Gdziekolwiek jesteś, Panie Prezydencie...

Komisaryczny Prezydent Warszawy mianowany przez Rząd, a nie wybrany przez Radę Miejską Stefan Starzyński, przed wojną niezbyt popularny tak na lewicy, jak i na prawicy, już w pierwszych dniach jej wybuchu okazał się mężem opatrznościowym dla Warszawy. Wielki autorytet moralny Stefana Starzyńskiego podczas Kampanii Wrześniowej w 1939 r. spowodował konsolidację cywilnych i wojskowych obrońców stolicy, gotowych na wszystko w nierównej walce z hitlerowskim najeźdźcą.

Dziś wydobywamy z pamięci niejeden rozdział niełatwej historii, gdy przypominamy bohaterskiego prezydenta, czynimy to, aby uzbroić serca w miłość i szacunek do tego wszystkiego, co w narodzie najpiękniejsze, aby młode pokolenie było naszą spełnioną nadzieją i chlubą Ojczyzny. Aby Polska była wielka... bo to było Stefana Starzyńskiego marzeniem.

W roku 1934 prezes Rady Ministrów powierzył Stefanowi Starzyńskiemu godność komisarycznego prezydenta miasta stołecznego Warszawy. Za jego kandydaturą przemawiało doskonałe przygotowanie teoretyczne i praktyczne, duże zdolności organizatorskie i młodzieńczy zapał w działaniu.
Urząd prezydencki obejmował w niezwykle trudnej dla kraju i dla stolicy sytuacji.

W milionowej wówczas Warszawie 35% nieruchomości było bez wody, 65% nie posiadało urządzeń kanalizacyjnych, 60 tysięcy mieszkańców było bezrobotnych, a wiele tysięcy ludzi bezdomnych.

Klub radnych PPS tak przedstawiał istniejący wówczas stan faktyczny:

Działalność miasta nie liczy się zupełnie z istotnymi potrzebami ludności opieka społeczna, oświata pozaszkolna, opieka nad młodzieżą, szkolnictwo, pozostawione są w zaniedbaniu. Na przedmieściach brak bruków, światła, kanalizacji, panuje brud i nędza, bezrobotni nie mają należytej opieki, bezdomność jest wstydem i hańbą Warszawy.

Czterdziestoletni prezydent jest jednak pełen zapału i nadziei. Pragnie uczynić z Warszawy stolicę europejską. Już w kilka miesięcy po objęciu urzędu przedkłada Radzie Miejskiej 24 punktowy program, w którym dominującą rolę zajęły problemy urbanizacji przedmieść, ożywienia ruchu inwestycyjnego, unowocześnienia arterii komunikacyjnych, modernizacji sieci gazowej, kanalizacyjnej i wodociągowej oraz elektryfikacji węzła warszawskiego. Program Starzyńskiego obejmował ponadto starania w zakresie podniesienia stanu estetycznego miasta, podejmował walkę z biurokracją, przerostami kadrowymi i protekcjonizmem.

Pomimo piętrzących się trudności ekonomicznych program komisarycznego prezydenta został przyjęty i był realizowany aż do wybuchu wojny. Będąc doskonałym animatorem energii społeczeństwa stolicy oraz reformatorem w ramach istniejącego systemu, Starzyński podejmował coraz to nowe inicjatywy, które uczyniły z Warszawy miasto godne miana stolicy.

Za jego kadencji stworzono m.in. nowe parki warszawskie na Woli i Żoliborzu, wzniesiono gmachy użyteczności publicznej: Muzeum Narodowe, Ministerstwo Oświaty, Muzeum Historyczne Warszawy, odsłonięto fragmenty staromiejskich murów ochronnych, odrestaurowano Pałac Blanka, Pałac Paca, Arsenał i Zamek Królewski.

Pomimo niewątpliwych zasług ambitnemu prezydentowi nie udaje się jednak poprawić sytuacji warszawskiej biedoty. Warszawa czytamy na łamach "Robotnika" w 1938 r. nie może być podzielona na Warszawę w kwiatach w Śródmieściu i Warszawę w błocie i ciemnościach w dzielnicach robotniczych. Stolica nie może posiadać głodnych bezrobotnych i bezdomnych.

Lewicowa opozycja choć nie odmawia Stefanowi Starzyńskiemu zasług coraz silniej uderza w zasadę rządów komisarycznych, domagając się wyborów samorządowych. Za takimi wyborami opowiada się również sam prezydent, któremu ciąży świadomość, że został społeczeństwu stolicy narzucony. Starzyński szczerze pragnie być prezydentem Warszawy, ale z wyboru.

Warszawa była Jego największą pasją. Po stracie żony Pauliny z Chrzanowskich, Starzyński nie miał prawie życia osobistego. Pracował w ratuszu od rana do późnej nocy. To nie człowiek, ale jakaś maszyna pracy pisał o nim Melchior Wańkowicz. Natomiast Jan Hoppe widział w nim ponadto wielkiego entuzjastę i samorządowca.

Umiłował żeglarstwo i turystykę, kolekcjonował dzieła sztuki, aby w testamencie zapisać je Warszawie. Marzył zawsze o Warszawie w kwiatach, wielkiej, pięknej, nowoczesnej. Oglądał ją po raz ostatni w gruzach i dymie.

Pierwszy akt niszczenia Warszawy rozpoczął się już 1 września 1939 roku. O godzinie 4.45 wojska niemieckie bez wypowiedzenia wojny przekroczyły granicę Polski z północy, zachodu i południa. W kilka godzin później na stolicę spadły pierwsze bomby, rozpoczynając etap barbarzyńskiego niszczenia miasta.

4 września zaczęły powstawać pierwsze Robotnicze Komitety Pomocy Społecznej. 6 września z inicjatywy działaczy PPS powołano do życia Robotnicze Bataliony Obrony Warszawy. Powstał także Społeczny Komitet Samopomocy Społecznej, który roztoczył opiekę nad uchodźcami i ewakuowanymi. Powołano Straż Obywatelską oraz Dzielnicowe i Blokowe Oddziały Obrony Cywilnej.

8 września rozpoczęło się oblężenie stolicy, trwające trzy tygodnie. Okrążona ze wszystkich stron broniła się bohatersko. Hitlerowcy dla wytłumaczenia swego nieludzkiego zniszczenia ogłosili Warszawę warowną twierdzą. Artyleria i lotnictwo niemieckie dniem i nocą bombardowały Śródmieście i inne dzielnice miasta. Gaszenie pożarów uniemożliwiał brak wody na skutek uszkodzonych filtrów i sieci wodociągowej. Bez światła i wody trudna była praca szpitali, wzmagało się niebezpieczeństwo epidemii. Całe dzielnice były w ogniu. Kończyły się zapasy żywności i amunicji, ale Warszawa nie poddawała się.

Wola oporu obrońców stolicy sprawiła, że przejawami swojego bohaterstwa stali się oni symbolem walki dla całego narodu. Na apel radiowy Stefana Starzyńskiego Komisarza Cywilnego Obrony Stolicy stanęło tysiące warszawiaków, którzy przystąpili do budowy barykad i umocnień obronnych, uruchamiania zdezorganizowanych ewakuacją zakładów użyteczności publicznej, ochrony ocalałych dzieł kultury narodowej.

W okresie od 9 do 13 września Robotnicze Bataliony Obrony Warszawy liczyły około 6 tysięcy ludzi. Na ich bazie 12 września zorganizowana została Warszawska Brygada Robotnicza w sile 1000 ludzi, która zasiliła jednostki liniowe Wojska Polskiego.

Wobec decyzji premiera w sprawie ewakuacji Urzędów Centralnych z Warszawy, Starzyński kategorycznie odmawia jej wykonania. W rozmowie telefonicznej z Włodzimierzem Jaroszewiczem Komisarzem Rządu na miasto stołeczne Warszawę, przekazującemu wezwanie premiera o natychmiastowe opuszczenie miasta odpowiedział z goryczą:

Powiedz swojemu premierowi, że jeżeli nie zatroszczył się o los mój i miasta w chwili, gdy je opuszczał, niech teraz troskę o to pozostawi mnie. Powiedz mu też, że ja dezerterem nie będę.

W kilka godzin później przed mikrofonem Polskiego Radia Starzyński wygłosił płomienne wezwanie:

Ja i moi współpracownicy kreśliliśmy plany, robiliśmy szkice wielkiej Warszawy przyszłości. I Warszawa jest wielka. Prędzej to nastąpiło niż przypuszczaliśmy, nie za lat 50, nie za lat 100, lecz dziś widzę wielką Warszawę. Gdy teraz do Was mówię, widzę ją przez okno, w całej wielkości i chwale, otoczoną kłębami dymu, rozczerwienioną płomieniami ognia, wspaniałą, niezniszczalną, wielką, walczącą Warszawę. I choć tam, gdzie miały być wspaniałe sierocińce, gruzy leżą, choć tam, gdzie miały być parki, dziś są barykady gęsto trupami usiane, choć płoną nasze biblioteki, choć palą się szpitale, nie za lat 50, nie za lat 100, lecz dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i chwały.

Słowa bohaterskiego prezydenta zagrzewały wówczas do walki i czynu. Wśród płonących murów stolicy trzeba było utrzymać dostawy wody, żywności, gromadzić środki opatrunkowe, zorganizować służbę sanitarną. Stefan Starzyński, przewodząc ludowi stolicy, wypełniał swój obowiązek do końca. Codziennie wzywał obywateli Warszawy do wytrwania w nierównej walce. Jego głosu słuchali wówczas walczący naród i cały świat. Od niego pierwszego dowiadywano się, że Warszawa walczy, że nie ulegnie.

W warszawskim ratuszu przez cały czas oblężenia trwała wytężona praca nad przygotowaniem obrony miasta. Tu napływały meldunki OPL, Straży Ogniowej, szpitali, a także instytucji użyteczności publicznej. Stąd płynęły również polecenia, instrukcje i konkretna pomoc. Trwały bombardowania i szerzyły pożary, Warszawa radowała się z każdego zestrzelonego samolotu, a szczególnie z wiadomości o przystąpieniu do wojny Wielkiej Brytanii i Francji. "Kurier Warszawski" pisał wówczas Gdybyście [Niemcy] mogli teraz być wśród nas ujrzelibyście jak za każdą nową waszą zbrodnię za każdą waszą bombę po każdej świeżej stracie z serca do serca, z piersi do piersi idzie przez Naród coraz to mocniejsza przysięga, zawzięte postanowienie: wytrwać, walczyć i zwyciężyć. Po tych waszych bestialstwach w najbardziej nawet spokojnych, w najbardziej nawet wahających się zakwitła gorąca wiara, że wojna mimo związanych z nią ciężkich przeżyć skończy się naszym zwycięstwem.

Wielką zasługę w kształtowaniu nastrojów walczącego społeczeństwa Warszawy poniósł prezydent Starzyński, który w tamtych trudnych dniach zmagań był niemal wszędzie. Najwięcej uwagi poświęcał jednak usprawnieniu działania OPL. Dla niesienia wsparcia dla wojska tworzył tzw. Brygady Pogotowia Budowlanego, z zadaniem udzielenia pomocy zbombardowanym, usuwania zwalisk z arterii komunikacyjnych i przy budowie barykad. Powołał też Pogotowie Mostowe z zadaniem ochrony mostów. Inspekcjonował elektrownie, wodociągi, gazownie wszędzie zastawał tam ład i wzorowy porządek oraz przykłady ludzkiej ofiarności.

Pierwsze wielkie miasto, które stawiło zacięty opór armiom Hitlera, przypłaciło to dotkliwymi stratami. Liczba poległych i rannych wyniosła ok. 60 tysięcy wśród ludności cywilnej, nie licząc strat oddziałów wojskowych walczących w obronie miasta.

Zniszczeniu uległo 12% budynków oraz trudna do oszacowania część skarbów kultury narodowej i majątku ruchomego. Mimo ogromu nieszczęścia duch ludności był nieugięty. Wojskowi i cywilni obrońcy Warszawy w obliczu decyzji o zawieszeniu broni podjętej przez Dowództwo Obrony Warszawy po 17 dniach heroicznej obrony, nie chcą opuścić swych stanowisk, posądzając pertraktujących o zdradę. Wielu zdesperowanych obrońców ucieka się do śmierci samobójczej.

Nadszedł wreszcie najtragiczniejszy moment dla ciągle walczącej jeszcze Warszawy. W swoim ostatnim przemówieniu radiowym bohaterski prezydent nadal wzywał warszawiaków do trwania na swoich stanowiskach:

Znowu Niemcy wystrzelili na Warszawę dziesiątki tysięcy pocisków, zrzucili tysiące bomb burzących i zapalających, setki domów w ruinie, płoną kościoły i zabytkowe pałace, giną bezcenne dzieła sztuki. Stokroć gorsze straty ponosimy w ludziach, giną kobiety i dzieci, giną uczeni, lekarze i artyści. Cmentarze są wszędzie, w ogrodach i na dziedzińcach ulicznych, na każdym skrawku wyrastają nowe krzyże. Brak nam lekarstw i środków opatrunkowych, brak w wielu miejscach wody, światła, gazu. A jednak bronimy się. Nie traci ducha żołnierz na barykadzie, nie tracą ducha mieszkańcy. Bez przerwy, bez odpoczynku pracują, w dzień i w nocy, robotnicy wodociągów, elektrowni, gazowni, telefonów, uruchamiając i reperując zniszczone przewody. Osamotniona stolica Polski Warszawa daje bohaterski opór wszelkim atakom wroga na lądzie i w powietrzu. Ale Wy bohaterscy, niezłomni obrońcy umęczonej Warszawy wytrwacie do końca. Czekamy na Waszą odpowiedź, czekamy na Wasze czyny. A wy, zbrodniarze spod znaku splugawionego krzyża, pamiętajcie, że jest sprawiedliwość dziejowa, która zapłaci za nasze męki, za nasze łzy, za naszą krew, za nasze krzywdy. Pamiętajcie.

Ostatnie nasze spotkanie ze Starzyńskim wspominał generał Juliusz Rómmel miało miejsce 29 września, kiedy wylądował na polu mokotowskim samolot przysłany do mojej dyspozycji.

Zaproponowałem prezydentowi wykorzystać tę sposobność, ponieważ jako osoba cywilna nie podlegał konwencji genewskiej. Wówczas Starzyński odpowiedział spokojnie nie panie generale, tak jak pan, idąc do niewoli, dzieli twardy los swoich żołnierzy, tak i ja pozostanę wśród swoich.

W obliczu kapitulacji, choć prezydent zdawał sobie sprawę, jaki los zgotują mu hitlerowcy, pozostał na posterunku. Z tego samego ratusza rozpoczął następne 27 dni walki o unormowanie życia w zdruzgotanej i okupowanej już stolicy. Były to dni równie heroiczne od tych 17 poprzednich, dni zmagań o zaopatrzenie miasta w żywność, zlikwidowanie spekulacji, rozwiązanie problemu uchodźców, ratowanie ludzi zagrożonych, uruchomienie elektrowni, gazowni, wodociągów, tramwajów, szkół, stworzenie struktury podziemnej administracji.

27 października 1939 roku prezydent Starzyński został aresztowany przez gestapo. Więziony i torturowany na Daniłowiczowskiej, a później na Pawiaku, zrezygnował z przygotowanej przez przyjaciół ucieczki, mówiąc:

Zostanę, za wielu spośród Was zapłaciłoby za mnie życiem. Wytrwam do końca.

W wigilię Bożego Narodzenia 1939 roku rodzinie więźnia zwrócono przeznaczoną dla niego paczkę żywnościową. Dalszy los prezydenta nie jest nam znany.

Mogiła w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach nie kryje jego prochów. Nie wiemy dokładnie, gdzie i kiedy zginął, gdzie spoczywa. Z kilku obrosłych legendą wersji, ostatnim miejscem jego spoczynku miały być Natolin, Palmiry, Dachau to ostatnie wydaje się najprawdopodobniejsze.

W grypsie stamtąd nadesłanym pisał:

Myślę o Warszawie, serdecznie pozdrawiam wszystkich Polaków.

Jeżeli ów gryps jest legendą, to legendą nie jest przekonanie, że z taką właśnie myślą umierał...

Najbardziej prawdopodobną informację o śmierci prezydenta Warszawy dał Jacek Wołowski na łamach "Życia Warszawy" nr 50/1946. Według niego Stefan Starzyński rozstrzelany został 17 X 1943 r. w bunkrze leżącym 3 km od Dachau. Egzekucją kierował blokführer Leisman, dowódca 30-osobowego oddziału SS-manów pilnujących bunkra oznaczonego nr 13/14. 5 maja 1945 roku po zajęciu tych terenów przez armię amerykańską i aresztowaniu dr. Leismana, w bunkrze znaleziono płyty z nagraniami przemówień, które prezydent Starzyński wygłaszał przez radio do obrońców bohaterskiego miasta w dniach 20-24 września 1939 r.

Od 15 do 17 października 1943 r. hitlerowcy teksty te transmitowali dniem i nocą przy pomocy głośników do celi bohaterskiego więźnia. 17 października Stefan Starzyński wyprowadzony został z celi. Prowadzono go przez dziedziniec, a następnie kazano mu wykopać grób. Gdy to uczynił, padła mordercza salwa.

Odszedł od nas człowiek, który swoją bohaterską postawą dał przykład, jak w chwili największej próby należy służyć Ojczyźnie. Pozostawił dla nas wzorzec symbolizujący odwagę i poczucie godności narodowej. Wdzięczna Warszawa wzniosła Swemu Wielkiemu Synowi pomnik w Ogrodzie Saskim i przy Placu Bankowym. Najokazalszy wzniosło mu w swych sercach starsze i nowe pokolenie Polaków.

Witold Lisowski

Artykuł ukazał się w Biuletynie Informacyjnym Armii Krajowej (wrzesień 2002 rok). Publikacja dzięki uprzejmości Redakcji BI AK.

Zobacz: Miesięcznik Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Numer bieżący można kupić w w "Księgarni Warszawskiej", budynek PASTy , ul. Zielna 39 parter, godz. 10-18, cena - 5 zł, lub redakcji, w tym samym budynku - 2. piętro. Archiwalne numery dostępne są od roku 2000, jeżeli nakład się nie wyczerpał.

0

Jak to jest?

W przeszłosci tylu było męzów stanu. Dzisiaj cieżko tak owych znalesc.

To jest: Radek

Kto jest mężem stanu

widać dopiero w obliczu próby...
----
W sprawach prywatnych, proszę pisać na Berdyczów

----
W sprawach prywatnych, proszę pisać na Berdyczów

Opus meum: KRAJ.info.pl Czasopismo o Polsce i Polakach

To jest: Piotr Radecki

wspomnienie

Kordian Tarasiewicz wspomina Stefana Starzyńskiego

-------------------------------------------------------
>>ludzie postawili ludzki świat na głowie<<

-----------
>>ludzie postawili ludzki świat na głowie<<

To jest: Jan Bodakowski

Laurka i tyle. II wś

Laurka i tyle. II wś sprawiła że wielu mogło przejść do historii jako męczennicy. Pewnie gdyby wojny nie było odeszli by w niesławie. Np taki Bolek jakby zginą na barykadzie to był bohaterem a tak się zeszmacił. Pewnie jak Rosjanie wejdą z misją pokojową do Polski i Tusk zginie na barykadzie też zostanie bohaterem.

Trochę to cyniczne

nie widzi Pan różnicy w pojmowaniu wiary, honoru, obowiązku i wierności zasadom pomiędzy pokoleniem Kolumbów, a pokoleniem wyrosłym po 1989r.? Tym bardziej, że mamy za sobą kilkadziesiąt lat "zmiękczania ducha narodu"?

Oczywiście są wybitne jednostki i prawdziwe autorytety również i teraz. Ale wydaje mi się, że żaden z nich nie może się dobić do władzy okupowanej przez miernoty. Może na szczeblu samorządowym się to zdarza?

Próbował niedawno dostać się z Wrocławia do Senatu, znany z bohaterskiej walki, Kornel Morawiecki, ale przegrał z jakimiś bezimiennymi leszczami z PO (i to aż trzema), ponieważ nie miał pod nazwiskiem... poparcia PO. A niby ordynacja wyborcza do Senatu jest lepsza niż do Sejmu...? No, ale jak genialni młodzi ludzie skrzyknęli się SMS-ami....

To jest: Jan Bodakowski

Czym więcej czytam na temat

Czym więcej czytam na temat historii tym piedestały stają nie niższe. Elity polityczne sanacji robią wręcz wrażenie jakby interesy korporacyjne stawiali nad dobrem Polski. II wś dała wielu niezbyt godnym możliwość bohaterskiej śmierci. I warto rozróżnić tych co całe życiu byli szlachetni od tych którzy mieli tylko chwalebny okres w życiu.

A cóż takiego Pan czyta?

mj

mj

Panie Bodakowski

to nie "szkło kontaktowe", to normalny artykuł o normalnym Polaku, do tego "wielkim" i nie znieszmaconym różnymi czerwono-różówymi brudami!!!! Czy nie może Pan przeczytać tego "normalnie", a "dogryzki" dołączyć do czegoś bardziej na czasie?

mj

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.