Oświadczenie ws. tzw. "lewej kasy Farmusa"

To jest: RSz

W związku z tekstami "Lewa kasa Farmusa" i "Oszczędności czy lewa kasa asystenta" autorstwa red. Mariusza Jałoszewskiego (Rzeczpospolita z 29.01.07.) w trosce o rzetelność przekazu i jako osoba wymieniona z nazwiska w tych tekstach wyjaśniam:

1. Niekorzystna dla Farmusa decyzja Urzędu Skarbowego zapadła w okresie, gdy był on osadzony w areszcie śledczym (od lipca 2001 okres ten trwał 2,5 roku).

2. Po zwolnieniu z aresztu Farmus zgromadził dowody potwierdzające posiadanie przez niego sum kwestionowanych przez Urząd Skarbowy, w tym jego stanu majątkowego w Kanadzie. (Farmus przed wyjazdem do Polski w 1991 r. sprzedał w Toronto dom oraz inne składniki majątku i dysponował wówczas kwotą ponad 300 tys. dolarów kanadyjskich - uwzględniając ówczesny kurs dolara kanadyjskiego stanowi to około 800 tys. PLN).

3. W związku z powyższym pełnomocnik procesowy Farmusa wystąpił z wnioskiem do organów kontroli skarbowej o wznowienie postępowania.

4. W dniu 20 listopada 2006 r. Izba Skarbowa w Warszawie uznając zasadność wniosku i działając na podstawie art. 216 § 1 w związku z art. 200 § 1 "ustawy z dnia 1997 r. Ordynacja podatkowa" wznowiła postępowanie.

5. Sąd orzekający w sprawie karnej przeciwko Farmusowi i uniewinniający go od zarzutów korupcyjnych także z powodów wyżej wymienionych nie mógł brać pod uwagę wcześniejszych decyzji Urzędu Skarbowego.

Kolejny raz dziennikarz "Rzeczpospolitej" lekceważąc zasady etyki dziennikarskiej (nie kontaktując się z osobami negatywnie przedstawionymi w artykule) manipuluje faktami, podaje je wybiórczo, aby za wszelką cenę dowieść, że dziennikarze "Rzeczpospolitej" prawdziwie opisali tzw. aferę korupcyjną w MON. Jednocześnie podważa wiarygodność wyroku sądowego uniewinniającego Farmusa z zarzutów korupcyjnych.

Romuald Szeremietiew

AFERA Skąd Farmus wziął kilkaset tysięcy

Oszczędności czy lewa kasa asystenta

Zbigniew Farmus, współpracownik wiceministra obrony, miał dochody z nieznanych źródeł - stwierdził NSA. Jednak sąd karny nie znalazł dowodów, że brał łapówki od firm zbrojeniowych za informacje o przetargach

"Rz" dotarła do dokumentów z rozprawy Zbigniewa Farmusa przed sądem administracyjnym. NSA wydał w ubiegłym roku wyrok w sprawie jego rozliczeń podatkowych z fiskusem.

Farmusem - byłym asystentem wiceministra obrony narodowej Romualda Szeremietiewa w rządzie Jerzego Buzka - interesował się urząd skarbowy, który prześwietlił jego rozliczenie podatkowe za 1998 r.

Kontrolę spowodowała publikacja naszej gazety z roku 2001, w której Szeremietiew (również oskarżony o branie łapówek, proces trwa) tłumaczył się z wysokich wydatków, jakie poniósł między innymi w związku z budową domu. Wiceminister mówił wtedy, że brał kredyty i pożyczył 210 tys. od swojego asystenta. Transakcja z Farmusem miała być przeprowadzona w czerwcu 1998 r., ale pożyczkę zarejestrowano w urzędzie skarbowym dopiero po naszych publikacjach.

Co ciekawe, z kontroli skarbowej wynika, że Farmus nie miał aż tyle pieniędzy, żeby wspomóc swojego patrona. W 1998 r. oficjalnie zarobił 111 tys. zł, a wydał 238 tys., w tym na pożyczkę dla Szeremietiewa. Fiskus dociekał, skąd wziął brakujące 127 tys. Były asystent - wtedy siedział w areszcie -przekonywał, że z oszczędności, które zgromadził podczas wieloletniej emigracji w Kanadzie. Miał tam odłożyć - w przeliczeniu na złote - ok. 400 tys. Nie miał jednak potwierdzenia, że gdy wracał do kraju na początku lat 90., na granicy zgłosił wwóz dewiz. - Urzędnik mówił, że to nie było potrzebne - tłumaczył kontrolerom Farmus. Nie przekonał ich. Urząd skarbowy wyliczył mu tzw. domiar za dochody z nieujawnionych źródeł. Asystent ma zapłacić 75 procent kwoty, którą zataił, czyli 95 tys. zł.

Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

W piśmie do sądu Farmus przekonywał, że jego problemy to skutek publikacji "Rz" i politycznej atmosfery. A na rozprawie wyciągnął nowe dowody: zaświadczenie, że miał konto dewizowe, oraz zgłoszenie przywozu ok. 38 tys. dolarów kanadyjskich (wtedy niecałe 90 tys. zł). Przedstawiciel Izby Skarbowej uznał, że dowody te nadal nie wyjaśniają, skąd Farmus miał środki na pożyczkę. Bowiem z zaświadczenia z banku nie wynikały żadne kwoty, a dewizy wwieziono dopiero w listopadzie 1998 r. Czyli pięć miesięcy po podpisaniu umowy z Szeremietiewem, na której była adnotacja, że pieniądze wypłacono.

Sąd dowodów nie uwzględnił, bo złożono je za późno, i podtrzymał decyzję o domiarze. Wyrok ostatecznie w czerwcu ubiegłego roku wydał Naczelny Sąd Administracyjny.

A jeszcze miesiąc temu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, Zbigniew Farmus triumfował. Choć stołeczny sąd rejonowy skazał go na dwa i pół roku więzienia za ujawnienie tajnych informacji o przetargach w MON, to oczyścił go z poważniejszego zarzutu - korupcji. Nie znalazł bowiem dowodów na to, że za zdradę tajnych dokumentów Farmus brał pieniądze.

Ten proces Farmusa to również efekt publikacji "Rz" z 2001 r., w której ujawniliśmy, że asystent Romualda Szeremietiewa domagał się łapówek.

Zarzuty potwierdziła prokuratura. Z oskarżenia wynika, że Farmus w 1998 i 2000 r. żądał w sumie 170 tys. dolarów łapówek od przedstawicieli firm uczestniczących w przetargach zbrojeniowych.

Nie wiadomo jednak, co dokładnie zaważyło na uniewinnieniu Farmusa z tych zarzutów, bo proces oraz uzasadnienie wyroku były tajne. Prokuratura apelacyjna, która prowadziła sprawę, rozważa apelację. - Trudno powiedzieć ojej zakresie. Wystąpiliśmy do sądu o pisemne uzasadnienie wyroku - mówi rzecznik prokuratury Zbigniew Jaskólski.

Czy ustalenia kontroli skarbowej i wyrok NSA wykorzystała prokuratura w zakończonym niedawno procesie karnym? Jaskólski: - Nie wiem. Akta nadal są w sądzie.

Zdaniem prof. Mariana Filara z Uniwersytetu w Toruniu sąd w postępowaniu karnym nie jest związany dowodami zebranymi przez inne urzędy i sądy. - Mógłby zaliczyć w poczet dowodów ustalenia skarbówki, ale musiałyby się zgodzić na to strony procesu -podkreśla Filar.

To nie koniec problemów byłego asystenta. Razem z Szeremietiewem będzie miał jeszcze jeden proces karny. Prokuratura zarzuca im przywłaszczenie 74 tys. zł z darowizn powiązanej z nimi Fundacji Niepodległości Polski. Pieniądze miały być wydane na kampanię wyborczą Szeremietiewa.

MARIUSZ JAŁOSZEWSKI


Pierwsza strona Rzeczpospolitej
cytat:

AFERA W MON Skąd asystent wiceministra Szeremietiewa miał pieniądze

Lewa kasa Farmusa?

Była korupcja czy jej nie było? Warszawski sąd oczyścił Zbigniewa Farmusa z zarzutów korupcji. Ale "Rz" dotarła do wcześniejszego wyroku NSA, z którego wynika, że były asystent wiceministra Szeremietiewa w czasie pracy w MON miał dochody z niejasnych źródeł

Sprawa Farmusa i jego byłego szefa, wiceministra obrony narodowej Romualda Szeremietiewa w rządzie Jerzego Buzka, to jedna z najgłośniejszych afer korupcyjnych ostatnich lat. W lipcu 2001 roku "Rz" w tekście "Kasjer z Ministerstwa Obrony" ujawniła, że Zbigniew Farmus, powołując się na szefa, domagał się łapówek od koncernówzbrojeniowych w zamian za kontrakty z armią. Miał też bezprawny dostęp do tajnych informacji.

W grudniowym nieprawomocnym wyroku sąd uznał wprawdzie, że Farmus przekazywał tajne dokumenty firmom startującym w przetargach zbrojeniowych, ale nie ma dowodów, że brał za to łapówki.

"Rz" dotarła jednak do innego procesu, który kilka miesięcy wcześniej zakończył się przed NSA. Tym razem sąd prawomocnie uznał, że Farmus w 1998 r. (a więc w czasie, gdy pracował w MON) miał dochody z nieujawnionych źródeł. Co więcej, ustalenia sądu dotyczą kluczowej dla wyjaśnienia afery pożyczki, której Farmus miał udzielić Szeremietiewowi. Wiceminister właśnie tą pożyczką się zasłaniał, gdy "Rz" pytała, skąd miał setki tysięcy złotych na wystawny styl życia, m.in. luksusowy dom. Twierdził, że asystent pożyczył mu 210 tys. zł.

Według ustaleń kontroli skarbowej w 1998 r. Farmus wydał, łącznie z pożyczką dla Szeremietiewa, ponad dwa razy więcej, niż zarobił. Nie potrafił przekonująco wyjaśnić, skąd wziął pieniądze. Urząd nałożył więc karę - 95 tys. zł - którą ostatecznie utrzymał w mocy NSA.

Wciąż trwa proces Szeremietiewa oskarżonego o korupcję. Obaj są też oskarżeni o przywłaszczenie pieniędzy z powiązanej z nimi Fundacji Niepodległości Polski.

MARIUSZ JAŁOSZEWSKI

To jest: Wojciech-Maltan

Ech, dziennikarze

"Rz" dotarła do dokumentów; Kontrolę spowodowała publikacja naszej gazety ; Ale "Rz" dotarła do wcześniejszego wyroku NSA. Mnóstwo ogólników. A najbardziej rozbraja mnie, że Panu Mariuszowi nie mieści się w głowie, że można wydać więcej niż się zarobiło w jednym roku. Czyżby dziennikarze nie mieli oszczędności? Może to z powodu wystawnego życia i luksusów.

Coraz słabsze pióra, "Rz" chyba nie ma pomysłu, jak dalej pociągnąć tę sprawę.

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.