Rehabilitować Dulską

Z upływem czasu rzeki zmieniają koryta, ludzie zmieniają poglądy, a słowa zmieniają znaczenie. Ongiś, w języku polskim słowo zacny odnosiło się do człowieka wzbudzającego zaufanie i szacunek. Poczciwy to dla dawniejszych Polaków człowiek dobry i życzliwy.

Dziś "zacny" to safanduła, a nazwać kogoś "poczciwym" jest wręcz obraźliwe, bo to synonim żałosnej naiwności, albo po prostu głupoty.

Podobnie słowo "towarzysz". Kiedyś nobliwe słowo, kojarzące się z wizją zbrojnych rycerzy, braterstwa broni, lojalności i męstwa wobec przeciwieństw losu, zostało w epoce PRL zdegradowane i dziś jest najwyżej ironiczną uszczypliwością.

Przykłady tej erozji szlachetnych skojarzeń można cytować ad infinitum i budzi to smutne refleksje o zaniżeniu naszych aspiracji, których język jest tylko odbiciem.

Postanowiłem podjąć próbę odwrócenia tego przygnębiającego trendu i unobilitować choć jedno słowo, wśród tych, które dotychczas nobilitacją się nie cieszyły.

Dulszczyzna! Synonim ciemnogrodu, hipokryzji i drobnomieszczańskiej kołtunerii zwróciła moją uwagę.

Niedawno pokazano w telewizji "Moralność Pani Dulskiej". I cóż widzimy?

Mąż pasożyt. Syn obibok. Córki? Jedna przygłupa, druga pustogłowie. Ciotka kurewka. Służka, owszem honorna trzęsidupa i to nawet za niewygórowaną cenę, ale perfidnie podstępna i ambitnie knująca gadzina. A w tym wszystkim Pani Dulska, niestrudzenie zabiegająca o dobro swojej rodziny, jej przyszłość i niezależność ekonomiczną, wykształcenie córek, sprowadzenie na prostą błądzącego syna i równie błądzącego męża.

Dulska nie szuka zapomóg, ani dotacji z Unii Europejskiej. Walczy. Odbiera ciosy. Odpiera je i walczy dalej. Wytrwale. Nieprzerwanie.

Toć taka Dulska dziś byłaby ozdobą UPR, czy Platformy Obywatelskiej. Prawo i Sprawiedliwość mogłoby się nią szczycić, bo prawa przestrzegała, a sprawiedliwość rozdzielała twardo, ale równo.

Samoobrona mogłaby z niej brać przykład, bo nikt nie bronił swojej krwawicy tak mężnie jak ona. Liga Polskich Rodzin powinna chylić przed nią czoło, bo przykład Dulskiej jako obrońcy rodziny mógłby dziś być drogowskazem dla milionów, a Rodzina to fontanna nadziei na przyszłość.

PSL winno ją szanować bo choć była kobietą z miasta, to z wiejskim ludem potrafiła się porozumieć i negocjować twardo, ale rozsądnie i rzeczowo i wielu dzisiejszych polityków mogłoby od Niej korepetycje pobierać.

O SLD gadał nie będę. Niech się sami martwią o swoich idoli. (Może Thorez?? komunista/milioner!)

Wnoszę o rehabilitację Pani Dulskiej i o uznanie terminu "dulszczyzna" za synonim zaradności, przedsiębiorczości i troskliwości o dobro rodziny.


Tadeusz Jarski
Więcej tekstów autora...

Poprawka

Jesteśmy ( jeszcze ) w wolnym kraju, więc kazdy może o pani Dulskiej myśleć a nawet pisać co chce. Trybunał obowiązujących ocen ( jeszcze ) nie istnieje.
Proponuje więc zamiast postulatu rehabilitacji wysunąć postulat przyznawania się do. Ja się nie przyznam.

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.