Szukaj na PNWydarzeniaGorące tematyZaloguj sięnowedyskutowane 2008
Ile? |
Burdel czy zdrada?W kolejną rocznicę uchwalenia konstytucji 3 maja, na Placu Piłsudskiego [„na Placu Piłsudskiego trębacze w trąby dmą; tam wódz państwa polskiego przegląda armię swą”] odbyła się defilada wojskowa przed Grobem Nieznanego Żołnierza, obok którego trybunę honorową ustawili sobie również - aktualni mężowie stanu. Takie widowiska mają stworzyć wrażenie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, bo wprawdzie cywilbanda coraz bardziej się bałwani, ale za to przynajmniej armia czuwa. Niestety w armii jest chyba jeszcze gorzej niż w środowisku głupich cywilów. Taki w każdym razie wniosek wynika z artykułu komandora Artura Bilskiego „Polska armia na posyłki”, opublikowanego 27 kwietnia w „Rzeczpospolitej”. Pan komandor Bilski twierdzi, że armia nasza wcale nie czuwa, przeciwnie - że znajduje się w stanie daleko posuniętego rozkładu i to od samej góry do samego dołu. Sama góra biurokratyzuje się na potęgę, tworząc rozmaite „dowództwa”, przygotowujące się do bitew na segregatory, których przybywa w postępie geometrycznym, podczas gdy na dole wszystkiego zaczyna brakować, i nawet nie było za co ściągnąć 400 żołnierzy wraz ze sprzętem z Czadu do Polski, wobec czego minister Klich wpadł na pomysł, żeby ten sprzęt sprzedać ONZ-owi i w ten sposób wybrnąć z kłopotu. Nie da się ukryć, że dobrze to nie wygląda, zwłaszcza, że pan komandor Bilski sugeruje, iż to wszystko dlatego, że Polska postawiła na opcję amerykańską. Amerykanie zaś, w odróżnieniu od, dajmy na to, armii izraelskiej, armię polską mają w du...żym poważaniu. Owszem - potrzebują tu i ówdzie polskich askarisów, ale ani Polski, ani tym bardziej - askarisów nie traktują serio. W tej sytuacji - chociaż pan komandor Bilski wyraźnie tego nie formułuje - jedynym wyjściem z sytuacji jest machnięcie ręką na Amerykanów i rzucenie się w objęcia niemieckie - bo tak właśnie rozumiem postulat „mocnego zakotwiczenia się w Unii Europejskiej”. Armia amerykańska bronić nas nie będzie - to jasne. Za to Bundeswehra - aaa, ona, to aż do ostatniej kropli krwi! O ile diagnoza rozkładu armii nie budzi żadnych wątpliwości, o tyle jej przyczyny i zaproponowane remedium, wydają się co najmniej dyskusyjne. Przede wszystkim należy postawić pytanie, czy rozbrajanie państwa polskiego jest efektem nieudolności i bałaganu, czy też owa nieudolność i bałagan jest jedynie kamuflażem systematycznych działań intencjonalnych. Krótko mówiąc, czy to burdel, czy zdrada? Jestem przekonany, że mamy do czynienia ze zdradą. Będąca od drugiej połowy lat 80-tych absolutnym politycznym hegemonem na polskiej politycznej scenie wojskowa razwiedka, przy pomocy swojej agentury i garści pożytecznych idiotów przygotowała i przeprowadziła sławną transformację ustrojową, której przewodnią myślą było zagadnienie, jak najkorzystniej rozkraść polskie państwo i znaleźć kogoś, kto złodziejom zapewniłby potem bezpieczeństwo. Stąd też rozmaite „orientacje” - od amerykańskiej, poprzez izraelską, do niemieckiej - o rosyjskiej nawet nie wspominając. Krótko mówiąc - kto gdzie się przewerbował, taką „opcję” próbuje forsować. Jednak - co trzeba podkreślić - żadna z tych „opcji” nie kieruje się polskim interesem państwowym, tylko stanowi próbę wkomponowania interesu przewerbowanych agentów w interes państwa, któremu odtąd służą, kosztem interesów polskich. Dlatego właśnie sugestia pana komandora Bilskiego, jakoby rozkład naszej armii był następstwem „opcji amerykańskiej” wydaje się na pierwszy rzut oka taka wiarygodna. Amerykanom rzeczywiście było znacznie wygodniej traktować Polskę nie jako kraj partnerski, tylko jako kraj podbity i politykować tutaj przy pomocy swojej agentury. Agentura musi być oczywiście wynagradzana i np. w roku 2004 Amerykanie rozprowadzili nagrody za pośrednictwem konsorcjum NOUR z którym związana była również polska, można powiedzieć - chałupnicza, ale widać dobrze ustosunkowana firemka Ostrowski Arms. A ponieważ, na domiar złego, prezydentowi Kwaśniewskiemu roiło się po nocach, że po zakończeniu tubylczej prezydentury zostanie sekretarzem generalnym ONZ a w ostateczności - sekretarzem generalnym NATO, nawet nie ośmielił się zająknąć żeby na przykład załatwić z Amerykanami militarną konwersję polskiego długu zagranicznego. Oczywiście sami Amerykanie z tego rodzaju ofertami nie występowali, bo prezydent Bush nie był prezydentem Polski, tylko USA, które - jeśli mogą mieć polskich askarisów za darmo, albo w najgorszym razie, za uczynioną tubylczemu filutowi nadzieję, że wystrugają z niego I sekretarza ONZ - to im w to graj! I dlatego wolą politykować z agentami, a jeśli dla pozorów potrzebny jest jakiś cywil, to forsują głupszego. Tymczasem taka Turcja już sobie na takie traktowanie nie pozwala i zawsze dobrze na tym wychodzi. No ale w Turcji obcych agentów bez ceregieli biorą na powróz, podczas gdy u nas, to właśnie oni stanowią sól ziemi czarnej. Zatem - nie tyle „opcja” jest winna, tylko rządy agentów, a to już nasz problem, a nie amerykański. Z kolei mówiąc o „mocnym zakotwiczeniu się w Unii Europejskiej” trzeba pamiętać że jej polityczny kierownik pozostaje w strategicznym partnerstwie z Rosją i że partnerstwo to znakomicie przetrzymało wszystkie próby niszczące - i gruzińską i gazową, więc na długo pozostanie fundamentem unijnej polityki europejskiej. Warto w związku z tym przypomnieć, że jeszcze w końcówce lat 80-tych minister spraw zagranicznych ZSRR Szewardnadze postawił warunek zgody na zjednoczenie Niemiec - że między zjednoczonymi Niemcami a Związkiem Radzieckim - czyli obecnie Rosją - zostanie utworzona strefa buforowa. Strefa buforowa - a więc obszar rozbrojony. I Rzeczpospolita Polska posłusznie wychodzi naprzeciw temu oczekiwaniu - co proponowanemu przez pana komandora Bilskiego remedium w postaci „mocnego zakotwiczenia się w Unii Europejskiej” nadaje, zapewne niezamierzony, charakter komiczny.
|
I burdel i zdrada
Naprościej się zdradza w burdelu. Do tego służy.
= = = =
"Better is the enemy of good"
Nie ma strachu...
Pozostaje jeszcze partyzantka i pospolite ruszenie.
W ostateczności kosynierzy
Andrzej Szubert
BYle nie czerwoni kosynierzy:-)
.
Zanim do tego dojdzie to
Zanim do tego dojdzie to będzieli mieli o wiele bardziej namacalne kłopoty tutaj, które będa miały takie imiona jak np. Helmut albo Iwan.
>to nie jest podpis<
Stinger w kazdym domu - to jedyna koncepcja bezpieczeństwa.
No... może dwa?...(stingery)
PRZESTAWIAJMY PROBLEMY Z GŁOWY NA NOGI...
No nie tylko
Parę innych niezbędnych urządzeń przydałoby się.
W Polsce i w Wojsku Polskim takze - znacznie wiecej agentow
rosyjskich jak amerykanskich (jesli amerykanscu wogole sa).
W zwiazku z ta rosyjska agentura - czy dziwne jest, ze Amerykanie nie za bardzo chca sie "bratac" z nasza armia?
Przeciez zdaja sobie sprawe, ze 99% tajemnic NATO powierzonych stronie polskiej natychmiast odczytywana jest w Moskwie.
Czy Amerykanie maja przeprowadzic "desowietyzacje" wojska polskiego?
Rosyjscy agenci daza do oslabienia polskiej armii - i nie tylko armii.
Jaki cel mogliby miec Amerykanie oslabiajac - w koncu sojusznika - w Europie?
W wojsku polskim - od lat panuje wielkie marnotrawstwo, balagan i "wyrywanie" ila i jak sie da.
Minister Klich takze mianowal na stanowiska "ekonomiczne' swoich znajomkow (przede wszystkim w Agencji Mienia Wojskowego - gdzie najwiecej "kasy" do wyrwania).
A Narod placi : utrzymanie jednego - statystycznego zolnierza (w Polsce - nie na misji) kosztuje rocznie okolo 100 tys $ czyli ponad 300 tys zl.
Ile z tego jest "wyrywane" ? Co najmniej 30%.
Nic to...
Za to mamy amerykańskie rakiety "ślepaki", które skutecznie odstraszą ewentualnych wrogów. Możemy bezpiecznie spać.
Andrzej Szubert
Ktos podpisywal umowe. Chyba Sikoski.
Dlaczego jej wczesniej nie przeczytal i nie skonsultowal chocby z przecietnym prawnikiem?
To wlasnie kolejny dowod na "agentow Rosji" - i to nie tylko w Wojsku Polskim.
Agentów amerykańskich...
...jest w Polsce albo więcej niż rosyjskich, albo działają dużo sprawniej. Widać to było w czasie wojny irackiej i jeszcze do niedawna. Obserwator powierzcni życia publicznego w Polsce mógłby odnieść wrażenie,że G. W. Bush jest tu bardziej popularny niż w USA.
Prosze o konkrety: co robia amerykanscy agenci w Polsce?
Jakie maja zadania i co jest celem ich agentury?
Moze rozroznijmy agenture od sympatii. Wtedy bedzie znacznie latwiej.
To było widać od jesieni roku 2002...
...a jeszcze bardziej od napaści na Irak w marcu roku 2003. W wolnych teoretycznie polskich mediach poparcie dla Busha i polskiego udziału w tej awanturze było niemal tak powszechne, jak dla ZSRR w czasie "bratniej pomocy" dla Czechosłowacji (1968). Podobnie było w pluralistycznym i zazwyczaj skłóconym świecie politycznym. Nawet Kościół katolicki w Polsce (w odróżnieniu od znanego stanowiska papieża Jana Pawła II) zachował milczenie. Protesty antywojenne w Polsce były chyba najbardziej rachityczne na świecie.
Co nie zmienia faktu, że są agentami,
a nie działają przede wszystkim w interesie Polski. Gdyby było inaczej, Amerykanie nie politykowaliby za darmo nad Wisłą agentami, ale musieliby płacić z przyjaźń (porównaj przykład Turcji, która za każdą przysługę każe słono sobie płacić, ale też obcy agent w rządzie Wysokiej Porty skończyłby marnie).