Szukaj na PNWydarzenia
Zaloguj sięnoweczytane 2006
Ile? |
Siła autosugestii
12-01-2009, 19:56 | Adam Wielomski
Konflikt o ceny gazu eksportowanego przez Rosję do Ukrainy musiał doprowadzić – jak to u nas zwykle bywa – do wybuchu antyrosyjskich obsesji wyrażanych przez polityków niepodległościowej lewicy. Ponieważ od pewnego czasu wyrazicielem tej linii jest Prezydent Lech Kaczyński, to nie dziwne, że właśnie z jego ust usłyszeliśmy jak wyglądają polityczne rezultaty tego paroksyzmu. Wszyscy dobrze wiemy, że Lech Kaczyński bardzo chciałby podpisać Traktat Lizboński a nie czyni tego jedynie z powodu zagalopowania się przez PiS w licytacji na patriotyzm z PO, gdzie PiS – incydentalnie – przybrało pozę "obrońcy suwerenności narodowej". Co gorsza, wybór Obamy na Prezydenta USA bardzo skomplikował pisowską koncepcję opierania się procesom integracji europejskiej w oparciu o strategiczny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Ta nieszczęsna amerykańska elekcja zbiegła się poza tym z wojną rosyjsko-gruzińską, a teraz konfliktem rosyjsko-ukraińskim, związanym z podkradaniem przez spadkobierców Bandery rosyjskiego gazu. Z jednej więc strony Lech Kaczyński poczuł słabnące poparcie ze Stanów Zjednoczonych, z drugiej zaś oddech rosyjskiego niedźwiedzia. Nie mam żadnych wątpliwości, że główną przesłanką polityki zagranicznej Lecha Kaczyńskiego jest antypatia do Rosji. To właśnie nazbyt pogłębiona lektura romantycznych poetów i pism Marszałka pchnęła Kaczyńskich w ramiona amerykańskie. To ten strategiczny sojusz – uwieńczony podpisaniem umowy w sprawie Tarczy – dawał także Kaczyńskim siłę podtrzymującą ich niezdecydowanie wobec Traktatu Lizbońskiego. Ale gdy w Białym Domu zabrakło neokonserwatystów, a czasy "wielkiej smuty" i pijaczkowato-liberalnych rządów w Moskwie się skończyły, polityka Kaczyńskich kompletnie zbankrutowała. Poczuli, że wystawiają Polskę w pozycji sam na sam przeciwko Rosji i że konflikt taki muszą przegrać. Lech Kaczyński jest w panice, o czym świadczy jego ostatnia wypowiedź z 10 stycznia: Rosja może zaatakować nas z bliskiej odległości, co pokazała niedawno w Gruzji, tarcza od takich ataków nie chroni. To sprawa naszego wysiłku obronnego i całego NATO, a także UE. Wypowiedź oczywiście jest fałszywa, gdyż UE nie ma charakteru obronnego, lecz polityczno-ekonomiczno. UE nikogo nie obroni, gdyż nie posiada "unijnych" rakiet przeciwlotniczych. Ta wypowiedź wskazuje raczej na panikę Pałacu Prezydenckiego. Śmiem przypuszczać, że Pan Prezydent naprawdę wierzy, że Rosja zagraża nam militarnie. Tak oczywiście nie jest, ale jest faktem, że polityka naszego Prezydenta wyraźnie zmierza do tego aby taką agresję spowodować, co stanowiłoby oczywisty "dowód", że Rosja Polski nienawidzi. Autosugestia doprowadziła lewicę niepodległościową do przerażenia wizją agresji rosyjskiej. Gdzie znaleźć sojusznika, skoro USA będą prowadzić politykę izolacjonistyczną? Faktycznie, zostaje tylko zdjąć buty, założyć worek, posypać łysinkę popiołem i błagać przywódców unijnych o wybaczenie. Jak wybłagać to przebaczenie? Ano podpisać Traktat. I oto Lech Kaczyński ogładza, że jest zadowolony z Traktatu Lizbońskiego: Osiągnęliśmy wszystkie cele poza pierwiastkowym systemem liczenia głosów. Moi partnerzy do dziś mówią, że szczyt w Brukseli z czerwca był polskim sukcesem, ale w Polsce nie potraktowano mnie jako zwycięzcy. (…) System pierwiastkowy wysuwaliśmy pod koniec negocjacji tylko taktycznie, bo wiedzieliśmy, że ta propozycja nie ma szans. Przeciw było 26 krajów. Prezydent uznał, że Traktat Lizboński ma 70% szans aby wejść w życie, tym samym sugerując, że zapewne go podpisze. I oto mamy skutki polityczne autosugestii. Rosja oczywiście nie zagraża nam militarnie, oddziela nas od tego kraju wielki bufor w postaci Białorusi i Ukrainy, mimo to nasz Prezydent panicznie boi się, że wstąpi na działo i spojrzy na pole, gdzie będzie dwieście armat grzmiało; boi się, że zobaczy jak wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota/ Długą czarną kolumną, jako lawa błota, /Nasypana iskrami bagnetów. Niepodległościowa lewica obawia się, że po 20 latach przerwy znowu trafimy do sowieckiego kołchozu. Bajka, bo w Rosji nie ma już ani komunizmu, ani KGB. Wystarczy, że kołchoźnicy z Brukseli rzucą hasło "unijna polityka energetyczna" i Prezydent podpisze Traktat, który ustanowi autentyczny kołchoz. Takie są skutki politycznej obsesji.
|
Niepodległościowa lewica skompromitowała się do cna
Tymczasem i na całe szczęście wiernopoddańcza prawica ratuje honor Narodu i Państwa. Pan Janusz Korwin Mikke wie, do kogo (choć tu na dwoje babka wróżyła) i o co należy z prośbą się zwrócić:
http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID358903291,ind...
A wiadomo przecież, że Rosja nigdy nikogo nie ratuje bez uprzedniego zebrania odpowiedniej ilości podpisów wśród "wybitnich osobistości" z obszaru bezpośrednio zainteresowanego akcją ratunkową. W Polsce jeden sygnatariusz się już znalazł.
I pomyśleć, że musiałem trafić na PN, żeby zostać uświadomionym,
że z JKM jest coś poważnie nie tak. Sam na to nie wpadłem przez kilkanaście lat. Załamujące.
Czekam niecierpliwie na wrzutę pana Skubiszewskiego
Ponad dwa lata temu próbowałem ten temat poruszyć. Niestety bez rezonansu.
http://www.prawica.net/node/4436#comment-91616
łoj, a myślałem, że już
się JKMowi polepszyło?
zbliżają się wybory, więc ośmiesza swoją partię?
@ alik3; @ R1a1; @Samograf
czepiliście się Panowie w trójkę człowieka przerastajacego Was wszystkich naraz, choćbyście na łbach sobie postawali. Już p. Samografowi w innym miejscu zwróciłem uwagę iż nie rozumie pisanego. A tu idziecie w trójkę na manowce. Otóż JKM zaczął tekst którego Pan Samograf nie rozumie a cytuje - tak: "Jak to? Kładę biegnącą parę tysięcy kilometrów Wielką Rurę. Jest to inwestycja za parę miliardów dolców – lekko licząc. I co? Nie wynegocjowałem z góry opłaty za tranzyt gazu?" . Pisze co by zrobił gdyby był Gazpromem. Proponuję wrócić i poczytać ze zrozumieniem co JKM napisał. Ogólnie mówiąc - powinni Panowie bazować na prostszych tekstach.
Rzeczywiście nie zwróciłem uwagi, że pan samograf dokonał
tu pewnej manipulacji (ale jest niewinny, bo zamieścił "link", na który mi się nie chciało "kliknąć").
Co nie zmienia faktu, że - jakkolwiek się na nim wychowałem przez minione kilkanaście lat - to obecnie jestem już zmęczony jego "abstrakcyjnym" stylem. Za kilka lat być może Rosja doprowadzi do kryzysu politycznego na Ukrainie i będzie na niej interweniować wojskowo. My jesteśmy sąsiadem Ukrainy żywotnie zainteresowanym jej względną niepodległością. Sytuacja już jest poważna, a może się zrobić śmiertelnie poważna za jakiś czas. To naprawdę nie jest moment na zabawy w sofistykę. W konfrontacji państw kwestia "kto ma rację?", w którymś momencie ustępuje kwestii "kto kogo?". W całym tym tekście JKM nie ma w ogóle cienia niepokoju, że skończy się to tym, że "Rosja nas".
Z tekstu JKM zostaje natomiast skojarzenie Putin - Małgorzata Thatcher oraz Ukraina - Falklandy. Ja rozumiem, gdy takie skojarzenia u czytelnika produkowałby rosyjski agent wpływu w Polsce, ale JKM? Z Putina taka Thatcher jak nie powien co z czego, a Ukraina to nasz sąsiad o strategicznym znaczeniu a nie jakieś wysepki na końcy świata. JKM o głupotę nie można posądzać.
Przepraszam, że wpuściłem pp. R1a1 i alika3 w Malwiny
Oczywiście nie zrobiłem tego naumyślnie. Jak pan słusznie zauważył, "człowiek przerastający nas wszystkich trzech naraz" rzeczywiście wypisuje abstrakcjyjne gdybanka. Równie słusznie zauważa pan, że "Ukraina to nasz sąsiad o strategicznym znaczeniu", ale tutaj dla porządku dodam następną maksymę: "Rossija - nasz dom, a nasz dom - Gazprom". Dlatego nie jest przypadkiem, że z nadania samego Putina ambasadorem FR na Ukrainie jest nie kto inny niż przezacny Wiktor "Stakanowicz" Czernomyrdin - autor szczerego wyznania "Zawsze kradliśmy i zawsze będziemy kraść" i były prezes Gazpromu, którego interesy mógł promować bezkarnie tak długo, jak uległy względem Kremla Kuczma był prezydentem. Żadne jasno sformułowane umowy nie były i nie są Rosji potrzebne.
http://ludzie.wprost.pl/sylwetka/Wiktor-Czernomyrdin/
Zresztą Rosja traktuje nadal Ukrainę jak podległe sobie terytorium i ma wyraźne trudności z odzwyczajeniem się od takiej praktyki; podobnie jak inny prezes Gazpromu, pan Rem Wiachiriew, który w swoim czasie doznał niemalże osobistej przykrości, kiedy przedstawiciele polskiego sektora energetycznego uzmysłowili mu werbalnie, aczkolwiek z brutalną dosadnością, iż decyzje dyrekcji i rady nadzorczej Gazpromu nie posiadają w Polsce automatycznej mocy prawnej, o czym on zdawał się zupełnie nie wiedzieć. Niewykluczone, że właśnie to chciał pan JKM przekazać, ale nie zdążył, bo musiał zawadzić o Południową Hemisferę i rolę kobiecości w polityce.
Panie Samografie
Pan zna umowę o "rurę" między Rosją, czy Gaspromem i Ukrainą?
Czy tylko Pan sobie folguje, a nas podpuszcza, aby byc za, a nawet przeciw?
Wszak nasz wróg - nie może mieć żadnej racji...
Dosłownie przed pół
Dosłownie przed pół godziną słuchałem w Danmarks Radio P1 wypowiedź redaktor Anny Libak, która długo była korespondentem duńskiej prasy w Sowieciech i jest wszechstronnie oblatana w problemach tamtych okolic. Powiedziała, że Rosja z rozmysłem "produkuje" niejasne kontrakty, by móc je wykorzystać później dla celów politycznych. Korzysta przy tym z usług skorumpowanych urzedników ukraińskich. Jej zdaniem wina rządu ukraińskiego w tej materii polega na tym, że z lenistwa lub prędzej dla wygody nie posprzątał w tym rozgardiaszu od czasu Pomarańczowej Rewolucji, a czasu było dość.
"Spory polityczne wtedy trwają najdłużej, gdy obie strony nie mają racji".
(Adolfo Suárez González - niegdyś premier Hiszpanii.)
Fakt, ze Ukraina kradnie gaz
i nie zamierza z tego rezygnować
został z rozbrajajacą szczeroscią potwierdzony przez ministra gospodarki (chyba) Ukrainy.
Nie możemy pomilczeć?
Czy k....ć się należy za dowolnie niską opłatę?
Może dopłacać do "interesu"?
===========
Wniosek, jaki winniśmy wyciagnąć z tej lekcji, to żeby uczyć się formułowania jasnego prawa.(także umów)
A nie, żeby petryfikować zasadę: "kupą mosci Panowie".
Gdzieś widziałem komentarz o takim brzmieniu:
"Nie tylko kij ma dwa końce. Gazrura też!"
Wyjatkowo czytelnego i klarownie formułującego
słowa Janusza Korwin Mikkego Pan nie rozumie a zaczyna Pan nam oczy mydlić jakąś znaną (tylko) Panu babiną. Nie tylko Rosja i jej zarządcy produkują niejasne i specjalnie nie precyzyjne korntrakty. Także w Polsce na styku PP a firma prywatna jest tego "do syta". Resztki przyzwoitości tkwiące jeszcze w ludach "starej Europy" nie pozwoliły rozprzestrzenić się bezczelnemu złodziejstwu socjalistów - ale wkrótce wraz z rozrostem raka UE - redaktorka Libakowa będzie miała okazję (jesli nie jest przesadnie stara) obserwować złodziejstwo o ruskim poziomie także w Danii i w okolicach.
Nie ja jeden mam trudności z podążaniem za myślowym galopem JKM
On sam tego wcale nie ukrywa:
http://prawica.net/node/15003#comment-296687
Pani Libak jest stosunkowo młoda, a wygląda, jak pokazuje załączony obrazek:
http://da-dk.facebook.com/people/Anna-Libak/818083093
Co zaś się tyczy korupcji w Królestwie Danii i okolicach oraz ewentualnego jej wyprowadzenia na wyższy poziom reprezentowany przez ogrom nieprzyzwoitości tkwiących jeszcze w ludach niechlubnej pamięci Związku Radzieckiego i jego okolic, to perspektywa na razie daleka. I proszę rzucić okiem na ranking Transparency International:
http://www.infoplease.com/ipa/A0781359.html
Nawet do najbardziej uczciwiego ex-demoluda mają niezły kawałek do przebrnięcia. 36 lat członkowstwa w EWG, a teraz w UE, nie obniżyło duńskich notowań. Gdyby pan wpadł na pomysł ich korumpować własnym sumptem, to odradzam. Nie ma pan tyle kasy.
Oczywiście że nie jest Pan
osamotniony. Jest was wiecej. Ale to nie powód do dobrego samopoczucia. Libakowa nie jest przesadnie stara więc doczeka. Na pierwsze oznaki pleśni czeka się sporo czasu, ale potem proces gnilny idzie lawinowo. Transparency International kojarzy mi się z panią Piterzyną, więc ichnie rankingi dla mnie niewiele znaczą. W 1991 upojony wolnością zostawiłem na godzinkę przed budynkiem policji w Kopenhadze starego peżocika 207. Gdy wróciłem - nawet ścierki do wycierania szyb w środku nie było. W stolicy kraju o ktorym uczono mnie iż drzwi się nie zamyka na klucz a rower zardzewieje pod płotem ale nikt go nie ruszy! Złodzieje więc już byli. Pleśń działa.
Podróże kształcą
To byli nasi na gościnnych występach. Pewnie w ramach szkolenia.
Coś względem czegoś
Działa jak cholera i to od dziesięcioleci. Ale fasada jest pięknie pomalowana i sprawia przyciągające wrażenie. Niech pan spróbuje to samo u siebie zainstalować.
Niewiele by Duńczykom z fasady zostało
gdyby Ziutek Oleksy został gubernatorem z ruskiego nadania.
Nie wiem, co by im tam zostało
Ale niewątpliwie wszystkim zrobiłoby się łyso.
Jednak nie nasi!
Rodowity Holender - jak mi na drugi dzień powiedzieli policjanci oddając skradzione duperele. Tyle że czarniawy był mocno.
Panie "a", jak to naprawdę było? Czy Kopenhaga jest w Holandii,
czy rodowity Holender pojechał kraść Pańskie "duperele" do Danii?
To bardzo intrygujące kryminalne opowiadanie. W napieciu czekam na odpowiedź: kto kradł?
Anna
Anna
Prawdopodobnie Holender
był w Danii na pobycie prywatno-czasowym. A może jest na azylu politycznym?
Pani w Kanadzie nawyki popeerelowskie zostały
utrwalone. Ja już w 75 obserwowałem, że na granicach niem.- belgijskiej i (następnych)samochody śmigały bez zatrzymywania a kierowca trzymał w lewej płetwie paszporty. Jedynie myśmy w autbusie Orbisowskim marki Mercedes Benz IRANNATIONAL stali jak kołki bo szefowa bytomskiego Orbisu (b. urocza i wówczas młoda p. Helena) musiała deptać z paszportami i prosić by przybili pieczatki. Ten bambus "rodowity" Holender wiedział widocznie gdzie jest coś do świśnięcia. A duperele to były wówczas b. atrakcyjne gadżety elektroniczne. Magnetowid, kamerka, i dwa plecaki tego rodzaju.
Pomijając moje nawyki, to chodzi o Danię czy Holandię, a może
Belgię. Kopenhaga jest dość daleko od granicy
niem.- belgijskiej i (następnych) i jak ostatnio sprawdzałam to
była w Danii, tam gdzie Pan tego peżocika zostawił.
Wygląda na to, że ten "rodowity" Holender Pana zapamiętał
i zaczaił się na Pana w Danii.
A jakich Pan nawyków nabył w tych europejskich wojażach?
Grzeczność napewno do nich nie należy.
Anna
Anna
Co za dziwaczne uwagi?
Nie widziała Pani autostrady czy samochodu? Tym bardziej nie powinna być Pani zdziwiona że, że w Kanadzie te 700 km robi się na piechotę w jedno popołudnie tropiąc niedźwiedzia albo wiewiórkę.
Rozumiem, Pan jest ofiarą holenderskiej turystyki do Danii .
Bardzo ciekawe zjawisko. Anna
Anna
Czy Pani ma przybitą do podłogi jedną stopę
że dziwią Panią peregrynacje ludzkie na krótkich dystansach? Panią wymiotło naprawdę do Kanady czy może pisze Pani do nas spod Grójca albo za przeproszeniem Suchej Beskidzkiej? Proszę zostawic rower pod oknem na noc i zobaczymy rankiem czy zwinie go Pani Arab, Ukrainiec, Polak czy Portorykańczyk.
Panie, co Pan udowadnia? Bo nic nie rozumiem. Miota się Pan
po całej Europie i nawet Kanadzie Pan nie przepuszcza.
O co Panu chodzi. A ja obrywam, bo przypadkiem chciałam zrozumiec te posaninę,teraz tego bardzo żałuję.
Anna
Anna
Nic nie udowadniam
tylko dziwię się jak Polka która zajechała do Kanady może się dziwić obecności w Kopenhadze obywatela Holandii.
@ Samograf Dużo słów a i tak nie łapię o co Panu chodzi
Gdyby Pan był łaskaw objaśnić mnie w zakresie "Południowej Hemisfery" - byłbym bardziej zorientowany w temacie. Czy rola kobiecości (chciała bym a boję się) w polityce czyli w twardych rokowaniach - wydaje się Panu rolą racjonalną?
"wybuch antyrosyjskich obsesji"
Czemu Pan nie zauważa, że Rosjanie sami wszelkie antyrosyjskie nastroje chętnie w Polsce podsycają (mięso, owoce, warzywa, pobicie w Moskwie pracownika polskiej ambasady... tak sobie wymieniam co głośniejsze przypadki).
"Do tanga trzeba dwojga"; skoro Rosja nie widzi, i nie chce widzieć w Polsce partnera - to co tu pomoże choćby największy zasób "dobrych chęci" z polskiej strony? Wobec takich nieprzyjaznych kroków z tamtej strony zostałby on odebrany jedynie jako słabość i gotowość do "przyjmowania warunków".
--------------------------------
Dobra rada złota warta
--------------------------------
Dobra rada złota warta
Czyżby?
W Rosji najwyższą władzę wciąż sprawuje agent KGB. I ma poparcie społeczne, bo jego konkurentami są komuniści, nacjonaliści oraz papierowi konkurenci wykreowani przez rząd.
Pan doktor Wielomski
od czasu do czasu przeprowadza trafne analizy polityczne, ale jeśli chodzi o Rosję, to albo nie chce napisać o tym, co widzi, albo pisze powyższe, bo innych rzeczy nie widzi (jakoś nie w to nie wierzę). Naprawdę niewiele potrzeba, by zorientować się, że Rosją trzęsą służby specjalne, które opanowały najbardziej dochodowe gałęzie gospodarki, na czele z przemysłem surowcowym, i czerpią z nich ogromne przychody.
Gdyby Rosją nie trzęsły służby, nadal mielibyśmy do czynienia z osłabionym krajem epoki Jelcyna.
KKL
Rosja, Puchatek i słoik miodu
Boli ich.
Trudno, muszą to znosić.
KKL
„...uwieńczony podpisaniem umowy
w sprawie Tarczy -”. Umowa w sprawie tarczy dotychczas nie została podpisana. Gdy zostanie podpisana, będziemy mieli rakiety Patriot.
„Rosja oczywiście nie zagraża nam militarnie, oddziela nas od tego kraju wielki bufor w postaci Białorusi i Ukrainy...”. Z Rosją mamy granicę lądową.
...i to akurat z tym jej kawałeczkiem...
...który jest dość wypakowany uzbrojeniem.
--------------------------------
Dobra rada złota warta
--------------------------------
Dobra rada złota warta
Zaczynam się bać
Za życia Józka-bandziora jeden z jego bliskich współpracowników (generał chyba) rzekł do drugiego mając Józka na myśli: "To człek nienormalny". Obawiam się najgorszego, że nasz pierwszy wychwalacz Józka, w rozpaczy, że mu się koncepcja wali, wykręci jakiś koszmarny numer, który nam wszystkim bokiem wyjdzie. A patrząc mu w oczy moje obawy się nasilają. Opinia Lecha Wu o wychwalaczu obawy jeszcze wzmacnia. Pewni ludzie dla władzy są gotowi na wszystko. Absolutnie wszystko. Józek-bandzior tylko mordował. Dziś menu jest znacznie bogatsze.
Co się Pan martwi?
W razie czego rogatywki na łeb i do lasu.
Dzień dzisiejszy partyzanta
Najpierw trzeba by satelity przetrzebić.
Na satelity
partyzanci stosują skutecznie parasole moro. Oczywiście na ruskie. Na amerykańskie dobre są jarmułki. Tam gdzie jarmułki - tam idą zrzuty zaopatrzeniowe.
:-)
Dobre.
Pan doktor znowu odgrzewa
prorosyjskiego kotleta, którego podpiekał już w latach 90. A może tak pojechałby do Rosji i przekonał się, że to nie jest Europa w sensie kulturowym, społecznym czy psychologicznym? Ciekawe byłoby, czy ci, którzy tak gromko łomoczą za wiernopoddańczą polityką Polski wobec Rosji w ogóle Rosję widzieli poza telewizorem, gazetami, książkami i stronami internetowymi? Pan doktor był kiedykolwiek w największym kraju świata?
KKL
Podróże kształcą
No i co tam panie w Rosji? Białe misie tańczą na ulicach?
W Moskwie nie widziałem
niedźwiedzi. Miałem kilka innych obserwacji, np. w kwestii rosyjskiego alkoholizmu. Trochę negatywnych, ale i pozytywne, np. miałem miłą gościnę. Ja i kolega nie zdołaliśmy dostać się na Kreml jako Rosjanie, bo stojąca na bramce kobieta rozpoznała w nas innostrańców, ale do muzeum sztuki współczesnej już weszliśmy jako miejscowi. Spryciarze każą płacić innostrańcom więcej za bilety.
KKL
Wady i zalety Rosji
To nacinanie innostrańców to wpływy Azji. to nie jest problem, można to wyplenić dość szybko. Poza tym, Rosja ma jedną wielką zaletę. Nie ma tam krasnali ogrodowych.
No tak,
nie dostrzegłem tam krasnali ogrodowych.
KKL
Różnice cywilizacyjne
Inne kanony piękna. Mi się piękno teutońskie nie podoba. A z Rosyjskim jeszcze się pogodzę.
Władysław Studnicki pisał tak:
"Lepiej upaść jako naród, dać się zgermanizować, niż stać się nawozem dla Mongołów"
Nic od tamtych czasów się nie zmieniło panie Krzysztofie M,pan jako Narodowiec powinien sobie przypomnieć o tym,a jeśli pan zapomniał to przypominam:
Tematem książki są wydarzenia polityczne drugiej wojny światowej. Rozpoczynam te wspomnienia historią kształtowania się moich poglądów, aby w ten sposób ułatwić czytelnikowi zrozumienie motywów mojej działalności z własnym narodem w ratowania jego egzystencji. Należę do pokolenia zwanego "dziećmi roku 1863". Nad ziemiami polskimi pod zaborem rosyjskim, gdzie się urodziłem, roztaczała się atmosfera cmentarza. Od niej uwolniła się Warszawa, która zaczęła przeżywać okres ożywienia gospodarczego. Wówczas również powstało zjawisko reakcji politycznej i koncepcja, że za cenę rezygnacji z niepodległości można zapewnić istnienie i rozwój narodu.
Na naszych ziemiach wschodnich trwało poczucie klęski, połączone z nadzieją odzyskania godności niepodległego państwa. Jeszcze w kilka lat po powstaniu styczniowym więzienia Wilna, Kowna, Grodna i Dyneburga przepełnione były ofiarami z okresu powstania. Pamięć o nim i jego ofiarach była żywa wśród patriotycznych rodzin polskich. W późnych latach siedemdziesiątych matka idąca na spacer z małym chłopcem pokazywała mu górne piętra dyneburskiego więzienia, gdzie przed kilku laty trzymano powstańców. Moja matka w czasie spacerów niechętnie odwiedzała tę okolicę, gdyż widok więzienia wywoływał bolesne myśli. Często wspominała mi o hr. Leonie Platerze, rozstrzelanym w Dyneburgu obok otoczonej murem twierdzy za to, że na czele oddziału powstańców pobił oddziały rosyjskie. Podczas wędrówek pod twierdzę, snując w dziecięcej głowie plany jej zdobycia, gdy zachodzące słońce odbijało się w wilgotnej mgle, podnoszącej się z łąk, czułem się tak, jakbym widział tam duszę Platera i modliłem się do niego o siłę, dzięki której mógłbym wyzwolić Polskę. Patriotyzm mój kształtowały wspomnienia o ostatnim narodowym czynie. Ani Niemcewiczowskie "Śpiewy historyczne" o królach i bohaterach dawnej Polski, ani powieści historyczne opromieniające nasze dzieje jasnym światłem nie przemawiały do mojej wyobraźni tak silnie, jak świeże tradycje roku 1863. Od czasu do czasu pojawiał się w naszym domu, jako przelotny gość, któryś z powstańców powracających z Syberii. Czasem krewny lub jakiś obcy przysłany do nas z Rosji przez krewnych lub znajomych. Powstanie, kształtujące wtedy atmosferę naszego domu wspomnieniami i opowiadaniami, często nie dawało mi zasnąć.
Lektura dzienników z tego okresu, poezja romantyczna, wszystko to co ucieleśniało atmosferę duchową roku 1863, zniknęło nam z pola widzenia, gdy nastał czas strachu o wielkich oczach. Z obawy przed domowymi rewizjami i zesłaniami niszczono pamiątki narodowe. Jednak w niejednej patriotycznej rodzinie, ukryte gdzieś w starym kredensie lub szufladzie bieliźniarki, zachowały się "Dziadów" część III, "Kordian", "Skargi Jeremiego" itd. W domu moich rodziców przechowywano je jako relikwie narodowe i jako wspomnienie świetlanych dni walki. Czytano je nam, dzieciom. Największe wrażenie wywarła na mnie III część "Dziadów". Nigdy nie zapomnę tego wieczoru, gdy matka, po raz pierwszy, przeczytała mi sceny z więziennej celi bazyliańskiego klasztoru. Opowiadanie Adolfa o Ciechowskim, którego "Tyle lat otaczały słuch mające ściany, a całą jego było obroną - milczenie, a całym jego były towarzystwem - cienie", i owe zdania: "Nic nie wiem, nie powiem", które stały się jego mottem. Pamiętam, że przy czytaniu matka i ja płakaliśmy. Ochroniło mnie to przed łzami, gdy mnie samego spotkał los więźnia. Kształtowała nas pamięć o powstaniu, atmosfera prześladowań i szykan władz rosyjskich, uczenie się z książek obrażających nasze uczucia narodowe; wzrastaliśmy uwrażliwieni na bezprawie i ludzkie cierpienie.
W naszym kraju panowała cisza i pustka, ale w sąsiedniej Rosji, cierpiącej pod tym samym uciskiem co my, rozpoczynała się walka. Zatem jak nie wierzyć w młodą Rosję i jej zwycięstwo nad caratem? Również oczekiwała na te zwycięstwo liberalna Europa. Nasza młodzież pozostawała pod wpływem rosyjskich ruchów rewolucyjnych. Walka rosyjskich rewolucjonistów podniecała naszą fantazję i przemawiała do naszych instynktów, wyrobionych w tradycji powstań. Pod wieloma względami socjalizm oznacza protest przeciw istniejącej rzeczywistości. Im cięższa jest sytuacja, im większy ucisk, im większa niesprawiedliwość, tym bardziej atrakcyjny jest dla inteligencji socjalizm. Wyznaczy to pociąg do socjalizmu inteligencji zaboru rosyjskiego. Prawie wszyscy ludzie mojego pokolenia, którzy odegrali później rolę historyczną w Polsce, byli w swoim czasie socjalistami, jak na przykład Józef Piłsudski, Stanisław Wojciechowski - pierwszy prezydent Rzeczypospolitej, Mościcki - drugi prezydent, premier Władysław Grabski, minister Stanisław Grabski i wielu innych. Socjalizm, który poznaliśmy, miał swe korzenie w Rosji. Zachodnioeuropejską myśl zastosowano w zniekształconej formie; przez dostosowanie go do rosyjskiego sposobu myślenia nadano mu inną twarz. Nie przejęto politycznych form Zachodu; europejskie swobody, w oczach tych socjalistów, oznaczały wolność do umierania z głodu. Rosja, która wcale jeszcze nie weszła na drogę kapitalistycznego rozwoju, a dzięki systemowi Obszcziny (gminnej wspólnoty ziemi) od razu miałaby osiągnąć najwyższy stopień rozwoju społecznego - socjalizm; owa Rosja, odcinając się od historycznego dziedzictwa Zachodu, ze swoim rozwojem klas społecznych, stałaby się nośnikiem nowego życia. Te oryginalne, wspaniałomyślne i nowe idee wywarły wpływ na ducha polskiej młodzieży; która już w dziesięć lat później odcięła się od nich, ponieważ zbyt silnie przeczyły one polskim tradycjom historycznym. Nas, ludzi z kresów wschodnich, ciągnęło do Warszawy; tęskniliśmy za życiem o silniejszych podnietach. Jednak Warszawa, do której przybyliśmy, nie była owym oczekiwanym centrum otwartego lub ożywionego tajnego ruchu rewolucyjnego. Będąc w Dyneburgu, widziałem w myślach ludność Warszawy poważną i pełną planów odzyskania niepodległości, o czym nie wolno było mówić tylko w prasie. Dlatego Warszawa wydała mi się dziwnie lekkomyślna, roztańczona i rozbawiona, rozmiłowana w głupawych rozrywkach. Z repertuaru warszawskich scen nie schodziły sztuki takie jak: „Małżonek z uprzejmości”, „Wicek i Wacek”, „Flik i Flak”. Już tytuły te wywoływały niechęć do warszawskiej publiczności wypełniającej teatry. Wtedy nie istniał jeszcze ruch wolnościowy i narodowowyzwoleńczy.
Wówczas stałem jeszcze na gruncie międzynarodowego socjalizmu o wpływach rosyjskich. W Warszawie nie zetknąłem się z żadną grupą socjalistyczną. W latach 1884-1888 nastąpiły liczne aresztowania wśród tak zwanego pierwszego i drugiego "Proletariatu"; należało zatem pracę organizacyjną zacząć od początku. Aby wyszkolić agitatorów wśród klasy robotniczej, Ludwik Kulczycki, ja, oraz kilku innych zaczęliśmy wykładać w organizowanych przez nas kółkach robotniczych, na tajnych spotkaniach; później wprowadziliśmy tam polską literaturę socjalistyczną, drukowaną za granicą. Aresztowano mnie i osadzono w Cytadeli, następnie na kilka lat zesłano na Syberię. W rosyjskim więzieniu etapowym zetknąłem się po raz pierwszy z socjalistami rosyjskimi; później na Syberii poznałem dużą liczbę przedstawicieli wszystkich rosyjskich ugrupowań socjalistycznych i całych pokoleń, wśród nich wielu synów rosyjskiego prawosławnego duchowieństwa. Zwłaszcza oni odznaczali się niechęcią wobec Polski. W dzieciństwie słyszeli od swoich ojców: "Wyznanie rzymsko-katolickie to herezja, papiestwo to źródło wszelkiego zła". Zaszczepiono im do naszej wiary odrazę, którą przenieśli na Polskę. Niechęć przeciwko Polsce powstała więc na gruncie wyznania religijnego i istniała nawet wtedy, gdy sama jej przyczyna już przebrzmiała.
Rusyfikacja, jak każdy inny polityczny i socjalny proces, rozwijała swą ideologię mającą ją usprawiedliwić; taka właśnie ideologia powstała w Rosji i kształtowała poglądy nie tylko Rosji oficjalnej, umundurowanej, lecz również tej studenckich bluz oraz czerwonych koszul komunistów. "Rosyjski chłop zwyciężył polskiego szlachcica" - oto podsumowanie polsko-rosyjskich stosunków dokonane przez Rosję radykalną. "Misją Rosji jest wyzwolenie - Rosja wyzwoliła chłopów w Polsce" - takie i im podobne stwierdzenia wywoływały między mną a moimi towarzyszami zażarte dyskusje, w których wskazywałem na fakt, że Rosja bezustannie niszczy kulturę, powstrzymuje Polskę w jej rozwoju, a tym samym hamuje emancypację szerokich warstw społecznych. Twierdziłem, że Rosja nie rozwinęła kulturalnie żadnego z podległych jej narodów, nawet włączając podbite ludy Azji, wręcz przeciwnie, spowodowała ich degenerację; natomiast asymilacja włączonych do Rosji szczepów przyczyniła się do zmian fizycznych i psychologicznych Rosjan, oddalając ich od cywilizacji europejskiej.
Osobisty kontakt z Rosją, w Polakach stojących na wysokim poziomie rozwoju duchowego, wywołuje uczucie wrogości wobec niej i odstręcza od jakiejkolwiek jej ideologii. Ten duchowy proces przeszedł również Józef Piłsudski. Syberia stanowiła dla niego, tak jak i dla mnie, polityczną szkołę poznania Rosji. Osobiste doświadczenia oddziałują silniej i głębiej niż wszystko, co można przeczytać w książkach. Pamiętam, jak pewnego ranka wyszedłem na korytarz etapowego więzienia, aby dołączyć do kolumny i przypatrywałem się więźniom ustawiającym się do wymarszu. Ich szerokie twarze, kształt czaszek wykazujący dużą domieszkę krwi mongolskiej, wywołały we mnie odrazę. Myślałem: "oto barbarzyńcy, oto dzika horda, której ma być wydany mój naród". Odczułem wtedy taki ból, takie przerażenie, że powiedziałem sobie:. "Lepiej upaść jako naród, dać się zgermanizować, niż stać się nawozem dla Mongołów" To przeżycie pozostawiło w mojej duszy głęboki ślad, na całe życie utrwaliło moją negatywną postawę wobec Rosji.
Na Syberii obserwowałem wynarodowione, poddane procesowi rusyfikacji tubylcze narody, zasilające Rosję swą krwią, a w rzeczywistości degradujące ją rasowo. Asymilacja jest to nie tylko upodobnienie się do asymilującego. To wykształcenie pewnego wymieszanego typu. Pociąg do alkoholu i okrucieństwa, charakteryzujący syberyjskich chłopów, jest dziedzictwem krwi mongolskiej. Fakt, że duża część rosyjskiej inteligencji nie może przystosować się do sposobu życia narodów cywilizowanych, wyjaśnić można ową domieszką krwi barbarzyńców.
Na Syberii poznałem dwa oblicza Rosji: tą, która więzi i karze, oraz Rosję, która sama znosi więzienia i kary. Poznałem rosyjskich urzędników wszystkich rang, ich życie oficjalne i towarzyskie, jak również ogromną liczbę politycznych zesłańców, reprezentujących wszelkie kierunki politycznych i socjalnych przekonań. Zapoznałem się również z syberyjskimi chłopami, z prawosławnymi oraz z wyznawcami różnych sekt, z przestępcami kryminalnymi, ich potomkami i członkami innych narodów, z ludźmi z domieszką krwi rosyjskiej. Często te obserwacje i wrażenia przywoływały w mojej pamięci słowa Hercena: „W każdym z nas jest jakaś kropla z Murawiewa, jakiś atom z Arakczajewa".
Zimna i okrutna rasa, zimnokrwiste okrucieństwo, zimnokrwista rozwiązłość. "Czego mój mąż chce? Co mu do tego, że mam romans z lokatorem? Starczy dla niego i dla innych; starczy dla wszystkich". To usłyszałem z ust pewnej Sybiraczki. Albo jak mówiła syberyjska chłopka: "Mój mąż nie lubi tego dziecka. Mówi, że to nie mój syn. A ja mu na to - durak, ty durak, nieważne jaki byk skakał, byleby cielak był nasz". Jesienią i w zimie nie ma na wsi większego święta, które nie trwałoby kilka dni i nie zamieniałoby się w wielodniowe pijaństwo. Pierwszego dnia pijani są wszyscy mężczyźni, drugiego dnia mężczyźni i kobiety, później mężczyźni, kobiety i dzieci. Cała wieś pijana, a w końcu - bijatyki, łamanie kości, zabójstwa. Trudno byłoby na Syberii znaleźć mężczyznę, który nie obchodziłby się okrutnie z żoną, nie biłby jej. Najczęstszym przestępstwem na Syberii jest zabicie żony. Źródłem rozwiązłości szerzącej się w Rosji jak chwasty było właśnie wypaczenie stosunków rodzinnych. Snochaczestwo i snochacz - to wyrażenie nieprzetłumaczalne na języki europejskie. Snocha - to synowa, snochacz - to ten, kto utrzymuje stosunki seksualne z synową. Wypływało to ze zwyczaju, że synowie żenili się wcześnie, córki zaś wydawane za mąż były stosunkowo późno, a z powodu ciężkiej pracy i licznych porodów, kobiety starzały się wcześnie.
Trudno odnaleźć siłę moralną w narodzie rosyjskim. Moskwianin znajduje przyjemność w lekceważeniu ludzkiej i kobiecej godności. Byłem kiedyś świadkiem gminnego zebrania. Nie było tam żadnej rozsądnej dyskusji, same oderwane zdania - krzyki. Zebrani byli jak pojedyncze komórki jednego mózgu, ich postanowienia zaś stanowiły produkt kolektywny. Syberyjski chłop nie dojrzał jeszcze do indywidualnego myślenia, do indywidualnych odczuć. Zamiast tego było myślenie kolektywne, kolektywne reagowanie lub decyzje. Kto się przeciwstawił gminie, był zwalczany przez nią jako ciało obce.
Rosyjski sposób myślenia jest, jak u plemion barbarzyńskich, kolektywny. W rosyjskiej mentalności nie znalazłem podłoża dla swobód politycznych. Urzędnicy rosyjscy byli jak koczownicza horda, pozbawiona uczucia przywiązania do miejsca swego pochodzenia. Przemieszczali się oni z zachodu na wschód, ze wschodu na zachód, dbając o jak największe korzyści z tych przeniesień. Spotkałem wielu rosyjskich urzędników pracujących w Polsce. Pamiętam na przykład, jak w wigilię mego wyjazdu z Tobolska poszedłem na kolację do kasyna. Przy tym samym stole siedzieli: były prokurator z Warszawy, były urzędnik państwowego banku w jednym z polskich miast oraz były urzędnik gubernialny. Wszyscy bardzo zazdrościli mi wyjazdu do Warszawy. Cudowne miasto! Tanie rozrywki! Lśniące i białe Polki o miłym obejściu. Gdyby warszawską dziewczynę uliczną wprowadzić do tego kasyna, zrobiłaby lepsze wrażenie niż nasze damy. Tak wyglądała rosyjska sympatia dla Polski. Każdy rosyjski urzędnik marzył o odgrywaniu pana w Polsce. Było ich kilkadziesiąt tysięcy. Autonomia pozbawiłaby ich stanowisk, dostępu do koryta. Było więc rzeczą naturalną, że pod rosyjskim panowaniem autonomia Polski nie mogłaby długo trwać.
Na Syberii nie byłem traktowany źle. Przez pierwsze cztery lata żyłem w wyznaczonej mi wiosce, oddalonej od najbliższego Minusińska o kilkadziesiąt kilometrów. Dzięki fundacji pewnego zamożnego Sybiraka o nazwisku Sibiriakow była tam stosunkowo bogata biblioteka, uzupełniana dodatkowo skryptami z różnych rosyjskich uniwersytetów, przywiezionymi i pozostawionymi tu przez zesłańców. Były tu też oficjalne dokumenty o kolonizacji Syberii.
Korzystając z tych materiałów, przeszedłem kurs prawniczy, studiowałem historię Rosji oraz materiały na temat stosunków gospodarczych na Syberii. Po powrocie z zesłania studiowałem w Heidelbergu, Zurychu i Wiedniu; ale to właśnie Syberia dała podstawy mojemu wykształceniu. Ostatnie dwa lata spędziłem w Tobolsku (zachodnia Syberia). Tam nie miałem nadzoru policyjnego i mogłem zajmować się tym, czym chciałem, nie wolno mi było jednak wrócić do części Polski, będącej pod zaborem rosyjskim, ani do większych miast Rosji europejskiej. Podjąłem pracę jako adwokat i publicysta. Wysyłałem do syberyjskich czasopism artykuły o gospodarce, administracji oraz o kwestiach prawnych. Osiągnąłem pozycję jako adwokat, ale jeszcze wyższą jako publicysta. Problemy Syberii zainteresowały mnie, przemyśliwałem nad jej korzystnym rozwojem. Jednakże ciążyła mi świadomość, że pracuję na korzyść Rosji, której rozkwit lub upadek mógłby wpływać na nasze ciężkie położenie. W roku 1894 wybuchła wojna chińsko-japońska. Zrozumiałem, że jej konsekwencją będzie wojna rosyjsko-japońska. W klęskach i niepowodzeniach Rosji upatrywałem możliwości wyzwolenia Polski. Musiałem wrócić do ojczyzny i głosić, że nadchodzące wydarzenia mogą przynieść nam wolność. Zakładałem, że wojna rosyjsko-japońska skończy się raczej klęską Rosji, co mogłoby zmienić układ sił w Europie i doprowadzić do wojny między Dwu- i Trójprzymierzem. Musiałem więc wrócić do Polski, aby przygotować opinię publiczną do nadchodzących wydarzeń. Nie mogłem dłużej pracować na Syberii, gdyż mogłoby to wzmocnić siłę Rosji na wschodzie. Na zesłaniu byłem od 5 grudnia 1890 do 5 grudnia 1896 roku. W latach 1890-1894 wojna między Dwu- i Trójprzymierzem stawała się coraz bardziej prawdopodobna. Wpływało to na rozwój sytuacji politycznej w Polsce. Motorem ruchów politycznych, jak i socjalnych nie może być jedynie niezadowolenie z istniejącej sytuacji, niezbędna jest też wiara w możliwość zmian. Zbliżająca się wojna Rosji z jej sąsiadem wzbudziła nadzieję na oderwanie się od niej i uzyskanie niepodległości. I tak w latach 1890-1894 na nowo odżyły ruchy niepodległościowe. Powstała Liga Polska przekształcona potem w Ligę Narodową, której celem była niepodległość. Powstała również Polska Partia Socjalistyczna. Polski socjalizm włączył do swego programu żądanie suwerenności państwowej. W roku 1891 w Warszawie, w rocznicę Konstytucji 3 maja, odbył się wiec patriotyczny. W kwietniu 1894 - wiec w rocznicę Powstania Kościuszkowskiego. Wiadomość o nich dotarła do mnie na Syberię i umocniła pragnienie powrotu do ojczyzny, mimo iż tu osiągnąłem dobrobyt i mogłem zaspokajać swe publicystyczne ambicje.
za:
http://www.abcnet.com.pl/node/1026
Paweł z Warszawy
Takie sa skutki politycznych obsesji
walwo-Przykro czytac takich politologow, ktorzy nie pojmuja ze, na zwalczaniu "kaczorow" mozna od biedy uchodzic za guru politycznego, ale gloszenie glosno ze w Rosji zniknelo KGB osmiesza kompletnie kazdego co takie klamstwo glosi, nie tylko doktora politologi. Szkoda dalej komentowac.
walwo
Czekać (stulecia) czy już teraz pokochać?
Zdaniem Aleksandra Zinowiewa (wielkiego rosyjskiego matematyka, filozofa, socjologa i dysydenta, kompetentnego jak nikt znawcy Związku Radzieckiego i komunizmu:
(z artykułu "O Stalinie i stalinizmie". Kultura. 1/1980)
Powiada tam też tak:
_________
"Jedynie prawda jest ciekawa" - Józef Mackiewicz
"dziś nikt nie jest ciekawy rzeczy ciekawych" - Stefan Kisielewski (za prof. Rytlem)
prezydent wierzy Ze Rosja zaatakuje Polskę"
-taki głupi nie jest,
nawet Palikot nie wierzy, że prezydent tak myśli
żeby wierzyć że Rosja zaatakuje Polskę, trzeba mieć naprawdę poważne problemy z głową
mącą nam w głowach
tymczasem większość wie jaka Rosja zła, zacofana, biedna. A mnie się wydaje, że tam, przy dzisiejszych problemach tylko Trockiego brak. Zaraz by wykorzystał nastroje i posłał gdzie potrzeba kilka tirów z karabinami typu kałasznikow, do tego nieco ręcznych wyrzutni rakietowych z celownikiem laserowym ( ruski też takie mają) i cała Europa jest w ogniu rewolucji światowej. Pardą, nie Europa, ale połowa świata, łącznie z Australią i Ameryką, Kanadą
proszę obejrzeć wklejając na you tube takie hasła jak – Protest in Athens – Chicago Anti-War Protest 2008 -- part 1 of 2 – Chicago Anti-War March, March 19th 2008 – Melbourne protest at Israel's attack on Gaza - 30 December 2008 –
Protest Against Israeli Attacks On Gaza - March To The Israeli Consulate – War in Gaza –
Można też wklejać słowo –protest i wpisywać dowolną stolicę, aby przekonać się gdzie i przeciw komu się protestuje. A my tu w Polsce dyskutujemy o nie naszym problemie, czyli o dostawach gazu do Ukrainy. To nie nasz kłopot, nasi politycy i tak poza gadaniem, nic w tej sprawie nie zrobią, bo jak twierdzą, im mniej państwa w gospodarce tym lepiej. Ano lepiej, albo i nie lepiej.
Tutaj protest w Londynie.
http://pl.
mały
Panie lav obudź się Pan z tych marzeń o rewolucji światowej.
Zapomina Pan, ze Trockiego to najpierw wysłano do Rosji dokładnie w tym celu, który Pan opisał. Więc niech Pan taki pewny nie będzie, kto komu kogo pośle.
Wodolej z pana, panie lav, że w butach chlupie
Towarzysz Breżniew świetnie sobie radził bez Trockiego. Kiedy podłapał trochę forsy, to szczodrze finansował lub dofinansowywał i Fidelka, i wujaszka Ho, i Che, i Baadera z Mainhoffem, i Brigate Rosse, i Action Directe, i Khmer Rouge, i IRA, al-Fatach, i Babraka Karmala, i sandinistów, i w ogóle wszelkie postępowe i niepostępowe ruchy narodowo-wyzwoleńcze na wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy, aż pokazało się dno kasy, a szalony kowboj, Ronald Reagan, na śmierć zagłodził polski drób.
Naciesz się pan szybko tymi protestami, bo niedługo już wycichną. Tłum się zmęczy nadmiernym wrzaskiem i monotonnością haseł, a działacze, czyli spece od demolki, zostaną wyłuskani pojedynczo przez policję - jedni dostaną łomot, a inni parę miesięcy w pudle - i na jakiś czas wypadną z gry.
Natomiast Gazprom i inna petroswołocz nie może z przyczyn technicznych zatrzymać wydobycia gazu. Ukraińcy wiedzą o tym lepiej niż ktokolwiek. Poza tym Rosja żyje ze sprzedaży surowców. Zależność jest zatem wzajemna.
Protesty ucichną...
...ale protestujący pozostaną. Już niedługo będą oni wybierać władze swoich krajów a za pewien czas - będą do władz wchodzili. I może być podobnie jak z "generacją 1968".
Na miejscu Izraela i USA nie lekceważyłbym tego zjawiska.
Zabawa jest dla młodych
Potem jest WVW, czyli willa, volvo i wilczur. Ten ostatni dla długich i pożytecznych dla zdrowia spacerów w parku, w lesie lub na plaży. Pokolenie '68, tj. ta jego część, która w progresywnym zapale nie zaćpała lub zapiła się na śmierć, nie zaraziła się AIDS-em i nie zginęła w heroicznych akcjach na rzecz niesienia światu postępu, odchodzi właśnie na mniej lub bardziej zasłużoną emeryturę.
Nie będziemy po tym
pokoleniu płakać, zwłaszcza że tak się "zasłużyło" dla różnych rzeczy, chociażby aborcji.
KKL
W 1939 r. w Polsce też
wszyscy pukali się w czoło,że jak to możliwe żeby Polskę napadli Niemcy,przecież u naszym boku stoją dwie militarne potęgi Anglia potęga morska,największa flota wojenna i Francja największa armia lądowa,do samego końca nikt nie wierzył w taką możliwość,nawet po podpisaniu porozumienia rosyjsko-niemieckiego nie wprowadziło to w stan gotowości naszych ówczesnych władz.
Pan Wielomski po raz kolejny swoim tekstem się ośmieszył,współczuję studentom,którzy są skazani na wysłuchiwanie"mądrości"pana Wielomskiego.
W Rosji nie ma KGB,w Rosji służby specjalne nie sprawują władzy,tak jak w Polsce służby specjalne nie przejęły we władanie wszystkiego co można było przejąc...
Czytając pana Wielomskiego można wysnuć tezę o tym,że Rosja to wspaniała oaza demokracji i wolności,w której rządy sprawują ludzie w Dumie poprzez swoich przedstawicieli,tak jak to jest w naszym polskim Sejmie RP?!
Panie Wielomski dziwię się,że panu pozwalają zamieszczać pańskie teksty na tym portalu,każdy kolejny pański teks pana pogrąża coraz bardziej...Może jakby panu nie pozwalali zamieszczać pańskich tekstów,zaoszczędziliby panu dzięki temu wiele drwin i całkowitego skompromitowania się pańskiej osoby,a także pańskiej domniemanej świadomej czy nieświadomej wiedzy na temat naszych braci Słowian Rosjan.
Możliwe,że po przyszłym podziale Polski,pan Wielomski zostanie namiestnikiem Księstwa Polskiego,będzie nami w nim rządził sprawiedliwie,a należną daninę należną Wielkiej Rasij będzie oddawał Carowi Rosji przed czasem i zawsze z niewielką nadpłatą.
O i pan lav się nagle pojawił ze swoim tekstem o polskiej fobii,którą Polacy zupełnie niepotrzebnie w sobie kultywują,co z tymi Polakami jest nie tak,dziwuje się pan lav,przecież ci Rosjanie nas tak kochają.Pan lav zostanie ministrem oświaty w przyszłym księstwie,pana namiestnika imć pana jaśnie oświeconego Wielomskiego właściciela małego Księstwa Polskiego,właściwe pochodzenie szlacheckie będzie panu lavowi nadane w odpowiednim czasie,a może już pan lov posiada herb rodowy,toby ułatwiło drogę do objęcia władzy w przyszłym księstwie...Księcia Wielomskiego.
Paweł z Warszawy
widzę że panowie w pełnej zgodzie
mnie to ani grzeje ani ziębi, jak mówiłem myślę żołądkiem, ale oczy i słuch donoszą, że Sarkoyz coś wspomina o możliwości nowej rewolucji francuskiej i zgilotynowaniu obecnej władzy. To jednak jego lęki i jego obsesje nie moje. Frajerzy w Moskwie nie potrafią wykorzystać tej sytuacji, jaka jest by, co nieco rozwalić zachodnie demokracje, a mogliby na tym i zarobić i wzmocnić się. Będą czekali, aż ich zaczną rozwalać i trwonić energię na obronę. Kto opłacał Trockiego i jego kumpli, kto i ile dawał w złocie Leninowi i jak go przesyłał do matuszki Rosji znam z historii –mały wypisek (Śmiało można powiedzieć, że inżynierami rewolucji bolszewickiej z 1917 roku byli: Jakub H.Schiff, Felix Warburg, Otto H. Kahn, M.L.Schiff, Max Breitung, Isaac Seligman, M.Guggenheim oraz Kuhn, Loeb & Co. Wiosną 1917 roku Jakub H.Schiff rozpoczął rozpoczął hojniej finansować Leivę Bronsteina-Trockiego. Jego inwestycja w rewolucję bolszewicką miała osiągnąć zawrotną sumę około 20 milionów dolarów.")
Takich materiałów w Internecie jest całe mnóstwo. No może mniej na temat ostatnich kolorowych rewolucji na Ukrainie, w Gruzji, innych republikach sowieckich, ( i nie tylko republikach) kto i ile płacił, czego wymagał i ile później na szabrował.
Mnie już zadnie funkie i zaszczyty nie pociągają, Ja patrzę tylko abym miał kocyk na kolana i ogień w kominku.
mały
no panie Wielomskij
propagandowy bełkot pierwsza klasa.KGB nie ma, a już za chwilę okaże się, że nigdy nie było,Rosja absolutnie militarnie nie zagraża, a jeśli historia mówi co innego to doktor zmieni historię. Kto się będzie dalej upierał, że Rosja jednak ma ochotę na powrót do kontroli dawnych państw satelickich,ten oczywiście jest romantykiem. Uczeń michnikowszczyzny a nie konserwa- ot co.
Właśnie nie uczeń michnikowszczyzny,
bo w kwestii obecnej polityki Federacji Rosyjskiej akurat michnikowcy wykazują się wojowniczością, wręcz rusofobią.
KKL
jest to rusofobia pozorna,takie kiwanie palcem w bucie
Putin pogonił żydowskich oligarchów, którym się marzyło przejęcie władzy, więc trochę michnikowcy się obruszyli.Jednak Michnik do Moskwy w 1989 roku nie pojechał raczej na wycieczkę krajoznawczą, więc obecna nazwijmy to "wojowniczość" jest raczej kontrolowana i pod publikę.
jest to rusofobia pozorna,takie kiwanie palcem w bucie
Putin pogonił żydowskich oligarchów, którym się marzyło przejęcie władzy, więc trochę michnikowcy się obruszyli.Jednak Michnik do Moskwy w 1989 roku nie pojechał raczej na wycieczkę krajoznawczą, więc obecna nazwijmy to "wojowniczość" jest raczej kontrolowana i pod publikę.
Niech będzie, że pozorna,
ale co nakrzyczą, to ich.
KKL
Piotr Piętak
Ciekaw jestem tylko jednego, dlaczego autor artykułu nie odpowiada na żadne uwagi, niektóre są naprawdę interesujące.
Czyżby pogarda dla internautów ? Nie to raczej pogarda dla
ludzi, którzy - albo których rodziny także - mieli nienajweselsze
skojarzenia z Rosją czy ZSRR. Oni z definicji nie zgadzaja się z autorem, ba przypuszczam, ze jej sie boją a więc bardzo prosze
autora by spróbował wyjaśnić nam prościej swoje stanowisko
bo ja n.p jestem za natychmiastowym podpisaniem Traktatu
Lizbońskiego i to z zupełnie innych przyczyn niż Pan podaje.
Internet to kultura dialogu, niech Pan da dowód, że do niej
przynależy.
Pozdrawiam
Piotr Piętak
tymczasem Ukraina zakłada blokadę Rosji, czy i my to zrobimy?
i załączam mały artykuł na ten temat pana Adama Śmiecha.
Ukraina nie zdała egzaminu
Opis: komentarz do konfliktu gazowego na dzień 13.01.09 r.
To, co wyprawia Ukraina przy okazji kryzysu gazowego przechodzi wszelkie wyobrażenia. Oto wyliczenie "osiągnięć" Ukrainy w tej sprawie:
- zadłużenie wobec Rosji w wysokości 2 miliardów dolarów
- ignorowanie problemu podniesienia ceny przez Rosję w sytuacji, kiedy obecna cena urąga prawom ekonomii
- kradzież gazu
- zakręcenie kurków sieci przesyłowych na zachód i na południe, ze skutkami w postaci odcięcia dopływu gazu niektórym krajom niemal w 100%; wszystko w ramach retorsji wstosunku do Rosji; interesy krajów pozbawionych gazu (a uczciwie za ten gaz zgodnie z umowami płacących) przez Ukrainę są dla niej całkowicie obojętne, gdyż posiadając zgromadzone zapasy gazu, może ona jeszcze przez kilka miesięcy szantażować Rosję i Europę.
- podpisanie porozumienia z Rosją obejmującego powołanie komisji ekspertów kontrolującej tranzyt gazu, po czym samowolne wprowadzenie "poprawek", z których Ukraina wycofuje się po interwencji pozostałych stron
- decyzja o wstrzymaniu tranzytu wznowionego przez Rosję zgodnie z zapowiedzią na mocy zawartego porozumienia
Zwłaszcza ta ostatnia decyzja jest wyjątkowo skandaliczna, ale to zapewne jeszcze nie wszystko. Prezydent Juszczenko ma przecież przyjechać do Polski (5 stycznia podawano, że wizyta ma mieć miejsce w Wiśle 14 stycznia), a w zasadzie do Prezydenta RP! Znając tradycyjne usposobienie rusofobiczne ośrodka prezydenckiego i wypowiedzi czołowych jego przedstawicieli z p. prezydentem na czele ("Polska powinna stanąć po stronie Ukrainy") oraz takimi tuzami jak W. Waszczykowski i W. Stasiak, można spodziewać się najgorszego tj. eskalacji konfliktu z próbą otwartego zaangażowania Polski przez Prezydenta po stronie Ukrainy. Dobrze by było w tej sytuacji, aby ludzie głoszący całkowicie ślepo konieczność permanentnego popierania Ukrainy przez Polskę, wyjaśnili, z jakich to powodów mielibyśmy stawać po jej stronie w tym konflikcie? Czy bliskie Polsce wartości, to ordynarne złodziejstwo i sprzeniewierzanie się w sposób wyjątkowo bezczelny umowom? Czy to są wartości, którym hołduje polski obóz antyrosyjski?
Nie jest również wykluczone, że za przedłużeniem konfliktu "na siłę" stoją amerykańscy neokonserwatyści, pragnący pozostawić w spadku Barackowi Obamie (inauguracja prezydentury 20 stycznia) sytuację o wiele bardziej skomplikowaną od tej chociażby sprzed paru tygodni (do tego dochodzi podpisana w ostatniej chwili przez administrację Busha umowa o strategicznym partnerstwie z Ukrainą). Kristolowie i spółka nie śpią!
Konflikt gazowy rodzi także refleksję natury ogólnej odnośnie państwa ukraińskiego jako takiego. Otóż, Ukraina, można to dziś powiedzieć z dużą dozą pewności, nie zdała egzaminu jako cywilizowane państwo. Nie tylko jest to państwo faktycznie wewnętrznie rozbite na część wschodnią i zachodnią, które to części kierują się odmiennymi wartościami, sięgają do innej historii (i gdzie część zachodnia, co trzeba wyraźnie podkreślić, sięga do tradycji faszystowskiej, gloryfikując nie tylko zbrodniczą ideologię Dmytro Doncowa, ale i formacje zbrodni dokonujące, takie jak UPA, a nawet potępione w Norymberdze, jak SS Galizien), a po części, mówią także innym językiem; nie tylko jest to państwo, w którym od wielu miesięcy instytucje władzy (parlament, rząd) nie funkcjonują w ogóle, lub są karykaturą odpowiadających im instytucji w państwach cywilizowanych, ale i jest to państwo w biały dzień uprawiające kradzież na poziomie międzynarodowym i depczące dopiero co podpisane porozumienia. Zaiste jak pisał Dmowski "Nie ma siły ludzkiej, zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona w niezawisłe państwo Ukraina stała sie zbiegowiskiem aferzystów całego świata (...) rzezimieszków i organizatorów wszelkiego gatunku prostytucji (...) Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy; ludzie zaś marzący o wytworzeniu kulturalnego, zdrowego i silnego narodu ukraińskiego, dojrzewającego we własnym państwie, przekonaliby się, że zamiast własnego państwa, mają międzynarodowe przedsiębiorstwo, a zamiast zdrowego rozwoju, szybki postęp rozkładu i zgnilizny."(Świat powojenny i Polska).
Na koniec kilka słów o Rosji i Polsce, które należy skierować do gorących głów naszych rodzimych rusofobów. Zarzuca się Rosji szantaż polityczny i chęć wyrównania strat, które poniosła gospodarka rosyjska na skutek światowego kryzysu, kosztem Ukrainy. Zarzucający nie biorą albo nie chcą wziąć pod uwagę zasadniczego elementu tego konfliktu, jakim są ogromne straty ponoszone przez Rosję w związku z tym, że przepływ gazu nie odbywa się zgodnie z podpisanymi umowami. Tak więc, przeciwnie do sugestii rusofobów, Rosji zależy na wypełnianiu zobowiązań właśnie z powodów ekonomicznych. Czy ktoś słyszał o problemach Finlandii, niemal całkowicie uzależnionej od gazu rosyjskiego? Ale i Polska jest tu dowodem na zachowanie fair Rosji - zwiększenie transferu gazu przez Białoruś było uczciwą próbą wywiązania się Rosji z zobowiązań podjętych wobec Polski. Swoją drogą, cóż byśmy zrobili bez gazociągu białoruskiego? Jakoś szczęśliwie zakneblowano usta (albo sami milczeli) głupcom krzyczącym o tyranii Łukaszenki i o podobnych bzdurach. Naturalnie, Rosja zyskuje w wyniku konfliktu potężny argument polityczny za budową gazociągu bałtyckiego. I jeżeli nie uda nam się namówić jej do budowy gazociągu Jamal II (z którego zrezygnowaliśmy bezmyślnie z prometejskich powodów, kierowani proukraińskim obłędem Giedroycia), to jedynym wyjściem jakie pozostanie od strony wschodniej, będzie zgłoszenie akcesu do gazociągu północnego. Lepiej bowiem, żeby to był gazociąg rosyjsko-niemiecko-polski, niż rosyjsko-niemiecki. Mogło być lepiej, mogło być inaczej, ale gdy się nie ma co się lubi, to należy wyzyskiwać maksimum korzyści w konkretnym układzie, bądź walczyć o minimum strat w sytuacji nie do końca dla nas komfortowej. Co do zasady, należy jednak pochwalić polskie władze za to, co dotychczas zrobiły i jak się zachowywały podczas konfliktu, ale, że to jeszcze konfliktu nie koniec, należy mieć nadzieję, że zdrowy rozsądek i racjonalizm w myśleniu nie przestanie być w jej gremiach obecny, zwłaszcza wobec wspomnianego, ewentualnego spotkania Prezydenta RP z Juszczenką, co jak wiemy z doświadczenia eskapady gruzińskiej, rodzić może zachowania gwałtowne i nieobliczalne zarazem.
Adam Śmiech
mały
Obecny rząd tego nie zrobi...
..a kompetencje prezydenta "w tym temacie" są w Polsce zerowe. Ale w roku 2011 będą wybory i jaki będzie rząd następny - nie da się przewidzieć z astronomiczną precyzją. W r. 2012 będą też wybory w USA.
Na Zachodzie oczywiście też to wiedzą, a jest to jeszcze jeden argument za bałtycką rurą.
Rura, gaz i kapelusz
Rura jest wściekle droga. Putin na nią kasy nie ma i czeka, aż Unia da. A Unia też nie ma. I jeden i drugi chce pewnie, żeby polski frajer dał trochę. Ale na razie o tym cisza. Natomiast Szwecja podobno nie zamierza się zgadzać na rurę. I pat.
"Lepiej bowiem, żeby to był gazociąg rosyjsko-niemiecko-polski"
Jeśli on i tak miałby być "rosyjsko-niemiecko-polski" - to po co on ma być podmorski, czyli drogi zarówno na etapie budowy, jak i późniejszej eksploatacji/konserwacji?
--------------------------------
Dobra rada złota warta
--------------------------------
Dobra rada złota warta
Chodzi o kontrolę nad zaworami...
..a mówiąc prościej, żeby Polska nie miała fizycznej możliwości zablokowania przepływu. To właśnie za to Rosja i Niemcy są gotowe ponieść wyższe koszty.
Nie.
Chodzi o to, by można było szantażować zakręceniem kurka kraje Europy Wschodniej nie narażając równocześnie na szwank swoich dochodów z eksportu gazu do Europy Zachodniej.
po to
by nie było kurka w Polsce, innymi słowy byśmy nie mogli odciąć gaz Niemcom i reszcie krajów do niego podłączonych. Skoro pierwotnie nie było zgody na drugą nitką przez Polskę, ( z przyczyn czysto politycznych) to jedyne wyjście było poprowadzić po dnie Bałtyku. Ale najpierw Rosjanie musieli opracować technologię. Początkowo wydawało się to niemożliwe do wykonania.
mały
Panie Piętak
czy czytał pan wspomniany traktat?
mały
Rusofobiczni "niepodległościowcy" - zdrajcami Ojczyzny?
Dlatego staram się, jak mogę krytykować obsesyjnych rusofobów. Tworzona jest psychoza strachu przed "imperialną" Rosją, której imperium to kawał ziemi nad Dniestrem, parę wiosek za Kaukazem i sojusz polityczny z Aleksandrem Łukaszenką, za który "imperium" musi płacić preferencyjnymi cenami paliw. Zagrożenie istnieje tylko medialnie.
I służy przekonaniu Polaków, że musimy wejść do Unii, bo jak nie, to straszna Rosja nas podbije. Wielu rusofobów to szczerzy patrioci, ale obiektywnie działają na szkodę Polski, a z tym godził się nie będę.
Sformułowanie dr Wielomskiego o braku KGB faktycznie jest niefortunne, ale Rosja wyrzekła się misji niesienia światu rewolucji komunistycznej i to dla nas (a i świata) okoliczność korzystna. Nie jest już Imperium Zła, a takim samym podmiotem gry międzynarodowej, jak inne państwa.
Rzecz nie w tym, czy Rosja jest zła (mogę się zgodzić, że w przekroju historycznym jest gorsza od wielu innych państw), ale to, czy Polsce się opłaca ją obszczekiwać?
Za komuny był taki dowcip...
...że ZSRR to jest państwo buforowe między Polską a Chinami.
To pewnie miał Pan na uwadze pisząc: "...Rosją, której imperium to kawał ziemi nad Dniestrem, parę wiosek za Kaukazem i sojusz polityczny z Aleksandrem Łukaszenką..."
A ma Pan dostęp do jakiejś aktualnej mapy ?
aktualna mapa
Za państwo rosyjskie uznają tereny d. Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Za imperialne zdobycze to, co ponadto.
Ale RFSRR...
...czyli d. Rosyjska Federacyjna Socjalistyczna Republika Radziecka, to właśnie dzisiejsza Federacja Rosyjska. Wszystkie dawne republiki związkowe to teraz niezależne państwa.