Na początku był rzecznik, a potem było Słowo?

Słuchacze chłonęli każde jego słowo. Jack Birk był legendą w środowisku ludzi reklamy i promocji. Powiadali, że Jack potrafiłby sprzedać lodówki Eskimosom, a komputery analfabetom. To drugie zresztą robił rzeczywiście z ogromnym powodzeniem.

Co więcej, Jack potrafił wypromować największego nudziarza na Człowieka Roku, a kompletnego idiotę na laureata prestiżowej nagrody naukowej. Może nie zaraz Nobla, ale nie tylko Nobel się liczy.

Birk słynął z tego, że nie znał, żadnego obcego języka, twierdząc, że to zbędne, bo i tak cały świat mówi po angielsku. Zawistnicy twierdzili, że cały świat, z wyjątkiem Birka, bo Shakespeare, Churchill i Królowa prawdopodobnie nie mogliby się z nim dogadać.

Kiedy młoda dziennikarka spytała go o coś z historii, powiedział, że nic nie czytał bo świat dzieli się na tych o historii czytają i tych co ją tworzą.

Czasem, ku uciesze swoich konkurentów, miał spektakularne wpadki. Raz przekonał wielka firmę farmaceutyczną, że oszczędzi im krocie projektując uniwersalną reklamę nowego środka przeciwbólowego. Reklama będzie wyłącznie rysunkowa, co oszczędzi produkcji odrębnych kampanii reklamowych w 146 językach. Trzy rysunki stanowiły przesłanie.

Na pierwszym, po lewej, człowiek z wykrzywioną boleśnie twarzą trzymał się za głowę. Na środkowym wkładał do ust tabletkę, z widocznym symbolem cudownego leku. Na trzecim, po prawej, twarz pacjenta opromieniał radosny uśmiech.

Kampania przeszła przez świat jak huragan, ale w krajach arabskich wywołała totalne załamanie się rynku. Birk nie wiedział, że arabowie czytają od prawej do lewej strony i w ich odczycie zupełnie zdrowy facet dostawał koszmarnego jebca w głowie po zażyciu tej cholernej tabletki. Konkurenci Birka płakali z radości, ale ich radość była krótkotrwała. Gafa Birka obiegła cały świat powodując niepowtarzalnie potężną, i bezpłatną reklamę dla magicznej tabletki, a sam Birk szybko przekonał klienta, że cała afera była sprytnie zaplanowana od początku.

Cokolwiek by powiedzieć o Birku - był on mistrzem w konkurencji zwanej "skuteczność działania".

Kalifornijska Akademia Reklamy, Promocji i Dynamicznego Marketingu ogłaszała serię prelekcji Jacka Birka od sześciu miesięcy. Studenci Trzeciego Roku mieli pierwszeństwo w kupowaniu biletów wstępu po US $ 500 na łeb. Przed wejściem do wielkiego audytorium odsprzedawano je dyskretnie po 1500.

Chętnych nie brakło.

Rzecznik to fundament, na którym stoi klient.- prawił Birk do dwóch tysięcy zachwyconych słuchaczy - Nie! To kościec, bez którego każdy klient to galareta na podłodze. Public Relations Man to rzeźbiarz, który nadaje kształt postaci klienta i jednocześnie poeta, który ją uwiecznia w świadomości współczesnych i w annałach historii.

Historia się nie tworzy sama. Wy tworzycie historię. Wy tworzycie historyczne postacie. Waszym zadaniem życiowym jest wpisanie waszych klientów do historii, a miarą waszej doskonałości zawodowej jest nie tylko jakość, ale także i rozmiar zapisów przez was wprowadzonych. Dwa zdania na szóstej stronie New York Times to nie osiągnięcie, to chuch konającej szansy

Od niepamiętnych czasów nasza profesja kształtowała świat i ludzką świadomość. Niektórzy twierdzą, że nasz zawód jest najstarszym zawodem świata. Starszym nawet niż piwowarstwo i ten drugi. Opowiem Wam o Mojżeszu. A było tak:

Mojżesz odpoczywał w skąpym cieniu niewielkiej skały, kiedy przybiegł do niego zdyszany Public Relations Man.

- Mojżeszu! - wrzeszczał z daleka - Faraon wysłał wojsko, żeby nas wykończyć! Trzeba uciekać! Zerwij ludzi i gazu, bo szaszłyki z nas porobią. Żeby to szaszłyki. Kebaby!!! Powbijają nas na włócznie i będą piec na wolnym ogniu, odcinać upieczone płaty i karmić nimi tych ludożerców z Nubii.... To barbarzyńcy! Uciekajmy!!!

- Uspokój się - Mojżesz budził się powoli - Faraon pozwolił nam wyjść z Egiptu. Mamy umowę.

- On mówi, że wymuszone umowy nie obowiązują, a poza tym, że pozwolił nam wyjść z Egiptu. To już nie Egipt tylko pustynia. Mówi, że z Egiptu żeśmy wyszli i teraz może nam dokopać. Uciekajmy! Każ ludziom ruszać!

- Spokojnie. Ruszymy wieczorem. Teraz jest 50 stopni Celsjusza i trzeba przeczekać. Teraz spadaj i daj mi spać.

- Mojżeszu! Słuchaj....

- Spadaj, bo ci kijem kości porachuję. Won!

Zbliżał się wieczór, kiedy Public Relations Man, już spokojniejszy, znów przyszedł do Mojżesza.

- Zyskaliśmy trochę czasu. Dałem komunikat do agencji prasowych, że bardzo duża grupa niezidentyfikowanych uchodźców porusza się z Egiptu w kierunki Libii z zamiarem wystąpienia o azyl polityczny.

Podpisałem "Obiektywny Obserwator", ale ten głupek Likos dodał moje nazwisko pod spodem. Dowódca pościgu skierował wojsko na Libię, ale Faraon w wiadomościach wieczornych usłyszał całość komunikatu razem z tym podpisem i skapował się, że to podpucha. Kazał obciąć głupiemu dowódcy, co trzeba i wojsko zawrócił, ale pościg się opóźnił, bo wojsko się zziajało i musieli stanąć na popas. Zawsze to coś, ale tylko na chwilę. Mojżesz! Rób coś!

- Skąd to wszystko wiesz?

- Właśnie przyleciał bocian pocztowy. Co robimy dalej?

- Idziemy.

Szli przez całą noc i cały ranek. Kiedy słońce zaczęło grzać mocno Mojżesz zarządził postój. Public Relations Man przybiegł znów zdenerwowany.

- Niedobrze. Załatwiłem zakup wiadra skarabeuszy. Mam takiego młodszego kapłana na tajnej farmie skarabów. Kiedyś mu coś załatwiłem. Moi ludzie rozsypali skaraby na drodze pościgu, bo miedziane pyski, jak im skaraby zagrodzą drogę to muszą stanąć i odprawiać różne gusła zanim ruszą dalej okrężną drogą. Ale gdzie tam. Oni galopowali i taki był kurz, że skarabów w ogóle nie zauważyli. Stratowali. Nawet śmierdząca plama po nich nie została. Według moich obliczeń za dwa dni nas dopadną. Mojżesz. Co robimy?

- Odpoczywamy.

- Ciebie chyba słońce poraziło! Trzeba coś robić, a nie odpoczywać!!!

- Zamknij się. A jak tu już jesteś to muszę cię spytać. Aaron przyszedł do mnie ze skargą. Coś ty robił z jego młodą Ryfką dwa miesiące temu.

- Jakie dwa miesiące? To co najmniej dwa miesiące i dwa tygodnie temu.

- Znikłeś z nią na dwa dni i dwie noce. Czy możesz mi powiedzieć co żeście robili.

- Aah, wtedy. Zabrałem ja na brzeg Nilu, żeby jej pokazać unikalną kolonię żab krokodylo-odpornych. Ona bardzo interesuję się biologią.

- Nie wątpię. Z tego co słyszę to Ryfka ma szerokie zainteresowania biologiczne. Gadaj!

- Mojżesz! Czego ty ode mnie chcesz. Tam naprawdę nic nie zaszło.

- Z tego co mówi Aaron to zaszło. Ryfka zaszła w ciążę.

- O kurcze!

- Słuchaj skunksie. Masz ożenić się z Ryfką w ciągu tygodnia. Rozumiesz?

- Mojżesz! W ciągu tygodnia to Egipcjanie przerobią nas na salceson w plasterkach.

- Naprawdę. To pojutrze. Spadaj.

Odpoczywali znowu cały dzień. Wieczorem Public Relations Man przybiegł zdyszany do Mojżesza.

- Mam wiadomości! Kwatermistrzostwo armii egipskiej rozmieściło magazyny z zaopatrzeniem w różnych strategicznych punktach, również na pustyniach. Wczoraj do takiego magazynu pomiędzy nami a granicą wpadła zgraja zbuntowanych fellachów pod przywództwem jakiegoś rozrabiaki i wypieprzyli cały owies dla koni w piasek.

Tylko cztery worki się zachowały bo była z nimi baba co ma hyzia na punkcie owsa dla swojego konia i zabrała. Ten rozrabiaka darł się na nią "Bugger off", bo ona nazywa się Bugger czy jakoś tak, ale ona że jej koń lubi owies jak ona.... no wiesz. A tego rozrabiakę zwą Lepper, co w narzeczu tych dzikusów z tej wyspy za Galią, znaczy trędowiak.

- W ich języku trędowaty pisze się leper.

- Może i tak, ale dla tych ciemniaków to litera tu, czy litera tam to ganz pomada. W każdym razie jak wojsko dotarło do magazynu to okazało się, że konie nie chcą żreć owsa z piaskiem, a jak się dowiedzieli, że trędowaci buszowali w magazynie to piechota spanikowała i uciekła. Zostali tylko rydwaniarze, bo konie nie spanikowały, ale muszą czekać na dostawę. Chyba mamy jeszcze ze cztery dni ekstra. Ale to trzeba wykorzystać. Może byś załatwił jakąś plagę.

- Nic z tego. Przydział na plagi mi się wyczerpał. Odpoczniemy. Pomyślimy. Jak przygotowania do ślubu?

- Mojżesz! Co ty o jakimś ślubie w takim momencie? A poza tym Ryfka wcale nie chce za mnie wychodzić za mąż.

- Ty mi tutaj nie wciskaj egipskich ciemności. Załatw ten ślub bo będziesz miał ze mną do czynienia, i odkryjesz że ci Egipcjanie to mała nalewka z kokosowego mleczka w porównaniu. Kapisz?

- Już idę. Już idę.

Upłynęły trzy noce marszu i trzy dni niespokojnych wypoczynków. Kończyła się woda i żywność. Doszli do morza.

Public Relations Man znów przybiegł do Mojżesza, płacząc ze zdenerwowania.

- Morze przed nami. Rydwany za nami. Mojżesz! Popatrz tam. Widzisz te kłęby kurzu. To bojowe rydwany. Będą tu za cztery godziny, góra sześć. To już koniec.

- Przestań się mazgaić. Wcale nie koniec.

- Jak to nie koniec. Co teraz zrobisz?

- Co zrobię? Stanę tutaj na brzegu. Podniosę moją laskę i morze się rozstąpi. Przejdziemy sobie langsam, langsam suchą nogą do Sharm el Sheik, staniem na brzegu i będziemy na palcach strugali marchewki Egipcjanom. Jak oni się wkurzą i puszczą galopem przez ten wodny wąwóz to jak podniosę znowu moją laskę i chlup, chlup... nasze kłopoty się skończą.

- Mojżesz to nie czas na żarty.

- Wcale nie żartuję.

- Naprawdę to zrobisz?

- Naprawdę.

- Pod hajrem?

- Pod hajrem.

- Mojżesz. Jeśli ty to zrobisz to ja..., to ja zapewnię ci wzmiankę w Starym Testamencie. CO JA MÓWIĘ??? Ja ci zapewnię cały rozdział w Starym Testamencie! 30 WERSETÓW, ALBO I WIĘCEJ!!!


I tak się stało - zakończył Birk swoją opowieść o potędze rzeczników prasowych.


Tadeusz Jarski
Więcej tekstów autora...

Warszawa 11.3.2004