Dzień 11 listopada kojarzy się wszystkim Polakom ze Świętem Niepodległości, czyli z odzyskaniem przez Rzeczpospolitą utraconej 123 lata wcześniej niepodległości. I to jest niekwestionowane, najważniejsze święto tego dnia, ale my Wielkopolanie mamy też taką swoją małą tradycję, która związana jest z postacią Świętego Marcina z Tours. Na początek, zapraszam na legendę o jednym z moich ulubionych świętych, którą dedykuję dzisiejszym solenizatom Marcinom oraz wszystkim żołnierzom i ludziom ubogim, których patronem jest ten święty.
"Jak Święty Marcin pomógł żebrakowi"
Dzisiaj święty Marcin wjechał do Poznania,
Aby wszystkim dzieciom od wczesnego rana,
Rozdawać świeżutkie, drożdżowe rogale,
Żeby polskie dziatki wzór z niego brać chciały
I chlebem z ubogim dzielić się umiały.
Dawno, dawno temu - przed wielu wiekami,
Na Węgierskiej Ziemi(Panonia) rósł Marcinek mały.
Matkę miał on zacną, choć poganką była
I dlatego chłopca dobroci uczyła.
Zaś ojciec - poganin rzymskim był żołnierzem,
Przyszłość chłopca widział w legionach z puklerzem.
Wola ojca święta - katechumen Marcin,
W obronie ceszarz i cesarskich granic,
Wstąpił do legionów, pojechał do Galii.
Aby dzielnie pełnić swą żołnierska służbę,
By stamtąd przegonić barbarzyńską ciżbę.
Mężny, młody wojak sił swych nie żałował,
W obronie cesarstwa zawsze chętnie stawał.
Aż razu pewnego w mieście Amiens zwanym,
Ujrzał legionista u szerokiej bramy, co do miasta wiodła,
Głodnego, nagiego, nędznego człowieka.
Siedział smutny, głodny, prawie całkiem siny,
Bo jesienne wichry go nie oszczędziły.
Nasz młody bohater na siwiutkim koniu,
W krasnej, z grubej wełny, wielkiej pelerynie już stamtąd odjeżdżał.
Wtem żal serce ścisnął nad losem żebraka,
Dobył Marcin miecza, odciął mu pół płaszcza.
Gdy już kilka metrów ujechał z Amiens,
Odwrócił się Marcin i wstrzymał oddech.
Żebraka nie było - zniknął jak we mgle.
Zrozumiał ów młodzian, że to Chrystus Pan,
Poddał go swej próbie u miejskich tych bram.
Gdy noc już nastała nad rzymskim obozem,
I księżyc spoglądał na legion z wysoka,
Marcin - katechumen, po dniu pełnym wrażeń,
Zapadł w sen głęboki, nie przypuszczał wcale,
Że ujrzy za chwilę Pana w wielkiej chwale,
Ubranego w krasną, z wełny pelerynę,
Co ją dzisiaj oddał temu biedaczynie.
Pan Jezus siedzący na niebiańskim tronie,
Odziany w purpurę pięknej peleryny,
Tak rzekł do Aniołów, co Go otaczali:
"Patrzcie, patrzcie moi Aniołowie, jak Mnie
Ubrał miłosierny Marcin legionista, gdym
Go dziś na próbę wystawił u tych miejskich bram,
Gdzie zziębnięty siedziałem jako żebrak sam".
"To Ja z nieba zszedłem na ziemski ten padół,
By sprawdzić, czy ludzie kochają biedaków.
Czy pomni na słowa, którem do nich głosił,
Widzą ludzką nędzę, potrafią się dzielić.
Marcinie kochany, dziękuję ci wdzięcznie,
Że masz wielkie serce, bardzo miłosierne!"
Gdy słońce po niebie wędrówkę zaczęło
I ciepłym promieniem twarz Marcina grzało,
Ocknął się ów wojak ze snu przedziwnego,
Odmówił pacierze do Boga swojego.
I odtąd zapragnął bez miecza i zbroi być Jego żołnierzem,
Modlitwą Go chwalić, żyjąc jak pustelnik we wspomnianej Glii.
Do dowódcy idzie i miecz mu oddaje:
"Już dłużej nie będę w legionach przebywał.
Bom inną dziś służbę na zawsze jam wybrał.
W grocie pustelniczej dopełnię żywota,
Służąc wiernie Bogu, co jest Panem świata".
Dowódca mu rzecze:
"Marcinie, tyś tchórzem, że nie chcesz wojować!
Właśnie wróg się zbliża, czy chcesz mu się poddać?!"
Marcin na to:
"Bez zbroi i miecza na siwym swym koniu,
Ja pójdę do boju to sprawa honoru,
Mą tarczą i bronią będzie jedno Bóg,
On zawsze zwycięża, nie straszny Mu wróg".
Jak powiedział, tak zrobił ten mężny nasz druh,
Bez tarczy i miecza walczył dzielny zuch.
Zwyciężył Germanów, bo wysłuchał Bóg,
Gorliwych jego modlitw i błagalnych słów.
Wróg się poddał a laur za odwagę swą,
Wojak-Marcin otrzymał z legionistów rąk.
Pora kończyć ten wiersz, bo za długi on już,
Marcin - żołnierz, a później Marcin biskup z Tours,
Za miłość do Boga i do bliźnich swych,
Dziś patrzy na nas z nieba, bo to święty ten,
Który razu pewnego u bram Amiens.
Oddał płaszcz żebrakowi i wzorem dziś jest.
Na Świętego Marcina, każde dziecko to wie,
W każdym poznańskim domu rogale się je.
Tradycję tę dawną od ponad już wieku,
Wprowadził pewien znany, hojny poznański piekarz.
Za wzór biorąc patrona parafii swej,
Tak jak dobry Marcin umiał dzielić się.
Słodkimi, drożdżowymi podkówkami,
Które zwą się marcińskimi rogalami, karmił ubogich całego Poznania.
Aby wszyscy pamiętali, że Marcinowy siwy koń zgubił podkowę swą,
Gdy legionista ten uchodził z Amiens,
Tego samego dnia, kiedy u miejskich już bram,
Próbie poddał go sam miłosierny Chrystus Pan!
(Lidia Rybicka)
To tyle legenda, którą napisałam w ubiegłym roku, w oparciu o znane przekazy z życiu Św.Marcina - biskupa z Tours .
A teraz kilka faktów. Kult świętego Marcina datuje się od czasów Średniowiecza, kiedy to czczono go na równi z głównymi patronami miasta - ze Świętymi Piotrem i Pawłem, którzy są wpisani w herb miasta Poznania. W Poznaniu na ulicy Święty Marcin znajduje się kościół pod jego wezwaniem. Powstanie tej gotyckiej świątyni datuje się na XIII wiek- niszczona przez Szwedów i Brandenburczyków, kilkakrotnie była przebudowywana na przełomie XVII/XVIII oraz w wieku XIX. Północną ścianę świątyni, nad wejściem głównym, zdobi płaskorzeźba z piaskowca dłuta Marcina Rożka ( rzeźbiarza wielkopolskiego zamordowanego podczas okupacji hitlerowskiej, którego dom i muzeum znajduje się w Wolsztynie k/ Poznania), przedstawiająca patrona kościoła św.Marcina na koniu przecinającego połowę swej żołnierskiej peleryny i żebraka.
W parafii pw.św.Marcina od ok. trzystu lat, podczas odpustu parafialnego- w dniu imienin patrona, czyli 11 listopada w pobliżu kościoła odbywał się tradycyjny "Jarmark Świętomarciński" ( do czasów międzywojnia).
Tradycję wypiekania świętomarcińskich rogali zapoczątkował parafianin-cukiernik Józef Melzer, który pod wpływem żarliwego kazania proboszcza, wzywającego do brania przykładu z miłosiernego patrona parafii, jakim był św.Marcin, namówił swojego pracodawcę do wypieku rogali (kilka blach), które później rozdał ubogim Poznania przybyłym na "Jarmark Świętomarciński" w dniu 11 listopada 1891 roku.
W kolejnych latach pomysł wypieku podchwycili inni cukiernicy i piekarze Poznania. Dzisiaj odpust w parafii pw. św.Marcina powiązany jest z "Imieninami Ulicy Swiętego Marcina". Tego dnia po uroczystej sumie w kościele, którego patronem jest biskup Tours, wyrusza barwny korowód prowadzony przez legionistę rzymskiego na siwym koniu, ubranego w zbroję i czerwoną pelerynę, w hełmie na głowie, przypominającego jako żywo św.Marcina. Pochód zatrzymuje się przy Zamku Cesarskim, gdzie następuje symboliczne przekazanie przez prezydenta Poznania klucza do bram miasta, na ręce patrona ulicy, czyli św.Marcinowi.
Przed zamkiem ustawiona jest scena, na deskach której do poźnych godzin wieczornych trwają występy oraz znajdują się stragany z chrupiącymi, świętomarcińskimi rogalami. Co roku na Świętego Marcina Poznaniacy - znane łasuchy - zjadają ok. 300 ton tych łakoci.(Przepis na rogale świętomarcińskie podam później).
Myśląca Blondynka
Przepis na "ROGALE ŚWIĘTOMARCIŃSKIE"
"ROGALE ŚWIĘTOMARCIŃSKIE"
Ciasto:
1 kg mąki pszennej
40 g (2 łyżki) cukru
50 g drożdży
250 g (1 szklanka) mleka
6 jaj
125 g (0,5 kostki) masła
Masa:
125 g (1,5 szklanki) cukru pudru
200 g migdałów lub orzechów
śmietana
Wykonanie "ŚWIĘTOMARCIŃSKICH ROGALI":
Ciasto:
Jaja utrzeć z cukrem, wlać ciepłe, stopione masło i ubijać. Nie przerywając ubijania, dodawać porcjami przesianą mąkę oraz mleko. Pod koniec ubijania wlać rozpuszczone w niewielkiej ilości mleka drożdże i ubijać tak długo, aż pojawią się pęcherzyki powietrza.
Następnie ciasto pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Gdy wyrośnie, ciasto rozwałkować i kroić na kwadraty, na każdy z nich nałożyć porcję masy migdałowej i uformować rogalik.
Masa:
Przygotowanie masy migdałowej: migdały i orzechy zaparzyć, zemleć lub utrzeć na tarce, dodać cukier puder oraz śmietanę, całość dokładnie utrzeć. Śmietanę dodać w takiej ilości, aby można było masę dokładnie utrzeć i żeby była dość gęsta.
Uformowane rogaliki ułożyć na blasze, pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia, po czym wstawić do gorącego piekarnika. Piec na złoty kolor w temperaturze 220 - 250 C.
Upieczone rogaliki lukrować i posypać rozdrobnionymi orzechami.
(Przepis udostępniła firma "FAWOR" SPC z Poznania)
Smacznego!
Myśląca Blondynka
P.S. Mam nadzieję, że będą smakowały zwłaszcza Pani Karolinie i Panu Julkowi. Smacznego!
dziękuję za przepis
dziękuję
za przepis
Re: Przepis na "ROGALE ŚWIĘTOMARCIŃSKIE"
Hehe, ja również dziękuję. W ramach wzajemność nie pozostaje mi nic innego, jak wysępić od "Zadory" przepis na pyszne lubelskie naleśniczki :)
Pozdrawiam
-------------
"Nie można walczyć z biedą, niszcząc bogatych."
Margaret Thatcher