Kiedy umiera człowiek

Wywiad Szymona Hołowni z prof. Tomaszem Trojanowskim, który ukazał się w "Plusie Minusie" (22 października), uważam nieskromnie za swój sukces. Powstał jako reakcja na artykuły opublikowane w kwartalniku "Fronda" na temat śmierci mózgowej, do której to publikacji przyczyniłem się osobiście. Może jest to początek debaty na ten temat w Polsce.

W naszym kraju rozwija się transplantologia, w latach dziewięćdziesiątych wprowadzono definicję śmierci opartą na kryteriach mózgowych, która radykalnie się różni od tradycyjnego rozumienia śmierci. Mimo rewolucyjnego charakteru zmian, jakie wniosło ze sobą wprowadzenie teorii śmierci mózgowej do polskiego prawa i medycyny, nie było na ten temat żadnej publicznej debaty. Pod tym względem Polska nie różni się zresztą od innych krajów. Tam, gdzie wprowadzano nowe kryteria (w Stanach Zjednoczonych uzyskały prawną sankcję najwcześniej, bo już w 1970 r.), nie zanotowano większego sprzeciwu ze strony lekarzy, prawników, polityków czy też szerszych kręgów społecznych. Było tak aż do połowy lat dziewięćdziesiątych. Od tego czasu jednak w krajach anglosaskich, Japonii i niektórych europejskich sytuacja zmieniła się zasadniczo.

Nasila się krytyka śmierci mózgowej i coraz większa grupa autorytetów neguje naukowe i etyczne podstawy takiego sposobu definiowania śmierci. Raport Komisji Prezydenckiej z 1981 r., który ostatecznie usankcjonował w USA to nowe rozumienie śmierci człowieka jako nieodwracalnego ustania funkcji całego mózgu, nie jest już traktowany jak "Biblia" ani w Stanach Zjednoczonych, ani w innych krajach. I nie powinno nikogo dziwić, że problem prawidłowości kryteriów śmierci człowieka wymaga publicznej debaty.

Profesor Tomasz Trojanowski mówi: gdy umiera mózg, człowiek przestaje być człowiekiem. Warto zadać sobie pytanie, jakiej natury jest to twierdzenie. Czy jest natury medycznej, czyli jest prawdą opartą na doświadczeniu empirycznym, czy też jest twierdzeniem innego rodzaju. Jeśli prawdą jest, że człowiek umiera wtedy, gdy umiera jego mózg, znaczy to, iż to, co czyni człowieka tym, kim jest, mieści się wyłącznie w mózgu.

Innymi słowy, tylko tkanka mózgowa jest tkanką, do której odnosi się to, co nazywamy człowieczeństwem, jak mówią niektórzy autorzy, tkanką wcielającą umysł, inne zaś tkanki i części ciała takiego atrybutu nie mają. Człowiek jest tu rozumiany nie jako całość, w której równie ważne są umysł i ciało, lecz jako sfera myśli związanej z mózgiem lub jakąś jego częścią. Czy taka wizja człowieka jest twierdzeniem z zakresu nauki empirycznej, jaką jest medycyna?

Moja odpowiedź brzmi "nie". Jest to pogląd filozoficzny, swoista wizja człowieka, która wywodzi się niewątpliwie z filozofii Kartezjusza, nie zaś z medycyny jako takiej. Profesor Trojanowski jest zresztą świadomy tego, że jego poglądy są "kartezjańskie".

Spróbujmy więc oddzielić od siebie to, co "medyczne", od tego, co "filozoficzne". Stojąc na gruncie empirii, a więc i medycyny, możemy powiedzieć, że niekiedy dochodzi do wytworzenia się u niektórych chorych takich objawów, jak utrata świadomości, brak reakcji na bodźce w zakresie nerwów czaszkowych, brak odruchów z poziomu rdzenia przedłużopnego. Chory w takim stanie może sam oddychać lub czyni to z pomocą respiratora. Możemy zbadać, czy nie zażył jakichś leków, które mogły wywołać ten stan, możemy zbadać, czy jego ciało nie zostało wychłodzone, co również może być przyczyną utraty świadomości. W trakcie tych czynności stale pozostajemy na gruncie medycyny.

Jeśli jednak zadajemy sobie pytanie, czy chory, który nie odzyskał przytomności i oddycha za pomocą respiratora, jest nadal istotą ludzką, to opuszczamy już teren empirii i wkraczamy na teren spekulacji, która jest spekulacją filozoficzną. Badania mówią nam o jakimś stopniu uszkodzenia mózgu, natomiast wnioski na temat zachowania czy utraty człowieczeństwa przez chorego są poza sferą doświadczenia (tak samo jak rozważania na temat statusu embrionów, u których mózg się jeszcze nie rozwinął). Pozostaje więc pytanie, czy uznanie przez polskie prawo i świat medyczny takich objawów jak śpiączka, brak odruchów z pnia mózgu i bezdech za symptomy śmierci mózgowej - a co za tym idzie, za kryteria śmierci człowieka - nie jest nieuprawnione przejście z medycyny na teren, który już medycyną nie jest. Według mnie właśnie taki fakt ma miejsce.

Trzeba więc powiedzieć wyraźnie: medycyna jako nauka empiryczna nie zajmuje się naturą człowieka od strony duchowej, nie bada, jaka jest relacja między umysłem a materią, ponieważ należy to już do sfery filozofii. Każdy człowiek może wybrać jakąś opcję filozoficzną, może to zrobić również lekarz, jednak sama medycyna jest w tym względzie neutralna. Nie jest prawdą, że jakiekolwiek doświadczenie medyczne może nam dowieść, iż umysł ludzki ginie razem z ciałem, czy też że jego istnienie ogranicza się tylko do mózgu człowieka. Nic również od strony nauk empirycznych nie uprawnia nas do utożsamiania świadomości z umysłem jako takim.

Stwierdzenia profesora Trojanowskiego - dusza mieści się w mózgu, gdy umiera mózg, umiera człowiek - są już stwierdzeniami z dziedziny spekulacji filozoficznej. Są prawdziwe, jeśli przyjmiemy założenie, iż dusza będąca źródłem wyższych aktów świadomości nie może istnieć bez czynnika materialnego, który wiążemy ze sferą myśli, czyli mózgiem lub jego częścią. Te dodatkowe założenia pochodzą już jednak z dziedziny filozofii, a nie medycyny.

Istnieje w filozofii inny model interpretacyjny, który może nam pomóc w ocenie statusu człowieka w stanie utraty świadomości, w tym również w stanie śmierci mózgowej. Jest nim model arystotelesowsko-tomistyczny, który akceptuje Kościół katolicki, a profesor Trojanowski odrzuca. Według Arystotelesa i św. Tomasza dusza (inaczej umysł) jest formą substancjalną w stosunku do materii i razem tworzą konkretny byt, "tego oto" człowieka. Dusza jako forma jest niematerialna i w związku z tym nie można jej zlokalizować. Według św. Tomasza dusza łączy się najpierw (w sensie logicznym) z ciałem jako całością, jako jego forma substancjalna, a dopiero wtórnie z poszczególnymi narządami, w tym z mózgiem.

Uszkodzenie, a nawet śmierć całego mózgu nie musi w tej interpretacji oznaczać śmierci człowieka, jeśli jego ciało jest żywe, czyli jest zintegrowanym organizmem (podobnie jak żywe jest ciało embrionu lub dziecka bezmózgowego). Dopóki ciało jest termodynamiczną całością, w której możliwe jest (co obserwujemy u chorych z objawami śmierci mózgowej) zachowanie homeostazy, zabliźnianie ran, obrona przed infekcjami, podtrzymanie ciąży (opisano kilka takich przypadków), a nawet wzrost i procesy dojrzewania, zanotowane w przypadku dwojga dzieci w stanie śmierci mózgowej - dopóty nie można mówić o śmierci organizmu jako całości.

Czy nie musimy więc uznać, że człowiek w stanie śmierci mózgowej ma żywe ciało? Czy lekarze, którzy używają terminu "zwłoki" w stosunku do ciała osoby w stanie śmierci mózgowej, nie zakładają milcząco, że są to zupełnie inne zwłoki niż te, które już leżą w kostnicy? Profesor Trojanowski, mówiąc, że ciało umiera później, zdaje się tak rozumować. Co prawda uważa, iż człowiek jako osoba umiera wcześniej (wtedy, gdy umiera jego mózg), ale nie zaprzecza temu, że ciało kogoś, kto jest w stanie śmierci mózgowej, żyje.

Stąd też tytuł artykułu "Człowiek umiera dwa razy" - co należy rozumieć, że najpierw umiera mózg i świadomość, a potem ciało. Co więcej, pytany przez dziennikarza, czy można odbudować łączność między rdzeniem kręgowym a wyższymi partiami układu nerwowego, utraconą przez uszkodzenie pnia mózgu, twierdzi, że nie można tego wykluczyć w przyszłości. Idzie nawet dalej i mówi, że jakiś stymulator elektroniczny mógłby wtedy włączać i wyłączać świadomość oraz że inny stymulator będzie drażnił nerw przeponowy i człowiek będzie oddychał. Profesor Trojanowski wypowiada dalej zdanie o fundamentalnym znaczeniu: Człowiek, który dziś jest uznawany za zmarłego, będzie żył dalej. Wzrok zastąpi mu kamera, słuch implant, nie będzie czuł smaku, ale będzie żył.

Co oznacza to stwierdzenie w ustach doświadczonego neurochirurga, jakim jest profesor Trojanowski? Nic innego jak to, że on sam uznaje, iż po śmierci mózgowej istnieje nadal w człowieku ten czynnik, który jest warunkiem koniecznym, choć niewystarczającym, do wytworzenia się świadomości. Czynnikiem tym jest oczywiście dusza. Tym samym jednak przyznaje, iż wie o tym, że człowiek w stanie śmierci mózgowej nadal ma duszę, czynnik, dzięki któremu w sprzyjających warunkach może wytworzyć świadomość.

To chyba najważniejszy moment w całym wywodzie. Okazuje się bowiem, że w gruncie rzeczy profesor Trojanowski mówił o śmierci w sensie psychologicznym, rozumianej jako utrata świadomości, nie zaś biologicznym, jako śmierci konkretnego, żywego organizmu. Innymi słowy, mówił o stanie, który w sensie metafizyki klasycznej i klasycznej definicji śmierci przyjętej w medycynie śmiercią nie jest. Takie rozumienie śmierci mózgowej przebija też z jego słów, gdy przyznaje, że dla lekarzy i pielęgniarek pobieranie bijącego serca do przeszczepu nie jest czymś przyjemnym. Dlaczego?

Ponieważ muszą walczyć z myślą, że skoro ciało dawcy żyje, to może żyć i człowiek. Wiedzą, jak silnie reaguje to ciało na taki bodziec, jakim jest nacięcie powłok ciała, wiedzą, że stosuje się tu znieczulenie ogólne i podaje środki zwiotczające mięśnie, aby nie było ruchów rąk i nóg, a nawet, jak pisze dr Alan Shewmon i inni autorzy, próby siadania. Czy takie reakcje mogą przejawiać zwłoki, pozostawiam każdemu do głębokiego namysłu.

Zdaniem profesora Josefa Seiferta (podobnie jak Shewmon jest członkiem Papieskiej Akademii Pro Vita oraz długoletnim krytykiem koncepcji śmierci mózgowej) 27 proc. ankietowanych członków zespołów transplantacyjnych uważa, że w momencie pobrania serca do przeszczepu pozbawiają dawcę życia. Za tym, że osób w stanie śmierci mózgowej nie można nazwać zmarłymi, przemawia jeszcze inny argument.

Otóż udało się "włączyć" świadomość przynajmniej jednego chorego w stanie śmierci mózgowej, u których stwierdzono uszkodzenie pnia mózgu, przez drażnienie jego wyższych partii specjalnymi elektrodami. Jest to znany eksperyment profesora Hasslera. Człowiek, według kryteriów śmierci mózgowej martwy, odzyskał świadomość, rozpoznał swoich bliskich, zapłakał. Po prostu żył.

Osobnym problemem jest możliwość błędnej diagnozy, uznania kogoś, kogo należałoby leczyć, jako znajdującego się w stanie śmierci mózgowej, czyli martwego. Nie jest to tylko teoria, o czym mieli okazję się przekonać widzowie, którzy oglądali program Jana Pospieszalskiego "Warto rozmawiać" z 17 października tego roku. Przedstawiono tam historię młodej dziewczyny, u której błędnie rozpoznano śmierć mózgu. Została uratowana, dzięki odwadze i uporowi jej ojca wróciła do pełni życia. Podobne przypadki zdarzają się też w innych krajach i - co gorsza - czasem są wynikiem świadomego dążenia lekarzy do zdobycia dawcy organów do przeszczepu, nawet jeśli chory nie spełnia kryteriów śmierci mózgowej.

W moim najgłębszym przekonaniu pacjenci w stanie śmierci mózgowej są osobami żyjącymi. Pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy świadomość tego faktu stanie się powszechna. Wierzę również, że w przyszłości będziemy umieli leczyć takich chorych i być może wielu z nich powróci do normalnego życia.

Do zmarłych zaliczano w swoim czasie chorych w przewlekłym stanie wegetatywnym (stan pozbawienia świadomości w wyniku uszkodzenia mózgu przy zachowaniu samodzielnego oddychania). Było tak aż do momentu, w którym kilku z nich wybudziło się po latach bycia rzekomą rośliną, dyskredytując opinie wielu medycznych sław, przekonanych o definitywnej śmierci tych osób.

Tak więc w stosunku do chorych w stanie śmierci mózgowej należy zachować daleko idącą ostrożność. Byłoby dobrze, aby zwolennicy takiej definicji śmierci przynajmniej przyjęli do wiadomości, że i tu pomyłka jest możliwa.


o. Jacek Maria Norkowski OP
więcej tekstów autora...

O Autorze: O. Jacek Norkowski OP (data urodzenia 1957) jest absolwentem Akademii Medycznej w Poznaniu, którą ukończył w roku 1982. Po ukończeniu studiów medycznych wstąpił do zakonu dominikańskiego. Studia filozoficzne i teologiczne odbywał w Krakowie gdzie w1989 roku otrzymał święcenia kapłańskie. W 1990 roku, na Papieskiej Akademii Teologicznej, uzyskał tytuł magistra w dziedzinie filozofii za pracę na temat teorii powstawania i rozwoju świadomości u człowieka napisaną pod kierunkiem dr. Alfreda Gawrońskiego. W latach 1991-92 odbył staż w centrum bioetycznym Pope John XXIII Medical-Moral Research and Education Center w Bostonie. Tu zainteresował się problemem kryteriów śmierci człowieka, koniecznych dla podejmowania decyzji dotyczących chorych w stanach terminalnych oraz dawców organów do przeszczepów. To zainteresowanie zaowocowało dalszymi studiami podjętymi w Rzymie i zakończonymi obroną licencjatu na uniwersytecie Angelicum poświęconemu tematowi tzw. mózgowych kryteriów śmierci człowieka w roku 2003.

4.333335
Ocena czytelników: 4.3 (głosów: 6)
 
To jest: Jerzy Kleban

Ciagle ci sami.

To wazny artykul,wskazujacy na "bezdroza" ateistycznej nauki."Bezdroza", bo ostateczny cel wydaje sie od poczatku jasny:ludzie tak "sklasyfikowani" zostana zamordowani i wykorzystani na "czesci zamienne".
Zachodzi uzasadnione podejrzenie, ze mozna definicji "smierci" podanej przez autora naduzywac i "spisywac na straty" calkiem zdrowych ludzi.Co mialo wielokrotnie miejsce.
Wszyscy projektodawcy "smierci mozgu" sa tez zazwyczaj ewolucjonistami.
Odpowiedzialne za te "definicje smierci" sa te same kregi, jakie zajmuja sie reklama eutanazji.

Po II Soborze przypomniano, ze dawne "trzynocne czuwanie" (u wierzacych, w Kosciele Prawoslawnym dalej czuwanie obowiazuje) polaczone z modlami mialo wielki sens i ze nalezy je podtrzymac.

Wiecej o temacie:
http://lifeguardianfoundation...

JKKK

Jerzy Kleban

To jest: Qrczak

Moja definicja śmierci:

człowiek umiera, kiedy traci świadomość po raz ostatni.

Taka definicja jest prosta z filozoficznego punktu widzenia i ma tylko problem praktyczny: jak rozpoznać, czy mózg umierającego człowieka jest jeszcze w takim stanie, że będziemy w stanie przywrócić mu pracę. Tak czy siak stan pozostałych narządów nie ma bezpośredniego znaczenia.

Personalizm to zło, to socjalistyczna ideologia oparta na kłamstwie

To jest: Jerzy Kleban

No wlasnie:nie wiemy kiedy

No wlasnie:nie wiemy kiedy "czlowiek traci swiadomosc po raz ostatni"-stad chrzescijanskie trzydniowe czuwanie.
Skad jednak wiadomo, ze "traci swiadomosc po raz ostatni"?

Coz wiemy o mozgu pomimo "posunietych do przodu badan"? Niewiele.
Okazuje sie nawet, ze czlowiek, ktory nie powinien zyc...zyje:
http://www.eioba.pl/a77571/cz...

Szwed, Göran Gripen,anestezjolog, napisal na ten temat( Grip wierzy w reinkarancje -ale pomimo to wierzy w istnienie duszy) ponad 23 ksiazki.Wnioski do jakich dochodzi nie sa budujace dla poczciwych zwolennikow ewolucjonizmu i tych od "smierci mozgu":nawet po 24 godzinach ustania bicia serca i braku standartowych odruchow (niekore "ciekawe przypadki" wylawiano z morza po 5 godzinach pod woda z plucami wypelnionymi calkowicie woda morska), pozwalajacych na zakwalifikowanie danego czlowieka w szeregi umarlych, nastepowalo wielokrotnie ich ...ozywienie i calkowity powrot do zdrowia i dalszego zycia.
Jedno, co wystepowalo u nich wszystkich, bylo radykalna przemiana ich dotychczasowego zycia.

Jerzy Kleban

To jest: dante_alighieri

No dobra

To jak stwierdzic ze ktos umarl skoro wnioski "nie sa budujace"?

To jest: Robert Olbrycht

Mam się do pana zwracać się per Boże?

[quote]człowiek umiera, kiedy traci świadomość po raz ostatni.[/quote]

Kiedy widzi pan człowieka, który stracił przytomność, zabiera się pan do łamania mu nóg, żeby się zmieścił do trumny, czy może przemyka panu przez głowę myśl, że to może nie być ten ostatni raz?

[quote]Tak czy siak stan pozostałych narządów nie ma bezpośredniego znaczenia.[/quote]

A taki człowiek, którego mózg nie funkcjonuje a on sam ma jeszcze pewne odruchy, to kto - zwłoki, taki rzucający się kurczak z urżniętym łbem?

Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---

To jest: Iwan Godunow

Można żyć bez głowy!

W każdym razie kurczak może. Kiedyś, na wczasach pod gruszą, znalazłem się w sytuacji przymusowej i na prośbę gospodyni dokonałem resekcji głowy dorodnego kurczaka. Siekierą. Jakież było moje zdziwienie, gdy ptak bez głowy zerwał się do lotu, pokonał na skrzydłach jakieś 20 metrów, a następnie z 10 metrów "piechotą"; anyhow, the life is very complicated.

inpefessa: omnia nuda et aperta...

To jest: Qrczak

Chodzi mi o przesunięcie dylematu

z poziomu filozoficznego „stan jakich narządów jest kryterium decydującym o tym, czy człowiek żyje” na poziom praktyczny „jak stwierdzić, czy człowiek ma szansę powrotu do świadomości”.

Personalizm to zło, to socjalistyczna ideologia oparta na kłamstwie

To jest: TBM

prostota

[quote=Qrczak]„jak stwierdzić, czy człowiek ma szansę powrotu do świadomości”[/quote]Wystarczy poczekać aż umrze.

pozdrawiam
TBM

To jest: Krzysztof M

.

Znaczy, jak pan Qrczak będzie nieprzytomny, to możemy sobie założyć, że przytomności już nigdy nie odzyska? I co dalej? :-)) (no bo skąd mamy wiedzieć, co będzie? Musimy sobie założyć)

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: Robert Olbrycht

Tak, tak, to taka lewacka mania, takie przesuwanie

[quote=Qrczak]Chodzi mi o przesunięcie dylematu z poziomu filozoficznego na poziom praktyczny[/quote]

Wiele rzeczy chcieliby przesunąć na poziom praktyczny, dziwnym jednak trafem jakoś im to przesuwanie zawsze k...wa w stronę śmierci wychodzi.

Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---

To jest: Qrczak

Narządy ratują życie

W stronę śmierci tutaj akurat przesuwają przeciwnicy przeszczepów.

Personalizm to zło, to socjalistyczna ideologia oparta na kłamstwie

To jest: Robert Olbrycht

.

Co pan tu teraz o przeszczepach zaczyna?
Przeszczepy ratują życie, nie mam nic przeciwko nim, ale wolałbym, żeby były pobierane od kogoś, kto nie żyje.
Słuszne dążenie do uratowania ludzkiego życia za pomocą przeszczepu nie może powodować sytuacji, w której przebiera się łapkami aby uznać dawcę za zmarłego.

Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---

To jest: dante_alighieri

A slyszal Pan o takiej sytuacji

czy tylko tak "na wszelki wypadek"?

To jest: TBM

czekanie na trupa

[quote=dante_alighieri]A slyszal Pan o takiej sytuacji[/quote]Niechże Pan da spokój... pavulon podawano dla 200zł łapówki od grabarza... ile łapówki da ktoś komu wątroba potrzebna?

pozdrawiam
TBM

To jest: dante_alighieri

Nie wiem ile da

ale przeszczep to nie wstawienie zeba. To nie jest tak za kazda watroba "pasuje". No ja wiem ze teoretycznie moze taka sytuacja zaistniec. Wogole mozna kogos porwac i zamordowac dla watroby. To znaczy ze mamy nie robic przeszczepow czy co ? Bo ja przyznam ze troche tego calego postu nie rozumiem. Smierc mozgowa jest procesem nieodwracalnym i jak na razie uznaje sie ja za moment graniczny. Tu sie okazuje ze juz ktos sie z tym spiera chyba tak dla samej zasady.

To jest: TBM

no dobra... wysiadam

[quote=dante_alighieri]Smierc mozgowa jest procesem nieodwracalnym i jak na razie uznaje sie ja za moment graniczny[/quote]No dobra, poddaję się. jest pan zatwardzony w swojej pewności siebie.

Sam pan pisze "na razie uznaje się". "Uznaje się" jest więc dla pana tak autorytatywne, że na podstawie tego "uznawania się" jest pan gotów powycinać organy i przekazać je innym. OK. Ale proszę tylko pamiętać, że jutro może się zacząć uznawać co innego. A własnie nie mówimy o wstawianiu zęba tylko o przeszczepach.

Przydałoby się miec pewność a nie tylko "uznawać" i to "się". Ten koniec życia różni się od drugiego... tam wiadomo: plemnik chlup w jajeczko i mamy START.

META nie ma tak wyraźnie wyznaczonego krańca. I - proszę wybaczyć - trzeba być niewiarygodnie zadufanym w sobie, żeby bez żadnych wątpliwości twierdzić, że się wie gdzie ten koniec jest.

Dzięki takim jak pan (i trochę dzięki tym od pavulonu) chyba załatwię sobie kartkę, że nie zgadzam się na żadne przeszczepy, bo jak nie daj Boże zemdleję na ulicy to się po obudzeniu okaże, że mnie nie ma.

pozdrawiam nie godząc się na żadne przeszczepy (a mam parę jeszcze całkiem sprawnych organów)
TBM

To jest: dante_alighieri

No widzi pan.

Tak wlasnie sie godze. W przypadku stwierdzenia u mnie smierci mozgowej godze sie na odlaczenie mnie od aparatury podtrzymujacej zycie a karte dawcy mam razem z prawem jazdy przy sobie. KAzdy ma inne poglady. To kiedy smierc nastepuje? Jak Pan by orzekl? Jak komus glowe utna?

To jest: TBM

nadużycie

[quote=dante_alighieri]To kiedy smierc nastepuje? Jak Pan by orzekl? Jak komus glowe utna?[/quote]Pozwolę sobie na wielkie nadużycie (bo się wnerwiłem ;-))

Wie pan jaki ma Pan problem (choć pewnie nie uznaje tego za problem)? Myśli Pan, że zjadł wszystkie rozumy i nie ma wątpliwości w kwestiach w których nikt nie może ich nie mieć.

Tak bardzo pan wierzy w swoje umiejętności wnioskowania i manipulowania innymi, że nie dopuszcza nawet myśli, że pracuje na niepełnym zestawie aksjomatów. Przypisuje Pan sobie niemal boską pewność sądów. Zawsze.

A niestety (dla Pana) życie nie zawsze pozwala na pewny osąd. Czasem tak - ale niemal nigdy w moralności i sprawach ostatecznych. Niektóre sprawy przerastają pana - bo przerastają wszystkich. A Pan mysli, że jest ponad wszystkie sprawy.

Sory za to przekroczenie ram i post "ad personam". Pomyślałem, że ktoś to musi Panu powiedzieć. Choć pewnie Pan i tak tego nie przyjmie do wiadomości. Zwłaszcza ode mnie.

A co do meritum: nie wiem.. i zawsze by mi to ciążyło. Nie pozwoliłoby mi żyć jak gdyby nic się nie stało. Bo to poważne sprawy :D

pozdrawiam
Tadeusz B. Mańk

To jest: dante_alighieri

Inaczej.

Przyjmuje czasami czyjas wiedze ze pewnik. To prawda. Ale jak Pan widzi sam sie swoich nauk stosuje. Ale ponawiam pytanie. Jak Pan by orzekl smierc? To proste pytanie?
Dla potrzeb prawnych/medycznych konieczne sa pewne procedury. Smierc mozgowa jak slysze moze byc mylaca. JAk wiec to orzec?
A co do uwag to przyjmuje do wiadomosci ( zwlaszcza od pana:-) bo raczej rozsadny z pana gosc choc tez kombinator:-)))
Wie Pan, my "mlodzi , wyksztalceni z duzych miast" juz tak mamy ze czasem wnerwiamy ale nie na serio mam nadzieje:-)

To jest: Robert Olbrycht

O czym miałem słyszeć? Pan

O czym miałem słyszeć? Pan qrczak wyskakuje tu, jak Filip z konopi z jakimiś przeciwnikami przeszczepów.
Jaki to ma związek z tematem?

Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---

To jest: dante_alighieri

No wlasnie nie wiem:-)

To jest: Robert Olbrycht

Urżniętego łba kurczaka się

Urżniętego łba kurczaka się przestraszył może?
Spoko panie Qrczak, to tylko taka gra słów była w nawiązaniu do pańskiego nicka.

Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---

To jest: Marek Bekier

Niech Pan da spokój bo sobie

Niech Pan da spokój bo sobie zminię nicka na Qń.

Marek Bekier

To jest: samograf

Po co czekać?

Kiedy już zgoda jest, nic nie stoi na przeszkodzie.

To jest: Marek Bekier

Muszę przyznać, że definicja

Muszę przyznać, że definicja jest bliska doskonałości ale pozbawiona praktycznego znaczenia i zastosowania. Można by ją praktycznie zastosować jedynie świadomie katrupiąc dawców narządów taką metodą aby napewno tracili świadomość ostatni raz.

Marek Bekier

To jest: Robert Olbrycht

A Pan mnie prowokuje do

A Pan mnie prowokuje do śmiechu nawet w takich poważnych kwestiach.:))

Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---

To jest: Krzysztof M

.

[quote=]człowiek umiera, kiedy traci świadomość po raz ostatni.[/quote]Znaczy, będzie pan czekał, aż świadomość odzyska. A jak długo będzie pan czekał? :-))

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

Dziękujemy naszym Prenumeratorom:-)

-)