Szukaj na PNWydarzeniaZaloguj sięnowedyskutowane 2007Prace PNIle? |
Naszą szansą jest życie rodzinne
czw, 2006-05-25 21:09 | Filip Memches
Rozważania na tematy historiozoficzne i cywilizacyjne jawią się jako zajęcie elitarne. Książka Lecha Jęczmyka zdaje się przeczyć takiej opinii. Co prawda autor w zamieszczonym na samym końcu książki spisie zalecanych przez siebie lektur wymienia dzieła m.in. Platona, Feliksa Konecznego i Samuela Huntingtona, to jednak w ?Trzech końcach historii? trudno się dopatrzyć śladów uczoności. I nie jest to bynajmniej zarzut. Jęczmyk w sposób przejrzysty i prosty, ze swadą i właściwym mu poczuciem humoru, a jednocześnie z ogromną dozą erudycji, dywaguje na najbardziej ważkie tematy naszych czasów. Globalizacja, migracje ludności, kryzys demograficzny Zachodu, duchowy uwiąd Europy, przebudzenie polityczne, religijne i gospodarcze narodów Trzeciego Świata ? to wszystko stanowi przedmiot refleksji ? także futurologicznej ? zasłużonego polskiego tłumacza. Szersze grono czytelników, które nie czytało felietonów Jęczmyka na łamach ?Nowej Fantastyki?, kojarzyło go dotąd prawdopodobnie głównie z przekładów twórczości takich pisarzy jak Joseph Heller czy Kurt Vonnegut.
W ?Trzech końcach historii? znakomity tłumacz daje się poznać jako błyskotliwy i ? co istotniejsze ? odważny intelektualnie eseista. Dziś wiele się mówi i pisze o ?zderzeniu cywilizacji?, co sprawia, że łatwo wskazywać wroga w muzułmanach czy Chińczykach. Tymczasem rzeczywistym wrogiem jesteśmy my sami dla samych siebie. Od tego, co zrobimy dzisiaj z tym bogatym dziedzictwem, w posiadaniu którego wciąż jesteśmy, zależy to, czy tego wroga uda się nam pokonać, a w rezultacie ? skutecznie stawić czoła nowym wyzwaniom. Głównym naszym nauczycielem w tej batalii musi pozostać Kościół powszechny. Ta myśl przewija się przez całą książkę. Polska na przestrzeni wieków doświadczała rozmaitych trudności. Lech Jęczmyk uświadamia nam, w czym tkwiła i wciąż tkwi nasza siła. Nie jest nią bynajmniej niepodległe państwo, choć posiada ono swoją wartość, której nie należy deprecjonować. Kondycja wspólnoty politycznej zależy jednak przede wszystkim od kondycji wspólnot przedpolitycznych. Jako konkluzję zacytujmy więc fragment felietonu ?Życie rodzinne?: ?Polska była silna rodziną. Car Mikołaj I mówił: ?Z Polakami dalibyśmy sobie jakoś radę, ale te Polki!?. Kiedy mężczyźni szli na wojnę (a chadzali często), nasze wspaniałe kobiety prowadziły gospodarstwa i wychowywały dzieci. Czy coś z tego zostało? Jeżeli prawidłowo odczytuję sytuację świata, to naszą nadzieją na przyszłość jest nasza przeszłość, nasze ?zacofanie?.
|
Zawsze uwazalem i uwazam,ze
chrzescijanstwo to jest klucz do zachowania europejskiej tozsamosci.Ta postepujaca laicaizacja spoleczenstwa niedawno chrzescijanskiego w Europie, mnie przeraza.Przeciez zabrac czlowiekowi Boga,to ja rozumiem tak,ze zabrano mu wszystko .Przede wszystkim sens samego istnienia.
cytat z: Filip
Pełna, 100% zgoda... jednak moim zdaniem jest już za późno. To co się dzieje wydaje się być nieodwracalne, nie żeby jakieś nieubłagalne prawa historii itp. ale po prostu kryzys rozpoczął się nie wczoraj czy w ubiegłym wieku, on narastał przez stulecia najpierw w dziedzinie myśli a teraz realizacji tych błędnych idei. Stąd uważam, że kryzys ten jest już tak potężny i tak przesiąkł nasze życie i kulturę, że nie da się uratować sytuacji to już nawet nie kryzys to po prostu zwijanie się Zachodu. Próżne są też nadzieje odnośnie Polski i jej rzekomo lepszej sytuacji wynikającej z opóźnienia w stosunku do Zachodu. Relatywistyczna cywilizacja liberalna z jej pseudowolnością zniszczy wszystko na swej drodze, wszystkie te nasze zalety, to tylko kwestia czasu. Góra 30 lat. Można co najwyżej poszukać i znaleźć sobie jakieś miejsce w szalupie ratunkowej. Wszystko byłoby jeszcze do uratowania gdybyśmy żyli w izolacji ale tak nie jest - prężniejsze duchowo 'cywilizacje' (a i rasy) tylko czekają by zająć nasze miejsce. :(
.
"Wolność polega na świadomym i dobrowolnym wyborze dobra."
.
"Wolność polega na świadomym i dobrowolnym wyborze dobra."
Szanownemu Autorowi
recenzji chciałam uświadomić, że "dywagować" oznacza "bredzić". Chyba nie o to Mu chodziło?
do Pani Teresy Bochwic
Szanowna Pani Redaktor,
Rzeczywiscie, uzylem niezbyt fortunnego slowa. Mea culpa. Aczkolwiek Pani wyjasnienie dotyczy chyba jednak doslownego znaczenia tego wyrazu. Bywa jednak, ze w mowie potocznej stosowany on jest w bardziej neutralnym znaczeniu. Tym niemniej nie jestem polonista, wiec sie nie upieram.
Z powazaniem
FM
Filip Memches
Szanowną uświadamiaczkę...
...informuję, że słowo "dywagować" jest rozumiane zupełnie inaczej przez chyba większość Polaków. A rozumiane jest jako wypowiadanie rozmaitych kwestii luźno albo i wcale związanych z zasadniczym tematem np. "dywagacje na temat". Osobie z aspiracjami publicystycznymi dobrze o tym wiedzieć, bo jeżeli użyje słowa "dywagacje" jako zamiennik słowa "brednie", to ryzykuje niezrozumienie odbiorców.
Re: Szanowną uświadamiaczkę...
Za Kopalińskim:
dywagacja (zazw. w l.mn.) mówienie, pisanie bezładne, rozwlekłe, nie na temat, od rzeczy; por. dygresja.
dywagować mówić, pisać nie na temat a. od rzeczy.
Etym. - późn.łac. divagatio 'błądzenie' od łac. divagari 'zabłąkać się; zejść na manowce'; di- zob. dys- 1; wagabunda.
To alibi nie do Pana oczywiście :-)
Do tematu: Rodzina, która ma dom, kilkoro dzieci, nie jest "po rozwodach" - to dobro rzadkie, budzące niejednokrotnie zazdrość i podziw. Szczególnie w kręgach yuppies, którzy określają swoje kariery losem chomików (cały dzień zbierają, by późnym wieczorem udać się samotnie do swej norki). Pomijam związek z losem chomików - zwierząt, bo nie o adekwatność porównania tu chodzi.
Pzdr: Witek
Toz to napisalem. Chodzi o
Toz to napisalem. Chodzi o doslowne znaczenie tego wyrazu. Potocznie - na co wskazal Indris - wyraz ten ma neutralny wydzwiek.
Filip Memches