Szukaj na PNWydarzeniaGorące tematyZaloguj sięnowedyskutowane 2008
Ile? |
Kolektywizm, czyli marnotrawstwo i konfliktHiszpański myśliciel z Salamanki, Tomas de Mercado, w roku 1571 napisał: ?Widzimy, że dobra prywatne kwitną, podczas gdy należące do rządu cierpią z powodu nieodpowiedniej troski i gorszego zarządzania?. Minęły wieki a spostrzeżenie Mercado nie straciło nic na ważności. Dobra publiczne podupadają dlatego, że, jak napisał inny późnoscholastyczny hiszpański uczony:? każdy człowiek więcej dba o to, co jego własne, niż o to, co wspólne dla wszystkich lub dla wielu, gdyż unikając pracy, zostawia innym troskę o dobro wspólne?. Innymi słowy, chętnych do przeznaczania środków na utrzymanie dobra wspólnego w należytym stanie, brakuje. Natomiast chętnych do czerpania pożytków z rzeczy wspólnej ustawia się długa kolejka. Prowadzi to do traktowania dobra kolektywnego jak łupu i do grabieżczej jego eksploatacji. Niniejszy problem nie dotyczy tylko dóbr publicznych. Dzielenie dóbr na prywatne i publiczne nie do końca oddaje istotę problemu, ponieważ dobro prywatne może być, bądź własnością indywidualną, bądź własnością wspólną. Im więcej osób jest właścicielem dobra prywatnego tym bardziej będzie ono obciążone tendencją do podupadania. Oczywiście skrajność w postaci dobra publicznego, które jawi się raczej jako własność niczyja niż własność kogokolwiek, powoduje występowanie skrajnego marnotrawstwa i destrukcji. Motywacja do utrzymywania dobra z którego korzystać może teoretycznie każdy jest u poszczególnych jednostek tak niska, że środki do tego celu konieczne, trzeba pozyskiwać w drodze przymusu (opodatkowanie). Problem w tym, że płacą wszyscy, a o tym jak używać dobra kolektywnego decyduje większość (przynajmniej w demokracjach). W takiej sytuacji zawsze będzie występować niezadowolona dyskryminowana mniejszość. Roszczenia owej mniejszości spotykają się z reakcją większości. Dochodzi do konfliktu. W obliczu zaistnienia konfliktu interesów władza ma do wyboru trzy warianty działania: 1) iść na ustępstwa wobec mniejszości, 2) nie iść na ustępstwa wobec mniejszości, 3) zmniejszyć strefę publiczną, eliminując przyczynę. Socjaliści są zwolennikami wariantu numer jeden. Twierdzą, (za Marksem) że ?moralność ewoluuje?, toteż zachowania dzisiaj naganne jutro mogą być akceptowaną przez wszystkich normą. Taka postawa sprawia, że zaczyna się przyzwalać na propagowanie różnych dewiacji i wynaturzeń, oczywiście w imię tolerancji i postępu. Stosowanie metody ustępstw jest szalenie niebezpieczne, ponieważ powoduje eskalację roszczeń zgodnie z powiedzeniem: ?Daj palec?.?. Widać to dobitnie na przykładzie środowisk gejowskich. Pierwszym postulatem było: ? nie ważne jak wydajemy się wam obrzydliwi macie nas tolerować?. Gdy homoseksualiści osiągnęli cel numer jeden ? ?tolerancję? ? zaczęli domagać się równości pod hasłem: ?pary homoseksualne są równe parom heteroseksualnym?. W kilku krajach ?równość? została osiągnięta i zalegalizowano ?małżeństwa homoseksualne? oraz prawo takich par do adoptowania dzieci. Przyszła pora na postulat numer trzy. Skoro jesteśmy równi (sami to przyznaliście dając nam prawa), to oznacza, że przez lata byliśmy dyskryminowani, a więc chcemy zadośćuczynienia !! Konserwatyści wybierają wariant drugi ? nie iść na ustępstwa. Konserwatyści uważają, iż moralność jest czymś uniwersalnym i ponadczasowym, że jest zdefiniowana raz na zawsze. Nie dopuszczają więc w sferze publicznej do jej naruszania. Konserwatyści są przekonani o istnieniu porządku (boskiego bądź naturalnego), którego zachwianie prowadzi do upadku. Socjalista na zjawisko zwiększonego spożywania alkoholu przez młodzież w parkach publicznych powie, że trzeba to tolerować, konserwatysta powie, że jest tym zmartwiony i że należy zwalczać to zjawisko. Libertarianin, zwolennik trzeciego wariantu rozwiązywania konfliktu interesów stwierdzi, że jest zmartwiony istnieniem parków publicznych. Pisząc o konflikcie interesów mam na myśli konflikt, występujący pomiędzy grupami społecznymi, dotyczący tego, jak używać dóbr wspólnych. W przypadku zaistnienia konfliktu pomiędzy władzą i społeczeństwem, władza zawsze stoi po stronie władzy. Ale to już inny kryminał.
|
Niby tak jest. Ale oprócz
Niby tak jest. Ale oprócz tego jest jeszcze sprawna administracja. Państwo nie może obejść się bez administracji. Miasta sprawnie zarządzanie kwitną, szybko doczekują się remontów dróg, skrzyżowań, remontów dworców kolejowych, bezpieczeństwa i czystości na owych dworcach, itd. Miasta skorumpowane choćby z nie wiem jakim kapitałem prywatnym mogą i 30 lat czekać na położenie asfaltu na drogach które tego nie mają. Jest coś takiego, jak państwo lepsze lub gorsze, nie rozwiąże się problemu fobiczną regułką "mniej urzędników". Jako klasyczny przykład można podać powtarzane często porównanie urzędników z zaborów pruskiego i rosyjskiego.
Oczywiście są wyjątki...
Czasami zdarza się że kolektywne jest utrzymywane w dobrym stanie. Tylko pytanie: jakim kosztem ? Moim zdaniem zbyt wysokim.
Proponuję lekturę Bastiata
"Co widać i czego nie widać", ktora powinna rozwiać Pańskie wątpliwości. A co do urzędników pruskich czy ruskich - ci pierwsi więcej czasu przeznaczali na higienę osobistą więc mniej czasu pozostawało im na korupcję.
jaka większość?
w tzw. demokracji ustanawianie parytetu "wiekszosci" jest tak róznorodne , a nawet skomplikowane, że w zadnym przypadku nie mozna obronić tezy, iz w demokracji zawsze rządzi 'większość".
Nalezy jeszcze sprecyzować o wiekszośc czego chodzi i jak liczona jest owa wiekszośc.
Bo często zdarza się, ze po owym specyzowaniu owa wiekszośc to akurat mniejszośc, i niezadowolenie budzi to, ze mniejszośc narzuca swoje "prawo".
Wskutek prostego zjawiska naturalnego, ze wiekszość tzw. "elektoratu" stanowią osoby , ktore nie mają własciwego poglądu na istotę rozstrzygnięć gospodarczych, politycznych i społecznych, demokracja jawi sie jako bardzo kosztowny ( i mało efektywny ) system organizacji instytucji politycznych ( publicznych ).
Posiada ona bowiem immanentnie wbudowaną w swoja "logikę" sprzeczność między tzw. racją stanu a vox populi. Stąd w tzw. demokracjach jest tak duza rola instytucji medialnych ( ogłupiaczy ), służących do moderowania owego vox populi.
Gorzej, jesli instytucje medialne reprezentują na danym terytorium ( administrowanym przez władzę państwową ) rację stanu
niekoniecznie administratora tegoz terytorium.
Dajmy na to, że znam takie terytorium.
unukalhai
Można szukać przyczyn
w psychologii jednostki, tłumu, władzy.
Ale wystarczy wprowadzić podatek pogłówny, byśmy wszystkie wydatki "publiczne" - czyjeśtam, zaczęli odczuwać, jak swoje.
Byśmy stali się bardziej nerwowi i stanowczy w domaganiu sie zalania dziury w asfalcie, skoro zapłaciliśmy na drogi.
Byśmy zauważyli, że za telewizyjne dywagacje socjoligów i politologów MY sami płacimy.
Ze polityk, który takich "podpórek" potrzebuje, to marny i niesprawny polityk.
Byśmy wreszcie zrozumieli, że uczeń zakładający wiadro na głowę nauczyciela robi to za nasze pieniądze.
Wystarczy zdjąć podatek z benzyny, chleba, papierosów, czynszu i wszelkiego ruchu pieniądza. I zmusić nas, abyśmy te 50% swego dochodu zaczęli "co pierwszego" nosić "w zębach" do Urzędu Skarbowego.
Mielibyśmy erupcję geniuszy ekonomicznych.
Natychmiastową.
Ale komu to potrzebne.
A jesli niepotrzebne, to po co zakładać jakies partie?
PRZESTAWIAJMY PROBLEMY Z GŁOWY NA NOGI...
Precyzyjnie, prawdziwie i
Precyzyjnie, prawdziwie i szokująco. Logika bez zarzutu. Wypadałoby się jedynie podpisać, ale...
Nie obawia się Pan, że ktoś będący u władzy weźmie to dosłownie i wprowadzi w życie? Może być jeszcze gorzej i ten ktoś będzie mieć w nazwie, że jest konserwatywno-liberalny. Klęska pewna. Obrzydzenie do konserwatywnego-liberalizmu pewne. Tak działa propaganda, która już skutecznie wmówiła znacznej części społeczeństwa, że NSDAP to prawica i podobne bzdury. Rozwiązqanie problemu musi się zaczynać od zlikwidowania większości wydatków i wynikającej z tego obniżki podatków. Ideał w postaci pogłównego, wtedy już na poziomie jakichś 10% (mówię o sumie wydatków państwowych w PKB) to jedna z ostatnich rzeczy.
Marek Bekier
W DEMOKRACJI RZADA NIEZORIENTOWANI
We wszystkich ugruntowanych demokracjach rysuje sie wyrazny podzial na prawice i lewice i tych, ktorzy ich popieraja. Podzial ten jest mniej wiecej wywazony mniej wiecej 45% po obu stronach. Wyboru dokonuje wiec 10% niezadeklarowanych. Osiagniecia rozmaitych grup mniejszosciowych sa skutkiem takiego stanu rzeczy. Glowne sily polityczne "kupuja" sobie glosy rozmaitych mniejszosci obietnicami specjalnych przywilejow. Problemem jest to ze z tych obietnic musza sie wywiazac, bo nastepne wybory...
Tym sposobem faktyczna wladze polityczna zyskuje 10% wyborcow niezainteresowanych panstwem jedyni wlasnym tylkiem (czasami w sensie doslownym). Naturalnie jest to spore uproszczenie. Owe obietnice dla mniejszosci moga zniechecic wiernych wyborcow, ale jest to powodem czesto dosyc egzotycznych posuniec rzadowych. Rowniez podzial prawica-lewica zalezy od tego gdzie miesci sie punkt centrum, a ten generalnie przesowa sie w lewo. Ludzie lubia obiecanki, a jedynie niektorzy zdaja sobie sprawe, ze nie ma nic.
Marcin Bienkowski
mb5151@poczta.fm
Marcin Bienkowski
mb5151@poczta.fm
Nie ma związku
Nie rozumiem jaki ma związek problem dóbr publicznych/prywatnych z tym czy homoseksualizm i małżeństwa homoseksualne są legalne? Jarosław chyba albo ma za dobry towar, albo wszystko mu się kojarzy z seksem.
Chciałem pokazać przykład
Chciałem pokazać przykład eskalacji roszczeń. Aczkolwiek związek z tematem niewielki. Chociaż jakbym się uparł to bym napisał, że owa eskalacja zaczyna się od parad czy wpuszczania pewnych środowisk do szkół.
Do reszty komentarza się nie odniosę.
Ok, szkoda tylko że nie ma
Ok, szkoda tylko że nie ma w tym artykule żadnej konkluzji, piszesz o eskalacji roszczeń w ogóle, nie odpowiadając na pytanie czy przykładowe roszczenia homoseksualistów są słuszne. Kolektywizm rzeczywiście prowadzi do konfliktów. Państwo kolektywistyczne narzuca obywatelom niesprawiedliwe ograniczenia nie związane z ochroną wolności jednostki, faworyzując jedne grupy kosztem innych, czego przykładem jest instytucja małżeństwa heteroseksualnego. Z jakiego powodu dwoje ludzi nie może zawrzeć związku małżeńskiego gdy są tej samej płci? Ponieważ zabrania tego moralność panującej obecnie formy kolektywizmu, mimo że teoretycznie konstytucja zabrania dyskryminacji ze względu na płeć.
Homoseksualiści nie są dyskryminowani
Nikt nie zabrania gejowi ożenić się z kobietą!
I dużo ta pani będzie mieć z geja-męża pożytku?
Niech się pan ożeni z lesbijką. Będzie panu do domu dupy przyprowadzać.
Granice prywatnej własności
Faktyczna własność prywatna jest ograniczona skalą. Wielkiej firmy właściciel po prostu nie może sam upilnować, tak jak luz faraonowie nie mogli ogarnąć starozytnego Egiptu.
Re: Granice prywatnej własności
Przyjmuje się, że właściciel może osobiście kierować całością spraw firmy do czasu, gdy zatrudnia ona nie więcej niż 20 osób (około).
Później powinien delegować uprawnienia.
Jeżeli dobrze rozumiem, nie powinno być większych firm prywatnych niż 20 osobowe?
Pzdr: Witek