Szukaj na PNWydarzeniaGorące tematyZaloguj sięnowedyskutowane 2008
Ile? |
Gazeta Wyborcza. Początki i okolice
wt, 2006-12-26 20:22 | Wojciech-Maltan
Autor, jako osoba związana stosunkiem pracy, ale też i osobistymi przekonaniami z początkami budowy pierwszego rzeczywiście niezależnego medium, ma informacje z pierwszej ręki, wraz z nim sięgamy ad fontes, czyli do fundamentów Imperium Gazety. Dostajemy do rąk chronologiczną historię powstawania najbardziej opiniotwórczego medium na polskim rynku prasowym - Gazeta Wyborcza. Początki i okolice. III wydanie, a mówi się już o IV. Stanisław Remuszko obserwował tą rozbudowę od wewnątrz, uczestniczył w niej. Z czasem narastało w nim przekonanie, że pewne tematy stają się niewygodne, a inne znowuż nadto eksponowane. Poglądy pewnej części opozycji i informacje jej dotyczące nie ukazywały się na łamach gazety. Próbując zmienić ten stan rzeczy począł słać listy, refleksje, zapytania et cetera. Spadek zaufania do redakcji następował stopniowo, aż do jego odejścia z pisma 13 sierpnia 1990. Na początku warto zacytować (za S.R) pięć aspektów warunkujących - które p. Skalski określa jako dar od Pana Boga - zaistnienie na rynku prasowym i osiągnięcie spektakularnego sukcesu. Oto one: polityczne siły + państwowe środki + brak konkurencji + społeczne poparcie + redakcyjny zespół. Czy rzeczywiście zostało to wykorzystane w w imieniu i dla dobra całego polskiego społeczeństwa? Między innymi i na to pytanie odpowiada autor. Przytacza szereg dokumentów, publikacji, wycinków prasowych, fotografii, poczynając od 1989 roku. Niemal każdy tekst opatrzony jest komentarzem redaktora. Pan Stanisław musiałbyć niezwykle zaskoczony, kiedy czytał Kartę "Gazety Wyborczej", w której na samym początku zostało napisane: Nasz zespół wywodzi się z ruchu "Solidarności" i czuje się z tym związany. Ciekawy jest także jeden z podpunktów odnoszący się do powinności gazety, a mianowicie: [powinna - moje] przedstawiać także te poglądy, z którymi się nie zgadzamy; nie tylko w formie relacji lecz także dokumentów, wywiadów i artykułów. Muszą to być poglądy istotne lub lansowane przez znaczące ugrupowania czy osoby i nie mogą nawoływać do przemocy, szerzyć nienawiści lub kogoś szkalować. Styl pisarski Stanisława Remuszki bardzo mi odpowiada. Nie jest to ton nienawiści, fanatycznego zwalczania Gazety Wyborczej oraz przypisywania Adamowi Michnikowi et consortes mniej lub bardziej absurdalnych czynów czy intencji. W tym właśnie upatruję najważniejszą zaletę owej pozycji - rzetelność dziennikarską. Trzymanie się faktów. Podawanie konkretnych tekstów, a w nich odpowiednich cytatów, które aż się proszą o zajęcie jakiegoś stanowiska wobec takiej treści. Są to zarówno artykuły samego autora, ale też teksty dziennikarzy GW oraz publikacje innych autorów na tematy pokrewne, jednak związane z tematem przewodnim. Jak wcześniej pisałem, w książce znajdują się komentarze autora, są to jego opinie, które czytelnik - po zapoznaniu się z argumentacją zawartą w książce i innych źródłach - może uznać za słuszne albo wadliwe. Oprócz wysokiego poziomu dziennikarskiego, dużą zaleta warsztatu redaktora jest odejście od postawy wyłącznie kontestatorskiej, a szczegółowe i konkretne odniesienie się do rzeczonych aspektów. Mamy często do czynienia z formułowaniem generalnych wniosków, które mają wszystko wyjaśniać poprzez samą swoją tezę, nią zastępować szczegółowe przesłanki. Z takim odwróceniem zasad elementarnej komunikacji i nieuczciwości nie spotykamy się w tej pracy. Czytelnik najpierw zapoznaje się poszczególnymi tekstami, dokumentami, zdjęciami z danych lat a obok nich znajduje się komentarz autora pisany z perspektywy lat. Istotnym dla zachowania spójności książki i skupieniu się na właściwym temacie, czyli nie dawaniu powodów do odejścia od głównego wątku, jest praktycznie całkowite wyeliminowanie rozważań nad działalnością Adama Michnika przed 1989 rokiem. Oddanie mu zasług, jakie miał podczas angażowania się w działalność opozycyjną i nie wdawanie się w te bezprzedmiotowe dyskusje jest ze wszech miar decyzją rozsądną. Tym bardziej, że nie zabrakło zwrócenia uwagi na pewne zmiany w postawie części opozycji po historycznym kompromisie. Dlaczego rozsądna? Po pierwsze, nie jest to książka tylko o Adamie Michniku, a przede wszystkim o GW (Agorze). Po drugie, wtręty o przeszłości redaktora naczelnego, mogłyby zostać wykorzystane, jako przejaw chorej nienawiści, bezpodstawnego kwestionowania dokonań A.M. - bez względu na to, czy autor opisałby w sposób słuszny losy bohatera, czy skreślił kilka słów bez wiernopoddańczego stosunku. To, co wg mnie jest najbardziej wyróżniające i chwalebne w tej książce może być powodem do przemilczeń. Wygodniej jest przeczekać ukazanie się owej książki (już nie broszurki), niż polemizować z nią. Zwłaszcza, że stawianie tam zarzuty, prezentowane argumenty, wyrażane opinie, nie są na tyle mocne, żeby zaliczyć Pana Stanisława w poczet nobliwych oszołomów antysemitów i na tym zamknąć sprawę. Co to, to nie. Także zbycie książki przypięciem kilku łatek nie wchodziło w grę. Polemika również mogłaby się okazać mieczem obosiecznym dla zainteresowanych, zważywszy, że należałoby odpowiedzieć na konkretne pytania, uwzględniając dokładne daty, nazwiska, szczegóły, którymi niekoniecznie chciano by się podzielić. Czy takie zachowanie nie byłoby asumptem dla innych dziennikarzy, żeby włączyć się do dyskusji na ten temat, a może przeprowadzić własne dziennikarskie śledztwo, które wyjaśniałoby, czy S. Remuszko się myli, czy pewne tematy muszą być owiane mgiełką tajemnicy. Swoją drogą ciekawe, czy taki dziennikarz miałby szansę na laur przyznawany przez środowisko dziennikarskie. Stanisław Remuszko upatruje w pozycji monopolisty oraz związanymi z tym korzyściami jedną z przyczyn sukcesu gazety. W ostatnich latach konkurencja jest znacznie większa, z czego wypada się tylko cieszyć. Duży wybór pozwala na dostęp do przedstawianych informacji i kontrolowanie sposobu oraz jakości ich przedstawiania. Redakcja dbając o wpływy ze sprzedaży, muszą dbać i o swoją wiarygodność, ponieważ w przypadku jej traty, stracą i klientów, którzy wybiorą ofertę konkurencji. Także wielość podmiotów na rynku prasowym może mieć ożywczy i oczyszczający wpływ na patologie w środowisku dziennikarskim. Oczywiście lepiej jest, kiedy konkurencja donosi o niecnych praktykach swojego rywala działając z moralnego przekonania o słuszności takiego zachowania, a nie z wyrachowania, cynizmu. Ale to nie zmienia faktu, że to opisywane zachowanie jest tym niewłaściwym i na nim należy skupić przede wszystkim uwagę, a nie na ujawniającym. Zdaje sobie sprawę, że jest to pewne uproszczenie i postawa życzeniowa, rozciągnięta na najbliższe lata. Źle rozumiana solidarność zawodowa utrudnia ten proces - pokutuje brak lustracji w środowisku dziennikarskim - a czasami uniemożliwia, nie bez winy jest archaiczne prawo prasowe. Jednak, co by nie mówić, jest to i tak dużo bardziej komfortowa sytuacja ? pomimo jeszcze wielu niedociągnięć - niż była na początku przemian ustrojowych. I należy patrzeć na przyszłość z optymizmem. Być może w przyszłości poznamy odpowiedzi na pytania, na które i autor nie był w stanie odpowiedzieć, ponieważ sam nie dysponował stosowną wiedzą. Ukazanie się tej książki także jest znakiem, że idzie ku lepszemu. Wojciech Łapiński Przeczytaj też: Po siedmiu latach |
Hmmm...
... dlaczego artykuł jest nie podpisany?
--------
Azrael - po stronie prawdy
http://azraelk.wordpress.com
--------
Azrael - po stronie prawdy
http://azraelk.wordpress.com
Done
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Do 5 powodów sukcesu GW, jakie
wymienił p. Remuszko, dołożyłbym jeszcze dwa:
1. nieprzerwanie i konsekwentnie realizowane przez GW negatywnie krytyczne podejście dziennikarzy do polskiej rzeczywistości. Można to uznać za swego rodzaju kontaminację na wolną Polskę postawy opozycyjnej w stosunku do Systemu, z którą dziennikarze tej gazety weszli w nową epokę, a z biegiem lat nie chcieli zauważyć, że system się zmienił. Tak się jakoś porobiło, że z czasem akcenty krytyczne zaczęły im się układać tak samo, jak Urbanowi w "NIE".
2. lenistwo i bezmyślność czytelników GW, którzy wręcz czekali i czekają na gotowe cegiełki komentarzy do prezentowanych tam faktów. Z tych cegiełek budują swój światopogląd i spokojnie śpią, bo go znów mają (po utracie poprzedniego).
--------------
aribo.pl/jerzykalwak
----------------------------------
http://jerzykalwak.aribo.pl/
Sadze, ze wymieniony przez Pana
punkt nr 2, jest w istocie przyczyna glowna sukcesu GW. Ja bym powiedzial jeszcze mocniej - polityczna slepota a nawet glupota plus przeogromna pycha [wiara w nieomylnosc "wlasnych" osadow].