Kara śmierci - powracający dylemat
Kara śmierci nigdy nie przestanie wywoływać emocji. Skrajność reakcji, nie poglądów, nie ułatwia dyskusji. Debaty o sprawiedliwości, prawe, państwie, etyce. Temat – mimo usilnych starań europejskiej lewicy – nie jest zamknięty. Złe prawo można zmienić, złe umowy międzynarodowe można renegocjować albo wypowiedzieć. Czy jest potrzeba zmian? Mimo że tzw. intelektualiści z tłuszczą, inaczej społeczeństwem, rozmawiać nie chcą, to na pewno jest potrzeba dyskusji, jak widać na przykładzie artykułu: Kara śmierci jest moralnym dobrem oraz ilości komentarzy pod nim.
Chciałbym zaproponować sięgnięcie do literatury. Dobrym wyborem w moim przekonaniu jest książka Piotra Bartuli Kara śmierci – powracający dylemat. Pozwala poznać stanowiska przeciwników i zwolenników kary głównej. Autor nie stroni w nich od własnych przemyśleń. Co ważne, znajdziemy w niej poglądy kontestujące związki kary śmierci z moralnością i te, które nadają tej karze wymiar sprawiedliwości, sprawiedliwości aksjologicznej.
Abolicjoniści utylitaryści dokonali przewartościowania etycznego. Pomijają w swoich rozważaniach sytuację ofiar oraz potencjalnych ofiar. Odmawiali sprawiedliwej i proporcjonalnej ( na skali kar) odpłaty za zawiniony czyn człowieka. Przy okazji doprowadzali do zanegowania prewencji indywidualnej i generalnej, podważając cały system prawa karnego. Co jednak nie wprawia nas w konfuzję, gdyż abolicjoniści uważają, że społeczności same poradzą sobie z przestępcami. Widoczne jest podobieństwo do zgoła, wydawałoby się, innych kierunków, o czym niżej.

Sam Beccaria nie był absolutnym przeciwnikiem kary głównej. Uzasadnieniem dla jej zastosowania był stan wyjątkowy oraz trwające zagrożenie ze strony przestępcy – zagrożenie jakie stwarzał sam przestępca, siedząc w więzieniu i jakie wiązało się z jego osobą na zewnątrz. Słabość argumentacji Beccari jest wypunktowana bardzo celnie. Niemniej zasadna jest krytyka wobec postawy o. Krąpca i innych teorii wg, których: ze złem należy walczyć dobrem albo prawo ma zapewnić możliwie największe szczęście możliwie największej liczbie ludzi. Niedoskonałość rozumowania abolicjonistów tak streścił Tomasz Pietrzykowski: im cięższa zbrodnia, tym mniejsze uzasadnienie miałoby wymierzenie za nie surowej kary (albowiem w ten sposób łączna "ilość" zła ulega zwiększeniu).
Autor pisze o rzekomym pogwałceniu godności człowieka poprzez stosowanie kary śmierci, odpierając w ten sposób krytykę abolicjonistów:
Odwrotnie, potwierdza ona godność i świętość życia. Potępia osobę, która zademonstrowała pogardę dla życia i reguł, ale równocześnie domaga się dla przestępcy maksymalnego pietyzmu. Okazuje mu w ten sposób szacunek jako istocie rozumnej, wolnej i przez to godnej ukarana.
Wykonanie kary śmierci będzie wypełnieniem istoty godności, poszanowaniem wolności wyboru człowieka, z całym bagażem konsekwencji. W tym przypadku kara będzie moralną reakcją na zło wyrządzone przez sprawcę, przywróceniem równowagi.
Jednakże warto zwrócić uwagę i na takie głosy abolicjonistów, że kara więzienia przynosi skazanemu więcej utrapień, jest de facto surowsza. Cóż, więc zapominamy o godności (świętości życia) zabójcy i skazujemy go na wieczne katusze? Zaiste humanitarne. Jeszcze ciekawsze następstwo zauważył wspomniany już Pietrzykowski – zgodnie z zasadą, która mówi, iż ustawa łagodniejsza działa wstecz, zmieniając karę bezwzględnego więzienia na karę główną, także trzeba byłoby odpowiednio weryfikować orzeczone kary więzienia, przed ich wykonaniem.
Interesujące są przemyślenia poświęcone koncepcjom liberalnym, wg mnie odpowiedniejsze byłoby przyporządkowanie ich libertarianizmowi. Wprowadzenie możliwości wynegocjowania aktu łaski dla sprawcy – z czym wiążę się szereg komplikacji. Jeżeli na przestępce patrzymy jak na tego, który narusza własność albo wolność osobistą ofiary, to ofiara albo jej spadkobiercy, mogą decydować o losie napastnika. W przypadku kary głównej wchodzą w zasadzie dwa wyjścia: nie zastosowanie aktu łaski (w efekcie egzekucja) lub zastosowanie ( dwa warianty: sprawca pozostaje w więzieniu na ogólnych zasadach bądź w więzieniu pracuje na rzecz rodziny zamordowanego).
Niemało zarzutów będą musieli odeprzeć autorzy takich projektów, o ile ktoś będzie chciał na ten temat dyskutować. Bartula wymienia kilka słabych punktów libertariańskiego modelu. Sam jest raczej przeciwnikiem prawa łaski, czy to w rękach rodziny ofiary, czy w rękach prezydenta. Uważa, że należy poprawić prawo stanowione.
Model abolicjonistyczny zakłada likwidację prawa karnego (też zwraca się w kierunku cywilistyki) i oddanie sprawców przestępstw pod osąd danej grupy, poszkodowanej działaniem sprawcy. Jest tu jeszcze więcej pytań, niż w przypadku tego modelu libertariańskiego – ów zakłada wyłączenie spod jurysdykcji sądów karnych przestępstw na własności i osobie, i włączenie ich w kodeks cywilny. Nurtów reformistycznych w prawie karnym jest wiele, niektóre w pewnych kwestiach zbliżają się do siebie, w innych są nie do pogodzenia.
Kara śmierci musi oczywiście dotyczyć najcięższych przestępstw (morderstwo, wielokrotne morderstwo, terroryzm ; niektóre przestępstwa podczas wojny). Zgodnie z zasadą, że za dane przestępstwo nie powinna być wymierzana nieproporcjonalna kara ( w górę czy w dół), bo zatraci wymiar sprawiedliwości. Przykładem odejścia od tego może być prawo, które dla osoby rozprowadzającej narkotyki przewidywało wyższą karę niż dla takiej, która zaatakowała policjanta. Po niedługim czasie dilerzy ratując własną skórę przed długoletnią odsiadką, decydowali się na ucieczkę, kosztem zdrowia policjanta, optymalnie zyskując wolność od odpowiedzialności za rozprowadzanie narkotyków i długoletnie więzienie.
Przeciwnicy negujący odstraszający charakter kary śmierci, podnoszą, że większość zbrodni dokonywana jest "z marszu", napastnik nie kalkuluje, a tylko mała grupka byłaby w stanie odstąpić od tego czynu, wiedząc, co ich spotka. Czy to już nie wystarcza, żeby ochronić potencjalne ofiary przez śmiercią oraz niedoszłych przestępców przed karą?
W kilku miejscach nie zgadzam się z autorem. Założenie, iż terrorysty nie należy karać śmiercią, gdyż nie przyniesie to zamierzonego efektu, uważam za błędny. Kara dożywocia – jak proponuje Bartula – będzie działała dopingująco na kamratów osadzonego, prowokowała ich kolejnych akcji wymuszających wypuszczenie go albo manifestujących solidarność z nim. Nie trzeba tłumaczyć, że będzie to prowadziło do kolejnych ataków na ludność cywilną. Pozostawiając ostateczne rozstrzygnięcie w rękach sędziego, który jest władny ocenić zbrodnię w pełnym kontekście, zważyć racje. Tak, i ja za Bartulą, sprzeciwiam się automatyzmowi kary śmierci.
Można tu przywołać doświadczenia amerykańskie. Sprawa Furman vs. Georigia (1976r.), w którym skład sędziowski potwierdził konstytucyjność kary śmierci, wskazał jednak na brak precyzyjnych kryteriów orzekania jej, arbitralność i dobrowolność kompetencyjną organów sądowych. W kolejnej sprawie z '76 uchylono karę śmierci, jako jedyny wybór, brak alternatywnej kary. Gregg vs. Georgia - SN nie dostrzega zagrożeń wynikających z kary śmierci dla konstytucyjnych wartości.
Jest to jedna z ciekawszych pozycji na polskim rynku, napisana przez rodzimego autora, poświęcona aspektom fundamentalnym kary śmierci.
Wojciech Łapiński
- Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować
- czytano: 1367



Bóg jednoznacznie i jasno
Bóg jednoznacznie i jasno stwierdził (w Księdze Kapłańskiej) że "ktokolwiek zabije musi zostać ukarany śmiercią".
V przykazanie
Piate przykazanie nie zabijaj to miecz obosieczny, obowiazuje nas, i zloczyncow tez. A nas obowiazuje update do starego testamentu cztery ewangelie, a tam jest jasne jest stanowisko Jezusa w tej sprawie.
V przykazanie
Zdaniem niektórych znawców hebrajszczyzny zwrot "nie zabijaj" nie odpowiada dokładnie oryginałowi hebrajskiemu. Ich zdaniem zakaz dotyczył "prywatnych" morderstw, ale bynajmniej nie każdego pozbawiania życia. Na hebrajszczyźnie sie nie znam, ale teza wygląda na prawdopodobną, bo bezpośrednio po otrzymaniu Dekalogu Mojżesz urządził w obozie Izraelitów nienajgorszą rzeź (zob. księgę Wyjścia). A i prawo Izraela, skrupulatne nieraz aż do przesady, przewidywało karę śmierci.
Dodam, że osobiście jestem przeciwnikiem kary śmierci. Ale jestem też przeciwnikiem naciąganej argumentacji.
Prawo, które chce regulować wszystko, musi
liczyć się z wchodzeniem na pole zastrzeżone dla sumienia, a więc moralności.
Jeżeli zatem chcemy ustanowić kodeksowe prawo do życia, to powinniśmy też ustanowić kodeksowe prawo do śmierci.
Na przykład nadać sądom prawo do orzekania o mojej śmierci na mój uzasadniony wniosek. Gdy sąd postanowi, to kat mnie zgładzi w sposób ustalony ustawowo. Sąd otrzyma jeszcze badanie lekarskie jakiejś komisji (opłacanej przez ZUS), że jestem świadomy i w pełni władz umysłowych, aby taki wniosek złożyć skutecznie. Sąd nie może nie zgodzić się, gdy wszystkie warunki ustawowe zostaną spełnione. Wyrok to formalność, jak uznanie spadku czy ojcostwa.
Wniosek o eutanazję - prosta sprawa.
Jeżeli zatem złoczyńca z wyrokiem dożywocia domaga się, aby go ukatrupić, to przechodzi tę samą drogę, co i ja musiałbym przejść.
Ale to nie jest kara śmierci, lecz wyrok śmierci. Jak mówią - rok nie wyrok.
--------------
http://prawica.net/node/6035
aribo.pl/jerzykalwak
Pan Jezus powiedział że
Pan Jezus powiedział że nie przyszedł znieść prawa tylko je wypełnić. Bóg jednoznacznie i wielokrotnie opowiedział się za karą śmierci.
i posłużył się ta karą w swoim
planie Zbawienia.
A wyrok był sprawiedliwy? Kara uzasadniona?
Bo mnie się coś widzi, że nie.
dobrze Pan myśli
ciepło, ciepło...
Byłem jakieś 30 lat temu
Byłem jakieś 30 lat temu słuchaczem na wykładzie o chrześcijańskich sektach o prawosławnej prowieniencji w Rosji. Wykładowca najwięcej uwagi udzielił pewnej ludowej sekcie o korzeniach bodajże starowierskich, której nazwy niestety nie zapamiętałem. Otóż jej wyznawcy zaliczają do poczetu świętych króla Heroda, Salomeę, Poncjusza Piłata, Judasza oraz Józefa Kajfasza z całym Sanhedrynem wychodząc słusznie (podobnie zresztą jak pan) z założenia, iż byli trybikami w Planie Zbawienia, i że bez ich udziału Jezus nie byłby dla nas tym, kim jest dzisiaj.
wycofuję swój poprzedni post
źle Pan mysli
kara sprawiedliwa
A co ma do tego sprawiedliwość lub nie wyroku? Jak kogoś zamkną za niewinność to więzienia trzebaby zamykać?
Nie zaprzeczył łotrowi, który mówił, że ponosi "słuszną karę" (Łk 23,40).
pozdrawiam
TBM
A sam się poczuwał do winy?
Wołał: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?
Może innym razem
Pan wybaczy nie mam nastroju do ewngelizowania w tej formie.
Żródło
Rety! Niech Pan zerknie do źródła (Łk 23 na przykład). Ten dany łotr to nie był On.
To był taki jeden łotr, co mówił do drugiego: "My [we dwóch - przyp. mój - TBM] sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił".
To, czy Jego ukrzyżowano słusznie czy nie - to nie ma nic do rzeczy. Tych dwóch krzyżowano sprawiedliwie i słusznie. Krzyż Chrystusa ma z tym tylko tyle wspólnego, ze dzięki niemu obaj mogli dostąpić zbawienia. Skorzystał z tej możliwości tylko jeden.
Teraz też dyskusje o karze śmierci odnoszą się do śmiertelników a nie do Boga.
pozdrawiam
TBM
W temacie naciąganej argumentacji mam identyczne zdanie, jak p. indris (powyżej)
Dla mnie robi się to za trudne
Często słyszę kwiatki typu: "Najlepszy dowód, że jest winny, bo się nie przyznaje". Jak na mój gust zbyt ludowe.
A poza tym twierdzę, że jeśli ktoś jest niewinny - nieważne Bóg czy człowiek, a ten, o którego tu chodzi był w moim pojęciu niewinny - nie powinien być skazany.
Racja
pozdrawiam
TBM
Chyba jednak nic
Coraz bardziej odnoszę wrażenie, że kara śmierci nie ma nic wspólnego z wymierzaniem sprawiedliwości, a prawie wyłącznie jest rytualną ofiarą z ludzkiego życia składaną temu lub innemu bożyszczu.
Niby jak ta wypowiedź ma
Niby jak ta wypowiedź ma być wyrazem poczuwania się do winny? Dla mnie to wyraz cierpienia.
Jezus Chrystus umarł za NASZE grzechy. Widać sprawiedliwą karą za NASZE grzechy była kara śmierci.
My katolicy wierzymy w życie wieczne więc śmierć nas nie przeraża. Nie jest końcem, jest początkiem życia.
Niech pan mówi za
Niech pan mówi za siebie...Mnie owszem, jednak na swój sposób śmierć drażni...myślę, że każdego to jednak mniej, czy bardziej niepokoi......Śmierć jest denerwująca i własciwie wręcz powinna przerażać kazdego, kto wierzy...że potem będzie sąd, którego wyroki sa niezbadane...Śmierć, wbrew pańskiej tamtadrackiej euforii nad poczatkiem nowego zycia, jest jednak dośc nieprzyjemną sprawą, bo tracimy zycie jakie znamy i w żadnym razie nie mozemy być pewni, czy czeka nas inne, lepsze. Możemy miec ufność w to, ze spełnimy kryteria...Ale pewności nie ma i nie będzie...
A jesli nie ma nic, to juz w ogóle tylko zapłakac, że cała droga na marne, ne mowiac juz o tym, że, skoro tak, to moze warto było pójsć inną...
Człowiek jest jednak bardzo
Człowiek jest jednak bardzo słabą istotą, bo powinnismy mieć tę pewność, a jej nie mamy. Dlatego boimy się śmierci?
Poza tym żal rozstawac się z tym co kochamy.
Nawet Jezus zapłakał nad grobem Łazarza zanim go wskrzesił (zawsze mnie to zastanawiało)
Panie Wojtku, w innej dyskusji na temat kary śmierci
napisałem mniej więcej tak, że każdy z nas mógłby wyliczyć katalog zbrodni, za które - gdybyśmy je popełnili - należałoby nas uśmiercić. Co sprawia, że taki katalog potencjalnie istnieje i nie byłby kwestionowany w każdym szczególe.
Poza tym napisałem także, że wyroki śmierci muszą być wydawane, aby nie zaistniała kiedykolwiek kategoria zbrodni bezkarnych, t.j. takich, dla których nie można znaleźć odpowiedniego wyroku. W takich przypadkach albo wolność albo śmierć, w przeciwnym razie kwestionujemy prawomocność i sprawiedliwość innych wyroków.
Obydwie te kwestie ściśle się ze sobą łączą. Pozostaje jedynie sformułowanie pytania w referendum, aby było zrozumiałe dla wszystkich i przeprowadzenie referendum w formie ankiety na temat "za co pozwoliłbyś się dać zabić?".
--------------
http://prawica.net/node/6035
aribo.pl/jerzykalwak
W Ameryce był tego typu
problem, że SN najwyższy na początku zakwestionował arbitralność i zbyt duży luz decyzyjny dla sędziów, następnie nie przychylił się do zmian, które nie pozostawiały wyboru - była tylko kara śmierci.
Moim zdaniem taki katalog da się opracować, gdzie kara śmierci mogłaby być wykonywana, a sędzia, czy poszerzony skład decydowałby o wyroku – dodatkowo można pomyśleć o innych środkach zabezpieczających. Wiadomo, że w niektórych sytuacjach nie byłoby problemu z identyfikacją napastnika.
Nie jest prawdą, że da się idealnie odizolować morderce w wiezieniu, są znane przypadki, gdzie dokonywane są kolejne morderstwa, gdzie steruje się grupami przestępczymi zza krat, gdzie wreszcie powstają gangi w więzieniach i przenikają na zewnątrz.
Problem jest też tego typu, że część abolicjonistów będzie - już się domagają - innych zmian, ograniczenia i zakończenia stosowania kary bezwzględnego dożywocia.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Kara śmierci jest moralnym złem!
Jakim prawem podważam autorytet profesorów etyki? Ja, który zawsze stawiam zdanie ekspertów ponad "nieekspertów"? Jeżeli ułożyć nauki wg tego co jest oczywiste, matematyka króluje. Nad moralnością zawsze będą spory.
Liczba wzorów moralnych jest nieskończona. Lecz pewne normy stoją ponad inne. A zalicza się do nich niemoralność zabijania bezbronnych (tak tak, pamiętam o aborcji - zło). Ośmielę się oficjalnie zakpić z każdego kto powie, że kara śmierci jest "przedłużeniem obrony koniecznej". Skomentowałbym szerzej, lecz styl mój wówczas nie różniłby się od dziennikarzy Urbana. Najczystszy ideał absurdu. Obrona konieczna kończy się w momencie obezwładnienia sprawcy, jego ucieczki lub śmierci ofiary. Zatem postulat "przedłużenia obrony koniecznej" jakim ma być kara śmierci jest po prosto głupi.
Morderca na ulicy jest jak najbardziej "bronny". W więzieniu nie. Bo niby jakie ma szanse? Co jak co, ale tacy są dobrze pilnowani. Kto dostał kategorię N, nie mrugnie bez nadzoru.
Trudno w polskim Internecie znaleźć w miarę wiarygodne statystyki, wygodne dla abolicjonisty. Jedyne co wyniuchałem:
http://amnesty.org.pl/poznaj-nas/tematy/...
Dziwię się, że tak kiepsko zorganizowani. Ile kosztują usługi biegłego tłumacza?
-Zapalam świeczkę za Wandeę - dla świętego spokoju.
-Jestem przeciwnikiem aborcji. Jak stąd do Meksyku. Więc proszę mi nie insynuować. I nic mnie nie obchodzi jakie zdanie ma Amnesty International. Ludzie 1.000 pokoleń wypowiadają meteorologom błędną prognozę. I jak na złość są ślepi na trafność w granicach 80-90%. Gdyby błąd wynosił 0.000000 ile chcecie po przecinku, i tak pozostaną uparciuchami.
-Eutanazja to wewnętrzna sprawa Belgii, Holandii i Szwajcarii (ta ostatnia oczywiście nie jest w UE). Korzystają ze swojej niepodległości. Eurokołchoz (ironia) nie ma nic do gadania. Oczywiście jestem przeciw, więc błagam! Nie insynuować.
Doskonale wiem, że gdyby ktoś z mych krewnych został zabity, piana z buzi mej płynęłaby jak Amazonka i stanąłbym na czele zwolenników. To naturalne i nie mogę nikogo winić. Lecz piekło jakie przeżywa rodzina ofiary jest niczym w porównaniu z horrorem rodziny skazanego na śmierć. To jak postawić obok siebie ziarnko piasku i Mur Chiński. Rodzina ofiary może liczyć na moralny awans społeczny. Nie gorszy niż Żydzi. W pas się kłaniają, lawina współczucia... Najlepsze co może zrobić rodzina skazanego to operacje plastyczne, zmiana danych osobowych i wyprowadzka na przeciwny kraniec Polski. Tak tak. Wiem, że rodzice powinni zadbać, by pociecha nie wyrosła na mordercę. Lecz trudno wymagać od rodzeństwa lub dzieci. Żadne z nich nie zasłużyło, by mimowolnie patrzeć na zegar w dniu egzekucji i wyobrażać sobie... Brrrr! Nie jest mi potrzebny komputer, by sobie to uzmysłowić. Trauma rodziny ofiary w porównaniu z tym to jak petarda obok czterdziestu kilogramów trotylu (bardzo dużo).
Co do statystyk: Niestety, ciekawsze strony są po angielsku. Jedni podadzą liczby z Polski, inni z Hiszpanii, trzeci z Teksasu, czwarci z Wisconsin, ostatnich gryzą psy. Komu wierzyć? Nie wiem. Ale przemytników narkotyków w Azji i morderców w Stanach (tyle się o nich mówi) jakoś nie ubywa. Jeśli kraj zniósł karę śmierci w ostatnich kilkudziesięciu latach, rzadko zdarzało się przywrócenie.
Ofiary: Jeśli zacznę współczuć, natychmiast poleje się piana oskarżeń o krokodyle łzy. Ależ jestem przewidywalny! Prawda jest niezaprzeczalna: Ofierze nic już nie pomoże! Zastrzelić sprawcę można podczas mordu. To jak najbardziej wskazane. Ale po fakcie, nic to nie da. To nie ważne czy ofiara byla zielona ze strachu, czy może wcale nie. Nic jej już nie pomoże. Nieważne czy cierpiała, czy może mord trwał sekundę. Nic jej już nie pomoże. Nieważne, czy zapłakało za nią tysiąc osób, czy była samotna. Nic już jej nie pomoże. Przeszłości zmienić nie można.
Oczywiście kara śmierci to ogromna satysfakcja dla rodzin ofiar. Choć byłaby większa, gdyby mogli wybrać metodę. Nie mogę mieć do nich pretensji. Czysty absurd byłby to. Lecz koszty tej satysfakcji są zbyt wysokie.
Będę płakał gorzkimi łzami jeśli ktoś zainsynuuję mi wypuszczanie. Mówię: Bezwględne dożywocie. Najrozsądniejszy kompromis. Oczywiście sąd zawsze bierze pod uwagę okoliczności takie jak: Przyznanie się, współpraca, wskazanie miejsc, dowodów... Jakoś trzeba zachęcić do tego, by obniżyć prawdopodobieństwo skazania niewinnego. Przy absolutnym dożywociu, nie lada problem. Jedyne co wpada mi do głowy na poczekaniu, to lepsze lub gorsze warunki odsiadki. Służba Wiezięnna na pewno zna metody przekonywania uparciuchów.
Czy żal mi pieniędzy na utrzymanie skazanego? Nie! Nie są tak wysokie jak utrzymanie urzędników. Poza tym, będąc jednym z milionów podatników, jest to prawie niezauważalne. I spowalnia prędkość budowy autostrad o jakieś cztery centymetry dziennie (ironia). Kwota to o niebo niższa niż na antydesperanty wydałaby rodzina skazanego. Trochę empatii!
I ostatnie błaganie: Ani słowa o homosiach. Choć na pewno staniecie na głowię, by znaleźć podobieństwo. Moze kolor koszuli?
Trochę Pan "pojechał"
Argument z przedłużeniem obrony koniecznej jest obok innych argumentów i nie jest najważniejszy, posiada istotne mankamenty. Jednak ujęcie obrony koniecznej i kary śmierci w kodeksie karnym jest wyjście na przeciw ograniczaniu samosądów i zemsty.
Wybaczy Pan, ale chyba nie zna realiów odbywania kary przez przestępców, dokonujących najcięższych zbrodni. Bez mrugnięcia oka – demagogia. Takie morderstwa się zdarzają, co nie upoważnia do twierdzenia, że są powszechne. Jednak fakt pozostaje faktem. Nie da się całkowicie wyeliminować niebezpieczeństwa.
Argument rodziny nie jest istotny, ponieważ jako dorosły człowiek odpowiada on za własne czyny. Rodzina nie jest argumentem za ani przeciw wymierzeniu kary, w ten sposób traktujemy ludzi nierówno, patrząc na to, kto z jakiej rodziny pochodzi. Na jedyną rodzinę, którą możemy patrzeć w tym momencie jest rodzina ofiary, która może przebaczyć sprawcy, co jest ważnym sygnałem dla sądu.
Statystyki mówią na razie tyle, że raczej przemawiają za efektem odstraszania, a nie przeciw.
Przeszłość jest nierozerwania związana z teraźniejszością i ma wpływ na przyszłość. Morderca, który popełnia zabójstwo, nie staje się kimś innym 10 minut po morderstwie albo 10 godzin.
Koszty. Tu Pana uspokoję, koszty utrzymania więźniów są wysokie, ale koszty, które należy ponieść, żeby zabezpieczy proces, środki odwoławcze, badania, ekspertyzy, et cera – też są wysokie. To jest kolejny element obok. Nie wyobrażam sobie, żeby można było skazać kogoś na śmierć, bo utrzymanie go jest za wysokie.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
A co zrobić z takim przypadkiem? Chronić przed kara śmierci?
Jeśli tak, to w imię czego?
title="....
Też Pan wynalazł przykład!
Przecież to jest tylko kawał antypolskiej i antykatolickiej propagandy:
Richard Kuklinski urodził się w 1935 roku w Jersey City w New Jersey, był najokrutniejszym zabójcą Ameryki. Jego ojciec był alkoholikiem i sadystą, który znęcał się nad dziećmi. Matka gdy nie robił tego, co chciała również go biła. Najgorsze wspomnienie z dzieciństwa Richarda to dzień, w którym tata zabił starszego syna Floriana, a matka zamiast ratować dziecko zapaliła gromnicę i pogrążyła się w modlitwie.
Gdy Richard Kuklinski przychodził na świat 11 kwietnia 1935 w Jersey City (New Jersey), miasto to było ożywioną polską enklawą. Ściągali tam Polacy, podejmujący się najcięższej pracy fizycznej. Liczne polonijne kościoły katolickie, sklepy i biura podróży sprawiały, że niektórzy nazywali Jersey City “małą Warszawą”.
(...)
Matka Richarda Kuklinskiego - Anna McNally wychowała się w sierocińcu pod wezwaniem Serca Najświętszego. Jej rodzice przypłynęli z Dublina. Wkrótce (...) Jej życie ukształtowały sadystyczne zakonnice. Biciem, głodówką i zakazami egzekwowały posłuszeństwo. Straszyły sieroty piekłem i wiecznym potępieniem. W wieku 10 lat Anna została zgwałcona przez księdza. To wywarło ponure piętno na całym jej późniejszym życiu. (...)W wieku 18 lat musiała odejść z sierocińca. Nie umiała nic robić. Wstąpiła do zakonu sióstr, prowadzących dom dziecka. Wtedy to, na potańcówce parafialnej poznała Stanisława “Stanleya” Kuklinskiego.
Życie małżeńskie zaczęło się szybko psuć. Stanley pił coraz więcej. I po pijanemu, nie panując nad sobą oskarżał Annę o niewierność.
Dowodem miał być fakt, że Anna nie była dziewicą w noc poślubną. Wszystkie tłumaczenia o gwałcie jedynie rozwścieczały i tak już wybuchowego Stanleya.
Wkrótce, zaczął bić żonę. Anna, z rezygnacją przyjmowała przemoc. W tamtych czasach rozwód w katolickiej rodzinie nie wchodził w grę. Stanley, mimo szczupłej postury, był wyjątkowo silnym mężczyzną. Jednym uderzeniem potrafił Annę rzucić na przeciwległą ścianę.
W 1929 urodził im się syn. Po polskim dziadku nazwali go Florian. Potem, Anna urodzi Stanleyowi jeszcze trójkę dzieci, zanim małżeństwo ostatecznie się rozpadnie. Pierworodny tylko zaognił sytuację. Teraz, Stanley oskarżał Annę nawet o to, że to nie jego syn. Dostawało się matce. Potem, coraz częściej także dziecku. Mały był bity, gdy zapłakał. Obrywał, gdy zabrudził pieluchę. I wtedy, gdy po skatowaniu znowu płakał.
Anna nic nie mogła zrobić. Najpierw próbowała bronić syna. Potem już tylko zapalała świece modląc się do Matki Boskiej o koniec koszmaru. Jednocześnie, coraz bardziej nienawidziła męża. Myślała nawet o tym, żeby go zabić. Przeważyło katolickie wychowanie...
Stanley traktował żonę jak przedmiot.
Gwałcił ją kiedy tylko miał ochotę na seks. Gdy w 1935 urodził się Richard, ważył zaledwie 2 kg. Miał już na głowie czuprynę blond...
He often listed the many ways he killed: firearms, including a miniature derringer; ice picks; hand grenades; crossbows; chain saws; and a bomb attached to a remote-control toy car. His favorite weapon, he said, was cyanide solution administered with a nasal-spray bottle in the victim's face.
He also claimed that he once kidnapped one of his victims, and rather than conventionally murder him, tied him up so tightly that the ropes drew blood. He then left the man in a "cave" in the "wilderness" where he was eaten alive by rats that were attracted by the smell of blood. Kuklinski claimed he filmed the man’s death as proof to the buyer that the man suffered before he died.
(...)
Initially nicknamed "The Polack" by his Italian associates because of his Polish heritage, Kuklinski earned the nickname "Iceman" following his experiments with disguising the time of death of his victims by freezing their corpses in an industrial freezer. Kuklinski himself claims that he used a Mister Softee ice cream truck for this purpose, although the FBI doubts the veracity of this claim
Nie widzi Pan, że to są hollywoodzkie bajki wymyślone przez kogoś o psychopatycznej wyobraźni.
Despite Kuklinski's claims that he was a frequent killer for DeMeo, none of DeMeo's crew members that later became witnesses for the government claimed that Kuklinski was involved in the murders they committed.
(...)
When the authorities finally caught up with Kuklinski in 1986, they based their case almost entirely on the testimony of an undercover agent. New Jersey State Police detective Pat Kane started the case 6 years prior to the arrest and the investigation involved a joint operation with the New Jersey Attorney General's office and the Bureau of Alcohol, Tobacco and Firearms.
Special Agent Dominick Polifrone had undercover experience specializing in Mafia cases. The New Jersey State Police and the Bureau began a joint operation. Detective Kane recruited a close friend of Kuklinski who introduced the undercover agent to the killer. The Bureau agent had acted like he wanted to hire Kuklinski for a hit and recorded him speaking in detail about how he would do it. When state police and federal agents went to arrest Kuklinski they blocked off his street, and it took multiple officers to bring him down. In the process of doing so Mrs. Kuklinski was also arrested and charged with gun possession because the car was in fact registered under her name. When Mrs. Kuklinski was arrested a police officer put his boot on her back while detaining her. This enraged Kuklinski and that is one the reasons why they needed multiple officers to bring him down. Kuklinski was sentenced to two life sentences in 1988.
Pozostaje tajemnicą dlaczego ten Kukliński zgodził się opowiadać te wszystkie bajki - najprawdopodobniej chodziło o to by na polecenie policji kompromitował bosów mafijnych oskarżając ich o zleceniu mu zabójstwa:
Zmarł nagle, twierdzi się, że z przyczyn naturalnych, lecz padło również podejrzenie, że śmierć była wynikiem zatrucia kadmem, co miało być zemstą mafijnej rodziny, przeciw której miał zamiar zeznawać.
...ale przecież jest oczywiste, że w jego historie mają tyle wspólnego z prawdą co treść "Malowanego ptaka" Kosińskiego.
Destruktywizm osobników noszących nazwisko Kaczynski
Taki sobie geniusz:
jedno jest pewne, że jeśli
jedno jest pewne, że jeśli ktos popełnia zbrodnie niewyobrazalne to i tak najczęsciej umiera "przed czasem", bez potrzeby zasądzania kary smierci...Jakoś tak jest po prostu...
Oczywiście, że nie. Lecz Służba Więzienne dba oto,
by nie miało się ochoty dalej rozrabiać. By wyleczyć ból głowy, nie odrąbuje się jej. Trochę wiary w ludzkie możliwości.
Mówiąc o odbywaniu kary, zapewne ma Pan w wyobrazi szwedzkie pudła. Kić, kiciu nierówny, lecz polskie bardzo odbiegają od Grand Hotelu w Sopocie.
Proszę wybaczyć, lecz trzeba być pierwszorzędnym draniem, aby iść do rodziny skazanego na śmierć i oświadczyć, że tego czy innego dnia o tej godzinie... Zresztą nieważne. Trzeba być wypranym z człowieczeństwa. 10.000 rodzin ofiar nie ma tyle bólu w małym palcu, co jeden osobnik z rodziny skazanego w całym ciele. Trochę wyobraźni, ojej.
Statystyki to, statystyki tamto. Gdyby był coś po polsku w sieci, mógłbym podać ciekawe statystyki z Michigan...
Koszty? Po podzieleniu przez liczbę podatników, nie takie wysokie. Po co być skąpym? Pieniądze publiczne są do wydawania.
Ale kara nie może być okrutna, chyba
Taka wiara daleko nie prowadzi, a już szczególnie na dobre. W USA jest z tym problem, nawet w najlepszych więzieniach.
Polskie wiezienia są przepełnione, ponieważ nie zamyka się tych ludzi, którzy powinni siedzieć, a wsadza osoby, dla których wystarczyłaby kara ograniczenia wolności albo grzywny. Później taki człowiek nauczy się w więzieniu fachu albo zdemoralizuje do cna.
Może w ogóle nie informować, że zabił, że jest proces, że będzie siedział w więzieniu do końca życia. Wie Pan jaki to stres taki proces? Po ludzku mi przykro i współczuję rodziną, co nijak ma się do wysokości kary, która jest orzekana przez sąd. Wybaczy Pan, ale odwoływanie się do środowiska, rodziny, to teorie z gruntu fałszywe. Obojętne dla sprawy.
Niech Pan poda które i autora.
Mówię tylko, że bilansuje się utrzymanie więzienia czy jego proces, w którym może zapaść kara główna.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Polskie więzienia są przepełnione
Budowa jednego, czy dwóch więcej, niewiele zmieni...
Kara musi być dotkliwa!!!!!! Byle bez szeroko pojętej przesady...
Zamykano tych, którym należało się ograniczenie wolności, kiedy jeszcze nie były przepełnione. Odwołuję się do gruntu rodziny, tylko przy karzę śmierci. Przy każdej innej, NIE. Proszę czytać uważnie. Nie ma tu kropli fałszu.
Proszę Pana
każda kara w jakimś stopniu stygmatyzuje rodzinę, co nie oznacza, że nie należy karać osoby, bo rodzina będzie miała przez to problemy. Rodzina nie jest tu stroną.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Przecież doskonale o tym wiem
Z Pańskiej wypowiedzi można zasugerować się iż wcześniej wypowiadałem się przeciw wszelkiej każe. Proszę nie naśladować dziennikarzy Michnika.
Ale jest przeogromna różnica między karą smierci, a karą pudła. Na horror jaki przeżywa rodzina skazanego na śmierć, nie można się godzić. W porównaniu z tym, zamknięcie w więzieniu to mandat.
Już Panu tłumaczyłem, że
rodzina przestępcy nie ma tu żadnego znaczenia. Czy to pozytywnego, czy negatywnego. On sam odpowiada za swoje czyny.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"