Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Prawie jest dobrze
Autor: Paweł Bała, nie, 19/11/2006 - 15:35
Zapewne większość z Państwa kojarzy znakomitą reklamę piwa ?Żywiec?. Przypomnę: "prawie jak" bazują na emocjach i poczuciu humoru telewidzów. Porównania gry komputerowej z lotem myśliwcem, czy sztucznego niedźwiedzia z Zakopanego do grizzly pokazują według twórców różnicę pomiędzy jakością, a jej namiastką. Skojarzył mi się ten spot reklamowy z sytuacją Ligi Polskich Rodzin po wyborach samorządowych, które okazały się dla niej całkowitą klęską. Wojciech Wierzejski, jeden z liderów tej partii, ogłosił wszem i wobec na swoim blogu politycznym, iż ?stan radnych prawie utrzymamy?. No tak - prawie robi wielką różnicę! Wypada tutaj zacytować Kazimierza Górskiego: ?skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?? Dlaczego poświęcam ten krótki felietonik właśnie Lidze Polskich Rodzin? Dlatego, że ludzie prawicy (a za takich się uważamy) wiązali z tą formacją nadzieje. Po wielu latach sztuczności, plastikowego konserwatyzmu, ?centroprawu? pojawiła się szansa na partię, która będzie nas reprezentowała w Parlamencie. Roman Giertych dał ludziom nadzieję; może nie był on politykiem doskonałym, ale wielu z nas z nim sympatyzowało. Ten eurosceptyzcyzm połączony z elokwencją, to zdecydowanie ocierające się o zdrowy autorytaryzm, konserwatyzm społeczny, wykształcenie, uparte realizowanie celów? Wszystko wskazywało, że po perturbacjach związanych z różnymi egzotycznymi politykami na łonie LPR partia ta gotowa jest objąć ?rząd dusz? na prawicy. Wskazywał na to dobry wynik do samorządu cztery lata temu i rewelacyjny w wyborach do Parlamentu Europejskiego. To był szczyt potęgi ?imperium Romana?. Jak jednak uczy historia, potęgi które szybko wzrastały, czasem jeszcze szybciej upadały. LPR to klasyczny przykład takiej gwiazdy jednego sezonu. Zamiast dalej oczyszczać partię z tak ?kontrowersyjnych? w formie i treści ludzi jak np. Zygmunt Wrzodak (który ostatecznie znalazł się poza Ligą, po tym jak uderzał bezpośrednio w Romana Giertycha, a nie już tylko jego terenowych sympatyków), zamiast umiejętnie segregować potencjalnych sojuszników i ?otwierać? Ligę na nowe środowiska bliskie ideowo, rzeczona partia doszła do wniosku, że własnymi, okrojonymi siłami jest w stanie wygrać bitwę o Polskę. Nie wdając się w szczegóły ? lider partii w wyborach parlamentarnych miał problem z wejściem do Sejmu. Po żółtej kartce od wyborców nie nastąpiło opamiętanie. A to rozprawiano o ?prawie śniegowym? - jakże istotnym dla Polski, a to o ?berecikowym?, wreszcie w akcie desperacji odkopano sprawę Jacka Kuronia, a nawet molestowania nieletniej przez Romana Polańskiego. Sondaże lecą na łeb na szyję, róbmy więc cokolwiek to może pokażą w telewizji! Wielu zaniemówiło podczas sławetnej konferencji prasowej, kiedy lider LPR (taczerysta, jak sam się nazywa) zawiązał wspólny Blok Ludowo ? Narodowy z liderem Samoobrony Andrzejem Lepperem (postępowym socjalistą, jak się każe tytułować). Lider partii uważającej się za spadkobierczynię Związku Ludowo-Narodowego i Obozu Wielkiej Polski na najbliższego sojusznika obrał sobie partię mimowolnie nawiązującą do tradycji? niesławnej ?republiki tarnobrzeskiej? ks. Okonia! Padły mrożące krew w żyłach zapewnienia, że programy Samoobrony i LPR są zbieżne w 90%. Nieoficjalnie tłumaczono się koniecznością dziejową i manewrami strategicznymi mającymi ocalić neoendecję. Manewry jednak nie pomogły, gdy nadeszła chwila weryfikacji zapewnień o ?dwucyfrowym wyniku?. Nie ma potrzeby przytaczać wyników wyborów samorządowych. Wszyscy je znamy, no i ciszej nad ta trumną? Przed wyborami lider partii i jednocześnie minister oświaty prowadził śmiałą ofensywę medialną ?w obronie dobrej szkoły?. Gdyby tego nie było, to jaki wynik Liga osiągnęłaby? Warto tylko wspomnieć, że pozostający niezmiennie w doskonałym nastroju, skądinąd bardzo sympatyczny człowiek, poseł Wojciech Wierzejski uzyskał niższy wynik (dla przyzwoitości nie przytaczajmy liczb) niż zawodowy kabareciarz Waldemar "Major" Frydrych z komitetu "Gamonie i Krasnoludki" i kilkukrotnie niższy niż lista LPR do Rady Miasta Warszawy. Sam poseł przegranym najwidoczniej się nie poczuł i wieści nawet, iż LPR jest partią przyszłości. Trudno nam maluczkim zgadywać na jakich przesłankach oparł takie twierdzenie. Podczas, gdy liderzy Samoobrony wprost mówią, że ponieśli klęskę, tak wodzowie partii która nie przekroczyła progu 5% w skali kraju milczą. Czasem stwierdzają, że nie jest najgorzej. Mea culpa? Nieeeee. Rafał Ziemkiewicz, który często z sentymentem wspomina swojego dziadka ? endeka, stwierdził ongiś że gdyby Dmowski mógł wstać z grobu, pogoniłby takich "uczniów" wyrwaną z trumny deską. Coraz trudniej polemizować z tym radykalnym poglądem. Jeżeli Liga Polskich Rodzin to tylko szyld, partia jakich wiele, tak Młodzież Wszechpolska to organizacja zrzeszająca pokaźną liczbę młodych ludzi, często wykształconych i ideowych, potrafiących kształtować rzeczywistość na zasadzie ?władzy kulturowej?. Lepszych prawa strona nie doczeka się w ciągu najbliższych lat. Młodzież Wszechpolska związana - niestety - siecią powiązań personalnych i strukturalnych z Ligą Polskich Rodzin. Krótko: będąca żyrantem dla Ligi Polskich Rodzin, która właśnie zaciąga bez opamiętania zobowiązania. Wspomniany Dmowski wydał swego czasu publikację ?Upadek myśli konserwatywnej w Polsce?. Myślę, ze już pora napisać ?Upadek myśli narodowej w Polsce?. Nie powinien to być paszkwil, ani komedia. Coś raczej utrzymanego w konwencji łączącej dramat z thrillerem. Może z elementami humorystycznymi o których czasem donoszą media (choćby sławetne ?przysięgi na wierność?). Oczywiście nie jest powodem rzeczonego upadku wynik w tych wyborach. Gdyby tak było regeneracja i odrodzenie nie stanowiłyby problemu. Powodem jest ciąg klęsk, zwariowanych pomysłów i styl prowadzenia polityki obliczonej na wielkie nic. Wreszcie kultura organizacyjna, bliższa chyba wschodnim metodom sprawowania władzy, a wykluczająca wewnętrzną krytykę o czym ja sam przekonałem się aż za dobrze. Przecież nie można nieodpowiedzialnie psuć dobrego samopoczucia wybrańców narodu? Adam Wielomski w artykule ?Autorytaryzm zdrowy i chory? stwierdził celnie: Oczywiście można przy tym wszystkim pacyfikować wszelkie głosy krytyki, marginalizować i usuwać krytycznie nastawionych, a mających odwagę wyrażać głośno swoje zdanie. Niestety nic nie da zrobić się z rzeczywistością. Nie można jej usunąć, ?zbanować?, oskarżyć o zdradę, pobieranie żołdu od Brukseli. Można ją tylko przemilczeć ? ale i tak ona ostatnia ma głos. Można udawać, że jej nie ma. Tak jak robiła Alicja z Krainy Czarów i powtarzać ?nie ma cię potworze?. Potwór jednak nie zniknie? Zapewne Liga Polskich Rodzin (niestety ciągnąc za sobą Młodzież Wszechpolską) będzie dalej dryfować z fasadowym uśmiechem na ustach w kierunku politycznego niebytu, przy zachwytach zawodowych ?potakiwaczy? nad geniuszem liderów. Wszystkie kwestie sporne, trudne i kłopotliwe zostaną zamiecione pod dywan razem z tymi którzy mieli czelność je zauważyć. Spod dywanu wyjdą po jakimś czasie robaki? Chciałbym się mylić teraz jak nigdy? Szkoda przy tym tylko Polski. W czasie, gdy PiS udowadnia swoją niemoc, brak pomysłu na Polskę, coraz bardziej prawdopodobny staje się scenariusz ?hiszpański?. Jeżeli Polska będzie musiała wybierać między Platformą Obywatelską a neobolszewizmem ?podziękowania? należy wysłać na ulicę Kinową.
|
jestem pierwszy :)
Kolega jest już byłym członkiem RN MW, bo zdaje się, że za ten tekst go wyrzucili.
Ogólnie sprawa jest bardzo ciekawa, ale w tym tekście jest jedno przekłamanie: R. Giertych dostał się do Sejmu bez problemu, miał jeden z lepszych wyników. To była dziennikarska manipulacja.
W sprawach LPR się waham. Z jednej strony jest tam bardzo wiele błędów, wodzostwa, niemożności krytyki, braku interesowania się lokalnymi działaczami itp. itd., ale z drugiej strony to ja właśnie na takiego ministra jakim jest Giertych czekałem - zdecydowany, wziął się do roboty etc. Ale, nawiesem mówiąc, szkoda, że odszedł od wolnego rynku, który niegdyś zachwalał w książce "Kontrrewolucja Młodych".
Giertych Roman Jacek dostał
Giertych Roman Jacek dostał 4.72% głosów w okręgu, w którym startował (Warszawa I). Dokładnie w liczbach było to 35812. Wynik zaledwie średni, jak na lidera partii i osobą znaną z mediów.
Giertych stara się być dobrym ministrem edukacji, ale jego starania są niweczone przez ciągłe mieszanie spraw merytorycznych z politycznymi. Na przykład chęć zrobienia konferemcji prasowej w gdańskim gimnazjum przyspożyła mu raczej przeciwników niż zwolenników.
Bardzo mnie ciekawi poruszony przez Panów wątek o "taczeryźmie" Romana Giertycha. Też coś o tym słyszałem. Czy można być tak cyniczny i wchodzić w sojusz z Lepperem?
W książce, którą Roman
W książce, którą Roman napisał ok. 13 lat temu, był np. za prywatną służbą zdrowia. Tu jest dostępna cała książka: http://republika.pl/mwjelenia/kontrrewolucja/
Dopełnieniem tego felietonu
Dopełnieniem tego felietonu i najlepszym potwierdzeniem zawartych tam tez jest fakt, że zaraz po jego publikacji zostałem wyrzucony z MW. Oczywiście bez prawa do obrony, złożenia wyjaśnień, podania podstaw usunięcia z szeregów i innych takich niepotrzebnych detali. Nie płaczę. Jeżeli panowie chcą się bawić - wolna droga. Radziłbym się dobrze upić, jak dojdzie do katastrofy to nie będzie boleć. Życie rozsądzi kto miał rację (właścicie to już rozsądziło :)
Odnośnie wolności słowa to oddam głos panu Wierzejskiemu (który nie znajduje akceptacji nawet w elektoracie LPR co zostało niezbicie dowiedzione w niedzielę). Na swoim "przaśnym" (jak dowcipnie okresla Maciek Eckardt) blogu w dniu kiedy napisałem ten tekst stwierdził:
"Pytano mnie o granice wolności słowa w Polsce. W tych wszystkich przypadkach granice z jednej strony wyznacza prawo, z drugiej etyka i przyzwoitość. Swoje normy określa też kultura. Wiadomo na podstawie kodeksów, czego nie wolno - na mocy prawa - na pewno: fałszywie oskarżać, zniesławiać i znieważać. Etyka dodaje: nie wolno kłamać, nawet gdy to jest nie do sprawdzenia i udowodnienia, nie wolno oczerniać i wulgarnie wyzywać. Kultura z kolei nakazuje powściągać się z ostrymi sformułowaniami w pewnych określonych sytuacjach i wobec określonych osób (np. przy dzieciach, wobec kobiet itp.). Kultura to też poniekąd dziedzina etycznie zaangażowana (jej normy pokrywają się z normami moralnymi), ale głównie estetyczna. Kultura np. nakazuje unikać brutalności, impertynencji, nonszalancji i arogancji, ale nie dlatego, że to niemoralne, tylko że: ?nieładne? i ?nieeleganckie?.
Doprawdy nie wiem czy mój felieton naruszał boski majestat LPR i samego pana Wierzejskiego (religia), czy krytyka LPR jest też z zasady nieetyczna, a może tylko "nieładna" i "nieelegancka"? Mniejsza o to.
Natomiast Liga wyciągając wnioski z zaistniałej sytuacji wytoczyła najcięższe działa:):):) Czyli tzw. berecikowe o którym wspomniałem w felietonie. Istne Wunderwaffe
Pan poseł nawet żali się że PO chce ukraść pomysł Ligi (co świadczy tylko o tym że nasza scena polityczna delikatnie pisząc jest porąbana).
I na koniec konkluduje:
"LPR w tych wszystkich debatach zachowuje się racjonalnie i z ekonomicznym umiarem. Reprezentujemy opcję społeczną, czy raczej społeczno-narodową, z silnym wyakcentowaniem potrzeb materialnych polskich rodzin. Wiemy, na ile można pozwolić sobie na finansowe wsparcie rodzin. I znamy ograniczenia budżetowe. Cenimy stabilność finansową Państwa. Tymczasem stereotypy na nasz temat krążą tak nieprawdziwe, że nie sposób ich wszystkich na raz obalić. LPR nie jest ugrupowaniem rozwijającym socjał! Jest natomiast za ograniczeniem wydatków, np. w administracji i za niższymi podatkami płaconymi przez rodziny."
Doprawdy trudno się w tym połapać, aczkolwiek zauważam pewną niezgodność słów z czynami, ogólnie słaby kontakt z rzeczywistością :))))
Co do kwestyj ekonomicznych to w zasadzie kol Eckardt był tam jedyną osoba, która wiedziała o co chodzi w gospodarce. Może prof. Giertych, który jednak na tym polu (i na polu polityki krajowej niestety też) wykazuje małą aktywność. Jeżeli ktoś jeszcze został to siedzi cicho, bo przecież nie można podważać "prospołecznego" i jedynie słusznego kierunku w polityce. A jeżeli już to np. w drodze referatu o ekonomicznych koncepcjach Konecznego.
Co do kwestii mandatu dla RG, to nie było to takie pewne. Prosze mi zaufać - dopóty nie podliczono wszystkich głosów nie było wiadomo czy Liga przekroczyła próg 5% w Warszawie.
Co do "Kontrrewolucji młodych" to już dawno ją przehandlowano, tak jak i Dmowskiego (vide: sojusz z pszenno-buraczanymi, czy opowieści na łamach GW o Dmowskim).
Żytnio-ziemniaczanymi, nie pszenno-buraczanymi
.
podzielone opinie
Absolutnie nie moge zgodzic sie z Panem co do oceny pana Giertycha jako dobrego ministra. Nie ma jakiegokolwiek spojnego programu edukacyjnego (i tutaj mowimy o konserwatywno-liberalnych rozwiazaniach) natomiast bardzo wyraznie widac wykorzystywanie problemow edukacyjnych do uzyskania lepszych sondazy. R Giertych nie ma zadnego nie tylko doswiadczenia w sprawach edukacji, ale i tez zadnej wiedzy co do istnienia roznych rozwiazan, ani tez wizji edukacji - po co, dlaczego, jak mialaby wygladac, kto ma finansowac, jak wspierac ewentualnie uczniow z rodzin ubogich itp. itd. LPR znika wlasnie dzieki pojsciu na wojne ze wszystkimi (jak upr nota bene) i swojej arogancji.
Zgadzam się. P. Giertych
Zgadzam się. P. Giertych jest złym ministrem edukacji. Zna tylko jedną metodę: przymus, kary, zamordyzm, walka z rzekomym liberalizmem. Piszę rzekomym, ponieważ prawdziwym problemem jest brak autentycznego liberalizmu w szkole, a nie jego nadmiar.
Szkoła nie uczy samodzielności myślenia, odpowiedzialności, nie rozwija samorządności, brakuje w niej pluralizmu. Wszystkie te wartości są fundamentem ideologii liberalnej.
Problemem jest niekonsekwencja wychowawcza, dziwne przemieszanie permisywizmu z autorytaryzmem.
powiem wiecej
organizacje o mysleniu konserwatywnym powinny odciac sie od pana Giertycha i go skrytykowac. Krotko mowiac - wyprostowac. To on powinien realizowac myslenie konserwatywne i liberalne, a nie one byc jego zakladnikiem. Nie jest wspierany bo ma w jakies czesci poglady nazwijmy to narodowe-konserwatywne - i co z tego! Gosc jest min. edu. i jego funcja jest wprowadzanie modelu z wizja (modelem moze byc zostawienie edukacji swojemu losowi, totalne wycofanie sie panstwa od edukacji, wprowadzenie zakazu prywatnej edukacji - ja tego nie definiuje tutaj). Krytyka ma polegac na zasadzie, ze wykonuje blednie swoja robote, po prostu zle. Gdyby zostal porzadnie skrytykowany przez Kolibra, MW to kurcze odechcialoby mu sie wykorzystywac wlasnie tych mlodych ludzi.
Będę się upierał, że
Będę się upierał, że Giertych to jednak dobry szef MEN-u, chyba nawet najlepszy jakiego mieliśmy.
W szkole pluralizm? To właśnie to mamy! Uczniowie twierdzą, że minister jest zły, to przy aprobacie mediów nawołują do jego morderstwa: http://fakty.interia.pl/galerie/kraj/giertych-do-w...
Albo nie podoba im się nauczyciel, to wyrażają swoją dezaprobatę umieszczając kubeł na jego głowie. Z kolei gimnazjaliści z Gdańska uważają, że Ania musiała być dziewczyną jednego z nich, więc stosowali pewne środki nacisku. To jest pluralizm!
Z dziećmi owszem trzeba rozmawiać itp., ale musi w szkole być relacja mistrz - uczeń. Pluralizm to nie bardzo się tam nadaje, są pewne normy i poglądy, o których nie ma co dyskutować.
Poza tym np. LPR jako jedyna (jeszcze Samoobrona też, ale to chyba jakieś zobowiązania wobec LPRu) jest w 100% zdecydowanie przeciw aborcji, teraz chce zająć się walką z pornografią... żadna inna partia tego nie robi. I przy całych wadach LPR to są powody, dla których wciąż ich cenię.
trafił Pan w samo sedno, panie Tocqu
Skutek jest taki, że przeciętny absolwent zna daty różnych wydarzeń, wie, na którym miejscu jaki kraj zajmuje w uprawie prosa, ale nie umie kojarzyć faktów i myśleć krytycznie. U mnie w szkole na WOSie nauczycielka dyktowała z jednego "zeszytu dla maturzysty" definicje. BEzsens. Zamiast tego mozna było przeprowadzić historię polskich partii politycznych, dyskusję na temat Unii Europejskiej (maturę zdawałem w 2003 roku, więc wtedy to był temat jak najbardziej na czasie), czy na temat JOWu.
Uczniowie po polskiej szkole nie umieją rozwiązywać podstawowych problemów. Zakuć tak, ale rozwiązać zadanie trochę inne niż było w szkole już nie. I jak tacy ludzie mają stawiać problemy ? (parafrazując BTadeusz). Nie mówię już o rozwiązywaniu bo to wyższa szkoła. Pomijam fakt, że nauczeyciele są niedouczeni, nie umieją korzystać z najnowszych zdobyczy techniki. Który nauczyciel ma swoją stronę internetową, na której umieszcza materiały edukacyjne dla młodzieży? Ja wiem, że to wymaga trochę wysiłku, ale młodzież lubi siedzieć przed komputerem, więc dlaczego nie wykorzystać tego do rozbudzenia ich ciekawości i zbudowania strony Internetowej np. z przykładowymi testami sprawdzającymi wiedzę.
Michał (poznaniak, obecnie w Tampere )
Oczywiście myślenie jest
Oczywiście myślenie, rozwiązywanie wiedzy jest kluczowe. Ale często brakuje nawet znajomości podstaw faktografii. Wiedza polityczno-historyczno przeciętnego maturzysty (a więc obwywatela, posiadającego prawa wyborcze) jest słaba.
Przestało mnie dziwić już, że zdarzają się absolwenci liceum nie kojarzący z niczym nazwy/skrótu PZPR.
A moja koleżanka
A moja koleżanka sprzedawała czerwone koszulki z napisem CCCP (ale chyba bez sierpa i młota) i była szczerze zdziwiona, gdy dowiedziała się o co chodzi - ona (maturzystka) i jej siostra (po maturze). Oczywiście zdjęła potem te koszulki z wystawy.
to dowód, że poziom nauczania
w szkołach po tzw. reformie schodzi na psy. Zmniejsza się faktografię nie ucząc myślenia. Porażające. W Polsce chyba jakaś rewolucja edukacyjna jest potrzebna. Kolejny dowód na to, że należy podnieść wymagania maturalne. Obecnie, aby zdać, wystarczy uzyskać 30% maksymalnej liczby punktów. To kpina. Co umie maturzysta, który dobrze odpowie zaledwie na 30% pytań?? Ale nasi politycy wymyślili sobie, że maturę powinno mieć jak najwięcej osób i taki mamy skutek. Przed wojną "poziom matury" oznaczał naprawdę wysoki poziom wiedzy. A obecnie? Pomijam juz kwestie amnestii. Zamiast tego Giertych powininen był wprowadzić dodatkowe egzaminy poprawkowe w sierpniu. Ta amnestia to była kiełbasa wyborcza zatruta jadem kiełbasianym. Kto wie, czy za parę lat, ktoś nie zakwestionuje matur "z amnestoią". Co wtedy będzie z osobami, które rozpoczną studia??
Michał (poznaniak, obecnie w Tampere )
Nie rewolucja, tylko kontrrewolucja
Michał z Tampere: ?W Polsce chyba jakaś rewolucja edukacyjna jest potrzebna.?
Nie, Panie M. z T., nie jest potrzebna żadna rewolucja, a już zwłaszcza edukacyjna. Dzisiaj w branży szkolnictwa potrzebna jest kontrrewolucja. Początkiem tej kontrrewolucji powinna być dekomunizacja szkolnictwa, czyli wywalenie ze szkół i urzędów związanych wszystkich komunistów (byłych członków PZPR, ZSL i SD).
- - - - - - -
Link do informacji "Prawica RP (partia wirtualna)"
Kontrewolucją w szkolnictwie nie byłaby dekomunizacja tegoż, ale
uwolnienie go spod kontroli i własności Państwa. Hough!
niekoniecznie
mamy prywatne gimnazja i licea, ale bardzo często są to szkoły dla snobów, w których 'trendy' jest szpanowanie kasą. Znałem parę osób z takich szkół. Wielką łaskę robiły, gdy jakieś zadania domowe im kazano robić. Najlepsze szkoły to z reguły szkoły państwowe. Oczywiście są też dobre szkoły prywatne, konkurujące z elitarnymi państwowymi liceami ale należą one do rzadkości. Problem leży gdzie indziej. Brak pieniędzy na nowoczesny sprzęt, a także brak woli i wiedzy u nauczycieli jak korzystać z nowoczesnej techniki. W liceum na żadnym przedmiocie żaden nauczyciel nie przeprowadzał lekcji w formie prezentacji multimedialnej. Pomijam fakt, że nie było w szkole rzutnika. Nauczyciele przynudzają i nie potrafią zaciekawić uczniów wiedzą. A jest czym. Jak to jest, że młodzież nudząca się w szkołach i z nudów wyczyniająca różne głupoty na Dniach nauki odwiedza tłumnie wyższe uczelnie, gdzie z chęcią słucha różnych wykładów?
Michał (poznaniak, obecnie w Tampere )
O szkołach jeszcze:
A jak Pan myśli kto sprawuje kontrolę na szkołami prywatnymi i ich programami nauczamia? Św. Mikołaj czy urzędnicy z MEN i kuratoriów?
Byłby to pierwszy przypadek, kiedy monopol państwowy potrafi zrobić coś lepiej niż konkurujący na wolnym rynku obywatele.
O tu już Pan bardzo wiernie opisał modus operandi państwowej instytucji.
W edukacji nie ma wolnego
W edukacji nie ma wolnego rynku zatem nie można twierdzić, że szkoły państwowe radzą sobie lepiej. Po prostu od początku są wyraźnie uprzywilejowane.
Szkoły prywatne i państwowe
Więc należy zlikwidować państwową konkurencję. Tylko, że zmniejszanie konkurencji z zasady szkodzi konsumentom. Niech przetrwają te szkoły prywatne, które wygrywają z państwowymi jakością.
A jakość szkoły to w dużej mierze pochodna jej tradycji. Czegoś takiego nie buduje się w kilkanaście lat. Chodzi o to, że rodzice, którzy sami uczyli się w dobrej szkole, wysyłają tam swoje dzieci. I tu jest faktyczne uprzywilejowanie szkół państwowych.
Też jestem za tym by
Też jestem za tym by szkolnictwo (i nie tylko) sprywatyzować. Jednak szczegóły realizacyjne są cokolwiek złożone.
Powiedzmy, że zaczniemy od wprowadzenia bonu edukacyjnego. Jeśli szczęśliwie tak się stanie, że większość władz samorządowych będzie prorynkowa to prywatyzacja stanie się faktem dosyć szybko bo szkoły konkurują nie tylko o ucznia ale także o pieniądze z dotacji oświatowej. Prywatne jest z reguły efektywniejsze czyli wygra na rynku. Tylko, że bez głębszych zmian w prawie oświatowym na tym się kończy konkurowanie. Dlaczego? Dlatego, że prawo oświatowe precyzyjnie ustala minimum programowe i jest ono tak przeładowane, że bez selekcjonowania uczniów (wybrania najlepszych) możliwość zrobienia czegoś ponad to minimum jest mała. Prawo oświatowe określa też precyzyjnie system kształcenia czyli jakie szkoły istnieją, ile lat trwają, jakie są reguły naboru (m.in. wspomniana selekcja jest wykluczona!) oraz, że obowiązuje system klasowo-lekcyjny. Jak tutaj konkurować w tak sztywnych ramach?
Mimo wszystko myślę, że trzeba zacząc właśnie od bonu!
Bon może być jako forma pośrednia (w końcu droga Polaków do
wolności też wiedzie przez różne III i IV Rzeczypospolite i trzeba się z tym pogodzić). Ale kluczem jest obalenie władzy Państwa nad szkołami, czyli m.in. likwidacja MEN i kuratoriów: to można zrobić za pomocą jednej ustawy.
Rozumiem, że byłaby to
Rozumiem, że byłaby to ustawa o likwidacji ustaw: o systemie oświaty i karty nauczyciela. Obawiam się, że trzeba by też zmodyfikować nieco kodeks pracy i niektóre przepisy dotyczące systemu emerytalnego. Powiedzmy, że udłoby się to zrobić w sensie przeprowadzenia przez Sejm (przez obecny na 100% nie). Myśli Pan, że zysk zbilansowałby się z bałaganem? Na dzień dobry miałby Pan demnstracje wszelkich związkowców organizacji zrzeszających nauczycieli lecz również urzędników. Na jakiś czas likwidacji uległyby szkoły bo większość dyrektorów nie jest w stania działać w nowych warunkach. Zresztą większość rodziców nie chciałaby zapłacić za szkołę a część nie miałaby czym bo już im odebrano podatki (obniżenie podatków nie działa tak szybko - domyślam się, że obniżka też byłaby przewidziana w owej ustawie).
Tak więc bon oświatowy to nie tylko forma pośrednia ale praktyczny sposób na uniknięcie "końca świata" na drugi dzień po.
Popieram bon oświatowy
Może jak będzie się naciskać na prawicowy rząd, to władza obieca go wprowadzić w 2012 lub w 2032 roku;)
Do tego pewne uwolnienie programów: jedni rodzice wybiorą szkoły elitarne, inni te dla opornych. No i oczywiście zasada, że wszystkie wewnętrzne szkolne oceny są weryfikowane przez instytucje zewnętrzne.
Kontrrewolucja
Kontrrewolucja jest przeciwieństwem rewolucji. Rewolucja komunistyczna trwająca w naszym kraju ze zmiennym natężeniem w latach 1944-1989 wymaga kontrrewolucji w postaci dekomunizacji. Prywatyzacja (bądź reprywatyzacja) szkół byłaby usunięciem niektórych dokonań komunistów, ale także i rządów przedwojennych, które nie były rewolucyjne (komunistyczne). Nie można więc zasadnie twierdzić, że prywatyzacja szkół zalicza się w pełni do kontrrewolucji. Reprywatyzacja - tak.
Tak na marginesie, Pan zdaje się nie jest zwolennikiem dekomunizacji szkolnictwa i w ogóle państwa polskiego.
- - - - - - -
Link do informacji "Prawica RP (partia wirtualna)"
.
Tak na marginesie, Pan zdaje się nie jest zwolennikiem dekomunizacji szkolnictwa i w ogóle państwa polskiego.
Co do Państwa, to generalnie uważam, że jest ono wampirem żywiącym się siłami żywotnymi społeczeństwa. Społeczeństwo poddane zbyt długo władzy zbyt silnego Państwa obumiera: niech Pan popatrzy na to co stało się z Rzymianami po okresie cesarstwa, czy z Rosjanami w ZSRS. Państwo swym brutalnym i prostackim działaniem niszczy skomplikowaną tkankę życia społecznego, która raz uszkodzona jest bardzo trudna do odtworzenia.
Dotyczy do również państwa polskiego. Formą polskiej państwowości, która najbardziej mi się podoba i do której odtworzenia w uwspółcześnionej libertariańskiej wersji bym dążył jest I Rzeczpospolita (minus pańszczyzna chłopów oczywiście). Pan ze swoją II Rzecząpospolitą mi nie zaimponuję: jak Pan widzi jestem większym reakcjonistą! Myślę, że tylko w Polsce można być reakcyjnym libertarianinem!
Co do dekomunizacji, to nie mam tu sprecyzowanych poglądów. Postulat niby słuszny, ale byłbym ostrożny z pozbawianiem części obywateli praw politycznych, bo może to doprowadzić do wojny domowej. Przywiązywałbym do tego większą wagę, gdyby nie-komuniści byli równocześnie antyetatystystami, ale tak nie jest. Proszę mi wskazać współczesne środowisko polityczne składajace się z osób, które w żaden sposób nie były "umoczone" w PRL. "Prawica RP" + moja skromna osoba (ze względu na wiek)?
klania sie pan Giertych
cytuje poprzednika
Obecnie, aby zdać, wystarczy uzyskać 30% maksymalnej liczby punktów. - i to jeszcze w jaki sposob trzeba je zdobyc!!!
Roman Giertych wszedł do
Roman Giertych wszedł do ministerstwa bez planu. To oczywiste. Program "zero tolerancji" to tylko normalna reakcja na splot nieszczęśliwych wydarzeń. Prawdą jest że wcześniej tego niestety nie praktykowano. Tych splotów przed kampanią było naprawdę sporo (również kwestia dziwnej notatki i całej hucpy z ambasadą USA, choć to już są tak dziwnie wyglądajace sprawy, że trudno to nazwać przypadkiem). Nawet to nie pomogło, za dużo wcześniej błędów popełniono, żeby tak łatwo zbajerować wyborców.
A że się nie zna i nie ma przy sobie doradców? Typowe. Jeżeli zupełnie zaniedbalo się zaplecze ekspertów, jeżeli promuje się ludzi którzy nie wiedzą nic o życiu to tak to wygląda. I to nie tylko na polu edukacji. Pożytek z takich jest oczywisty, wiedzą że dzięki łasce pańskiej mają pieniądze na życie, to i walczą wiernie za chlebodawcę.
Wystarczy przeglądnąć listę posłów i najbliższych współpracowników, więszość z nich pracę widziała na obrazku.
Merytoryczna ocena? Proszę przegladnąć interpelacje i nieliczne projekty ustaw. Ja najbardziej lubie interpelacje w sprawie przeklinania na stadionach czy możliwosci ścigania Romana Polańskiego.
Oczywiście przez pracę nie rozumiemy tutaj sławetnych "umów o dzieło". Przypomina mi się tutaj tekst kol. W. Bartelskiego "Jak najmniej młodych w polityce" http://konserwatyzm.pl/index.php?option=com_conten...
Nie zgodzę się z nim w każdym punkcie tekstu, ale mniej więcej ma rację. Przykład poslów Ligi to udowadnia najlepiej.
No bo proszę powiedzieć, czy zatrudniliby państwo w swoim przedsiębiorstwie np. pana Wojciecha Wierzejskiego, , który studiował również prawo i zarządzanie jak informuje na swoim blogu, ale nie udało się skończyć(ciekawe czemu?), a w rubryce zawód wpisuje "działacz spoleczny"(za sejm.gov.pl) ????
Pozostaje tylko wygodnie żyć na koszt podatnika.
Ja też byłem długo w MW,
Ja też byłem długo w MW, też z niej odszedłem. Ale nie byłem tak wysoko i nie krytykowałem jej tak ostro zaraz po wyjściu. Bo, co by LPRowi nie zarzucać, to jest trochę dziwne, że wczoraj członek RN MW dziś tak totalnie tą organizację krytykuje (tak było też w przypadku innych działaczy, np. Rogalski). To skoro oni są tacy źli i beznadziejni to po cholerę tak długo i tak wysoko tam byłeś?
Powtarzam: bardzo wiele można LPR i MW zarzucić, ale taka postawa jak kol. Pawła mnie trochę dziwi.
Inny problem w tym, że choć LPR i MW nie są rewelacyjne, to trudno znaleźć lepsze organizacje tego typu...
No nie, muszę sprostować.
No nie, muszę sprostować. "Zbierało" mi się tak od dobrego roku:):)
Organizacji nie krytykuję. Krytykuję jej niedobre zwiazki z LPR.
Właśnie dlatego że trudno znależć lepszych i szkoda ich, szkoda Polski.
Minister Giertych
Komentarz do postu z nie, 19/11/2006 - 19:43 (Michal Swiderski) link http://prawica.net/node/5324#comment-110531
Min. Roman Giertych jest najlepszym ministrem edukacji od dziesięcioleci. Może jest nieco za miękki dla szkolnej łobuzerii, ale miejmy nadzieję, że nabierze bezwzględności. Wspieranie uczniów powinno polegać na stanowczym wymaganiu od nich właściwego zachowania i odrabiania lekcji, a najodpowiedniejszą dla tych młodych ludzi wizją jest wizja ukończenia przez nich szkoły w terminie i z jak najlepszym wynikiem.
Jakie inne wizje są komukolwiek potrzebne? Przecież to właśnie ludzie z głowami pełnymi postępowych wizji doprowadzili szkoły do obecnego stanu totalnego upadku i w związku z tym niezbędne są działania reakcyjne, naprawcze. Dla odpoczynku od lewackiego wizjonerstwa polska szkoła powinna dzisiaj uprawiać konserwatywny zdrowy rozsądek i twardo wskazywać uczniom, gdzie jest ich miejsce i jaka rola.
W obecnych warunkach uczniowie dziewięcioletni częstokroć nie umieją pisać ani czytać, za to umieją, chcą i mogą obrzucić nauczyciela ciężkim mięsem. I nierzadko to robią. Według mnie szkoła zamiast być inkubatorem młodocianych bandytów powinna być miejscem nabierania podstawowych umiejętności (pisanie, czytanie, tabliczka mnożenia, zasady zachowania się w grupie i wobec nauczyciela).
Do tego potrzeba trochę stanowczości ze strony ciała pedagogicznego, no i, oczywiście, porzucenia raz na zawsze bałamutnego mitu partnerstwa między dorosłymi i dziećmi.
- - - - - - -
Link do informacji "Prawica RP (partia wirtualna)"
Generalnie ma Pan rację, ale nie co do zmian w szkole
Moim zdaniem największa wina za sytuację w szkole jest po stronie kuratorium. Moja rodzina jest niejako nauczycielska, w szkole uczy moja matka i żona, mam więc informację z pierwszej ręki. Jeżeli ktoś wierzył, że min. Giertych wprowadził jakieś zmiany w szkole, to go rozczaruję.
Ostatnio (miesiąc temu) moja mama postawiła jakiejś dziewczynie 5 jedynek. Ojciec dziewczyny miał chody w kuratorium, po paru dniach miała miejsce wizytacja. Moja mama dowiedziała się, że nie może ot tak sobie stawiać jedynek, a już w żadnym wypadku za niesubordynację. I że metody ma "przedwojenne" ;-)
Z kolei moja żona była ostatnio na rozprawie, poniewaz jeden z jej wychowanków ma szkolny gang i innego kolegę podpalali dezodorantem. Sąd uznał, że winni powinni poszkodowanego... przeprosić;-)))) Wcześniej problem był ingorowany przez szkolnego psychologa.
Wczesniej żona opowiadała mi o pogadance z panią z kuratorium. Tłumaczyła ona nauczycielom (praktykom), że uczniowie chcą się uczyć, że nie wolno stawiać złych ocen, bo na pewno uczeń chce dobrze, tylko mu nie wychodzi, i tym podobne. Sala reagowała śmiechem.
Jakie ja widzę rozwiązanie: po pierwsze obniżenie wieku obowiązkowej nauki do 14 roku życia. Ci, którzy się do nauki nie nadają przeszkadzają innym i tracą czas, któy mogli by poświęcić na naukę zawodu.
Po drugie: konsekwentne wyrzucanie ze szkół uczniów, którzy sobie nie radzą. Teraz w gimnazjach ma nagminnie miejsce praktyka przepychania uczniów słabych, żeby sobie nimi nie zawracać głowy. Wyrzucić ich nie można, bo dyrektor musiałby znaleść im druga szkołę. Dyrektor oczywiście nie chce problemów i każe stawiać oceny dopuszczające. Potem dziwimy się, że w liceach są półanalfabeci. Następnie ci półanalfabeci zdają maturę (nie chcę przez delikatność wymieniać nazwiska pewnego "prawicowego" polityka, który maczał w tym palce) i idą na studia. Na studiach kupują prace semestralne i uzyskują tytuł magistra, licencjata itd. Ja im tego tytułu nie żałuję, bo wiem, że to jest zupełnie nic nie warte na rynku pracy. Ale proszę zauważyć - te dzieciaki tracą 10 lat życia na niczym, na zdobywaniu fikcyjnej edukacji. Gdyby min. Giertych coś z tym zrobił, to miałby mój głos. Niestety, brak facetowi wyobraźni i wyczucia rzeczywistości.
Do panów Kachniarza i Janika
Przeświadczenie, że szkoła powinna wychowywać to jakaś pomyłka. Wychowanie to zadanie dla rodziny - przede wszystkim rodziców. Mogę ministrowi Giertychowi tylko współczuć. Obrał sobie niemożliwy cel.
Dzieci, które zaczynają w szkole powinny mieć opanowaną przynajmniej podstawową kindersztubę i dobre maniery tak, aby nie było koniecznym narzucanie dyscypliny ani tym bardziej "uprawiać konserwatywny zdrowy rozsądek i twardo wskazywać uczniom, gdzie jest ich miejsce i jaka rola".
Szkoła ma uczyć (!) i nie tylko "podstawowych umiejętności", ale również metod samodzielnego zdobywania wiedzy. W kwestiach wychowania powinno wystarczyć, że szkoła będzie potwierdzeniem dobrych wzorów, które się wyniosło z domu. Wszystko inne jest stratą czasu i energii.
Szkoła: co ma robić?
Kto mówi o wychowywaniu? Jasne, że szkoła ma uczyć. Gdy ktoś się nie chce uczyć ? stawiać jedynki, jak jedynki nie pomagają ? wywalać ze szkoły (rację ma p. Janik). Gdy ktoś się źle zachowuje, karać. Jak nie pomaga karanie ? wywalać i ew. wsadzać do poprawczaka.
Złe zachowanie i złe wyniki w nauce to powód do sankcji wobec złych uczniów. Sankcje takie są pożądane, ale czy spełnią one jakąś rolę wychowawczą? Nie wiem. Uważam tylko tylko, że uczniowie, którzy chcą się uczyć i nauczyciele, którzy chcą uczyć, powinni mieć do tego warunki.
- - - - - - -
Link do informacji "Prawica RP (partia wirtualna)"
No nieźle. Wyrzucili p.
No nieźle. Wyrzucili p. Pawła Bałę z MW :)
A podobno to taka "pluralistyczna" formacja :)
PS: a o "wolnorynkowości" p. Pawła świadczy jego gorące poparcie dla zakazu handlu w wybrane dni tygodnia.
:)
Jestem zwolennikiem pewnych
Jestem zwolennikiem pewnych ograniczeń wolnego rynku, to prawda.
Chociaż gospodarczo jestem oczywiście prokapitalistyczny. Nie rozumiem jednak co ma rynek do zaistniałej sytuacji, ale to pewnie pan Tomek umie tylko powiązać.
Może tylko tyle, że konsumenci stwierdzili jednoznacznie że produkt "LPR" jest marną podróbką partii prawicowej.
pozdr
Eks
Były członek RN MW takie rzeczy o LPR wypisuje?
Niczym Światło; no, ale ten zdaje się nie był w klubie zachowawczo-monarchistycznym.
No trzymajmy się faktów.
No trzymajmy się faktów. Na dziś dzień jeszcze nie otrzymałem decyzji Sadu Koleżeńskiego. Wyrok, że się tak wyrażę, nie jest jeszcze prawomocny. Istnieją jeszcze środki odwoławcze, ale nie chcę poruszać tego tematu. W sumie to detale.
Jak już zostałem wywołany. Jeżeli chodzi o gospodarkę to jestem zdecydowanie wolnorynkowcem z drobnymi wyjątkami, które istnieją zawsze i warto żeby pan Tokarz sobie to uświadomił. Np. obrót zwłokami ludzkimi jest zakazany, przedmiot ten jest wyłączony z obrotu cywilno-pranwego co oczywiście narusza zasadę wolności obrotu. I dobrze, że narusza. Drobne wyjątki muszą istnieć.
Pan Tokarz...
rżnie głupa po prostu, a trochę pewnie pisze to z przekory.;-) No cóż, tutaj akurat Korwin dobrze to ujął.:)
______________
Dariusz Czubak
Swoją drogą jakie to jest przyjemne
Wreszcie mówić, co serce dyktuje.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Oczyszczanie dobre i złe. Stare LPR zamiast Ligi Romana.
Oczyszczanie z Wrzodaka - dobre. Oczyszczanie z Bały - złe. Tymczasem LPR była tworzona jako pospolite ruszenie formacji narodowo-katolickich przy wsparciu Radia "Maryja". To było siłą nośną partii w 2001 roku i przy pewnej bezwładności działało później. Tymczasem stopniowo nastąpiła romanizacja Ligi połączona z niezrozumiałym (dla mnie) konfliktem z Radiem "Maryja".
Czemu nie wrócić do sprawdzonego wzorca i nie stworzyć luźnej formacji łączących różnych ludzi. Też kontrowersyjnych: Wrzodak, Pęk itp. Wtedy każdy wyborca będzie mógł znaleźć coś dla siebie: jeden wybierze Wrzodaka, drugi Sobecką, trzeci Eckardta.
Zaznaczam nie jest członkiem Ligi, tylko zwykłym obywatelem o prawicowo-narodowych sympatiach. Obecna Liga to dla mnie połączenia wodzostwa z sekciarstwem.
No wlasnie
Sam tez kompletnie nie rozumiem tego naglego konfliktu Rydzyk - LPR. Ktos ma jakas teorie?
To proste. Ojciec Dyrektor
To proste. Ojciec Dyrektor postawił na PiS i LPR mu do niczego nie potrzebna. Co więcej, ich samodzielność przeszkadza.
Oczyszczenie z Wrzodaka to
Oczyszczenie z Wrzodaka to ciekawa historia. Nie chcę wdawać się w szczegóły, ale na podkarpaciu Wrzodak robił z ludźmi różne nieprzyjemne rzeczy. Kto wyrastał za wysoko, ten momentalnie stawał się wrogiem. Dobierano więc tylko ludzi "odpowiednich" w myśl zasady "mały człowiek ma pod sobą tylko mniejszych od siebie". Centrala oczywiście była ślepa i głucha. Jak w końcu atakował frontalnie R Giertycha to cudownie odzyskali wzrok i słuch. Gdyby tego nie zrobił to nadal byłby zacnym Zygmuntem. I tak to wyglądało...
A kto oczyści Wrzodaka z
A kto oczyści Wrzodaka z jego pomysłów na gospodarkę? ;-) Jego odejście chyba nie było aż tak wielką stratą, ale mogło co nieco powiedzieć o metodach LPR. Cóż, a Wierzejski, ten jest nawet lepszy od Strąka.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wrzodak odszedł, ale jego
Wrzodak odszedł, ale jego pomysły zostały. LPR nie ma programu, a co dopiero programu gospodarczego. Turla się tak od jednej inicjatywy do drugiej, wciskając ludowi ciemnotę o przecudnej "prospołecznej" gospodarce. Co prawda czasem słowami lidera oznajmia ze najbliższy jest jej taczeryzm, ale trudno te zapewnienia traktować powaznie w świetle dotychczasowej praktyki i koordynowania działań z SO.
To może lepiej, że
To może lepiej, że "odchodzisz" ;-)
Ostatnio lewica deliberowała, LPR też zapewne mógłby coś wnieść.
Całość: Lewica.pl
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Sekciarstwo
To przecież moralność Kalego. Tniemy Wrzodaka - dobrze, Wrzodak tnie "nas" - źle.
Gdy czytam takie rzeczy, to cieszę się swoim politycznym wyalienowaniem. Nie wyobrażam sobie, by człowiek który ma szacunek dla samego siebie, bawił się w gierki typu: "kto z kim trzyma?".
Wie pan...Należy tutaj
Wie pan...Należy tutaj przypomnieć historię Ligi ktora powstała jako konglomerat różnych srodowisk i osobistości. Niestety pan Wrzodak niezbyt pasuje do partii prawicowej, jest deliktanie mówiąc "obciachowy".
Wie Pan...
Ja też jestem za partiami spójnymi ideowo. Ale praktyka jest taka, że wielu ludzi głosuje właśnie na takich "obciachowców".
A potem nieszczęścia z
A potem nieszczęścia z tego same...
Skoro padło moje nazwisko, to gwoli przypomnienia...
Byłem członkiem Ligi Polskich Rodzin. Nie wstydzę się tego. Uważam ten czas za pożyteczne doświadczenie. Wielokrotnie w swojej publicystyce broniłem rodziny Giertychów przed atakami, bo do dzisiaj są w wielu sprawach atakowani niesłusznie. Mogę się pod tym podpisać i dzisiaj. Mam wiele życzliwości do wielu członków LPR, bo są to moi przyjaciele jeszcze z lat działalności w Stronnictwie Narodowym. I tak pozostanie.
Poniżej pozwalam sobie zamieścić to, co niedawno napisałem na swojej stronie internetowej, żeby wyrzucony z hukiem z MW kol. Bała nie czuł się osamotniony :)
********************************
LPR zaryła o dno. Kiedy wiosną tego roku grupa starych działaczy LPR podjęła próbę rewitalizacji tej partii, szybko przekonała się, że to niemożliwe. Koteria skupiona wokół Romana Giertycha i Wojciecha Wierzejskiego zrobiła to co zawsze - wyatutowała reformatorów. Koteria nie dostrzegła wówczas, że strzeliła sobie w kolano. Dzisiaj zbiera tego efekty. Marginalizacja LPR jest faktem. I jest faktem też to, że partia ta stała się balastem dla wszystkich, także dla jej członków. Weksle, umowy notarialne, przedziwne umowy o dzieło, kariery dla wybranych, wyraźnie wskazują, że mamy do czynienia z szemranym holdingiem politycznym, sowicie dotowanym przez państwo, a nie ideową partią polityczną. Holdingiem, który stracił płynność polityczną, którego akcjonariusze w postaci wyborców, w popłochu wyprzedają akcje upadającej firmy, lokując je ze zrozumiałych względów w PiS-ie. LPR to dzisiaj firma "wydmuszka", w pełnym tego słowa znaczeniu. Ostatni wynik wyborczy LPR to, jak mawia się w niektórych środowiskach - "żenua", z akcentem na ostatnią samogłoskę.
Tragifarsa pod tytułem "Wojciech Wierzejski" (0,2 proc. poparcia!) chyba dostatecznie obnażyła, czym jest dzisiaj formacja zdobywająca jeszcze nie tak dawno 16 proc. poparcia. Inwestycja w człowieka, który swoją osobowością odcisnął piętno na wizerunku LPR, sprowadzając ją do poziomu Bubla czy Tejkowskiego, okazała się zgubą LPR. Człowiek, o którym mawia się, że prawdę mówi tylko wtedy, kiedy się pomyli jest dzisiaj synonimem klęski Ligi. Aż dziw bierze, że Roman Giertych, polityk w końcu niegłupi, pozwolił ubrać LPR w twarz Wierzejskiego. Chyba, że robi to po to, żeby błyszczeć na jego tle, a to marna pociecha.
Do wiosny tego roku byłem członkiem LPR. Tak jak kilku innych działaczy zostałem z niej wyrzucony. Powtarzam, nie odszedłem z niej, ale zostałem z niej wyrzucony. Jest jeszcze w Lidze sporo ludzi myślących, uczciwych i ideowych. Szkoda ich dla żyrowania polityki pustych gestów, udawanych katolickich frazesów i zwykłej politycznej hochsztaplerki. Czy warto tkwić w czymś, na co się nie ma wpływu, z czym się nie zgadza i co coraz bardziej uwiera? To pytanie do nich. Sami muszą sobie na nie odpowiedzieć.
Zanim wyleciałem z Ligi, z otwartą przyłbicą pisałem na swojej stronie, co sądzę o mojej ówczesnej partii. Za to zbierałem cięgi i za to z niej wyleciałem. Nie byłem potakiwaczem, bo to nie moja natura. I bez specjalnej satysfakcji przypominam to, co miałem do powiedzenia przed rokiem i wcześniej. Chciałem tylko zmian wewnątrz organizacji, szerszej dyskusji i tego, co było zawsze normalne w Ruchu Narodowym - koleżeństwa. Każda klęska jest okazją do refleksji i rozmowy. Czas na narodowy "okrągły stół", bez kantów i hochsztaplerów. Środowisko, w którym dzisiaj funkcjonuję jest do niego gotowe. Na uczciwych zasadach.
A teraz to, co onegdaj pisałem:
27.09.2005
Liga Polskich Rodzin znalazła się na zakręcie. To nasza wina (także moja), że nie potrafiliśmy przekonać do siebie wyborców i tylko od nas samych zależy, czy w wyborach samorządowych się ostaniemy. Jest na to jeszcze szansa, ale czeka nas wszystkich wielki wysiłek. Musimy nauczyć się pokory. W zasadzie powinniśmy być wdzięczni wyborcom, że dali nam taką lekcję, ale wdzięczni także, że nas definitywnie nie skreślili. Teraz jest czas na przemyślenia i wyciągnięcie właściwych wniosków. Tyle, że ten czas nie jest długi.
10.10.2005
Sporo pytań w minionym tygodniu o przyszłość Ligi Polskich Rodzin, od zwyczajnych ludzi, sympatyków, ale i zwykłych członków. Odpowiadałem jak najoględniej, bo ta przyszłość rysuje się nieciekawie. Wynik wyborczy daleki od oczekiwań, zniechęcenie w terenie oraz brak pomysłu politycznego. W wielu miejscach następuje dekompozycja struktur, co na rok przed wyborami samorządowymi nie wróży Lidze sukcesu. Pomóc jej mogą tylko błędy PiS-u, ale na to - póki co - się nie zanosi. Zresztą to marna pociecha, liczyć na potknięcia innych. (...) Jak w tym wszystkim zyskać wyborcę, naprawdę trudno sobie wyobrazić. Jednak największym problemem Ligi jest brak wizji programowej, jasnego określenia, czego chcemy i dokąd zmierzamy. Zbiór zaklęć orbitujących wokół tzw. polityki prorodzinnej, bezpieczeństwa socjalnego i krytyki UE, nie mogą być fundamentami politycznymi, na których da się dzisiaj zbudować nowoczesną partię o obliczu konserwatywno-narodowym i wolnościowym w gospodarce.
Obawiam się, że Liga może ugrzęznąć w doraznej taktyce parlamentarnej, obliczonej na ugrywanie promili poparcia w krytyce PiS-u i ściganiu się z Samoobroną w socjalnych miazmatach. Analiza elektoratu LPR również nie napawa optymizmem. Patrząc na jego strukturę, zwłaszcza wykształcenie i przedział wiekowy, można - z całym szacunkiem dla niego - przestraszyć się przyszłości. Lidze brakuje dzisiaj paliwa politycznego, jakim była do niedawna Unia Europejska. Dzisiaj znacznie trudniej będzie określić flagowe postulaty polityczne, bo ich specjalnie nie widać. Dla mnie sprawa jest prosta - ja pozostaję przy swoich konserwatywnych i wolnościowych przekonaniach, nie zamierzam uginać się pod żadnym socjalnym dyktatem, nawet jeśli nazywa się go polityką prorodzinną (też mi prorodzinność, gdzie dochód rodziny zależny jest od łaskawości budżetu państwa), nie zamierzam boksować się dla samego boksowania, ani żyć mirażami, że przepływy elektoratu raz promują tych, a raz tamtych.
21.11.2005
(...) Rysuje się pytanie o LPR. Tutaj sytuacja jest bardziej skomplikowana. Liga znalazła się w próżni wywołanej zassaniem jej elektoratu przez PiS. Podstawowe paliwo polityczne, jakim do niedawna była Unia Europejska uległo wyczerpaniu, co boleśnie widać w braku koncepcji programowej Ligi. Na to nakładają się wewnętrzne animozje zakończone secesją części posłów, w tym posłów do Parlamentu Europejskiego. Rzutuje to w grozny sposób na hipotekę LPR, która zaczyna być coraz bardziej obciążona. Ostatnie nieprzemyślane pomysły zaostrzenia tzw. ustawy antyaborcyjnej skutecznie skłóciły LPR z hierarchią kościelną, a dołożony do tego projekt ustawy dekomunizacyjnej zepchnął Ligę na pozycje dawnego ROP-u i ZChN-u. To wszystko połączone z błędami w sprawie polityki wschodniej i brnięciu w socjalno-roszczeniowe miazmaty wskazuje, że Liga oddala się od klasycznej myśli narodowej, która była zawsze myślą komplementarną, pozbawioną ideologicznego mesjaństwa i emocji, realnie oceniającą to, co Polsce w danym momencie najbardziej się opłaca. Przed Ligą stoi trudne zadanie obrania długofalowej strategii politycznej, z jasno wytyczonymi celami i sposobami dojścia do nich. Póki co, Liga grzęznie w niestrawnych społecznie i politycznie pomysłach, bardziej obliczonych na szczypanie PiS-u, niż pokazywaniu Polakom własnej wizji Polski, uwzględniającej zachodzące zmiany w społecznej świadomości (...)
Liga jest dzisiaj na ostrym zakręcie. Wielu jej członków traci zapał i nie widzi sensu swojego zaangażowania. To częsty objaw w formacji, która nie osiągnęła sukcesów wyborczych, a rozbudziła nadmierne oczekiwania. Niemniej jest coś na rzeczy, skoro tego zapału zaczyna brakować tym, którzy mogliby świadczyć o poziomie i pozytywnym obrazie Ligi. Ich głos niknie na puszczy, o ile ktoś go chce słuchać... W sumie szkoda.
07.12.2005
(...) Okazuje się, że geopolityka, która była zawsze endeckim konikiem, dzisiaj została zaniedbana. Różne spojrzenia i wnioski. A może właśnie swoista dywersyfikacja koncepcji politycznych jest drogą dla współczesnej endecji. Może w polityce trzeba dzisiaj używać lekkiej i zwrotnej jazdy, a nie zaciężnej husarii, trudnej do manewrowania w szybko zmieniających się okolicznościach. Czym się różni pole dzisiejszej polityki od tego, na którym działał Dmowski? Niewątpliwie jest bardziej zniuansowane i rozproszone. Okazuje się, że dzisiaj mamy interesy aż w Iraku i Afganistanie, co dawniej było nie do pomyślenia. Inną sprawą jest, czy warto było w te interesy wchodzić, ale skoro mleko się rozlało? Jak uprawiać politykę w dobie permanentnej informacji i wścibskiego otoczenia medialnego. Jakiego języka używać, by idea wszechpolska była przyswajalna w szybko rozwarstwiającym się technologicznie społeczeństwie, którego coraz większe segmenty przenoszą swoją aktywność intelektualną w sieć, tworząc swoiste nowe społeczności. Jak korzystać ze współczesnych instrumentów badawczych (socjometria i psychologia społeczna) i wprzęgać je w strategię polityczną, tak by nie stać się zwykłymi inżynierami dusz. To tylko niektóre dylematy, przed którymi staje dzisiejsza endecja. Od szybkości reakcji i roztropnej analizy zależy jej przyszłość. Jest w każdym razie o czym mocno dyskutować.
02.01.2006
(...) Niezależnie od czasów i sytuacji politycznej istnieje coś takiego, jak szkoła Dmowskiego. Wielu polityków do niej aspiruje, często bez zastanowienia i stosownej refleksji. Warto mieć świadomość, że niektóre z koncepcji Dmowskiego zweryfikowało życie, pokazując, że się mylił. On sam zresztą wielokrotnie powtarzał swoim sympatykom, że nie należy jego książek i koncepcji politycznych traktować talmudycznie, gdyż on sam od wielu odchodził, uznając, że okoliczności i kontekst się zmieniły. Szkoła Dmowskiego, to obok dorobku piśmienniczego przede wszystkim sposób myślenia i oceny wydarzeń politycznych. Zawsze w szerszej perspektywie, sytuującej sprawy polskie na szachownicy geopolitycznej, która bezlitośnie weryfikuje zasób posiadanych sił i instrumentów politycznych możliwych do zastosowania. A wszystko to w twardych regułach realnej polityki, bez sentymentalizmu i chciejstwa.
28.01.2006
Polityka to taka dziedzina, w której - cytując Kazimierza Górskiego - gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Nie wnikając w to, czy obecny sojusz z Andrzejem Lepperem (na szczęście jeszcze nie skonsumowany i tylko werbalny!) jest dobry, czy też nie, trzeba jasno stwierdzić, że ma on związek z dekoniunkturą w jakiej znalazła się Liga Polskich Rodzin. Dekoniunktura ta utrzymuje się pomimo znacznej aktywności parlamentarnej, a nawet widocznych sukcesów (becikowe), co świadczy o zerwaniu lub poważnym zakłóceniu komunikacji Ligi z własnym zapleczem wyborczym. Trwa to od czasów wyborów parlamentarnych, kiedy okazało się, że Liga otrzymała mniejsze poparcie od prognozowanego. Pękła wówczas bariera sondażowa, która pozwalała Lidze patrzeć optymistycznie w przyszłość, jako partii permanentnie niedoszacowanej w sondażach, sprawiającej za każdym razem niespodziankę (wybory samorządowe i do Parlamentu Europejskiego), z którą, na przekór prognozom, trzeba się liczyć. Ten argument po ostatnich wyborach stracił na znaczeniu, choć z pewnością szacunki dające Lidze 2 proc. poparcia rozmijają się z rzeczywistością. Może ona wciąż liczyć na poparcie w granicach progu wyborczego, z lekkim wahnięciem w górę przy niskiej frekwencji wyborczej. Sytuacja taka, w warunkach obowiązującej ordynacji wyborczej, nie rokuje jednak dobrze na przyszłość. Taki wynik niebezpiecznie hibernuje Ligę na statycznym poziomie, dając jej co najwyżej niepewną szansę stania się języczkiem u wagi, gdyby wyniki wyborów temu sprzyjały. Pytanie o przyszłość Ligi staje się więc naglące.
Nie ma sensu przywoływać tutaj katalogu chorób toczących Ligę, gdyż podobne schorzenia toczą inne partie w stopniu podobnym, niemniej - a piszę to już po raz któryś - przed Ligą stoi poważne pytanie o to, jaką formacją chce być, gdyż na pewno nie jest p jak chcą niektórzy - ugrupowaniem narodowym w klasycznym ujęciu. Liga powstała na sprzeciwie wobec AWS i Unii Europejskiej. Nie towarzyszyło temu żadne odrodzenie się myśli narodowej jako takiej, ani żaden ferment intelektualny, znamionujący powstawanie lub przywracanie życiu jakiegoś prądu politycznego i ideowego. Liga od razu weszła w wir bieżączki politycznej, dzwigając na plecach posłów i środowiska, delikatnie mówiąc, niekompatybilne z myślą narodową, a czasami i rzeczywistością. W takich warunkach trudno było o sformowanie zaplecza intelektualnego, które podjęłoby niezbędny dyskurs nad rolą i przyszłością formacji starającej się czerpać ze stuletniej historii ruchu narodowego. Braki tego widać dzisiaj ze szczególną mocą, kiedy konkurencja używając podobnego języka i tricków podprowadziła Lidze sporą część elektoratu. Na to wszystko nakłada się brak skutecznej kampanii wizerunkowej LPR. Bez pokazania szerokiej palety strawnych medialnie twarzy, Liga nie zainteresuje nikogo, poza własnymi działaczami i polityczną konkurencją. Moderacji musi ulec przede wszystkim konfrontacyjny język, którym Liga odstrasza potencjalnych partnerów i niezdecydowanych wyborców, utrwalając obraz stronnictwa agresywnego i niezdolnego do zawierania koalicji. A przecież tak nie jest, gdyż Liga tworzy udane koalicje samorządowe, np. na Mazowszu, gdzie w sposób merytoryczny pokazuje, że może być wartościowym podmiotem koalicji.
I na koniec konstruktywnie. Liga moich marzeń: konserwatywno-narodowa; zdecydowanie wolnorynkowa, nie schlebiająca taniemu populizmowi; antyetatystyczna; obudowana licznymi inicjatywami obywatelskimi; nieklerykalna, ale jednoznacznie broniąca dekalogu; z żywym dyskursem wewnętrznym; z wypracowaną na nowo koncepcją geopolityczną i wizją polityki zagranicznej; z nieprzerwanym i niczym nie zakłóconym krążeniem elit we własnych szeregach; deklaratywnie skromniejsza; korzystająca z nowoczesnych technik komunikacji; stawiająca na poczucie wolności obywateli i ich zaufanie do państwa oraz trzymająca to państwo w życzliwym do tych obywateli dystansie; inicjująca społeczne debaty, nawet kontrowersyjne; raczej słuchająca, niż narzucająca; uprzejma i uśmiechnięta. To na początek zupełnie wystarczy.
07.03.2006
(...) Dla mnie sprawą zasadniczą dla formacji, jeśli nie pierwszoplanową, jest wewnętrzna dyskusja i ścieranie się poglądów. Z tym w Lidze bywa różnie i pod tym względem ma ona wiele do nadrobienia. Nie wyobrażam sobie na progu XXI wieku, w dobie Internetu, wścibskich mediów i szybkiego przepływu informacji, by mogła się utrzymać jakakolwiek formacja pozbawiona platformy dyskusyjnej, reglamentująca członkom dostęp do informacji, tworząca wąskie kręgi wtajemniczonych, a przez to - co nieuchronne - popełniająca błędy polityczne. Partia polityczna z natury jest środowiskiem ludzi, którzy chcą realizować wspólne cele, powtarzam wspólne, najlepiej wypracowane w ogniu polemik i dyskusji.
Być może podchodzę to tego wszystkiego zbyt idealistycznie, ale wiem, czym był ruch narodowy w latach swojej świetności, kiedy był rzeczywistym RUCHEM, ogarniającym wszystkie dziedziny życia społecznego, kulturalnego, naukowego czy wydawniczego. Nie był ruchem jednorodnym, co paradoksalnie stanowiło o jego sile, często wymykał się definicjom, odpowiadał na realne potrzeby i oczekiwania, inspirował, a przynajmniej nie pozwalał być obojętnym. Były w nim rzeczy wzniosłe, ale i małe, o których mówi się niechętnie. Jak to w życiu. Natomiast w godzinie próby zdał egzamin i zapłacił za swoją postawę wysoką cenę. Cenę, którą płaci do dzisiaj w postaci luki pokoleniowej i wymordowanych elit, braku ciągłości myśli politycznej, której nie miał kto rozwinąć, i wreszcie w postaci odium i infamii nałożonej na niego przez prestidigitatorów społecznego przekazu spod znaku czerwonego sztandaru. (...)
(...) W tym wszystkim ważne jest, by członkom i sympatykom Ligi chciało się robić użytek z wiedzy jaką posiadają i nabywają w samorządach, realizując się zawodowo czy w pracy naukowej. Tych ludzi trzeba zacząć wreszcie szanować, nawet, jeśli mają odmienne zdanie niż kierownictwo, i nie wolno zamykać im ust, gdyż zamykanie ich, to pierwszy stopień do zmierzchu formacji, marnowanie jej potencjału i hamowanie niezbędnego krążenia myśli, bez czego trudno mówić o rozwoju intelektualnym ugrupowania.
(...) Liga cały czas posiada potencjał, i co najważniejsze, ma tożsamość wynikającą z dorobku myśli narodowej. Myśli, która czeka na swój właściwy renesans, w nowej oprawie, nie zwulgaryzowanej, raczej lekkiej intelektualnie, atrakcyjnej w formie i głębokiej w treści. To wszystko jest w zasięgu ręki, tylko trzeba to dostrzec. Ale aby to zrobić, należy na moment odejść od politycznej bieżączki, posłuchać ludzi, sięgnąć do zródeł, lekko się wyciszyć, zrobić rachunek sumienia i ... zacząć nowy rozdział. By nie tracić już więcej ludzi, by pozyskiwać, a nie zrażać, by się otwierać, a nie zamykać, by nie być zapatrzonym w czubek własnego nosa, by wiedzieć, że istnieje realny świat poza ulicą Wiejską i biurami poselskimi. By życzliwiej na siebie spojrzeć, bo każdy z nas jest wartością samą w sobie, jest potencjałem i tą przysłowiową cegiełką, z której składa się LPR.
www.eckardt.pl
Umoczeni w PRL
Komentarz do postu z nie, 19/11/2006 - 22:54 (R1A) link http://prawica.net/node/5324#comment-110576
R1A: ?Proszę mi wskazać współczesne środowisko polityczne składające się z osób, które w żaden sposób nie były "umoczone" w PRL.?
Komentarz: spośród sześciu partii, które są w sejmie, przywódcy trzech nie są komunistami: PiS, PO, LPR. W tym sensie partie te nie są umoczone w PRL. Oczywiście, komuniści zdarzają się wśród członków tych partii, ale stanowią tam domieszkę śladową.
R1A: ?Co do dekomunizacji, to nie mam tu sprecyzowanych poglądów. Postulat niby słuszny, ale byłbym ostrożny z pozbawianiem części obywateli praw politycznych, bo może to doprowadzić do wojny domowej. Przywiązywałbym do tego większą wagę, gdyby nie-komuniści byli równocześnie antyetatystystami, ale tak nie jest.?
Komentarz: dekomunizacja częściowa polega na wywaleniu komunistów (byłych członków PZPR, ZSL i SD) z posad opłacanych przez państwo i nieprzyjmowaniu ich na takie posady. Dzisiaj w Polsce komunistów w wieku 36-65 lat jest ok. 2 milionów. Na posadach państwowych jest ich pewnie nie więcej niż pół miliona. Nie widzę, w jaki sposób i jakimi środkami byliby oni w stanie zrobić w Polsce wojnę domową. Pełna dekomunizacja musiałaby polegać na odebraniu komunistom biernego prawa wyborczego (nie mogliby oni kandydować do sejmu, rad samorządowych itp.). To byłoby pewne ograniczenie ich praw politycznych, ale w zamian osiągnęlibyśmy uwolnienie ciał przedstawicielskich od szkodliwego elementu komunistycznego.
Poważną przeszkodą w przeprowadzeniu dekomunizacji, nawet tej częściowej, jest postawa ludzi, którzy stają w obronie komunistów wysuwając absurdalne argumenty typu wojna domowa, lub sugestia, że komunizm to etatyzm. Obawiam się, że przeciwników dekomunizacji jest dzisiaj w naszym kraju więcej niż komunistów.
- - - - - - -
Link do informacji "Prawica RP (partia wirtualna)"
Dekomunizacja to idiotyzm
Byli członkowie PZPR ZSL i SD wcale nie byli automatycznie komunistami. Cała koncepcja zalatuje duchem zemsty w najbardziej prymitywnym znaczeniu tego słowa. Jeszcze gorsze jest podejrzenia, że jest to chwyt młodych wilczków mający zwolnić dla nich posady.
Komuniści z PZPR, ZSL i SD
Dekomunizacja jest idiotyzmem tylko z punktu widzenia komunistów, ponieważ stanowi ona dla nich groźbę oderwania ich tyłków od państwowych stołków, krzeseł i foteli. Byli członkowie PZPR, ZSDL I SD są komunistami, ponieważ czynnie poparli komunizm przez zapisanie się do partii komunistycznych.
Niewątpliwie wywalenie komunistów na bruk zwolniłoby wiele posad w administracji i gdzie indziej w strukturach państwa. Nie jest, moim zdaniem, konieczne obsadzanie wszystkich tych posad przez ludzi młodych nie będących komunistami. Przypuszczam, że znaczną część tych zwolnionych miejsc pracy możnaby po prostu zlikwidować.
- - - - - - -
Link do informacji "Prawica RP (partia wirtualna)"
Może by dopuścić >Prawicowiec
Dowiedzenie, że mimo należności, nie było się komunistą?
Jak gdyby proces o unieważnienie podpisu.
Przed sądem, na rachunek powoda.
Nie byłoby zarzutów o dyskryminację kogokolwiek.
Nie byłoby to dowodzenie niewinności, lecz o stwierdzenie nieważności podpisu pod deklaracją.
PZPR, ZSL i SD to partie
PZPR, ZSL i SD to partie komunistyczne bo taka była ich ideologia. Jeśli ktoś do takiej partii należał to zadeklarował, że tą ideologię popiera a więc jest komunistą. Gdzie tutaj miejsce na idiotyzm?!!!
No jeśli ktoś
p.....ł , ale bez przyjemnosci.
Albo palił, ale się nie zaciągał...
Błyskotliwe, domyślam
Błyskotliwe, domyślam się, że ironiczne, mimo wszystko myślę, że warto się do tego odnieść traktując Pana wpis jako całkowicie poważny.
Należało by odróżnić trzy kategorie byłych członków partii komunistycznych.
1. Ci, którzy wstąpili i działali w partii z przekonania.
2. Ci, którzy wstąpili ze względu na korzyści ale nie działali.
3. Ci, którzy wstąpili w roli Konrada Wallenroda.
Jedynie przypadek 1 nie pozostawia wątpliwości, że ten ktoś jest komunistą.
W przypadku 2 jeśli nawet założyć, że ten ktoś nie jest komunistą to jego osobowość i moralność są obrzydliwe. Warto zagwarantować nieobecność takich ludzi w życiu publicznym.
W przypadku 3 mam pewien problem. Taki ktoś komunistą nie jest. Jest jednak obawa granicząca z pewnością, że gdyby taką furtkę zostawić w przyszłej ustawie dekomunizacyjnej to wymkną się przez nią nawet Jaruzelski i Kiszczak bo powiedzą, że planowali okrągly stół już u boku Armii Czerwonej.
Uważam, że takie ujęcie załatwiłoby
sprawę:TUTAJ
"Wallenrodyzmu" moznaby dowieść przed sądem.
A jesli nie dla dobra Polski?
To pies z nimi tańcował...