Lustracja: Zamurowane sumienia

Kto widział te teczki, temu niełatwo odzyskać równowagę ducha. "Jankowski" donosił ustnie i na piśmie, za pieniądze i gratis. Dowody jego pracy dla SB są niepodważalne: zachowały się odręczne listy do oficerów prowadzących

Zapewne istnieją jakieś okoliczności "łagodzące" lub przynajmniej wyjaśniające. Zapewne odpowiedzialnym był reżim komunistyczny, bez którego nie byłoby bezpieki, a zatem nie byłoby agentów. Ale żaden reżim nie funkcjonuje bez ludzi, którzy go tworzą. Ponadto reżim, którego dziełem były UB i SB, nie istnieje od kilkunastu lat, a bezpiekę dawno rozwiązano.

Pytania

Dlaczego "Jankowski" - ks. Michał Czajkowski - nie miał potrzeby uporania się ze swą przeszłością? Dlaczego publicznie lub prywatnie nie wyznał swych błędów, chociażby swojemu biskupowi? Albo kilku przyjaciołom? Na pewno nie powstrzymywał go strach przed ostracyzmem środowiska. Na czym więc ten inteligentny, oczytany człowiek fundował pewność siebie? Poczucie bezkarności? Brak wyrzutów sumienia? Brak moralnych skrupułów?

Gdy media ujawniły tę sprawę, część publicystów zaatakowała posłańców złej nowiny. To ich oskarżono o manipulację, nierzetelność, ferowanie wyroków, złe intencje. Już nie zabija się posłańców przynoszących złe wieści, ale zawsze można ich dezawuować. Ukradnie kowal, a powieszą Cygana.

A spora część środowiska, w którym funkcjonował ks. Czajkowski, po prostu odmówiła faktom prawa do istnienia. Słyszymy deklaracje: "Ja w to nie wierzę. Mam wrażenie, że zostały naruszone prawa ludzkie. I nie przyjmuję tego do wiadomości", "To jest dzika lustracja!", "Księdza Michała Czajkowskiego znam od kilkudziesięciu lat, łączy nas bardzo bliska przyjaźń, wierzę w jego niewinność". Padły też poważne oskarżenia: "To nagonka i zemsta za działania ks. Czajkowskiego przeciw antysemityzmowi, nacjonalizmowi i Radiu Maryja", "Zasada domniemania niewinności jest obecnie groźnie łamana przez polityków, publicystów, naukowców".

Dlaczego ludzie należący do elitarnego klubu mylą pojęcia, szamocą się uwięzieni w schematach i nawykach słownych? Dlaczego nie umieją poradzić sobie z tą sytuacją? Dlaczego są wobec niej intelektualnie i moralnie bezbronni?

Odpowiedzi

W gruncie rzeczy możliwości były dwie: akta bezpieki spalić (Adam Michnik proponował zamurować je na pół wieku) albo je otworzyć. Pierwsze rozwiązanie było technicznie proste, ale niemożliwe do realizacji z powodu braku społecznego przyzwolenia. Drugie wymagało mądrej, spokojnej refleksji na temat standardów postępowania. Takiej debaty nie było, bo nawet gdy powstał IPN, zwolennicy "spalenia" materiałów SB nie przyjęli tego faktu do wiadomości.

Zamiast refleksji nastąpił potępieńczy atak na każdą niemal próbę wglądu w archiwa. Zużyto morze atramentu, by dowieść, że ludźmi domagającymi się dostępu do akt SB kierują nikczemne pobudki. Kto sądził, że on sam - a nie państwo - jest właścicielem swej własnej przeszłości, ten stawał się katem, hieną, pornografem przeszłości. Kto uważał, że społeczeństwo ma prawo wiedzieć, co znajduje się w gromadzonych przez SB teczkach, ten kwalifikowany był jako amator stosów i polowań na czarownice. Kto wskazywał na niebezpieczeństwa płynące dla kraju z braku wiedzy o agenturze, ten oskarżany był o szerzenie nienawiści i udział w brudnej grze politycznej.

Żadne argumenty nie zasługiwały na uwagę. Realia przestały istnieć, przestały się liczyć, pozostała ideologia ubrana w szaty moralnej wrażliwości, w parodię chrześcijańskiego przebaczenia, w szloch nad niechybnym męczeństwem ofiar potencjalnego linczu. Nic, że fakty wyglądały zupełnie inaczej - tym gorzej dla faktów.

Operując fałszywymi przesłankami, rzadko jednak dochodzi się do właściwych konkluzji. Zaplątani w logiczne i pragmatyczne dylematy, zwolennicy opieczętowania przeszłości wybrali strategię wojny na poziomie najbardziej nieadekwatnym z możliwych - na poziomie moralnego oburzenia. Sytuując dyskusję na fałszywej płaszczyźnie, oderwali się od rzeczywistości. Teraz rzeczywistość uderza w nich jak bumerang.

Rozziew między antylustracyjnym larum a doświadczeniem pogłębiał się z każdym dniem, z każdym opublikowanym dokumentem, z każdą decyzją upublicznienia nazwisk agentów. Z ankiety tygodnika "Wprost" wynika, że lustracji domaga się już nie tylko większość zwykłych ludzi, ale nawet większość dziennikarzy. Również tych, którzy jeszcze niedawno wyraźnie od tego się dystansowali. Wymuszane na tych, "których zdradzono o świcie", hasło zapomnienia poniosło spektakularną klęskę. Nie budzi to we mnie satysfakcji. Przeciwnie - czuję gorycz i zawód.

Moje środowisko pierwsze miało siłę i odwagę zmierzyć się z problemem agentury. Zderzenie ze smugą cienia nie jest przeżyciem łatwym. W tak delikatnej materii standardy wypracowuje się jedynie poprzez uczciwą konfrontację teoretycznej refleksji z żywym doświadczeniem. Takiego namysłu nie było. Bo nie chodziło o ustanowienie reguł, o szukanie rozwiązań, lecz o zniszczenie oponentów. W ciągu tych długich lat nie zrobiono nic, by wykorzystać doświadczenia Instytutu Gaucka czy polskie przypadki, które mogły posłużyć budowaniu standardów. Zamiast debaty mieliśmy wojnę, żonglowanie faktami i znaczeniem słów.

Zacierając granice między prawdą i fałszem uwikłano wielu rzetelnych ludzi w spór na gruncie nierzetelnie dobranym. W konsekwencji to, co mianowało się głosem troski o ludzką krzywdę - wielu skrzywdziło naprawdę. Czasem nieodwracalnie.

Skrzywdzonymi są ludzie domagający się dostępu do swych teczek - przyprawiono im gębę żądnych zemsty radykałów. W innym sensie skrzywdzono tych, którzy donosili do bezpieki. Ich sumienia zamurowano. Dawni agenci uwierzyli, że rzeczywistość nie ma znaczenia. Dlatego brnęli w kłamstwo, nawet za cenę ryzyka kompromitacji idei, które często publicznie głosili.

Przecież - poza Lesławem Maleszką, który publicznie przyznał się do współpracy z SB - niemal wszyscy twierdzą, że konfidentami nie byli. Najwyżej byli konfidentami niewinnymi: nie wiedzieli, nie chcieli, chlapali...

Zakłamując ich czyny i winy, pozbawiono ich możliwości powrotu do świata ludzi wiarygodnych. W 2001 roku w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Maleszka mówił: "Gdyby ktoś wtedy (po powstaniu rządu Mazowieckiego) przyszedł do mnie i powiedział: "Wiemy, kto jest Ketmanem", napisałbym całą prawdę i opublikował. Byłem już bardzo blisko zrzucenia z siebie tego wszystkiego. Dzisiaj byłbym już 10 lat po tym, co teraz nastąpiło. Ale nikt wtedy się nie zjawił".

Wyzwania, na które nie odpowiedziano

Na temat lustracji wykrzyczano tyle sloganów, że w szumie informacyjnym trudno się rozeznać. Aby się nie pogubić, trzeba ocenić rzeczywistość zgodnie z logiką i systemem wartości, jaki jest nam bliski. Zadałam sobie zatem kilka pytań.

Czy mam prawo poznać zawartość materiałów, jakie gromadziła w mojej sprawie SB? Tak, mam takie prawo! Czy państwo i wszyscy polemiści mogą mi tego prawa odmówić? Nie, gdyż to ja jestem właścicielem mojej przeszłości! Czy społeczeństwo będące przez pół wieku przedmiotem manipulacji i oszustwa ma identyczne prawo? Tak! Czy znaczy to, że całość bezpieckich archiwów ma zostać upubliczniona? Nie, bo ochrona informacji ze sfery prywatnej jest gwarantem wolności.

Czy można budować przyszłość na kłamstwie i przemilczeniu? Można, ale nie warto: koszty społeczne okażą się zbyt wysokie. "Katharsis, oczyszczenie - pisał Karl Jaspers - jest warunkiem wolności politycznej. Dopiero bowiem ze świadomości winy wyłania się świadomość solidarności i współodpowiedzialności, bez której nie ma wolności".

Konfrontacja z trudnymi faktami wymaga odwagi. I dojrzałości. Ale jednym z warunków dojrzałej świadomości ludzi i narodów jest też zdolność do wybaczania.

Zdrada, sprawiedliwość, przebaczenie

Przypadek księdza Czajkowskiego i innych księży pracujących dla SB daje asumpt do krytyki Kościoła za brak spójnego stanowiska w kwestii lustracji. Kościół słabo sobie radzi z problemem agentury, ale dlaczego nikomu nie przychodzi do głowy zapytać, jak radzą sobie inne środowiska? Na przykład dyplomaci lub sędziowie czy prokuratorzy? Jak radzą sobie dziennikarze? Albo SZSP i jego pogrobowiec - wpływowe Stowarzyszenie "Ordynacka"?

Te środowiska zawsze radziły sobie świetnie, a to, że byli beneficjentami systemu opartego na donosach, wcale nie znaczy, że sami nie byli infiltrowani. Na rozmaitych zasadach i bardzo precyzyjnie, choć ich szpicle rejestrowani byli inaczej niż TW (tajny współpracownik). Dzisiaj kształtują opinię publiczną, orzekają w imieniu państwa polskiego, sądzą w imieniu państwa, reprezentują państwo za granicą.

Ochoczo powtarzane przez media - bo przemawiające do wyobraźni ludu - informacje o liczbie TW w rozmaitych środowiskach mają wartość wyłącznie statystyczną. Podobną jak informacja, że można się utopić w statystycznie wyliczonych 5 cm wody. Tymczasem za określeniem TW kryje się dużo zupełnie nieporównywalnych przypadków. Niektórzy szkodzili niezmiernie, inni minimalnie. Jedni ochoczo, inni na siłę. Jedni TW podpisali zobowiązanie współpracy i się z niego nie wywiązywali. Inni informowali SB o sprawach drobnych, kluczyli, usiłując zminimalizować straty.

Jeszcze inni po pewnym czasie odmawiali dalszej współpracy. Z tych ostatnich, mimo ryzyka presji rozmaitej natury, wielu dołączyło do opozycji. Wśród TW znaleźć zatem można ludzi (nielicznych), którzy odpłacili pomyłkę z nawiązką. Ci zasługują na ogromny szacunek. Jednym z najpoważniejszych mankamentów ustawy lustracyjnej był fakt, że takim osobom odmawiano statusu pokrzywdzonego. Byli jednak również agenci wyjątkowo podli. Tacy, których działania jeszcze dziś wywołują dreszcz przerażenia, jak dotknięcie tajemnicy zła. Zła prostackiego lub cynicznego, banalnego lub wyrafinowanego.

Nie ma powodu, by społeczeństwo prowadziło wiwisekcję zdrady. Tym niech zajmuje się religia, sztuka lub medycyna. Ale społeczny instynkt samozachowawczy każe, by tacy "podwójni" lub sprzedajni ludzie nie wykonywali zawodów zaufania publicznego. Z postulatem innych sankcji nigdy się nie spotkałam.

Tylko inwigilowane środowiska - przy pomocy historyków z IPN - mogą ocenić rozmiar szkód i zakres moralnej odpowiedzialności agentury. Dlatego standardem winno być wspólne (historyków oraz poszkodowanych środowisk) formułowanie zarzutów i ocen. Bo są winy, o których naprawdę warto zapomnieć. Ale są i takie, o których zapomnieć nie wolno. Jedne lepiej przemilczeć, o innych trzeba mówić głośno. I - wbrew obawom artykułowanym przez teoretyków wybaczenia automatem - to właśnie bezpośrednio pokrzywdzeni okazują się najsprawiedliwszymi sędziami.

Tymczasem próby takich rozwiązań napiętnowano jako "dziką lustrację", nazwano "sądami kapturowymi". Środowisko krakowskiego Studenckiego Komitetu Solidarności czekało 12 miesięcy na wyjaśnienia ze strony TW "Moniki" i dopiero wobec braku reakcji, po zważeniu wszystkich racji, zdecydowało o upublicznieniu otrzymanych z IPN materiałów. Podobnie postąpili członkowie nowohuckiej "Solidarności".

Jak zróżnicowane są winy TW, tak różną wartość posiadają bezpieckie raporty. Przeczytałam tomy raportów i donosów na mnie i moich przyjaciół. Agenci raportują, co widzieli albo co zasłyszeli: fakty, plotki i przypuszczenia. Raporty są prawdziwe, konfidenci również, ale w tych prawdziwych raportach prawdziwych agentów poza rzetelnymi informacjami jest też sporo fikcji.

Również dlatego trzeba przeszłość przywrócić szybko. Dopóki jeszcze pamięć pozwala świadkom tamtych wydarzeń weryfikować, prostować, wyjaśniać...

Pozwólmy każdemu na wgląd w materiały, które zbierała na jego temat bezpieka. Otwórzmy archiwa IPN dla dziennikarzy, publicystów, naukowców. Ale nikogo nie zwolnijmy z obowiązku uważnej analizy, racjonalnej oceny i wartościowania każdej sprawy oddzielnie.

Nikogo nie można zamknąć w jego przeszłości. Doświadczenia z ostatnich lat wskazują, że odmowa zapomnienia wcale nie jest równoznaczna z odmową wybaczenia. Odwet nie jest narodowym sportem Polaków. Być może dzięki temu, że w matrycę zbiorowej świadomości wdrukowane są figury "dobrego łotra" oraz Pawła, który wcześniej był Szawłem, czy chociażby historia Jacka Soplicy. Mądrość religii uczy, by przed nikim nie zamykać możliwości nawrócenia. W języku cywilnym będzie to pozostawienie szansy na powrót do społeczności. A w kategoriach międzyludzkich - otwarcie na możliwość odbudowy relacji szacunku. Negacja faktów taki proces wyklucza.


Liliana Sonik

Liliana Sonik była założycielką Studenckiego Komitetu Solidarności, który powstał w 1977 roku w Krakowie po zamordowaniu przez SB studenta UJ Stanisława Pyjasa.

Artykuł ukazał się w dziale Plus Minus "Rzeczpospolitej" z 3 czerwca 2006 r.

- - - - - - - -
Gorący temat: Lustracja w Kościele
http://prawica.net/Lustracja_w_Kosciele

Podoba mi sie

Podoba mi sie co p. Liliana Sonik pisze. Dodam jeszcze, ze uwazam, ze wole miec "dzika lustracje" niz zadnej.

Swiatlo dzienne dezynfekuje z klamstwa

Swiatlo sloneczne jest swietnym dezynfekantem, jest bakteriobojcze. Tak samo swiatlo dzienne zabija klamstwo i pozwala zyc prawdzie. Musimy wydezynfekowac nasza przeszlosc i wywlec co trzeba na swiatlo dzienne. Powszechna lustracja a szczegolnie jej JAWNOSC jest jedynie sluszna droga.

znakomity tekst

Znakomity tekst, więcej takich potrzeba; natomiast wszystkim obłudnikom mówiącym o 'dzikiej lustracji' należy zadac pytanie, co uczynili na rzecz 'cywilizowanej lustracji'.

To jest: Andy

Quote:Dlaczego nie umieją

cytat:
Dlaczego nie umieją poradzić sobie z tą sytuacją? Dlaczego są wobec niej intelektualnie i moralnie bezbronni?

Cynicznie można by powiedzieć, że są bezradni bo nie mają wskazówek od oficera prowadzącego.

Zanim ktoś wyleje na moją głowę pomyje za taką sugestię - przyznaję, jest maksymalnie cyniczna - proszę się dobrze zastanowić. Tajni agenci bezpieki to nie są w przeważającej większości ludzie nieskalanego charakteru i samodzielnej myśli - bo takich by się zwyczajnie nie dało na agentów zwerbować. Choć mechanizm psychologiczny kierujący ich milczeniem i wyparciem, czasem chyba szczerym, ze świadomości faktu własnego upadku jest z pewnością dużo bardziej skomplikowany to jednak faktem jest, że to są sieroty po systemie. Systemie, który ich zwyczajnie zostawił.

--
Andrzej K. Brandt

Re: Quote:Dlaczego nie umieją

cytuję Andy:

Cynicznie można by powiedzieć, że są bezradni bo nie mają wskazówek od oficera prowadzącego.

Zanim ktoś wyleje na moją głowę pomyje za taką sugestię - przyznaję, jest maksymalnie cyniczna - proszę się dobrze zastanowić. Tajni agenci bezpieki to nie są w przeważającej większości ludzie nieskalanego charakteru i samodzielnej myśli - bo takich by się zwyczajnie nie dało na agentów zwerbować. Choć mechanizm psychologiczny kierujący ich milczeniem i wyparciem, czasem chyba szczerym, ze świadomości faktu własnego upadku jest z pewnością dużo bardziej skomplikowany to jednak faktem jest, że to są sieroty po systemie. Systemie, który ich zwyczajnie zostawił.

--
Andrzej K. Brandt

Panie Andrzeju, prosze nie oczekiwac wspomnianych przez pana pomyj???
Zamiast pomyj, uzyje kropidla i wody.

Aby nie zanudzac i nie ciagnac watku,- ktory nie ma zadnego znaczenia w temacie - zapytam wprost??
Skad u pana taka znajomosc, mechanizmow dzialania agentow bezpieki????
Czytalem dosyc sporo panskich tekstow, - wiekszosc to skromne wejscia - i przyznam sie szczerze ze, ze nie posadzalem pana o profesjonalizm w tej dziedzinie - czyzbym Pana nie docenil - panie Andrzeju(?).

To jest: Andy

Wie Pan co, nie do końca

Wie Pan co, nie do końca rozumiem o co Panu chodzi. Może Pan jaśniej napisać?

--
Andrzej K. Brandt

To jest: Marek Olżyński

Zwyczajny bełkot zamiast komentarzy

Panie Andrzeju i ja przyznam że nie rozumiem o co chodzi w tych komentarzach. Artykuł okej, rozumiem. Pana rownież rozumiem i się z Nim zgadzam. Ale nie rozumiem wyciągnietych z rękawa cytatów o jakimś "odwecie jako sporcie narodowym" i podobnych bredni.
Pozdrawiam

nie wszystko jest takie oczywiste

To jest: Dariusz Adamczewski

Artykuł z najwyższej półki.

Artykuł z najwyższej półki. Jest bardzo wyrazisty i czytelny. Wiemy czego dotyka, bardzo trudnych i bolących spraw lustracji zwłaszcza kościoła. Ale jeśli mamy lustrować to wszystkich bez wyjątków tym bardziej, że duchowieństwo to ludzie wykształceni. Zatem wiedzieli co robią. Ale pamiętać należy również o oprawcach, i zwłaszcza o nich!.

Dariusz Adamczewski
******************
Na pohybel czerwonym !!!

To jest: Andy

Właśnie... bo mimo

Właśnie... bo mimo wszystko kim innym jest TW, który dał się kupić a kim innym ktoś, kto świadomie wstąpił do komunistycznych służb i w nich służył - a teraz bezczelnie pobiera emeryturę mundurową i - w przypadku oprawców UB z lat 50-tych - śmieje się w nos swoim ofiarom.

Odebranie byłym funkcjonariuszom SB, UB oraz funkcjonariuszom PZPR wszelkich świadczeń państwowych to minimum. Osobiście zastanowiłbym się jeszcze nad zakazem pracy w jakichkolwiek państwowych instytucjach dla kogokolwiek, kto miał w życiu swoim czerwoną partyjną legitymację - o byciu funkcjonariuszem nie wspominając.

--
Andrzej K. Brandt

Panie Dariuszu,

Ma Pan racje.Tylko o oprawcach nikt nie wspomina i nie wymienia po nazwisku. To dziwne.

Re: Wie Pan co, nie do końca

cytuję Andy:
Wie Pan co, nie do końca rozumiem o co Panu chodzi. Może Pan jaśniej napisać?

--
Andrzej K. Brandt

Przykro mi bardzo, ale juz jasniej nie potrafie tego napisac.
Czyzbym,gdzies,cos,kiedys,sciemnial????

To jest: Andy

Re: Wie Pan co, nie do końca

cytuję tadeusz stanislawski:

Przykro mi bardzo, ale juz jasniej nie potrafie tego napisac.
Czyzbym,gdzies,cos,kiedys,sciemnial????

Panie Tadeuszu, jednak jeden mały wysiłek, odrobinę starania, żebym pojął mym umysłem niedocenianym o co Panu chodzi?

Re: Wie Pan co, nie do końca

cytuję Andy:

Panie Tadeuszu, jednak jeden mały wysiłek, odrobinę starania, żebym pojął mym umysłem niedocenianym o co Panu chodzi?

Panie Andrzeju, mi naprawde o nic nie chodzi.
Poprostu zadziwila mnie, panska znajomosc mechanizmow dzialania agentow bezpieki,gdyz nigdy wczesniej nie spotkalem sie z tym w panskich tekstach.
Czy widzi Pan w tym cos zlego?
Chociaz przyznam, ze w formie jakiej uzylem, moznaby dopatrywac sie "cynizmu".
A moze tym urazilem panska godnosc(?), jesli tak, to najmocniej przepraszam.

To jest: Andy

Panie Tadeuszu, darujmy

Panie Tadeuszu, darujmy sobie gierki. Nie byłem ani TW ani funkcjonariuszem SB, ale nie trzeba być ani jednym ani drugim, żeby znać mechanizmy działania. Jest na ten temat szeroka literatura, takie metody stosowano nie tylko w Polsce, ba, nie tylko w demoludach. Sprawa werbunku agentów tego rodzaju jest mniej-więcej jasna, wyszukuje się jednostki podatne na szantaż (np. ze względu na popełnione przestępstwa lub wykroczenia, zdradę malżeńską, ukrywane skłonności homoseksulane), zastraszenie, przekupstwo. Jasne jest, że jednostki szczególnie ideowe nie są podatne na szantaż, odporne na przekupstwo a zastraszanie ich nie daje pewnych rezultatów. Takich trzeba zatem agentami otoczyć wybierając jednostki podatne z ich środowiska. To elementarz, żadna szczególna wiedza nie jest potrzebna, żeby to wiedzieć.

Jest również jasne, że oficer prowadzący jest dla agenta czymś w rodzaju przewodnika lub wsparcia. Reprezentuje anonimową moc "centrali" - czy to złą czy dobrą w oczach agenta - jest więc kimś, do kogo agent może się zwrócić po wskazówki i je otrzymać. Jest jasne, że związek agenta z oficerem prowadzącym jest dla agenta uzależniający i bez niego może się czuć osamotniony, pozbawiony wsparcia i wskazówek. Czy ten stan może się utrzymywać latami, tego nie wiem. Myślę, że w większości przypadków zastąpiony jest wyparciem faktu własnej współpracy - w końcu każdy chce myśleć o sobie samym dobrze.

--
Andrzej K. Brandt

Marna prowokacja

Panie Andrzeju, toć to marna prowokacja będąca próbą zdyskredytowania, nic więcej. Stare metody ciągle są dobre; tak go wyszkolili więc i działa.
Pozdrawiam

Re: Marna prowokacja

cytuję polPOT:
Panie Andrzeju, toć to marna prowokacja będąca próbą zdyskredytowania, nic więcej. Stare metody ciągle są dobre; tak go wyszkolili więc i działa.
Pozdrawiam

Niespotykana intuicja - Panie polPOT,jak latwo poradzil sobie Pan z zagadka, ktorej Pan Andzrzej, nie mogl rozwiazac przez ponad dobe.

Moje gratulacje

Tajemnica znajomości SB

Może i przesadziłam, przepraszam, ale już mnie męczą takie teksty, jak Pan napisał o Panu Andrzeju: ..."zadziwila mnie, panska znajomosc mechanizmow dzialania agentow bezpieki"...

Proszę Pana albo się to zna z autopsji albo wystarczy zainteresować się historią najnowszą Polski (tak skrzętnie ukrywaną od 89 r. ale od kilku lat wyjaśnianą przez IPN), pójść na kilka spotkań z np.: Żarynem, Cenckiewiczem, Dudkiem, Kotańskim oraz poczytć.

RE:

cytat:

Odwet nie jest narodowym sportem Polaków.

Czy aby na pewno??

To jest: BTadeusz

Moda na "tolerancję"

zbiegła się w czasie z potrzebami "zamurowanych sumień". Z potrzebami doraźnymi. Pozwoliła przetrwać stan chwiejności psychicznej.
Przyzwyczajenie będące drugą naszą naturą zabliźniało rany i zamurowywało sumienie.
Zrobiono to co najgorsze. Zadekretowano status quo. Stan "in statu nascendi" utrwalono, licząc na to, że na tej skorupie krującej szambo, uda się wybudować społeczeństwo.
Po części się udało.
Ale ten gmach jest wypełniony cegłami, ba, ścianami z podeschniętego szamba.
Czy przetrwa, gdyby to badziewie wypłukać?
Jeśli nie?
To dylemat lustratorów.

Tchórze, lub zakładnicy własnych sumień, a często własnych materialnych interesów. To większość elit solidarnosciowych po 89-tym roku.
Oni też są głownymi sprawcami dzisiejszej petryfikacji stanu.
Nie komuniści, czy ekskomuniści. Ci nie mieliby nic do powiedzenia, gdyby ich obnażyć. Żadnej moralnej podpory w protestach.
Cały gmach tego fałszu dźwigają "nasi". I ci, którzy na nich się wspierając zrobili "kariery".

"Tolerancja" ich wspiera i jednocześnie instaluje się między twardymi punktami społecznej moralnosci.
To implikuje zły kierunek ogólny rozwoju publicznej aktywności. Powoduje takze rozmycie "ego", o którym pisala pani veniveni.
Komunikaty społeczne stają się niejasne, a dla przeciętnego obywatela niezrozumiałe, nie przekładalne na życiową codzienność.
Cierpi na tym rozwój gospodarczy i kulturowy.
Najbardziej cierpi umiejętność kwalifikacji dobra i zła, rozróżnienia dobra i zła.
Stan taki, wbrew temu, że "nic się nie dzieje" demoralizuje nas. A to strata najtrudniejsza do odbudowania.

To jest: Marek Olżyński

Jeszcze jeden mur nam został do obalenia

Cierpi na tym rozwój gospodarczy i kulturowy.
Najbardziej cierpi umiejętność kwalifikacji dobra i zła, rozróżnienia dobra i zła.
Stan taki, wbrew temu, że "nic się nie dzieje" demoralizuje nas. A to strata najtrudniejsza do odbudowania.

To straty niepowetowane. Już być może nigdy nie odzyskamy umiejętności rozpoznania co jest prawdą a co fałszem co wartością dodatnią a co ujemną. Język nowomowy zakłamania wszedł do użytku codziennego. Nowe "wynalazki" tzw. prawo wyrażania wolności seksualnej i głoszenia tych zjawisk jako normę zagłuszyły inne prawo- prawo do wolności słowa (w dosłownym tego słowa znaczeniu). Jak trudnym wręcz niemożliwym jest dziś mówić o tym co prawdziwe, ważne, istotne. Wszystko zostało pod pełna kontrolą pod naciskiem "autorytetów" samozwańców zrzeszonych w stowarzyszeniach i fundacjach, zagnieżdżonych gdzieś na samej górze reprezentantów władzy.I nie wiem czy większym barbarzyństwem były te działania sprzed 1989 czy bezeceństwa popełniania z rozmysłem po tym roku

Zatem do obnazenie komunistów czy ekskomunistów doprowadzili prawdziwi zdrajcy, którzy budują mur zmowy , milczenia. Wychodzi na to, że jeszcze jeden mur trzeba obalić by pogrzebać mit demokratycznych przemian w Polsce

Znakomity artykul !

I swietny tytul- zamurowane sumienia.

cytat:

Dlaczego "Jankowski" - ks. Michał Czajkowski - nie miał potrzeby uporania się ze swą przeszłością? Dlaczego publicznie lub prywatnie nie wyznał swych błędów, chociażby swojemu biskupowi? Albo kilku przyjaciołom? Na pewno nie powstrzymywał go strach przed ostracyzmem środowiska. Na czym więc ten inteligentny, oczytany człowiek fundował pewność siebie? Poczucie bezkarności? Brak wyrzutów sumienia? Brak moralnych skrupułów?

Mnie nurtuje pytanie- jak moze kaplan, ktory przeciez poszedl za glosem powolania i wierzy- majac swiadomosc bycia zdrajca, nie wyjawiac tak ciezkiego grzechu na spowiedzi [kaplani spowiadaja sie zwykle co dwa tygodnie] i przyjmowac codziennie Cialo i Krew Panska wiedzac od sw. Pawla, ze kto niegodnie Cialo i Krew Panska spozywa, ten [na] zgube i smierc swoja spozywa.
Mysle, ze czyniac to, taki czlowiek musi miec swiadomosc wewnetrznej rezygnacji ze swojego kaplanstwa, bo przeciez ma swiadomosc, ze zdradza samego Chrystusa odwracajac sie plecami do Jego nauki i Jego Osoby. Mysle, ze taki czlowiek, lamiac swoje sluby wieczyste ma swiadomosc, ze chociaz nosi sutanne, przestal juz byc kaplanem Chrystusa.
Powinien tez miec swiadomosc, ze Milosierdzie Boze jest nieskonczone i zawsze moze na nie liczyc, jesli tylko stanie wobec niego w pokorze i prawdzie.
Ks. Czajkowski wybral stanac na piedestale i zostac dyzurnym "autorytetem moralnym" tak dlugo, jak to mozliwe. Stracil go z tego piedestalu historyk IPNu. Jest to dla ks. Czajkowskiego wielka laska, bo umozliwia mu pojednanie z Bogiem i nawet powrot do kaplanstwa.
Prawda wyzwala. Odmurowuje sumienia.

Gratuluje Pani tego artykułu i zań dziękuje

Gratuluje Pani tego artykułu i zań dziękuje. Szanuję i doceniam ból serca jaki w nim wyczuwam.

Jest w Pani artykule wiele wątków, sadzę jednak, iż znajdują one wszystkie źródło w tym, że przez brak lustracji pozostajemy społeczeństwem z gruntu nieuczciwym. Uczciwość społeczeństwa polega na tym, że poprzez działania społeczne broni i chroni ono ludzi uczciwych przed nieuczciwymi. Dlatego dopóki lustracja i inne rozliczenia z PRL i PRL-bis nie zostaną przeprowadzone dopóty człowiek uczciwy nie będzie mógł mieć w Polsce zaufania do społeczeństwa, w którym żyje. Natomiast ufać mu będą mogli ludzie nieuczciwi.

Wyraźnie widocznym jest fakt, że żadnej z instytucji polskich obecnie nie można powierzyć przeprowadzenia lustracji. Dlatego jedynym zadowalającym sposobem jest ujawnienie publiczne wszystkich akt UB i SB.

Jeżeli chodzi o miłosierdzie, to przebaczenie może nastąpić dopiero po wyznaniu winy, żalu za przewinienie i poniesieniu trudu zadośćuczynienia. Tego od nas wymaga Najsprawiedliwszy i Najbardziej Miłosierny Sędzia, więc taka jest miara sprawiedliwości i miłosierdzia.

Sytuacja obecna względem lustracji stanowi społeczną akceptację wydania ludzi uczciwych nieuczciwym na żer. Nie dziwmy się więc, że nieuczciwi w dalszym ciągu żerują na uczciwych w poczuciu społecznego przyzwolenia. Cena, również doczesna, tej sytuacji jest i będzie wysoka.

Pozdrawiam

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.