Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Sztuka negocjacji
Autor: Tadeusz Jarski, czw, 16/02/2006 - 00:08
Wybuch był ogłuszający. Potem tylko kurz i w przeraźliwej ciszy zduszony szept sekretarki powtarzającej w kółko "Oh my God! Oh my God!". Póżniej wrzaski ochroniarzy. Zgiełk. Bieganina. Gdy kurz trochę opadł z niedowierzaniem stwierdzili, że nikt nie zginął. Nikt nawet nie był ranny. Nikt... z wyjątkiem obu prezydentów i zamachowca. Ich strzępy oblepiały sufit, ściany i wielkie lustro, które też jakimś trafem pozostało w całości. Stali w trójkę u Wrót jak gdyby nigdy nic. Zupełnie jak na sekundę przed wybuchem Bush dyskretnie usiłował przylepić całkiem jeszcze przeżuwalną gumę do żucia do wewnętrznej części krawata. Wpadł na ten pomysł całkiem przypadkowo podczas spotkania z Królową Elżbietą i okazało się, jak to często bywa, że ten przypadkowy wynalazek był genialny. Krawat stanowi świetny schowek na niedożute gumy. Jak jakaś oficjalna okazja stawała się nużąca, ktoś przynudzał, czy rozwlekle protokolił, można było ukradkiem odzyskać gumę, pożuć trochę, a potem znów schować za krawat. Nikt się nigdy nie skapował. Przechytrzanie tych szakali z prasy było dodatkową frajdą. Putin właśnie prostował kręgosłup. Pomimo ekstra obcasów i specjalnych wkładek do butów, spotkania z wyższymi wzrostem dygnitarzami zawsze były mocno wkurzające. Ćwiczenia terapeutyczne miały pomóc, więc ćwiczył uparcie od roku. Ale gdzie tam. Gówno! Mustafa nerwowo majstrował przy wyłączniku. "Co się dzieje? Ten syn parszywego psa i świni zapewniał, że aparatura jest niezawodna. Bodaj go osioł skopał!". Święty Piotr stał spokojnie przy Wrotach. "Zostaw to synu - powiedział łagodnie do Mustafy - tutaj te rzeczy nie funkcjonują. Proszę panów do przedsionka, zaraz ktoś się wami zajmie. Poproście Krzysztofa żeby tutaj przyszedł." Oszołomieni weszli za nim bez słowa. Żaden z nich nie wiedział co powiedzieć. Piotr też milczał. Po chwili zjawił się uśmiechnięty, wysoki mężczyzna z długą laską w ręku. "Krzysztofie - powiedział Piotr - Przepraszam, że Cię niepokoję, ale to Twoja dziedzina. Mamy wędrowców. Proszę, oprowadź ich po tych innych miejscach i wróć z nimi tutaj. Nie wdawaj się zbytnio w szczegóły. To inteligentni ludzie i szybko ocenią alternatywy. Będziemy tu na was czekać." "Oczywiście Piotrze" - odpowiedział Krzysztof i wciąż w milczeniu wyszli wszyscy czterej. Wrócili wyraźnie wstrząśnięci. Piotr czekał na nich. Bush otrząsnął się pierwszy. Sprężył się, przyjął swobodną, ale bynajmniej nie arogancką postawę i szczery, chłopięcy uśmiech opromienił mu twarz "Hi! I am George. Piotr wyraźnie zesztywniał, ale zanim zdązył odpowiedzieć Bush mówił dalej: "Macie tu bardzo interesting place. Rozumiem, że to co nam Chris pokazał to dla nieudaczników i tam takich... social misfits, a tu jest pewnie ta alternatywa, którą wspomniałęś. To very unusual sposób marketingu. Pokazać najgorsze, żeby uwypuklić najlepsze. Bardzo dobre psychologiczne rozegranie. Jestem pod wrażeniem. Rozumiem, że będziemy ustalać warunki..." Przerwał, bo w tym momencie przedsionek zapełnił się nowymi postaciami. W fotelu, który dopiero teraz zauważyli, usiadł trzydziestoparoletni mężczyzna. Inni stanęli po jego bokach. Trzej przybysze również pozostali stojąc, co obu prezydentów wyraźnie zaczęło irytować. Ciszę przerwał Piotr: "Panie Jezu - powiedział - Mamy rozpatrzyć status tych trzech, więc jak zawsze najpierw wyjaśnię im co się dzieje. Jesteście - mówił dalej zwracając się do trójki - na cenzurowanym. Odbędzie się Sąd nad waszym życiem i sprawiedliwość będzie wymierzona. Sprawiedliwość to wyrok nie tylko przyjęty przez wyrokujących i dla nich zrozumiały, ale również wyrok zrozumiały dla sądzonych i przez sądzonych przyjęty jako sprawiedliwy. Więc pomimo, że Pan, Jego Syn i Duch wiedzą wszystko, Sąd odbędzie się abyście wy również mogli rozpatrzyć, zrozumieć i przyjąć z pokorą Wyrok jaki tu zapadnie. Zaczynajmy." Pierwszy odezwał się Putin. "Jezusie Józefowiczu! - zwrócił się wprost do Chrystusa - Nie rozumiem za co chcesz mnie sądzić. Otworzyłem cerkwie. Wprowadziłem taką demokrację, jaką w moim kraju można było wprowadzić. Podjąłem budowę podwalin dobrobytu dla mojego narodu, a jednocześnie odbudowę jego pozycji w świecie. To nie łatwe zadanie i nie wszystko na raz udaje się zrobić w jednakowym tempie...." "Czy ten "wypadek" Generała Lebiedzia, i ci dziennikarze, te sfingowane zamachy w Moskwie i ta rzeź ludności w Czeczenii to było budowanie demokracji, dobrobytu, czy twojej niepodzielnej władzy?" - przerwał mu jeden z obecnych. "Silna władza, jest warunkiem powodzenia tych innych zamierzeń. - odpowiedział Putin - Sami głosiliście zasadę "oddać co boskie Bogu - cesarzowi co cesarskie", ale - uśmiechnął się krzywo - nikt się nie pofatygował, żeby sformułować zakon, znaczyt'sia, rozpisku, co jest boskie, a co cesarskie. Więc brałem wedle szlachetnej zasady "każdemu według potrzeb". Miałem zostawić władzę takim ciemnym mużykom jak ten tutaj" " obrzucił Mustafę pogardliwym spojrzeniem - "Co on tutaj właściwie z nami robi?" "Przybyliście tutaj razem, więc razem stajecie przed Sądem" - spokojnie odpowiedział Piotr "Zresztą, - "dodał uśmiechając się kontem ust - "dlaczego ci to przeszkadza? Głosicie przecież równość. Przecież każdy może zostać Prezydentem Stanów Zjednoczonych, albo Prezydentem Rosji." "A pewno! - wybuchnął Mustafa - Pod warunkiem, że jest miliarderem, albo właścicielem archiwów KGB z hakami na wszystkich co się liczą i aparatem do wykorzystania tych haków. A tobie, hipokrytyczny krwiopijco, - zwrócił się do Putina trzeba wiedzieć, że jestem absolwentem socjologii i nauk politycznych z Sussex Uniwersity. Tam wprawdzie nie szkolą morderców i szantażystów, jak w twojej akademii policyjnej, ale dociekliwy student ma szansę porównać głoszone przez waszych profesorów hasełka o równości, sprawiedliwości i praworządności z waszymi praktykami i wyciągnąć własne wnioski, co i jak trzeba zrobić, żeby te piękne hasła zrealizować." Bush go nie słuchał. Odciągnął Piotra na stronę. "Pete. Let's talk. Jeśli ci faceci zaczną mi zadawać złośliwe pytania to powołam się na Piątą Poprawkę. To nie do przyjęcia. W końcu jestem Prezydentem Stanów Zjednoczonych...." "Nie jesteś. Byłeś. A Konstytucja Stanów Zjednoczonych tutaj nie obowiązuje." "Jeszcze nie??? OK. Co byś powiedział na nisko-oprocentowany kredyt. Co ja mówię? Bezprocentowy, na trzydzieści lat... i technologię na nowoczesne aureole i dostęp do nowoczesnego szkolenia w lotach przestrzennych dla twojego personelu? Wszystko, można załatwić, tylko trzeba się dogadać, nieprawdaż?" "Nie. Nie wszystko. W każdym razie nie tutaj." Wrócili do środka przedsionka. Mustafa wciąż protestował "Jakim prawem wy mnie sądzicie? Jestem Męczennikiem Allaha, a nie chrześcijaninem i domagam się opieki konsularnej....." "Pięć razy dziennie wołałeś "Bóg jest jeden!" i przed Jego Sądem teraz stoisz. Powiedziane jest "Nie zabijaj". Pamiętasz to Przykazanie?". "Zabijałem, aby bronić. Jeśli ja i tacy jak ja zabiją tych co zabijają, zabijanie się skończy. Zobaczycie. Zwycięstwo jest blisko!" Rozprawa ciągnęła się długo. W końcu Jezus przemówił: "Warunkiem Sprawiedliwości jest, że sądzony rozumie Wyrok i uznaje jego słuszność. Widać, że nie rozumiecie waszego postępowania, ani skutków jakie z niego wynikną. Uważnie śledźcie do czego Wasze postępowanie doprowadzi. Wówczas z pewnością zrozumiecie. Odprowadźcie ich. Za sto lat wrócimy do tej sprawy"
Warszawa 4.3.2004 |
Dobre :)
Warto od czasu do czasu się zastanowić, jakimi słowami będziemy tłumaczyć się na Sądzie, jakimi marnymi wykrętami przysłaniać nasze niegodziwości. I że to jest funta kłaków warte.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Warto było przeczytać.
Warto było przeczytać. Choćby dla samego " Jezusie Józefowiczu...":)