Szukaj na PNWydarzeniaGorące tematyZaloguj sięnowedyskutowane 2008
Ile? |
Déj? vuPrzyznam, że coraz rzadziej chce mi się oglądać programy informacyjne w telewizorni, a tzw. publicystyki politycznej nie trawię już w ogóle. Pewnie nie jestem odosobnionym przypadkiem pośród tych obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, którzy zagadnięci przez znajomych co sądzą o wypowiedzi polityka X w programie pani Y, plączą się w zeznaniach lub wiją jak w ukropie, na wszelkie pytania usiłując znaleźć odpowiedź wymijającą. Powodem mojego TV-wstrętu jest tajemnicze, acz szeroko znane uczucie déj? vu, którego nieuchronnie doznaję w takich razach. Wrażenie, że już to kiedyś słyszałem lub już podobną sytuację przeżyłem, jest często na tyle silne, że po prostu nie chce mi się tych ludzi słuchać ani tym bardziej oglądać. Po co bowiem słuchać i oglądać, kiedy po tylu hektolitrach pustosłowia wszystko pozostaje po staremu? Kiedy jednak zmuszę się czasami do takiego aktu samobiczowania, niemal natychmiast doznaję z reguły nieprzyjemnego déj? vu. Oto 12 lipca oglądałem w telewizorni relację z protestu służb mundurowych. Jako że staram się nie ufać jednej stacji i jeśli już oglądam to kilka dzienników o różnych porach i w różnych telewizjach, szybko doszedłem do wniosku, że... telewizja kłamie. Zaraz, zaraz, skąd ja to znam? ? zapytałem nagle sam siebie. I natychmiast zrozumiałem ? z czasów komuny, gdy oficjalnie była jedna stacja i jedna prawda dla wszystkich, chociaż nieoficjalnie i tak wszyscy wówczas wiedzieli, że telewizja kłamie i już. Skąd więc w wolnej Polsce takie déj? vu? Ok. 1,5 tysiąca funkcjonariuszy służb mundurowych demonstrowało w środę w Warszawie. Domagali się lepszych zarobków, warunków służby i wprowadzenia w życie projektu ustawy o modernizacji policji, straży granicznej, straży pożarnej i BOR w latach 2007-2009 ? mówią mi na samym początku relacji w TVP. Rozumiem z tego, że demonstracja odbywała się dlatego, że władze robią coś przeciwnego, niż tego, czego od nich oczekują demonstranci. Włączam Polsat i co słyszę w czołówce? Prawie 2 tysiące policjantów, strażaków i strażników granicznych przemaszerowało ulicami Warszawy. I bądź tu człowieku mądrym i dowiedz się prawdy z TV. Czy oni protestują przeciwko czy protestują za? Któraś stacja manipuluje. Ba, ale która? Przy tej samej okazji déj? vu kolejne. Telewizja podaje inną liczbę uczestników manifestacji, a demonstranci inną. Kiedyś jednym i drugim chodziło tylko o efekt propagandowy ? reżimowa telewizja uszczuplała rozmiar protestu, a opozycja go wyolbrzymiała. No ale dziś, gdy mamy wolną Polskę o takie chwyty rodem z komuny władzy oskarżać nie wypada. Tym bardziej że tak naprawdę do władzy należy dziś tylko jedna z kilku stacji TV. A jeśli już komuś przyszłoby do głowy posądzać władzę o manipulowanie, to jak tu się rozeznać kto buja jeżeli nie wiadomo nawet czy ów marsz był za czy przeciw? Bo jeśli demonstracja była za, jak twierdzi prywatny Polsat, to okazuje się wedle tej reguły, że ta stacja jest za władzą, bo podaje większą liczbę uczestników. Tak samo zresztą reżimowa TVP, twierdząca że demonstracja była anty i podając mniejszą liczbę. Ciekawostką związaną z liczbą demonstrantów jest też fakt, że organizatorzy protestu, którymi byli głownie policjanci, twierdzą że było ich 2,5 tys., podczas gdy ochraniający marsz ? także policjanci ? mówią dla Polskiej Agencji Prasowej że szacują liczbę uczestników na 1,5 tys. Czyżby to była to przesłanka potwierdzająca, że owa reguła sprzed lat jednak nadal obowiązuje? A może to po prostu zwykłe rozdwojenie jaźni i policjanci będąc na służbie poczuwają się do obowiązku lojalności wobec władzy, a w czasie wolnym, gdy organizują demonstrację są już przeciw niej? No i wreszcie trzecie déj? vu ? jakżeby inaczej ? związane z tym samym materiałem. Oto we fragmencie relacji w TVP widać jak potężna postura posła SLD Ryszarda Kalisza w rozchełstanej po proletariacku koszuli, żwawo i z determinacją przebija się przez tłum demonstrantów. Pan poseł, przekrzykując wznoszone przez protestujących hasła o głodowych pensjach policjantów i mijając transparenty z napisami w stylu: Bogaty złodziej, biedna policja, tak rządzi sejmowa koalicja przyznaje racje protestującym. Głośno, tak żeby dziennikarskie mikrofony uchwyciły jego cenne słowa, z całych sił domaga się więcej pieniędzy na płace i wyposażenie policjantów. I znów nie wiadomo czy Kalisz jest za postulatami demonstrantów i popiera rząd, czy też jest za postulatami demonstrantów i krytykuje rząd. Jest jeszcze trzecia możliwość, ze jest za a nawet przeciw ? w zależności od rozwoju sytuacji. Ale miało być o déj? vu. Otóż, gdy tak obserwowałem szczere współczucie posła Kalisza dla głodujących policjantów przypomniało mi się opowiadanie Jarosława Haška pt. Obywatel Antoni Niemiec, socjaldemokratyczny poseł z siódmego okręgu wyborczego. Szybko przewertowałem więc swoje archiwum i czytam: Złoty łańcuch, bujający się na okrągłym brzuchu redaktora Antoniego Niemca, również wznieca wśród jego przeciwników politycznych iskrę do różnych płomiennych ataków, zwłaszcza wtedy, kiedy obywatel poseł Niemiec kroczy na czele demonstrujących przeciwko drożyźnie, a jego przewielebny brzuch, przyozdobiony złotym łańcuchem, kiwa się i podskakuje tuż obok chudego proletariusza, trzymającego w kościstych rękach transparent z napisem: ?Przymieramy z głodu!?. (...). Poseł Kalisz wprawdzie nie drażnił oczu demonstrantów złotym łańcuchem, ale mimo wszystko moje déj? vu okazało się prawdziwe. Już to skądś znałem, a obraz w telewizji okazał się jakby specjalnie zrobiony pod ten tekst, napisany przecież ładnych 100 lat temu. Pan poseł Ryszard Kalisz ostatnimi czasy bardzo uaktywnił się publicznie. Nie tylko demonstruje wraz z policjantami miotając pro- lub antyrządowe hasła (niepotrzebne skreślić ? w zależności od tego której stacji Czytelnik bardziej wierzy), ale stał się dla dziennikarzy wnikliwym komentatorem bieżących wydarzeń. Obok Jerzego Szmajdzińskiego, stał się dla lewicowej opozycji głosem wołającego na puszczy. A że obydwu panom komentowanie posunięć PiS-u wychodzi niczym niegdysiejszym agitatorom, doznaję kolejnego déj? vu. Po desygnowaniu na urząd premiera Jarosława Kaczyńskiego, poseł Kalisz martwi się przed kamerą TVN, że w obecnej sytuacji władza będzie kontrolować się sama, bo najwyższe jej urzędy obsadzone są przez braci. W trosce o demokrację w Polsce poseł Kalisz mówi: Władza niekontrolowana, a taką władzę będzie miał i chce mieć Jarosław Kaczyński jest zawsze władzą niebezpieczną. Im więcej władzy ? niezależnie, kto ją sprawuje ? tym większa deprawacja. Słuszna racja! ? chciałoby się przytaknąć. Czy przez to jednak poseł Kalisz chciał powiedzieć że w czasach gdy niepodzielnie rządziło SLD to był okres błędów i wypaczeń? Czyżby przez te słowa uprawiał samokrytykę? No bo przecież skoro im więcej władzy ? niezależnie kto ją sprawuje ? tym większa deprawacja, to za czasów rządów SLD deprawacja musiała być szczególnie wielka. Poniekąd wszystkie afery z udziałem członków tej partii potwierdzają słuszność sądów Kalisza. A zatem jest to jednocześnie krytyka PiSu i samokrytyka SLD. Należy rozumieć, że jeśli SLD wygra następne wybory to dobrowolnie odda opozycji część stanowisk w organach państwa, albo... ograniczy biurokrację, zniesie koncesje i uwolni gospodarkę. No bo jeśli wielka władza deprawuje niezależnie kto ją sprawuje, to czy nie lepiej pozwolić ludziom rządzić się samym? Przewodniczący Klubu Parlamentarnego SLD mówi dalej: dlatego też ja się obawiam tego, w jaki sposób Polska będzie rządzona, bo dla nas, dla mnie najważniejsza jest ochrona praw i wolności obywatelskich. Jak są zawłaszczane te struktury, które decydują o prawach i wolnościach obywatelskich, jak jeden człowiek tak naprawdę ma tak wielką władzę, to ja się po prostu tego obawiam, jako obywatel Rzeczypospolitej. Moje wrażenie déj? vu pogłębia się po tej wypowiedzi coraz bardziej. Widzę mianowicie jak Edward Gierek z trybuny któregoś tam zjazdu PZPR walczy płomiennym słowem o demokrację i wolność (ludową i socjalistyczną wprawdzie, ale zawsze), a także o prawa obywatelskie; jak gromi dyktaturę, bo przecież władza w PRL należy do ludu pracującego miast i wsi. Chodziło o demokrację, wolność i prawa, które nie szkodziłyby jedynie słusznemu kierunkowi wyznaczonemu przez partię, ale wychowani na dialektyce Polacy przecież wówczas rozumieli to bez zbędnych słów. Tym bardziej dialektycznie należy czytać słowa pana Kalisza. Młodszym Polakom wytłumaczę jak to należy czynić. Trzeba czuć przez skórę co jest słuszne, a co nie. Jeśli się nie czuje to najlepiej zamiast do słownika, czy encyklopedii zajrzeć do programu partii. Bo wolność w dialektyce oznacza wolność tylko w pewnym sensie. Kaliszowi nie chodzi więc o wolność np. gospodarczą, ale o obyczajową, która ma zrekompensować narodowi wysokie podatki i liczne ograniczenia biurokratyczne. Nie chodzi też o prawa do nieograniczonego rozporządzania swoją własnością, ale o wielokroć istotniejsze tzw. prawa człowieka, chroniące zasłużonych działaczy przed podejrzeniami, kalumniami i oszczerstwami. Nie chodzi wreszcie o demokrację dla wszystkich, ale dla tych, którzy rozumieją że władza w rękach PiS to zagrożenie dla demokracji, a władza w rękach SLD to kwintesencja demokracji. Przez to moje déj? vu, nieprędko znów zdecyduję się przełamać niechęć i regularnie oglądać jakiś dziennik, o politycznych programach publicystycznych nie wspominając. Przynajmniej w czasach, gdy walczący o rząd dusz dziennikarze i politycy stosować będą ordynarne manipulacje obliczone na moją głupotę.
|
Przybyłem...przeczytałem...zrozumiałem , że Andrzej Orkowski
Jacek Jarecki...byłby idealnym Prezydentem miasta Kalisza.
http://amazoniawweekend.blogs...
"śmierdzący" tekst
Déj? vu
Na wstępie postanowiłem upewnić się - korzystając z pl.wikipedia.org - czy użyty termin nie jest przypadkiem słowem obraźliwym.
EN - The term déjŕ vu is French and means, literally, "already seen."
PL - "Déja` vu (fr. już widziane) - odczucie, że przeżywana obecnie sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w jakieś nieokreślonej przeszłości, połączone z pewnością, że to niemożliwe."
Nie jest !!!
A więc co tekst p.Andrzej Orkowskiego zawiera, że jest dość niechętnie przyjęty na PN.
Po różnych komentarzach można z grubsza ocenić, że na PN przewagę mają zwolennicy/sympatycy PO. Jest też sporo krytyków obu aktualnie mocno zwaśnionych stron, trochę "pisiaków" i pewnie trochę zwolenników "wszystkiego za darmo".
Jeżeli ten tekst mógłby dla kogoś być niezbyt przyjemny to chyba tylko dla tej ostatniej wymienionej grupy. Jednak nie do końca to jest prawda. Autor zastosował coś co nazwałbym "strzał z za węgła". Podając opis demonstracji policjantów dokonany przez telewizyjne media - zwane czasami "merdiami" ze względu na tendencyjność przekazu - podważył ich wiarygodność, nawet nie wspomagając się przykładem krytykowanych przez wiele osób "sondaży". Przytaczając wypowiedzi p.Kalisza i p.Szmajdzińskiego nawiązał niedwuznacznie do głośnego ostatnio hasła "zawłaszczania" państwa w świetle uprzednich polskich doświadczeń w tym temacie. Powołanie się na Edwarda Gierka i jego płomienne przemówienia w walce o "demokrację, wolność i prawa, które nie szkodziłyby jedynie słusznemu kierunkowi wyznaczonemu przez partię" - też może się niedobrze kojarzyć z aktualnymi wypowiedziami sejmowymi i nie tylko.
Na koniec strzał, który nazwałbym "perełką" tekstu :
"Nie chodzi wreszcie o demokrację dla wszystkich, ale dla tych, którzy rozumieją że władza w rękach PiS to zagrożenie dla demokracji, a władza w rękach SLD to kwintesencja demokracji."
No właśnie ;-))
Sceptyk
nie o to...
Albo Pan (i wielu innych) nic nie rozumie, albo wykręca przysłowiowego kota ogonem. Bardzo mało prawdopodobne, by akurat tutaj trafiali "zwolennicy wszystkiego za darmo".
Dużo bardziej prawdopodobne jest to, że trafiają tu ludzie przekonani, iż ekonomia nie jest ani jedyną istotną, ani nawet najważniejszą sprawą, a powtarzanie hurra-liberalnych sloganów jest raczej utopizmem (czyli z definicji lewactwem), niż prawicowością.
Proszę nad tych chwilę pomyśleć, to naprawdę nie jest taka głupia myśl. Jeśli zaś nie wystarczy, to radziłbym poczytać nieco wartościowych, nieideologicznych książek o historii. (Wiem, że nie jest o nie aż tak łatwo, ale są niezbędne.)
Oczywiście zakładam, że ta Pańska teza była wyrażona w dobrej wierze, a nie jako (typowy np. dla PO i innych różowych "liberałów") argument przez wykręcanie kota ogonem.
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
Ekonomia najważniejsza
Ekonomia chyba jest najważniejsza, ale nie jest jedyna. Prawicowość buduje się na konserwatyzmie wartości, liberalizmie gospodarczym i antykomunizmie politycznym. W praktyce możemy zobaczyć, że PiS ma za mało zarówno pierwszego, jak drugiego i trzeciego.
says.,,
Says who? Karol Marks?
Skąd pochodzi ta teza? Naprawdę tylko anty-komuniźmie? Anty-anarchiźmie, anty-anarchosyndykaliźmie, anty-feminiźmie, anty-utopiźmie, anty-lewactwu a la Rive Gauche '68, anty-internacjonaliźmie, anty-unioeuropejskości, anty-panekonomiźmie już nie?
A jeśli nie, do dlaczego nie? Kto tak zarządził i dlaczego mam go słuchać?
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
Antykomunizm
Proszę Pana, komunizm był u nas przez 45 lat. Antykomunizm jest reakcją na ten zbrodniczy system. Konsekwencją antykomunizmu powinna być dekomunizacja polegająca na zwolnieniu komunistów z posad państwowych i nieprzyjmowaniu ich na nie. Dotyczy to również byłych pracowników i agentów komunistycznych służb specjalnych.
Nie istnieje potrzeba np. deanarchosyndykalizacji kraju, ponieważ nie istniała, nie rządziła i nie szkodziła Polsce formacja polityczna ?anarchosyndykaliści?. To samo dotyczy pozostałych izmów, które Pan wypisuje. Ja mówię tu o rzeczywistych bytach politycznych, którymi były partie komunistyczne (PZPR, ZSL, SD). Komunizm jest złem rzeczywistym, który przemocą niszczył nasz naród, a ludzi, którzy poparli to zło (komunistów) należy wyrzucić ze struktur państwa polskiego.
Niczego nie musi Pan słuchać, czytać, ani popierać. Antykomunizm jest cechą prawicową, a przecież nie wszyscy są prawicowcami.
antykom
Bloody hell! Przecież ja nie mam nic przeciw antykomunizmowi!
Od małego byłem zwierzęcym antykomunistą, w podstawówce kombinowałem, jakby tu się wyrwać z prlu i walczyć w Wietnamie. A potem wcale nie złagodniałem.
Po prostu "antykomunizm" jako jeden z trzech filarów prawicowości wydaje mi się nieco wątły. W końcu prawicowość to coś znacznie większego i bardziej ogólnego, niż komunizm, zgoda? A co dopiero "anty".
Gdyby nie było komunizmu, to by nie było prawicowości? Dziwna teza!
Choć oczywiście, że w Polsce należy tępić komunizm gdzie się pokaże, a niestety nie zrobiono tego porządnie kiedy należało i za to płacimy i płacić będziemy.
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
Prawicowość polska, a komunizm
triarius: "Gdyby nie było komunizmu, to by nie było prawicowości? Dziwna teza!"
Ja takiej tezy nie stawiam. Rozpatruję prawicowość jako orientację ideowo-polityczną w dzisiejszej Polsce i nie zastanawiam się nad tym, co by było, gdyby komunizmu nie było. Komunizm w Polsce do całkiem niedawna był, do dzisiaj w strukturach państwa tkwią setki tysięcy komunistów.
W naszym kontekście politycznym początku XXI w. antykomunizm jest koniecznym elementem prawicowości, ponieważ prawica jest z założenia czymś przeciwstawnym lewicy, a komunizm jest właśnie lewicą, zaś komuniści ? lewicowcami. Potrzebą dzisiejszego czasu jest dekomunizacja, która winna być faktycznym, politycznym przejawem prawicowej, antykomunistycznej reakcji.
zgoda
Zgoda, zgoda i jescze raz zgoda!
Z punktu widzenia czysto intelektualnego jest tylko drobny problem ze zdefiniowaniem "komunizmu". Pod względem ideowym nie istniał on chyba w Polsce od lat '50, jeśli nie liczyć Kuronia.
W Rosji też to, co się nazywa "komunizmem", ma znacznie więcej wspólnego z odwiecznym rosyjskim imperializmem. Z kolei to, co go popierało, lub mu faktycznie sprzyjało, w tzw. "wolnym świecie", to było przede wszystkim ogłupiałe z przeżarcia lewactwo, oraz tchórzliwie-cyniczne socjaldemokracje, choćby nawet nazywały się nieco inaczej. Różne tam Olofy Palme itp.
Komunizm latynoski czy azjatycki ma z kolei tak wiele tamtejszej specyfiki i cech wszelkich tego typu ruchów w barbarzyńskich krajach, jakich haseł by nie używali ich przywódcy, to zawsze chyba wygląda podobnie.
Jeśli jednak chodzi nam o sprawy czysto praktyczne, to jasne, że te PZPR'owskie aparatczyki, przefarbowane na entuzjastycznych "Europejczyków", to najgorsza rzecz, z jaką Polska ma do czynienia. I niestety nie poradziła sobie z nimi, kiedy jeszcze teoretycznie była taka szansa. Teraz "Europa" nam i tak na nic w tej dziedzinie nie pozwoli, o czym zresztą komuchy świetnie wiedziały.
Vide ostatni wywiad J.Kaczyńskiego dla "Der Dziennika", gdzie on to właśnie on stwierdza.
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
Komunizm polski praktyczny
Komentarz do postu z 22/07/2006 - 18:51 (triarius)
Na użytek współczesnej polskiej prawicowości definiuję polski komunizm praktyczny jako system państwowy w Polsce w latach 1944-1989. Rozszczepianie komunistycznego włosa na komunizm radziecki, latynoski, przed- i pokuroniowski, gomułkowski, bierutowski, jaruzelski itp. nie jest do niczego potrzebne z praktycznego punktu widzenia. Dzisiejsi komuniści polscy to po prostu byli członkowie PZPR, ZSL i SD oraz aktualni i byli członkowie KPP i te właśnie grupy obywateli winne być objęte procedurą dekomunizacji.
Nie wiem, co to znaczy, że Europa nie pozwoli oczyścić struktur państwa z komunistów. Wystarczy ich przecież stopniowo zwalniać z posad państwowych i nie przyjmować na takie posady, a to chyba pracodawca państwowy może czynić. Postępowanie PiS świadczy o tym, że nie tylko mają oni gdzieś deklarowaną przez siebie dekomunizację ustawową, ale odrzucają nawet tę praktyczną polegającą na niewciąganiu komunistów na państwowe listy płac. Kiedy był ten wywiad p. Kaczyńskiego?
a majątek?
Wywiad był zdaje się wczoraj, cytowała te fragmenty jakaś telewizja, chyba TVN24.
Kaczyński mówił w tym fragmencie zabraniu komuchom majątku i nowym rozdaniu. Spytano go, czy PiS nie powinien przyspieszyć swego programu socjalnego, a na to Kaczyński, że już i tak się nie da na nowo rozdzielić majątku, i ci co go mają świetnie wiedzieli, dlaczego tak się powinni spieszyć do "Europy". (Mowię to moimi słowami, ale taki był tenor jego wypowiedzi.)
No właśnie, zwalniać z pracy... Ale co zrobić z takimi mediami, jak TVN24 - własność byłego I Sekretarza KW? Ja mogę to oglądać, oczywiście selektywnie i bez przesady, ale ilu ludzi od tego całkiem zgłupieje? A dodać tu różne michnicze szmaty z tymi wszystkimi, mniej i bardziej oficjalnymi, agentami bezpieki.
Najgorsze jest to, że komuchy tej pracy nie potrzebują. Dawny ubek, który do wielotysięcznej renty ma jeszcze firmę, która rozkwitła w czasach III RP, kiedy inni biegali za kawałkiem chleba, albo emigrowali...
Jaką krzywdę można mu zrobić? Jasne, że należy próbować to robactwo wyeliminować, ale młodzież i tak ogląda te koszmarne "Szkła Konktaktowe", te różne Kuby Wojewódzkie. Na to nic się już chyba nie poradzi.
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
Dekomunizacja państwa i lewactwo
Komentarz do postu z 22/07/2006 - 20:46 (triarius)
Proszę Pana, setki tysięcy komunistów pracują w tym państwie na państwowych posadach i jakoś to jest im do czegoś potrzebne. Dekomunizacja państwa winna polegać na wykopaniu ich wszystkich z tej państwowej roboty.
Ci komuniści, którzy przestępczo przejęli kilkanaście lat temu państwowe pieniądze i teraz rżną prywaciarzy na wielką skalę wymagają czegoś innego niż dekomunizacja, mianowicie procesów sądowych. Obawiam się jednak, że tu jest na wiele rzeczy przedawnienie. Trudno. Na takie sprawy pomoże tylko wolny rynek, ale skąd go wziąć?
Kuba Wojewódzki nie jest komunistą: cezura wiekowa. To zwykły lewak (chyba, że jest komunistą-członkiem KPP, w co wątpię), ale lewactwo to nie komuna. To takie zboczenie ideowo-moralne, któremu w każdym kraju podlega jakiś procent narodu. Lewactwo nie jest objęte wymogiem dekomunizacji, ale jeśli przybiera postać polityczną, to trzeba z nim walczyć politycznie, co nie jest wielką sztuką, jeśli się wie, czego się chce.
Trzeba sobie zdawać sprawę, że rząd prawicowy nie może zabronić nadawania różnych programów telewizyjnych. Może najwyżej przesuwać programy nieprzyzwoite na późniejsze godziny aby utrudnić demoralizację dzieci. Nie wydaje mi się, aby KW należał do tej kategorii. To raczej propaganda w stylu udecko-pedeckim.
re:antykomunizm
Innymi slowy, Pana odpowiedz na pytanie dlaczego prawicowcem mozna byc tylko, jezeli spelnia sie podane przez Pana warunki, brzmi: bo tak wlasnie jest. Otoz nie sadze, ze potrafil Pan to uzasadnic. Osobiscie nie jestem zwolennikiem szufladkowania partii politycznych, ale jezeli juz szufladkowac, to raczej w oparciu o consensus, a nigdzie nie przedstawia Pan argumentow, ze taki wlasnie consensus istnieje w stosunku do dekomunizacji. Troche pokretnie stawia Pan znak rownosci miedzy dekomunizacja, a antykomunizmem, calkowicie niezgodnie z powszechnym rozumieniem tego drugiego terminu - czy nie po to, zeby za wszelka cene wyodrebnic jako odrebny punkt antykomunizm, ktory zawiera sie przeciez w podstawowej cesze prawicowosci, ktora jest tradycyjny system wartosci? W kazdym razie takie ciche szpilki, jak ta, ktora Pan wetknal w ostatnia fraze swojego komentarza ("a przecież nie wszyscy są prawicowcami") niech Pan lepiej sobie daruje, bo nie zastapia one solidnej argumentacji.
Pozdrawiam
Szufladkowanie, czyli klasyfikacja polityczna
W odróżnieniu od Pana ja szufladkuję, czyli klasyfikuję partie polityczne. Uważam, że można je podzielić na lewicowe, centrolewicowe, centrowe, centroprawicowe i prawicowe. Partia prawicowa jest przeciwieństwem lewicowej, co zachodzi oczywiście i w drugą stronę. Partie lewicowe to partie komunistyczne (w Polsce PZPR, ZSL, SD i współcześnie KPP).
Nie stawiam znaku równości między antykomunizmem, a dekomunizacją. Twierdzę jedynie, że to drugie jest (albo raczej powinno być) polityczną konsekwencją tego pierwszego. Mógłby Pan przytoczyć to, co uważa Pan za ?powszechne rozumienie antykomunizmu??
Proszę Pana, w konserwatyzmie zawiera się zarówno antykomunizm, jak liberalizm gospodarczy. Wyodrębnienie ich obu jest jednak potrzebne, ponieważ rozrastają się one w szerokie, względnie autonomiczne dziedziny politycznego podejścia do spraw współczesnej Polski i przedstawienie ich w postaci jawnej umożliwia jednoznaczne określenie idei prawicowej i prawicowego programu.
Podtrzymuję opinię, że nie wszyscy są prawicowcami. Opinię tę łatwo udowodnić, z czego zapewne zdaje Pan sobie sprawę.
__________
prawicowość = konserwatyzm + liberalizm + antykomunizm
re:Szufladkowanie, czyli klasyfikacja polityczna
Jesli chodzi o antykomunizm i dekomunizację, to miałem na mysli, że można mieć antykomunistyczne przekonania, nawet mające oparcie w czynach, a w działalności politycznej nie kłaść akcentu na dekomunizację. Myślę, że w tej sprawie zgodzi się Pan ze mną, nawet jeśli nie zgodzimy się, czy taka osoba może uważać się za prawicowca?
Natomiast zastanawia mnie to, co pisze Pan o konieczności określenia prawicowego programu. To jest właśnie główny powód, dla którego staram się unikać przyczepiania etykietek politycznych - etykietki łatwo się przykleja, ale jak raz są przyklejone, nie zagląda się zbyt często, żeby sprawdzić, czy to co w środku, to wciąż jest to, co mówi nalepka. Dlatego wolę, kiedy operuje się terminami - liberalizm gospodarczy, tradycyjne wartości, antykomunizm, niż "prawica", czy "centroprawica". Dziękuję za odpowiedź.
RE: nie o to...
Ja tak tylko z ciekawości, czy mógłbym prosić o wskazanie powtarzanych "hurra-liberalnych sloganów".
Dziękuję za zachętę do nauki, to już też było w wykonaniu "p.dochtora" na PN ;-))
Sceptyk
żadnej zachęty...
Żadnej "zachęty do nauki" wobec Pana chyba nie wyemitowałem? Zachęcałem natomiast do lepszego wykorzystania literackich talentów.
Ta uwaga o "seksiźmie" ubawiła mnie faktycznie setnie, ale to już taka moja skaza. Może komuś to się podobało, ba - ujęło za serce. Ludzie są różne. Dla mnie jednak to lewacki odruch i tutaj naprawdę pocieszny.
Hurra-liberalnych sloganów na tym forum naprawdę nie brakuje, "prawicowość" to niestety dzisiaj dla wielu właśnie to, albo skrajny już utopizm, jakim jest "libertarianizm". (Ciekawe ilu prawicowców by zostało, gdyby te rzeczy zostały autorytatywnie ogłoszone lewactwem.)
Prawicowość to z definicji zaprzeczenie wszelkiej utopijności, jeśli na ten temat się nie zgadzamy, to niewiele poza słowem pozostaje. Oczywiście wstręt do utopijności nie oznacza wstrętu do jakiegokolwiek działania, lub nawet do jakichkolwiek zmian (jak się wielu sytym i dobrze ustawionym "prawicowcom" zdaje wydawać, na ogół jednak w bogatszych krajach).
Ekonomia zaś jest oczywiście ogromnie ważna, ale kiedy np. zaproponowałem rozmowę na temat tego, jakie to kraje przy pomocy hurra-liberalizmu doszły do zamożności, a które z pomocą wręcz przeciwnych metod, to nikt nie był zainteresowany. Widać ekonomia JEST ważna, ale tylko w pozbawionych realnej treści sloganach.
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
Ekonomia
Wie Pan w Pana poglądzie na ekonomię jest wiele sekciarstwa, z którym Pan ponoć walczy. Traktuje Pan ekonomię jak jakąś teorię, co do której można mieć pglądy "liberalne", "prawicowe", "lewicowe" czy jakie tam jeszcze. A niech Pan pomyśli, że z ekonomią jest jak z pogodą - co prawda wielu jest teoretyków - "meteorologów", ale jakoś nikomu nie przychodzi do głowy by wykrzykiwać (np. na PN), że on się nie zgada żeby padał deszcz! Do zamożności dochodzi sie nie na podstawie teorii, ale przyjmując ten prosty fakt, że prawa ekonomii (rynku) obowiązują tak samo jak prawa przyrody. Mam wrażenie, że Pan tak nie uważa, zdaje się Panu, że co tam ekonomia - idea się liczy. Niech Pan teraz wyjdzie na ten piekielny upał i zawoła - tylko lumpenliberałowie twierdzą, że jest gorąco! Zaraz nam się zrobi chłodniej.
dziwnie Pan mówi
Mówi Pan dokładnie to, co ja, jednocześnie mnie atakując.
Twierdzę właśnie, że nie ma czegoś takiego jak "prawicowa ekonomia", i że na gospodarkę nie ma jakiejś jednej, jedynie słusznej (jak to się mówi, czego na ogół zresztą nie lubię) recepty.
Awantura zaczęła się od tych wszystkich wypowiedzi, wedle których różowa PO jest hiper-prawicowa, a PiS i LPR to "socjaliści".
Mogą być "socjalistami", ale w takim razie Palmego i PZPR należałoby nazwać całkiem inaczej, a nie zrównywać. Ekonomia to nie polityka, ekonomia to nie jest wszystko, a co dopiero doktryna ekonomiczna.
A że miałbym być "doktrynerem"... To wydaje mi się dość zabawne. Chętnie bym posłuchał, jak mi to ktoś próbuje wytłumaczyć, bo sam w sobie wiele wad dostrzegam, ale akurat nie to.
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
Ekonomia
prawicowa oczywiście nie istnieje, podobnie jak nie istnieje (na razie) prawicowa meteorologia, ale dalibóg co Pan ma na myśli głosząc: >>i że na gospodarkę nie ma jakiejś jednej, jedynie słusznej (jak to się mówi, czego na ogół zresztą nie lubię) recepty<<? Sekciarstwo Pańskie polega na tym, że głosi Pan jakiś relatywizujący pogląd i twierdzi Pan, że wcale go Pan nie głosi. Czyżby Pan sądził, że istieją rozmaite recepty na pogodę?
We wcześniejszej wypowiedzi coś zżarło jej kawałek, ale wcale nie wiem, czy warto się z Panem spierać.
Re: żadnej zachęty...
USA, podobnie jak Anglia doszły do bogactwa w wyniku interewencji państwa - i dobrze prowadzonej polityce socjalnej.
Takie bajki to może Pan opowiadać frustratom i euforykom, co się podniecają, że im państwo "da".
Dyskusja nt. osiągania dobrobytu i pozycji za pomocą całkiem innych i odwrotnych metod niż, że użyję Pańskiej nomenklatury "hurra-liberalizm" nie odpowiada wiedzy historycznej.
Jest bez sensu.
Można oczywiście stwierdzić, że np. Rosja to duży kraj, a w sumie komunizm mu tak badzo nie zaszkodził - i rozważać "kim byłbym w dzisiejszej Rosji".
Można też - wywodzić, że nasza pozycja bierze się z nadymania, a gospodarka, taka czy inna - coś tam jest, jak państwo "mądrze" zainterweniuje, to będzie dobrze.
Wie Pan co? jesteśmy biedni - bo mamy za sobą dziesiątki lat panowania cwanych durniów - i inni przyjeżdzają i dyktują nam, co chcą.
Polecam poczytać oświadczenia majątkowe posłów - większość z nich to zwykłe, pardon, dziady.
Warto też, by Pan zajrzał na:
http://tiny.pl/tsxt
W "wała" to nas od dawna robią.
i tygrysy?
Takie bajki to może Pan opowiadać frustratom i euforykom, co się podniecają, że im państwo "da".
Japonia zapewne też? I azjatyckie tygrysy? A Niemcy?
A co do US of A i Zjednoczonego Królestwa... to z pewnością nie było to to, co dzisiaj na tym forum się rozumie jako "liberalizm". Jasne, że sytuacja była całkiem inna, było to dawno, więc i porównywać dość trudno.
Zajmijmy się tymi trzema, o których wspomniałem. Był tam liberalizm? Nie mówiąc już o maniackim, nawiedzonym hiper-liberaliźmie? Jaką stronkę mi Pan pokaże, żeby mnie o tym przekonać?
Co do dwóch pozostałych wystarcza mi saysfakcja, że jednak z grubsza wiem, jak tam było, i że to nie było to, co co tu Panom "liberałom" chodzi.
"Państwo da"? Nie, państwo nie da. To nie państwo daje. Dają jedni drugim. Na ogół, kiedy muszą.
Ale to nie znaczy, by miały być np. liniowe albo degresywne podatki. I to wcale nie z jakichś humanitarnych powodów. Za całkiem innych - na przykład z tak fajnego konserwatywnego powodu, że TAK NIGDZIE I NIGDY NIE BYłO, więc niemal na pewno jest do durne. To prawicowy elementarz, nie zgodzi się Pan?
Nawet kiedy szlachta nie płaciła podatków, to było tak dlatego, że miała obowiązek służyć zbrojnie. A że potem ten system się wynaturzył - no właśnie, szlachta (na zachodzie) stała się kastą, i wszystko się skończyło. Dzisiaj żyje tylko, wraz z monarchiami, w tygodnikach dla kucht i takiejż telewizji.
Żaden naród nie może pozwolić sobie, by jego większość zmarniała z nędzy, a "elita" tyła i głupiała z nadmiaru bogactwa. A tak, wbrew temu co się ludziom wmawia w "prawicowych" pisemkach, stronkach i forach, się zawsze dzieje. Kapitalista może być twórcą bogactwa, ale jego wnuk jest już tylko tłustą pijawą. To, że wszyscy płacą podatek, jest tylko haraczem za ochronę, jaką otrzymuje od państwa, bez której zawisł by na latarni, albo jego głowa wędrowałaby po ulicach nabita na pikę. C'est la vie messieurs! Wszystko inne jest tylko mętną ideologią.
Przy okazji, słyszał Pan może o "liturgiach"?
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com