Szukaj na PNWydarzeniaZaloguj sięnowedyskutowane 2007
Prace PNIle? |
Raport NBP - co na temat euro
nie, 2009-03-29 10:15 | Jordan Cibura
Do jakiego wniosku można dojść po krytycznej analizie raportu NBP "na temat pełnego uczestnictwa Rzeczypospolitej Polskiej w trzecim etapie Unii Gospodarczej i Walutowej"? Głównie do takiego, że ukrywa on niewygodne fakty i produkuje bełkot. Istnieje taka stara prawda, że to co dla Ciebie wygodne, powinieneś mówić wprost i łatwym językiem, a to co niewygodne zapakuj w skomplikowany bełkot, tak aby Cię nikt nie zrozumiał. Ten raport, to nic innego aniżeli przekucie powyższych słów w czyn. Po zapoznaniu się z całym raportem (479 stron nowomowy i żargonu ekonomicznego) wysuwam tezę, że nikt kto zapoznał się z raportem i zrozumiał, co jest w nim napisane, nie może dojść do wniosku, że euro jest jednoznacznie korzystne dla Polski. Nie będę pisał o korzyściach wprowadzenia euro, bo ten prawie pięćsetstronicowy dokument mówi o nich tak przystępnym i zrozumiałym językiem, że dziecko jest w stanie zrozumieć, o co chodzi. We fragmentach poświęconych kosztom pozbycia się naszej narodowej waluty, raport jest już mniej zrozumiały. Tu zaczynają się już zawiłe tłumaczenia. Przypadek? Warto poświęcić się lekturze; Jedyne 479 stron! Szczególnie uważnie należy przeczytać jeden z fragmentów ze strony 176. Interpretacja tego zapisu jest niezwykle trudna. Co mówi raport NBP o [Nie]„Adekwatności polityki EBC do polskiej gospodarki” "Istnieje ryzyko strukturalnego (długookresowego) niedopasowania poziomu stopy EBC. (...) Naturalna stopa procentowa dla strefy euro jest prawdopodobnie niższa niż jej wielkość dla polskiej gospodarki. Oznacza to, że w ramach członkostwa w strefie euro realna stopa procentowa w Polsce będzie najprawdopodobniej niższa niż miałoby to miejsce w warunkach niezależnej polityki pieniężnej realizowanej przez RPP. Niedopasowanie stopy EBC mogłoby prowadzić do efektów procyklicznych. Spadek kosztu kapitału z jednej strony sprzyjałby wzrostowi nakładów inwestycyjnych, ale z drugiej strony mógłby doprowadzić do silnego wzrostu konsumpcji finansowanej tańszym niż dotychczas kredytem. W takich warunkach wpływ realnej stopy procentowej byłby procykliczny i powodowałby nadmierny wzrost popytu, który z kolei zwiększałby presję inflacyjną. Krytyka Waltersa nie uwzględnia jednak funkcjonowania kanału konkurencyjności, który w przeciwieństwie do procyklicznego oddziaływania kanału realnej stopy procentowej pełni rolę mechanizmu dostosowawczego. Z jednej strony wzrost inflacji (a) poprzez obniżenie poziomu realnej stopy procentowej oddziałuje w kierunku wzrostu popytu krajowego. Z drugiej jednak strony, wyższe ceny oznaczają pogorszenie konkurencyjności producentów krajowych(b) (ze względu na wzrost jednostkowych kosztów pracy), co znajduje odzwierciedlenie w realnej aprecjacji kursu walutowego i spadku popytu na ich produkty. Wiążący się z tym spadek dynamiki produkcji przekłada się z kolei na niższe dochody, a tym samym na ograniczenie popytu i presji inflacyjnej."[/i] Ile osób tak naprawdę zrozumiało, o czym traktuje ten fragment raportu? Jestem ciekaw, ilu redaktorów sugerujących, że Raport NBP jednoznacznie mówi, że "Przyjęcie euro będzie korzystne” zapoznało się z nim i zrozumiało treść tej cegły? Przytoczony fragment raportu wyraźnie sugeruje, że: Nie! Nie będzie wszystko w porządku! Choć to, co jest tam napisane, to w 100 proc. prawda i nikt nie skłamał. Przemilcza się jednak fakt, że prawdopodobieństwo spełnienia się ryzyka niedopasowania stóp EBC również oscyluje w okolicach 100 proc., co można wydedukować z lektury innych fragmentów raportu. Próby relatywizacji i chowania tak istotnych zagrożeń są wg mnie nie do przyjęcia. Reasumując. Po wprowadzeniu euro Powodem tego jest to, że pogorszy się konkurencyjność naszych producentów krajowych, czyli mówiąc po ludzku, będzie ciężko sprzedać wszystko co produkowane w Polsce. Będziemy za drodzy i konsumenci z innych krajów przestaną kupować nasze produkty. Będziemy mieli szansę stać się jedynie rynkiem zbytu. Nie będzie się opłacać otwierać w Polsce nowych fabryk, ponieważ tak samo jak produkty, również praca stanie się droższa. A mniej pracy dla chcących pracować, to więcej bezrobotnych. To jest tylko jeden przykład. W raporcie czytamy jeszcze o praktycznym braku wpływania na decyzje EBC. Zatem cóż to za decydowanie, jeśli ma się jedynie prawo głosu? Prawo, z którego nie będzie można skorzystać niemal w połowie głosowań. Dowiadujemy się też m.in. o kosztach krótkoterminowych (np. wg obliczeń NBP,to ponad 20mld PLN jedynie za samo wprowadzenie nowej waluty), długoterminowych, o kontynuacji wzmacniania się euro, związanym ze stopniowym trendem "pozbywania" się dolara i zwiększania rezerw dewizowych w euro. Ten trend może mieć ogromne negatywne długoterminowe skutki na całą strefę euro. Przykładów można mnożyć, a są one ładnie przygotowane dla amatorów szarad i łamigłówek. No cóż, przecież Enigmę złamał Polak. Tak na poważnie - myślę, że gdyby wyjaśnić wszystkie koszty i zagrożenia przekładając na zrozumiały i przystępny język oraz powiedzieć wprost, co one oznaczają, to wiele nagłówków naszych gazet zmieniłoby swój ton... z euforii na strapienie. Chyba, że istnieje, jeszcze jakaś inna, nieznana mi bliżej siła, która może ignorować fakty i wpływać na nagłówki gazet?
Opublikowane również na wiadomości24.pl |
Przyjęcie euro jest szkodliwe dla Polski
Lepszy własny złoty niż wspólne euro
1. Dopóki mamy złotego RPP może ustanawiać stopy procentowe jak najlepsze z uwagi na sytuację pieniężną na terenie Polski i jak najlepsze dla produkcji w Polsce. Gdy będzie euro o stopach będzie decydował EBC, a on w swych decyzjach musi kierować się wypadkową sytuacją pieniężną i gospodarczą w strefie euro. Na tą wypadkową składa się głównie sytuacja w dużej gospodarce Niemiec, trochę mniej sytuacja we Francji, a sytuacja w Polsce już całkiem mało. Jest oczywiste że polityka stóp procentowych EBC, w razie wejścia Polski do strefy euro, będzie gorzej służyła Polsce niż służyć będzie polityka NBP, jeśli zostaniemy przy złotym.
2. Dopóki NBP ma monopol na emisję złotówek i na usługi dla banków komercyjnych, może z tego mieć rocznie kilkadziesiąt miliardów złotych zysków wpłacanych do budżetu. Gdy przejdziemy na euro te zyski przejdą do EBC.
3. Własna waluta pełni rolę izolatora od polityki pieniężnej innych państw. Wydaje nam się, że strefa euro jest przez swoją masę niejako zabezpieczona przed bankructwem. Jest to złuda. Polityka budżetowa prowadzona przez niektóre kraje strefy euro jest nieodpowiedzialna i jeszcze gorsza od polityki Polski. W razie ogłoszenia przez któreś państwo członkowskie niewypłacalności - pozostałe państwa, chcąc nie chcąc, muszą pomóc takiemu państwu, wyłączanie go ze strefy euro nie jest operacją łatwą i szybką.
Posiadanie własnego pieniądza spowoduje, że Polska negatywne skutki bankructwa któregoś z państw strefy euro odczuje o wiele mniej.
Janusz Baczyński
Czy Pan naprawde uwaza, ze stopy procentowe ustalane przez
RPP sa dobre dla polskiej gospodarki????
Przeciez wlasnie polityka b. wysokich stop procentowych Balcerowicz spowodowal kryzys polskiej gospodarki w 2000-2004 r. (bezrobocie ponad 20%).
Po wejsciu do UE poprawilo sie - bo kilka milionow Polakow wyjechalo do pracy za granice.
Rownoczesnie - te wysokie stopy procentowe spowodowaly naplyw do Polski kapitalu spekulacyjnego, ktory wpierw "wywindowal" ceny akcji na gieldzie oraz cene zlotowki w stosunku do Euro i $ (rownoczesnie oslabiajac konkurencyjnosc polskiego eksportu) - po czym ( w momencie zalamania na swiecie) - wszystko leglo w gruzach - gdy kapital spekulacyjny wycofal sie.
Pan uwaza, ze to dobre dla polskiej gospodarki?????
Jeszcze jedna uwaga: w statucie Europejskiego Banku Centralnego oraz FED (USA) sa stwierdzenia, ze banki te maja dbac o dobro gospodarki swojego kraju (krajow).
W statucie NBP jest stwierdzenie, ze bank ten ma dbac jedynie o poziom inflacji - dla mnie cos tu nie gra...
Poziom inflacji nie zawsze jest najwazniejszy w gospodarce.
jeszcze ad 3. Czy naprawde uwaza Pan ze ktorys z krajow europejskich prowadzi gorsza polityke gospodarcza do rzadu polskiego? To dlaczego w rankingu wolnosci gospodarczej The Heritage Foundation gospodarka polska klasyfikowana jest na 82 miejscu w grupie krajow " w zasadzie bez wolnosci" - na dodatek - na ostatnim miejscu wsrod krajow UE?
Jak pan odpowie- z uzasadnieniem - na moje pytanie - wystepuje dla Pana o Nagrode Nobla z ekonomii.
emigrant 2000
W raporcie jest popularny błąd
Panuje powszechny fałszywy stereotyp utożsamiania niskiej stopy kredytu banku centralnego z niskim oprocentowaniem kredytów dla klientów banków. Owszem, gdy jest spora inflacja rzędu kilka procent i odpowiednio bank centralny działając antyinflacyjnie ustanawia wysokę stopę swojego kredytu to regulowanie tej stopy przekłada się na ceny kredytów bo banki nie mogą całej swojej mocy kredytowej wykorzystać i w związku z tym obniżają swoje marże aby jednak złapać klientów. Jednak jeśli stopy banku centralnego spadają do bardzo niskich poziomów popyt na kredyt osiąga 100% mocy banków i dalej już ceny kredytów nie spadają nawet jak bank centralny obniża stopę kredytów - te obniżki tylko powodują wzrost zyskowności banków.
Pisałem o tym:
http://niepoprawni.pl/blog/404/polityka-stop-proce...
Janusz Baczyński
Jednymi z największych
Jednymi z największych zagrożeń/strat krótkookresowych są korytarz ERM oraz wysoki przelicznik wejścia €/zł. Do czego może dojść w wyniku tego widać jak na dłoni na Słowacji (zapaść PKB związana z załamaniem przemysłu samochodowego skierowanego głównie na eksport) oraz u "tygrysów" bałtyckich (spadek PKB rzędu 10%).
"Wysoki przelicznik Euro/zl" - tzn.
rozumiem, ze kurs np. 4 zl za Euro ( wysoki w stosunku do np 3 zl za Euro) - spowoduje spadek konkurencyjnosci polskich wyrobow na rynku UE?
Tzn: jesli bedziemy sprzedawac cos w cenie 1000 zl - czyli za 250 Euro ( przy przeliczeniu po 4 zl za Euro) - bedzie sie to sprzedawac gorzej niz przy przeliczeniu po 3 zl za Euro ( czyli za 333 Euro)?
Jednym slowem : jesli bedziemy sprzedawac taniej, to bedzie sie nasz produkt sprzedawal gorzej, niz jesli bedziemy sprzedawac drozej?
Widze proste rozwiazanie: wystarczy podniesc zysk - i sprzedawac drozej wyrob produkowany taniej.
A na marginesie: radze przerobic kurs ekonomii - maze na razie na poziomie gimnazjum....
emigrant 2000
Patrzę na to przede wszystkim
Patrzę na to przede wszystkim od strony moich oszczędnosci, a nie z punktu widzenia eksportera. Interesy Pawlaków i innych eksporterów mnie nie obchodzą, bo nie jestem ani Pawlakiem ani eksporterem. A co do Słowacji - to jej się załamało, bo teraz eksportują po mocnym euro, wcześniej była słaba korona... poniatno?
Arytmetyka na poziomie gimnazjum:
Mam 100 zł oszczędności. Zamieniają mi to na €:
- po kursie 5,5 = mam teraz €18
- po kursie 3,5 = mam teraz €29
29/18 = 1,61
A tak w ogóle to jestem za złotówką, która spełnia rolę amortyzatra w czasie obecnego kryzysu. Wszędzie wali się i pali, tymczasem w Polsce przebiega to wyraźnie łagodniej.
Bez zrozumieniz podstaw makroekonomii daleko nie zajedziemy.
W najlepszym Pana interesie bylaby wymiana 1 Euro=1 zloty,
(jeszcze lepiej 1 zloty=2 Euro) - lecz polska gospodarka nie wytrzyma tego (nikt nie kupi naszych wyrobow za granica - bo beda za drogie, a bedzie sie oplacac sprowadzac wszystko wlasnie z zagranicy - co dobije firmy produkujace na rynek krajowy - w ten sposob polozymy przemysl i rolnictwo.
Nawet kurs Euro zblizony do 3 zl byl jeszcze za wysoki - deficyt w handlu zagranicznym w roku 2008 wyniosl ponad 20 mld Euro (co bylo jednym z powodow zalamania sie kursu zlotego - na pewno wiecej znaczacym niz wyolbrzymiane dzialania "spekulantow").
Zwyzka kursu zlotego do 3 zl za Euro nie byla spowodowana nadzwyczajna moca polskiej gospodarki, lecz naplywem kapitalu inwestycyjnego (zeby zainwestowac w Polsce - trzeba wymienic walute na zlotowki), kapitalu przesylanego przez pracujacych za granica oraz krotkoterminowego kapitalu spekulacyjnego.
Wielki blad popelnil wtedy NBP - mogl tanim kosztem znacznie zwiekszyc swoje rezerwy dewizowe skupujac Euro po 3 zl -
W momencie - jak wymienione zrodla "waluty" zaczely wysychac (a nawet odwracac bieg - jak kapital spekulacyjny) - zlotowka powrocila do realnej wartosci.
Patrzac realnie - kurs w granicach 4,5 do 5 zl za Euro odpowiada realnym mozliwoscia maszej gospodarki (wiem, ze to bolesne dla zwolennikow wczasow zagranicznych) - lecz utrzymywanie innego kursu skonczy sie szybkim wyczerpaniem rezerw dewizowych oraz "polozy" przemysl i rolnictwo.
Kurs waluty ksztaltuje rynek: co wlasnie widac- zlotowka dalej sie oslabia ( mimo wymiany przez rzad funduszy unijnych) - to znaczy, ze zapotrzebowanie na Euro jest wieksze niz na zlotowke.
Jesli sytuacja na rynku sie ustabilizuje - bedzie to oznaczalo punkt rownowagi - i wyznaczy to aktualny, realny kurs zlotego w stosunku do Euro i Dolara.
emigrant 2000
Sytuacja się ustabilizuje, gdy wieśniaki po Harvardzie...
... przestaną nadawać śmieciom inwestycyjnym status najwyższej wiarygodności.
Takze jestem za znacznym ograniczeniem stosowania
tzw. "instrumentow finansowych". Dla graczy sa kasyna, gieldy powinny pozostac domena inwestorow.
emigrant 2000
Cel.
Ponieważ rynek tych instrumentów jest czterokrotnie większy niż cały produkt światowy i urósł dwukrotnie w ciągu ostatnich 5 lat - to jest jasne, że kurs złotego nie jest ustalany w oparciu o dane gospodarcze - a o rynek bazujący na sentymentach.
Te sentymenty są efektem oceny wieśniaków z Harvardu, którym się wydaje, że gospodarkę biorą pod uwagę.
W analizach od jakiegoś czasu pisze się o całkowitym oderwaniu "rynków" od realnej gospodarki.
Moim celem jest wykazanie, że jeżeli przedsiębiorcy czy obywatele wymieniają np. miliard dolarów w jakimś okresie - a spekulanci np. 5 czy 10 - to kto bardziej wpływa na kurs?
Jak Pan chce, to mogę napisać zarys teorii, w której wykażę, że Polska jest rajem inwestycyjnym - i pieniądze powinny napływać, a nie odpływać.
Dla tych z "chrłardu" o inwestycjach decyduje impresja - widok z okna hotelu czy temperatura wody w basenie - a nie realna ocena.
Oni nas traktują, jak my Mołdowę czy Kirgistan - i to jest jedyna i rzeczywista przyczyna spadku kursu złotego.
"Inwestorzy" nadal uważają, że rząd USA lepiej doi podatników, niż polski - warto jednak zauważyć, że z tego "uważania" wziął się kryzys - co świadczy o tym, że absolwenci szacownych uczelni niczego się nie nauczyli.
Trudno, żeby efekt był inny - skoro wypłacają sobie premie - a jedna z zasad zarządzania mówi, że otrzymujemy to, co nagradzamy :)
Nie przesadzal bym w wyolbrzymianiu roli "instrumentow"
w ksztaltowanie kursu zlotego.
Kurs ten zostal sztucznie zawyzony w okresie prosperity ( nalozyly sie nastepujace czynniki:
- naplyw inwestycji zagranicznych;
- naplyw gotowki zarabianej prze Polakow pracujacych za granica;
- wymiana funduszy unijnych przez Rzad:
- naplyw kapitalu spekulacyjnego (spowodowany utrzymywaniem przez RPP wysokich stop procentowych oraz prosperita na gieldzie);
Razem te czynniki wprowadzily do wymiany na zlotowki ok 100 mld Euro w skali roku - musialo to spowodowac wzrost kursu zlotowki (rynek dazyl do rownowagi) - NBP nie interweniowal (ze szkoda dla gospodarki - ucierpieli mocno eksporterzy, zwiekszyl sie tani import).
Wymienione czynniki znacznie oslably w 2008 r., a niektore odwrocily bieg (odplyw kapitalu spekulacyjnego), do tego dolozyl sie ponad 20 mld Euro deficyt handlu zagranicznego, oraz nieszczesne opcje walutowe - i zlotowka powrocila do naturalnego poziomu - okolo 4,5 zl za Euro (+-).
Polska - niestety - nie jest rajem inwestycyjnym ( moze byc uwazana co najwyzej za raj spekulacyjny...) - wg rankingu The Heritage Foundation gospodarka polska zajmuje 82 miejsce w rankingu wolnosci gospodarczej w grupie krajow "w zasadzie bez wolnosci" (razem m. in. z Bialorusia) - powazni inwestorzy w USA (a tu sa najwieksze pieniadze) - biora ten ranking bardzo powaznie pod uwage - i w efekcie - nie inwestuja w Polsce.
Dlatego traktuja Polske jak Bialorus czy Kirgistan - jak Pan pisze.
A temperatura wody w basenie ma znaczenie dla "mlodych" spekulantow - na dorobku, ktorzy szybko inwestuja, szybko inkasuja zyski - i szybko znikaja z pieniedzmi (bo na naszym rynku za duze ryzyko na inwestycje dlugookresowe.)
To rola rzadu zmienic prawo i poprawic pozycje naszej gospodarki - rzad jednak idzie w przeciwnym kierunku...
(w 2004 roku Polska byla na 41 miejscu w wymienionym rankingu).
emigrant 2000
Inwestycje zagraniczne...
... to bardzo często kapitał spekulacyjny. Zakup akcji na rynku wtórnym nie jest żadną inwestycją, a spekulacją.
Temperatura wody w basenie nie ma znaczenia dla spekulantów - młodych, czy starych, oni wody nie badają - siedzą przy komputerach tam, gdzie woda w basenie jest odpowiednia. Ma to znaczenie dla tych, co chcą tu inwestować, a nie "inwestować".
Dla korporacji, a to one inwestują, a nie szewcy czy murarze ranking wolności gospodarczej też ma ograniczone znaczenie. Może mieć dla polonusa z milionem dolarów - ale nie dla korporacji, która dostaje kilkadziesiąt tysięcy na każdego zatrudnionego.
Ilość środków na rynku spekulacyjnym jest wielokrotnie większa, niż potrzeby wymiany przedsiębiorców, emigrantów i turystów. Na to nakłada się zagadnienie opcji, które wciśnięto chciwym a niedouczonym managerom. To jednak rynek i instrument wtórny, a nie bezpośredni obraz gospodarki.
Istnieje rozroznienie inwestycji zagranicznych.
Tzw inwestycje bezposrednie - to inwestycje w dobra materialne (wiec np. zakup lub wybudowanie fabryki).
Wystarczy poczytac troche gazet przeznaczonych dla inwestorow w USA (chocby Money, Forbes, The Wall Street Journal i dziesiatki innych- do wyboru) - zeby przekonac sie, jak wielkie znaczenie ma umiejscowienie kraju w rankingu, czy rekomendacje powaznych i uznanych "guru" od inwestowania.
Wiedze te zauwaza sie po roku - dwoch - i naprawde - to dziala.
Nikt tu nie zwraca uwagi na brednie Balcerowicza (nikt go nie zna) - ale kazdy (potencjalny czy rzeczywisty)inwestor z uwaga
slucha co mowi Buffet czy Soros.
Myli sie Pan takze co do oceny polonii w USA. Szewcow i murarzy coraz mniej - w tych zawodach mozna wiecej zarobic w Polsce niz tutaj. Pozostali coraz czesciej zajmuja sie produkcja, inwestowaniem, bankowoscia, handlem, nieruchomosciami itd. - osobiscie znam co najmniej 10 milionerow (dolarowych) - i kilku multimilionerow - choc wcale nie obracam sie w szczegolnie uprzywilejowanych sferach.
Zupelnie na marginesie: czytalem ostatnio na polskiej witrynie o badaniach przeprowadzonych przez polska instytucje wsrod emigrantow ostatnich lat (na probce kilku tysiecy osob) - tych co nie zamierzaja wracac: ponad 40% ma wyzsze wyksztalcenie, a ponad 90% srednie. Szewcy zostaja w Polsce.
Tylko jeden maly polski bank (ma dwa oddzialy) ma kapital ponad 2 mld $ ( w Polsce bylby zaliczany chyba do pierwszej 10-tki).
A sa jeszcze dwa inne banki ; majace po kilkadziesiat oddzialow...
Kilku z moich znajomych usilowalo inwestowac w Polsce w ciagu ostatnich 10- lat. Wszyscy sie wycofali (co najwyzej importuja z Polski meble czy tez zywnosc) - twierdza, ze inwestycja w produkcje w USA przynosi lepszy i pewny zysk - a w Polsce nigdy nie wiadomo komu ile trzeba dac - zeby nie przeszkadzali...
Nawet nam Polakom - przyzwyczajonym do tego typu "gospodarki" po kilku latach pobytu w USA - zaczyna to przeszkadzac - a co powiedziec o rodowitych Amerykanach?
Nic dziwnego, ze stawiaja Polske w jednym rzedzie z Bialorusia i kirgistanem...
W powracajac do opcji i innych instrumentow: ich stosowanie na rynku polskim jest bardzo ograniczone - chocby ze wzgledu na b. maly kapital w obrocie. Jeden sredniej wielkosci fundusz inwestycyjny z USA bylby w stanie wykupic cala warszawska gielde - dlatego spekuluja tam glownie plotki - a dla duzych graczy jest to zupelny margines...
emigrant 2000
Jasne.
Z Polski nie da się wydoić biliona dolarów, to oczywiste - ale miliard czy dwa, dlaczego nie?
Obecna kapitalizacja całej globalnej grupy Citi to tylko 5,59 mld USD i praktycznie równa się kapitalizacji rodzimego PKO BP !.
http://www.parkiet.com/artykul/18,788654_City_Inde...
Śmieszne, nie?
Moze pora zeby polscy inwestorzy wykupili Citi Bank?
Nikt nie bedzie mogl wtedy zarzucic, ze najwiekszymi bankami rzadza tylko Zydzi...
emigrant 2000
.
Polscy żydzi też istnieją.
Pewnie tak...
Pewnie ze "polscy zydzi" istnieja..., ale jedynie w polsko-jezycznym talmudzie...
"Jesli ktos urodzil sie w stajni, to wcale nie oznacza ze od razu jest koniem..." (J.O.).
=========================
Milego dnia zycze
jasiek z toronto
Wszyscy wokol dyskutuja jedna
Wszyscy wokol dyskutuja jedna i jedyna opcje - rezygnacje ze Zlotego i zastapienie tegoz przez Euro.
Czytajc te wypowiedzi dochodze do wniosku , ze Polakom pozostalo jedynie ustalic kurs Zlotowki do Euro i reszta bedzie cacy.
Tutaj pojawia sie pytanie, czy jest to jedyna droga rozwoju gospodarki Polski, uczynienia jej konkurencyjna i jednoczesnie zabezpieczona od atakow gieldowych bandytow, tzw. "currency traders" w rodzaju Sorosa i paru innych?
Nadal nie przemawiaja do mnie argumenty uzywane przez Euroentuzjastow, gdyz wiele spraw nie zostalo i sadze nigdy nie bedzie poruszone w tej "ogolnonarodowej" dyskusji nad przyszloscia Zlotego.
O tym pisalem w mojej poprzedniej wypowiedzi.
Zaznaczam, iz nie jestem ekonomista, ot tylko inzynierem, ktory musial zaliczyc pare kursow z makro i mikroekonomii przewidzianych w programie studiow,juz tutaj, po tej stronie oceanu.
O ile pamietam ze studiow, to jest mozliwa droga posrednia miedzy wlasna waluta a obca.
Nazywa sie to "pegging".
O mozliwosci peg Zlotowki do Euro, jako etapu posredniego w transformacji, NIKT nigdzie nie dyskutuje.
Dlaczego?
A wlasnie pegging pozwala na zabezpieczenie sie przed inflacja.
Narzuca na rzad dyscypline jesli chodzi o deficyt.
Poprawia konkurencyjnosc eksportu.
Autor artykulu pisze, ze wprowadzenie Euro spowoduje wzrost inflacji i spadek konkurencyjnosci eksportu Polski.
Inni dyskutanci rowniez powtarzaja te same obawy , chociaz w nieco innym scenariuszu.
Ponadto pegging buduje zaufanie do waluty, ktora wykorzystuje mechanizm pegging, gdyz swiat biznesu jest swiadom, iz nie straci zyskow z inwestycji w tym kraju w wyniku parcia inflacyjnego.
Pegging daje elastycznosc, co do rodzaju posiadanych rezerw walutowych gdyz niekoniecznie trzeba gromadzic rezerwy w walucie, do ktorej jest zastosowany peg.
W przypadku pegging Zlotego do Euro, mozna byloby trzymac rezerwy w dolarach, jesli byloby to oplacalne, gdy zamiana na Euro nie daje juz tej elastycznosci.
Pegging pozostawia rzadowi wolna reke jesli chodzi o polityke kredytowa,stop procentowych jak i polityke mechanizmow stymulacji gospodarki krajowej.
Calkowita zamiana na Euro odbierze te mozliwosc, gdyz NBP przestanie byc organem decyzyjnym w kwestiach kursu Euro,czy tez stop procentowych.
Decyzje te beda podejmowane nie w oparciu o stan polskiej gospodarki.
Nie beda tez mogly byc uzyte jako narzedzia polityki gospodarczej polskiego rzadu.
Rzad RP bedzie jedynie powielal w dol to, co mu przekaza z Brukseli i Berlina.
Chiny sa najlepszym przykladem korzysci jakie daje pegging.
Oficjalnie zrezygnowali z pegging dopiero w 2005 gdy amerykanski dolar zaczal spadac na leb na szyje. Nadal jednak prowadza ,jedynie mniej oficjalnie polityke stalego w miare kursu renminbi wobec dolara
Nie musze chyba dalej rozwijac tematu zyskow z pegging na przykladzie Chin.
Jest to fakt, o ktorym niewielu pamieta a ci co pamietaja, to nic nie mowia, bo to zburzyloby ich plany likwidacji Zlotego, gdy przypomne o pegging Euro w poczatkowym okresie jego wprowadzania.
Otoz kraje wspolnoty europejskiej, w poczatkowym okresie wprowadzania euro skorzystaly z mechanizmu pegging.
Marka niemiecka byla waluta do ktorej zrobiono peg.
Jesli wtedy pegging a nie calkowite "zanurkowanie" w Euro bylo droga, ktora byla wtedy dla tych panstw dobra, to dlaczego nasi "ekonomisci i politycy" uzasadniaja inaczej?
Czy znow Polska ma byc tym poligonem doswiadczalnym na potwierdzenie, ze najlepsza droga do zniszczenia ekonomicznego jakiegos kraju jest wymiana jego waluty na walute nawet nie obcego kraju a "organizacji miedzynarodowej"?
Wszak wszyscy poslowie i senatorzy mowia, ze nie przekazali suwerennosci Polski w rece obcego panstwa, ratyfikujac traktat lizbonski.
Czy nie tak ?
Pytam wiec jeszcze raz.
Dlaczego nie pegging ?
Czy ktos udowodni, ze pegging jest gorszym rozwiazaniem od calkowitej zamiany?
Przedtem tez chcialbym uslyszec bardziej przekonywujace argumenty o koniecznosci rezygnacji ze Zlotego jako polskiego pieniadza.
Jest takie prawo ekonomiczne " impossible trinity", po naszemu prawo niemozliwej trojcy( sadze, ze Balcerowicz i autorzy Raportu NBP to znaja).
Otoz to prawo mowi, ze w swiatowej ekonomii panstwa moga osiagnac jednoczesnie jedynie dwa sposrod trzech elementow:
1. staly kurs wlasnej waluty ( fixed exchange rate)
2. Swobode przeplywu kapitalu ( free capital movement)
3. Niezalezna polityke monetarna ( independent monetary policy)
Pegging pozwala na osiagniecie tego stanu natomiast calkowita zamiana Zlotego na Euro nie gwarantuje ZADNEGO z tych stanow.
Moze ktos udowodni, ze sie myle ?
Ryszard A.Kusmierczyk
Myli sie Pan w 2 z 3 ostatnich punktow:
ad 1. staly kurs wlasnej waluty: w momencie przyjecia Euro - bedzie staly kurs (mam przynajmniej taka nadzieje) - wszyscy chetni beda mogli wymienic zlote na Euro - wlasnie po stalym kursie (niezaleznie czy zrobia to w dzien przyjecia Euro, czy miesiac, rok pozniej).
ad 2. swoboda przeplywu kapitalu: nie ma chyba zadnej watpliwosci, ze bedzie wieksza jesli polska waluta bedzie Euro.
Chocby tylko z tego powodu, ze odpadnie koniecznosc wymiany - a wiec "haraczu" placonego bankom przez inwestorow, eksporterow i importerow.
ad 3. niezalezna polityka monetarna - rzeczywiscie zaniknie - ale to chyba dobrze. Wystarczy popatrzec na inflacje: w Polsce jest znacznie wyzsza niz w strefie Euro - nizsza inflacja to wieksza korzysc dla obywateli (oszczednosci nie traca wartosci tak szybko jak przy wiekszej inflacji) - problem dla panstwa (dlugi wolniej traca na wartosci).
emigrant 2000
System finansowy w Polsce i w "jewRopejskim kolchozie" jest
System finansowy w Polsce i w "jewRopejskim kolchozie" jest dokladnie taki sam. W Polsce siedza "mondrzy" lichwiarze, a w "jewRopejskim kolchozie" siedza "mondrzejsi"...zaprawieni w "sztuce" okradania i oglupiania bezwolnych mas "wciskajac" coraz to nowsze "ciemnoty" w wersji "terminologicznej"...
Naiwnoscia jest to, ze jesli my Polacy nie poradzilismy sobie z rodzimymi "lichwiarzami", to napewno poradzimy sobie z "jewRopejskimi"...Nic z tego...Plonne nadzieje...
========================
Milego dnia zycze
jasiek z toronto
http://polskawalczaca.com
W najlepszym Pana interesie
W najlepszym Pana interesie bylaby wymiana 1 Euro=1 zloty,
(jeszcze lepiej 1 zloty=2 Euro)
Jeśli wymienimy zł na euro to dla eksporterów nie będzie miało żadnego znaczenia po ile. Z tego prostego powodu, że będa eksportować już w euro. Będzie to miało natomiast znaczenie dla każdego kto ma jakieś aktywa finansowe nominowane w zł (gotówka, bony, PLN obligacje, depozyty itp), czyli praktycznie dla wszystkich Polaków. Niektórzy nawet nie wiedzą, że posiadają polskie papiery dłużne (posiadają je poprzez OFE).
lecz polska gospodarka nie wytrzyma tego (nikt nie kupi naszych wyrobow za granica - bo beda za drogie, a bedzie sie oplacac sprowadzac wszystko wlasnie z zagranicy - co dobije firmy produkujace na rynek krajowy
Tutaj pełna zgoda - nic innego nigdy nie twierdziłem. Stracimy bardzo dużo z naszej dzisiejszej konkurencyjności. Tyle, że nie ma to nic wspólnego z kursem wymiany, a jest ściśle związane z sama wymianą.
w ten sposob polozymy przemysl i rolnictwo
Polskie rolnictwo zgodnie z zasadą Pareto, i wieloma innymi zreszta, już dawno powinno się zaorać i postawić na tym miejscu coś nowego.
Prosze sobie wyobrazic taka sytuacje:
Produkuje pan TOWAR - koszt produkcji wynosi 5000 zl/szt .
(W tym surowiec 2000 zl, placa pracownikow z narzutami 3000 zl - dla uproszczenia pomijam inne koszty).
Sprzadaje Pan Towar na eksport po 1300 Euro (przy kursie 4.5 zl - zysk brutto wynosi 850 zl).
Kurs zlotowki idzie w gore: powiedzmy, ze wynosi pokilku miesiacach 3 zl za Euro: doplaca Pan wtedy do kazdej sztuki wyeksportowanego TOWARU 1100 zl (taka sytuacja miala miejsce u wielu eksporterow, gdy Euro bylo ponizej 4 zl).
I w tym momencie Polska przyjmuje Euro: wymiana 3 zl na 1 Euro.
za surowiec kaza placic - wg przelicznika (z zaokragleniem w gore - taka jest praktyka): 670 Euro.
Place pracownikow przeliczone: 1000 Euro (jak w pysk strzelil).
Wiec koszt wyprodukowania 1 szt TOWARU wynosi 1670 Euro - zamiast doplacac do produkcji 1100 zl - doplaca Pan 370 EURO.
W wypadku przyjecia euro po kursie 1 zl = 4,5 Euro pozostaje nadal zarobek okolo 180 Euro)
Czy bedac pracownikiem zgodzi sie Pan na obnizenie placy o polowe (po przyjeciu Euro oczywiscie)- bo to jedyna mozliwosc obnizenia kosztow?
Tak to wlasnie kurs waluty (aktualnie), czy kurs przyjecia Euro nie ma zadnego znaczenia dla przedsiebiorcy.
Ma znaczenie tylko dla obywatela - bo mocny zloty - to tanie towary i wczasy zagraniczne (oczywiscie wg Pana Marka B) - bo eksporterzy maja troche inne zdanie...
emigrant 2000
O czym Pan pisze? Niech Pan
O czym Pan pisze? Niech Pan spróbuje dziś odebrać komuś połowę, z i tak marnej pensji. Ludzie nie są aż tak głupi. Pensje szybko powróciłyby do dawnego poziomu, a eksporterzy (i nie tyko) zostaliby z przysłowiową ręką w nocniku. Sam Pan widzi, że ojro ma się do polskiej gospodarki jak do świni siodło. Same realne straty a korzyści co najwyżej, takie jak ze słynnego "jednego okienka".
Korzysci moze troche wieksze niz z jednego okienka.
1.Przede wszystkim przyjecie Euro zdyscyplinuje kolejne (jak na razie - to coraz gorsze - wiec zakladam, ze zdyscyplinowanie bedzie bardzo pozyteczne) polskie rzady (obowiazek utrzymywania niskiego deficytu budzetowego).
2. Eksporterzy i importerzy nie beda musieli placic haraczu bankom - przy wymianie pieniedzy (liczac, ze jest to 1% - to przy aktualnym eksporcie i imporcie - to ok 2 mld Euro rocznie zasilajacych banki "za frico". Nie wspominajac juz o slynnych opcjach walutowych (rozne szacunki - do 20 mld Euro strat).
3. Eksporterzy beda mogli zaplanowac produkcje - a nie jak w tej chwili: produkowac a potem sprzedawac ze strata (przy gwaltownych zmianach kursow).
Obecny system wykonczyl m. in. polskie stocznie. (gwaltowny spadek wartosci dolara wzgledem zlotowki).
4. Inflacja: duzo nizsza w strefie Euro (obecnie bliska 0) - wiec korzysci dla wszystkich obywateli.
To tylko najwazniejsze korzysci.
Prosze wymienic korzysci wynikajace z pozostania przy zlotowce, zobaczymy, ktore z nich sa lepsze.
Ta sama propagande slysze
Dokladnie ta sama propagande slysze z ust prezesa Federal Reserve i World Bank o przyjeciu "amero" - wspolnej waluty dla Kanady, USA i Meksyku... pt: "zmniejszenie deficytu", "latwa wymiana handlowa"..."latwejesze znalezienie pracy"...i tym podobne "bull s...ty", gdzie wlasnie te trzy kraje totalnie tona w dlugach wobec lichwiarzy...
Czyzby lichwiarze sie zmienili? A moze dlugi tych krajow zostana przez lichwiarzy anulowane po przyjeciu "amero???"...
Kto Panu, Panie Mikolaju taka "wcisnal" ciemnote, by potem ja publicznie "objawiac?"...
==============================
Milego dnia zycze
jasiek z toronto
http://polskawalczaca.com
Wystarczy jedna korzyść.
Złotówka jest miernikiem stanu naszej polskiej gospodarki. Kurs wobec innych walut jest odpowiedzią na pytanie, czy wzięliśmy się za robotę, czy się opierdzielamy.
A panu zdrówka życzę i by podatki stanowe były niższe od federalnych. I żeby w pańskiej dzielnicy Murzyni nie chcieli wynajmować mieszkań.
Zlotowka nie jest miernikiem, a
Zlotowka nie jest miernikiem, a powinna byc odzwierciedleniem rzeczywistosci, natomiast jest jedynie jej wartosc poziomem okradania tworcow przez lichwiarzy, ktorzy na zlotowke nalozyli sute oprocentowanie...
Wniosek? Ano taki, ze czesto oprocentowane kredyty przekraczaja planowane zyski producentow i uslugodawcow. Stocznie, huty, kopalnie i setki innych przedsiebiorstw sa tego zywym dowodem, ktore zostaly doprowadzone do bankructwa...ups...do upadlosci...
==========================
ja tez zdrowia zycze
jasiek z toronto
http://polskawalczaca.com
1. Nie ma żadnej gwarancji,
1. Nie ma żadnej gwarancji, że euro będzie dyscyplinowało jakiekolwiek rządy do rozsądnej polityki względem deficytu. Przykłady można mnożyć (Grecja, Włochy, Niemcy...) Po przekroczeniu limitów będziemy płacić wysokie kary. Co prawda opłacałoby się nam je płacić i mieć wysoki deficyt (zasada wspólnego kotła) ale duże państwa też to robią i wątpię żeby na dłuższą metę pozwalały to robić innym, słabszym.
http://en.wikipedia.org/wiki/Deficit
2. 1% od dobrowolnej transakcji to nie haracz. Opcji nie trzeba kupować. Jeśli ktoś się uprze to pójdzie do kasyna, na forex i też straci. Nie potrzeba do tego derywatów.
3. Oprócz euro jest też dolar, jen, funt, frank i wiele, wiele innych walut. Ryzyko kursowe nie zniknie. Ograniczy się jedynie konkurencyjność cenowa sporej części naszych eksporterów.
4. Inflacja niska, tak samo jak i niski wzrost PKB...
KORZYŚCI z zostania przy złotówce:
Złotówka jest lepiej dostosowana realnych potrzeb polskiej gospodarki. Można lać do trabanta paliwo lotnicze tylko po co? Trabant nie ruszy. Duże europejskie państwa prowadzą politykę dostosowaną do ich stopnia rozwoju, my powinniśmy prowadzić swoją - dostosowaną do naszego stopnia rozwoju. Jak na razie rozwijamy się duzo szybciej niż "stara Europa" i to pozkazuje jaką głupotą byłoby dla nas teraz przyjęcie euro. Ja proponuję nadal "doić frajera" - Pan natomiast dołączyć do frajerów (Słowacja, "tygrysy" bałtyckie). Proszę się nad tym lepiej zastanowić.
O reszcie nie chce mi się pisać bo w sumie ten jeden argument jest najważniejszy, a reszta nie ma już takiego ciężaru gatunkowego.
Autor wysnuwa bardzo ciekawe wnioski,
nawet dla zupelnego analfabety w dziedzinie ekonomii moga byc one zastanawiajace.
Otoz wprost: jesli bedziemu mieli w Polsce nizsze oprocentowanie kredytow (takze dla przedsiebiorcow) - spowoduje to obnizenie kosztow produkcji wyrobow koncowych. ( z tym,mysle zgadzaja sie wszyscy)
Dalsze wnioski sa bardzo ciekawe: te tansze wyroby spowoduja spadek konkurencyjnosci naszego kraju ( nie moge zrozumiec: dlaczego) "... czyli mowiac po ludzku, bedzie ciezko sprzedac wszystko co wyprodukowane w Polsce."
Wnioskuje, ze w UE wszystko co drozsze sprzedaje sie lepiej - tanie wyroby (choc dobre a moze i lepsze od drogich) - nie maja szans zbytu.
Moze wystarczy wtedy podniesz ceny ( i zarobic wiecej) i bedzie sie wszystko dobrze sprzedawac?
Autor zapomnial tez o jednym - bardzo prostym czynniku:
jesli w Polsce bedzie Euro - to polski producent bedzie mial takie same szanse konkurowac na rynku UE - jak np. niemiecki
(pomijajac fakt niebotycznie wysokich w Polsce podatkow, skladek ZUS, pseudopodatkow, oplat, licencji, zezwolen, pozwolen, przedluzen, odwolan, itd. itp.)- lecz, te wszystkie dodatkowe koszty w zaden sposob nie sa zwiazane z wprowadzeniem Euro...
Reasumujac: proponuje Autorowi - zanim zabierze sie za studiowanie arcydziel literatury ekonomicznej ( w rodzaju "gniota" stworzonego przez "medrcow" z NBP) - przerobienie kursu liceum ekonomicznego.
Moze wtedy zrozumie, ze jak cos produkuje sie taniej - to niekoniecznie musi to oznaczac, ze bedzie to gorzej sprzedawalne- jak taki sam produkt robiony drozej...
emigrant 2000
Autor wysnuwa bardzo ciekawe wnioski,
@emigrant 2000
Cieszę się, że powstała tu taka burzliwa dyskusja.
Ze względu na prowokację, chciałbym wyjaśnić kilka kwestii.
Autor nie doszedł do wniosku, że "tansze wyroby spowoduja spadek konkurencyjnosci naszego kraju", tylko droższe wyroby. Wydawało mi się, że jest to jasno ujęte. Autor nie musiał dochodzić do żadnych wniosków, raport wyraźnie o tym mówi. Proszę uważnie przeczytać raport.
*mimo wszystko wyjaśnię, że wzrost inflacji (czyli upraszczając wzrost wzrostu cen) w kraju, który jest w strefie euro oznacza, że jego produkty (w euro) stają się droższe w porównaniu z produktami w innych krajach strefy euro.
Autor również wziął pod uwagę, że polski producent będzie konkurował na rynku EU. Autor doskonale sobie zdaje sprawę, że w przypadku wyrównania cen (efekt inflacyjny i obiecywane przez polityków wzbogacenie społeczeństwa poprzez euro) polski producent raczej będzie miał małe szanse konkurować z produktami np. niemieckimi, jeśli nie nastąpią równocześnie zmiany strukutralne, na które euro, jako takie, nie ma wpływu. Nie chodzi tu o poszczególne produkty, które już w tej chwili zdobywają rynek niemiecki, ale o globalny obraz. Nie znam konkretnych danych, ale strzelam, że w tej chwili Niemcy są najbardziej konkurencyjną gospodarką w Europie, o czym świadczy chociażby fakt, że Niemcy są największym eksporterem na świecie! http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_... Mogę się mylić, ale nie zmienia to faktu, że jeśli wzrosną ceny, a tym samym koszty pracy i produkcji, to niskie koszty kapitału (moim zdaniem) niewiele pomogą (choć przyznaję, że jest to czynnik łagodzący).
Wprowadzenie euro samo przez się nie zwiększa konkurencyjności Polski. Na to mają wpływ czynniki strukturalne, np.wyniki gospodarcze/economic performance,sprawność rządów/government efficiency (np. walka z korupcją), efektywność biznesu/business efficiency czy infrastruktura/infrastructure. Polska się rozwija i wzrasta też jej konkurencyjność. W scenariuszu, który podaje raport na stronie 176, polityka EBC przyczyni się do wzrostu cen w Polsce oraz spadku konkurencyjności, czyli jednym słowem przyhamuje ten proces wzrostu konkurencyjności (co nie oznacza, że nie będzie on nadal rósł). Nowa waluta będzie miała negatywny wpływ na ten proces. O tym mówi raport. Tu nic nowego nie zostało wymyślone!
Nigdzie nie została zakwestionowana wiedza ludzi piszących ten raport. Wręcz przeciwnie. Uważam, że wszystko, co jest zawarte w raporcie jest prawdą. Celem tego krótkiego wywodu, było zwrócenie uwagi na sposób, w jaki został napisany ten raport oraz jego sugestywno relatywizujący styl. Po prostu mam wrażenie, że w Polsce przedstawia się wszystko, tak aby było poprawnie polityczne, a ponieważ teraz jesteśmy RPO wszystkiemu co EU, to takiego tonu nabrał też ten raport.
Jak widać obaj mamy takie samo zdanie na temat wpływu cen na popyt. Jest mi bardzo przykro, że zostałem źle zrozumiany. Pana komentarz jasno daje mi do zrozumienia, że powinienem jeszcze popracować nad jaśniejszym i bardziej zrozumiałym formułowaniem myśli. Za to dziękujęj, jednocześnie udam, że nie zauważyłem tego krótkiego komentarza adpersona, ponieważ gdybym się jaśniej wysławiał, nigdy by go Pan nie napisał.
Życzę miłego wieczoru
Jordan
Dziekuje za odpowiedz - nie mialem na mysli atakow personalnych
lecz jedynie "uwypuklenie" problemu, ktory jest chyba znacznie glebszy niz tylko sprawa raportu NBP.
Moim zdaniem sprawa dotyczy podejscia do makroekonomii polskich ekonomistow (przynajmniej tych zaangazowanych w projekty rzadowe czy dzialalnosc NBP orza RPP).
"Nigdzie nie zostala zakwestionowana wiedza ludzi piszacych ten raport" - co wcale nie jest (moim zdaniem) jakas szczegolna rekomendacja.
Pozostaja oni w duzej czesci pod silnym wplywem "ekonomii politycznej socjalizmu" (wielu z nich przez lata wykladalo taki przedmiot na uczelniach), a z drugiel strony - pod wplywem monetarystycznej polityki Balcerowicza (ktora w poczatkowym okresie przyniosla sukces w ograniczaniu hiperinflacji - jednak kontynuowana przez nastepne lata - doprowadzila w koncu lat 90-tych do zalamania gospodarczego w Polsce oraz bezrobocia ponad 20%. Sytuacja ulegla poprawie wylacznie z powodu wejscia Polski do UE (kilka milionow ludzi wyjechalo do pracy za granice, przesylajac w poczatkowym okresie wiekszosc zarobionych pieniedzy do kraju).
Np. sprawa inflacji powodowanej "presja inflacyjna" (nadmierny wzrost popytu - przy niskim oprocentowaniu kredytow - zwieksza "presje inflacyjna").
W warunkach kapitalistycznej gospodarki wolnorynkowej tego typu stwierdzenie moze budzic duze zdziwienie.
Normalny przedsiebiorca - jesli rosnie zbyt na jego produkty - po prostu zwieksza produkcje (co dodatkowo obniza koszty jednostkowe produkcji oraz dystrybucji). W przypadku braku mozliwosci wzrostu produkcji - dystrybutorzy moga wspomagac sie importem (co w warunkach UE nie jest specjalnie trudne - a rownoczesnie stymuluje do wzrostu gospodarke calej UE).
W USA obnizenie Prime Rate do 0,25% spowodowaloobnizenie inflacji, a nawet zagrozenie deflacja - wiec zupelnie przeciwnie niz twierdzi Balcerowicz.
Duzo wiekszym zagrozeniem inflacyjnym jest nadmierny deficyt budzetowy, lub (co znacznie gorsze) - zbyt duza emisja pieniadza dokonywana przez Bank Centralny.
Dobrym przykladem sa tez bardzo krytyczne wypowiedzi prof. Balcerowicza na temat ekonomii amerykanskiej - a zwlaszcza walki z kryzysem poprzez stymulowanie gospodarki.
Nie chodzi o to, zeby bezkrytycznie popierac wszystkie poczynania (np. rozdawnictwo pieniedzy nierentownym firmom) amerykanskiej administracji - lecz o to, ze duzo szybciej wychodzi sie z kryzysu stymulujac gospodarke, niz poprzez "zaciskanie pasa".
Mieszkam i pracuje w USA : moim skromnym zdaniem - juz widac oznaki wychodzenia gospodarki z kryzysu - a najdalej jesienia bedzie nastepowal wzrost gospodarczy. Im wieksze "zaciskanie pasa" - tym wiekszy i glebszy kryzys - widac to bedzie coraz wyrazniej na przykladzie krajow UE.( a szczegolnie Polski - niestety).
W obecnej sytuacji same tzw. "opcje walutowe" beda kosztowac gospodarke polski co najmniej 20 mld ZL (niektorzy twierdza, ze 20 mld Euro) - przedluzanie istnienia zlotego bedzie powodowac kolejne koszty tego typu ponoszone przez nasza gospodarke, nie wspominajac nawet o kosztach tzw. wymiany - czyli kasowaniu przez banki (w wiekszosci kapital zagraniczny) roznicy pomiedzy kursem sprzedazy a zakupu...
Moje rozwazania - to wierzcholek gory lodowej - lecz prosze zwrocic uwage - polscy ekonomisci jakos nie robia blyskotliwej kariery na Zachodzie, nie dostaja Nobla, sa bardzo rzadko cytowani w opracowaniach naukowych (najczesciej chyba prof. Gomulka, ktory zrezygnowal ze wspolpracy z rzadm...)- moze to swiadczyc o ogolnie niskim poziomie polskiej makroekonomii.
Radze wziasc ta pare uwag pod rozwage.
Moje uwagi tycza oczywiscie gospodarki wolnorynkowej - i tu moze byc najwiekszy problem: w Polsce z wolnym rynkiem krucho... ale to juz inny temat.
emigrant 2000
Slowa uznania dla autora
Slowa uznania dla autora artykulu, Pana Jordana Cibury, za probe pokazania forumowiczom PN mechanizmow manipulacji,jakie zostaly uzyte przez autorow raportu z NBP przy udawadnianiu hipotezy jaka byla przyjeta z gory, przed napisaniem tego "Raportu" - "Euro jest korzystne dla Polski w krotko, jak i dlugoterminowej perspektywie".
Tworcami tej hipotezy nie sa ekonomisci a politycy, ktorzy od 20-tu lat na zmiane przy korytku wladzy, urzeczywistniaja czwarty rozbior Polski.
Oprocz tej hipotezy o "wyzszosci euro nad zlotowka w dazeniu Polski do dobrobytu i samostanowienia" jest jeszcze pare innych, ze wspomne :
- "prywatyzacja majatku narodowego to zrodlo nowej drogi bogacenia sie Polski" - hipoteza w praktyce przeobrazila sie w najzwyklejsza kradziez majatku przez "grupe trzymajaca wladze" i wyprzedaz dorobku kilku pokolen za bezcen, w zamian za lapowki.
- " "Gruba kreska" jako przyklad chrzescijanskiej postawy Polakow" a w rzeczywistosci bedaca niczym innym, tylko uniewinnieniem w sadzie opinii publicznej i w sadzie prawa winnych zbrodni zdrady wobec Polski w latach 1944-1989 i dalej w kolejnym 20-leciu.
- " Traktat lizbonski jako wyprowadzenie interesu Polski na wyzszy poziom" a w rzeczywistosci bedacy zgoda na odebranie Polsce suwerennosci panstwowej i zlamaniem Konstytucji,jakiej dopuscili sie 1 i 2 kwietnia 2008 poslowie i senatorowie RP.
Przykladow jest wiecej ale, podobnie jak autor artykulu, pragne jedynie przedstawic kilka, jako przyklady wdrazania w praktyce, ogolnego planu tworcow tych wszystkich hipotez.
Natomiast ekonomisci, w przypadku przedmiotowego "Raportu NBP", czy tez czlonkowie TK w sprawach lustracji, trzeci prezydent w sprawach traktatu, drugi w sprawach uwlaszczenia, pierwszy wspierajacy lewa noge, to juz tylko "stawiacze zaslon dymnych".
Autor artykulu skoncentrowal sie jedynie na zagadnieniach ekonomicznych zamiany zlotego na euro.
Mam nadzieje, ze ktos z forumowiczow PN postara sie napisac artykul omawiajacy aspekty polityczne i spoleczne takiej decyzji.
W moim przekonaniu, te dwa aspekty maja znacznie wiekszy ciezar gatunkowy w perspektywie dlugoterminowej interesu Polski jako panstwa.
Tych tematow, jak sadze, autorzy "Raportu NBP" nawet nie probowali poruszyc jako, ze, mimo swej calkowitej stronniczosci mieliby jeszcze wieksze problemy z doborem argumentow za zlikwidowaniem zlotego jako srodka platniczego w Polsce.
Co do pewnych zagadnien poruszonych tak w artykule jak i w "Raporcie", postaram sie napisac pare slow nastepnym razem.
Ryszard A.Kusmierczyk
Dlugi wobec lichwiarzy mowia same za siebie...
Myślę, że nieuchronnie, w przyspieszonym tempie zbliżamy się do takiej sytuacji, choć mam wątpliwości, czy Donald Tusk się na to zdobędzie. Musi jednak mieć świadomość, że chęć ratowania własnej twarzy poprzez opowiadanie bajek o silnych fundamentach polskiej gospodarki doprowadzi kraj do katastrofy. Spójrzmy, jakie są te silne fundamenty: 600 mld zł – dług publiczny skarbu państwa; 300 mld zł – zadłużenie gospodarstw domowych; blisko 200 mld zł długu z tytułu kredytów hipotecznych, z czego prawie 70 proc. denominowane w walutach obcych; zadłużenie spółek skarbu państwa i przedsiębiorstw polskich za granicą – około 100 mld euro; zadłużenie banków zagranicznych działających w Polsce w innych bankach poza granicami Polski – 40 mld euro; zadłużenie ludności na kartach kredytowych – 12 mld zł; niespłacone długi obywateli i firm pod koniec 2008 r. – 63 mld zł, z tego dług wobec banków – 35 mld zł, długi z tytułu kredytów gotówkowych – 15 mld zł; zaległości wobec skarbu państwa – 21 mld zł, wobec gmin – 10 mld zł. Poza tym w 2009 r. suma tzw. zapadalnych długów polskich wobec zagranicy, które trzeba będzie refinansować, plus obsługa zadłużenia zagranicznego ok. 5 mld euro – to dodatkowo około 25 mld zł, które bezwzględnie trzeba będzie oddać w tym roku. Czego nie dotknąć – ogromne zadłużenie. Polska tonie w długach.
========================
zapodal:
jasiek z toronto
P.S. Co tutaj wymieniac i na co??? O jakich "przelicznikach" jest tutaj mowa? Czy obecny stan zadluzenia Polski i Polakow nie mowi sam za siebie?
"Przecedzacie komara a wielblada bez zadnego problemu polykacie??? Dlaczego?
No i mamy już przykłady pierwszych "korzyści" z przyjęcia euro
http://forsal.pl/wiadomosci/333544_slowacy_placza_...