Szukaj na PNWydarzeniaGorące tematyZaloguj sięnowedyskutowane 2008
Ile? |
Polakofobia wciąż obecna na LitwieNie milknie medialna histeria wokół Karty Polaka na Litwie. Nie brakuje przy tym, typowo antypolskich akcentów, pojawia się wiele niedomówień. Tymczasem kolejne litewskie instytucje państwowe nie mogąc rozwikłać tego problemu u siebie, próbują obciążyć nim Polskę. W stosunkach dyplomatycznych między naszymi krajami zapowiedziano na przyszły tydzień wzmożony ruch w celu m.in. uregulowania spornej kwestii. Sprawa Karty Polaka wypłynęła tuż po październikowych wyborach do litewskiego Sejmu, gdy jeden z deputowanych konserwatywnych Gintaras Songaila uznał, że dwaj nowo wybrani posłowie Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Waldemar Tomaszewski i Michał Mackiewicz – powinni zostać pozbawieni mandatów, bo „posiadając Kartę Polaka, mają zobowiązania wobec Polski” (patrz: http://prawica.net/node/14341). Od tego czasu sprawą na Litwie zajmowała się: Główna Komisja Wyborcza, marszałek i departament prawny Sejmu, prezydent oraz MSZ. Ten ostatni, co prawda stwierdził, ze KP nie jest żadnym zobowiązaniem wobec państwa polskiego, ale to i tak nie rozwiązało problemu. Ostatecznie, problem utknął na biurku Statysa Sedbarasa, szefa sejmowego komitetu Prawa i Praworządności, który zastanawiał się jak odbić piłeczkę do Sądu Konstytucyjnego Litwy. Aby jednak to zrobić parlament litewski musiałby uruchomić procedurę impeachmentu wobec posłów AWPL. Przed końcem starego roku Sedbaras enigmatycznie stwierdził, że jego komitet sprawy raczej nie będzie rozpatrywał, ponieważ w tej kwestii „potrzebne są szersze debaty”, a decyzja może być powzięta tylko „na szczeblu politycznym”, gdyż prawna nie jest możliwa. W międzyczasie, w połowie grudnia, były szef parlamentu a obecnie eurodeputowany Vytautas Landsbergis zagalopował się znacznie dalej niż Songaila, publicznie stwierdzając, że posiadanie KP jest niebezpieczne nie tylko dla posłów, ale dla wszystkich urzędników państwowych i osób odbywających służbę wojskową na Litwie. Wezwał jednocześnie, jako pierwszy, polski parlament do znowelizowania ustawy o KP. Tego rodzaju wypowiedź doskonale się wkomponowała w medialną histerię podsycaną wciąż nowymi polskimi urojeniami, o których pisałem już wcześniej (patrz: http://prawica.net/node/14502). Litewski grafik atakuje polskość Mówiąc o antypolskich urojeniach, to na Litwie wciąż ich przybywa. Do medialnej - antypolskiej nagonki, dołączają równie często, nawet ludzie kultury. Oto, jak donosi „Kurier Wileński” (polski dziennik na Litwie), na poczcie głównej w Wilnie można zakupić koperty z nadrukowaną na nich złośliwą grafiką oraz podpisem stwierdzającym, że polscy posłowie na Litwie są agentami rządu polskiego. Jednocześnie Antanas Rimantas Sakalys, litewski mistrz grafiki, lapidarnie stwierdza dziennikarzowi „KW”: - Nie czytam żadnej polskiej prasy, ponieważ nie rozumiem tego języka. Poza tym nie ma w niej niczego, co mogłoby mnie zainteresować. Rysunki czy też grafikę tworzę opierając się tylko o historyczne fakty. Do widzenia. Kurier Wileński podkreśla, że litewski grafik, nie po raz pierwszy przy pomocy swego talentu walczy z Polakami oraz znanymi postaciami z dziejów polsko-litewskiej historii. Przed kilkoma miesiącami w sprzedaży ukazały się także inne koperty z rysunkami o jawnie antypolskich akcentach. Napis na jednej z nich głosił, że „polska armia okupowała Litwę Wschodnią, pustosząc kraj i przenosząc na miejsce wymordowanych Litwinów tysiące kolonistów z Polski”. Na innej kopercie z jeszcze bardziej ubliżającym Polakom rysunkiem, przedstawia obok siebie - Józefa Stalina, Adolfa Hitlera oraz Józefa Piłsudskiego z napisem: „Wielcy organizatorzy ludobójstwa narodu litewskiego”. Właśnie, m.in. w taki sposób na Litwie, pisze się naszą wspólną historię - zupełnie na nowo. Przeświadczenie, co do rzetelności przedstawianych faktów historycznych, przez litewskiego grafika, nie dziwi tak bardzo, jak miało się wcześniej możliwość studiowania litewskich podręczników do nauki historii. Na Litwie, nie ma z tym większego kłopotu, gdyż można nabyć tam także polską wersję takiego podręcznika, drukowanego dla polskich szkół. Aż boję się pomyśleć, co nowego dowiemy się z filmowej inscenizacji „Bitwy pod Grunwaldem” (na Litwie oczywiście Žalgiris), szumnie zapowiadanej w celu uświęcenia obchodów 600-lecia zwycięskiej bitwy. Litwa nie chce Karty Polaka Jeszcze dwa tygodnie temu Statys Sedbaras, szef sejmowego komitetu Prawa i Praworządności twierdził, że sprawę Karty Polaka należy odłożyć w związku z intensyfikacją prac nad uchwaleniem litewskiego budżetu. Tymczasem ten sam Sedbaras po wtorkowym posiedzeniu rządu, na którym omawiano m.in. kwestie polityki zagranicznej, poinformował media, że Litwa przedstawi wkrótce Polsce swoje stanowisko w tej sprawie. Jak donosi litewska agencja BNS, Sedbaras powiedział m.in.: - Naszym zdaniem, w gestii samych Polaków należy przeanalizowanie tej ustawy, z czego już oni zdają sobie sprawę – już się toczyły nieformalne dyskusje. Wyłoniło się z nich następujące stanowisko –sądzimy, że w określeniu statusu osób, otrzymujących Kartę Polaka, musiałaby być zaakcentowana różnica między byłymi republikami sowieckimi a tymi państwami, które okupowane zostały przez sowietów w roku 1940. Jeśli ta Karta nie jest przewidziana dla zamieszkałej w Niemczech mniejszości polskiej, to podobnie, w naszym przekonaniu, powinny być traktowane należące do UE państwa bałtyckie”. Jego zdaniem, takie stanowisko Litwy powinno być wyrażone podczas mającej się odbyć w przyszłym tygodniu wizyty premiera Andriusa Kubiliusa w Warszawie. Co ciekawe, polskie agencje prasowe i media informują jedynie o naciskach litewskich w sprawie zmian w Karcie Polaka oraz rzekomych nieformalnych konsultacjach, jakich nie potwierdził żaden z pytanych przez nie w tej sprawie – polski polityk. Zupełnie nie zwrócono uwagi na porównanie przez Sedbarasa krajów bałtyckich do Niemiec. Czy jednak to porównanie nie zmierza, aby do tego, aby wyeliminować możliwość ubiegania się o KP przez Polaków zamieszkałych na Litwie – a więc w kraju, podobnie jak Niemcy, należącym do UE? Tego pewnie dowiemy się już wkrótce, po wizycie premiera litewskiego w Polsce, lub dopiero podczas wizyty polskich najwyższych dostojników na Litwie. Do Wilna pojadą zapewne w najbliższej przyszłości prezydent Lech Kaczyński oraz marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Oni z kolei będą przekonywać Litwinów, że żadna zmiana ustawy nie jest potrzebna, a Karty Polaka nie trzeba się obawiać. Zwłaszcza, że podobny dokument jak KP funkcjonuje także na Litwie i obejmuje swoim zasięgiem litewską diasporę. Jednak litewskie przepisy w tej sprawie idą o wiele dalej niż polskie. Jest w nich bowiem mowa o gotowości przyznania obywatelstwa litewskiego, gdy tymczasem nasza Karta takiej możliwości nie daje. Czyżby zatem te wspomniane wcześniej urojenia, wynikały z mierzenia nas Polaków - ich litewską miarą? Jeżeli tak, to należałoby przypomnieć im także inne polskie przysłowie, o tym: że każdy kij ma dwa końce... Czas pokaże, czy nasze władze na to stać?
Na załączonym zdjęciu: z „Kuriera Wileńskiego” - Litewski grafik Antanas Rimantas Šakalys jest przekonany, że Waldemar Tomaszewski oraz Michał Mackiewicz są lojalni nie wobec Litwy, a wobec rządu polskiego. Fotomontaż: Marian Paluszkiewicz |
Polonofobia - nie "Polakofobia"...
...bowiem Żmudzini nienawidzą wszystkiego, co im się z Polską kojarzy (choćby ta sprawa paszportów z zeszłego roku, nieprawdaż?), a nie tylko samych Polaków.
Przykro to stwierdzić, ale postawy takich małych, zakompleksionych gnojków, jak tego "artysty", nie należą - zdaje się - do rzadkości. No, ale skoro kolejne polskie(?) rządy zgrywają się na jakąś dziwacznie pojętą "wyrozumiałość" - to i cóż w tym dziwnego, że na Polaków się najeżdża, skoro wybrani przez tychże Polaków przywódcy na to pozwalają.
--------------------------------
Dobra rada złota warta
--------------------------------
Dobra rada złota warta
Współczesny "Paszport Żmudzki"
http://prawica.net/imce/browse#
http://prawica.net/imce/browse#
Żmudzini w przeciwieństwie do pozostałej Litwy (Auksztoty, Dzukiji i Suwalszczyzny) podkreślają na każdym kroku swoją odrębność językową, kulturową i próbują też walczyć o autonomię wewnątrz państwa na wzór przedwojennego Śląska. Tak więc, jakoś teza o Żmudzinach w Wilnie jest z lekka naciągana.
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Proszę nie liczyć na sensowną odpowiedź.
Ja w odpowiedzi na podobne pytanie usłyszałem jakieś brednie:
http://prawica.net/node/14764...
A jednak po polsku,
Ci nienawidzący Polaków Żmudzini w swoim paszporcie zdecydowali się na umieszczenie nazwy paszportu w języku polskim (Paszport Żmudzina). Dziwna to nienawiść.
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Coś "z polska" napisali?
No, patrz Pan... na pewno wkrótce naprawią to przeoczenie. Będzie "paszportus" zamiast "paszport" (albo jakoś-tak).
I w ogóle po co Pan tu się na taką niby-to ironię sili, skoro swoją nienawiść do Polski i Polaków Żmudzini udawadniają "zawsze i wciąż"? Do czego chce Pan czytających te Pańskie dowcipasy przekonać? Że na Litwie Polakom "byczo jest"? Niech Pan ich właśnie przekona, że powinni być zadowoleni, bo "Żmudzini napisali sobie `paszport' ". Więc święto z tej okazji.
--------------------------------
Dobra rada złota warta
--------------------------------
Dobra rada złota warta
Oto i styl przenno-buraczany prowadzenia rozmów.
Pana poziom wypowiedzi pod adresem Litwinów i ton lekceważenia jest nie lepszy od tego - jak to Pan nazwał - "gnoja".
Wychodzi na to, żeś nie wujek i nie wuj, lecz zakompleksiony mały gnój.
I tak na zakończenie, nie paszportus, a pasas - jak się zabiera na jakiś temat zdanie warto się dokształcić, a nie silić na marny humor. Proszę sobie wyobrazić, że wiedza nie boli.
To są moje ostatnie zdania pod Pana adresem. Proszę się nie silić na prowokację. Pański styl rozmowy mi nie odpowiada.
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Nie zaprezentowałeś Pan stylu "pszenno-buraczanego"...
...tylko zwyczajnie: rynsztokowy. Nie wyszła "prezentacja".
--------------------------------
Dobra rada złota warta
--------------------------------
Dobra rada złota warta
Jasne jak słońce
Wujaszek nie zna tego narzecza i to stanowi główną, być może nawet jedyną, jego moralną przewagę nad tymi, którzy to narzecze znają.
"Jasne, że ciemne"
Jeśli chodzi o Rynsztokowego Kniazia: na razie wiadomo (od niego samego), że wie, jak jest po żmudzku "paszport". Nie sprawdzałem, czy to aby prawda (że "pasas") - bo, mówiąc szczerze, "dużo" mnie to interesuje.
--------------------------------
Dobra rada złota warta
--------------------------------
Dobra rada złota warta
Potwierdzam
Potwierdzam, w tym narzeczu oficjalnie litewskim: paszport to pasas. Znam także kilka innych słów, np. Laba diena to dzień dobry.
Powiem jedno z oficjalnym językiem na Litwie mają problemy także sami rdzenni patrioci tego kraju, gdyż specjalna państwowa komisja ustala wciąż nowe słowa. I tak chleb to duona itd. Tymczasem na terenie RL jest kilkaset różnych dialektów... Jedni z drugimi nie moga sie za bardzo porozumieć. Paradoksalnie dośc dobrze litewski znaja Polacy, gdyż w RL obowiązuje prawo, że jak wpiszesz sobie do paszportu Lankas czyli Polak, to musisz potem człowiecze zdawac specjalny bardzo trudny egzamin z tzw. litewskiego jak chcesz sie dostac na studia lub chcesz zostac urzednikiem lub dziennikarzem. Tymczasem jak masz narodowość litewska w passasie... to tego egzaminu juz nie musisz zadwac. A jest to bardzo trudny egzamin. Wielu z tych, co uważają się za dzisiejszych Litwinów miałoby problem z jego zdaniem...
Wiele by można pisać o tych dziwnych układach w RL, wszystkie one jednak zmierzaja do likwidacji polskości na Litwie. Z polskością walczą tak zajadle, gdyż m.in. w naturalny wewnętrzny sposób mają skłonność do polonizacji i dlatego tak sie tego boją. W tym małym kraju, mało jest literatury w oficjalnym języku i chciał nie chciał trzeba sięgac po podręczniki rosyjskie bądz polskie.
A najgorzej jest jak wszędzie z neofitami dla przykładu Vytautas Landsbergis (czyt. Witold Landsberg), zajadły polakożerca czytaj choćby w moim tekście powyżej, a jego Ojciec literat pisał po polsku, biedak oficjalnego języka nie zdołał sobie tak dobrze przyswoić...
I jeszcze jedna ciekawostka. Polacy na Wileńszczyźnie zaciągają w specyficzny sposób. Tymczasem podczas kilkunastu moich pobytów w ich Sejmasie (bo tak pom ichniemu nadal nazywa się Sejm, dopóki państwowa komisja nie wymyśli innej nazwy...) spotkałem się na korytarzach z osobami, które mówiły po polsku czysto jak ja i pewnie My tutaj wszyscy. Zdziwiło mnie to bardzo i pytam ja polskiego posła, jak to jest, że tylu Polaków pracuje w ichniejszym parlamencie. Jakieś niedopatrzenie, czy co? Dopiero on mi wyjaśnił, że jak ktoś w RL z tamtejszych mieszkańców mówi czysto jak - My, Koroniarze (tak nas określają Polacy na Litwie) to murowany Litwin, bo on sie nauczył polskiego z telewizji lub literatury a nie w domu...
Chociaż nie zawsze to działa, bo dzieci na podwórkach wileńskich w naturalny sposób uczyły się trzech języków na raz... tzn. rosyjskiego, polskiego i oficjalnie litewskiego. Ale tak było na Wileńszczyźnie, a już zupełnie inaczej jest w Kownie, gdzie teraz mieszka zaledwie 1 proc. Polaków. Tam polskiego uczono sie z Telewizji Polskiej, która za komuny była emitowana i dochodziła na Kowieńszczyzne, ale już sowieckie zagłuszarki eliminowały sygnał na Wileńszczyźnie. Ot, taki to dziwny kraj ta Litwa...
Mariusz A. Roman
Mariusz A. Roman
No i to byłoby najlepsze chyba podsumowanie...
Otóż nad osobnikami posługującymi się takimi metodami to już nie to, że sam Wujek - ale chyba każdy ma "przewagę moralną". Raczej trudno jej nie mieć, skoro sprawy mają się tak, "jak widać na załączonym obrazku". Chyba tylko pokojowy czas broni Polaków na Wileńszczyźnie przed "nowymi Ponarami" - ale niechby tylko ci Żmudzini poczuli, że mogą "pofolgować sobie", bo żadna retorsja ich za to nie spotka... Chryste Panie...
--------------------------------
Dobra rada złota warta
--------------------------------
Dobra rada złota warta
Niestety ta niechęć
Litwinów nie wzięła się z niczego,to wielowiekowe traktowanie Litwinów czy Ukraińców,nie traktowaliśmy zbyt dobrze naszych sojuszników i braci w ciągu naszej wielowiekowej przyjaźni,stąd ta niechęć,a dlaczego niby Litwini nie mieliby się posługiwać językiem litewskim,a polskim,proszę mi to wytłumaczyć?!
Proszę również wytłumaczyć mi rolę Polaków w czasie obecności Sowietów na Litwie,Polacy podobno,nie wiem tak do końca jak to było,jeżeli się mylę to proszę o sprostowanie,że Polacy chętnie kolaborowali z aparatem ucisku na Litwie przeciwko Litwinom,czy to jest prawda czy fałsz?!
Bardzo dużo Polaków mieszkających na Litwie wstępowało do Komunistycznej Partii Radzieckiej,czy jak to się nazywało,zamiast się bratać z Litwinami,to kolaborowaliśmy z naszym wspólnym wrogiem Sowietami,ja tego przyznam szczerze nie rozumiem,proszę mi to wytłumaczyć panie Wujek Dobra Rada?!
Polacy niezbyt dobrze traktowali swoich sojuszników w czasie istnienia Polski Trzech Narodów(Polacy,Litwini,Ukraińcy)
Teraz trzeba to naprawić,bo jest to w naszym wspólnym interesie,oczywiście nie powinniśmy pozwalać na takie zachowania,jakie nam zaprezentował autor powyższego artykułu,ale skąd pewność,że to nie jest jakaś sowiecka prowokacja,aby jeszcze bardziej skłócić nasze dwa narody?!
W tych sprawach trzeba zachować szczególna rozwagę!
Paweł z Warszawy
Tak źle to chyba nie było.
Koroniarze do herbów Litwinów przyjmowali, ba , nasi książęta :-)) są z pochodzenia Litwinami (oprócz SIR-ów i innych mianowańców, rzecz jasna). Oczywiście nazwa "Litwin" jest w tym momencie umowna, bo określa dawniejszy podział terytorialny; ja wolę określenie "Rusin".
Rzeczpospolita zmarnowała szansę na wspólnotę trzech narodów. Gdyby to doszło do skutku, to najprawdopodobniej Polska mogłaby zakręcić teraz kurek z gazem.
Muszę sprostować...
Nawet rozumiem Pana motywację - sam jestem antykomunistą... Proszę sięgnąć jednak do przebogatej polskiej literatury historycznej lub współczesnej i poczytać coś o Polakach na Litwie, a nie powtarzać wyssanej z palca - propagandy litewskiej. Dysponuję statystykami z których jasno wynika, że Polacy na Litwie za komuny najmniej licznie - prawie wcale - nie zasilali aparatu partii komunistycznej. Jeżeli ktokolwiek kolaborawał z Sowietami to właśnie Litwini, są nawet odpowiednie wpisy w komentarzach do mojego tekstu. Tak naprawdę przejmując na parę miesięcy Wileńszczyzne w 1940 - Litwa sama się zgodziła na stacjonowanie u siebie wojsk sowieckich - stając się państwem kadłubowym. W ciagu tych paru miesięcy cenzura nie dopuszczała do jakiejkolwiek krytyki Sowietów. Urządzano za to w tym samym czasie pogromy ludności polskiej w Wilnie, gdzie stanowiła ona większość. Urządzano całą rzesze różnych innych szykan. Wreszcie sami się zgodzili bez jednego wystrzału zostac kolejna republiką sowiecką. Twórcy tego pomysłu zafundowali nawet przemianowanie nazwy miasta Mariampol (w czasie zaborów Mariampol w Królestwie Polskim) na Kapsukas... Potem jak przyszli Niemcy Litwini wysługiwali się także temu okupantowi, okrutnie mordując w Ponarach 120 tys. Żydów i Polaków. Specjalne litewskie oddziały strzelców dokonywały tych mordów itd. itp.
Litwini skrupalatnie wykorzystali możliwości jakie stworzyli im po 1945 Sowieci i wyrugowali niemalże zupełni polskość ma Laudzie i w Kownie. Wielki "niepodległościowiec" i działacz Sajudisu - Vytautas Landsbergis, który mówi podobne brednie o których Pan pisze sam był atache kulturalnym ambasady sowieckiej w Warszawie.
AWPL i ZPL dokładnie wyrugowała ze swoich szeregów ludzi, którzy działali w KPL - vide Maciejkaniec. Tymczasem Sajudis i inne nacjonalistyczne organizacje z tym problemem nie mogą sobie poradzic do teraz. Przewodniczący AWPL Waldemar Tomaszewski, prywatnie mój serdeczny przyjaciel nie przyjał jako poseł RL odznaczenia od komunistycznego prezydenta Polski Aleksandra Kwasniewskiego, na pierwszej stronie Rzepa wtedy podała, że nie przyjał dlatego, ze Kwasniewski to Komuch a on ma bardzo liczne kontakty z prawica w Polsce.
Błagam kolego wiecej otwartości na wiedzę...
Mariusz A. Roman
Mariusz A. Roman
Dziękuję za sprostowanie.
To dobrze,że pan tak doskonale zna naszą wspólną historię,bardzo dziękuję za cenne uwagi,w odpowiedzi ze swojej strony zacytuję Litwina i jego uwagi związane z naszą wspólną historią,jak oni spoglądają na nas swoimi oczami,warto nad tym się zastanowić,co jest dla nas ważniejsze,podsycanie niechęci czy wspólna współpraca przeciwko Imperialnym zamierzeniom Sowietów?!Ja tylko dają pod rozwagę panu i ludziom,którzy czytają ten wątek te kwestie,nic więcej,jestem całym sercem Polakiem i bliższy mi jest los Polaków na Litwie,ale bądźmy wobec naszej wspólnej historii uczciwi,moja prababcia pochodziła z Lwowa,znam relację pomiędzy Ukraińcami i Polakami,stąd moje przypuszczenia dotyczące Litwinów,my Polacy chcemy,aby wszyscy nas traktowali z szacunkiem i zrozumieniem,ale sami nie chcemy zrozumieć innych,to fakt,że to Polacy na Litwie dokonali wielu wspaniałych przemian litewskiego narodu(Rusinów) niosąc im np: kaganek oświaty,ale czy to nas w dzisiejszych czasach upoważnia do pomniejszania roli Litwinów czy Ukraińców do samostanowienia i całkowitej niezależności i suwerenności,lepiej mieć z nich przyjaciół czy wrogów?!
Proszę mi odpowiedzieć na to pytanie?!
...a tutaj obiecany cytat:
Jak często w naszych (także ukraińskich i żydowskich) historii miesza obca ręka.
Sowiecki, hakiem na litwinów byli Polacy na Wileńszczyźnie i sugerowanie niepewnego losu ich stolicy. Nic nowego. Wszak to samo nam wmawiano odnośnie ziem odzyskanych. Tym, że dla Litwy "odzyskana" była stolica. Oczywiście dzieki Związkowi Radzieckiemu.
Żeby nie było to gołosłowne, Polacy na Litwie mieli się dobrze jak nigdzie indziej w ZSRR. Pomimo, że liczebnie ustępowali polskiej społeczności w Białoruskiej i Ukraińskiej SSR, to własnie tam wydawano "Czerwony Sztandar".
Polacy zostali "uruchomieni" w momencie ogłoszenia niepodległości przez Litwe. Budynek Związku Polaków był jedyny we Wilnie gdzie powiewała czerwona flaga. Słyszało sie naweto powłaniu Polskiej SSR !!!
Ciekawa był konfrontacja argumentów. Nie sama ich treść ale język. Gdy Landsbergis odpowiadał polskim dziennikarzom w przecxzystej polszczyźnie, działecze Zwiazku Polaków mówili jakimś wileńskim dialektem języka..... rosyjskiego. Może zresztą i dobrze, że na tym budynku powiewała cxzerwona flaga, bo na antylitewskie demonstracje szli z flagami... cxzerwono-białymi. Może ze względów podatkowych chcieli przyłączenia do Monako?
W Polsce w większości nastąpiła konsternacja. Polacy oczywiście kochają swoich rodaków za granicami. inicjatyw pomocy Polakom był niemało. Każdy incydent był naświetlany. Kwestia nazwisk stawiana była na granicy problemu ludobójstwa. Przy równoczesnym ignoroaniu losu np Polaków na Białorusi.
To oczywiście nie tłumaczy wszystkich problemów związanych z sentymentami, resyntemantami i antypadiami polsko-litewskimi. Ale musimy pamiętać o roli Wielkiego Brata, by nie dać się wkręcić, jak daliśmy sie na początku ubiegłego wieku Ochranie wkręcić w antysemityzm.
za:
http://www.historycy.org/inde...
Paweł z Warszawy
Kolejne sprostowanie
Zadaje Pan Pytanie, cyt.: "ale czy to nas w dzisiejszych czasach upoważnia do pomniejszania roli Litwinów czy Ukraińców do samostanowienia i całkowitej niezależności i suwerenności,lepiej mieć z nich przyjaciół czy wrogów?!Proszę mi odpowiedzieć na to pytanie?!"
Nikt nigdy w Polsce nie pomniejszał tej roli. Przypominam Panu - Polska jako pierwsza uznała niepodległośc Ukrainy. Co prawda rzad mazowieckiego zwlekał z uznaniem niepodległosci na Litwie (brak konsekwencji - sit !), ale masa Polaków wspierała walke o niepodległość Litwy, także piszący te słowa. Działałem wtedy w FMW i jeden z naszych członków głodował nawet wtedy pod ambasada USA na rzecz uznania niepodległości Litwy. Inna sprawa - ale o tym dowiedziałem sie juz post faktum, że cała ta rozgrywka była ukartowana... Miedzy Sajudisem a ZSRR. Po prostu Sowieci odpuszczali ten temat, ale dla Imperium potrzebne był jakis formalny nacisk.
Niepodległość Litwy poparli także Polacy Na Litwie, stąd w 1990 r. polskie flagi i ZPL zarówno pod parlamentem Litwy jak i pod wieżą telewizyjna. Moja niedoszła narzeczona Nijola Masłowska, nadawała wtedy w obleganym parlemencie serwis w jezyku polskim.
Polacy popierali niepodległośc Litwy choćby dlatego, ze byli z gruntu antykomunistami i dlatego, że Litwa obiecała przywrócić swoja przedwojenna konstytucję - która zakładała autonomie na Wileńszczyźnie. Niestey parlament juz niepodległej RL reaktywowując swoja konstytucje, wyrzucił z niej punkty mówiace o aotonomii na Wileńszczyźnie...
Cytuje Pan również: "Polacy zostali "uruchomieni" w momencie ogłoszenia niepodległości przez Litwe. Budynek Związku Polaków był jedyny we Wilnie gdzie powiewała czerwona flaga. Słyszało sie naweto powołaniu Polskiej SSR !!!"
Brednie - nigdy na budynku ZPL przy ulicy Wielkiej 40 - nie powiewała czerwona Flaga. Była koncepcja Polskiej SSR, ale wysunieta przez Garbaczowa i obejmowała nie tylko Litwę, ale również Białorus I Ukraine, ale to osobny temat. Może należałoby do niego powrócic kiedys w osobnym szerokim opracowaniu...
"Ciekawa był konfrontacja argumentów. Nie sama ich treść ale język. Gdy Landsbergis odpowiadał polskim dziennikarzom w przecxzystej polszczyźnie, działecze Zwiazku Polaków mówili jakimś wileńskim dialektem języka..... rosyjskiego. Może zresztą i dobrze, że na tym budynku powiewała cxzerwona flaga, bo na antylitewskie demonstracje szli z flagami... cxzerwono-białymi. Może ze względów podatkowych chcieli przyłączenia do Monako?"
Kolejne wyssane z palca brednie. Na Litwie Polacy uzywali wtedy flag biało aramentowych bardziej polskich niż biało czerwone. Tradycyjnie arament był w naszych barwach. Nie sadze dlatego, aby mogli się pomylić i te barwy robić na odwrót skoro sa tak przywiązani do tradycji... A jak miał mówić Landsbergis skoro jego Ojciec piszący sie landsberg uwazal sie za Polaka i do w domu mowiono po polsku? Polacy mówili i mówia akcentem wileńskim, zarówno przed wojna jak i dzisiaj... Niektóre słowa powszechnie wtraca sie na Litwie, ale używam ich równiez ja bo mi sie podobaja: paka, szczesliwie... Co do mowy Polaków, to wszyscy ja znamy to specyficzne wilenskie, śpiewne zaciaganie - kazdy aktor uczy sie wymaweiac w szkole teatralnej "ł" lub samego "h" - bo tak jak mówią je Polacy na Litwie jest najbardziej poprawnie. W naszym jezyku juz to zgineło - dlatego mówimy samo h, w jeżyku wilenskim oni samo "h" nadal naturalnie wymieniaja...
Cytuje Pan: "Żeby nie było to gołosłowne, Polacy na Litwie mieli się dobrze jak nigdzie indziej w ZSRR. Pomimo, że liczebnie ustępowali polskiej społeczności w Białoruskiej i Ukraińskiej SSR, to własnie tam wydawano "Czerwony Sztandar".".
Rzeczywiście wychodziła taka gazeta i pomimo, że organ komunistycznej partii - była bardzo patriotyczna. Nie chce sie rozwijac na ten temat bo to wymaga kolejnego opracowania. napisze jedno zdanie pierestrojka w 1986 r. doprowadziła do pierwszych wolnych wyborów w ZSZRR - dzieki temu do Zgromadzenia Ludowego SSR trafiło kilku moze kilkunastu Polaków, m.in. znany w Polsce prof. Ciechanowicz i ci deputowani założyli polskie koło w Zgromadzeniu Ludowym SRR i to koło w parlamencie ZSRR potepiło Pakt Libentrop-Mołotow. W polsce był wtedy jeszcze komunizm w pelni - sit! Ale to równiez wymaga oddzielnego opracowania
Co do wywieszania czerwonych flag. To wywieszono je podcza puczu Janajewa na budynku samorzadu w rejonie solecznickim. Zrobili to panowie: Brodawski i Wysocki. W konsekwencji Litwini wprowadzili potem zarzad komisaryczny w rejonach polskich i przystapili do kolonizacji litewskiej na Wileńszczyźnie. Była to po prostu prowokacja litewska, swiadczy o tym fakt, że zdrajcy Brodawski i Wysocki zamiast byc osadzeni wystepowali potem w wyborach jako liderzy partii litewskich np. partii Chłopskiej kandydujac na Wilenszczyznie i probujac odbierać polskie g losy ZPL a potem AWPL. Tyle, że społeczenstwo polskie nie głosowało nigdy na zdrajców popierajac kandydatów AWPL. A Litwini probowali rozgrywac swoje gierki zdrajcami. Gdyby prawda było o czym pisze cytowany przez Pana Litwin to polscy wyborcy poparli by Wysockiego badz Brodawskiego - a nifggdy do tego nie doszło.
Jeszzce raz naklaniam prosze pojechac na Litwę i samemu zobaczyc ten autentyczny i najczystrzy polski patriotyzm... Od wilenskich Polaków mozemy uczyc sie umiłowania wlasnej Ojczyzny !!!
Mariusz A. Roman
Mariusz A. Roman
"Na głupie pytanie - głupia odpowiedź"
Czy roboty typu R1a1 nie znają tego powiedzonka? Może za mało megabajtów...? Uzupełnić pamięć sobie, alibo procesor wymienić...
--------------------------------
Dobra rada złota warta
--------------------------------
Dobra rada złota warta
"Brak dostępu"...
..zatem nie wiem, o co też "kniaziowi" chodzić może.
Co do "Żmudzinów walczących": a niby do czego ma mnie to przekonać? Weźmy takich np. Żydów - jedni też "podkreślają swoją odrębność" np. wyjazdem do Izraela, albo noszeniem pejsów i chałatu - a innym na takim manifestowaniu swojej przynaleźności rasowo-narodowej najwyraźniej niespecjalnie zależy.
Wszakże i jedni, i drudzy nie przestają być po prostu Żydami.
--------------------------------
Dobra rada złota warta
--------------------------------
Dobra rada złota warta
Pan by się dziwił?
stolica Litwy jest otoczona przez mniejszość przedstawicieli 20 razy większego narodu,
choć nikt im nie kazał stolicy na etnicznie polskich ziemiach zakładać mogli stolice przenieśc do Troków, rdzennie litewskiego miasta.
Nikt tego nie rozwiąże, paradoksem litwy jest to że swoją wielkość zbudować mogła a i przetrwać dzięki współpracy ze słowianami, polakami,, białorusinami,ukraincami. I oni sami o to zabiegali, najpierw tworząc Księsto Litewskie, a potem przyłączjąc się do Korony. Gdyby tego nie zroblili zjadła by ich krzyzacka zaraza, albo Rosja.
WYjściem jest reaktywacja Wielkiego Księstwa, albo nawet Rzeczypospolitej, i niech sobie każdy będzie kim chce, litewskim białorusinem, białoruskim żmudzinem, polskim litwinem,....
Pozostaje jeszcze kwestia kultury, bo choć [polacy nie żydzi, ani nie czarni
znieważać ich nie wypada
Czyli powrót do Idei Krajowej
Też uważam, że byłoby to dobre rozwiązanie - reaktywacja Księstwa Litewskiego i niech sobie każdy będzie kim chce ...
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Czasu się nie da cofnąć
Wilno powstało na ziemiach litewskich. Spolonizowało się później, wraz z okolicami. Językiem urzędowym Wielkiego Księstwa był ruski i 80% jego mieszkańców była Rusinami. Potem litewska szlachta spolonizowała się (dobrowolnie) i na jej żądanie w pocz. XVIII wieku urzędowym językiem Księstwa stał się polski.
Ale w II połowie XIX wieku nastąpiło odrodzenie narodowe Litwinów i renesans języka litewskiego, inspirowane głównie przez katolickich księży chłopskiego pochodzenia. Ta emancypacja była w naturalny sposób skierowana przeciw dominacji i rosyjskości i polskości. Tego się już nie da cofnąć.
Doprawdy?
I co w tym dziwnego? W Niemczech nazywa się ta bitwa "Schlacht bei Tannenberg" oczywiście. A Žalgiris jest dosłownym tłumaczeniem nazwy Grunwald (Zielony las). Proponuję zaprzestać pisania w Polsce nazw Monachium, Brunszwik, Paryż, Londyn, Rzym etc. etc. etc. A tłumaczenie takich nazw na język polski jak Nowy Jork zamiast New York powinno być zagrożone w USA karą dożywocia:)
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Największi okrutnicy to jednak Czesi
Ma Monachium mówią Mnichov, a na Wenecję Benátky.
:)
Na miejscu Włochów zerwałbym stosunki dyplomatyczne z Czechami :)
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Czekając na śmiech głupiego
Widoczne pamięć o Wenetach tam przetrwała. Stare nazwy być może tak brzmiały.
Tym razem Pana zawiodę.
Rzeczywiście rejon Wenecji wykazuje pewne środkowoeuropejskie afiliacje:
Co do Niemiec, to parę tygodni temu opublikowano wyniki badań DNA szkieletów ludzkich datowanych na 2600 lat przed Chrystusem znalezionych w Eulau (Saksonia) i zaklasyfikowanych przez archeologów jako szczątki przedstawicieli kultury ceramiki sznurowej. Po angielski "corded ware":
Kultura ceramiki sznurowej rozwijała się w różnych obszarach od około 3200 r. p.n.e. / 2900 r. p.n.e. do około 2300 r. p.n.e. / 1800 r. p.n.e., najstarsze stanowiska datowane metodą 14C znane są z obszaru b.NRD i Niżu Polskiego[1
Kultura ta - nazywana również kulturą toporów bojowych wiązana jest indoeuropejską rodziną językową i odpowiada za wprowadzenie do północnej Europy obróbki metalu (koniec neolitu/początek epoki brązu):
It represents the introduction of metal into Northern Europe.
Corded Ware culture is commonly associated with the Indo-European family of languages.
Chromosomy Y (dziedziczone z ojca na syna) wszystkich męskich szkieletów znalezionych w tych grobach charakteryzowały się haplogrupą (rodziną chromosomów) R1a dominującą współcześnie w Polsce. Dwa zbadane haplotypy (dokładne typy DNA) miały swoje współczesne odpowiedniki: jeden w Gdańsku, drugi w Tambowie w europejskiej części Rosji:
Y-chromosomes and mtDNA from Eulau (Corded Ware Culture, Germany)
(...)
This study looked at mtDNA, Y-chromosomes, and autosomal DNA from the site of Eulau at around 2,600BC in Germany.
Three male individuals, a 40-60 year-old male and two young boys (4-5 and 8-9 years old) from grave 99 belonged to Y-haplogroup R1a. The boys were related to their parent
Innymi słowy: "nasi tu byli".
Więcej na ten temat na blogu: polishgenes.blogspot.com
Tak więc, być może nie jest Pan aż tak szalony, jak to się może na pierwszy rzut oka wydawać ;-)
Ja rozumiem Litwinów
Bardzo się zezłościli, kiedy zabraliśmy im ich stolicę. A gdyby tak jakiś nasz sąsiad wziął sobie Warszawę? Po setkach lat wspólnego pożycia, zrobić takie świństwo.
Współcześni Litwini lękają się powtórki z historii. Zdrowe odruchy, których im zazdroszczę. Jestem z Gdańska. Tutaj wielu lęka się, że zjawią się niemieccy "danzigerzy" i każą się wynieść z domu, bo są spadkobiercami jakieś Helmuta. Niemcy na Pomorzu Gdańskim zawsze byli normalnym zjawiskiem. Nie chcę powrotu Prus Zachodnich i Wschodnich. Bo nowego WMG nie będzie. Czy media litewskie wieszają psy na litewskich nacjonalistach? Nam by się dostało, gdybyśmy to samo mówili o Niemcach na Pomorzu. Może jeśli ładnie poproszę, zostawią nam Gotenhafen?
Kolego Cyniku
Jestem równiez mieszkańcem Trójmiasta (dokładnie Gdyni) i choć rozumiem Twoje obawy, to uważam, że parabola z porównaniem przez Ciebie zastosowana jest nie na miejscu i wynika z nieznajomości rzeczy.
Litwa Środkowa powstała właśnie po to, aby restytuować Wielkie Księstwo Litewskie. Dopiero po tym jak nic z tego nie wyszło. Sejm Litwy Środkowej zadecydował o inkorporacji Wileńszczyzny do Polski. W samym Wilnie mieszkało wtedy blisko 70 proc Polaków i blisko 30 proc Żydów, a Litwinów było mniej niz 1 proc. Polska nigdy nie była wrogo nastawiona do Litwy, w okresie miedzywojennym zdarzały sie jedynie retorsje w konsekwencji na prześladowania jakim byli poddawani Polacy na Litwie.
W konsekwencji m.in. tamtych przesladowań i póżniejszych wywózek stalinowskich, ale i kolonizacji litewskiej - poslkość została niemalże wyrugowana z Laudy i Kowna. A przecież dla każdego z nas Lauda, dzieki Sienkiewiczowi coś jednak znaczy...
Litwini mają pretensje o bunt Żeligowskiego i Litwę Środkową, ale sami stosowali podobne metody. Bo czymże nazwać akcje płk. Budrysa i aneksję Kłajpedy przez Litwę w 1923 roku?
Należy jeszcze dodać, że żółnierze Żeligowskiego to w wiekszości mieszkańcy tamtych ziem z dywizji legionowej...
Mariusz A. Roman
Mariusz A. Roman
Dywizji legionowej - czyli 1 Dywizja Litewsko - Białoruska
Jako ciekawostkę podam, że generał Żeligowski mówił bardzo słabo po polsku.
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Czyli po jakiemu mówił...
Czyli po jakiemu według Ciebie mówił, bo mnie się wydaje, że mówił z typowym np. dla Marszałka Piłsudskiego kresowym akcentem. Zreszta na starość Żeligowski został rusofilem i tyle, a dywizja rzeczywiście była litewsko- białoruska - pożniej 1 DP Legionów - elitarna jednostka w Polsce przed wojną.
A Ty Kniaziu może ujawniłbyś swoje nazwisko. Ciekawe czyś bojar rusiński, przyjęty potem do jakiejś familii, domu szlacheckiego polskiego. Jeżeli tak to biję czołem Panie Bracie.
Mariusz A. Roman h. Ślepowron
Mariusz A. Roman
Mówił mieszanką rusko-polską z przewagą tego pierwszego.
Często napotkanym dzieciom, przechadzający się generał proponował cukierki, mówiąc: Nu, dietki, choczetie konfietki? Zdaje się, że to nie jest język polski. Prof. Lorenc. natomiast w swojej książce „Albumy Wileńskie” wspominał odwiedziny u książąt z Mira i jak musiał przejść na francuski, żeby się z nimi dogadać. „Książęta mirscy”, napisał profesor, „niewiele lepiej mówili po polsku niż generał Żeligowski”. Potwierdza to jeszcze raz wspomnienia młodych wówczas Wilnian, którym dane było spotkać na ulicach miasta spacerującego gen. Żeligowskiego.
Co się tyczy drugiej części komentarza, to zapraszam do Związku Szlachty Polskiej - w Gdańsku jest oddział. Może wówczas przyjdzie nam stoczyć "pojedynek" na żywo :) Mój ród wywodzi się z ziemi lidzkiej dawnego województwa trockiego. Na przełomie XVIII i XIX wieku przenieśli się bliżej stolicy byłego okręgu administracyjnego i tak pozostało do końca II wojny światowej. Według wszelkich dostępnych i potwierdzonych informacji ród pochodzi z Rusi.
Co do samego Józefa Piłsudskiego, to był to z krwi i kości Żmudzin, Żeligowski wywodził się z Litwy właściwej i nie wiele jego ród miał wspólnego z Koroną. Może to było przyczyną jego rozterek podczas buntu, że jako syn ziemi litewskiej najeżdża ją? Tego pewnie się nigdy nie dowiemy. Pamiętajmy też, że brat Gabriela Narutowicza, pierwszego prezydenta RP, Stanisław, znany prawnik polski, od pokoleń żmudzki ziemianin był sygnatariuszem niepodległości Litwy Kowieńskiej. Zaznaczyć tu wypada, że popełnił samobójstwo w 1932 roku, nie mogąc znieść zajadłości Polaków i nierozsądnej polityki rządu litewskiego. Jego wierność Litwie (choć zawsze podkreślał swoje przywiązanie do języka i kultury polskiej) spowodowała dzięki endecji wzrost nastrojów antyprezydenckich podczas kadencji jego brata. Czym się to skończyło, wiemy aż za dobrze. Rozterek nie ustrzegł się sam Michał Roemer, potomek spolonizowanych Niemców bałtyckich, żołnierz legionów Józefa Piłsudskiego. Ten znany prawnik zdecydował się również na wierność Litwie, po tym jak odmówił przyjęcia teki premiera Litwy Środkowej.
Kolejna ciekawostka, tym razem od historyków litewskich. W latach 1920-1926 ambasada rosyjska sztucznie płaciła za każdy numer antypolskiej prasy tautininkasów (nacjonalistów). A może ktoś trzeci maczał w tym palce? A może jest tak i dziś? Problem polsko - litewski nie jest czarno-biały. Jest złożony i ma wiele płaszczyzn.
Czołem Waści biję
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Banalne prawdy
I co właściwie chciał autor przez to powiedzieć?
Że "jakiś komintern, albo inny kominform" sobie a ambasada rosyjska (sowiecka) sobie? Żadnej koordynacji? Czego ten poczciwina Krzysztof M nie wymyśli, żeby choć kropelkę żółci wylać na dziadka Ziuka!
Nie od razu Kraków zbudowano
Pan oczywiście nie słyszał, że NKWD nie podlegało Stalinowi? Na pewno pan nie słyszał. No to cierpliwości. Kiedyś pan usłyszy. O Katyniu tez nie od razu wszyscy słyszeli. I o tym, że Ziemia jest okrągła też nie.
A co ma Kraków do tego?
To, że cały sowiecki korpus dyplomatyczny był podporządkowany sowieckim służbom specjalnym i wywiadowi, wiadomo nie od dziś i nie tylko Krzysztofowi M. Było to tak gremialne i grubymi nićmi szyte, że wymagało bardzo wiele dobrej woli o tym nie wiedzieć. Nie jestem pewien, czy nie jest to tradycją rodem z carskich czasów. Ale jestem pewien, że działa to tak do dnia dzisiejszego. W latach 70. ubiegłego stulecia już po wszystkich "liberalizacjach" i "odprężeniach" przedstawicielstwo handlowe ambasady sowieckiej w Londynie zatrudniało 105 akredytowanych pracowników. Nikt nigdy nie widział ich w działaniu na polu handlowym. Kiedy należało zawrzeć jakąkolwiek umowę lub kontrakt, zjeżdżała z Moskwy do Londynu delegacja speców z ministerstwa handlu zagranicznego. Któregoś dnia całe przedstawicielstwo dostało nakaz opuszczenia terytorium Zjednoczonego Królestwa. Po prostu szpiegowali więcej, niż było to przyjęte.
Ma pan rację,
panie Samograf,
polityka Rosji wobec krajów graniczących z imperium sowieckim nie zmieniła się ani o jotę w porównaniu z polityka prowadzona przez carski wywiad!
Trzeba ich skłócić,kupić,skompromitować,a w ostateczności zlikwidować,potem będzie łatwiej ich podbić poprzez instalację w danym kraju rządu marionetkowego,albo wcielając dany teren kraju graniczącego w swoje terytorium,najlepiej,gdy na danym terenie są już"rodowici"Rosjanie,taką sytuację mamy w Gruzji i na Ukrainie...
Stare sprawdzone metody carskiego wywiadu,a my się na to dajemy cały czas kupować,najgorsze jest to,że ludzie,którzy nazywają się w dzisiejszej Polsce Narodowcami,łykają te kłamstwa jak stary indor kluski,jest im bliższy ciału interes Kremla niż Polski i to dla mnie jest najbardziej smutne i przerażające.
Pozdrawiam.
Paweł z Warszawy
Skąd się to wzięło
Natomiast w Nowogrodzie Wielkim, wg latopisu, zaproszono na tron książęcy trzech Waregów, braci: Lineusa, Truwora i Ruryka z plemienia szwedzkiego – RUSS.
Ruryk po śmierci braci został księciem w Nowogrodzie Wielkim (862-879), dając początek dynastii Rurykowiczów.
Rurykowicze (Russowie), w dążeniu do powiększenia swych księstw nie kierowali się względami plemiennymi, które były dla nich obce i obojętne, lecz bezwzględną chęcią stworzenia ze swego księstwa potęgi. Podbijali więc przede wszystkim najsłabsze, obce Słowianom narodowościowo plemiona: ugrofińskie, tatarskie, ... Powstało w ten sposób, państwo wielonarodowościowe, tj. księstwo nowogrodzkie i ks. kijowskie. Gdy wzrośli dostatecznie w siłę ekspansję swą skierowali w IX w. na zachód.
I tak jest do dziś.
Prawdopodobnie przygotować rewelację...
...że ZSRR a w szczególności Stalin był sterowany przez piłsudczyków. Co prawda za Stalina wiele procesów politycznych wytoczono z zarzutami działania na rzecz polskiego wywiadu, ale to mogły być działania maskujące.
Pan tak na poważnie? Czy dla przysłowiowych staropolskich jaj?
1) Do 1926 roku Józef Piłsudski nie miał realnej władzy.
2) W 1926 - 1927 do władzy na Litwie dochodzą Narodowcy (Tautininkai). Z tej przyczyny sponsor sowiecki stał się zbędny. Mając rząd, ma się w sumie bezpłatną propagandę. Zostaje tylko kwestia, czy sponsor nie zażądał przypadkiem za pomoc agenturalnej miłości w kierunku Moskwy.
Ciekawe, że ostatni rząd niepodległej Litwy (urzędujący od 17. 6. 1940 roku) powołany po umowie litewsko - sowieckiej, na podstawie której Moskwa oddawała Litwie Wilno ze skrawkiem Wileńszczyzny i wprowadzała do Litwy garnizony sowieckie był pod przewodnictwem Narodowca Merkisa.
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Bezwiedne wsparcie
Przez cały okres swego życia Piłsudski starał się ułożyć z Litwą
Przejęcie władzy po 1926 roku nie świadczy o niczym.
Per analogiam wyraźnie napisałem, czy dałem sygnał, że Narodowcy mogli być po uszy "umoczeni" w agenturalność wobec ZSRR. Więc rozwinę - czy nasi przypadkiem też nie siedzieli na tym samym wózku i gdyby nastały rządy ND, to nie byłoby kolejnej republiki związkowej ZSRR, tym razem PSRR? Kto wie? A może jednak wie, tyle, że na Łubiance w archiwum? Możliwe, że gdyby w 1926 roku do władzy doszli nasi narodowcy to byłoby po "wielkiej wojnie" z Litwą na rozkaz wielkiego językoznawcy. Tego już się nie dowiemy.
Zaznaczam, że w kwestii ND w Polsce są to luźne moje rozważania, nie poparte niczym, prócz moich przemyśleń i jest to jedynie próba porównania (być może i naiwna) do podobnej partii na Litwie. Po 1945 roku wszak mieliśmy (być może wymuszoną?) symbiozę (PAX) członków dawnej endecji a okupacyjną władzą wschodniej satrapii.
kniaź Michaił
kniaź Michaił
.
Merkis jak Dmowski ?
Jak widomo (o czym pisał sam Dmowski w r. 1925) celem do którego dążyła w przeddzień I wokny światowej endecja nie była niepodległość Polski, ale zjednoczenie wszystkich ziem polskich w państwie rosyjskim. Uzyskanie niepodległości przewidywał Dmowski dopiero "w następnym etapie", gdy okaże się, że Rosja tych ziem nie potrafi utrzymać. Przebieg wojny - nieprzewidziany przez Dmowskiego - skłonił go do zrewidowania planów i wysunięcia postulatu niepodległości i postawienia postulatu niepodległości.
Może Merkis rozumował podobnie. Bo Litwa straciła niepodległość na 50 lat, ale Wilno uzyskała na stałe.
Podobnie mogli rozumować w Polsce ci niekomuniści, którzy poparli rządy komunistyczne i uzależnienie od ZSRR. To się skończyło, a ziemie zachodnie zostały.
Całkiem możliwe, co Pan pisze.
Niepokojący jest jednak sponsoring Sowietów wobec Tautininakasów (Narodowców). Zadziwiająca jest i dziś miłość części narodowców polskich do Rosji. Niczego nie chcę przesądzać, ani nikogo oskarżać, by nie być wywołanym do tablicy :) Nie mam na poparcie tego argumentów prócz przemyśleń.
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Jak uczulenie, to może alergolog?
Sponsoring Sowietów...
...wobec Tautininakasów mógł być przejawem zjawiska starego jak świat, robienia kłopotów państwu niezbyt lubianemu. Na podobnej zasadzie królewska Francja wsparła rewolucję amerykańską, przedwojenna Polska odruchy niepodległościowe na Kaukazie, a Polska obecna - Gruzję.
"Miłość" części narodowców do Rosji może być u niektórych ślepym naśladownictwem prorosyjskiej postawy Dmowskiego z przed I wojny światowej, ale u innych może to być reakcja na podobną "miłość" wobec USA i ślepą rusofobię, przypominającą to, co Dmowski nazywał "chorobą na Moskala">
Chcesz cukierka? (ale tylko ja wiem, co jest w środku)
Być może było (jest) jak Pan napisał.
Choć Rosja słynęła również z zakładania i finansowania organizacji o wszelkiej orientacji - w zależności od potrzeb chwili. Przecież masa ruchów o zabarwieniu lewackim w Rosji było powołane przez Ochranę. Czeka zakładała poza granicami stowarzyszenia dla monarchistów, które przekonywały, jak słodko wrócić na łono ojczyzny. Wielu wróciło nie tylko na łono ojczyzny, ale i na łono Abrahama. Nie koniecznie musi mieć to zastosowanie do Litwy. Być może Partia Tautininkisów potrzebowała jedynie wsparcia i się wycofała z układu z Moskwą. Tylko, czy Sowieci ich "mecenasi sztuki antypolskiej" puścili ich tak swobodnie?
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Szabelka dla kundelka
Panie Mariuszu. Pan jest mieszkańcem Gotenhafen,
a nie Gdyni. Może Pańskie dzieci będą już w średnim wieku, ale Niemcy tu powrócą, kiedy nihilizm zmiecie z polskich serc resztki patriotyzmu. Obowiązkiem jest stale mieć się na baczności. NPD wciąż jest legalna.
Nie interesuję mnie, czy 70% mieszkańców Wileńszczyzny było Polakami, Litwinami, Mongołami lub Tybetańczykami. Mnie interesuje do którego kraju ten czy zupełnie innym odłegły rejon należał przez setki lat. Gdańsk niby był częścią Polski bardzo długo, prawda? Niemców było w nim więcej niż 70%. Mniej, ale sporo też w Bydgoszczy i Toruniu. Byli autochtonami. Idea, że miasta i regiony dyktują państwom swoją przynależność oznacza pozwolenie, aby odwieczna prowincja państwa X przeszła do Y i na odwrót. Poroniona idea wymyślona przez Ententę, bo oni nie mieli takich problemów.
Wstyd się przyznać, ale nigdy nie byłem w Lublinie. Chyba miałbym prawo się zezłościć w hipotetycznej sytuacji, że ogłasza recesję? Właścicielami Londynu są wszyscy Brytyjczycy. Bo chyba długo jest częścią tego kraju? I tak dalej, i tak dalej. Jeśli nie dziś, to za tydzień, Brytyjczycy będą w Londynie mniejszością. Jak długo Wilno przed XX wiekiem było częścią Polski? Nie godzę się. Jak polskie miasto o nazwie X zechce się odłączyć, musi spytać o zgodę resztę. Gdańsk jest taką samą częścią Polski jak Lublin, Gdynia, Kraków...
Tyle tylko,
że co ma piernik do wiatraka? Proszę pojechać do Wilna, to może zmieni Pan zdanie na temat tego miasta. Gdańsk, jak i ziemie zachodnie weszły w skład Polski po przegranej przez Niemcy, a wywołanej przez nie wojnie. Polska natomiast straciła przeszło 50m proc. swojego terytorium na zupełnie innej zasadzie...
Zresztą na Wileńszczyźnie nikt nie ogłasza w tej chwili secesji. Polacy są tam od zawsze lub ich przodkowie i dlatego w pełni powinni sie czuć współgostarzami na Litwie. Polecam mój tekst, patrz: http://prawica.net/node/14341
Mariusz A. Roman
Mariusz A. Roman
Właśnie, secesji
A ja jak głupi napisałem "recesja". Koniec z winem o północy... Wiele ten piernik ma do wiatraka. Albo granice według etnicznej mapy, albo według historii. Ogromny odsetek niemieckich autochtonów na Pomorzu Gdańskim był normą od średniowiecza. Mówienie, że Polacy na Litwie mieli prawo decydować, oznacza, że Polska powinna mieć dziś kształt zbliżony do Księstwa Warszawskiego? Idąc Pańskim tropem, nie mamy żadnego prawa do Pomorza, mimo tylu lat przynależności. Jest Pan pewien, że Gdańsk nie jest w prawowitych rękach? Gdynię wybudowali Polacy. Ale na ziemi niemieckiej... Zawsze będę się skłaniał, ku granicom według historii. Są dla nas w miarę bezpieczne.
Polak, Litwin dwa bratanki.
A wystarczy wypromować taki kierunek:
Londyn i inne słowiańskie włości
A, Londyn! No, jak Londyn to:
Londyn – n. słow. od łęg. - podmokła nizina i dno - skraj łęgów. N. topogr.
Dublin (Irl.) –n. słow. Dęblin [własność Dęba].
Belfast [W. Brytania] – n. słow. - germ, bagienny gród. N. od bieli-topieliska.
(można się śmiać. Ale do czasu)
Krzysztof M jak zwykle opowiada bajki
Dúbh Linn (irlandzki) — czarny staw
Béal Feirste (irlandzki) — usta (rzeki) Farset
Personalizm to zło, to socjalistyczna ideologia oparta na kłamstwie
Śmiechu i zachwytu warte
A tam był taki staw? Podania ludowe to przeniosły? A te "usta" to co za kit? To taki "argument naukowy" prawda? Gdzieś ktoś bąka puści, a "świat naukawy" (pisow.oryg.) się nad tym bąkiem pochyla i zastanawia: co to za bąk? może ten bąk ma parametry jakieś? jaką rolę ten bąk pełni w ekosystemie? Itd. Albo nie. Niech pan w podpisie każdego wpisu zawrze taką klauzulę "zawsze cytuję wikipedię" - I wszystko jasne!
Wielki Językoznawca na PN
A może tylko etymolog-chałupnik? Bo tylko tak można określić człowieka, który słowo vicar tłumaczy na wikary. Zresztą w wielu językach ujście rzeki w ten czy inny sposób kojarzy się z "ustami", np. niemieckie Mündung. A Koneczny na ten temat ani be ani me.
Czytać, czy myśleć, że się przeczytało?
No właśnie, kto przetłumaczył tego "wikarego"?
No kto?
Przecież nie ja.
.
To proszę sobie powrócić tam, gdzie jest źródło informacji i przeczytać. Tak na marginesie: na sprostowaniu mi nie zależy. Nie pierwszyzna.
Dla mnie jasne, że panu na sprostowaniu nie zależy
O które źródło panu chodzi? Czy o to z onetu, czy to z Daily Mail? Bo jeśli chodzi o onet, to wiem z własnego doświadczenia, że ma go pan w pogardzie i nie uznaje wiarygodnym, ale w jego relacji słowo "wikary" nie występuje. Natomiast to drugie w googlowskim "tłumaczeniu" wygląda następująco:
http://translate.google.com/t...
Unia w tej sprawie też nie pomoże...
Dzięki uprzejmości p. Sylwestra Chruszcza, parlamentarzysty UE, otrzymałem link do bardzo ciekawej korespondencji, odnoszącej sie wprost do mojego tekstu, polecam uwadze: http://www.europarl.europa.eu...
Mariusz A. Roman
Mariusz A. Roman
Małostkowego człowieka do życia podejście
Pierwszym odruchem litewskiego kołtuna jest oczywiście zawiść. Ale nie tylko. W zasadzie niczym to się nie różni od propozycji ex-posła Orzechowskiego o odbieraniu obywatelstwa sportowcom, którzy grają w obcych reprezentacjach. Na pewno się nie różni natężeniem głupoty, a raczej tylko siłą przebicia w politycznym środowisku. Śmiech na sali.
Amen
kniaź Michaił
kniaź Michaił
Zero zdziwień
W pewnych polskich kręgach żydowskie powiązania osób publicznych są równie zajadle tropione co polskie powiązania na Litwie.
Personalizm to zło, to socjalistyczna ideologia oparta na kłamstwie
Niemieckie też, ale nieco bardziej wybiórczo
Vide dziadek w Wehrmachcie.
Warto się uczyć
Pan nie słyszał, że ciągnie wilka do lasu? A murzyna do bluesa? A wie pan do czego ciągnie żyda? Pan ze świętym przekonaniem pisze, że wszyscy ludzie są równi. No bo jeśli równi, to dopiero wtedy można potępiać tropienie żydowskich powiązań, sugerując, że jedyną przyczyną tego tropienia jest sam fakt, że ktoś jest żydem. Więc jak? Ludzie różnią się między sobą? Statystycznie rzecz biorąc żyd, murzyn, Włoch, Skandynaw, Polak to to samo?
Żyda,
to najczęściej ciągnie do Żydówki, chyba, że jest cyklistą - wtedy ciągnie go do pedałów.
Jak się rozmnażają wilki?
Rozumiem, ze jest pan zdania, że wilki rozmnażają się poprzez kontakty z lasem, a nie z wilczycami. No, ciekawe. Co na to lekarz?