
Wojna gruzińska
Gorący tematWydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Między herezją a agenturą
Autor: Adam Wielomski, pi, 16/06/2006 - 17:44
Z dużym zaskoczeniem zobaczyłem Prezydenta Lecha Kaczyńskiego twierdzącego, że zdemaskowanie agenturalnej przeszłości ks. Mieczysława Malińskiego i ks. prof. Michała Czajkowskiego to spisek mający na celu dyskredytację polskiego Kościoła w przededniu papieskiej pielgrzymki i spiskiem tym zająć się muszą służby specjalne. W jeszcze większe osłupienie wprawił mnie rzekomo prawicowy polityk Wojciech Wierzejski, który stwierdził:
No, jeśli ?GW? zajmuje się lustrowaniem kogokolwiek, to trudno do tej opinii się ustosunkować. Tymczasem problem jest niezwykle poważny, choć wydaje się, że jest zupełnie błędnie pojmowany przez niektóre środowiska, czego wyrazem są przytoczone przed chwilą opinie. Sprawa agentów SB w Kościele nie jest atakiem na Kościół jako całość, a jedynie na pewną jego część, której tożsamość możemy uchwycić przeanalizowawszy kondycję polskiego katolicyzmu. W tym celu musimy się cofnąć do początków tzw. Polski Ludowej, gdy w ramach rozprawy z ?wpływami reakcyjnego kleru? władze komunistyczne przystąpiły do likwidacji prasy katolickiej. Warto przy tym zwrócić uwagę, że represje te przetrwała część tejże prasy, która ? wprawdzie z przerwami ? ukazywała się praktycznie przez cały okres komunizmu. Mamy tu na myśli ?Tygodnik Powszechny?, ?Więź? i ?Znak?. Każe nam to postawić pytanie: dlaczego skasowano tyle mediów katolickich, a środowiskom tym pozwolono trwać, nie wymordowano ich, nie wyaresztowano, nie zniszczono fizycznie, nie pozamykano gazet? Przeciwnie, członkowie tego środowiska w okresie PRL ?poszli w posły? i zrobili w PRL karierę. Co więcej, środowisko to wykorzystując swoją quasi-monopolistyczną pozycję na rynku mediów katolickich w PRL, po dzień dzisiejszy zajmuje na tym rynku znaczącą pozycję, otrzymując ją w spadku po PRL. Władze komunistyczne prowadziły w stosunku do polskiego katolicyzmu politykę selektywną, tępiąc media reprezentatywne dla katolicyzmu polskiego jako takiego, a tolerując niewielką, marginalną w polskim katolicyzmie grupę, co dało jej praktyczny monopol na wypowiadanie się w imieniu polskich katolików świeckich, komentowanie wydarzeń politycznych, religijnych, przemian soborowych itd. Mamy tedy dwie możliwe interpretacje: polityka komunistyczna była albo niespójna i niekonsekwentna, albo była niezwykle logiczna i posiadała swoje tzw. drugie dno. Wydaje się niezwykle prawdopodobne, że afery wokół ks. Malińskiego i ks. Czajkowskiego otworzyły prawdziwą Puszkę Pandory, a przy okazji pozwoliły nam to drugie dno zobaczyć. Obydwaj wspomniani duchowni zaliczają się do tej części Kościoła, którą PRL tolerował. Możemy się domyśleć, że władze komunistyczne tolerowały te marginalne dla polskiego katolicyzmu środowiska dlatego, że były pewne ich lojalności, być może nawet, że jeśli posypią się kolejne nazwiska agentów-duchownych, okaże się, że wspomniane środowiska były zwykłą agenturą SB w Kościele katolickim. Nie sugeruję przy tym, że absolutnie wszyscy piszący w ?Tygodniku Powszechnym? byli agentami SB; nie wydaje się wprost możliwe, aby redakcja tego tygodnika przed publikacją każdego tekstu sprawdzała czy jego autor jest agentem. Zapewne ks. Maliński nawet nie wiedział, że ks. Czajkowski donosi i vice versa. Agenci kontrolowali się wzajemnie, donosili na siebie, każdy na każdego, a kierujący całym przedsięwzięciem oficer SB był jedynym, który z uśmiechem pociągał za sznurki i czytał raporty swoich agentów, którzy wzajemnie donosili na siebie. Czy środowisko to coś łączyło poza pisywaniem do tych samych gazet? Warto zacytować opinię dr Witkowskiego, który wykrył ?aferę Czajkowskiego?: "sądzę że motywem współpracy młodego ambitnego księdza mogła być chęć reformowania Kościoła po soborze". Wydaje się, że tu znajduje się istota rzeczy: środowisko ?Tygodnika Powszechnego? rekrutowało się z fanatycznych zwolenników soborowego aggiornamento, czyli z pogrobowców tzw. modernistów ? grupy katolików zawzięcie tępionych przez Kościół od początku XX wieku (afera Loisy?ego) przez papieży tej miary co Pius X (Pascendi, 1907; Lamentabili sane, 1907; Notre charge apostolique, 1910) i Piusa XII (Humani generis, 1952). W normalnych warunkach ? to znaczy w sytuacji każdej innej niż komunizm ? grupa ta zapewne zostałaby potępiona za herezję modernizmu, czyli za próbę przeinaczenia nauki katolickiej tak, aby dało się ją pogodzić z nowoczesnością, postępem, demokracją, pluralizmem, prawami człowieka, socjalizmem, scjentyzmem i innymi gusłami współczesnego świata. Los taki spotkał prekursorską względem środowiska ?Tygodnika Powszechnego? francuską grupę Sillon (1910), która próbowała dokonać syntezy katolicyzmu i tradycji Rewolucji Francuskiej. Jednak panujący w Polsce komunizm wytworzył dla tej niewielkiej grupki sytuację unikalną: zamiast zostać potępiona lub przynajmniej zmuszona do milczenia, stała się jedynym środowiskiem katolickim w PRL, któremu wolno było wydawać prasę katolicką. Nawet jeśli była to prasa skażona herezją modernizmu, to władze kościelne najwyraźniej uznawały, że lepsza jest taka prasa katolicka niż żadna. Tutaj też zaczęli gromadzić się katoliccy dziennikarze, a zinfiltrowane przez SB środowisko mogło sobie spokojnie wybierać współpracowników. W środowisku tym zaczął szybko zyskiwać na popularności Tadeusz Mazowiecki ? katolicki publicysta, znany i głośny z ataków na bp. Kaczmarka, który został aresztowany i skazany za rzekomą agenturalność wobec CIA, przechowywanie broni, pomoc ?bandom? i inne propagandowe banialuki typowe dla procesów politycznych w raczkującym PRL. W ten sposób powstał zaczyn grupy, która wymyśliła koncepcję polityczną, która zwie się mianem ?III RP?. Była to grupa ?postępowych? katolików, która po wydarzeniach marca 1968 roku weszła w kontakty środowiskowo-towarzyskie z odsuniętą lewicą PZPR, której wielu działaczy przeszło teraz do opozycji, tworząc KOR. Nie jest przypadkiem, że w ?papierach? ks. Czajkowskiego znajdują się podobno materiały świadczące, że donosił na Adama Michnika i Jacka Kuronia. Jest to o tyle prawdopodobne, że powstał tu środowiskowy konglomerat outseiderów z Kościoła i PZPR; takie środowisko ludzi wydziedziczonych, o niezależnych umysłach, którzy nie umieli się zmieścić ani w ortodoksji katolickiej, ani w ortodoksji leninowskiej. Tu też pojawiła się myśl o wielkiej syntezie katolicyzmu i lewicy. Na łamach ?Myśli Polskiej? Ludwik Skurzak zauważył ostatnio, że wielką syntezę doktrynalną tych dwóch koncepcji stworzył Adam Michnik w książce ?Kościół, lewica, dialog?. Może należało by nawet powiedzieć dokładniej, że nie tyle stworzył ? istniała już wcześniej, choćby na łamach ?Tygodnika Powszechnego? ? lecz wyraził w fundamentalnej pracy programowej. Idea była zresztą radykalna jak na owe czasy: pogodzić katolicyzm i komunizm ? dwie totalne wizje świata, z których każda dowodziła swojej bezalternatywności i ontologicznego umocowania w prawdzie. Ale myśl Adama Michnika, tego wielkiego akuszera III RP zrodzonej w Magdalence, polegała na stworzeniu wielkiej syntezy ?humanistycznej?, czyli połączeniu idei humanizmu katolickiego z humanizmem ateistycznej dotąd lewicy. Kościół miał się wyzbyć pojęcia prawdy absolutnej, prozelityzmu, nietolerancji wobec herezji, miał nie zwalczać już świata lewicowego, lecz prowadzić z nim ?dialog?. W zamian lewica miała się wyrzec swojego materializmu historycznego i fanatycznego antyklerykalizmu. Obie idee miał połączyć szacunek dla człowieka, którego prawa nasza lewica wywodziła z praw człowieka, a katolicyzm z nieortodoksyjnie odczytanej ?Ewangelii?. Cały ten świat idei miał stanowić ? mówiąc marksistowskim językiem ? ideologiczną ?nadbudowę? dla ?bazy?, czyli systemu zliberalizowanego, zmodernizowanego komunizmu, w którym członkowie partii staną się elitą demokratyzującego się społeczeństwa. W tym wielkim planie cywilizacyjnym ? tak, ?cywilizacyjnym?, tak to trzeba nazwać ? środowiska modernistyczne grały fundamentalną rolę. Zwróćmy uwagę, że ich dialog z outseiderami z PZPR wcale nie był taki trudny. W sumie różnił te dwa środowiska wyłącznie spór o istnienie Boga, a nie o realne konsekwencje tego poglądu, gdyż obydwa środowiska hołdowały podobnemu humanizmowi, jedynie inaczej wywodząc jego korzenie. Znajduje to swój refleks w preambule do obowiązującej obecnie konstytucji, której treść zaproponował ? to nie przypadek ? Tadeusz Mazowiecki: ?my (...) wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł (...)?. Ten sojusz ?wszystkich ludzi dobrej woli? nie jest pomysłem naszego modernisty: to idea francuskiego lewicowego katolika Jacquesa Maritaina, sformowana kilkadziesiąt lat wcześniej w ?Humanizmie integralnym?. W tym wielkim planie cywilizacyjnym Adam Michnik, Jacek Kuroń i Bronisław Geremek musieli ucywilizować marksizm, przekształcając go w demokratyczny socjalizm; moderniści musieli przeformatować tradycyjne nauczanie Kościoła, aby pojęcie prawdy zostało zastąpione przez tolerancję, prozelityzm przez ekumenizm, a Prawa Boga zostały utożsamione z prawami człowieka. Niespodziewanie w sukurs modernistom przyszły reformy Soboru Watykańskiego II, które pozwoliły im działać praktycznie otwarcie, gdyż Sobór stanowił wielkie ?otwarcie w lewo?, czego wyrazem były nie tylko jego lewicujące społecznie konstytucje, lecz przede wszystkim znamienny fakt wstrzymania się przed potępieniem komunizmu. Wydaje się, że Jan XXIII i Paweł VI nie wykluczali, iż komunizm wygra z kapitalizmem i trzeba się przygotować na taką sytuację. Czytani ? i drukowani przez polskich modernistów ? teologowie zachodni, głównie francuscy, szli jeszcze dalej. Pierre Chenu w ?Ludzie Bożym? formułuje tezę, że tytułowy ?lud Boży? to światowy proletariat; Augustyn Bea w ?Rodzinie ludzkiej? zastępuje centralną dla katolicyzmu wspólnotę wiernych przez wieloreligijną ?ludzkość?. To już wyrazy infiltracji lewicowej w Kościele. Zdołaliśmy tu dotknąć jedynie wierzchołka góry lodowej o źródłach intelektualnych III RP. Jednak już ta krótka refleksja dowodzi, że zdemaskowanie agentury w Kościele nie jest wcale atakiem na Kościół jako taki, lecz jego oczyszczeniem z tych, którzy w dialogu ekumenicznym poszli tak daleko, że zaczęli dialogować z byłymi komunistami i wraz z nimi stworzyli cywilizacyjną hybrydę, zwącą się III RP; hybrydę postkomunizmu, stanowiącego połączenie tego, co połączone być nie może: lewicy i katolicyzmu. Adam Michnik wiedział co robi przeciwstawiając się lustracji. Robiąc słynną kwerendę archiwów SB w 1990 roku zrozumiał co oznacza lustracja dla jego środowiska tak politycznego, jak i religijnego. Wydawało się, że siła modernizmu w Kościele ? reprezentowanego przez takich hierarchów jak bp. Pieronek, abp. Gocłowski czy abp. Życiński - jest przeolbrzymia, a tu masz ci los: wystarczyło otworzyć archiwa SB aby unicestwić największe mózgi tej koncepcji, a poprzez zdruzgotanie ich twórców, zdruzgotać samą ideę. Jeszcze kilka otwartych teczek i środowisko to przestanie istnieć. PALEC BOŻY...
Gorący temat: Lustracja w Kościele http://prawica.net/Lustracja_w_Kosciele |
Nie wszystko
Ciekawy artykuł, ale sprawy w PRL-u były bardziej pokręcone!
Równolegle do "środowiska ZNAK-u", o którym pisze Autor, istniało "środowisko PAX-u". Myślę, że w kotekście niniejszego artykułu, Autor jest w stanie uzupełić myśli o ten równie ciekawy wątek, również w odniesieniu do lewicy jak i do służb specjalnych, oraz Kościoła. Życzę powodzenia Autorowi w dalszym drążeniu tematu, oraz podzielenia się swoimi ustaleniami.
Popieram.
Popieram. Szczególnie, że środowisko PAX-u ma dużo więcej do powiedzenia obecnie w Kościele niż jakieś sieroty po Mazowieckim.
PS. Aha, żeby nie zapomnieć. Ojciec Dyrektor też wypowiedział się przeciw lustracji. Jak widać podziały idą w poprzek tego co naszkicował Szacowny Autor.
Re: Popieram.
PS. Aha, żeby nie zapomnieć. Ojciec Dyrektor też wypowiedział się przeciw lustracji. Jak widać podziały idą w poprzek tego co naszkicował Szacowny Autor.
Widac ze ma Pan obsesje na punkcie Ojca Dyrektora, o reformowaniu Kosciola juz nawet nie wspomne.
Ale coz, na forum GW sa dyzurni, - przygotowani do akcji - wiec czemu mialoby byc inaczej na prawica.net.
Nie jestem żadnym
Nie jestem żadnym dyżurnym, dobrze Pan wie. Zawsze byłem i jestem zwolennikiem lustracji. Obsesje na punkcie dyrektora na pewno mam mniejsze niż p. Wielomski na punkcie modernizmu. Chciałem tylko zwrócić uwagę na płytkość łatwych podziałów: moderniści = ubecja, tradycjonaliści = nieskazitelna postawa. Wielu księży modernistów (w rozumieniu pp. Wielomskiego i Bartyzela) to są ludzie święci.
A od Pana oczekuję merytorycznych komentarzy. "Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to czemu Mnie bijesz? (J 18, 23)
Re: Nie jestem żadnym
A od Pana oczekuję merytorycznych komentarzy. "Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to czemu Mnie bijesz? (J 18, 23)
Czyzbym nie jasno wyrazil sie w poprzednim poscie(?), ktory byl odpowiedzia na, - cytowany - panski tekst.
A moze ..
o.Rydzyk tez zostal zakneblowany przez zwierzchnikow.W KK jest duzo obludy i obludnikow.Dopiero jak prawda wyjdzie na jaw i wola o pomste do nieba nastepuje wlasciwa reakcja hierarchow.Najszybsza i prawidlowa jest wtedy gdy trzeba bulic za krzywdy ofiarom duchownych(odszkodowania dla ofiar pedofilow w sutannach w USA).
Może Pana zdziwię, ale
Może Pana zdziwię, ale myślę, że Ojciec Dyrektor ma rację w tym sensie, że sprawa lustracji księży jest nagrana przez byłą esbecję.
Kiedyś na PN ktoś powiedział, że lustrację trzeba zacząć od dziennikarzy. Ja odpisałem, że ci którzy mają teczki uznali, że inna kolejność będzie lepsza: zaczeli od zakonników (było to zaraz po aferze z ks. Drozdkiem).
Podsumowując, lustracja jest konieczna, ale całościowa, nie tylko w Kościele. Niech się wreszcie PiS ruszy i coś zrobi w tej sprawie. KRRiTV potrafili zmienić w tydzień, a z lustracją bujają się już pół roku. Może coś/ktoś ich trzyma?
Chce miec panski optymizm
Chce miec panski optymizm: "Jeszcze kilka otwartych teczek i srodowisko to przestanie istniec"
Popieram "dzika" lustracje aby sprawa sie ruszyla.
Lustracja JUŻ się
Lustracja JUŻ się dokonuje, ludzie dostają teczki do rąk, czytają i jeśli będą chcieli (a trochę takich osób się znajdzie), to nazwiska kolejnych TW wypłyną.
Bartolomé
Prawa Boga i prawa człowieka
Adam Wielomski w swym znakomitym artykule wskazuje na istnienie cywilizacyjnego planu tworzonego przez komunistycznych i katolickich dysydentów. Ważnym elementem tego planu ma być postulat zrównania, czy też utożsamienia, Praw Boga z prawami człowieka.
O ile każdemu łatwo zrozumieć ideę praw człowieka, o tyle Prawa Boga, czyli prawa przysługujące Bogu są (przynajmniej dla mnie) czymś nieuchwytnym, wręcz niepoznawalnym. Nie rozwijam tu swych wątpliwości, aby z powodu mej doktrynalnej ignorancji nie popaść w rozważania heretyzujące. Mam jednak wielką prośbę: czy Autor mógłby zaznajomić nas ze swoim rozumieniem praw człowieka i Praw Boga?
Druga moja refleksja dotyczy przypuszczenia p. Wielomskiego, że Jan XXIII i Paweł VI nie wykluczali zwycięstwa komunizmu nad kapitalizmem. Bardzo to przygnębiająca uwaga. My, poddani reżimu PRL, wierzyliśmy niezachwianie w wyższość i ostateczny tryumf ustroju wolnościowego oraz w porażkę komunistycznego niewolnictwa.
Byliśmy jednak równocześnie przekonani, że za naszego życia nie nastąpi upadek komunizmu w naszym kraju. Tym bardziej godne szacunku, a nawet podziwu są postawy i działania wszystkich tych, którzy od lat 40. do 80. podskakiwali komunistom w Polsce. Z narażeniem wolności, a często i życia.
Moja jedyna uwaga krytyczna do tekstu p. Wielomskiego jest następująca: nie istnieje docześnie coś takiego, jak "były komunista". Komunistą się nie bywa, bo raz podpisawszy komunistyczne papiery, zostaje się komunistą na stałe. Piszę "na stałe", a nie "na zawsze", bo wszak dopiero martwy komunista jest już naprawdę (i na zawsze) "byłym komunistą".
Prawa Boga
to przede wszystkim publiczny szacunek dla Niego i uznanie Prawa Bożego i naturalnego za fundament prawa stanowionego (ustaw). W przedsoborowym katolicyzmie była taka ładna formuła "Królestwo Społeczne Jezusa Chrystusa".
Cechą charakterystyczną dla modernizmu jest negacja praw tak pojętych na korzyść praw człowieka. Ponieważ Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, to szacunek dla człowieka miałby być zarazem szacunkiem dla Boga. Jest taka fajna książka Y. Congara o Jezusie Chrystusie, gdzie szacowny autor dowodzi,powołując się na ojców greckich, że skoro JC wcielił się w ciało ludzkie i stał się człowiekiem, to walka o prawa człowieka = walka o prawa Boga i że można zostać zbawionym będąc ateistą, ale bojownikiem o prawa człowieka
-------------------
www.konserwatyzm.pl
Pan Michnik to wykonawca
Bardzo dobry artykuł. Oczywiście nie sposób w jednym artykule ująć ten temat we wszystkich jego wątkach. Motyw PAXu jest niewątpliwie konieczny do uwzględnienia. Chciałbym jednak zwrócić uwagą, na moim zdaniem agenturalny charakter działań Pana Michnika. W dyskusji do ?Czas na program pozytywny?, napisałem niedawno co następuje:
?Pan Michnik to wykonawca. Istotne jest co i dla kogo wykonuje. Inaczej mówiąc, działalność pana Michnika ze względu na jej sprawcze przyczyny jest agenturalna (nie znaczy to, że sugeruję, iż pan Michnik działał czy działa na rzecz tajnych służb, używam tu znacznie szerszego i na innym poziomie znaczenia agenturalności). Jest ona również agenturalna w sposób wykonawczy, przez posługiwanie sie nagłośnionymi osobami, takimi jak na przykład ks. prof. Czajkowski, i tu okazuje sie być uwikłana w agenturze tajnych służb. Zawsze uważałem, że mentalność pana Michnika, i środowiska, z którego się wywodzi, jest agenturalna to znaczy wykonawcza, i że są po temu istotne przyczyny. Dlatego nigdy nie rozumiałem powodów tak zwanej "fascynacji Michnikiem?, chyba, że też była agenturalna. W innych wypadkach była oparta, sądzę, na naiwnych projekcjach "towarzysza broni", rzeczywiście towarzysza. Dlaczego tak wielu na to dało się złapać, i być może jeszcze się daje?
Aby podsumować, nie mamy do czynienia z ideologiem ale agentem czyli wykonawcą a nie pierwotnym sprawcą swoich działań. Odnosi sie to również do całej nienaiwnej, czyli rzeczywiście rozgrywającej tzw. lewicy. "Ideologia" jest w tym wypadku instrumentalnie nadbudowana w stosunku do propagandy, i wszystko co się da jest używane jako podpora "ideologiczna" tylko w jednym celu, aby wykonać zadanie agenturalne. Stad pospieszna przesiadka ze Związku Sowieckiego na Związek Europejski. Agentura musi mieć mocodawców.?
Ciekawi mnie czy autor chciałby się ustosunkować do takiego widzenia roli Pana Michnika. To znaczy do zidentyfikowania jego, tzn. Michnika, mocodawców.
Świetny tekst!
Świetny tekst.
Poza tym współczuję Autorowi, że musiał przeczytać taki długi tekst Michnika - ja bym z pewnością nie wydolił.
Z drugiej strony, gratuluję optymizmu, obawiam się, że aż tak wesoło, jak to Autor widzi, jednak nie jest. Na dwoje babka wróżyła, mówiąc delikatnie.
Sobór Watykański II też mi się paskudnie nie podoba, dzięki Autorowi teraz wiem chociaż, skąd się wziął, i mogę to poniekąd uznać go za smutny, albo i tragiczny, kompromis. Na szczęście komunizm JESZCZE nie zwyciężył (chodź idzie nowa fala "walki z homofobią" itd.), więc może by się dało szybko odkręcić te żałosne, nieestyczne i niezgodne z samym duchem katolicyzmu "reformy"?
triarius
http://bez-owijania.blogspot.com
Gorycz satysfakcji po raporcie - Tadeusz Witkowski
Warto zapoznać się z tym artykułem - ŻW
Kilka passusów:
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
SB popierało "odnowę soborową"
http://5wladza.blogspot.com/2006/08/sb-wydawaa-kat...