na telefonach adwokata Piotra Pietrasa. O sprawie wiedziało zaledwie kilku oficerów CBŚ oraz nieco później Kaczmarek.
Oficer policji: - Prokuratorzy z Prokuratury Okręgowej mieli pretensje do ówczesnego szefa CBŚ w Gdańsku Jarosława Marca, który wszystko załatwiał przez Kaczmarka, omijając ich gmach. A ten po prostu bał się przecieku, bo wiadomo, że gdańskie środowisko prawnicze było strasznie skonsolidowane.
Wiosną 2005 r. mecenasa zatrzymali panowie z CBŚ. Krótko potem śledczy wnosili o uchylenie immunitetów wobec podwładnych Kaczmarka. Dowodami w sprawie są kompromitujące rozmowy telefoniczne z adwokatem.
Podczas rządzenia gdańską apelacją Kaczmarek wydał też książkę o porwaniach. Dziś jest jednym z najlepszych specjalistów w tej dziedzinie.
Prokurator ministra Ziobry
Zwycięstwo PiS w wyborach 2005 r. to kolejny awans gdyńskiego prokuratora. Kiedy stanowisko ministra sprawiedliwości objął Zbigniew Ziobro, powołał Kaczmarka na prokuratora krajowego.
Mówi Leszek Lackorzyński: - Minister łatwiej mógł podjąć taką decyzję, bo Kaczmarek już wcześniej był w Warszawie, a to bardzo trudny teren dla prawników. Chodzi o to, aby poradzić sobie z tak zwaną warszawką. Myślę, że nawet gdyby władzę przejęła PO lub lewica, to znajdzie się miejsce na jego talenty, a Kaczmarek nie da się utopić w pulsującej masie politycznej. Pamiętajmy, nawet lewicowa minister Piwnik mianowała go szefem gdańskiej apelacji.
- Ma parcie na karierę, ale to dobry fachowiec - dodaje prokurator z Gdańska. - Ma też jedną niesamowitą cechę - jest dobrym dyplomatą i praktycznie z każdym potrafi się dogadać.
Gdy Kaczmarek objął stanowisko prokuratora krajowego, pojawiły się pierwsze zarzuty o działanie na polityczne zamówienie. Tak było w sprawie afery billboardowej czy zatrzymania przez CBŚ byłego ministra skarbu Emila Wąsacza.
Mówi poseł opozycji Ryszard Kalisz (SLD): - Kaczmarek na pewno jest dobrym znawcą prawa karnego, ale dziwię się, że legitymizuje wszystkie pomysły ministra Ziobry. Trochę zaskakuje mnie jego działanie, bo myślałem, że będzie w stanie obronić i przeforsować swój własny pogląd. Wolałbym, żeby prokurator krajowy realizował swoje koncepcje, a nie ministra Ziobry.
Według gdańskiego prawnika, członka Trybunału Stanu Romana Nowosielskiego, Kaczmarek jest zawodowcem. Ma dobre zadatki na szefa. Potrafi rozdzielić pracę. - Wydaje mi się, że obecnie wpisuje się w medialną wizję rządzącej ekipy, która próbuje forsować swoje zmiany w państwie.
Co może zdziwić, o Kaczmarku pozytywnie wypowiadają się też posłowie skonfliktowanej z PiS Platformy. Wiceprzewodnicząca Komisji Sprawiedliwości Julia Pitera pamięta go z czasów, gdy zarządzała Transparency International. Interweniowała u Kaczmarka, gdy był szefem gdańskiej prokuratury.
- Problem funkcjonowania Prokuratury Krajowej wiąże się ze sposobem rządzenia - tłumaczy Pitera. - Minister Ziobro prowadzi bardzo specyficzną politykę medialną. Kaczmarek, chcąc nie chcąc, wpisuje się w ten model. I choć to nie jest proste, próbuje utrzymać zdrowy dystans. Oceniam go nieźle, nie wiadomo jednak, jak skończy się jego kariera. Dotychczasowa praktyka wskazuje, że stanowisko prokuratora krajowego łamie ludziom kariery, wiąże się z nim zbyt duże uwikłanie w politykę. Kaczmarka cenię i mam nadzieję, że Ziobro nie zaszkodzi mu swoimi decyzjami. ¦
Krzysztof Wójcik
źródło: http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plu...
- Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować
- czytano: 442
