Sprawa wagi państwowej

Wartownik przed główną bramą Łubianki przytupywał w zamarzniętym śniegu gdy kątem oka dostrzegł majaczącą w mrocznej ulicy postać.

- Stoj! Kto idzie? - wrzasnął groźnie chwytając kałasznikowa oboma zgrabiałymi rękami.

- To ja, Wasilij Andrejewicz, do oficera dyżurnego.

- Jaki znowu Wasilij Andrejewicz? Po co do dyżurnego?

- Nie Twój interes. Z drogi durniu, bo pożałujesz. Puszczaj do dyżurnego!

Wartownik zawahał się, ale zastukał w małą okienną klapkę w masywnej bramie ponurego budynku. Klapka się uchyliła.

- Czego? - zapytał ochrypły głos zza klapki.

- Ktoś do oficera dyżurnego.

- Po co?

- Nie wiem. Nie chce powiedzieć.

- Daj go tu. Czego chcesz od dyżurnego?

- Ja do dyżurnego nie do Ciebie.

- Nie puszczę jak nie powiesz.

- Ja mam sprawę z mechanikiem, a nie z zaoliwioną szmatą. Prowadź.

- Dyżurny śpi.

- ŚPI?! Wrogowie czają się naokoło, a dyżurny ŚPI?! Obudź go. Ja w ważnej sprawie państwowej.

- Wejdź i poczekaj tutaj. Nigdzie się nie ruszaj.

Brama zaskrzypiała, uchyliła się nieco i wchłonęła Wasilija Andrejewicza.

Oficer dyżurny przecierał zaspane oczy i nerwowo dopinał guziki munduru.

- Wprowadzić! - wrzasnął w kierunku wartowni.

Wyprężony Starszy Sierżant Rubaszkin zameldował stacatto:

- Grażdanin.Wasilij.Andrejewicz.Pobukow.do.Oficera.Dyżurnego.w.
Ważnej.Sprawie.Państwowej!

- Odmaszerować! Saditeś pażałsta. Czym może KGB służyć?

- Towarzyszu majorze! Stała się straszna rzecz! Papuga mi uciekła!
Wypuściłem ją z klatki dla rozprostowania kości, a ta głupia Jewgienja zostawiła okno otwarte i frrrrru.....

- Co? CO TAKIEGO? PA-A-A-PUGA-A-A?!

- Towarzyszu majorze. Ja wiem, że wy normalnie papugami się nie zajmujecie, ale......

- RUBASZKIN !!! Zabrać mi tego durnia, wkopać do celi, zamknąć i klucz wrzucić DO STUDNI !!! PAPUGA ! J.. jej mat?! Ja Ci pokażę papugę !

- Towarzyszu majorze to jest niezwykła papuga. Ona mówi w trzech językach: po rusku, po ukraińsku i jeszcze jakimś, tylko nikt nie wie jakim.

- WON !

- Towarzyszu majorze! Ja jestem lojalny obywatel. Moja ciotka, Galina Pawłowna, święta kobieta, była członkiem Partii od 1905 roku i Przodownikiem Pracy Socjalistycznej w Zakładach Mięsnych w Bobrujsku. Towarzyszu majorze! Ja wiem, że szanse złapania papugi są znikome, ale Wy jesteście bardzo sprawni...

Już z głębi korytarza dochodził rozpaczliwy, ale jeszcze wyraźny głos Wasilija Andrejewicza.

- Ja tylko chciałem, żeby było oficjalnie odnotowane, na wypadek jakbyście tą papugę złapali, że ja zupełnie nie podzielam jej poglądów politycznych.....


Tadeusz Jarski
Więcej tekstów autora...

Warszawa, 12.3.2004