Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Wykładowca z przeszłością
Autor: RSz, pon, 26/06/2006 - 21:08
O sprawie b. wiceministra Obrony Narodowej Romualda Szeremietiewa pisaliśmy już dwukrotnie w tekstach: ?Zrobiony na szaro? (GP nr 4/2006) oraz ?Afera czy farsa? (GP nr 22/2006). Spektakularne zatrzymanie na promie płynącym do Szwecji ówczesnego asystenta wiceministra ON Zbigniewa Farmusa, kolejne publikacje ?Rzeczpospolitej? posądzające byłego ministra o branie łapówek oraz zdefraudowanie pieniędzy z Fundacji Niepodległości Polskiej spowodowały, że ?wyrok? skazujący bez udziału sądu i prokuratury został już wydany przez media. Tymczasem kolejne zarzuty prokuratury nie potwierdzają się w dokumentach i relacjach świadków, z których część składa sprzeczne zeznania. Dotarliśmy do dokumentów ? m.in. zeznań szefa sekretariatu ministra Szeremietiewa - które wskazują, że płk dr Mariusz Jędrzejko, obecnie wykładowca Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku, miał nakłaniać świadków do składania fałszywych zeznań. Sprawa została jednak umorzona. Z oświadczenia, szefa sekretariatu Szeremietiewa mjr Sławomira K. wynika, że Mariusz Jędrzejko powołując się na Wojskowe Służby Informacyjne oraz wielu znaczących polityków, szantażem chciał zmusić go do złożenia zeznań obciążających b. wiceministra ON. ?Stwierdził, że jest po rozmowie z prezydentem Kwaśniewskim, Panami Millerem, Szmajdzińskim i Zemke i ma wszystkie glejty, żeby się tym zajmować. Dostał polecenie wytrzebienia z MON korupcyjnych osób i on to zrobi za wszelką cenę. Ponadto szefem BBN będzie Pan Dukaczewski, a on czyli M. Jędrzejko jego zastępcą. (?) Powiedział, że prowadzi sprawę od listopada 2000 roku. Szeremietiew i Farmus już są skończeni. Przynajmniej na dwa lata i nie będą się liczyć.?
Mariusz Jędrzejko w złożonych zeznaniach zaprzeczył oskarżeniom mjr Sławomira K. ? Nic nie odwołam także dzisiaj- stwierdził w rozmowie z ?GP?. ? Na nikogo nie naciskałem ani nikomu nie groziłem ? podtrzymuje swoje wcześniejsze zeznania Jędrzejko. Jednak zgodnie z dokumentem podpisanym, przez ówczesnego szefa Agencji Wywiadu Zbigniewa Simiątkowskiego, sprawa została przekazana WSI. Jednocześnie sprawę do prokuratury skierował rzecznik praw obywatelskich prof. Andrzej Zoll. Prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie Wanda Marciniak w postanowieniu o wyłączeniu materiałów do odrębnego postępowania przyznała, że proceder nakłaniania świadków do składania fałszywych zeznań miał miejsce. ?W oparciu o zeznania przesłuchanego jako świadka mjr Sławomira, K., które znajdują potwierdzenie w innych dowodach, a mianowicie w zeznaniach płk Jacka M., gen. Jarosława Bieleckiego oraz gen. Jana Klejszmita stwierdzić należy, że w okresie pomiędzy jesienią 2001 r., a latem 2002 r. osoby podlegające orzecznictwu sądów wojskowych dopuściły się gróźb karalnych oraz usiłowały wpłynąć na zeznania przesłuchiwanego w śledztwie mjr Sławomira K.? ? czytamy w postanowieniu.
Zgodnie z tym uzasadnieniem sprawa trafiła do prokuratury wojskowej. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie po kilkumiesięcznym śledztwie, mimo wielu wątpliwości sprawę jednak umorzyła. Szeremietiew złożył więc zażalenia na tę decyzję do Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Wtedy okazało się, że prokurator prowadzący sprawę najpierw uznał b. wiceministra ON za ?pokrzywdzonego? i nawet w tym charakterze go przesłuchał, a gdy Szeremietiew złożył zażalenie na umorzenie postępowania stwierdził, że jest on osoba ?nieuprawnioną? do zaskarżenia jego postanowienia. Kolejne próby odwoływania się od tej decyzji kończyły się w podobny sposób ? zażalenia nie uwzględniono, a postanowienie o umorzeniu śledztwa pozostało w mocy. Według naszych rozmówców panował nieoficjalny odgórny przykaz, zgodnie z którym sprawa musiała być za wszelką cenę umorzona. ? WSI naciskało, aby umorzyć śledztwo ? twierdzi jeden z informatorów, znających bardzo dobrze sprawę. Postanowiliśmy sprawdzić kim naprawdę jest Mariusz Jędrzejko, który według mjr. Sławomira K. Miał nakłaniać go do składania fałszywych zeznań. Ludzie, z którymi rozmawialiśmy rzadko kiedy wypowiadały się pozytywnie na temat 47-letniego pułkownika. Kilkoro z nich, którzy służyli z nim przed 1989r. przyznawało, że bardzo gorliwie wykonywał zadania oficera politycznego. Bardzo często pisał raporty o przewinieniach żołnierzy wobec ideologii komunistycznej. ? Zrywał łańcuszki oraz negatywnie wypowiadał się na temat Kościoła? twierdzi jeden z byłych oficerów WP. Na studiach w Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego ? tej samej, którą w 1954 r., z wyróżnieniem ukończył jego ojciec Marian ?otrzymał tytuł magistra. Dopiero w lutym 2001 r. otworzył przewód doktorski na Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Doktorat zatytułowany ?Subkultury młodzieżowe w środowisku młodzieży cywilnej i wojskowej (aspekty historyczne i współczesne)? obronił niespełna rok później - na początku stycznia 2002 r. Promotorem pracy był prof. Jan Bogusz, czołowy ideolog marksistowsko-leninowski. Wcześniej rektor założonej przez wojskowe służby specjalne Wyższej Szkoły Pedagogicznych i Zarządzania w Rykach, a do niedawna Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa w Poznaniu. Na przełomie 80. i 90. lat Jędrzejko był oficerem politycznym (później oficer wychowawczy) I Dywizji Zmechanizowanej w Legionowie, dowodzonej przez gen. Jerzego Słowińskiego. W 1992 r. na niespełna dwa miesiące przeniósł się do Warszawskiego Okręgu Wojskowego. ? Wstrzymałbym się od wysoce pozytywnych oceń w stosunku do płk Jędrzejko ? stwierdził krótko ówczesny Dowódca WOW, dziś emerytowany generał Julian Lewiński. Po tym krótkim epizodzie przeniósł się do Sztabu Generalnego. Potem pracował także w Dowództwie Wojsk Lądowych oraz w Żandarmerii Wojskowej, gdzie w latach 2001-2003 pełnił funkcję asystenta Komendanta Głównego ŻW. Został tam ściągnięty przez gen. Słowińskiego. ? Nic tam praktycznie nie robił, ponieważ cały czas zarzekał się, że prowadzi badania naukowe ? wspomina jeden z żandarmów. Z oficjalnego życiorysu wynika, że kierował wówczas programem profilaktyki antynarkotykowej w Wojsku Polskim. Z jednostki musiał jednak odejść, gdy w 2003 r. komendę objął gen. Bogusław Pacek. Zaczęto mówić wtedy o konflikcie między Packiem, a Jędrzejko. ? Nie było żadnego konfliktu ? twierdzi gen. Pacek. ? Doszliśmy do wniosku, że dalsza współpraca nie przyniesie jednostce żadnych efektów? dodaje. Kiedy w 2001 r. w Rzeczpospolitej ukazał się tekst o domniemanych łapówkarzach wiceministrze ON R. Szeremietiewie i jego asystencie Zbigniewie Farmusie wielu podejrzewało, że sprawa nie mogła obyć się bez udziału Mariusza Jędrzejko. Tym bardziej, że wcześniej żalił się, że Szeremietiew mu zaszkodził i on mu tego nie daruje. Ponadto był powszechnie podejrzewany o bliskie kontakty z WSI. - Dochodziły mnie sygnały, że prawdziwym autorem tekstu o ?kasjerze z MON? w Rzeczpospolitej był właśnie Jędrzejko. Mówił mi o tym płk Henryk D. ? przyznał w rozmowie z ?GP? Romuald Szeremietiew. ? To wierutna bzdura ? oburza się Jędrzejko. ? Nigdy nie współpracowałem z WSI, a z dziennikarzami ?Rzeczpospolitej? rozmawiałem dopiero po publikacji. Jeżeli minister Szeremietiew ma jakieś wątpliwości, to jestem gotów stanąć z nim do konfrontacji. Mnie też zależy na wyjaśnieniu sprawy. Według naszych rozmówców Jędrzejko był również autorem wielu publikacji w Tygodniku ?NIE? Jerzego Urbana. ? Pisał tam pod pseudonimem ? twierdzi jeden z naszych informatorów, pracownik Sztabu Generalnego. ? Nie miałem nić wspólnego z tygodnikiem ?Nie? ? twierdzi Jędrzejko. ? Rzeczywiście pisałem pod pseudonimem, ale do innych czasopism. Obecnie płk dr Mariusz Jędrzejko uważany jest za eksperta z dziedziny narkomanii w wojsku i prostytucji. Podczas VI Ogólnopolskiej Konferencji ?Tytoń albo Zdrowie? organizowanej przez Centrum Onkologii w Warszawie opowiadał o ?zjawisku palenia tytoniu oraz innych zagrożeniach zdrowotnych w polskiej armii?. Od kilku lat prowadzi również zajęcia terapeutyczne dla osób uzależnionych od narkotyków i leków. Jest też adiunktem opisywanego przez nas Wydziału Pedagogicznego Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku. Na swoim koncie ma kilka publikacji książkowych z zakresu narkomanii oraz spraw socjalnych wojska. Co pewien czas wypowiada się też na łamach dziennika ?Rzeczpospolita?. Wygłasza wykłady podczas konferencji organizowanych przez Kościół. W maju br. z wykładem ?Zaburzenia wychowawcze XXI w. ? nowy problem, nowe wyzwania? wziął udział w konferencji Wydziału Katechetycznego Kurii Diecezji Płockiej. ? Mój dorobek naukowy mówi sam za siebie ? tłumaczy Jędrzejko. ? W końcu nie byłbym zapraszany na tak prestiżowe konferencje naukowe. Piotr Nisztor Gorący temat: Sprawa Szeremietiewa http://prawica.net/Szeremietiew |
znam tego gościa
ukończył kierunek polityczny na Wyższej Oficerskiej Szkole Wojsk Pancernych w Poznaiu w 1979 roku. Jego ojciec płk Marian Jędrzejko był kierownikiem cyklu politycznego w tej uczelni. Już w tym czasie zapowiadał się na wyjatkowego kabotyna. Po promocji oczywiście trafił do Warszawy aby być bliżej koryta, oczywiście po protekcji ponieważ sam wiedzą i inteligencją nie błyszczał. Pamiętam jakiś jego wywiad w gazecie codziennej Polska Zbrojna. Wypowiadał się tam m.in. na temat roli kapelanów wojskowych w nowym wojsku polskim; nota bene dśćzgryźliwie. Notorycznie w trakcie wywiadu używał na określenie stroju duchownego słowa "sukmanna" co robiło prześmieszne wrażenie o stanie umysłu tego oficera od siedmiu boleści. W tym czasie zajmował bądź co bądź stanowisko zastępcy dowódcy brygady. Tak na marginesie; utarło się po 89 roku podważać kompetencje wszystkich którzy działali w polityce czy gospodarce za komuny. Niewątpliwie słusznie przecież to nikt inny jak tylko oni doprowadzili kraj do katastrofy. Z jednym wyjatkiem; autentyczni fachowcy zachwali się jedynie w wojsku ponieważ jedynie oni byli zawodowcami. Jaka jest prawda o kompetencjach tych ludzi i drogach ich kariery mogą tylko powiedziećci co przeszli przez LWP i nie musieli tam być zbyt długo aby doświadczyć tych samych patologicznych zjawisk co w cywilu. Rezultaty też są podobne: do dzisiaj wojsko liczące w porywach 200 tys ludzi nie potrafi wystawić 2000-tysięcznego kontyngentu
Re: Wykładowca z przeszłością
Cytat:
"Jest też adiunktem opisywanego przez nas Wydziału Pedagogicznego Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku."
Szczególnie mnie ujęły słowa pedagogiczny i humanistyczna.
Może by tak młodzież postępowa zamiast p. Romanowi dokuczać zajrzałaby do Pułtuska (najdłuższy rynek w Europie) - mam nawet ładne hasło na banner:
"Krokodyle do Nilu"
Hasło należy rozumieć poetycko - nie jako podżeganie do popełnienia przestępstwa.
Pzdr: Witek
Idąc za klasykiem
Idąc za klasykiem Jarosławem K., nieśmiało zauważam, ze wstrzymałbym się z ferowaniem wyroków. Chodzi mi mianowicie o to, że jeżeli oskarżony jest winny to dowody przestępstwa zostały na pewno sfabrykowane, jezeli jest niewinny to dowody winy na pewno zostały zniszczone.
Rozumując dalej wedle spisku wyśledzonego przez klasyka PN, Pana Dariusza Adamczewskiego to oskarżony jest podejrzany o sprzyjanie zakupu F-16, więc jest ewidentnie umoczony. Jest też umoczony w zakup haubicy Krab, której wojsko nie chce kupować, mimo że ta jest wytworem polskiej Stalowej Woli, więc tu dowody zaangażowania zostały na pewno zniszczone, skoro WP nie chce tego sprzętu.
Idąc za innym klasykiem PN, widzę, że nie wszystko jest takie oczywiste.
Pozdrawiam
Lebioda
Re: Idąc za klasykiem
Jeżeli Pan prześledzi uważniej fakty dot. tzw. sprawy Szeremietiewa - to stwierdzi Pan, że dowody przeciwko p. Szeremietiewowi były wyssane z palca - rzetelność dziennikarzy, którzy je publikowali jest taka, że o ile wiem, jedynie "Nie" wycofało się z zarzutów - szczególnie, że są weryfikowalne nie na poziomie operacyjnym - lecz zwykłej logiki.
Pzdr: Witek
Pan Catbert
Cenię sobie pańskie prawnicze wywody, jednak?
Jednak, my widzimy tylko czubek góry lodowej. Przy zakupach sprzetu wojennego wielkie pieniądze, wielka polityka i wielka korupcja są tak wzajemnie przemieszane, że nie wiadomo co jest czym.
Patrząc z pkt. widzenia unowocześnienia naszej armii to zakup F-16 jest logiczny, zakup Krabów można odłożyć, choć jest to dobry sprzęt.
Czy oskarżony jest winny lub nie ( oby nie ), niech decyduje sąd a nie ideologicznie zacietrzewieni grafomani lub gra interesów róznych lobbystów.
Pozdrawiam
Lebioda
Pańska spostrzegawczość
Pańska super spostrzegawczość oraz ?rzetelna i uczciwa? ocena, co do bardzo wielu przedstawionych faktów w tzw. ?Sprawie Szeremietiewa?, zasługuje na wyjątkową pogardę, choćby ze względu na ilość zawartych tam kłamstw i konfabulacji. Wszystko, co Pan napisał jest zwyczajną bzdurą, mało tego ? łgarstwem, - z którym nie warto zaczynać jakiejkolwiek polemiki! Widać, zrozumienie tylko samych krzywd, jakie wyrządzono Panu Romualdowi Szeremietiwowi jest dla Pana zbyt zawiłe, za trudne i nad wyraz skomplikowane.
Ponadto, dorabia Pan całkiem nowe fakty, których nigdy nie było. Po co?! Szczytem wszystkiego jest to, że chciałby Pan pogrążyć jeszcze bardziej niewinnego człowieka, który od 5 lat walczy o przywrócenie utraconej godności. Dlaczego, w jakim celu?!
Szkoda mi czasu, na jakąkolwiek rozmowę z Panem. Nie warto tracić czasu!
Dariusz Adamczewski
******************
Na pohybel czerwonym !!!
cytat:Rozumując dalej wedle
P. Lebioda napisał:
Nie wiem czy właściwie odczytałem intencje p. "Lebiody", ale zdaje się powiedzenie o kimś, że jest w coś "umoczony" to raczej nie jest komplement. Więc dlatego tylko otwieram usta, aby wyjaśnić owo "umoczenie".
1. Samolot. W postępowaniu liczyły się dwie oferty, szwedzko-brytyjski Gripen i amerykański F-16. I tak sie składało, że zwolennicy Gripena rozpuszczali plotki, że wybiorę F-16, a popierający "efa", że chcę wybrać Gripena? Można więc chyba domniemywać, że byłem "szczelnym" szefem komisji przetargowej skoro żadna ze stron postępowania nie miała pewności, że to ona wygra.
Sprawa jest jednak jeszcze bardziej skomplikowana. Na marginesie dodam, że w tę sprawę usiłowała mnie całkiem nie tak dawno "umoczyć" SLD-owska "Trybuna", więc nie jest P. Lebioda samotny w swoich podejrzeniach. A oto moja odpowiedź wysłana do "Trybuny", a pośrednio wyjaśniająca ? mam nadzieję ? wątpliwości p. Lebiody:
W ?Trybunie? ukazał się artykuł pani Marty Romańczuk i pana Eugeniusza Januły, pt. ?F-16 Falcon - rarytas czy bubel? ? ze znamiennym podtytułem ?Polak przed szkodą i po szkodzie... głupi?.
W artykule rzetelnie i ze znawstwem przedstawiono oferty złożone przez koncerny lotnicze w MON po ogłoszeniu przetargu na zakup samolotu wielozadaniowego. A jak doszło do wyboru F-16 i mizerię tzw. offsetu, czyli kompensacji naszego wydatku miliardów radów dolarów na ów samolot.
Autorzy piszą: ?polscy politycy, wśród których dominującą rolę w tych sprawach odgrywał niejaki Romuald Szeremietiew, już otwarcie i głośno popierali zakup nowych F-16.? Pomijając drobiazg, że określenie ?niejaki Romuald Szeremietiew? jest niezbyt eleganckie, muszę przypomnieć jakie było moje stanowisko w sprawie zakupu. Otóż uważałem, że Polska nie powinna kupować samolotu ?schodzącego? z uzbrojenia. Proponowałem przystąpienie do programu JSF (F-35), wówczas, podobnie jak dziś autorzy artykułu uważałem, że kupić powinniśmy aparat, który będzie wchodził na uzbrojenie. Oczywiście wiedziałem, że opcje francuska i szwedzka, biorąc pod uwagę cenę następcy (?Rafale? lub ?Eurofighter?), w konfrontacji z ceną JSF, to wybór droższy. Problemem było jak przetrwać zanim JSF trafi do Polski. Trzeba było już wycofać Migi-21, a ?dwudziestek dziewiątek? było malutko. Proponowałem więc na ten okres wypożyczyć dwie-trzy eskadry używanych F-16 w USA (używanych F-18, niewątpliwie lepszych od ?szesnastek?, nie było). Alternatywą było też pożyczenie/kupienie pewnej liczby Mig-29 na Ukrainie. Kiedy ogłosiłem ten pomysł, to zdaje się p. Januła w ?Trybunie? mnie skrytykował.
Premier Buzek podjął decyzję, że kupujemy samolot ?przekonany przez koncern Lockheed Martin jakie ogromne korzyści odniesiemy z offsetu. Po tej decyzji powiedziałem, że jakość offsetu zdecyduje o wyborze samolotu.
Autorzy artykułu piszą, że wybrano F-16 i że offset jest marny. Jednak wymieniają tylko moje nazwisko sugerując, że to zapewne moja sprawka. Sugestia artykułu była tak silna, że na portalu onet.pl jeden dyskutant komentujący tekst ?Trybuny? (~kniprode, 27.04.2006) napisał: ?A może warto sprawdzić zagraniczne konta pana Szeremietiewa??
Może i warto sprawdzić te konta, tylko czyje? Otóż autorzy artykułu słowem nie wspomnieli kto kupował samolot i kto zdecydował o offsecie.
To prawda, że odpowiedzialnym za wykonanie umowy offsetowej jest obecny doradca prezydenta Kaczyńskiego prof. Kleiber. Jednak umowę offsetową negocjował v-ce min. Szarawarski z SLD, a i proces wykonywania umowy prof. Kleiber podjął jeszcze będąc ministrem w rządach premierów Leszka Millera i Marka Belki. Na czele komisji kupującej samolot stał owszem pierwszy zastępca min. MON, ale był nim min. Janusz Zemke, zastępca Jerzy Szmajdzińskiego, obaj z SLD. To więc w tym czasie: ?koncern Lockheed Martin ze swoim F-16 został sam na placu boju, po prostu narzucił swoje warunki (choć starano się zachować pozory przetargu)?. No i warto by ?kogoś? spytać dlaczego: ?co najmniej połowa z offsetowego kontraktu nie jest nie tylko zainwestowana, ale nawet konkretnie wynegocjowana.?
Od lipca 2001 r. byłem już ściganym przez prok. Kapustę za ?korupcję? -przypomnę co na ten temat pisał tyg. NIE w artykule red. Dariusza Cychola ?Głupota NIE i desant lotniczy?. Więc nawet gdybym chciał popełnić niecny czyn zakupu F-16 to nie miałem na to szans.
A skoro o offsecie wspominamy. Może by autorzy wyjaśnili czytelnikom ?Trybuny? jakie to rządzące ugrupowanie polityczne w marcu 2002 r. zmieniło ustawę o offsecie? No i kto jest tym przywołanym w podtytule artykułu głupim, chyba jednak nie jest nim ?niejaki? Szeremietiew?
Prof KSW dr hab. Romuald Szeremietiew
A więc podkreślam - byłem przeciwnikiem zakupu samolotu bowiem uważałem, że skoro w lotnictwie wchodzi nowa generacja aparatów (amerykańskie F-22, F-35), to nie ma sensu kupować samolot schodzący z uzbrojenia. Dlatego proponowałem premierowi, aby Polska przystąpiła do programu samolotu JSF (F-35), który będzie następcą F-16, a na "doczekanie" pożyczyć z USAir Force dwie trzy eskadry używanych F-16, aby uzupełnić stany naszego lotnictwa po wycofaniu Mig-21. Czyli chciałem, aby pierwszym naszym NOWYM samolotem, inicjującym zmianę opcji w sprzęcie lotniczym, był F-35. Niestety, premier został przekonany przez producenta F-16, że zakup samolotów natychmiast da Polsce ogromny offset, a to będzie miało zbawienny wpływ na polską gospodarkę. I rząd zdecydował - kupujemy samoloty teraz, nie wchodzimy do programu JSF. Kiedy taka decyzja zapadła oświadczyłem, będąc przew. komisji przetargowej, że skoro oferowane nam samoloty są porównywalnej wartości bojowej, to sprawą najważniejszą będzie jakość oferowanego offsetu. Wybór samolotu wraz z offsetem miał nastąpić 14 września 2001.
Postępowanie toczyło się sprawnie i nic nie wskazywało, aby coś mogło zagrozić terminowi. Tymczasem w lipcu wybuchła sprawa mojej "korupcji" i zwolniono mnie z MON. Przetarg na samolot robili w MON moi następcy z SLD. I mało kto zdaje się dostrzegać, że to SLD, przed zakończeniem przetargu, zmienił w sejmie ustawę o offsecie? Np. tzw. pre-offset, tj. zaliczenie do offsetu inwestycji poczynionych przed zakupem wydłużono z roku do trzech lat(!); zmieniono zasadę jednoczesnego podpisywania umowy zakupu i offsetowej w ten sposób, że offsetową można podpisać 30 dni później?
A jak dziś wygląda umowa offsetowa i jej wykonanie? Źle!
2. "Krab". Zapewniam P. Lebiodę, że wojsko "chce" "Kraba" bo to nowoczesne działo, a nasze obecne "Dąny" i "Gożdziki" (kaliber 152 mm) kończą resursy i wkrótce wojsko straci wsparcie artyleryjskie.
Samobieżna armato-haubica (kaliber 155 mm) to był CEL natowski, jeden z wielu, przyjęty DOBROWOLNIE przez MON do zrealizowania, kiedy uzgadnialiśmy warunki przystąpienia Polski do NATO.
Program (192 mln PLN) miał dać wojsku próbny dywizjon (6 dział + wozy dowodzenia, wsparcia i system kierowania ogniem, w tym samoloty bezpilotowe), a po zakończeniu badań mieliśmy w przyszłości wprowadzić na uzbrojenie WP 5 dywizjonów "Krabów", po 16 dział każdy.
Do czasu, gdy byłem w MON program był realizowany z powodzeniem, mimo mniejszych pieniędzy. Udało się zbudować dwa prototypy działa (przeszły z powodzeniem badania kwalifikacyjne), pojazdy towarzyszące oraz system kierowania ogniem. Jednak po odwołaniu mnie z MON "Krab", uznawany za "moje" działo, stracił zainteresowanie decydentów. A skoro szukano na mnie "haków" to i do działo okazało się nagle "niepotrzebne". Chodziło zdaje się o to, by pokazać, że wydawałem pieniądze bez sensu na "niepotrzebne" uzbrojenie.
Tymczasem są ciągle duże szanse sprzedania "Kraba" do Indii, a pamiętam, że także Norwegowie i Szwedzi byli nim zainteresowani. Jednak skoro wojsko nasze "nie chce", to trudno będzie "Kraba" sprzedać za granicą. Zawsze rekomendacją w takiej transakcji jest wykazanie, że dana broń jest używana przez własną armię. "Krab" mimo, że jest naprawdę świetny, takiej rekomendacji nie ma.
Tak więc wyglądają moje "umoczenia" i na to są "twarde" dowody, że mówię prawdę.
Pozdrawiam. RSz