Wszyscy jesteśmy Stalinami

Pilecki

Zapytałem znajomych co sądzą o "Śmierci Rotmistrz Pileckiego" w reżyserii Bugajskiego. Przedstawienie wzbudziło sporo kontrowersji, a nawet protestów w środowiskach krytyków, publicystów, historyków. Dla porównania postanowiłem, więc zapytać o nie, znajomych z pracy. Ludzi młodych i nie mających z historią XX wieku wiele do czynienia.

Pierwsze reakcje, były wręcz druzgocące. "To propagandowy film, który w swojej tendencji godny jest ciemnych wieków PRL-u." Zaniemówiłem. "To film dla dzieci, na lekcje wychowania patriotycznego". Milczę. "Nie dałem rady obejrzeć, Knot." O tym razem trochę lepiej, myślę.

Ogólnie zostałem wyśmiany. Ale nie daje za wygraną i bronię przedstawienia. To co było takiego złego? "Główny bohater, facet gra fatalnie? Nierealny, goguś?, Po prostu nie mógł być taki, tacy ludzie nie istnieją, Ten przesłuchujący owszem, ale Pilecki...?. A oglądałeś "Przesłuchanie"? To jest dobry film." Oglądałem, ożywiłem się. Podczas krótkiej dyskusji nie chcą nawet uwierzyć, że oba przedstawienia wyreżyserował ten sam człowiek...

Bugajski zrobił "Przesłuchanie" w 1982 roku, film pierwszy raz wyświetlono jednak dopiero w grudniu 1989 roku. Podczas kolaudacji we wczesnych latach osiemdziesiątych, jeden z jej uczestników powiedział, że film nie może przejść bo "dzisiejsza młodzież może nie odróżnić niesocjalizmu okresu Stalinowskiego, od socjalizmu stanu wojennego"...

Zarzuty wobec "Śmierci Rotmistrza..." sprowadzają się więc głównie do roli tytułowej. Ciekawe, że do największych atutów "Przesłuchania" należy rola Jandy, która podobnie jak Probosz w "Śmierci...", gra ofiarę śledztwa.

Dwa przedstawienia, o podobnym temacie, ten sam reżyser, ale zupełnie inny ich odbiór. W obu przypadkach kluczowa jest postać głównego bohatera. Wszyscy zgodnie potwierdzają, że inne postacie są na poziomie, sztuka ciekawa, no gdyby nie ten Pilecki. Nic więc prostszego jak uznać, że został po prostu fatalnie zagrany. Tak jak dobrze zagrała Janda, tak samo źle mógł zagrać Probosz. Koniec dyskusji...

Wprawdzie dziwne, że ten sam reżyser nie potrafi poprowadzić równie dobrze swoich aktorów, ale cóż zdarza się. Może scenariusz został źle napisany. W ogóle Bugajski zawalił. Może... Ale jeżeli nawet zawalił, to dzięki temu udało się pokazać coś niezwykłego, nawet jeśli mimowolnie.

Pileckiego w sztuce "Śmierć Rotmistrza..." trudno jest zrozumieć. Trudno odczytać tę postać. Wczuć się w nią. Nawet jeżeli to wynik złej gry, nie zamierzony, to efekt wręcz symboliczny. Ze wszystkich postaci "Przesłuchania" i "Śmierci..." tylko postać Pileckiego wydaje się nam obca, niezrozumiała.

Naturalnym krokiem, byłoby porównywanie obu głównych postaci. Wprawdzie postać grana przez Jandę to nie opozycjonistka, jest ona przypadkowo więziona, ale znajduje się w podobnej sytuacji. Dlaczego, więc są tak róźni?

Wiele wyjaśnić może fakt, iż Bugajski stworzył bohaterkę "Przesłuchania" po rozmowach i korzystając z przeżyć Marii Turlejskiej, a także Wandy Podgórskiej. Komunistki, sekretarki samego Gomułki, która przeszła ciężkie śledztwo w X Departamencie. Wszystkie postacie mniej czy więcej, są więc związane z aparatem władzy komunistycznej Polski.

A my nie rozumiemy tylko Pileckiego. Wydarzenia z jego życia wydają się nam nierealne, bo któż może pojąć, że "na ochotnika" dał się zabrać do Oświęcimia? Ale sama biografia to jeszcze nie wszystko, najbardziej razi dysonans jego czynów i charakteru, twardości i naiwności, strasznych przeżyć i głębokiej wiary, a przecież już nam dawno wmówiono, że po Oświęcimiu, po Holokauście, po wojnie nie ma już boga.

Pilecki to postać jakby z innego świata. Świata innych wartości, mentalności. Nieskończenie odległego od naszej postkomunistycznej rzeczywistości. Ten "inny świat", to świat przedwojennej, niepodległej Polski. Dla nas już tak odległy, że chyba nie do zrozumienia, nie do zagrania. Dla nas "normalni" są komunistyczni siepacze, sędziowie, złamani Akowcy, przypadkowe ofiary. Nam widocznie bliżej do Stalinowskich katów...

Stalin

Jest taka rozmowa Teresy Torańskiej z Edwardem Ochabem. P. Torańska pyta o okres Stalinowski w Polsce. Ochab odpowiada przewrotnie, że dla niego coś takiego jak "Okres Stalinowski" nie istnieje, a jeżeli nawet już przyjąć zwykle przytaczane ramy (1948-1955) to przed tym okresem wpływy Stalina były jeszcze większe. A po?

Referat Chruszczowa 1956 roku, odkorkował pióra polskich poetów i pisarzy. Niedawni piewcy, teraz ze "szczerym" oburzeniem oskarżali, wyklinali i oceniali okres "kultu jednostki". Wśród emigracji pojawiła się nadzieja, ale i konsternacja. Ponieważ krajowi poeci przerośli emigrantów w krytyce, zawsze przekorny Hemar pisał:

Ja odchodzę na stronę
i myślę: Czas przed nimi
Wziąć Stalina w obronę.

Odpowiadając tym, którym


Chruszczow kazał, / By tak teraz krzyczeli?, twierdził, że On był winą ustroju,/ Co w sobie logicznie mieści/ Możliwość takiej zbrodni

Kiedyś kilku najbliższych współpracowników zapytało księdza Jerzego, dlaczego, kiedy mówi o złu, nigdy nie wymienia nazwisk. Dlaczego nie mówi, że Jaruzelski, Kiszczak, Rakowski... Ksiądz Jerzy popatrzył ze zdumieniem, ukrył twarz w rękach, a potem powiedział. "To wy nic nie rozumiecie... Ja walczę ze złem, a nie z jego ofiarami".

Łatwość z jaką tak skomplikowane problemy i zbrodnie XX wieku zamknięto w postaciach Hitlera i Stalina jest porażająca. To bardzo łatwe nazwać ich potworami, zanalizować dzieciństwo i stwierdzić, że to psychopaci. Zrzucić na nich całą winę i zakończyć sprawę. Takie łatwe, ale nic nie tłumaczące. Zaciemniające nam tylko rzeczywistość. Łatwość znowu, z jaką ludzkość kupiła referat Chruszczowa, czy nawoływania Guntera Grassa do denazyfikacji każe tylko obawiać się powtórzenia tragedii.

Stalin ponad wszelką wątpliwość był wielkim zbrodniarzem. Ponosi pełną odpowiedzialność za to co się działo. Ale tak samo jak Chruszczow, Beria, czy Kiszczak... I tak samo jak oni jest także ofiarą. Choćby dla niektórych miał być tylko kozłem ofiarnym. Pytanie o to jaki jest wpływ Stalina na nas nie jest tylko figurą retoryczną, jest ciągle aktualne. Bo parafrazując księdza Popiełuszkę; czy można zniszczyć zło, walcząc z jego ofiarami?

Dziś nie ma cenzury. Mówimy, że żyjemy w "wolnej Polsce" i zarówno "Przesłuchanie" jak "Śmierć Rotmistrza Pileckiego" można pokazywać młodzieży, ale też nie ma obawy, że dzisiejsza młodzież może nie odróżnić niesocjalizmu okresu Stalinowskiego i okresu stanu wojennego od dzisiejszego socjalizmu.


Andrzej Gniadkowski
więcej tekstów autora...
O autorze: Ma 25 lat. Jest studentem IV roku historii na Uniwersytecie Warszawskim. Pracę magisterską (o Policji Polskiej w GG) pisze pod kierunkiem prof. Turkowskiego, acz za swojego mentora uważa, także prof. Wieczorkiewicza. Pracuje w Wilanowie jako archeolog. Przegrywanie pieniędzy na wyścigach konnych uważa za jedyny uczciwy podatek.

To jest: Michał Tyrpa

Ważny tekst

Przede wszystkim dlatego, że postać Rotmistrza, mimo wszelkich przeszkód, zdaje się "wracać" do powszechnej świadomości.

Nie ze wszystkimi tezami Autora potrafię się zgodzić (ot, na przykład, trudno mi uznać "ofiary" w osobach wymienionych, jak by powiedział Adam M., "ludzi honoru"), ale to chyba dobrze. Dzięki temu, z pewnością, tekst sprowokuje ciekawą dyskusję.

Na marginesie, wciąż nie potrafię zrozumieć jednego. Jak to możliwe, że w III RP nie powstał pełnometrażowy film na temat Witolda Pileckiego. Kiedy w maju zeszłego roku zadałem to pytanie paru wybitnym polskim reżyserom potrafili tylko rozłożyć ręce..
A przecież na podstawie biografii tego Bohatera można by napisać kilka(naście) wspaniałych (i prawdziwych!) scenariuszy.
Wciąż mam nadzieję, że jeszcze za życia tego pokolenia podobny film powstanie.

Nie tylko pani Zofii i panu Andrzejowi Pileckim jesteśmy to winni..

P.S. Uwaga gramatyczna: rzeczownik "zło" w miejscowniku przybiera formę: "złu" (o złu).

Pozdrowienia.

To jest: Gawrylo

Trudno, ale...

?To wy nic nie rozumiecie... Ja walczę ze złem, a nie z jego ofiarami?.
Może nie będzie to najszczęśliwszy przykład, ale już w młodzieżowym filmie pt. Gwiezdne Wojny, losy Darth Vadera ukazują ten problem... Próbować dalej? :)

To jest: Andrzej Gniadkowski

Drobna przesada, ale ma Pan

Drobna przesada, ale ma Pan trochę racji... Choć z tego co pamiętam wraz ze śmiercią Dartha Vadera ginie ostatni z sithów. Nieprawdaż?
Pozdrawiam
Proszę próbować dalej. :)

To jest: Gawrylo

Prawdaż

Co nie znaczy, że "ciemna strona mocy" znikła :) Poprzedni post napisałem z myślą o "trudnościach" pana Michała Tyrpa, nie własnych. Skoro nie ma odzewu nie będę próbował dalej.

To jest: Andrzej Gniadkowski

Ha ha

No niepotrzenie sie wychylalem... Myslalem ( Jak niektore kobiety, ktore biora wszystko do siebie), że to do mnie...
Pozdrawiam

To jest: MarcinB

tym zajmuja sie koscioly

a zbrodniarze pozostaja zbrodniarzami. Gdyby tak sie zastanowic, kazdy lajdak ma jakies usprawiedliwienie. Lubilbym gdyby mial rowniez swiadomosc nieuniknionej kary.

Marcin Bienkowski
floorplans2004@yahoo.com.au

Wieczorkiewicz jako mentor ???

O Jezu !!!

To jest: Wojciech-Maltan

A co w tym złego???

Tylko nie rozwijajmy tego tematu w tym wątku, bo to nie jest miejsce na dyskusję o notce autora. Prosiłbym.

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

Pytanie z prośbą o nieodpowiadanie...

..jest jedną z ciekawszych rzeczy jakie w sieci spotkałem. Do apelu admina oczywiście się zastosuję więc na tym kończę. A odpowiadam tylko dlatego, żeby uzasadnić brak odpowiedzi merytorycznej.

Nieporozumienie,

Temat glowny do dyskusji tak. Promotorzy nie!
Tak ja to rozumiem.
Anna z domu Pilecka i z Kresow choc nie rodzina.

O autorze

O autorze tego tekstu wiemy wszystko, oprócz imienia i nazwiska...

To jest: BTadeusz

To żart?

nie zart

Raczej otępienie spowodowane pracowitym tygodniem :)

Już odnalazłem wzrokowo dane identyfikujące autora.

To jest: Wojciech-Maltan

Raczej otępienie Maltana

ale powód się zgadza ;-)

Dzięki za zwrócenie uwagi.

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

To jest: Piotr K.

Panie Andrzeju dziękując

Panie Andrzeju dziękując za ten tekst, chciałbym rozdzielić dwie sfery ? filmu jako środka wyrazu, który może być lepszy lub gorszy i rzeczywistości, którą dany film opisuje. Ale to, jak mniemam, jest mniej ważne od głównej tezy którą Pan postawił ? kto jest dla nas wzorem? Pan Michał pytał reżyserów, dla czego nie robią filmów o takich postaciach. Odpowiedź wydaje mi się prosta ? nie robią bo w dzisiejszych czasach takie postacie wydają się być niepopularne. WYDAJĄ SIĘ ! A dla czego? Już odpowiadam. Kilka lat temu miałem okazję spotykać się z Cichociemnym w dość niecodziennych warunkach ? otóż w knajpce na Starym Mieście w W-wie. Niski, skurczony, ale bardzo zażywny pan okazał się być spadochroniarzem który jako młody chłopak przeszedł szkolenie i w nocy skoczył w samo serce okupowanego kraju by za jego wolność walczyć. Mniejsza o jego losy, bo ciekawsze były reakcji młodych ludzi którzy dowiadywali się po kolei kto zacz ten niedzisiejszy pan w nieprzystającym do niego miejscu. Dwie jak mi się wydaje były główne rekcje na wspomnienie jego przeszłości ? jedna to natychmiastowa chęć poznania bliżej, choćby przedstawienia i podziękowania za niewyobrażalne dla większości czyny, druga to pewien wstyd ? o rany! Jaki człowiek! Jak ja mogę do niego coś powiedzieć?! Natomiast nie spotkałem się z reakcją obojętną, z reakcją, którą z takim uporem lansuje GW. Dodam że działo się to w rozśpiewanej i upojonej alkoholem knajpce, w sobotnie wieczory, gdzie każdy zdaje się szukał łatwiej przygody niż patriotycznych uniesień.
Lansowany wszędzie postmodernizm, który relatywizuje wszystko i wszystkich jest wg mnie tylko ułudą, w której chcą żyć tchórze, nie przekłada się on jednak na powszechny światopogląd adresatów takich idei.

Piotr K. z Opoczna

To jest: MarcinB

W odpowiedzi na panskie pytanie o tak rozna

percepcje w wypadku "Przesluchania" i "Smierci Rotmistrza Pieleckiego".
W oczach opiniotworczego "salonu" sa to dwie odrebne sprawy. Dla Polaka patrioty, to to samo opresja narodu przez wroga wladze, dla ludzi ktorzy tworzyli ta wladze, wspierali ja swoimi talentami w pierwszym wypadku nie jest powiedziane kim jest ofiara. Moze nia byc nieslusznie posadzona komunistka, wierna idei Trockiego, takich tez meczono na UBecji i takich nalezy gloryfikowac. Zrozumial to rowniez Kiszczak, ktory dla potrzeb podniesienia wiarygodnosci Michnika osobiscie wyrezyserowal film "Cierpienia Michnika na Komendzie". W drugim wypadku samo nazwisko Pieleckiego w prawdziwym komuniscie wyzwala protest, Tu nie ma niedomowien. Tym samym robiac meczennika z bohatera narodowego, autor i rezyser jednoznacznie oceniaja sowiecka okupacje i jej kolaborantow. Kiedys do dyskusji o plk Kuklinskim wlaczyl sie Jaruzelski : "jezeli Kuklinski jest bohaterem, to kim ja jestem?" zapytal. Tu wlasnie jest pies pogrzebany. Kim sa intelektualisci wspierajacy swoim autorytetem KOR, Mikolajewska, Andrzejewski, Wajda, Lapicki, Olbrtychski, Holoubek.... i wielu innych, jezeli Rotmistrz Pielecki jest bohaterem?
Kiedys niewlasciwi ludzie nakrecili film "Hubal" o pierwszym oddziale partyzantow, lub ostatnim walczacym oddziale kawalerii z 1939. Film zrobiony byl bardzo sprawnie nakrecony, podbudowywal patriotyzm, ale powstal z inspiracji stowarzyszenia "Grunwald" nie przeczyta Pan ani jednej dobrej opinii na jego temat. Jedno co mnie bardzo martwi, to fakt, ze Wajda zaczal produkcje filmu o Katyniu. Jest to bez watpienia doskonaly rezyser, ale lubi do faktow zawsze dodac cos od siebie. Facet uparl sie jakos zeby w kazdej jego produkcji bylo cos any-polskiego. Moge sie rozwodzic na ten temat na setki stron, ale nie to jest tematem dyskusji.
Niech mi Pan napisze, prosze, czy "Smierc Rotmistrza Pieleckiego" to film, czy produkcja teatralna?

Marcin Bienkowski
floorplans2004@yahoo.com.au

To jest: Andrzej Gniadkowski

"Śmierć Rotmistrza

"Śmierć Rotmistrza Pileckiego" to Teatr telewizji. Jakiś czas temu (2 miesiące ) był emitowany. Można chyba gdzieś kupić... Jest jako dodatek do któregoś z ostatnich numerów Biuletynu IPN. Jest tam też bardzo ciekawa rozmowa z Bugajskim, z której zaczerpnąłem cytat o "Socjaliźmie stanu wojennego".

Proszę spróbować obejrzeć i jeśli Pan chciałby podzielić się wrażeniami, czekam z niecierpliwością.

To co pan napisał o kolaborantach nie podlega wogóle dyskusji. Ciekawa jest jednak przedstawiona w tej sztuce sytuacja. Głównymi postaciami jest sędzia, prokurator, przesłuchujący oficer UB i Pilecki. Tak się złożyło, że wszyscy oprócz tego oficera UB, to byli AK'owcy!

AK'owcem był więc prokurator, sędzia i oskarżony! W Stalinowskiej Polsce! Tak więc tragedią teog systemu nie jest tylko to, że oddaje władze w ręce zbrodniarzy, ale, że robi zbrodniarzy z normalnych ludzi, a może nawet i wyjątkowych.

Pytanie tylko czy tych Akowców, należy potępiać. (Mówie o prokuratorze np.) Dla mnie nie jest to takie proste. Gdyby nie to co robili, pewnie skonczyli by jak Pilecki. A przecież tu nie chodziło tylko o nich. Mieli swoje rodziny, dzieci, żony, rodziców może. Wydaje mi się, że do tego zmierza Bugajski. Żeby zatrzeć te różnice. Ale do diabła, choć wszystko się we mnie buntuje przed takim relatywizowaniem, to czy nie ma w tym trochę racji?

Proszę popatrzeć jak działa ten system. To właśnie on zaciera te różnice i to jest jego najstraszniejszą istotą. Zatarcie granicy pomiędzy dobrem, a złem.

Okazuje się, zę kiedy raz się zatrze te granicę odbudować ją jest niezwykle trudno. Dlatego musimy pamiętać o takich ludziach jak Pilecki i cała jego rodzina, która tyle cierpiała za .. Polskę, wolność, sprawiedliwość, po prostu za walkę z absolutnym złem. Ale musimy nie tylko pamiętać, ale i rozumieć. Krytykować, kłócić się o tą postać ( i jemu podobnych! A było ich wielu!!) prawdziwie rozmawiać, aby przywrócić pamięci nie tylko nazwisko...

To jest: MarcinB

Mnie to nie dziwi

Moj ojciec zostal wziety do niewloli po upadku Powstania ze swoim kumplem, zktorym obslugiwal granatnik w Srodmiesciu. Po wojnie ten kumpel wstapil do UB. Jak to sie pieknie mowi "zyc trzeba". PRL byla doskonalym miejscem do naginania charakterow. Naturalnie byly rowniez rozne powody, jak sam Pan wspomnial rodzina,czy inny rodzaj szantazu. W wypadku powyzszego UBeka nie byly one az takie wzniosle. On byl playboyem, to byl powod jego przynaleznosci do AK, ale rowniez do UB - lubil imponowac chojractwem. W Polsce Ludowej trzeba bylo zyc, czegos sie nauczyc i robic kariere jak w normalnym panstwie. Byla jednak niewidzialna linia, ktorej przekroczenie rownalo sie zeszmaceniu. To ze oprawcami Pileckiego zrobiono bylych AKowcow to kolejny "zart" stalinowskiej wladzy. Calkowicie sie zgadzam z ostatnim zdaniem. Nalezy wyciagac z komunistycznego zapomnienia naszych bohaterow. Wtedy zdrajcy przestana zadawac glupie pytanie "to kim ja jestem?"

Marcin Bienkowski
floorplans2004@yahoo.com.au

AK-owcami byli w realu czy tak zostali tylko przedstawieni?

.

To jest: Andrzej Gniadkowski

W realu, w realu

"Jestesmy z rządu przyszliśmy ci pomóc."

To jest: Piotr K.

To zadaje się Mackiewicz

To zadaje się Mackiewicz powiedział ?hitleryzm zrobił z nas bohaterów, komunizm zrobił z nas gówno?.

Piotr K. z Opoczna

Dziwne pytanie

"Kim sa intelektualisci wspierajacy swoim autorytetem KOR, Mikolajewska, Andrzejewski, Wajda, Lapicki, Olbrychski, Holoubek.... i wielu innych, jezeli Rotmistrz Pilecki jest bohaterem?"
A pytanie to zostało postawione po zacytowaniu wypowiedzi Jaruzelskiego w której przeciwstawiał on swoją osobę Kuklińskiemu.

Nie widzę tu żadnej analogii, a juz zwłaszcza analogii KOR i wspierających go wymienionych tu intelektualistów do Jaruzelskiego.

To jest: MarcinB

juz Panu (chyba Panu) pisalem

ze na forum "prawica" spodziewam sie, ze dyskutanci znaja alfabet, skoro recenzuja ksiazki. Jako podpowiedz dam Panu jedynie, ze podpora intelektualna, legalnej "nielegalnej opozycji" zrobila nieslychane kariery w czasach Stalinizmu. Do dzis pamietam lzy wzruszenia na twarzy pani Mikolajewskiej po smierci Stalina, tego sie nie da zapomniec. Byly to czasy kiedy czyszczono PRL od wszelekiego "wrogiego elementu" jak Rotmistrz Pielecki. Brat szefa dzisiejszego "salonu" bral w tym bardzo czynny udzial (szereg wyrokow smierci), a dzisiaj Michnik ma czelnosc mowic o tym, ze jego brat byl mlody i pobladzil.

Marcin Bienkowski
floorplans2004@yahoo.com.au

Bardzo trudny problem,

Kaze nam siegnac do wlasnej duszy. Witold Pilecki byl bohaterem idealnym, a my kim jestesmy? Zyjemy w cynicznym swiecie kompromisow i wygody i nie chcemy wierzyc w idealy.
Jezeli nawet uda nam sie kogos postawic na cokole, to i tak go szybko sciagamy aby nam nie rzucal cienia na nasze wlasne, doskonale w naszych oczach poczynania.
Jest nam wstyd, ze nie doroslismy,ze nie potrafimy...
Nie wiemy jak z tym bohaterem sobie poradzic, ani rezyser ani aktor tez. Gdyby byl swietym... Swieci to inny zupelnie gatunek, lepszy swietlisty, oddzielny od nas, ale On byl jednym z milionow i jeden na miliony, a przecierz trudno sie z Nim mierzyc.
Anna z Kanady

To jest: Bartek

Pilecki - obraz prawdziwy czy nie?

Ja osobiście postacią rotmistrza Pileckiego zainteresowałem się klika lat temu, gdy moja siostra zaczęła uczęsczczać do szkoły nazwanej na jego cześć. Po zapoznaniu się z życiorysem nabrałem głębokiego szacunku do tej osoby - najmężniejszego z mężnych.
Pamiętam, że po emisji spektaklu rozpętała się mała burza, szczególnie na łamach GP i NGP. Mnie dziwiło to z jaką łatwością niezłomny w rzeczywistości rotmistrz opowiadał w spektaklu o współpracownikach prokuratorowi Różańskiemu.
Nie wiem co o tym mysleć.

To jest: Andrzej Gniadkowski

Ja też nie

Podobno podczas procesu "16" w Moskwie, sędzia zapytał Okulickiego dlaczego wszycy polscy najważniejsi działacze zjawili się wszyscy na zaproszenie NKWD? - Nie mógł tego zrozumieć. Okulicki miał odpowiedzieć, że otrzymał słowo honoru oficera NKWD, że nic im się nie stanie. Po tych słowach w stenopisie widnieje słowo w nawiasie "śmiech"...

A propo Różański nie był prokuratorem, tylko oficerem śledczym MBP...

To jest: Bartek

Dziękuję

Dziękuję za wyprowadzenie z błędu.
Pozdrawiam

To jest: Bosak Krzysztof

Moja opinia o "Rotmistrzu Pileckim"

Ja obejrzalem ten spektakl z przyjemnoscia i zrobil na mnie duze wrazenie, tym wieksze im blizej bylo do konca.
Tez sie zastanawialem czy postac Pileckiego nie byla zagrana w sposob nierzeczywisty, nieco naiwny... Sam nie wiem.
Doszedlem do wniosku, ze teatr podobal by mi sie zapewne nawet gdyby byl zagrany fatalnie, bo jest totalny deficyt filmow prezentujacych bohaterstwo ludzi w takich dramatycznych sytuacjach. Bohaterstwo po prostu - bez realatywizowania, pokazywania drugich stron medalu i wprowadzania moralnego zametu uniemozliwiajacego jednoznaczna ocene jakiegokolwiek zachowania.
Takze mi poprostu brak skali porownawczej.

Ale sama postac i jej historia nie wydawala mi sie obca i nierzeczywista. Wrecz przeciwnie - byla niczym lyk swiezego powietrza w naszej zatechlej wspolczesnosci. Ten spektakl daje energie tego samego rodzaju jaka odczulem np. po obejrzeniu "Pasji"... To co mnie ujelo, to nie tylko bohaterstwo, wiara i inne wielkie cnoty ale rowniez prostota - postawa bohatera jako zaprzeczenie postmodernistycznych autokreacji.

No i jako niezwykle ciekawy watek oceniam postac prokuratora (i jego zony). Bardzo ciekawie to wszystko pokazano, dwustronnie. Nie dostrzegam tu realtywizmu, raczej rzetelny opis ludzikiej malosci.
Dziekuje autrowi za ten tekst. Drugiego filmu nie widzialem, ale teraz sproboje obejrzec.

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.