Imigranci w Europie – wyzwanie cywilizacyjne

Postępujący proces globalizacji spowodował, iż coraz więcej krajów doświadcza korzyści płynących z różnorodności etnicznej i staje wobec wynikających z niej wyzwań (Giddens 2007, s. 279). Owa różnorodność etniczna ma szereg przyczyn – historycznych, politycznych, ekonomicznych, społecznych, czy kulturowych. Staje się szczególnie ważkim zagadnieniem tam, gdzie jest wynikiem współczesnych migracji – a więc gdy jest zjawiskiem nowym, nierozpoznanym i radykalnie zmieniającym oblicze danego społeczeństwa. Pogłębiane jest to w dodatku przez kulturową i cywilizacyjną obcość imigrantów – gdy w sposób wyraźny, nie tylko pod względem cech społeczno-kulturowych, ale nawet biologicznych, odróżniają się od członków społeczeństwa ich przyjmującego.

Terenem, gdzie w wyniku ilościowego i jakościowego wzrostu migracji doszło do znaczących i inspirujących badawczo zjawisk jest Europa, a szczególnie kraje Unii Europejskiej. Choć migracje towarzyszyły rozwojowi Europy od zawsze, a wiele jej społeczeństw ma charakter wieloetniczny, na początku XXI wieku mamy do czynienia z sytuacją, która umożliwia spojrzenie na całokształt zachodzących procesów z szerokiej perspektywy – cywilizacyjnej. Europę (subcywilizację cywilizacji Zachodu) zamieszkuje bowiem wielomilionowa społeczność muzułmańska, obca cywilizacyjnie, posługująca się – używając definicji Feliksa Konecznego – inną metodą ustroju życia zbiorowego. Jej obecność niesie ze sobą nowe korzyści i zagrożenia, będąc wyzwaniem dla polityki państw Unii oraz jej bezpieczeństwa (Jagiełło 2006, s. 263).

Na poziomie międzynarodowym wyraźnie rysuje się asymetria potencjałów cywilizacyjnych, to znaczy możliwości ekonomicznych, politycznych, militarnych, społecznych i kulturowych, jakimi cechują się owi aktorzy globalni. Mające wysoki potencjał (choć przy relatywnie zmniejszającej się liczbie ludności) kraje Zachodu są (w omawianym tu przeze mnie zakresie) punktem docelowym migracji, jednocześnie presja demograficzna w krajach muzułmańskich skłania – przy braku możliwości innych form ekspansji – do przenoszenia się do wysoko rozwiniętych społeczeństw. Owo strukturalne dopasowanie się może być potęgowane bądź hamowane przez politykę imigracyjną państw, które często muszą godzić ze sobą racje ekonomiczne i polityczne.

Zachód, który za cel obrali sobie imigranci, znajduje się w sytuacji szczególnej. Z jednej strony wciąż jest potęgą, pełni decydującą rolę w świecie nie tylko jako uczestnik procesów globalnych, ale często także ich arbiter i prawodawca. Z drugiej strony, zarówno cywilizacyjne przeobrażenia współczesnego świata (wzrost znaczenia innych cywilizacji, zwłaszcza chińskiej i islamskiej), jak i wewnętrzna dynamika Zachodu (kryzys demograficzny, sprzeczności i pęknięcia wewnątrz cywilizacji), skłaniają do uznania, iż doszło do znaczącego przewartościowania pozycji Zachodu. Znajduje się on u schyłku swojej dominacji, choć należy przyznać, iż jest to proces powolny, nieregularny, i wciąż dość ograniczony (Huntington 1997, s. 109-110). Ów schyłek nie jest zjawiskiem przypadkowym ani krótkotrwałym, jego poczucie towarzyszy kulturze europejskiej (bo amerykańskiej w znacznie mniejszym stopniu) od co najmniej 100 lat, choćby w pisarstwie Oswalda Spenglera (Kołakowski 1981, s. 113). Procesy erozji są zatem szczególnie widoczne, prawdziwym wyzwaniem jest pogodzenie racji schyłkowej cywilizacji europejskiej z wschodzącą islamską.

Największą groźbą, jaka stoi przed krajami Unii Europejskiej w związku z napływem do niej rzeszy imigrantów, a także ich demograficznym rozrostem wewnątrz tych krajów, jest cywilizacyjny konflikt odmiennych identyfikacji. Współcześnie bowiem węzłową kwestią jest tożsamość cywilizacyjna – kształtuje ona wzorce, postawy i orientacje w post-zimnowojennym świecie (Huntington 1997, s. 14). Odmienne tożsamości, spotykające się tylko na pograniczach, bądź będące udziałem nielicznej mniejszości (można by rzec, ambasadorów cywilizacji), same w sobie nie stymulują konfliktu cywilizacji. Są natomiast jego katalizatorem wtedy, gdy w wyniku wzrostu ilościowego dochodzi do częstych interakcji międzycywilizacyjnych, pozbawionych jednak instytucjonalnej formy, bez wypracowanych mechanizmów rozwiązywania wspólnych problemów, w dodatku generujących nowe, wynikające ze współzamieszkiwania określonego obszaru.

Taki konflikt cywilizacyjny staje się w dodatku konfliktem asymetrycznym – między zorganizowanym państwem a pozbawioną uznawanej reprezentacji mniejszością, między stroną której zasobami są prawo i pieniądze, a taką która swą siłę widzi w dużym przyroście naturalnym i silnej integracji kulturowej. Konflikty asymetryczne są trudne do rozwiązania, gdyż nie mają w nich zastosowania tradycyjne metody radzenia sobie z problemami. Stąd o wiele lepiej (dla obu stron) takim konfliktom zapobiegać (na bieżąco reagując na nowe wyzwania), niż je poniewczasie rozwiązywać.

Mniejszości (mówię tu o mniejszościach pochodzących z innych kręgów cywilizacyjnych) w krajach Unii Europejskiej mogą być źródłem szeregu korzyści. Sam fakt odmienności kulturowej sprzyja rozwojowi stykających się kultur – historycznie rzecz ujmując, wszystkie kultury rozwijały się poprzez wzajemny dialog. Zapełniają oni lukę demograficzną w starzejących się społeczeństwach Zachodu, oraz istotną lukę ekonomiczną – wykonując nisko płatne prace, często w niesprzyjających warunkach. Co więcej, ich obecność należy rozpatrywać nie tylko w kategoriach utylitarnych, ale również humanitarnych – zwłaszcza w krajach postkolonialnych otwartość na imigrantów może być formą zadośćuczynienia. Mogą ubogacić zatem nie tylko gospodarkę, ale i kulturę.

Jednocześnie jednak, obecność imigrantów to szereg zagrożeń, zwłaszcza będących pochodną pomyślności ich inkluzji. Jak pisze Roger Scruton, do najważniejszych trudności, przed którymi stoją dzisiaj społeczeństwa Zachodu, należy włączenie społeczności imigranckich w formę życia, która uważa zamykanie się we własnym kręgu, agresję i publiczne manifestowanie odrębności religijnej za zagrożenie dla doświadczenia przynależności (Scruton 2003, s. 54). Przyczyn marginalizacji należy szukać zarówno po stronie przyjmującej większości, jak i przybywającej mniejszości. Ważna jest konstatacja: imigranci są zazwyczaj fizycznie i społecznie odizolowani; żyją na wydzielonych obszarach miejskich lub poza miastem, rzadko wchodzą w związki małżeńskie z członkami większości lub innych grup mniejszościowych (Giddens 2007, s. 271). Staje się to zarzewiem konfliktów i wzajemnej niechęci. Zagrożeniem jest postępowanie według innego systemu wartości, niechęć do integracji, wreszcie próba rozsadzenia społeczeństw Zachodu od środka. Wyzwaniem dla państw przyjmujących jest wypracowanie formy współistnienia satysfakcjonującej dla obu stron relacji większość-mniejszość.

Zgodnie z demokratycznymi tradycjami Europy, remedium na rozwiązywanie problemów jest partycypacja polityczna. By zatem pozbyć się upośledzonego statusu, grupy mniejszościowe powinny działać na rzecz wyłonienia swojej reprezentacji politycznej, a następnie włączyć się, jak bardzo jest to tylko możliwe, w proces polityczny. Nasuwa się tu jednak szereg problemów. Grupy mniejszościowe często pochodzą z krajów pozbawionych tradycji demokratycznych, stąd bardzo trudno im dostosować się do tych europejskich mechanizmów. Często nie akceptują kulturalnego środowiska, w jakim zakorzenione są europejskie demokracje – praw człowieka czy równouprawnienia kobiet. Trudno im jest pokonać w walce wyborczej tradycyjne, silne, lepiej finansowane partie. Równocześnie obecność tych grup mniejszościowych jest istotną kwestią polityczną dla istniejących ugrupowań, bądź staje się przyczyną stworzenia nowych, opartych na dyskursie tożsamościowym (Front Narodowy Le Pena, Lista Pima Fortuyna).

Imigranci w Europie są często mniejszością nie tylko etniczną, ale i religijną. Ich odrębność w tym aspekcie zbiega się z apogeum procesów sekularyzacyjnych na Zachodzie, przez co sprzeczność jest tym bardziej widoczna. Podczas gdy wyznawana religia powoli przestaje być istotnym elementem identyfikacji dla Europejczyków, dla mniejszości muzułmańskiej jest podstawowym spoiwem. Równocześnie, środowiska tradycyjnie chrześcijańskie zmuszone są wikłać się w taktyczne sojusze (np. z homoseksualistą Pimem Fortuynem czy ateistką Orianą Falacci), by móc konkurować na rynku idei. Nakazy religijne mniejszości często stoją w sprzeczności z tradycyjnymi, świeckimi normami życia społecznego (w zakresie dni świątecznych, manifestowanej symboliki religijnej, swobody obyczajów). Ekspansywność religijna islamu utrudnia kompromis, widoczna jednak tendencja do prywatyzacji religii dotyka również i tą mniejszość, przez co intensywność konfliktu cywilizacyjnego zostaje złagodzona.

Deprywacja ekonomiczna imigrantów, potęgowana w krótkim okresie przez szybki wzrost demograficzny, jest również jedną z przyczyn odmienności cywilizacyjnej w Europie. Paradoksalnie, w długim okresie to właśnie w wysokim przyroście naturalnym upatrywałbym szans na awans ekonomiczny tej grupy. Niesie on ze sobą jakże ważny współcześnie kapitał społeczny, co więcej, w warunkach kryzysu współczesnego systemu finansowego (którego jedną z pierwszych ofiar będą fundusze emerytalne) zapewnia stabilność rodzin. Presja demograficzna wywierana w społecznościach imigranckich wymusi integrację na korzystnych dla nich warunkach, awans ekonomiczny da większą możliwość działania, zwiększy też partycypację polityczną. Kulturowe oblicze Europy zmieni się, zwłaszcza iż – pomimo prób stymulowania przyrostu naturalnego przez państwo – przyrost naturalny wśród europejskiej tubylczej większości jest w wielu krajach ujemny. W długim okresie etniczny pejzaż Europy może się zmienić tak znacząco, iż używane dzisiaj pojęcia większość-mniejszość stracą swój dotychczasowy sens. Demograficzny kryzys naszej cywilizacji jest najbardziej namacalnym wyrazem jej upadku, szczególnie widocznym na tle ekspansywnej cywilizacji islamu.

Imigranci w Europie to wielkie cywilizacyjne wyzwanie. W wyniku interakcji między przedstawicielami cywilizacji zachodniej a przybyszami wypracowywane są reguły działania, mogące zapewnić pokojową koegzystencję. Jak bardzo zmienia to oblicze Europy, jak zmienia też oblicze mniejszości – to ważne kwestie podejmowane przez współczesnych badaczy. Czy Zachód sprosta nowym wyzwaniom, czy potrafi znaleźć rozwiązania wynikłych stąd problemów? Każdego dnia to pytanie staje się coraz bardziej aktualne.


Piotr Pieńkowski
więcej tekstów autora...
O Autorze: Jest doktorantem socjologii na Uniwersytecie Wrocławskim, kończy politologię.

Bibliografia:

Giddens A. (2007) "Socjologia", Warszawa: PWN.
Huntington S. (1997) "Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego", Warszawa: MUZA SA.
Jagiełło B. (2006) "Unia Europejska wobec wyzwań dla bezpieczeństwa europejskiego i jego zagrożeń", w: Żukrowska K., Gręcik M. (red.) "Bezpieczeństwo międzynarodowe. Teoria i praktyka", Warszawa: SGH.
Kołakowski A. (1981) "Spengler", Warszawa: Wiedza Powszechna.
Scruton R. (2003) "Zachód i cała reszta. Globalizacja a zagrożenie terrorystyczne", Poznań: Zysk i s-ka.

0

a jakim wyzwaniom może zachód sprostać

Panie, zachód się rozleci

najpierw byli czarni niewolnicy

sprowadzani z Afryki na plantacje. Teraz już jest czarny prezydent. I więcej kolorowych dzieci niż białych.
Dziś Europa ma arabów, później będzie miała arabskich prezydentów. I wiele wspaniałych meczetów. Co w tym dziwnego? Białe mniejszości w Europie przez jakiś czas się zachowają. Mam nadzieję.

mały

To jest: Krzysztof M

Dlaczego nie ma tego, co jest?

Jest Huntington, jest Kołakowski. Nie ma Konecznego, Krąpca. Za trudne?

To jest: Piotr Pieńkowski

Bynajmniej (nt)

1 Niedługo (jeśli redakcja pozwoli) opublikuję artykuł nie tylko o Konecznym, ale i Zdziechowskim i Znanieckim. Nie znaczy to, że będę ich cytował w każdym artykule, jaki napiszę.

2 To na pewno TEN Kołakowski wzbudził u Pana takie kontrowersje?

To jest: Krzysztof M

Z dziada pan, z tępaka naukowiec

Wszystko, co trąci kołkami kojarzy mi się nieciekawie. Ale to już doświadczenia osobiste.

To jest: Piotr Pieńkowski

Koneczny

A o Konecznym wspominam, tylko nie w formie regularnego cytatu. Czyżby przeczytał Pan tylko bibliografię?

To jest: Krzysztof M

.

No, pojawił się, rzeczywiście. Przegapiłem, przepraszam.

To jest: Wojciech-Maltan

1 Niedługo (jeśli redakcja

1 Niedługo (jeśli redakcja pozwoli)

- Tylko byśmy spróbowali odmówić - Pan Krzysztof gotów nas zasypać petycjami w tej sprawie. ;)

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

O. Krąpiec był przede wszystkim filozofem...

...a to co pisał na tematy historyczne było żenująco prymitywne (przynajmniej to, co czytałem).

Koneczny należy raczej do historii nauki niż do nauki współczesnej. Niektóre jego tezy brzmią dzisiaj humorystycznie. Np. ta, że narody istnieją tylko w cywilizacji łacińskiej. Albo dowód, dlaczego państwo żydowskie jest niemożliwe. Przypomina to opowiadanie Lema, gdzie maturzysta dowodził, dlaczego niemożliwe jest życie na Ziemi...

To jest: Krzysztof M

Sztuczne płuca, żołądek, serce, wątroba, nerki, ale pacjent żyje

A jest państwo żydowskie? Bo mi się wydaje, że trochę jest, a trochę nie jest. Bez zasilania z zewnątrz to chyba by bardziej nie było, niż było. Więc jakby tak źródełka wyschły, a jeszcze pokój nastał, to coś mi się widzi, że nie pożyłoby to długo. Chyba, że zrezygnują z tych elementów cywilizacji żydowskiej, które opisał Koneczny jako te, które "uniemożliwiają powstanie państwa żydowskiego".
Pan jest przyzwyczajony do kazuistycznego traktowania historii. Więc jak ktoś napisze wprost, to wygląda to jakoś tak nie tego. Zresztą nie o historię chyba chodzi w dorobku o.Krąpca. Prawda?

Państwo żydowski jednak jest...

..a zasilanie zewnętrzne jest mu potrzebne właśnie ze względu na permanentną wojnę. SWojądrogą, ciekawe jak by się do niego ustosunkował sam Koneczny, gdyby dożył do jego powstania i pozostał wierny swojej zasadzie aposterioryzmu.

A dorobek o. Krąpca jest istotnie głównie filozoficzny, w tym w historii filozofii.

To jest: Krzysztof M

Co dobrego zrobił Koneczny dla żydów

A to nie Koneczny dowodził, że istnienie państwa wg cywilizacji żydowskiej nie jest możliwe? To raz. A dwa: gdyby nie wojna, to by się Izrael w trymiga rozleciał. I tam każdy polityk to dobrze wie. Więc wojna spaja kraj.

No to Koneczny miałby dzisiaj kłopot...

...bo państwo Izrael jednak istnieje już 60 lat. Musiałby chyba stwierdzić, że to państwo nie należy do cywilizacji żydowskiej (według jego definicji tej cywilizacji). Było by to możliwe, bo urządzenie wewnętrzne tego państwa różni się znacznie od wspólnot żydowskich, które mógł obserwować za swojego życia.

To jest: Krzysztof M

Okaz zdrowia w formalinie

To tak, jakby pan żył samodzielnie, ale dzięki sztucznej nerce, kroplówkom i sztucznemu odżywianiu. I dawał swoją osobę za przykład dobrego zdrowia.
Izrael nie jest państwem samodzielnym. Więc Koneczny rację miał.

Proste spojrzenie prostaka zająca.

Dwie uwagi.

1. Wody z ogniem połączyć się nie da.
2. A środowiska chrześcijańskie nie tyle wikłały się w sojusze ze Ś.P Panią Orianą lecz wręcz przeciwnie. Wcale jej nie słuchały.

Czyli wychodzi na to ,że Pani OF była zwolenniczką chrześcijaństwa a środowiska jakby ateistyczne. Paradoks pozorny.

Pozdrowienia.

Zgadzam się z Szanownym Autorem,

...co do kryzysu szeroko pojętej cywilizacji zachodniej. Wprawdzie nie jest to zgodne z podziałem cywilizacji prof. Konecznego (tutaj ukłon w stronę Pana Krzysztofa M.), ale zjawiskiem emigracji (a właściwie inwazji) zagrożone są zarówno cywilizacja łacińska, bizantyjska jak i turańska. Również zagrożona jest cywilizacja żydowska, czyli wszystkie cywilizacje znajdujące się na terenie Europy, lub z niej pochodzące.

Można ten zbiór cywilizacji ogólnie określić jako cywilizacja zachodnia, europejska, białego człowieka, czy jak tam komu pasuje, bo nie nazewnictwo jest tu ważne.

Jest to dla nas „ostatni dzwon”, a może nawet do bicia w bębny już za późno.

Trzeba było słuchać Oriany Fallaci, a nie skundlonego hrabiego Richarda Coudenhove-Kalergi.

Jedynym „wielkim cywilizacyjnym wyzwaniem”, używając tu słów Autora, jakie przed nami stoi, jest walka o ocalenie naszej wspólnej europejskiej kultury.

Natomiast całkowicie nie zgadzam się ze słowami autora

cytuję Pieńkowski:
Postępujący proces globalizacji spowodował, iż coraz więcej krajów doświadcza korzyści płynących z różnorodności etnicznej i staje wobec wynikających z niej wyzwań

Może Pan Pieńkowski raczy owe korzyści wyszczególnić? Bo ja żadnych, opierając się na własnych obserwacjach, nie widzę. Szczególnie jeżeli chodzi o cywilizacje reprezentowane przez te mniejszości etniczne. Tzn. żadnych, oprócz doświadczeń kulinarnych.

cytuję Pieńkowski:
Zgodnie z demokratycznymi tradycjami Europy, remedium na rozwiązywanie problemów jest partycypacja polityczna.

No tak, zależy jeszcze jak głęboko sięgnąć wstecz. Jesteśmy spadkobiercami kultury greko-rzymskiej, a różnie z tą demokracją w Grecji bywało, natomiast Rzym trudno nazywać demokracją.

Partycypacja polityczna mniejszości, to równoznaczne z kręceniem bicza na własny grzbiet. W WB partycypują, i czego się domagają? Ano wprowadzenia prawa opartego na sharii, obok prawa angielskiego. Również z własnej obserwacji wiem, czym kończy się przyznawanie specjalnych praw muzułmanom. Zresztą dotyczy to nie tylko ich, ale każdej mniejszości.

Drogi Panie, czas w końcu otworzyć oczęta na otaczającą Pana rzeczywistość, zsiąść z wysokiego konia poprawności. Nie żal róż, gdy płoną lasy.

Muzułmanie wcale nie chcą się z Panem bawić w tworzenie jakiejś nowej, hybrydowej cywilizacji, ani też nie chcą asymilować się do pańskiej. Oni nam po prostu chcą narzucić swoją cywilizację.

Natomiast rozwiązanie, którego Pan poszukuje jest bardzo proste. Odstawić ich „ciupasem” tam skąd przyszli i odnowić ideę europejskiej twierdzy.
K.J.

K.J.

To jest: Piotr Pieńkowski

cytat:Natomiast całkowicie

cytat:
Natomiast całkowicie nie zgadzam się ze słowami autora

cytuję Pieńkowski:
Postępujący proces globalizacji spowodował, iż coraz więcej krajów doświadcza korzyści płynących z różnorodności etnicznej i staje wobec wynikających z niej wyzwań

Może Pan Pieńkowski raczy owe korzyści wyszczególnić? Bo ja żadnych, opierając się na własnych obserwacjach, nie widzę. Szczególnie jeżeli chodzi o cywilizacje reprezentowane przez te mniejszości etniczne. Tzn. żadnych, oprócz doświadczeń kulinarnych.

To cytat za Anthonym Giddensem (pomijając jego orientację polityczną, to naprawdę wybitny socjolog), uważam że jest wart przytoczenia z dwóch powodów:
1 Wskazuje iż imigranci to nie tylko korzyści, ale i wyzwanie (de facto zagrożenia) - ilu autorów pokroju Giddensa gotowych jest to przyznać?
2 Niewielka mniejszość jest korzystna, tworzy napięcie kulturowe, wzmaga dialog, pozwala poznać nowe sposoby myślenia (to nie tylko puste słowa - społeczeństwa bez kontaktów kulturowych stały niżej cywilizacyjnie od tych, które je posiadały) - pod warunkiem że jest lojalna; współcześni imigranci muzułmańscy tego warunku nie spełniają.
Brak kontaktów z obcymi prowadzi na dłuższą metę do obskurantyzmu (choć uważam, że zbyt duża liczba imigrantów to zagrożenie).

Co do partycypacji politycznej, to wolę by koszty naprawy zniszczonych (przez samych siebie) muzułmańskich przedmieść Paryża ponosili ich mieszkańcy, a nie władze francuskie (a do tego potrzeba reprezentacji politycznej). Bo państwowe - to niczyje. W dodatku, rozbiłoby to spójność wśród imigrantów (żarliby się jak Hamas z Fatahem, zamiast być jednolitym frontem). Włączenie kontestujących ugrupowań do władzy niszczy je (przypadek Samoobrony w Polsce).

To jest: Krzysztof M

Niewielka mniejszość jest korzystna, bo gazety mają o czym pisać

No nie wiem, czy złodziej zostałby ubogacony przez oszusta. To mit raczej, a nie reguła.

Nareszcie przemówił Pan

...że tak powiem, ludzkim głosem, a nie głosem politycznie poprawnych liberałów.

Dziękuję za odpowiedź, wiele osób tu publikujących nigdy nie „zniża” się do dyskusji z forumowym plebsem. Pan jednak wykazuje się odwagą, podejmując wyzwanie do obrony swojego tekstu.

Czy nie myśli Pan, że pisanie artykułów na jakikolwiek temat kompletnie mija się z celem, jeżeli prawdziwe poglądy autora wychodzą na jaw dopiero w wyjaśnieniu przez niego udzielanym?

Jeżeli Giddens jest, jak Pan to pisze, wybitnym socjologiem, to czemu wypisuje on bzdury, a Pan je za nim powtarza? Dla mnie ktoś, kto głosi zupełnie oderwane od rzeczywistości poglądy nie jest nikim wybitnym. Ponieważ testem na prawdziwość jakiejkolwiek teorii jest jej zderzenie się z rzeczywistością. Jeżeli ta pierwsza nie zgadza się z tą drugą, to niestety teoria jest do luftu. Inaczej wychodzi z tego takie stalinowskie „tym gorzej dla faktów”.

cytuję Pieńkowski:
1 Wskazuje iż imigranci to nie tylko korzyści, ale i wyzwanie (de facto zagrożenia) - ilu autorów pokroju Giddensa gotowych jest to przyznać?

Niestety, słowa zagrożenie to Pan używa jako tłumaczenie tego, co miał na myśli Giddens pisząc słowo wyzwanie. „Zagrożenie” nie jest synonimem słowa „wyzwanie”, przekazują nam one zupełnie inne pojęcia. Szczególnie jeżeli wziąć pod uwagę całokształt twórczości autora. Chyba nie muszę Panu tu tłumaczyć co ma on na myśli pisząc „wyzwanie” w kontekście jego wypowiedzi.

cytuję Pieńkowski:
2 Niewielka mniejszość jest korzystna, tworzy napięcie kulturowe, wzmaga dialog, pozwala poznać nowe sposoby myślenia (to nie tylko puste słowa - społeczeństwa bez kontaktów kulturowych stały niżej cywilizacyjnie od tych, które je posiadały) - pod warunkiem że jest lojalna; współcześni imigranci muzułmańscy tego warunku nie spełniają.
Brak kontaktów z obcymi prowadzi na dłuższą metę do obskurantyzmu (choć uważam, że zbyt duża liczba imigrantów to zagrożenie).

Po to żeby poznawać nowe sposoby myślenia, utrzymywać kontakty kulturowe i kontakty z obcymi wcale nie wymagają posiadania na swoim terytorium mniejszości.

Polska nie jest (i nigdy nie była) jakąś odizolowaną wyspą, tak jak przed 200 laty Australia czy Nowa Zelandia. Korzyści o których Pan pisze można z łatwością osiągnąć poprzez kontakty handlowe czy polityczne, turystykę, publikacje (szczególnie w dzisiejszej dobie komunikacji, internetu czy telewizji) itp.

Celem utrzymywania kontaktów wcale nie trzeba mieć na swoim terytorium jakichś mniejszości etnicznych. Szczególnie takich, które się rozmnażają jak króliki i sprawiają ogromne kłopoty.

Natomiast co do reprezentacji politycznej, wcale nie widzę w jaki sposób miała by ona pomóc w pokrywaniu kosztów związanych z zajściami paryskimi. Służyła by ona jedynie eskalacji różnorakich wymagań.

Co do rozbijania tej spójności to może i Pan mieć rację, ale taka gra jest raczej ryzykowna i niepotrzebna. Twierdza Europa (kiedyś spotkałem się z takim określeniem w jakiejś debacie na temat imigracji, chyba domyśla się Pan co ono oznacza) jest odpowiedzią na wszystkie problemy. Jak będę chciał zobaczyć Arabów, to sobie pojadę na wycieczkę do Egiptu, jak będę chciał oglądać Murzynów, to sobie pojadę na safari.

K.J.

K.J.

To jest: Piotr Pieńkowski

1 Choć nie mam czasu

1 Choć nie mam czasu wypowiadać się pod artykułami innych autorów, uważam, że szacunek dla czytelnika wymaga odpowiedzi pod własnym tekstem (chyba, że jakiś autor zastrzeże sobie inaczej).

2 Nie widzę sprzeczności między moimi poglądami w artykule i w komentarzach - za to ten pierwszy wymaga zdecydowanie większej dyscypliny wypowiedzi i ugruntowania w źródłach, choćby przez to miał być mniej perswazyjny.

3 Dobrego rozwiązania tego cywilizacyjnego rozwiązania nie znam, w dodatku trzeba odróżnić rozwiązania najlepsze od realnie możliwych. To temat na zupełnie inny artykuł (tu tylko bardzo pobieżnie sygnalizowałem pewne możliwości).

Pozdrawiam!

Korzyści płynące z różnorodności etnicznej...

...łatwo zauważyć w USA. Wystarczy zerknąć na listę amerykańskich noblistów i autorów publikacji naukowych.
Warto też zastanowić się, dlaczego w USA nawet po szoku 11.09 nikt poważny nawet nie pomyślał o "rozwiązaniu" p. K.J.

Nieprawda.

"Noblizm" USA wynika nie z różnorodności etnicznej, a z tego, że naukowcy wiedzą, że zostanie noblistą w USA jest najbardziej prawdopodobne, bo to jest, a przynajmniej dotychczas był najbardziej "wypasiony" kapitalistyczny kraj. Stąd ci, co zamierzają w tym kierunku działać lgną do USA, jak pszczoły do miodu.
Inną kwestią jest polityka imigracyjna - jak kto ma sprawny mózg, to Ameryka go kocha, nieważne jakiego jest zabarwienia. Kolor skóry jest tu wtórny.

To jest: Prawicowiec

„Imigranci w Europie –

wyzwanie cywilizacyjne”. Dziwne stawianie sprawy. Nie będzie żadnego wyzwania, jeśli Europa przestanie wypłacać imigrantom zasiłki za to, że żyją i że byli łaskawi wpaść do Europy.

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.