O pracy i bezrobociu

Karol Marks akceptując laborystyczną teorię wartości doszedł do wniosku, że właściciel kapitału wyzyskuje pracowników najemnych. Rozumował tak: skoro źródłem wartości jest praca, a przedsiębiorca sprzedaje towary po cenie wyższej niż płace robotników to w oczywisty sposób zawłaszcza sobie pewną nadwyżkę, co zdaniem Marksa jest niesprawiedliwością. Zaczęło się od Adama Smitha. Ten szkocki myśliciel, uważany powszechnie za ojca nowożytnej ekonomii, stworzył pewną teorię, która dała po pewnym czasie asumpt do powstania doktryny "wyzysku kapitalistycznego". Była to "laborystyczna" teoria wartości.

Wyzysk

Sprowadzała się ona do uznania za prawdziwe stwierdzenia, iż wartość towaru zależy od wartości pracy włożonej w jego wytworzenie. Błędność tej teorii wykazali pod koniec XIX wieku ekonomiści austriaccy z Carlem Mengerem na czele. Jednak popularność szkoły klasycznej spowodowała, że pomysły "marginalistów" nie były szerzej znane w świecie nauki.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że epokowe dzieło Smitha "Badania nad przyczynami..." aż roi się od błędów. Owe błędy przyczyniły się do powstania całej szkoły ekonomii, nazwanej później klasyczną.

Karol Marks akceptując laborystyczną teorię wartości doszedł do wniosku, że właściciel kapitału wyzyskuje pracowników najemnych. Rozumował tak: skoro źródłem wartości jest praca, a przedsiębiorca sprzedaje towary po cenie wyższej niż płace robotników to w oczywisty sposób zawłaszcza sobie pewną nadwyżkę, co zdaniem Marksa jest niesprawiedliwością.

Żeby tę niesprawiedliwość zlikwidować należy z robotników zrobić właścicieli kapitału (bezprawnie, na siłę i pozornie). Jakie były skutki wcielania w życie marksistowskiej "ekonomii" mogliśmy oglądać przez 50 lat pryla, a obecnie można je śledzić w raju Kima gdzie kwitnie handel ludzkim mięsem. Tam wyzysku nie ma. Ale do rzeczy.

Istnienie czegoś takiego jak płaca minimalna jest pochodną marksistowskiego myślenia o gospodarce właśnie. Osoby, które wprowadziły przepisy o płacy minimalnej oraz ci, którzy owe przepisy popierają są de facto wyznawcami doktryny wyzysku.

Płaca minimalna ma być narzędziem uniemożliwiającym wyzyskiwanie pracowników nazbyt. Jednak tak jak w większości przypadków interwencjonizmu państwowego, w przypadku płacy minimalnej działa "reguła przekory". Im bardziej centralni planiści walczą z jakimś "negatywnym" zjawiskiem tym to zjawisko przybiera na sile. Więc po kolei.

Chcącemu nie dzieje się krzywda

Jedno z podstawowych twierdzeń prakseologicznych mówi, iż na dobrowolnej wymianie korzystają (zyskują) obydwie strony wymiany. Nie inaczej przedstawia się sytuacja w przypadku przedsiębiorcy i pracownika najemnego. Mamy tutaj do czynienia z obustronną korzyścią. Gdyby obie strony nie korzystały na wymianie to do takiej wymiany by w sposób oczywisty nie doszło.

Zwolennicy płacy minimalnej i generalnie "prawa pracy" stoją na stanowisku, iż przedsiębiorca ma o wiele silniejszą pozycję przetargową a prawo pracy ma na celu ochronę pracowników i wzmocnienie ich pozycji. Jak często w ekonomii bywa sprawy mają się tutaj całkowicie odmiennie niż się powszechnie sądzi. Pozycja przetargowa pracownika jest lepsza, kiedy ma on więcej korzystniejszych alternatyw zatrudnienia.

Dotyczy to nie tylko bezrobotnych, ale także już zatrudnionych. Tak więc pozycję pracownika drastycznie obniża występowanie w gospodarce wysokiego przymusowego bezrobocia, które istnieje właśnie "dzięki" prawu pracy. To niczym nieskrępowana przedsiębiorczość jest źródłem dobrobytu i wzrostu realnych płac w gospodarce, natomiast ograniczenia takie jak płaca minimalna wywołują bezrobocie i są skuteczną barierą dla wzrostu wynagrodzeń.

Po co zatrudnienie

Spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego w ogóle pracujemy. Gdybyśmy żyli w raju najprawdopodobniej nie istniałby problem pracy i płacy minimalnej. Ponieważ nasza planeta nie jest rajem, a my żyjemy w świecie rzadkich zasobów, konieczne jest wykonywanie pracy w celu przetwarzania tych zasobów i dystrybucji efektów tego przetworzenia.

W celu wyjaśnienia zjawiska jakim jest zatrudnienie posłużymy się jak to często w ekonomii austriackiej bywa eksperymentem myślowym. Wyobraźmy sobie świat w którym każdy pracuje na własne konto. Każdy jest samo zatrudniającym się jednoosobowym przedsiębiorcą. Nie trudno się domyślić jaką trudność sprawiłoby każdemu z osobna wytworzenie jakiegokolwiek prymitywnego dobra.

Załóżmy, że każdy osiąga jakiś dochód, którego wysokość będzie uzależniona od czasu przeznaczonego na wykonywanie pracy i wydajności. Po pewnym czasie część osób zgromadzi oszczędności (kapitał). Dzięki tym oszczędnościom przedsiębiorca będzie w stanie kogoś zatrudnić. Do zatrudnienia dojdzie jeśli przedsiębiorca zaoferuje osobie samo zatrudniającej się większy dochód niż jest ona w stanie wytworzyć sama. I teraz najciekawsze.

W pierwszej kolejności zatrudnienie znajdą osoby najmniej wydajne. Ponieważ to osoby o najniższej wydajności najbardziej (relatywnie) skorzystają na wejściu w kooperację z zatrudniającym go przedsiębiorcą. Fenomenalne!

Najmniej wydajni jednoosobowi przedsiębiorcy, którzy nie wytrzymują konkurencji na rynku w pierwszej kolejności znajdują zatrudnienie u najbardziej wydajnych przedsiębiorców. Takie są fakty.

Jednak obserwacja otaczającej nas rzeczywistości skłania nas do stwierdzenia, że to osoby najmniej wydajne najbardziej narażone są na przymusowe bezrobocie. Winna tutaj jest oczywiście płaca minimalna.

Mur wydajności

Faktem jest, że przedsiębiorca zatrudni pracownika tylko w sytuacji, kiedy dodatkowa wartość wytworzona przez tego pracownika będzie wyższa niż koszt jego zatrudnienia.

Innymi słowy jeśli krańcowy produkt jego pracy będzie niemniejszy niż krańcowy koszt jego zatrudnienia. Załóżmy, że parlament przyjmuje ustawę zabraniającą zatrudniania osób za wynagrodzeniem niższym niż 1000 złotych.

Wszystkie te osoby, których wydajność jest poniżej tego tysiąca złotych nie znajdą zatrudnienia. Ów poziom wydajności dla wielu może okazać się nie do przeskoczenia. Dlatego płaca minimalna ma wpływ na występowanie przymusowego bezrobocia zwłaszcza wśród młodych ludzi bez doświadczenia zawodowego, niepełnosprawnych oraz ludzi słabo wykształconych.

Przedsiębiorca daje czas

Wspomnieliśmy już że samo zatrudniającemu się przedsiębiorcy wytworzenie nawet najprostszego dobra przysporzyłoby wiele kłopotu i zajęło mnóstwo czasu. Czas jest właśnie tym zasobem który oferuje przedsiębiorca zatrudnianemu. Przedsiębiorca nie zawłaszcza sobie żadnej wartości dodanej przez robotnika.

Pracodawca daje zatrudnionemu czas w zamian za zysk. Dzieje się tak ponieważ przedsiębiorca jest w stanie czekać na efekty pracy pracownika. Efekt w postaci finalnego dobra konsumpcyjnego może być osiągnięty po bardzo długim czasie, natomiast pracownik otrzymuje wypłatę cały czas, w trakcie trwania procesu produkcyjnego.

Poza tym przedsiębiorca ponosi ryzyko, z którego pracownik jest zwolniony. Zatrudniający otacza przed pracownikiem barierę chroniącą go przed ryzykiem. Dlatego przedsiębiorca jest dla pracownika dobrodziejem a nie wyzyskiwaczem. Aby sobie to uzmysłowić wystarczy wyobrazić sobie świat bez przedsiębiorców. Nie wyglądałby on zachęcająco.

Automatyzacja

Mit mówiący o tym, że automatyzacja zabiera miejsca pracy był wielokrotnie uśmiercany oraz wielokrotnie resuscytowany. Argumentacja technofobów brzmi mnie więcej tak: nowoczesne maszyny powodują wzrost wydajności. Jeżeli maszyna wykonuje w ciągu 1 godziny 5 razy więcej pracy niż człowiek, to w momencie wprowadzenia jej do fabryki pracę stracą 4 osoby (jedna musi pozostać do jej obsługi).

W ten sposób firmy zmniejszają zatrudnienie i wywołują bezrobocie. Argumentacja jest słuszna jedynie w połowie. Faktem jest, że zatrudnienie w przedsiębiorstwie, które zaopatrzyło się w maszynę spadnie, nie można jednak tej sytuacji uogólniać na całą gospodarkę i stwierdzić, że wzrośnie bezrobocie.

Dzieje się tak ponieważ: 1) rośnie zatrudnienie w sektorze produkującym maszyny, 2) koszty a tym samym ceny produktów w branżach zautomatyzowanych spadają, dzięki temu w kieszeniach konsumentów pozostaje więcej dochodu, który mogą przeznaczyć na zakup dóbr z innych "nie zautomatyzowanych" sektorów zwiększając w nich zatrudnienie.

Co więcej, zmniejszenie się zatrudnienia w pewnych sektorach jest warunkiem koniecznym postępu. Ponownie posłużymy się tutaj eksperymentem myślowym. Wyobraźmy sobie, że każdy człowiek na świecie sporządza "listę życzeń". Na początku listy znajdować się będą dobra najbardziej pożądane, dalej na liście będą dobra pożądane coraz mniej.

W momencie X, przy zaangażowaniu całej światowej siły roboczej możliwe jest zaspokojenie potrzeb z listy do jakiegoś poziomu w dół. Załóżmy, że będzie to średnio 10% wszystkich życzeń. Następnie wprowadzamy maszynę do jednego z sektorów przemysłowych. Ilość wytworzonych dóbr w sektorze nie spada przy zatrudnieniu mniejszym o np. 30%. Owe 30% zwolnionych może zająć się produkcją dóbr znajdujących się coraz niżej na liście.

Mur ubóstwa

Kolejnym czynnikiem wpływającym na wzrost rejestrowanego bezrobocia (nie przymusowego) są różnego rodzaju zasiłki. Pomoc udzielana grupom nie posiadającym dochodu zmniejsza drastycznie ich skłonność do jego uzyskiwania. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest tzw. ukryta krańcowa stawka opodatkowania.

Przykładowo, osoba otrzymuje zasiłek dla bezrobotnych w wysokości 400 zł oraz zasiłek z opieki społecznej w wysokości 150 zł, w momencie podjęcia pracy i osiągnięcie dochodu np. 1000 zł, musi zapłacić podatek w wysokości 190 zł. Jednak ukryta krańcowa stawka opodatkowania wynosi 550 złotych, ponieważ w momencie podjęcia pracy osoba traci prawo do zasiłków. Ukryta krańcowa stawka opodatkowania tworzy tzw. mur ubóstwa, który skutecznie zniechęca wiele osób do podjęcia pracy oraz uniezależnienia się od zasiłków.

Podsumowując, winnym istnienia zjawiska jakim jest bezrobocie jest tylko i wyłącznie PAŃSTWO !!!


Jarosław Cholewiński
inne teksty autora...
O autorze: mam 24 lata, mieszkam w Płocku, jestem absolwentem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (ekonomia menedżerska). Moje zainteresowania to: teoria ekonomii, rynek kapitałowy, polityka. Jestem umiarkowanym konserwatystą w kwestiach obyczajowych, natomiast w sprawach gospodarczych jak na warunki polskie jestem skrajnym liberałem.

0
Jeszcze nie głosowano
 

Epilog realisty

Miło przeczytać taki artykuł. Miło było by, gdyby takie poglądy należały do politycznego katechizmu zwycięskiej w wyborach prawicy.
Niestety, jest inaczej. Zwycięska prawica wyznaje zupełnie inne przekonania ekonomiczne. Gdyby wyznazała powyższe, nie była by zwycięską. Na przeszkodzie likwidacji w Polsce bezrobocia stoi ludzki konserwatyzm, który powoduje, że ludzie zastany stan uważają w zasadzie za słuszny, tylko to i owo trzeba poprawić. Druga przeszkoda, to powszechne przekonanie, że od państwa należy się każdemu opieka, a kapitalizm to zło konieczne. Dotyczy to także sporej części klasy politycznej (Tzn. oni naprawdę w to wierzą, a nie głoszą tego tylko w celach propagandowych). Inne powody, to związki zawodowe, które o likwidacji płacy minimalnej, czy zmmianach w kodeksie pracy słyszeć nie chcą. Co do zmiany podatków - partia, która startowała pod hasłami podatku liniowego przegrała. Ludzie w większości tego nie chcą.
Konkluzja - wprowadzenie w życie jakichś racjonalnych zmian w Polskiej gospodarce to kwestia nie najbliższych wyborów, ale dekad, o ile w ogóle. Naprawdę nie bardzo wiem jak ludzi przekonać do liberalizmu gospodarczego. Ludzie oczekują pewności i gwarancji, to podstawowa ludzka potrzeba. Iluzję tego dają im socjaliści i solidaryści. Liberał może tylko powiedzieć - "być może będzie dobrze, jak się postarasz, ale pewny, to jestem tylko, że jest Bóg w niebie". Przeciw ludziom przedającym iluzje pewności jesteśmy na przegranej pozycji.

"Epilog realisty"

?(...)wprowadzenie w życie jakichś racjonalnych zmian w Polskiej gospodarce to kwestia nie najbliższych wyborów, ale dekad, o ile w ogóle.?
W innym miejscu (na Prawicy.Net), inny ?realista? pisze, iż obecny poziom zarobków obywateli krajów ?starej Europy? osiągniemy za 50 (sic!) lat.
Pamiętam również, iż pierwszy minister finansów wolnej Rzplitej oświadczył na początku lat '90, że poziom rozwoju Bundesrepubliki osiągniemy za około 40 lat. W jakimś sensie jest to realizm. Realizm kolejnych ekip rządzących. W ten realizm wpisuje się doskonale obecna Husarsko-Buraczano-Moherowa koalicja. W Polsce się nie da.
Udało się kiedyś w Thatcherowskiej Anglii, udaje się w Estonii, Słowacji, Słowenii ? lecz nie w Polsce.
My poczekamy; jeszcze 10 ? 20 lat realizmu a w Polsce pozostaną li i jedynie wymierający: postkomuniści i ?moherowe berety?.
A artykuł Młodego Człowieka ujął mnie ? nigdy za dużo takich tekstów. Choć może moje spojrzenie jest skrzywione poprzez:
?Jestem umiarkowanym konserwatystą w kwestiach obyczajowych, natomiast w sprawach gospodarczych jak na warunki polskie jestem skrajnym liberałem.?
Pozdrawiam

-------------------------
"...wybieraj póki czas, wybieraj na co czekasz, wybieraj. I aby ci pomóc nieznacznie popychamy języczek wagi."

Eeee ..."tylko kierunek działania ma znaczenie"

Bardzo interesujący

Bardzo interesujący artykuł. Gratuluję.

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.