Kto z tej listy?

Kto jest "Delegatem" spośród osób z tej listy? A może żaden z nich? Może to ktoś z Rzymu?

- http://www.rzeczpospolita.pl/teksty/plus_minus_060...

Jeżeli Lech Wałęsa wie, to jego obowiązkiem jest nam to powiedzieć, nie czekając na nic!!!

To jest: Lesław

Andrzej Celiński

Andrzej Celiński jest dzisiaj na czołówce w Onecie. Pewnie przez przypadek.
http://wiadomosci.onet.pl/1366920,11,item.html

PS. Dopiero teraz przeczytałem raport TW "Delegata" zamieszczony w Rzepie. Wygląda jednak, że to nie był Celiński.

To jest: triarius

zgoda

Proszę nie obrażać ludzi

FLAGA

ADMIN

To jest: Lesław

Zarówno Pan jak i ja

Zarówno Pan jak i ja ulegliśmy pochopności w sądach. Według http://forum.fronda.pl/forum.php?akcja=pokaz&id=61... poszlaki wskazują na prof. Kukułowicza, a cała publikacja na zemstę WSI na ludziach Kościoła.

To jest: ratus

Oj, tropiciele...

Czy to nie dziwne, ze służby pozyskały agenta,który miałby w przyszłości być członkiem delegacji do papieża i proroczo dały mu PO "Delegat"?
Druga wersja: czy członek delegacji ochoczo podjąłby wspólpracę?

Ślepy zaułek Panowie.

To jest: Lesław

Re: Oj, tropiciele...

cytuję ratus:
Ślepy zaułek Panowie.

Myli się Pan. Proszę przeczytać dzisiejszy blog "gdańszczanina".

To jest: ratus

Ślepy po całości.

"Delegat" (niech będzie, przyznajmy mu samodzielny byt), nie był w owej delegacji...

Panie ratus, jaśniej

Panie ratus, jaśniej proszę, co znaczy, niech będzie, że to byt samodzielny. Klossa się naoglądał? Delagat to Gruppencośtam WOLF?

To jest: ratus

Dziś to Janosika performowali...

"Delegat" to jest agent wirtualny, dla zgarnięcia kasy za informacje zdobyte przy gorzale.

To musieli go w Gdańsku

To musieli go w Gdańsku wymyślić, bo był prowadzony ( wynika z artykułu) przez gdańską SB. Hmmm, a jak to jednak ksiądz i dajmy na to, nie Jankowski?

To jest: Lesław

Jankowski ma podobno status

Jankowski ma podobno status pokrzywdzonego. Ale różne rzeczy mogą się znaleźć.

To jest: Lesław

"Delegat" ma status pokrzywdzonego?

cytuję Lesław:
Jankowski ma podobno status pokrzywdzonego. Ale różne rzeczy mogą się znaleźć.

Czyżby się znalazły?
http://wiadomosci.onet.pl/1367615,11,item.html

Andrzej Friszke; a gdzie Cenckiewicz?

cytuję Lesław:
cytuję Lesław:
Jankowski ma podobno status pokrzywdzonego. Ale różne rzeczy mogą się znaleźć.

Czyżby się znalazły?
http://wiadomosci.onet.pl/1367615,11,item.html

No, jak Friszke - to koalicja strachu gra ponownie.

To jest: ratus

Padnę chyba w konwulsjach

Gdańska SB, he he, to jak polski oddział CIA.

Bezposrednio zanim pan

Bezposrednio zanim pan padnie, będzie jeden taki moment, kiedy poczuje się pan lepiej. Wtedy tez przyjdzie zrozumienie, że chodzi tylko o to, gdzie powstawała lub przyporządkowana była dokumentacja....

To jest: ratus

Pośmiać się zdrowo

i przeponie ponoć służy...
Delegatury to oszczędność na delegacjach.
Operacyjny prowadzący jest z centrali.

To jest: Lesław

Przeczytajmy jeszcze raz

Przeczytajmy jeszcze raz artykuł oficerów na etatach niejawnych, tfu, chciałem powiedzieć, dziennikarzy Rzepy:

O raporcie rzymskim i "Delegacie" rozmawiamy niezależnie z dwoma historykami IPN: dr. hab. Janem Żarynem, znawcą stosunków między państwem a Kościołem w PRL, i Grzegorzem Majchrzakiem, który przygotowuje doktorat o rozpracowaniu władz pierwszej "S" przez SB.

Ich oceny są niemal identyczne. Twierdzą, że jest to ciekawy i ważny dokument świadczący o działalności agenturalnej "Delegata". Mimo że nie pochodzi on od tajnego współpracownika, lecz od kontaktu operacyjnego, to jednak ze względu na charakter zawartych tam informacji można śmiało powiedzieć, że mamy do czynienia z działalnością agenturalną. Być może samemu "Delegatowi" wydawało się, iż bierze udział w negocjacjach politycznych z SB - przedstawicielami władzy. Podstawowe pytanie brzmi bowiem tak: czy mamy do czynienia ze świadomą współpracą, czy też nieprzemyślanym gadulstwem? Trzeba jednak pamiętać, że rozmowy z funkcjonariuszami SB nie były bezkarne, gdyż nie interesował ich polityczny dialog z przedstawicielem Kościoła, a jedynie pozyskanie cennych informacji służących rozpracowaniu "Solidarności" i Kościoła katolickiego.

Jeden z dyskutantów na blogu gdanszczanina napisał tak:

Tylko 2 ludzi: Kukołowicz i Jankowski mogło w takich szczegółach wiedzieć, o czym była rozmowa z Prymasem przed wyjazdem delegatów S.

Ciekawa jest też informacja, że Lech Wałęsa wie, kto był "Delegatem". Wie, bo przez niego otrzymywał informacje z SB.

Skoro człowiek Kościoła i z Gdańska, to nazwisko nasuwa się samo...

Oddajmy jeszcze głos rzepowcom:

Pada nazwisko "Delegata", które odpowiada naszym przypuszczeniom. Dowiadujemy się o okolicznościach podjęcia współpracy i różnych jej szczegółach.

To jest: ratus

Nie dajmy się zwariować

Osoba prałata Jankowskiego wypłynie przy okazji bursztynków i rządu dusz w Trójmieście, ale z "Delegatem" poluzujmy...

To jest: jacek jarecki

Pan ratus zdaje sie sugerować,że to znany i lubiany pan D.

Jacek Jarecki
Prawda?

To jest: ratus

Drogi Panie Jacku

Nie D. ale W.

Re: Panie ratus, jaśniej

cytuję Sławek:
Panie ratus, jaśniej proszę, co znaczy, niech będzie, że to byt samodzielny. Klossa się naoglądał? Delagat to Gruppencośtam WOLF?

Ach, jak to miło patrzeć jak p. Sławcio przebiera nóżkami.

Wszystko dla pana, żeby

Wszystko dla pana, żeby się ucieszył...
Po to się w końcu przywlókł,`prawda?

E, pewnie zmów wyjdzie na

E, pewnie zmów wyjdzie na to, że to jakiś ksiądz...

To jest: triarius

co wcale nie znienia faktu...

cytat:
Zarówno Pan jak i ja
Tak oto wygląda Lesław
Napisał(a) Lesław w sob, 05/08/2006 - 19:43

Zarówno Pan jak i ja ulegliśmy pochopności w sądach. Według http://forum.fronda.pl/forum.php?akcja=pokaz&id=61... poszlaki wskazują na prof. Kukułowicza, a cała publikacja na zemstę WSI na ludziach Kościoła.

Może tak. Ale to wcale nie zmienia faktu, że z Celińskim nie może być wszystko w porządku. Po prostu to w tej chwili nie wyszło.

triarius
http://bez-owijania.blogspot.com

Z tego co mówia

Z tego co mówia półgębkiem ci, którzy czytali ten raport dla SB, to nie był nikt mądry, czyli wykształcony, raczej jakis zaufany (dla jednych i drugich) prostaczek.

To jest: ratus

bingo!

To ten wieśniak, co kradł łyżeczki z knajp!

To jest: PeterM

Ślad?...

Jacek Kwieciński
SAMOLOTEM SB DO GDAŃSKA 2002-11-02

Piotr Bączek: Ks. Prymas wezwał Pana 22 sierpnia [1980 r. na rozmowę - red.], jednocześnie w tym samym czasie trwały przygotowania lewicy opozycyjnej do zaangażowania się w akcję strajkową. Tego samego dnia do Gdańska wyruszyli Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek, a dwa dni wcześniej ogłoszono ?Apel 64?, w którym nawoływano do kompromisu i rozsądku. Czy między tymi faktami istnieje jakiś związek?

Romuald Kukołowicz: (...) Przed wyjazdem do Gdańska nie wiedziałem, że Mazowiecki i Geremek pojechali do strajkujących stoczniowców. Dowiedziałem się o tym dopiero po dotarciu na miejsce. Natomiast Księdzu Prymasowi anonsował o tym wydarzeniu, nie mając całkowitej pewności, ks. dyrektor Orszulik. (...)

Czy w takim razie wybuch strajków na Wybrzeżu był także przygotowywany, jak poprzednio w lipcu, przez jakieś frakcje partyjne?

- (...) Wydaje się, że protest ten był inicjatywą oddolną i nie manipulowaną, jednak później w akcję tę włączyły się różne osoby specjalnie delegowane przez władze.

Kogo ma Pan na myśli?

- Zarówno Tadeuszowi Mazowieckiemu, jak i Bronisławowi Geremkowi rząd umożliwił przybycie do stoczni. Wszystkie swoje posunięcia kontrolowali z ówczesnymi władzami. Wpływając na podejmowane decyzje przez Komitet Strajkowy, starali się zrealizować dwa cele: po pierwsze - jak najszybsze zakończenie strajku, a po drugie - niedopuszczenie do rozprzestrzeniania się protestu na cały kraj. Dlatego dążyli do przekonania robotniczych przywódców, że należy zakończyć protest. Później dowiedziałem się, że czyniono takie próby.

Timothy Garton Ash, powołując się na Waldemara Kuczyńskiego, podaje, że przed odlotem tych doradców do Gdańska odprowadzający ich na lotnisko pułkownik SB życzył im powodzenia: ?Panowie, mamy nadzieję, że pomożecie Polsce Ludowej w tym trudnym momencie...?. Jak stoczniowcy komentowali to wydarzenie?

- W stoczni panowała ogólna konsternacja i zdziwienie faktem, że Geremek, Mazowiecki i inni wysłani zostali do Gdańska specjalnym samolotem w asyście oficera MSW. Jednak wiadomości na ten temat dotarły do mnie dopiero z przekazów, dlatego nie mogę nic więcej na ten temat powiedzieć. (...)

Dla mnie Mazowiecki nie był wiarygodną osobą, wiedziałem bowiem, jak zachowywał się w latach 50. Natomiast co można powiedzieć o p. Geremku, który w partii był od wczesnej młodości, a w latach 60. należał do egzekutywy Komitetu Uczelnianego PZPR Uniwersytetu Warszawskiego oraz pełnił funkcję dyrektora Instytutu Kulturalnego PZPR w Paryżu. Przypomnę tylko, że każdy sekretarz musiał składać swoim partyjnym zwierzchnikom comiesięczne raporty. Do robienia takich sprawozdań zobowiązany był i Geremek. Niestety, nie zachowały się one jednak, w archiwum MSW najstarsze dokumenty dotyczące p. Geremka pochodzą z 1989 r. Powstaje kilka pytań - co stało się z aktami z poprzednich lat, co w nich było, dlaczego zniknęły? Dlatego uważam, że w rozwiązywaniu konfliktu na Wybrzeżu panowie Geremek i Mazowiecki byli bardziej związani z komunistyczną władzą niż z protestującymi. (...)

Czy przebywając w stoczni, kontaktował się Pan z innymi doradcami - Mazowieckim, Geremkiem?

- Spotykałem się z tymi osobami, ale tylko na gruncie towarzyskim. Moja sytuacja była bowiem całkowicie inna. Ponieważ zostałem wydelegowany przez Prymasa Polski do strajkujących, moim pierwszym obowiązkiem było służenie radą i pomocą przywódcy robotniczemu protestu, czyli Lechowi Wałęsie. Dlatego stale prowadziłem rozmowy z Wałęsą oraz innymi negocjatorami strajkujących robotników - Andrzejem Gwiazdą, Joanną Gwiazdą, Anną Walentynowicz. Natomiast zarówno Mazowiecki, jak i Geremek, którzy nie wiadomo skąd się wzięli, nie byli dla mnie partnerami do poważnych rozmów. (...)

A Pan jakie wtedy proponował rozwiązania?

- Ksiądz Prymas praktycznie dał mi wolną rękę. Kiedy przed wyjazdem poprosiłem o instrukcje, powiedział: ?Pojedź tam, przyglądaj się i doradzaj im?. Na pytanie, co mam doradzać, usłyszałem: ?A to niech twój rozum podpowie?. Kiedy przyjechałem do stoczni, stwierdziłem, że akcja strajkowa ma szanse sukcesu, a najważniejszą do realizacji sprawą jest utworzenie niezależnych związków zawodowych. Uważałem, że jeżeli powstanie taka organizacja i będzie istnieć przez dwa, trzy lata, to w świadomości społecznej dokona się tak duża zmiana, że władze nie będą już w stanie powrócić do poprzedniego stanu. (...)

Jakie sprawy omawiał Pan wtedy z Księdzem Prymasem?

- Bardzo różne. Byłem np. przeciwny zapisowi o przewodniej roli partii, który był bardzo forsowany przez panów Mazowieckiego i Geremka. Ksiądz Prymas spytał mnie tylko: ?Masz dostateczną siłę, żeby usunąć to z protokołu??. Odpowiedziałem, że nie. ?To po co rozpoczynać walkę? - powiedział. Proszę zwrócić uwagę na fakt, jaka mądrość wynika z tej jednej wypowiedzi Księdza Prymasa. Byłby zadowolony z usunięcia tego zapisu, ale jednocześnie liczył się z realnymi możliwościami. Ksiądz Prymas w trakcie jednego ze spotkań polecił mi przygotowanie alternatywnych negocjacji pomiędzy władzami a strajkującymi. (...)

Mówił Pan już, że w kierownictwie strajku w Stoczni Gdańskiej byli agenci SB. Czy wtedy mówiono, że Wałęsa może być związany z bezpieką?

- W sierpniu nie słyszałem o tym. Natomiast w grudniu 1980 r. kilka osób spotkało się z Lechem Wałęsą. Omawiano właśnie tę sprawę - czy Wałęsa współpracował, czy nie? Pod naciskiem zadawanych pytań Wałęsa oświadczył, że owszem, podpisał dokument o współpracy, natomiast absolutnie nie współpracował i na nikogo nie donosił.

Ile było tych osób?

- Sześć, siedem. Z tej grupy tylko Anna Walentynowicz nie uwierzyła mu, pozostałe osoby, w tym również ja, uwierzyliśmy mu. Opory miał wówczas nawet Andrzej Gwiazda, który nie zajął wtedy jednoznacznego stanowiska. Miał wątpliwości, czy Wałęsa mówi prawdę, ale nie zajął tak zdecydowanego stanowiska jak Anna Walentynowicz.

27 sierpnia 1980 r., jak wspominał prof. Chrzanowski, w mieszkaniu mec. Siły-Nowickiego zebrała się grupa osób, która doszła do przekonania, że ?właściwym sposobem jest ogłoszenie powstania związku i zawarcie porozumienia w jego imieniu?. (...)

- Kiedy wyjeżdżałem do stoczni, Ksiądz Prymas poprosił, żebym dobrał sobie odpowiednich współpracowników. Zaproponowałem Wiesława Chrzanowskiego i Ksiądz Prymas wyraził zgodę. Jednak kiedy przekazałem p. Chrzanowskiemu propozycję Księdza Prymasa, ten odrzucił, mówiąc, że nie odpowiada mu stosunek Księdza Prymasa do tych spraw i nie solidaryzuje się z jego linią. W dodatku z późniejszych obserwacji wynikało, że związki prof. Chrzanowskiego z lewicą laicką były ponad miarę przyjazne. Popierał i akceptował wypowiedzi czołowych przedstawicieli lewicy laickiej, tak było np. w czasie wyborów kandydatów na zjazd krajowy ?Solidarności?. Niewątpliwie prof. Chrzanowski przychylał się wtedy do stanowiska p. Bujaka i p. Geremka. (...)

Pierwsze spotkanie Wałęsy z Księdzem Prymasem opisał Arkadiusz Rybicki: ?Po obiedzie Wałęsa rozmawiał z Prymasem w cztery oczy (...)?. Czy pragnie Pan coś dodać do tego opisu?

- (...) Po części oficjalnej doszło do rozmowy nie w cztery oczy, jak pisze p. Rybicki, a w sześć - tzn. Ksiądz Prymas, Wałęsa oraz ja. Ksiądz Prymas nie poprosił na tę rozmowę ani ks. biskupa Dąbrowskiego, ani ks. dyrektora Orszulika, choć ten ostatni bardzo chciał w niej uczestniczyć, ani nikogo z otoczenia Wałęsy. Z wiadomych przyczyn nie mogę podać szczegółowych treści tej rozmowy.

Romuald Kukołowicz - ur. w 1921 r. w Wilnie, prof. KUL. W czasie wojny działał w ruchu oporu, od końca lat 40. współpracował z kard. Stefanem Wyszyńskim. W latach 1980-81 doradca ?Solidarności?, członek Zarządu Regionu Mazowsze. W podziemiu związany z ?Solidarnością Walczącą?. W 1992 r. wiceminister pracy w rządzie Olszewskiego.

Źródło:

Z prof. Romualdem Kukołowiczem rozmawiał Piotr Bączek, tygodnik ?Głos? nr 33 z 19 sierpnia, nr 34 z 26 sierpnia

To jest: wiki3

"Delegat"

Teraz można tylko gdybać, a nie warto tracić energi, bo jeszcze nie jedna taka niespodzianka nas czeka. Tylko czy to niespodzianka?!

To jest: PeterM

Kolejny ślad?...

http://www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=hi...
Kardynał Wyszyński kontra KOR
Od redakcji: poniżej prezentujemy fragment najnowszej książki Petera Rainy pt. ?Kardynał Wyszyński i Solidarność?. Autor korzystał z materiałów archiwalnych Kościoła, w tym z zapisków Kard. Stefana Wyszyńskiego. Obraz, jaki rysuje się po przeczytaniu tej książki jest jednoznaczny ? Prymas Polski, mimo słabnięcia i choroby ? robił w latach 1980-1981 wszystko, by uchronić ?Solidarność? przed infiltracją KOR-u i jego sojuszników. Była to walka bardzo trudna, bo KOR uzyskał poparcie potężnego ośrodka katolickiego w Krakowie.
Wyszyński uważał, że KOR działa na zlecenie zewnętrzne, że jego cele są sprzeczne z polskim interesem narodowym i dlatego trzeba odciąć KOR od ?Solidarności?. W przedstawionym tu fragmencie książki śledzimy misterną grę wokół wizyty ?Solidarności? w Watykanie, zabiegi Prymasa, by Papież Jan Paweł II nie patrzył sytuację kraju oczami ośrodka krakowskiego, czyli de facto KOR-u. Dowiadujemy się o dwuznacznej roli ks. Stanisława Dziwisza. Widać też, że za najbardziej niebezpiecznych dla Polski Prymas uznawał Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego (określał go mianem ?złego ducha?). Jasno rysuje się postać ks. Henryka Jankowskiego, który walczył z wpływami KOR-u, za to mniej jasno Lecha Wałęsy, który nie potrafił wyplątać się z KOR-owskiej matni. Dodajmy, że obawy Prymasa były jak najbardziej słuszne ? to radykalizm KOR-u doprowadził w dużej mierze do stanu wojennego, a jego późniejsza rola i podstępne opanowanie podziemnej ?Solidarności? tylko potwierdziło oceny Prymasa. Niestety, Kard. Stefan Wyszyński zmarł w maju 1981 roku, nie mógł więc zapobiec realizacji planów KOR-u. Inni gracze na polskiej scenie byli na to za słabi. Oto fragmenty książki Petera Rainy:
Spokojny koniec roku 1980
Wprowadzenie stanu wojennego zostało odłożone, ale nie odwołane. Na razie starano się rozwiązywać konflikty między władzą i "Solidarnością" drogą pertraktacji. Wybranie tej drogi było zasługą przede wszystkim Księdza Prymasa. To on w licznych rozmowach zarówno z najwyższymi władzami, jak i z przedstawicielami "Solidarności", położył nacisk na prowadzenie dialogu. Nieustannie przypominał swoim rozmówcom o żywotnych interesach Narodu. Cały grudzień był wyczerpujący, pełny zajęć i zmartwień. Poza tym Prymas czuł się fizycznie coraz słabszy. W połowie grudnia, kiedy Prymas zamierzał wziąć udział w Synodzie Gnieźnieńskim, kardiolog, dr Zygmunt Sadowski, radził odłożyć wyjazd do Gniezna, i stworzyć sobie nieco warunków wypoczynkowych "gwoli obserwacji wyników nowych zabiegów". A ponieważ, zanotował Prymas, nie chcę komplikować "sumienia lekarza" z moim sumieniem biskupa ? dlatego poddaję się posłusznie jego radom. Wyjazd odwołałem. Biskupa Czerniaka delegowałem do prowadzenia jutrzejszej Sesji VII Synodu Gnieźnieńskiego.
Jeśli to będzie dopuszczalne, wybiorę się do Gniezna w piątek. Wola Twoja, jedyny Pasterzu owiec, gdy wchodzisz coraz bardziej szczegółowo w moje plany pracy i je po swojemu poprawiasz, wiesz, co czynisz! Rezygnacja z wyjazdu do Gniezna nie oznaczała rezygnacji z zajęć w Warszawie. Po mszy św. 14 grudnia Prymas przyjął Romualda Kukołowicza, który omawiał szereg pilnych spraw, szczególnie na temat "pokłosia spotkania" w Moskwie. Potem, o godzinie 10.00 do Prymasa przyszedł prof. Jan Szczepański. Jego relacja była spokojniejsza. Ale panuje nacisk na przyspieszenie Zjazdu PZPR ? na dołach partii. Natomiast góra odkłada. Nadal brak jest programu uzdrowienia gospodarki narodowej. Wprawdzie pracuje Komisja, ale jest złożona z ludzi, którzy doprowadzili Polskę do kryzysu. W Moskwie była atmosfera bardzo zimna.
Inne sprawy przyprawiały Prymasowi dodatkowych zmartwień. Do Sekretariatu Episkopatu napływało wiele listów, krytykujących wystąpienie ks. [Alojzego] Orszulika. 12 grudnia w rozmowie z zagranicznymi dziennikarzami ks. Orszulik wyraził się dość krytycznie o działalności Jacka Kuronia. Według ks. Orszulika, liczne wypowiedzi Kuronia, pobudzając niepokój w Moskwie, mogłyby stać się groźne dla Polski. Jeżeli, zauważył Prymas, wystąpienie ks. Orszulika jest błędem, to można je zaliczyć jako felix culpa, bo jeszcze bardziej może ostrzegać przed zagrożeniem Moskwy. Zresztą obrona Jacka Kuronia nie ma sensu, gdyż jego artykuł w wydawnictwie ?Robotnik? wyjaśnia, że nie jest on daleki od zarzutu postawionego "z imienia" J. Kuroniowi. Sam zastanawiam się nad motywem takiego pisania.
Delegacja "Solidarności"-Mazowsze u Prymasa
Społeczeństwo polskie odnosiło się do nowego, 1981 roku z dużym sceptycyzmem, a "Solidarność" przywitała go strajkami. Powód takiego zjawiska leżał w postępowaniu władz. Nie dotrzymały one danych przyrzeczeń, szczególnie związanych z liczbą wolnych od pracy sobót. Władze także niechętnie reagowały na dążenie rolników do stworzenia niezależnych związków zawodowych. Wobec życzeń rolników odmownie ustosunkowały się również sądy. Taktyka działania władz była nie tyle dziwna, ile nielogiczna. Najpierw przyjęły one sztywną postawę, a kiedy domyśliły się, że nastąpić może spodziewany konflikt, natychmiast szły na kompromis. Taktyka ta miała fatalne
skutki: społeczeństwo w ogóle przestało wierzyć w "dobrą wolę" władz. Domaganie się przez rolników utworzenia "Solidarności Wiejskiej" znalazło powszechne poparcie wśród robotników. A ich stanowczym i głośnym zwolennikiem stał się Prymas Polski. Nie tylko dlatego, że jestem wnukiem rolnika, ale dlatego, że takie mam przekonanie osobiste. W Polsce nie można inaczej gospodarzyć, jak tylko przez stworzenie warunków sprzyjających dla rolnictwa, które należy uprzemysłowić w kierunku przetwórstwa. I to będzie bogactwo Polski, bo eksport i import będzie w tej dziedzinie bezkonkurencyjny, podczas gdy na każdym innym odcinku będzie ograniczony silną konkurencją.
Kiedy więc 30 grudnia 1980 roku Sąd Najwyższy odroczył rozprawę w sprawie rejestracji "Solidarności Wiejskiej" z powodu brakującej pełnej informacji dotyczącej konkurencyjnych organizacji, to już 2 stycznia 1981 roku rozpoczęto strajk w Rzeszowie. Dwa dni później do strajku przyłączyły się grupy "Solidarności" z innych województw. Proklamowano strajki w innych miastach, a żądania strajkujących szły jeszcze dalej. 3 stycznia w Jeleniej Górze "Solidarność" zażądała ukarania miejscowych notabli partyjnych, posiadających luksusowe sanatoria i domy wczasowe. W tym kierunku poszły żądania "Solidarności" 9 stycznia w Nowym Sączu. 12 stycznia w Ustrzykach Dolnych grupy "Solidarności" okupowały urząd gminy, a godzinny strajk ostrzegawczy został przeprowadzony 13 stycznia w Przemyślu, 14 stycznia w Rzeszowie i 16 stycznia w Krakowie i Nowym Sączu.
Na początku stycznia do Prymasa dotarła wiadomość, że delegacja "Solidarności", oficjalnie zaproszona przez włoskie związki zawodowe, prosiła o audiencję u Ojca Świętego. Wiadomość tę skonkretyzował Romuald Kukołowicz, który odwiedził Prymasa 4 stycznia. Na mszy św., zanotował Prymas. Po śniadaniu rozważanie nt. Pielgrzymki "Solidarności" do Rzymu. Idzie o program wybitnie religijny tej pielgrzymki do Głowy Kościoła. Pan Wałęsa ma chęć nadania tej pielgrzymce charakteru szerszego ? kontakt ze Związkami Zawodowymi Italii.
O godzinie 12.00 Ksiądz Prymas przyjął delegację "Solidarności" - Mazowsze.
Było siedem osób, m.in. Henryk Wujec i Adam Michnik. Delegacja przyszła nie w sprawie pielgrzymki do Rzymu, lecz w sprawie wyjaśnienia sporu między ks. Orszulikiem i Kuroniem. Poruszyli, pisze Prymas, szereg spraw z zakresu administracji Z.Z. Czułem, że ich temat jest inny ? ale czekałem. Wreszcie ujawniło się, że chcą poznać moje stanowisko w sprawie wypowiedzi Ks. A. Orszulika. Zwróciłem im uwagę na artykuł J. Kuronia, ogłoszony w ?Robotniku? z dnia 23 XI 1980. Uważam, że ujawnia on strategię "zdobywania władzy od komunistów". Żaden polityk-strateg tego nie robi. Jeśli dziś podnoszone są zarzuty przeciwko Ks. A.O. ? to odpowiedź leży częściowo i w tym. Nadto taśmy magnet. i z agencji angielskich ? znane mi ? nie dają materiału dowodowego na potwierdzenie zarzutów.
Spotkanie z delegacją i sprawę pielgrzymki Wałęsy do Rzymu Prymas poruszył po południu tego samego dnia w przemówieniu do lektorów Warszawy, podczas "opłatka". Dzisiaj do południa, powiedział, przyjmowałem przedstawicielstwo "Solidarności" Oddział "Mazowsze". Przekonałem się, że chociaż rozmawialiśmy półtorej godziny, to wszystko im mało. Trzeba im oddać duszę i ciało, bo im to jest potrzebne. Teraz jedzie do Ojca Świętego do Rzymu delegacja "Solidarności" z panem Wałęsą, profesorem Kukołowiczem i biskupem sufraganem gdańskim. W związku z tym są różne plany, z kim pan Wałęsa ma rozmawiać. A on odpowiada: "Ja przede wszystkim jadę do Ojca Świętego, chcę rozmawiać z Ojcem Świętym. Moja podróż ma charakter wybitnie religijny". I ma do tego prawo. Ten człowiek podjął trudy i wysiłki po to, aby upomnieć się o świat pracy, o jego warunki bytowania, o jego miejsce w ustroju narodowym i politycznym. Ci ludzie ? podobnie jak Wy ? mają wielkie głody, wielkie pragnienia. Świadomość człowieczeństwa, miejsca w życiu rodzinnym i narodowym w państwie. Obudzenie się tej świadomości w społeczeństwie jest zjawiskiem bardzo dodatnim. My niejako na nowo stajemy się Narodem, wychodzimy z kręgu demokratyzacji, wchodzimy w wymiary humanizacji życia rodzinnego, narodowego i politycznego. Wszędzie bowiem musi zwyciężyć człowiek i jego prymat. (...)
Po mszy św. 5 stycznia Prymas ustalił z Kukołowiczem, że wieczorem przyjmie Wałęsę w sprawie pielgrzymki "Solidarności" do papieża. Ksiądz Prymas już wyczuł dość blisko próbę zakłócenia rozwoju pracy społecznego wyzwolenia, przez obce siły, które działają "zza płotu" ? bodaj z ośrodka Paryskiego [chodzi o paryską ?Kulturę?]. Ażeby być dokładnie poinformowanym o przebiegu sprawy w Rzymie, Ks. Prymas ustalił z Kukołowiczem, że będzie on jego delegatem podczas wizyty "Solidarności" w Rzymie. Prymas szczególnie przewidywał komplikacje z włoskimi związkami zawodowymi, "gdzie jest wielka rozmaitość wpływów i kierunków politycznych". Zapowiedziany u Prymasa 5 stycznia na godzinę 18.00, Wałęsa zjawił się tuż przed 19.00, "gdyż czekał na swoją sekretarkę". Rozmowa dotyczyła pielgrzymki do Rzymu. Został Wałęsa, pisze Prymas, wplątany w kontakty z włoskimi związkami zawodowymi. Przypisuję to brakowi porozumienia p. Mazowieckiego z p. Kukołowiczem. Staram się wytłumaczyć, że nieznajomość układów społeczno-politycznych w Italii może doprowadzić do konfliktów, za które wypadnie płacić w kraju. Biskup Wesoły wystąpił z ofertą, pokrycia kosztów pobytu delegacji w Rzymie z funduszów duszpasterstwa polonijnego. Jednak weszły w drogę Z.Z. włoskie, które chciały przenieść dzień trzeci i czwarty pobytu "Solidarności" do swojej siedziby. Może to być w następstwach kłopotliwe, zwłaszcza gdy się zważy, że istnieją liczne konflikty polityczne między tymi Z.Z. ? Ale już musi tak pozostać. Delegacja zamieszka w Domu Pielgrzyma Polskiego przy via Pfeiffer na 2 dni. Z mojego ramienia będzie towarzyszył prof. R. Kukołowicz cały czas pobytu w Rzymie. Delegacja "Solidarności" wyjechać miała tydzień później.
"Solidarność" u Ojca Świętego
W czasie gdy Ksiądz Prymas nawoływał o rozwagę w społeczeństwie, rolnicy coraz głośniej występowali ze swoimi żądaniami. Zdaje się, zauważył Prymas w rozmowie z bp. Dąbrowskim 8 stycznia, że "proces powoli rozkręca się i przechodzi ma tereny rolne. Widać to zwłaszcza w południowo-wschodniej Polsce. Stąd nakaz wielkiej rozwagi dla tamtejszego duchowieństwa". Prymas starał się ocenić całą sytuacją aktualną i swoje przemyślenia przekazać pisemnie papieżowi przez ks. Dziwisza, który przypadkiem, z powodów osobistych, przebywał w Krakowie. Ksiądz Dziwisz przyjechał do Prymasa 9 stycznia o godzinie 20.00. Nastąpiła dłuższa rozmowa. Ksiądz Dziwisz zaczął od sprawy Romualda Kukołowicza, który ? ostatnio ? posłany specjalnie do Rzymu, musiał czekać 4 dni na przyjęcie, chociaż miał list odręczny do Ks. Dz., i list specjalny do Ojca św. ? Mam obawę, by tacy ludzie, jak p. Eska, p. Mazowiecki, p. Wielowieyski, nie zniekształcili obrazu sytuacji w "Solidarności". Omawiam tekst listu, który napisałem do Ojca św., naświetlając obecną sytuację w Polsce, w "Solidarności" i w kołach rządowych. Wypowiadam swój pogląd nt. charakteru pielgrzymki do Ojca św. pana Wałęsy. Wręczam list, liczący 8 stron maszynopisu ? i kopertę z wynikami processus episcopalis w sprawie Kielc. Proszę, by moi wysłannicy specjalni byli przyjmowani u Ojca św. ? bez zwłoki.
Można podziwiać całkowite oddanie się Prymasa sprawom kraju, a także zdumiewać się jego silną wolą w kwestii załatwiania problemów, jakie dotykały go w tych buntowniczych dniach.
Delegacja "Solidarności" udała się do Rzymu 13 stycznia. Na czele delegacji stał Lech Wałęsa, a w jej skład wchodzili: Ryszard Kalinowski (Komisja Krajowa), Stanisław Wesołowski (Szczecin), Kazimierz Świtoń (Katowice), Ryszard Kuś (Jastrzębie), Anna Walentynowicz, Bożena Rybicka, Andrzej Celiński, Tadeusz Mazowiecki, Bohdan Cywiński, Romuald Kukołowicz, Stanisław Tyszkiewicz oraz proboszcz parafii św. Brygidy, ks. Henryk Jankowski. Na lotnisku w Rzymie delegacja została powitana przez oficjalnego przedstawiciela Watykanu oraz przez sekretarzy generalnych trzech włoskich central związkowych ? chadeckich, socjalistycznych i komunistycznych. Na temat wizyty "Solidarności" w Rzymie Prymas 13 stycznia prowadził długą rozmowę z bp. Dąbrowskim i ks. Orszulikiem. Prymas zauważył: Wynikła sprawa nowych układów ? które się rysują ? usiłuje KOR opanować całkowicie: "Solidarność". Wnioski: 1) trzeba uzyskać dokładne sprawozdanie z pobytu pielgrzymki p. Wałęsy w Rzymie; 2) trzeba dać dokładne informacje Radzie Głównej i KPE; 3) trzeba czuwać nad drogami przenikania KOR do "Solidarności". W osobnej rozmowie z dziekanami (15 stycznia) Ksiądz Prymas kładł nacisk na to, by księża nie dali się wciągnąć w napięcia polityczne, które w dużym stopniu potęguje KOR. Nasza praca jest najbardziej na linii aktualnych potrzeb naszej Ojczyzny. Nadto zalecam wychodzenie na spotkanie tym moralnym ranom, które odsłania nam kryzys moralny, na tle kryzysu gospodarczo-politycznego. Księża nie powinni podpisywać deklaracji politycznej, pozostawiając sprawy ogólne Episkopatowi.
Delegacja "Solidarności" zamieszkała w Domu Polskim na via Cassia, na przedmieściach Rzymu. Jan Paweł II przyjął delegację na audiencji 15 stycznia w Sali Konsystorskiej Pałacu Apostolskiego. Papież najpierw prowadził rozmowę z Wałęsą w cztery oczy. "Serdeczność, ojcowska czułość", wspominał Wałęsa. Potem Ojciec Święty przywitał całą delegację. Mówił do niej prosto, jak widzi sytuację w Polsce. 18 stycznia w niedzielę rano członkowie delegacji uczestniczyli we mszy św. odprawionej przez papieża w jego prywatnej kaplicy w Watykanie, następnie zaś byli gośćmi papieża na śniadaniu. 19 stycznia delegacja pełna radości wróciła do kraju. W Warszawie czekał na nią Ksiądz Prymas "dość długo, gdyż samolot wyjechał z godzinnym opóźnieniem". Prosto
z lotniska członkowie delegacji przyjechali na Miodową. U Prymasa byli o godzinie 16.30. Zanotował Prymas. Brak było Biskupa Kluza i dwóch księży gdańskich, którzy, pomimo zaproszenia, nie zatrzymali się w Warszawie, tylko pojechali do Gdańska. Pielgrzymkowi goście zatrzymali się na wieczerzy, w czasie której wygłosiłem krótkie przemówienie. Jeszcze krócej odpowiadał p. Wałęsa. Wszyscy są bardzo zmęczeni. W swoim przemówieniu podkreśliłem doniosłość skoncentrowania się na pracy krajowej, by otoczyć opieką robotników, którzy zaufali "Solidarności". Należy unikać rozjazdów i wywiadów. Są ludzie, którzy na terenie "Solidarności" chcą załatwiać własne sprawy. Po wieczerzy ? fotografia w sali Konferencji Episkopatu dla pielgrzymów i w sali Biskupów Warszawskich - dla agencji prasowych. Inne rozmowy ? później.
W dniu następnym, 20 stycznia. Prymasa odwiedził ks. Henryk Jankowski, który towarzyszył pielgrzymce do Rzymu. W rozmowie, pisze Prymas, odsłania mi próby machinacji KOR, który chciał przeprowadzać swoje sprawy w czasie pielgrzymki, m.in. p. Modzelewski, p. Mazowiecki i inni. Ale całość ? u Ojca św. ? wypadła dobrze. Gdyby nie wmanewrowanie pielgrzymki w włoskie Z.Z. ? nie byłoby zastrzeżeń. Ale przedstawiciele trzech central włoskich Z.Z. usiłowali wyciągnąć swoje kasztany z ognia polskiego. Pan Wałęsa przekonał się, że ostrzeżenia, które mu dałem 5 I 81 były słuszne. Nabrał większego zaufania do prof. Kukołowicza ? i przeprosił go za rezerwę. Po południu do Prymasa przyszedł Kukołowicz, by, notuje Prymas, zdać sprawę z pielgrzymki. Skład jej nie był najszczęśliwiej dokonany ? był wyrazem kompromisu ? między KOR i inteligentami (p. Mazowiecki) i przedstawicielami poszczególnych środowisk (Gdańsk, Gdynia, Szczecin, Zielona Góra). Toteż zaznaczyły się tendencje. Ku włoskim Z.Z. sterowali KOR-owcy i p. Mazowiecki. Sam p. Wałęsa raczej sterował ku Watykanowi, ale musiał politykować. Osobną grupę stanowił Biskup Kluz z dwoma księżmi gdańskimi. Ks. Jankowski trzymał się raczej p. Wałęsy. Był moment, gdy specjalny mandat od p. Wałęsy otrzymał p. Cywiński. Ks. Dziwisz oświadczył panu Kukołowiczowi, że jest niepotrzebny, gdyż reprezentantem jest p. Cywiński. Wtedy p. Kukołowicz oświadczył, że się wycofuje. Jeśli relacja jest ścisła, to znaczyłoby, że "krakowska otoka" nie chce nikogo dopuścić do Ojca św. i stara się innych relatorów odgrodzić. Ale Papież otrzymał bardzo dokładną ocenę sytuacji, w moim ostatnim liście. Zdaje się, że Ks. Dziwisz prowadzi politykę własną, odgradzania. Albo też jest zbyt słaby, by oprzeć się naciskowi Krakowa.
Ksiądz Prymas prosił Kukołowicza, by napisał szczegółową relację z tej pielgrzymki.
Peter Raina, ?Kardynał Wyszyński i Solidarność?, Wyd. von borowiecky, Warszawa 2005, ss. 278
Nr 36 (4.09.2005)

Ponieważ zdrzaźniła mnie

Ponieważ zdrzaźniła mnie ta "kataryna" (Uwija się jak w ukropie. Podejrzewam, że z plakatem "KUKOŁOWICZ" lata po mieście zgodnie z zasadą "Woborczej" - kto pierwszy interpretuje, ten interpretuje)
pozwoli Pan PeterzeM., że w jakiejś mierze uzupełnię Pański materiał.
Należy się to tym, którzy się w merdia zagapili i tym, którym chce się zamącić w głowach. Niezależnie od tego kim jest "Delegat" wklejam pracowicie przepisane fragmenty z rozdziału "Pielgrzymka do Rzymu".
Na Cenckiewicza "Oczami bezpieki" - czasu już nie mam.

____________

Piotr Bączek: Kto był inicjatorem pielgrzymki do Ojca Świętego?

Romuald Kukołowicz: Od 23 października do 8 listopada przebywał w Rzymie Ksiądz Prymas, który m.in. uzgadniał z Janem Pawłem II termin i program pielgrzymki przedstawicieli "Solidarności".
W grudniu 1980 r. wyjechałem do Rzymu w celu przygotowania tej wizyty. Miałem zapewnić delegacji "Solidarności" optymalne warunki organizacyjne, lokalowe i bytowe. W ślad za mną wyjechały pewne osoby związane z "Solidarnością". Miały one opracować nowy plan wyjazdu do Rzymu, zupełnie inny niż ten, który został uzgodniony z Księdzem Prymasem.
Działały bez porozumienia się z Księdzem Prymasem, niejako na własna rękę. Zostałem o tym poinformowany jeszcze w czasie pobytu w Rzymie.
Posiadam dokument, w którym jeden z księży pisze, kto z nim rozmawiał, o czym oraz kto później uzgadniał te sprawy w Watykanie. Osoby te chciały zorganizować pobyt "Solidarności" w Rzymie w aspekcie związkowym, tak by wizyta u Ojca Świętego była tylko jednym z wielu punktów napiętego programu i to wcale nie najważniejszym. Przykładowo, pan Mazowiecki w Rzymie usilnie dążył do spotkania Wałęsy z włoskimi związkami zawodowymi, zwłaszcza tymi znajdującymi się pod silnymi wpływami komunistów.
Później okazało się, ze jeden z tych włoskich związkowców był agentem KGB.

Od pewnego dnia naszego pobytu w Rzymie włoskie służby bezpieczeństwa zastosowały szczególne środki ostrożności. W nocy w pokojach hotelowych, w których spaliśmy przeprowadzano drobiazgową rewizję. Jak się okazało, Włosi zostali powiadomieni o przygotowanym zamachu na życie Lecha Wałęsy.
Po powrocie do kraju byłem wzywany na przesłuchania w tej sprawie do MSW.
Okazało się, że jeden z przedstawicieli włoskich związków zawodowych był agentem KGB, a tak się złożyło, że w czasie spotkania ja siedziałem obok niego.

P.B.: Czy Mazowiecki tłumaczył się z tych dziwnych działań?

R.K.: Mnie nie.

P.B.: Wałęsa wspomina, że na mityngach z włoskimi związkami zawodowymi śpiewano obok pieśni religijnych również "Międzynarodówkę" i "Bandera Rossa". Czy zaistniały jeszcze inne takie kontrasty?

R.K.: Nie wiem, ponieważ nie chodziłem na te spotkania. Byłem delegatem Ks. Prymasa i byłoby z mojej strony nietaktem uczestniczenie w tych imprezach.

P.B.: W cytowanym już wywiadzie dla "Ładu" powiedział Pan: "Trzeba było przeprowadzić wiele rozmów na różnych szczeblach władzy politycznej i rządowej, żeby skonstruować wszystkie elementy służące owocnemu wyjazdowi do Rzymu".
Z kim Pan rozmawiał?

R.K.: Konsultowaliśmy się z władzami PRL, zwłaszcza z MSZ. Dostaliśmy z tego Ministerstwa bardzo dużo materiałów jak należy, ich zdaniem, naświetlać pewne sprawy, jakie życzenia mają władze, jeżeli chodzi o nasze zachowanie się we Włoszech. Po zapoznaniu się z tymi materiałami przekazałem je panom Tyszkiewiczowi i Mędrzakowi, a później Wałęsie.

P.B.: Jakich spraw dotyczyły te życzenia władz?

R.K.: Proszono nas, aby unikać wypowiedzi antagonizujących kontakty na linii Warszawa-Moskwa..

P.B.: Czy w trakcie wizyty we Włoszech uwzględniono te wskazówki?

R.K.: Odpowiem pośrednio. Podczas konferencji prasowej padło pytanie o stosunki polsko-sowieckie. Wałęsa w obecności dziennikarzy zawsze palił się do odpowiedzi; w sytuacjach trudniejszych, kiedy nie chciał odpowiadać, zwracał się do pana Mazowieckiego. Jednak po tym pytaniu nikt nie chciał mówić: ani pan Wałęsa, ani pan Mazowiecki. Zapadło milczenie i Wałęsa zwrócił się do mnie: Niech Pan mówi. Powiedziałem, że sprawy polsko-sowieckie należy widzieć w perspektywie globalnej, a nie lokalnej. Dlatego niezależnie od tego czy nam odpowiada czy nie, należy się liczyć z faktem istnienia i pozycji międzynarodowej Związku Sowieckiego.

P.B.: Czyli mimowolnie potwierdził Pan istniejący "status quo" w Europie...

R.K.: Proszę nie zapominać, że był to koniec 1980 r., a "Solidarność" miała być niezależną organizacją związkową, a nie biurem polityki międzynarodowej Polski.
Zaraz po powrocie do Kraju, 19 stycznia, zostaliśmy przyjęci przez Księdza Prymasa. Złożyłem sprawozdanie z pobytu we Włoszech, nie omijając tych incydentów.

P.B.: Jaka była reakcja Księdza Prymasa?

R.K.: Wizytę ocenił pozytywnie, ale miał do mnie pretensję o to, że nie przeciwstawiłem się bardziej stanowczo panu Mazowieckiemu. Twierdził również, że za mało byłem zdecydowany w Rzymie przy realizacji nakreślonych wcześniej planów. W przemówieniu do delegacji "Solidarności" zawarł szereg sugestii dotyczących kierunków dalszej pracy i działalności. Mówił m.in.: "Na pewno chcielibyście osiągnąć bardzo wiele. Ale by chcieć wiele, i osiągnąć wiele, trzeba mieć dużo cierpliwości na dziś i na jutro. Potrzeba umiejętności przewidywania tego, co jest do zrobienia dziś, a co jutro."
Po części oficjalnej poprosił na krótką rozmowę w sześć oczu, czyli pana Wałęsę i mnie. W tej to rozmowie zwrócił się do Przewodniczącego "Solidarności" z następującą sugestią: "-Czy nie uważa Pan, że teraz, po bytności w Rzymie, warto byłoby postarać się o wyjazd do Moskwy. Sądzę, że bez akceptacji "Solidarności" przez Moskwę dalsze działanie i nawet istnienie związku będzie stale zagrożone."
Przewodniczący Wałęsa sugestii nie podjął, ale ? jak już mówiłem ? powrócił do niej w czerwcu.
Ksiądz Prymas swojemu niezadowoleniu dał publicznie wyraz kilka dni wcześniej, przemawiając do księży dziekanów Archidiecezji Warszawskiej 15 stycznia: ..."Kościół poparł "Solidarność". Wyprawiliśmy ich do Rzymu i umożliwiliśmy im wszystko: zorganizowaliśmy dojazd, spotkanie z Ojcem Świętym, utrzymanie w Rzymie. Wziął to na siebie ks. Biskup Wesoły, wysłałem swojego specjalnego asystenta, który towarzyszył tej pielgrzymce. Już w listopadzie uzyskałem od Ojca Świętego zezwolenie na ich przyjazd. Ale są tam różni ludzie, którzy wbrew poprzedniemu programowi naplątali "Solidarności" kontakty ze związkami zawodowymi włoskimi. Byłem zdania, że delegacja "Solidarności" powinna jechać tylko do Ojca Świętego. Zresztą i pan Wałęsa mówił: - Moja pielgrzymka do Rzymu ma charakter religijny. Do ostatniej chwili podtrzymywał to, gdy rozmawialiśmy w dniu 5 stycznia..."
Pragnę zwrócić uwagę, że w styczniu 1981 r. Wałęsa jedyny raz przebywał w Rzymie na zaproszenie Ojca Świętego. W następnych latach zawsze wyjeżdżał tam na zaproszenie innych osób i dopiero przy tej okazji był przyjmowany w Stolicy Apostolskiej. Drugi raz Papież już nie zaprosił Wałęsy jako swojego gościa do Watykanu.
Po powrocie delegacji "Solidarności" z Rzymu Ksiądz Prymas rzucił myśl udania się Lecha Wałęsy do Stanów Zjednoczonych. Miał to być wyjazd do Polonii Amerykańskiej i hierarchii Kościoła rzymskokatolickiego. Sugestia została przyjęta. Stronę organizacyjną i reprezentacyjną w Stanach wziął na siebie ksiądz kardynał John Król, arcybiskup i ordynariusz Filadelfii. Sfinansowania wyjazdu i pobytu w Stanach podjął się pan Edward Piszek, Amerykanin polskiego pochodzenia, przemysłowiec i biznesmen. Mnie obciążono rolą koordynatora całości.
Do czerwca 1981 r. wszystko rozwijało się pomyślnie.

P.B.: Dlaczego tylko do czerwca?

R.K.: Okazało się wtedy, że inicjatywę ponownie próbuje przejąć w swoje ręce niemal identyczna grupa ludzi z tą, która nadała inny charakter pobytowi przewodniczącego Wałęsy i delegacji "Solidarności" w Rzymie. O planach wyjazdu do Ameryki dowiedziała się grupa pana Kuronia i pana Mazowieckiego. Zaproponowano wspólną organizację tej podróży. Rozmawiałem o tym w Gdańsku z panem Andrzejem Celińskim i panem Januszem Onyszkiewiczem. Jednak wkrótce dowiedziałem się, że ktoś z tej grupy już wyjechał do Ameryki aby przygotować wyjazd. Nie zastosowano się jednak do ustaleń uzgodnionych z Księdzem Prymasem. Wobec niemożności porozumienia się i negatywnego stosunku Księdza Prymasa do poczynań tej grupy w Rzymie, odłożyłem realizacje tej ponętnej propozycji na lepsze czasy. Wycofałem się z przygotowań.
Ostatecznie do Stanów Zjednoczonych Wałęsa nie pojechał, lewicy nie udało się zdobyć środków materialnych na pokrycie kosztów pobytu tam delegacji "Solidarności" (...)

[ "W cieniu Prymasa Tysiąclecia ? z Romualdem Kukołowiczem rozmawia Piotr Bączek", s. 165-170. Inicjatywa Wydawnicza "ad astra". Warszawa 2001]

Post usunięty

Post usunięty za łamanie regulaminu dyskusji pkt. 1, 7, 8.
Admin3

To jest: ulcik140

Doslownie z ust mi Pan wyjal

to co sadze na temat Bolka [...] .Ja uwazam, ze odpowiedz na pytanie kto jest tym szuja Delegatem ,p.Walesa zna na sto i wiecej procent.
Zawsze sa przeciez trzy oblicza prawdy,w tym jedno znane tylko sobie. Zgodnie z tym Walesa wie co glosno mowi.

Mowi prawde znana dotad tylko sobie i o sobie.

To jest: PiotrekL

Post usunięty

Post usunięty za łamanie regulaminu dyskusji (jak wyżej) - Admin3

To jest: Lesław

Tajemniczy donos na ks. Jankowskiego

Tajemniczy donos

W sobotę 5 sierpnia od samego rana, w mieszkaniach gdańskich działaczy ?Solidarności?, rozdzwoniły się telefony. Z całej Polski pytano, kim jest, opisany w sobotniej ?Rzeczypospolitej?, agent ?Delegat?. Wielu rozmówców chciało tylko upewnić się, że mają rację w domyślaniu się, że chodzi o księdza Henryka Jankowskiego. Ja również odebrałem kilkanaście takich telefonów.

Jest oczywistością, że redakcja ?Rzeczypospolitej?, formalnie nie podając nazwiska ?Delegata?, zrobiła wiele, żeby wskazać czytelnikowi, kogo podejrzewa, jak napisano: ?na 90%?. Podała, że chodzi o księdza z Gdańska (prowadził go Wydział IV gdańskiej SB); szczegółowo omówiła sprawę bursztynowego krzyża (a wszyscy wiedzą, który z gdańskich księży bardzo ceni bursztyn) oraz sprawę zachowania Bożeny Rybickiej (Piotr Adamowicz, jako gdańszczanin, musi wiedzieć o znanym konflikcie pomiędzy nią, a ks. Janowskim); na pierwszej stronie umieściła zdjęcie z ks. Jankowskim, jako pierwszym z lewej; z wypowiedzi Tadeusza Mazowieckiego wyłuskała precyzyjne wskazanie, że chodzi o ?proboszcza? i z wielkim wyczuciem zauważyła, że ks. Jankowski potępił ?macki bezpieki? dopiero ?po chwili?.

Wszyscy wiedzą, że w najbliższym otoczeniu Lecha Wałęsy był tylko jeden proboszcz, który miał dostęp do prymasów, uczestniczył w spotkaniu z papieżem w styczniu 1981 roku i był aktywny na zjeździe ?Solidarności?. Należy więc uznać, że ?Rzeczpospolita? w pełni świadomie i z premedytacją opisała ks. Jankowskiego, jako groźnego konfidenta Służby Bezpieczeństwa, a tylko obłudnie udaje, że go nie wskazuje palcem.

Nie jestem w stanie takiemu oskarżeniu ani zaprzeczyć, ani go potwierdzić. Jednak pojawienie się tak niezwykłego artykułu właśnie w tym czasie i właśnie w ?Rzeczypospolitej? zmusza do postawienia kilku pytań.

Pierwsze pytanie dotyczy daty publikacji. Nad artykułem redaktorzy pracowali od kilku miesięcy, ale uznali, że najlepszym momentem na rozpoczęcie druku serialu o agentach wśród ludzi Kościoła jest właśnie sierpień. Dotychczas na łamach ?Rzeczpospolitej? zamieszczano raczej teksty, w których oskarżano innych, że wypowiadając się o agentach donoszących na ludzi ?Solidarności? szkodzi się nie tylko dobru narodowemu, jakim jest legenda ruchu, ale również samym uroczystościom rocznicowym. I nagle, w przededniu kolejnych obchodów, gdy za chwilę prezydent RP będzie działaczy ?Solidarności? dekorował orderami, ?Rzeczpospolita? rzuca w to środowisko agenturalny granat, tworząc atmosferę podejrzeń i pomówień.

Pisząc w nadtytule: ?Agenci Służby Bezpieczeństwa między prymasami Polski a ?Solidarnością?. SB otrzymywała informacje od ludzi, którzy mieli bezpośredni dostęp do najwyższych hierarchów Kościoła, Lecha Wałęsy oraz najważniejszych spraw opozycji w latach 80.? gazeta stwierdza, że wie o całej grupie agentów obracających się w najwyższych kręgach wtajemniczenia. Czy jednocześnie uprzedziła prezydenta komu ma medalu odmówić?

Następna wątpliwość wynika z faktu, że oto redakcja, dotychczas wielce zasłużona w walce przeciwko ujawnianiu komunistycznej agentury, publikuje pojedynczy donos z archiwum IPN i taki, jak to zwykł określać znany antylustracyjny publicysta ?Rzeczpospolitej? abp Józef Życiński, ?esbecki świstek? traktuje jako w pełni wiarygodny dokument. Dlaczego meldunek k.o. ?Delegat? jest prawdziwy, a meldunki np. t.w. ?Beata? uznawane są za fikcyjne?

Sprawy ?Delegata? i ?Beaty? są w dużym stopniu analogiczne. Przed sądem lustracyjnym twierdzenie o agenturalności ks. Jankowskiego musiałoby upaść, ponieważ nie ma dokumentów werbunkowych i rejestracyjnych, a w dodatku ksiądz otrzymał z IPN status osoby pokrzywdzonej. Dlaczego ?Rzeczpospolita? uznaje ?Delegata? za agenta, skoro spisany przez funkcjonariusza SB meldunek, zgodnie z twierdzeniami przeciwników lustracji, mógł być przecież kompilacją informacji pochodzących z rozmowy towarzyskiej, podsłuchu i innych źródeł?

I dlaczego gazeta broni Zyty Gilowskiej, zarejestrowanej jako tajny współpracownik, czyli najwyższa kategoria agenta, a oskarża odnotowanego jako zaledwie ?kontakt operacyjny? księdza Jankowskiego? Czy nie ma tu podwójnej miary, którą ?Rzeczpospolita? stosuje w zależności od swych sympatii i interesów?

Te pytania prowadzą do następnej kwestii. ?Rzeczpospolita? dysponuje pełnym dostępem do zgromadzonych przez IPN akt Lecha Wałęsy. Mimo, że Wałęsa publicznie deklarował wolę ujawnienia tych dokumentów, do dzisiaj ani on, ani Piotr Adamowicz - współautor artykułu o ?Delegacie? oraz pełnomocnik Wałęsy i redakcji do eksploracji tych akt ? nie ujawnili żadnych dokumentów na temat np. bardzo interesującej opinię publiczną sprawy t.w. ?Bolek?? Czy dokument ?Delegata? ma tu coś rozjaśnić czy raczej zaciemnić?

Jest faktem, że ?Rzeczpospolita? zawsze pryncypialnie przeciwstawiała się temu co nazywała ?dziką lustracją?. Przykładem niech będzie np. wyrzucenie z pracy Bronisława Wildsteina. A tu nagle gazeta daje wzór pełnej samowoli w traktowaniu materiałów, procedur i osoby oskarżonej. Cynizm? Owszem, ale czy tylko?

Trudno nie zauważyć, że ten gwałtowny lustracyjny ruch ?Rzeczpospolitej? zrobiony został nie w stronę działaczy ?Solidarności?, ale w stronę duchownego, a właściwie duchownych, włącznie z prztyczkiem w kierunku prymasa Wyszyńskiego. Trudno też uznać to za wydarzenie przypadkowe, bo przecież, choćby dzięki dostępowi do teczek Lecha Wałęsy, redakcja posiada tyle materiałów, że starczyłoby ich na kilka sierpniowych rocznic.

Wydaje się więc, że ?Rzeczpospolita? spośród ludzi podejrzanych o agenturalność na rzecz SB wyróżnia właśnie duchownych. Ten domysł potwierdza zapowiedź, że w następnym numerze gazeta ujawni kolejnego agenta, t.w. ?Michalskiego?.

To dobrze, że ?Rzeczpospolita? przekonała się do konieczności ujawniania prawdy, ale należy zapytać dlaczego interesuje się prawdą w sposób tak wybiórczy? Skąd bierze się takie szczególne zainteresowanie agenturą ?kościelną?, że publikuje się artykuł, który w innym przypadku zostałby zdyskwalifikowany, jako bezpodstawny donos, przy jednoczesnym milczeniu choćby o własnym środowisku dziennikarskim? Odpowiedź jest znana, przynajmniej ?na 90%?.

Pytania o intencje ?Rzeczpospolitej? mnożą się wraz z ich zadawaniem, ale tu postawię jeszcze tylko jedno. Redaktorzy Piotr Adamowicz i Andrzej Kaczyński, za wiedzą z-cy redaktora naczelnego Jana Skórzyńskiego spotykali się z byłymi funkcjonariuszami SB. Od nich mieli uzyskać potwierdzenie autentycznej agenturalności ?Delegata? oraz poznać okoliczności jego werbunku. Wygląda na to, że cwani hipokryci liczą na to, że ksiądz Jankowski nie poda ich do sądu, bo będzie się obawiał, że wówczas powołają się na informacje np. od byłego funkcjonariusza SB Władysława Kucy (który sprawował ?nadzór operacyjny? i nad ?Delegatem? i nad Lechem Wałęsą), albo Ryszarda Berdysa, co do którego ksiądz Jankowski przyznawał publicznie, że wielokrotnie z nim rozmawiał (o swoich rozmowach z Berdysem mówił nawet arcybp Gocłowski).

Pytanie brzmi: czy gra ?Rzeczpospolitej? jest moralna? Ze swej strony odpowiadam, że przynajmniej na tyle, żeby trzem w/w redaktorom przyznać nagrodę imienia Dariusza Fikusa.

I jeszcze jedno. Determinacja z jaką autorzy udają, że nie wiedzą, iż ujawniają agenturalność księdza Jankowskiego, jest równa tylko temu z jaką udają, że nie wiedzą, iż sprawę agenta ?Libella? (tylko przejściowo występującego pod pseudonimem ?Delegat?) dawno temu opisywały dwa tygodniki całkiem otwarcie specjalizujące się w walce z Kościołem - ?NIE? oraz ?Fakty i Mity?. I tak to uczniowie Fikusa cichcem podążają śladami Urbana. Zaiste, niedaleko pada ?Rzeczpospolita? od ?Polityki?.

Krzysztof Wyszkowski
http://www.glos.com.pl/strona/dodatek_1.html

O, jak miło, że p. Lesław

O, jak miło, że p. Lesław GŁOS zaczyna czytać.

___
7 sierpnia 2006
___
O, i nie wycięty artykuł K. Wyszkowskiego tak jak ten z Rzepy - dzięki, świadczy to bardzo dobrze o Adminie.

[tak powinno być. Niejeden raz reklamowałem tutaj GŁOS]

To jest: Lesław

cytat:Zaiste, niedaleko pada

cytat:
Zaiste, niedaleko pada ?Rzeczpospolita? od ?Polityki?.

Niedaleko, bo oba te pisma są obsadzone przez WSI.
http://www.abcnet.com.pl/pl/artykul.php?art_id=211...

Dlatego pisałem o oficerach na etatach niejawnych.

To jest: PiotrekL

Pytanie

Jaki czas jest dobry do ujawniania takich prawd.
Odpowiedź - żaden.
W Polsce nie istniej dobry okres dla takiego katharsis. Każde ujawnienie niesie ze sobą sugestię, że jego czas jest "nieprzypadkowy". Ale jest on konieczny. Jak najprędzej.

No i widzi Pan?

można i zacytować czasem coś mądrego,
trzeba tylko chcieć.

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.