Szukaj na PNWydarzeniaZaloguj sięnowedyskutowane 2007Prace PNIle? |
"Lebensborn" XXI wieku
pon, 2007-01-29 23:26 | Michał Tyrpa
We wtorek 30 stycznia b.r. Komisja Petycji Parlamentu Europejskiego rozpatrzy wnioski w sprawie dyskryminacyjnych i niezgodnych z prawem unijnym praktyk niemieckich urzędów, których ofiarą padają dzieci pochodzące ze związków, z których jedno z rodziców jest narodowości niemieckiej. Komisja rozpatrzy pięć petycji. Wnioskodawcami są: Oprócz Polaków pod jednym z wniosków podpisały się także osoby, które znalazły się w podobnej sytuacji, chociaż są obywatelami takich państw, jak Austria, Francja, Belgia, Wielka Brytania, USA, RPA i Australia. Wnioskodawcy będą się starać o delegalizację na terenie Unii Europejskiej Jugendamtów – instytucji działających w RFN na szczeblu lokalnym i finansowanych z budżetów niemieckich gmin i powiatów. „Jugendamty funkcjonują na poziomie niemieckich krajów związkowych i jako takie nie podlegają rządowi federalnemu". – zaznacza w rozmowie z autorem artykułu Marcin Libicki, eurodeputowany PiS, przewodniczący Komisji Petycji PE. I wyjaśnia: „30 stycznia komisja będzie badać, czy dyskryminowani rodzice wnioskujący o delegalizację Jugendamtów mają rację. Czekamy także na stanowisko rządu niemieckiego w tej sprawie.” Działalności Jugendamtów nie od dziś towarzyszą kontrowersje. Polscy rodzice zwracają uwagę na brak jakiejkolwiek kontroli nad samowolą urzędników, którzy uzurpując sobie prawa rodzicielskie łamią elementarne zasady prawa, zdrowego rozsądku i dobrych obyczajów. Wielu poczynaniom pracowników Jugendamtów zdaje się przyświecać złowroga ideologia. Biorąc pod uwagę genezę tej parasądowej instytucji, trudno się zresztą dziwić. Jugendamty powstały w 1939 r. i były głównym instrumentem nazistowskiej polityki wynaradawiania „dobrych” rasowo dzieci i przekształcania ich w „pełnowartościowych” mieszkańców „tysiącletniej Rzeszy”. Unormowania ustawy pod nazwą „Reichsjugendwohlfahrtgesetz” (dotyczącej opieki nad młodzieżą i dziećmi Rzeszy) zostały przeniesione do obowiązującego w RFN po dziś dzień Kodeksu Socjalnego i stanowią podstawę prawną działalności Jugendamtów. Po roku 1945 struktury Jugendamtów nie zostały rozwiązane. Do roku 1952 były one pod kontrolą policji. W tym okresie niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zniszczyło akta 160 tysięcy uprowadzonych w czasie wojny „czystych rasowo” dzieci polskich, które pozbawiono tożsamości i „podarowano” niemieckim rodzinom. W chwili obecnej Jugendamty nie podlegają jakiejkolwiek kontroli ze strony państwa i organów wykonawczych. Każde dziecko i każda rodzina (również obywatele państw obcych) przebywające na terenie Niemiec z mocy prawa automatycznie podlega kontroli lokalnego Jugendamtu. Dziecko może być w każdej chwili zabrane rodzicom i to bez podania przyczyn i z zatajeniem miejsca przetrzymywania dziecka. A sąd bywa o tym powiadamiany dopiero po fakcie. Decyzje Jugendamtów stanowią warunek wstępny rozstrzygnięć sądów rodzinnych, co w poważnym stopniu ogranicza ich niezawisłość. Co więcej, tego typu instytucje, poza RFN, nie istnieją w żadnym innym państwie prawa. Urzędnicy Jugendamtów uczestniczą we wszelkich postępowaniach sądowych dotyczących relacji rodzice-dziecko. Oficjalnie Jugendamty kierują się swoiście pojmowaną ideą „dobra dziecka” (Kindeswohl), która notabene nigdy nie została zdefiniowana w niemieckim prawie. W praktyce w przypadku dzieci pochodzących z małżeństw mieszanych, urzędnicza troska o dobro dziecka sprowadza się do utrudniania kontaktów z nie-niemieckim rodzicem i zawężania możliwości pielęgnowania tożsamości innej niż niemiecka. Temu służy konsekwentne ograniczanie rodzicom, którzy nie są Niemcami kontaktów z własnymi dziećmi. Niejednokrotnie w takich przypadkach dochodzi nawet do odbierania władzy rodzicielskiej. Również bez udziału organów sądowych. Przeciwko osobom, które nie chcą się podporządkować wytaczane są sprawy karne. Nie posiadającym odpowiednich kwalifikacji urzędnikom, zdarza się wydawać „zaoczne” (t.j. „orzekane” bez kontaktowania się z „badanym” rodzicem) opinie psychiatryczne. U kogoś, kto obstaje przy prawie do rozmawiania po polsku z własnym dzieckiem, pracownik socjalny Jugendamtu może „stwierdzić” chorobę psychiczną.. Wszystko to odbywa się za cichym przyzwoleniem polityków, z których wielu lubi powtarzać frazesy o wspieraniu wielokulturowości i zaangażowaniu w międzynarodowy dialog. Beata Pokrzeptowicz-Meyer wymienia w tym kontekście nazwiska Horsta Köhlera, Gesine Schwan, Georga Boomgardena, Brigitte Zypries Rity Süssmuth, Angeliki Schwall-Düren, Volkera Becka, Claudii Roth, Günthera Nooke, Elmara Brooka, Hansa-Gerta Pötteringa, Mechthild Rothe, Christopha Strässera, od dawna informowanych o praktykach dyskryminacji, których ofiarą padają polscy rodzice i ich dzieci. ![]() Pani Pokrzeptowicz, tłumacz przysięgły języka niemieckiego i wykładowca uniwersytetu w Bielefeld jest mamą siedmioletniego Moritza. W trzy lata po ślubie, mąż Dirk Meyer opuścił ją, wybierając przyszłość u boku starszej o 11 lat kobiety. Na dziecko przestał łożyć. Mimo że w roku 2002 doszło do rozwodu, matka nie utrudniała ojcu kontaktów z synem. Kiedy uprzedziwszy byłego męża wyjechała z małym Moritzem na parę miesięcy do Polski, niemiecki sąd orzekł, iż doszło do porwania i przekazał opiekę nad dzieckiem jego ojcu. Od tej pory pani Beacie nie wolno było rozmawiać z synem po polsku. Widywać go mogła jedynie pod nadzorem i w pomieszczeniu Jugendamtu. W opinii dyskryminowanych rodziców rzeczywiste cele Jugendamtów nie zmieniły się od czasów Hitlera. W jednej z petycji do Parlamentu Europejskiego napisali: „Nowoczesny niemiecki Jugendamt jest organizacją o charakterze nazistowskim, która w imię Narodu Niemieckiego wychowuje europejskie dzieci w duchu kłótni i nienawiści. Dlatego Jugendamt należy uznać w Unii Europejskiej za instytucję nielegalną.” Dla uzasadnienia szykan, niemieccy urzędnicy posługują się absurdalnym argumentem szkodliwego wpływu dwujęzyczności na rozwój dzieci. Opinie autorytetów naukowych są zgodnie ignorowane zarówno przez Jugendamty, jak przez sądy. Mirosław Kraszewski cytuje dwie ekspertyzy, które nie pomogły mu przed sądem w walce o prawo do rozmawiania po polsku z jedenastoletnim dziś synem, Filipem. Hedwig Amorosa, profesor psychiatrii z Monachium napisała: „Dwujęzyczność jest zjawiskiem raczej normalnym niż szczególnym. Połowa ludności świata jest dwujęzyczna. Zakłócenia w rozwoju mowy nie pozostają w związku z dwujęzycznością”. Logopeda ze Stuttgartu, dr Marion Hermann-Roettgen, stwierdziła: „Na podstawie mojego 30-letniego doświadczenia uważam wydany względem ojca zakaz porozumiewania się z dzieckiem w języku polskim za całkowicie opaczny”. Kraszewski, szanowany przez swoich niemieckich pacjentów lekarz radiolog od ponad siedmiu lat bezskutecznie walczy o syna z urzędnikami. Wielu rodziców w podobnej sytuacji wolno spotykać się z własnymi dziećmi tylko raz na parę miesięcy przez kilka minut i pod nadzorem. ![]() Na tym tle dochodzi czasem do tragedii. Wojciech Pomorski, od lat walczący o prawo do rozmawiania po polsku z córkami przytacza historię Andrzeja Luca, któremu Jugendamt także postanowił wynarodowić dziecko. 10 marca 2006 zrozpaczony ojciec strzałem w głowę odebrał sobie życie... „Ciekawe co by było, gdyby dzisiaj mieszkającym na Opolszczyźnie Niemcom polskie sądy zabroniły rozmawiać z dziećmi w ich ojczystym języku?”, pyta retorycznie Wojciech Pomorski. Zapytany o bilans pojednania polsko-niemieckiego, Pomorski stwierdza: „Z mojej perspektywy w ostatnich kilkunastu latach polska polityka względem Niemiec była prowadzona z pozycji ‘na czworakach’. Nie doczekaliśmy się na przykład zagwarantowania analogicznych praw, jakie ma mniejszość niemiecka w Polsce. Za to nawet osobom takim jak ja, które mają podwójne obywatelstwo, odbiera się możliwość wychowywania własnych dzieci i w kulturze niemieckiej, i w kulturze polskiej.” Ojciec siedmioletniej Justyny i dziesięcioletniej Iwony Polonii konstatuje: „Pojednanie może zaistnieć, jeśli będzie szczere. Na razie nie widzę takiej woli ze strony niemieckich polityków, a tym bardziej urzędników.”
Na zdjęciach (w kolejności): Zobacz też: |
Z dużej chmury mały
Z dużej chmury mały deszcz.
Oficjalny poczatek
Oficjalny poczatek urzedowej,niemieckiej akcji wynaradawiania mial miejsce 26.06.2000 w sadzie (Amtsgericht) w Gütersloh. Sedzina Krämer wydala innowacyjna decyzje w sprawie zabraniania dwujezycznego wychowywania i kontaktów pomiedzy ojcem i synem - Polakami
(akta sprawy - 16 F77/00)
Sedzina Krämer zarzadzila w tej decyzji dwugodzinne kontakty miedzy ojcem i synem co dwa tygodnie pod kontrola nacjonalistycznej organizacji zwanej -Deutscher Kinderschutzbund i zagrozila kompletnym zakazem widywania ojca i dziecka w
przypadku, jezeli ojciec nie zrozumie tego, ze wedlug opinii lekarskiej, dwujezyczne wychowanie jest dla dziecka szkodliwe. Szkopul w tym, ze takiej opinii lekarskiej nigdy nie bylo i nie ma do dzis w aktach tejze sprawy AG Gütersloh, AZ 16 F 77/00!!!
Dodatkowo matka dziecka potwierdzila przed kamerami telewizji polskiej tvn w grudniu 2003 roku fakt nieistnienia tejze wyimaginowanej opinii lekarskiej i potwierdzila to samo w swoim zeznaniu przed rzeczoznawca i sadem nastepnej instancji
(OLG Hamm).
Tym samym zostalo dodatkowo potwierdzone oszustwo dowodowe przez sedzine Krämer przy podejmowaniu w/w decyzji.
Ten innowacyjny (i pierwszy w historii sadownictwa na swiecie) wyrok sàdowy, na zlecenie Jugendamtu,nakazujàcy wstrzymanie wychowywania dwujezycznego (tzn. polskiego) pod sankcja kompletnego zakazu kontaktow pomiedzy polskim dzieckiem i rodzicem, jest dzisiaj w Niemczech podstawa prawna do dyskryminacji innych dzieci i rodziców przez wladze
niemieckie.
Sedzina Krämer zostala awansowana i pracuje w sadzie AG Paderborn.
O widywanie dziecka wnosilem do sadu kilkakrotnie iwidzialem je w roku 2001 kilkaa godzin pod nadzorem, z zakazem j. polskiego. Gdy praktyki te krytykowalem, Jugendamt wniosl , z urzedu , do sadu oddzielna sprawe o calkowite zakazanie mi widywania dziecka. Sprawa ta przeciagala sie przez 2 lata i dwie instancje. W drugiej instancji sad OLG Hamm dnia 8.09.2004, postanowienie
10 UF 5/03, 16 F 507/01 AG Gütersloh, gdzie Jugendamt Gütersloh wystepowal jako pierwszy rodzic i wnioskodawca, zabronil mi widywania dziecka na nastepne 2 lata, do grudnia 2006 r. podajac jako przyczyne, ze nie kooperowalem z Jugendamtem w
wychowaniu dziecka i chcialem mu przekazywaç j. polski i wartosci polskie zamiast sie zachowywac jak ojciec.
Z tych samych powodów zabrano mi wladze rodzicielska.
Obecnie (2006)wytoczylem sprawa sàdowa w Sadzie Administracyjnym Verwaltungsgericht Minden, sygn. akt 2 K 2135/06 przeciwko szkole w sprawie zabraniania j. polskiego mojemu dziecku.
Szkola bylaby moze nawet sklonna nauczac dziecko, ale wedlug pisemnej relacji dyrekcji szkoly, urzad miasta (Jugendamt) zabronil tego dyrekcji szkol mojego syna, który w swoje 12-ste urodziny telefonicznie zazyczyl sobie w rozmowie ze mna , aby uczyc sie polskiego (bo nie wolno nam sie na skutek wyroku JA/Sadu ,widywac).
Aktualny stan rozprzestrzeniania sie zjawiska wynaradawiania Polaków w Niemczech przez polityków i wladze lokalne jest zastraszajacy.
W samym tylko Duisburgu wielu znanych mi Polaków rozmawia ze swoimi dzieçmi tylko po niemiecku i wymeldowuje dzieci z zajec przykoscielnych nauki jezyka polskiego.
Stalo sie to, jak mi powiedzieli, po ukazaniu sie serii prasowych artykulow opisujacych bezprawie i represje urzedow w stosunku do mojego dziecka, a pozniej w stosunku do innych rodzicow polskich i dzieci polskich, poniewaz boja sie oni podobnych
represji i nie licza na poparcie Polski.
Polsko niemiecki traktat z dnia 17 czerwca 1991 (Artykul 20-25) zostaje w bezczelny i ironiczny sposob z premedytacja deptany przez urzedników i pracowników administracji, sadownictwa i szkolnictwa. Niemieccy politycy sa tylko oficjalnie "bezczynni" - odczekuja i stwarzaja dokonane fakty wytepiania jezyka polskiego i kultury polskiej w Niemczech.
To by bylo w skrocie na temat tej starej i najnowszej sprawy sadowej ktora moze byc wytyczna do dalszego politycznego wychowywania nieletnich Polakow w Niemczech oraz polskich rodzicow przez Jugendamty w kooperacji z niektorymi konsulatami polskimi.
Podobno Konsul w Hamburgu jest z takiej wspolpracy z JA zadowolony.
Tak pisze dzisiaj GW
Pozdrawiam
M.K.
Mnie to wnerwiło
Mnie to wnerwiło. Jestem sfrustrowany i tak wkurzony tym, co przeczytałem, że najchętniej dałbym w gębę tym wszystkim urzędasom. Tym niemieckim, ale i tym wszystkim innym, którzy nic w tej sprawie nie robią. Takie są moje uczucia na racjonalne myśli przyjdzie czas gdy ochłonę. Wyrażam solidarność z wszystkimi rodzicami i dziećmi, którym w sposób na wskroś nazistowski zabroniono używać w kontaktach osobistych drugiego języka ojczystego w przypadku Polaków języka polskiego.
Krzysztof Tomasz Brudnowski
Nie
Nadużycia o których była mowa, były możliwe dzięki ciszy, która w tym temacie panowała. Cisza została przerwana. Teraz jest pora chwycić za gardło i nagłaśniać każdy przypadek dyskryminacji. To pomoże Polakom w zmaganiach z niemiecką biurokracją. Odpowiedzią na bezduszność - światła reflektorów. Dziwaczne wykręty wysokich niemieckich autorytetów - światła reflektorów. Dobrze żeby i jacyś polscy dostojnicy przestali udawać Greka. Mamy taki partiotyczny rząd, a o naszych ludzi musi się upominać urzędnik "zgniłej Europy".
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Prawo miejsca.
Jestem za tym, że tam gdzie mieszkam, mam obowiązek podporządkować się miejscowym prawom.
kaktusnadłoni
No to oko za oko
Wprowadzamy analogiczne porzadki na Slasku i Opolszczyznie, i zobaczymy. Nie moze byc tak, ze Niemcy germanizuja sobie dzieci, a jak u nas ktos kichnie glosniej, to go zaraz KE skarci. Albo prawo bedzie rowne dla wszystkich podmiotow w Unii, albo lepiej niech te cala Unie szlag trafi, bo to w takim razie nowy Sojuz.
Konrad Banachewicz
prawicowość = konserwatyzm + liberalizm + antykomunizm
- - - - - - -
Zakładamy Prawicę RP (partię polityczną)
Konrad Banachewicz
No i zdaje się , że od
No i zdaje się , że od tego mamy jakis polski rząd, jakies polskie ministerstwo, jakies armie polskich europarlamentarnych frakcjonistów...Po to oni są, po to są oni... ze zacytuję klasyka...
Czy może podobnie, jak pan Tyrpa, który roznieca po róznych wątkach płomienie wsciekłego oburzenia, uważa pan, że, jako czytelnik, mam się teraz zawziąć w sobie i może samemu, pielegnując patriotycznie polskość, mam przygotować jakieś retorsje wobec napotkanych, choćby i przypadkowo, Niemców...
Panie Sławku - nie chodzi o
Panie Sławku - nie chodzi o retorsje a o równoprawność.
Sytuacja, w której istnieje asymetria w traktowaniu (vide chociażby mniejszość niemiecka w sejmie) sugeruje niedwuznacznie, że nie jesteśmy całkiem u siebie, że coś z granicami jest nie tak - i gdyby nie decyzje aliantów... A więc skoro tak, to w ramach stosunków dobrosąsiedzkich będziemy pewnie nakłaniani do otwartego dialogu na temat granic, jak nadarzy się okazja.
Będąc otwarci i skłonni do kompromisu możemy nadmieniać, że wielką radością napawa nas Nowa Europa, w której nasi sąsiedzi pokojowo zamieszkują prastare piastowskie ziemie również na zachód od Berlina.
Gdy Pan spotka Niemca - proszę zapytać o traktat i Euro. Dowie się Pan, (pewne niemal na 100%) że traktat jest konieczny i Euro też.
Traktat jest potrzebny np. po to, by niemiecki adwokat mógł spokojnie pójść do polskiego sądu - pokazać palcem - o to tutaj, w księdze wieczystej, to jest pana Wolfganga czy Udo.
Na temat tego, że do tej księgi wpis zrobiono w imieniu III Rzeszy z polecenia oficera Waffen-SS to się Pan dowie, że to było dawno, że takie były czasy, że wy Polacy zawsze macie jakieś cięrpiętnicze nieuzasadnione fobie - a skoro tak wpisano, to pewnie tak było.
Ja Panie Sławku zaprawiony w bojach z Niemcami w negocjacjach jestem - i powiem, że jeszcze się tak nie zdarzyło, żeby w równoprawnych partnerskich negocjacjach Niemiec wyszedł z nich z mniejszymi pieniędzmi niż Polak.
"Ten typ tak ma".
To nie kwestia fobii czy urazów - czysty pragmatyzm.
- - - - - - - - - - - - - - - - - -
Zakładamy Prawicę RP (partię polityczną)
Świetnie to rozumiem, bo i
Świetnie to rozumiem, bo i sam zadzieram, na swój sposób i nawet za czesto, jakby brac pod uwagę materialną korzyśc, z niemiecką mentalnością....ale to inny temat.
Natomiast, co staram sie wyrazić, to tylko tyle, że nie trzeba nam cały czas, albo juz nam nie trzeba tego tonu, który stawia na bacznośc wszystkie nasze niemałe uprzedzenia wobec zachodnich sąsiadów. Równoprawne traktowanie - jak najbardziej...ale czy to opinia publiczna ma ustanawiać standardy naszych reakcji, a jesli tak, to jakie one będą, kiedy tylko będziemy się wsciekle utwierdzać w naszym macoszym położeniu. Jest problem, to na równe nogi stawiac trzeba armie urzedasów pani Fotygi, a nie ludność. Słać pisma nalezy chocby i najbardziej namietne do własciwych instytucji państwa, by zechciały sie ocknąć...A takie tam rozniecanie namietności w narodzie, przywoływanie duchów Himlera i podobnych, nawiązywanie do Generalnej Guberni( w bliźniaczym watku) jednym słowem - szarpanie z trudem bliźniacych sie ran...to zwykłe, propagandowe efekciarstwo wciąz pamietającego dawne urazy zbitego psa, który pragnie, by ktos mu potowarzyszył w ujadaniu...I po co? Żeby wciaż konserwować nieprzyjazną siłę stadnego gniewu?
Przecież każde dziecko wie
że gdyby Kaczyński (obojętne - prezydent czy premier - w ramach własnych kompetencji) podjął jakiekolwiek kroki nie tylko retorsyjne, ale nawet zmierzające ku równowadze, zostanie natychmiast zaszczuty przez wszelkich eurolewaków za prymitywną, zaściankową, obsesyjną germanofobię.
Leszek Zinkow, Kraków
leszekzi@interia.pl
Leszek Zinkow, Kraków
leszekzi@interia.pl
Ciekawa wymówka
ale ja nie chcę prezydenta tchórza ani premiera tchórza.
Personalizm = socjalizm
No to może 20% Polaków tak myśli
80 procent przyłączy się do medialnej euronagonki na Kaczorów.
Leszek Zinkow, Kraków
leszekzi@interia.pl
Leszek Zinkow, Kraków
leszekzi@interia.pl
Nie ma to jak tupet :)
Wobec peanów, jakie wygłasza Pan n/t przywódców PO, którzy gros minionego roku strawili na ochoczym przyprawianiu Kaczyńskim w zachodnich mediach skrajnie narodowościowej, antyeuropejskiej, konfrontacyjnej "gęby", radziłabym Panu przedyskutować z samym sobą coś, co się określa jako - poglądy...
Proszę bardzo:
http://tiny.pl/w868
"Newsweek": Antyniemieckie fobie premiera
Leszek Zinkow, Kraków
leszekzi@interia.pl
Leszek Zinkow, Kraków
leszekzi@interia.pl
Wiem, wiem :)
Nie wiem natomiast, czy Pan czytał artykuł pióra Aleksandra Kaczorowskiego w Newsweeku. Ponieważ zaprzestałam lektury tego tygodnika dość dawno, znam jego tezy z netu oraz pośrednio z ad vocem Cezarego Michalskiego w Dzienniku:
http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=209&Show...
Uzupełniająco, polecam "Pożegnanie (innego) czytelnika z Newsweekiem:
http://foxx.salon24.pl/5156,index.html
Oczywiste ..
Oczywiste i widoczne bez okularów, ani prezydent ani premier nie sa tchurzami i Fatyga już się tym zajmuje.
Krzysztof Tomasz Brudnowski
Od tego mamy rząd
i inszych, ma Pan rację - co nie zmienia faktu, że sporo jest ludzi dla których jakieś bajki o wspólnej europejskiej tożsamości są ważniejsze od interesu narodowego. W imię bycia uznanymi za cywilizowanych, gotowi są popierać szkodliwe dla Polski / Polaków pomysly - vide parlamentarzyści, którzy wspólnie z Martinem "kapo" Schulzem poparli rezolucję potępiającą nas za homofobię. A tolerancja wobec akcji takich, jak opisane przez p. Michala, wpisuje się moim zdaniem w ten sam wzorzec zachowam.
Już pomijam fakt, że do tej pory nie rozumiem, czemu w konstytucji mamy zagwarantowane miejsca w parlamencie dla mniejszości niemieckiej, a dla żadnych innych nie - zwlaszcza w zestawieniu z traktowaniem Polaków w Reichu.
Ja nt Niemców fobii nie mam, po prostu biznes to biznes. Jeśli oni mogą wykorzystywać UE do swoich interesów, czemu my tego nie robimy? To jest pytanie za milion dolarów...
Konrad Banachewicz
prawicowość = konserwatyzm + liberalizm + antykomunizm
- - - - - - -
Zakładamy Prawicę RP (partię polityczną)
Konrad Banachewicz
Miejsca dla mniejszości w Polsce...
...NIE zależą od tego jaka to mniejszość. Tyle tylko, że inne mniejszości nie potrafiły tych przepisów wykorzystać.
A polskiej mniejszości w Niemczech NIE MA w sensie prawnym, tak samo jak nie ma mniejszości tureckiej, chociaz i POlacy i Turcy w Niemczech żyją (Turków chyba nawet więcej). Za mniejszość uznaje sie wspólnotę etniczną osiadła od dłuższego czasu (chyba 150 lat). W Niemczech za mniejszości uznawani sa Fryzowie i Łuźyczanie. Polacy i Turcy nie.
Niemcy w Polsce mieszkają od więcej niż 150 lat na Opolszczyźnie.
Więc idźmy po linii
Więc idźmy po linii interesów, a nie fobii. Co mogę powiedzieć więcej...zgadzam sie z panem...
Jest kilka "ale". Nasi
Jest kilka "ale".
Nasi politycy to w większości socjaliści - i ich stopień zrozumienia, że suwerenność obywatela wobec obywateli innego państwa wyraża się stanem konta w banku wynosi prawie zero.
Szczególnie, że znaczna część z nich nie praktykowała w biznesie.
Ponadto - nie jest dokładnie tak, że to przywódcy nadają ton zmianom - raczej strają się nadążać. W takim kontekście stan umysłów obywateli - i artykułowane oczekiwania są bardzo istotne.
- - - - - - - - - - - - - - - - - -
Zakładamy Prawicę RP (partię polityczną)
Z jednym dodatkiem:
tylko nie wiem, jak to sformalizować - polityków uczestniczących w akcjach typu "PE potępia Polskę za homofobię" wywalać na zbity pysk, z dożywotnim zakazem pełnienia funkcji publicznej powyżej wójta. Nie może być tak, że jeden z drugim pluje na własny kraj, a równocześnie bierze ze wspólnych pieniędzy pensję.
To mnie szczerze mówiąc wkurza najbardziej.
Konrad Banachewicz
prawicowość = konserwatyzm + liberalizm + antykomunizm
- - - - - - -
Zakładamy Prawicę RP (partię polityczną)
Konrad Banachewicz
Hammurabi nie jest potrzebny
Wystarczy prawo europejskie, którego RFN zobowiązała się przestrzegać. Wspomniane praktyki są z nim w oczywisty sposób sprzeczne i odpowiednie trybunały powinny to stwierdzić i zobowiązać RFN do ich zaprzestania. Tu "eurokołchoz" może pokazać swoje zalety.
Gdyby tak było, to wszyscy
Gdyby tak było, to wszyscy prawnicy umarliby z głodu.
- - - - - - - - - - - - - - - - - -
Zakładamy Prawicę RP (partię polityczną)
Panie indris...
Niemcy współtworzyły "pakt stabilizacyjny" czy jak tam się nazywa zestaw reguł dotyczących wymagań makro dot. euro (inflacja, deficyt etc). I co? I podobnie jak Francja łamią go regularnie, bimbając sobie na ustalenia. O ile się Pan założy, że sprawa w sądach zdechnie i żadnych ustaleń (w szczególności: dostosowania placówek do europejskiego prawa) nie będzie?
Konrad Banachewicz
prawicowość = konserwatyzm + liberalizm + antykomunizm
- - - - - - -
Zakładamy Prawicę RP (partię polityczną)
Konrad Banachewicz
Sprawa nie zdechnie
Będzie rozstrzygnieta, chociaż oczywiście nie wiem jak.
Tak
Ignacy
Ignacy
Lepiej by było...
...aby prawo było równe dla wszystkich, niż szlag miałby trafić Unię. Zgadzam się Panie Konradzie, w Polsce (na Śląsku i Opolszczyźnie również) powinien obowiązywać jeden język, Polski w szkołach i w urzędach.
Pozdrawiam :-)
Józef Brzozowski
P.S Myślę że w całej Unii powinni wprowadzić jeden, urzędowy język.
kaktusnadłoni
Dokładnie!
Choroba, dziwne jakieś czasy idą - przedtem co temat, tośmy się ścinali, a teraz coraz częściej się zgadzamy :)
Ale żeby nie było tak landrynkowo: nie bardzo wierzę w sukces Pańskiej hipotezy z ps., Panie Józefie. A wie Pan czemu? Bo czysta logika sugeruje angielski (najpowszechniejszy i najprostszy - w porównaniu z innymi), ale póki Francja ma tam coś do powiedzenia, nic z tego nie będzie. Już restytucja łaciny ma większe szanse. Co nie zmienia faktu, że to by faktycznie ułatwiło życie.
Konrad Banachewicz
prawicowość = konserwatyzm + liberalizm + antykomunizm
- - - - - - -
Zakładamy Prawicę RP (partię polityczną)
Konrad Banachewicz
Lacina?
Konrad Banachewicz
prawicowość = konserwatyzm + liberalizm + antykomunizm
Z ta cala lacinska gramatyka? To juz raczej Interlingua, ktora jest znacznie bardziej "user friendly".
Lacina zreszta byla jezykiem uniwersalnym tylko ze wzgledu na potege Rzymu, a pozniej Vatycanu, co mniej wiecej na jedno wychodzi. Pozniej na dworach europejskich "parlano" po francusku, teraz Ameryka narzuca swoj jezyk. To i tak male piwo w porownaniu z chinskim, ktory, mam nadzieje, nie stanie sie jezykiem swiatowym. Ale pewnosci miec nie mozna. >;-)
Poki co, odkurzam swoj francuski.
Rafal Poniecki
Ojej...
To sarkastyczne miało być: chodziło mi o to, że efektywne i proste rozwiązanie nie ma szans z uwagi na kompleks uwiędłego mocarstwa występujący w ostrej postaci u Francuzów. Prędzej łacina wróci, niż Francuzi zgodzą się na angielski jako język urzędowy.
pozdrawiam,
Konrad Banachewicz
prawicowość = konserwatyzm + liberalizm + antykomunizm
- - - - - - -
Zakładamy Prawicę RP (partię polityczną)
Konrad Banachewicz
Niech żyje Francja.
Myślę, że w Unii angielski nie powinien panować. Nie powinien też to być francuzki i niemiecki. Powinien być językiem wspólnym, Interlingua, Esperanto, tak, by każdy Europejczyk znał dwa języki - wspólny i narodowy.
Józef Brzozowski
kaktusnadłoni
A dlaczego nie gwara kaszubska?
Józef Brzozowski
Obawiam sie, ze zadne dyrektywy tutaj nie pomoga, chociaz euro-czynowniki z Brukseli chetnie by cos takiego zadekretowali.
O ile w takim Reichu, ktory jezykowo jest jednolity, mozna mniejszosciom utrudniac, czy zabraniac uzywania innych jezykow, to nie mozna tego zrobic z calymi narodami.
Jezyk jest do porozumiewania sie, a wiec ma ulatwiac zycie, a nie komplikowac je. Prosciej jest zatem nauczyc sie jezyka, ktory jest znany przez wielu, niz jezyka "uniwersalnego", ktorym nikt na codzien sie nie posluguje.
W takiej n.p. Kanadzie sa dwa urzedowe jezyki, ale o ile po angielsku mozna sie dogadac i w Quebecu (nie z kazdym), to ze znajomoscia tylko francuskiego poza Quebec'iem bedzie trudno.
Francuz, czy Niemiec, jesli musi sie nauczyc jakiegos obcego, wybierze angielski. Takie sa realia. A formalne przepisy moga doprowadzic co najwyzej do sytuacji, jaka miala miejsce dosc dawno temu. W ONZ byly prowadzone rozmowy miedzy NRD i RFN, a z ramienia ONZ tez byl Niemiec. A ze oficjalnym jezykiem ONZ nie byl niemiecki, to jeden wybral angielski, drugi francuski, a trzeci rosyjski. No i trzech Szwabow rozmawialo ze soba przez tlumaczy.
Glupota ludzka naprawde jest nieograniczona.
Rafal Poniecki
Panie Rafale.
Reich, jest mniej jednolity językowo niż Polska, lecz język oficjalny, nauczany w szkołach jest jeden.
W Kanaddzie, być może też jest problem z porozumiewaniem się, lecz mówimy o Unii Europejskiej, by trzech Niemców (i nie tylko) rozmawiało ze sobą bez tłumaczy.
A co do głupoty to się zgadzam. Niekiedy bywało, że Polski polityk mówił, a to co powiedział, trzeba było przetłumaczyć.
Pozdrawiam :-)
Józef Brzozowski
kaktusnadłoni
Niemcy zawsze tacy sami
Pomimo zmiany szyldów, III Rzesza na RFN a teraz na UE, Niemcy zawsze przekonani są o swojej wyższości. Ten swój niemiecki rasizm (właściwie etnizm) różnie nazywają. Kiedyś był to nazizm dziś tolerancja. Różne nazwy jedna idea, jedna barbarzyńska bizantyjska (w ujęciu konecznego cywilizacja). Niemcy zawsze będą nas traktować jak śmieci. Nie wolno im się dawać, bo rozumieją tylko siłę.
Doprawdy zastanawiam się
Doprawdy zastanawiam się dlaczego ludzie prawicy w tym kraju obierają sobie w zakresie rozumienia geopolityki Władysława Gomułkę za autorytet...
Z w sumie niewiele znaczącego epizodu robi się wielki skandal. Jak tym krzywdzonym Polakom w BDR jest tak źle, to po co oni tam jeszcze siedzą? I od razu z grubej rury o Hitlerze...Co to ma do rzeczy?!?!
Panie Bodakowski... jeżeli dla Pana bizantyjski idzie w parze z "barbarzyńskim" to nie dziw się Pan, że nikt tych pańskich wypocin drukować nie chce... Śmiesznie to trochę wygląda, w końcu greckie Bizancjum -w zasadzie antyczne- jest NIECO starsze i ma większy dorobek kulturowy niż Polska. Wiec akurat śmieszy, że pan sugeruje "barbarzyńskość"... Ja jestem łacinnikiem i odrzucam koncepcje bizantyjskie, ale daleko mi do pańskiej ignorancji. To w końcu wielka cywilizacja, mająca korzenie w świecie antycznym! Bizantyjskość możemy odnieść do Prus, do Niemiec jako całość już nie. To moja opinia.
O Niemcach rzekomo nienawidzących Polaków nie dyskutuję, bo pan nie ma pojęcia o czym pisze. Za dużo przebywa pan w mieście. Radzę wycieczkę na wieś w celu zaczerpnięcia świeżego powietrza.
pozdrawiam.
Jaki autorytet? Gdzie Pan
Jaki autorytet? Gdzie Pan się powoływania na Gnoma doczytał?
Konrad Banachewicz
prawicowość = konserwatyzm + liberalizm + antykomunizm
- - - - - - -
Zakładamy Prawicę RP (partię polityczną)
Konrad Banachewicz
Między wierszami.
Między wierszami.
Aaaa...
Telepata, musi :)
Konrad Banachewicz
prawicowość = konserwatyzm + liberalizm + antykomunizm
- - - - - - -
Zakładamy Prawicę RP (partię polityczną)
Konrad Banachewicz
A więc
Po wszechświatowej katastrofie chemiczno-biologiczno-nuklearnej na całym globie przy życiu zostali tylko Władysław Gomułka i dwie zakonnice. Zakonnice bardzo poważnie podeszły do imperatywu "macie zaludnić Ziemię". Nie miały innego wyjścia niż zwrócić się do I sekretarza o pomoc. Z odpowiedzi dowiedziały się, że: "Chętnie wam, siostrzyczki, pomogę rozmnożyć się, ale musicie najpierw uznać NRD".
No po co?
I tutaj jest pies pogrzebany.
Od porzadnego rzadu mozna i nalezalo by oczekiwac, ze zajmie zdecydowane stanowisko. W koncu nie idzie tu o Polakow, ktorzy zrzekli sie polskiego obywatelstwa, ale o ciagle polskich obywateli. Ale, jaki jest ten polski rzad, kazdy widzi.
Nawet z wiezienia ludzie probuja uciekac. Tym bardziej nalezy wyjechac z kraju, w ktorym komus jest zle. Gdziekolwiek.
Jedna z moich znajomych, Polka, do Kanady przyjechala z Niemiec. Dlaczego? Wlasnie dlatego! Prace miala, jezyk opanowany, ale ciagle dawano jej do zrozumienia, ze jest kims obcym, gorszym.
Rafal Poniecki
Ja sie do tej
Ja sie do tej antyniemieckiej nagonki nie przylacze. Ileż można? Chore szczucie. Może pan K. Zagozda to jakoś wytłumaczy.
Nie do końca
1. Nie domagają się czegoś ponadto, ekstra, a tego, co im się należy już teraz.
2. Wyjechać, dobrze. Ale bez dzieci?
3. Polska polityka zagraniczna nigdy nie była silną stroną. Nawet ze prof. Geremka ;-)
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wielce rad jestem z faktu,
Wielce rad jestem z faktu, że Pana Pawał Bała właśnie mnie prosi o wykładnię zagadnień, których sam nijak pojąć nie może. Jako że kilka lat praktykowałem w zawodzie nauczycielskim, cykl korepetycji, czy raczej zajęć wyrównawczych (to te dla słabszych uczniów) poprowadzę z dużym sentymentem.
Na początek, by zorientować się w możliwościach analitycznych podopiecznego, proponuję mu zmierzenie się z aktualnym problemem, który pokrótce streszczę:
Bawarskie Ministerstwo Edukacji i Kultury po raz kolejny organizuje konkurs dla dzieci i młodzieży na temat wschodnich sąsiadów Niemiec. Tym razem motywem przewodnim jest ŚLĄSK, a tytuł konkursu to "W poszukiwaniu śląskiego Królestwa Niebieskiego" (http://www.oestlichenachbarn.bayern.de).
Problem: Jak Pan, Panie Pawle, oceni z punktu widzenia interesów RP (Rzeczpospolita Polska - gdyby ktoś zapomniał), że jednym z pięciu tematów do zadania kreatywnego (przygotowanie reportażu, prezentacji, filmu, etc) dla najstarszej kategorii wiekowej jest działalność Ruchu Autonomii Śląska na Górnym Śląsku???
Czas start!
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
Cieszę się, że sprawiłem
Cieszę się, że sprawiłem Panu radość. Sam praktykuję nauczanie, co prawda na uczelni wyższej i zajęć wyrównawczych nie prowadziłem w przeciwieństwie do Pana, ale może dam radę nadążyć za błyskotliwymi wywodami.
List Pana ministra Schneider'a przeczytałem, aczkolwiek tutaj już za Panem nie nadążam - cóż tam było takiego oburzającego? W Polsce nie organizuje się konkursów typu "Lwów moje miasto", czy "Kresy, utracona ojczyzna"?
Działalność RAŚ oceniam oczywiście negatywnie, w gruncie rzeczy Gorzelik i jego ekipa mnie śmieszą, aczkolwiek jeżeli z tak malutkiego zdarzenia (teraz pisze o bawarskim konkursie) chce Pan wnioskować o całości stosunków polsko-niemieckich to chyba doprowadzi Pan do mojego kalectwa a nie edukacji. Kalectwa bo mi ze śmiechu dyski z kregosłupa wypadną:)
Jak już faktycznie chce Pan coś bulwersującego przeczytać to proszę (Ukrainców i całego tego syfu wschodniego to nie lubię, więc tu pewnie byśmy się dogadali:):
Światowy Kongres Ukraińców żąda od Polski przeprosin i odszkodowania za akcję "Wisła". Organizacja zajmuje się koordynacją działań stowarzyszeń ukraińskich na całym świecie.
Światowy Kongres Ukraińców zwrócił się do Rady Europy, OBWE, Unii Europejskiej, a także ONZ.
Chce, aby te organizacje zmusiły Polskę do przeproszenia za wysiedlenie Ukraińców po II wojnie światowej, a także wypłacenia im odszkodowania za doznane krzywdy. Kongres zwrócił się także w oddzielnym liście do prezydenta Wiktora Juszczenki, aby poruszył tę kwestię w rozmowach polsko-ukraińskich.
Jeżeli śmieszy Pana to,
Jeżeli śmieszy Pana to, że niemieckie dzieci mają dorastać w przekonaniu o "słusznej walce śląskich autonomistów", to zaczynam wątpić, co do Pańskiej obiektywności i politycznej roztropności.
A właśnie ta polityczna roztropność nigdy nie pozwoli mi nazwać Ukraińców "syfem". Traktuję to jako Pańską prowokację. Zwracam się zatem do Administratora o stanowczą interwencję!
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
A ja, bliżej roku 80, niz
A ja, bliżej roku 80, niz 45, dorastałem w przekonaniu, że Wilno i Lwów to polskie miasta. I z tego tytułu nie czuję się wcale zaborcą ...Juz widzę, jak niemieckie dzieci z wypiekami na twarzy zaczytują się materiałami propagandowymi śląskich autonomistów...i jak ślubują oddać życie za Śląsk...
Sławku, niczego z tego nie
Sławku, niczego z tego nie zrozumiałeś!
Nie odbieram Niemcom prawa do romantycznych nostalgii.
Ale mam prawo, jako Polak, te nostalgie czujnie obserwować. Zbyt łatwo mogą one przemienić się w czyn (vide: historia).
A swoją drogą wspieranie Ruchu Autonomii Śląska nie ma nic z tą romantyczną nostalgią wspólnego.
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
O jakich czynach pan mówi?
O jakich czynach pan mówi? W kontekście dzisiejszej i jutrzejszej Europy? Co nam mogą zabrać? Na co dybią? Na kopalnie...? Czy na tereny targowe?
Ręce opadają. Krzysztof
Ręce opadają.
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
Ależ proszę się nie
Ależ proszę się nie poddawać, proszę dalej czujnie obserwować te ruchy na Ślasku i proszę nawet nie patrzyć na nic innego, co by mogło mogło dac panu jakieś większe pojęcie o pryncypiach i stylu życia ludzi współczesnej Europy. Więc tylko proszę się nie wychylać za bardzo z okopów, bo jeszcze uderzy pana w głowę jakis skrawek prawdziwego życia...
I znów Sławku nie
I znów Sławku nie zrozumiałeś. Ręce opadają podczas zapoznawania się z Twoimi postami :)
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
To już kolejny co nie jest
To już kolejny co nie jest w stanie Pana zrozumieć:) A ręce opadają i opadają :):):)
No to wreszcie znalazł Pan
No to wreszcie znalazł Pan kolegę. Będę mógł zogranizować zbiorowe zajęcia wyrównawcze. Choćby z ortografii. Notorycznie popełnia Pan te same błędy w pisownii, na które już zwracałem Panu uwagę, Panie nauczycielu akademicki... :)
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
Wie pan, np. panu mozna
Wie pan, np. panu mozna czynić zarzut, że wbrew przyjętym zasadom pisze pan słowo "pan" z dużej litery:) Oczywiście wyszukiwanie literówek u przeciwników to jakaś metoda na dysputę. W zasadzie najlepsza w sytuacji gdy już nic konkretnego nie można powiedzieć.
Chociaż z drugiej strony to najlepiej będzie jak pan zacznie nauczać tej ortografii, gdyż z bardziej skomplikowaną tematyką raczej sobie pan nie radzi. Jak widać "uświadamianie" narodowe i wykłady z geopolityki efektów nie dały, to może faktycznie z tym językiem polskim będzie lepiej????
Panie Pawle Szanowny! Wbrew
Panie Pawle Szanowny!
Wbrew pozorom wielce sobie Pana cenię. Rzecz jasna nie za poglądy i poziom wiedzy, ale za aktywność. Mając na względzie, że spod Pańskiej ręki uparcie wychodzą myślowe, ale i ortograficzne bohomazy, utrwalane sobie potem przez nie do końca wyrobionych czytelników, raz po raz apeluję do Pana o wstrzemięźliwość.
Zalecałbym przede wszystkim dokładne zapoznanie materii, w której ma Pan ambicję się poruszać. Najlepszym dowodem na taką potrzebę jest Pański powyższy post. Wyliczę:
1. Co do pisowni "Pan" - proponuję sięgnąć po naukę przystępnie wyjaśnioną nawet laikom na: http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629419
2. Błąd ortograficzny popełniany notorycznie nie jest literówką, ale utrwalonym odstępstwem od zasad poprawnej pisowni (proszę mi wierzyć, że uparte pisanie przez Pana wyrazu "na pewno" w wariancie łącznym nie przydaje Panu powagi).
Co do skuteczności moich zabiegów o świadomość geopolityczną Polaków: Pan i Pańscy niemieccy przyjaciele nie powinni spać spokojnie.
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
"Wielką literą piszemy
"Wielką literą piszemy nazwy osób, do których się zwracamy w listach prywatnych i oficjalnych oraz urzędowych podaniach, a także nazwy osób bliskich adresatowi lub piszącemu. Pisownia wielką literą obejmuje również przymiotniki i zaimki, które się odnoszą do tych nazw osób.
Nazwy osób trzecich, jeśli te osoby są bliskie nam lub osobie, do której się zwracamy, także możemy wyróżnić wielką literą"
Jestem panu aż tak bliski, czy też może oficjalne listy pan do mnie pisze?:)))
Panie Krzysztofie utraciłem już siłę i ochotę do dalszej pyskówki. Toteż zawieszam dyskusję w odp. wątku i zakresie, która nie służy niczemu.
Co do skuteczności pańskich działań to oceniam je trochę pod kątem pańskiej irracjonalnej fascynacji osobą RGiertycha i LPR. Oczywiście nie tylko - równie ważne są pańskie wpisy(w których to jak rozumiem prezentuje pan "fachową wiedzę" - tak w sumie to zawsze byłem ciekaw kim pan jest z wykształcenia, to akurat bez uszczypliwości). Nie wiem jak "niemieccy przyjaciele", aczkolwiek ja śpię całkiem spokojnie, gdyż wynik Waszych działań jest praktycznie znany:)
Życie rozsądziło panie Krzysztofie, a Wy niestety usilnie polemizować chcecie z rzeczywistością. Panskie poirytowanie i frustrację rozumiem, aczkolwiek proszę się nie poddawać.
1. Jest Pan przezabawny. Sam
1. Jest Pan przezabawny. Sam Pan cytuje, że "wielką literą piszemy nazwy osób, do których się zwracamy w listach prywatnych i oficjalnych", a post na forum dyskusyjnym jest niczym innym, jak listem (oficjalnym czy prywatnym - wedle uznania).
2. Wyjaśniam Panu różnicę między literówkami, a błędami ortograficznymi - a Pan to nazywa "pyskówką".
3. W niniejszym wątku sam mnie Pan "wywołał do tablicy", a teraz, gdy traci Pan grunt pod nogami, "zawiesza dyskusję".
3. Co do fascynacji - jej obiektem jest moja żona. Poza tym jestem katolikiem i Polakiem.
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
Panie Krzysztofie, prosze
Panie Krzysztofie, prosze sie zdobyc na wyrozumienie dla mnie, wynarodowionego tak skutecznie, że nie umiem już myslec tymi szczytnymi kategoriami, które pan - w narodowej sztafecie - przenosi w stanie nietkniętym ( swieżą myślą?) przez całe stulecia...Dla mnie silna Polska i dla pana to pewnie dwie różne sprawy. Panu potrzebny jest Śląsk, jako symbol "odwiecznej" polskości tych ziem, jako terytorium...Dla mnie Ślask potzrebny jest jedynie po to, by przekładał się potencjalnie, a najlepiej realnie na pomyslność i zamoznośc jego mieszkańców, jako silny wielokulturowy region w granicach naszego państwa. Cynicznie oceniam, że nikt nam tego Śląska siłą nie wyrwie, nie odbierze. A najlepszą formą autonomii dla kazdego regionu jest samorządność, dająca zrówno poczucie wspólnotowosci, jak i pozwalająca kształtowac własną odpowiedzialność za rozwój...Rozwijajmy zamiast zwijac samorzadnośc, to i problem autonomii wyraźnie starci na ostrości...A czy tam będą mieszkać, pracować i się zrzeszać Niemcy, Polacy, czy Ślązacy, a może jeszcze Inni, to jakie to ma znaczenie? Ja nawet dopuszczam taką desperacką myśl, że na tym Śląsku to juz dziś pewnie nawet jakieś geje azjatyckie żyją...
Dlaczego co chwila dokonuje
Dlaczego co chwila dokonuje Pan zmian w swoim poscie, Panie Sławku?
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
No...
Pracuję nad sobą...
Kciuki trzymam... Krzysztof
Kciuki trzymam...
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
NIe jestem przekonany
NIe jestem przekonany całkowicie co do wspierania RAŚ. W końcu narodowość śląska uszczupla stan posiadania mniejszości niemieckiej (w spisie powszechnym są już na 2 miejscu), a to znów niesie z sobą ryzyko osłabienia pozycji.
Podziwiam jednak pański upór i wytrwałość w przestrzeganiu młodzi przed teutońskim zagrożeniem. Obrazek jak z XIX wieku, gdzie działacze endeccy jeździli po wsiach podlaskich i uświadamiali chłopów narodowo (swoją drogą wmówić im, że Moskal to sojusznik, a Niemiec, którego pewnie chłopi nigdy na oczy nie widzieli, to bandyta łatwo napewno nie było:) Łza się w oku kręci:)
Wyraziłem się
Wyraziłem się nieprecyzyjnie. Tzn pan nieprecyzyjnie zrozumiał. Napisałem "wschodniego syfu". Mianem "syfu" określam tamtejsze, nazwijmy to, uwarunkowania administracyjne i infrastrukturalno-higieniczne.
Kończ waść
Cały czas brnie Pan w tej nieprecyzyjności. Czas z tym skończyć. Po męsku.
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
No niestety - Panu coś
No niestety - Panu coś wytłumaczyć łatwo nie jest. Przyznaje.
Jakies niestworzone rzeczy
Jakies niestworzone rzeczy pan opowiada...żeby Polacy za cos odpowiadali? Przecież my co najwyzej tylko egzekwowalismy na innych narodach swoje tymczasowowo niezbywalne prawa...Co innego Niemcy, czy Ukraińcy i inna swołocz, która nas przesladowała...Swoja drogą, dlaczego nikt w Sejmie nie rozliczył jeszcze II Rzeczypospolitej, za tę łatwość, z jaką wplatała nas w smiertelny konflikt z Niemcami.
Ilu było wsród ówczesnych dostojników, kręgów przemysłowych, dziennikarzy i księży szpiegów niemieckich i rosyjskich? Niech Macierewicz przedstawi jakiś raport. I czemu nieprzygotowani, podjęliśmy działania zbrojne, narażając naród na eksterminację?
Nie wydaje mi się, aby ostatnie słowo zostało tu juz powiedziane...
~
Może nie "każdemu kto puka, będzie otworzone", ale trzeba próbować:
http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowA...
Pozdrawiam Autora :)
Poczytajcie "Ziemia gromadzi prochy".... ;-))
Tam to dopiero jest jazda... ;-)) Ale uwaga! Wydania różnią się trochę treścią... ;-)) Za posiadanie tej książki za Hitlera groziła kula w łeb!
moje dziecko uzane za dyskryminowane
Dzisiaj przedstawiciel Komisji Europejskiej jednoznacznie uznał, że polskie dzieci są dyskryminowane.
Beata Pokrzeptowicz-Meyer
Beata Monika Pokrzeptowicz-Meyer
pierwsze koty za płoty :)
teraz pozostaje życzyć Pani i innym Polakom podobnie traktowanym, by rząd BRD uznał to orzeczenie i przyjrzał się działalności Jugendamtów.
Powodzenia Pani Beato :)
Po prostu widać, że z dobrego serca tyle Pani wysłała :)
Przyłącząm się do gratulacji i życzę powodzenia dalej. Pani i innym osobom.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Nie tylko chodzi o dzieci,
Nie tylko chodzi o dzieci, bardziej nawet o ich rodziców...A zatem niech żyje Komisja Europejska, natomiast nie słyszałem by w tej sprawie zabrał głos premier czy własciwy nasz minister. I nie po to, by sie uzalić nad germanizacją, tylko powiedzieć, jakie kroki w tej sprawie juz zrobił, a jakie są spodziewane....
Dyskryminacja (wynaradawianie) dzieci polskich w RFN- mój synek!
Wczoraj, dnia 30.01.2007 Komisja Europejska rozpatrywała moją petycję (oraz petycje innych polskich rodziców) w sprawie dyskryminowania dzieci i rodziców polskich przez niemieckie urzędy, które wydają dzieciom zakazy pielęgnowania naturalnej dwujęzyczności (konkretnie j. polskiego) w celu zniszczenia więzi z polskim rodzicem, jego kulturą, ojczyzną i rodziną – jako że, więź ta budowana była na bazie języka.
Po moim wystąpieniu (i pana Kraszewskiego) było ogromne poruszenia na sali, ponieważ – tak jak to zwykle bywa – wszyscy słuchając relacji dyskryminowanych rodziców po prostu nie mogą uwierzyć, że procedury zakazywania dzieciom (i rodzicom) własnego języka, karanie ich za używanie polskiego (oraz obstawanie przy j. polskim) oraz przy nauce dziecka j. polskiego – skoro zakazana jest dziecku też obywatelowi polskiemu) naturalna dwujęzyczność – są w dziejszych nowoczesnych Niemczech nie tylko prawdziwe, ale w ogóle możliwe!
Ale właśnie na tym to polega!!!
Wszystko odbywa się w ciszy „urzędowych” pomieszczeń, gdzie w intymnej atmosferze, bez (niepotrzebnych) świadków, i gdzie pokorni rodzice zrobią wszystko aby korzystnie wypaść w oczach tych politycznych „urzędników” – wybieranych przez lokalnych polityków i nie podlegających żadnemu ministerstwu, żadnemu kuratorium, żadnemu innemu urzędowi ani żadnej innej instytucji nadającej wytyczne pedagogiczne, gdyż rodzice ci dobrze wiedzą, kto tak naprawdę decyduje, czy mają oni w ogóle prawo do widywania, wychowywania itd. własnych dzieci.
Zdają sobie oni również sprawę, że „urzędy” te mogą zrobić z ich dziećmi wszystko, oczywiście bez wyroku sądowego – jeżeli politykowi z takiego urzędu nie spodoba się linia wychowania dziecka, lub jeżeli metody wychowawcze takiego rodzica odbiegają od jedynie słusznego wyobrażenia o właściwym wychowaniu dzieci takiego lokalnego polityka, który tak jak to jest (i było kilkakrotnie w moim przypadku) wydał o mnie urzędową opinię – nigdy ze mną nie rozmawiając i nigdy mnie nie widząc.
Opinię tą wolno mi było obejrzeć po wydaniu postanowienia sądu zakazującego mmi kontakty z wychowywanym przeze mnie przez 5 lat samotnie i dwujęzycznie dzieckiem, które obecnie ma zakaz dwujęzyczności oraz dodatkowo zakaz nauki polskiego w szkole.
Fakty te wywołały szok i oburzenie wielu nieniemieckich eurodeputowanych, którzy spontanicznie podchodzili do mnie i podawali mi rękę na znak solidarności przy moim obstawaniu przy naturalnej dwujęzyczności mojego synka i przy nauce j. polskiego.
Byłam bardzo wzruszona tam gestem i chciałabym chociaż w tym miejscu serdecznie podziękować tym nieznanym mi eurodeputowanym oraz wszystkim polskim posłom, którzy odważyli się poruszyć tę sprawę na forum europejskim lub mnie wesprzeć i w ten sposób narazić się wielu osobom, którym przeszkadza taki sposób pracowania nad prawdziwie partnerską współpracą polsko-niemiecką.
Również poproszony o zajęcie oficjalnego stanowiska referent Komisji Europejskiej z Dyrekcji ds. Praw Podstawowych (Prawa, Sprawiedliwości i Bezpieczeństwa) nie mógł ukryć swojej oburzenia rekcji przy wyliczaniu przez siebie litanii łamanych przez niemieckie Jugendamty artykułów i paragrafów różnych ustaw, i konwencji, przede wszystkim Konwencji Praw Człowieka oraz Praw Dziecka.
Po raz pierwszy usłyszałam od urzędnika, że mam rację!!!!!!!!!!!!!!!!!
Po raz pierwszy usłyszałam od urzędnika, że moje dziecko jest dyskryminowane!
Po raz pierwszy usłyszałam od urzędnika, że to jest bezprawie!
Żaden niemiecki dziennikarz nie zgodził się na opisanie w/w proceder stosowanych przez Jugendamt – po tym, jak dowiedział się, że nie jest to pojedynczy przypadek.
W swoich „zbiorach” mam wiele listów pisanych do polityków niemieckich, którzy najczęściej mi nie odpisują. Jednak wszystkich swoją bezczelnością zdecydowanie przebija pełnomocnik niemieckiego rządu ds. polityki praw człowieka, pan Günter Nooke który odpisuje mi, że 1) z ramienia rządu RFN on zajmuje się sprawami łamania praw człowieka na całym świecie, tylko nie w RFN oraz, że 2) mojej skargi nikomu (do żadnej innej instytucji) nie przekazał, bo nie ma ona żadnych szans na powodzenie.
Pani prof. dr G. Schwan - Koordynator Rządu Republiki Federalnej Niemiec ds. Niemiecko-Polskiej Współpracy Przygranicznej i Społecznej zastosowała inny trik – i potraktowała mnie jako jedyny przypadek – mimo, że wysłałam jej dokumenty innych rodziców i stwierdziła, że skoro zakazy wydają niezależne Jugendamty i sądy, to są one słuszne!
Bez komentarza – jest to najlepszy dowód na troskę rzędu RFN o dobrosąsiedzkie stosunki z Polską.
Nie ma tu miejsca, żeby wymieniać całej „mojej” listy niemieckich polityków – którzy bardzo dobrze znają sprawę wynaradawiania dzieci polskich.
Ponadto mam już 3 wyroki Trybunału Konstytucyjnego RFN, który nie przyjął mi żadnej sprawy (Trybunał ten w każdym z tych 3 postanowień nie podał, dlaczego nie przyjął moich 3 skarg – bo nie musi podawać).
Czas biegnie..... Czas, czas, czas...
Moje dziecko ma urzędowe nakazy ogłupiania go przez zakaz (naturalnej) dwujęzyczności oraz zakaz nauki polskiego i mówienia po polsku.
Czy Parlament Europejski zdąży z ingerencją, zanim mój dziś 7-letni synek skończy 18 lat, a mną zajmą się psychiatrzy – tak jak sobie życzy pani (Diplomsozialarbeiterin), Noe, dyplomowany pracownik socjalny Jugendamtu, która nigdy mnie nie widziała i nigdy ze mną nie rozmawiała, a wydała taką – oczywiście urzędową i dla niemieckiego sądu prawomocną) diagnozę.
Komornik już się mną zajął, mimo, że płacę alimenty na dziecko, które nie widuję, bo muszę ponieść koszty spraw sądowych, m.in. zapłacić za diagnozę pani Noe.
Chętnie oddam do dyspozycji wszystkie moje dokumenty!!!
Proszę się do mnie zgłaszać!!
O tym musi dowiedzieć się cały świat!!!!
Beata Monika Pokrzeptowicz-Meyer
lektorka j. polskiego
Tłumacz Przysięgły j. niemieckiego
Universität Bielefeld
Fakultät für Linguistik und Literaturwissenschaft
Postfach 10 01 31
33501 Bielefeld
Tel.: 0049 521 106 3610
Tel. kom. 0049 162 3393 843
Stowarzyszenie Polskie
Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci
Beata Monika Pokrzeptowicz-Meyer
Szanowna Pani...
Wyrazy uznania za determinację i najlepsze życzenia na dalszą drogę...
Wyobrażam sobie, że matczyne serce musi w tej chwili przepełniać przede wszystkim ulga, że głos Pani oraz innych matek/ojców, będących w podobnej sytuacji przedarł się w końcu przez technokratyczne korytarze.
Życzę szczęścia i zdrowia, także dla Pani dzieciaczka :)
ps. przykre, że tak ważki wątek zakłócają "kogucie" potyczki leksykalno-ortograficzne niektórych dyskutantów...
Dlaczego w końcu? W ciagu
Dlaczego w końcu? W ciagu jednego dwóch dni od nagłosnienia tej sprawy...takie odniosłem wrazenie...Przykre jest to, że nie stały za tym oficjalne działania naszych władz, a tylko siła mediów w połaczeniu ze zrozumiałą desperacją zainteresowanych...
Europa zajęła się petycja polskich obywateli, jakos wczesniej nie słyszałem, by polski rząd cokolwiek chciał uczynic w tej sprawie...
Jeszcze jeden powód, by miec więcej zaufania do mechanizmów europejskch, niz naszej własnej siły przebicia...
Ciekawa sprawa
Czy rząd coś zrobił, co na to MSZ, Amabasada w Berlinie, eksperci od współpracy polsko-niemieckiej. Polityka anty- jest łatwiejsza do prowadzenia.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
~
Europa zajęła się petycja polskich obywateli, jakos wczesniej nie słyszałem, by polski rząd cokolwiek chciał uczynic w tej sprawie...
Widzę, że Pan ma pewność, że osoby dotknięte omawianym problemem nie miały żadnego wsparcia ze strony polskiego rządu. Ma Pan tę pewność na podstawie tego, że jakoś wcześniej o tym nie słyszał. Ja takiej pewności nie mam, więc nie wyrokuję.
Swoją drogą, Pani Beata Pokrzepowicz-Meyer napisała w tym wątku:
Byłam bardzo wzruszona tam gestem i chciałabym chociaż w tym miejscu serdecznie podziękować tym nieznanym mi eurodeputowanym oraz wszystkim polskim posłom, którzy odważyli się poruszyć tę sprawę na forum europejskim lub mnie wesprzeć i w ten sposób narazić się wielu osobom, którym przeszkadza taki sposób pracowania nad prawdziwie partnerską współpracą polsko-niemiecką.
Chętnie poznałabym personalia tych polskich posłów...
Tymczasem głos minister Fotygi:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,389...
podpis
Wyobrażam sobie, że matczyne serce musi w tej chwili przepełniać przede wszystkim ulga, że głos Pani oraz innych matek/ojców, będących w podobnej sytuacji przedarł się w końcu przez technokratyczne korytarze.
Życzę szczęścia i zdrowia, także dla Pani dzieciaczka :)
ps. przykre, że tak ważki wątek zakłócają "kogucie" potyczki leksykalno-ortograficzne niektórych dyskutantów...
pozdrawiam obie Panie
TBM
Zgadzam się w pełni z tą
Zgadzam się w pełni z tą uwagą, która, niestety, dotyczyła między innymi mnie. Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że zostałem "wywołany do tablicy" przez Pawła Bała. Napisał on: "Ja sie do tej antyniemieckiej nagonki nie przylacze. Ileż można? Chore szczucie. Może pan K. Zagozda to jakoś wytłumaczy".
No, a potem jakoś się to potoczyło...
Przepraszam autora wątku, jego bohaterów i dyskutantów.
Krzysztof Zagozda
www.narodowy.eblog.pl
Krzysztof Zagozda
rzecznik Stowarzyszenia Unum Principium
Słyszała Pani "to" po raz pierwszy,
bo im się to zaczęło opłacać... Trochę realizmu...
pANU pAWLOWI B nie da sie juz pomoc !!!
Z Niemcami nalezy postepowac wg. zasady: OKO ZA OKO, ZAB ZA ZAB
wtedy jest cacy, i maja cie za kogos.
Druga prawda o Niemcach- NIE LUBIA ZADNYCH OBCOKRAJOWCOW, a dwoch nacji sie boja- ROSJAN i AMERYKANOW, i na swoj sposob ich szanuja.
HOW-powiedzialem
andrzej55
andrzej55
NEMO: ME: IMPUNE: LACESSIT
Popieram
.
Wizyta w MSZ
Beata Pokrzeptowicz-Meyer
Wizyta w MSZ
W czwartek, dnia 02.02.2007 o godzinie 15:00 ja wraz z innymi poszkodowanymi rodzicami zostaliśmy przyjęci przez Panią minister Annę Fotygę – był też obecny Pan prof. Muszyński oraz inni urzędnicy ministerstwa – m.in. dyrektorzy poszczególnych gabinetów.
Pani minister poświęciła nam ponad 2 godziny, głównie słuchając nas – sama już wiele doświadczyłam, ale relacje z upokarzania i zastraszania dzieci (oraz rodziców) przypominały mi filmy o okupacji.
Były to mrożące krew w żyłach historie!
Ja sama zdałam relację z moich kontaktów i niemieckimi politykami, którzy konsekwentnie unikają tego tematu i udawają, że problemu nie ma, bo o nim nie słyszeli. Jest to zrozumiałe, bo wszystko dzieje się w zaciszu sal przyjęć Jugendamtów, bez świadków.
A obecnie Jugedamty są tak pewne swojej bezkarności, że nawet pisząc do polskich konsulów – tak jak to jest w moim przypadku – twierdzą, że obstawanie przy nauce j. polskiego dla dzieci polskich jest absurdalne!
Zdałam relacje, jakich polityków informowałam o urzędowych zakazach używania i nauki j. polskiego oraz wspomniałam też o moim wystąpieniu na forum dyskusyjnym dnia 14.11.2007 (Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Niemczech, Berlin) dotyczącego przyszłości Trójkąta Weimarskiego, gdzie obecni byli m.in. ambasadorzy Polski i Francji (Pan dr Marek Prawda i Pan Claude Martin) oraz politycy niemieccy: sekretarz stanu niemieckiego MSZ, Pan Georg Boomgarden, pani prof. Rita Süssmüth, pani dr. Angelica Schwall – Düren, pan prof. Dieter Bingen i gdzie zwróciłam się z apelem o potępienie takowych zakazów oraz interwencję.
W MSZ wysłuchano naszych relacji oraz obiecano zajęcie się naszymi sprawami. Podobno zostały też podjęte konkretne działania. To dla nas bardzo pozytywny znak.
Obawiam sią jednak, że dojdzie do utworzenia niemiecko-polskiej komisji mediacyjnej – tak jak to było z rodzicami francuskimi. Członkowie tej komisji przez długi okres czasu zajmowali się (odpłatnie) problemami urzędowych zakazów kontaktów francuskich rodziców ze swoimi dziećmi (ze związków z niemieckimi partnerami), po czym – tak jak mi to potwierdziła pani dr. Schwall–Düren – komisja ta rozwiązała się nie tylko nie znajdując rozwiązania problemu, (co tylko przede wszystkim zacementowało ten patologiczny stan) i pogorszyło tylko sytuację dyskryminowanych dzieci i rodziców.
Boję się, że „rozmowy” ze stroną niemiecką - jawnie i bezprawnie (wbrew bilateralnym i międzynarodowym umowom) stosującą urzędowe zakazy polskiego i poprzez zakaz dwujęzyczności (konkretnie j. polskiego) urzędowo ogłupiającą nasze do tej pory dwujęzyczne dzieci opóźni rozwiązanie problemu, a ja zobaczę moje dziecko, gdy skoćczy 18 lat – jeśli wogóle będę umiała mu wytłumaczyć, że chciałam nie tylko je widywać ale codzinnie mieć czas dla niego.
Podsumowując – zostaliśmy z zainteresowaniem wysłuchani, potwierdzono, że problem dyskryminycji dzieci i rodziców istnieje, pierwszy krok został zrobiony – teraz z niecierpliwością czekamy, co dalej???
Czas biegnie...
Synku, ja mam dla Ciebie czas! Nie musisz cały dzień być pod obcą opieką i słuchać, że Twoja matka jest nienormalna i niedobra!
Nie wierz, że twój język - j. polski jest czymś gorszym i że przez to Ty jesteś gorszy lub Twoja matka jest człowiekiem gorszej kategorii.
Ja robię wszystko, żeby do Ciebie dotrzeć!
Czy możesz na mnie poczekać???
Beata Monika Pokrzeptowicz-Meyer
Tłumacz Przysięgły j. niemieckiego
Lektorka j. polskiego/ Uniwersytet Bielefeld/Niemcy
E-Mail: beata.pokrzeptowicz@uni-bielefeld.de
Tel.: 0049 (521) 106 3610 służb.
Tel. (kom.): 0049 (162) 3393843
Beata Monika Pokrzeptowicz-Meyer