Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Wykładnia wolności. Na przykładzie edukacji
Autor: Karol Jasiński, wt, 02/09/2008 - 19:25
Znamieniem każdego totalitarnego systemu jest obsesja kontroli każdego aspektu ludzkiego życia. Chęć i konieczność inwigilacji obywateli połączona jest również z podejmowaniem decyzji przez państwo za człowieka, oczywiście w jego interesie. Wynika to z przeświadczenia o niezaradności życiowej i pewności, że urzędnik wie lepiej co dla danej osoby jest najbardziej właściwe. I tak Rewolucja Anty-Francuska przyniosła powszechny pobór do wojska. Od tamtego czasu wojsko najemne, czyli zawodowe zostało powoli wypierane przez amatorów, którzy w swej liczbie stanowili doskonałe mięso armatnie. Obowiązek wojskowy z jednej strony hamował rozwój i doskonalenie armii, poprzez zalew niedouczonych w tym fachu przyszłych wojaków, z drugiej strony zabierał życie ludziom, którzy planowali poświęcić je dla realizacji innych zadań, niezwiązanych z wojskiem. Gdy ludzkość nie znała jeszcze powszechnej służby wojskowej nie do pomyślenia był także nakaz uczęszczania dzieci do placówek edukacyjnych przez z góry oznaczony czas. Miażdżąca większość (jeśli nie wszyscy) wielkich myślicieli, odkrywców, artystów nie chodziła do szkoły. W tamtych czasach niepotrzebne było edukowanie na poziomie ogólnym, gdyż każdy specjalizował i szkolił się praktycznie w swoim fachu. Wychodzono, z założenia, że rozsądniejsze jest być mistrzem w jednej dziedzinie, niż ignorantem, z minimalną wiedzą na wiele tematów. Dzisiaj, w Polsce istnieje przymus szkolny dzieci w wieku 7-18 lat. Możliwa jest nauka dziecka w domu, ale pod pewnymi warunkami. Uważam, że państwo, które szanuje swoich obywateli nie powinno przymuszać rodziców i dzieci do edukacji, jeśli oni sobie tego nie życzą. Ludzie powinni posiadać prawo wyboru drogi edukacji swojego dziecka. Gdybyśmy żyli w normalnym kraju, gdzie administracja państwowa obejmuje kilka ministerstw i niezbędnych urzędów, a podatki nie zabierają ľ wypracowanego dochodu sprawa byłaby zdecydowanie prostsza. Istniało by wtedy wyłącznie prywatne szkolnictwo, między szkołami znalazły by się różnice programowe. Rodzice mogli by wybrać i opłacić pracowitych i przygotowanych nauczycieli w renomowanej szkole. Pieniądze na płatną edukację znalazłyby się w kieszeni każdego pracowitego człowieka, nietknięte składką zdrowotną, akcyzą, czy ZUS-em. Fałszywym argumentem przeciwników edukacji domowej jest twierdzenie, że dziecko wtedy ogranicza swoje kontakty z ludźmi i światem zewnętrznym. Dziecko uczone w domu przez rodzica(ów) lub wybranych przez nich specjalistów nie musi poświęcać tyle godzin swojej edukacji. Nauka indywidualna, bezpośredni kontakt umożliwia większą absorpcję wiedzy. Można zgłębiać godne zainteresowania pewne tajniki omawianych kwestii, rozwijać swoje zainteresowania i poszerzać horyzonty. W domu trzeba być zawsze przygotowanym, gdyż tu nie pyta się co dziesiątą osobę. Warto wyjść poza wątłe ramy ogólnej edukacji, która z definicji musi być uśredniona, przeciętna i dla wszystkich. Funkcja wychowawcza szkoły w dzisiejszych czasach nie istnieje, poza nielicznymi chlubnymi wyjątkami, głównie wśród szkół prywatnych. Ze szkoły, poza wyjątkami wychodzą szaraczki, które mówią i wiedzą podobnie jak ich podobni koledzy. Można porównać to do fabryki czekolady. Produkuje się nadziewane, gorzkie, mleczne, ale zawsze czekolady. W domu można wychować inteligenta i erudytę o znacznie szerszej wiedzy niż "produkt szkolny". Poza tym, poza czasem spędzonym na naukę w domu, krótszym niż w szkole, można zapisać dziecko na dodatkowe zajęcia np. język obcy, jako ważny rozwijający czynnik i dodatkowo na coś lżejszego, hobbystycznego np. basen, taniec albo karate. Człowiek rozwija się wtedy w różnych kierunkach i poznaje znacznie więcej osób niż w szkole i wbrew obiegowym opiniom socjalizuje się mocniej, gdyż ma kontakt z kilkoma grupami, zamiast jednej. Wszyscy chodziliśmy do szkoły i wiemy, jak to wygląda. Większość czasu w szkole dzieci poświęcają na wygłupy i zabawę. W czasie lekcji nauczyciel musi uspokajać niesfornych uczniów, a czas traci cała klasa. Dodać do tego należy liczbę przedmiotów, wydaje się, że niektóre istnieją tylko dlatego, gdyż dzięki nim powstają nowe miejsca pracy. Średnio dziecko poświęca na cały proces szkolny w ciągu dnia 10 godzin. Godziny w szkole plus odrabianie i nauka w domu. De facto, dziecko zdecydowanie dłużej jest pod kontrolą państwa niż rodziców. To państwo poprzez swój program nauczania mówi, co dziecko powinno wiedzieć, a z czym niekoniecznie powinno się zaznajamiać. Odpowiedzialni rodzice powinni reagować na tak drastyczne ograniczanie ich władzy rodzicielskiej. Nie można oddawać dzieci pod czyjeś tak nachalne panowanie poprzez wpajane treści. Jeśli niemożliwa jest nauka w domu, zawsze można znaleźć prywatną szkołę, która najbliższa jest wartościom rodziców i oferuje odpowiedni poziom nauki. Tylko dlaczego musimy płacić także na państwowe? Prywatna szkoła, finansowana przez rodziców jej uczniów ma interes w tym, żeby było w niej bezpiecznie, przyjaźnie gdyż dzięki temu wyrobi sobie markę i dobrą opinię. A to na WOLNYM rynku najważniejsze. Gwarantem jej trwania jest także dobór nauczycieli i wysoki poziom nauczania. Warto inwestować w rozwój swoich dzieci.
O Autorze: Prezes lubelskiego oddziału Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. |
Rewolucja.
Nie przyniosła powszechnego poboru do wojska. Rozumiem że choćby starożytność to nie historia.
Być może to skutki edukacji domowej, ale z historii to
młody człowieku, należy Ci się pała.
Anna
Argumenty ad personam raczej
Argumenty ad personam raczej nie świadczą o godnej sędziwego wieku mądrości.
Tekst niezły,dodam,że dla niektórych jest niewskazana nauka w ogóle - co najwyżej nauka zawodu - bo po prostu nie nadają się do rzeczy wymagających myślenia. I nie jest to z mojej strony jakaś pogarda,to lewacy gardzą takimi ludźmi narzucając im jedynie słuszny model.
Podstawowy dylemat
Czy obywatel jest dla państwa czy państwo dla obywatela.
Państwo socjalistyczne, czy mówiąc ogólniej antyliberalne to państwo dla którego obywatel jest jego własnością. Taki obywatel powinien zasuwać jak osioł, płacić podatki, nie zadawać pytań i zawsze głosować na jedynie słuszną partię.
Gdyby zapytać ludzi wprost czy chcą żyć w takim państwie, pewnie nikt by się nie zgodził. Ale takich pytań nikt nie zadaje...
--
The man who reads nothing at all is better educated than the man who reads nothing but newspapers - Thomas Jefferson.
Edukacja
Jan Bodakowski
Edukacja
Państwo nie powinno mieć prawo posiadania szkół, narzucania programów i światopoglądu. Szkoły państwowe są powodem niepotrzebnych sporów ideologicznych i religijnych (o edukację seksualną, religie). Szkoły prywatne oferują różne programy zgodne z oczekiwaniami rodziców. Państwowe szkoły ogłupiają, indoktrynują, demoralizują, niszczą pracowitość i kreatywność, szerzą uniformizację i ateizm, oferują kiepski usługi, rozbijają rodziny, narażają dzieci na patologie i agresje. Prywatne szkolnictwo umożliwi wychowanie młodych pokoleń na ludzi mądrych i moralnych.
Dzisiejszy system uderza w ubogich. Bogaci nawet po zapłaceniu wysokich podatków mogą uciec ze złego publicznego do lepszego prywatnego systemu. Biedni ograbieni podatkami nie mają możliwości ucieczki. Bogaci korzystają także z bezpłatnego sytemu edukacji wyższej utrzymywanego z podatków biednych, których nie stać na korzystanie z wyższej edukacji lub nie stać ich było na lepszą edukację prywatną pozwalającą na zdanie egzaminów.
Szkolnictwo wyższe winno być autonomiczne i odpłatne, bo edukacja to dobra inwestycja. Biedni muszą mieć możliwość korzystania z kredytów NBP i stypendiów.
Potrzeba znieść przywileje zawodowe nauczycieli, by można było usuwać z zawodu złych nauczycieli. Związki zawodowe nauczycieli są gwarantami złego systemu.
Trzeba zaniechać propagowania przedszkoli i żłobków. Przywrócić rodzicom kontrolę nad treściami, których uczą się ich dzieci, co zostało im odebrane przez szkolnictwo publiczne i socjalistów, którzy uważają rodziców za głupszych od urzędników. Zlikwidować państwowe unormowania dotyczące szkolnictwa.
Szkodliwe jest szkolnictwo koedukacyjne, mające niższy poziom, nie cieszące się zaufaniem rodziców, zmuszające dziewczęta do dbania o własną atrakcyjność seksualną zamiast troski o edukację, tłumiące aktywność uczniów. Kapitał ludzki jest bardzo ważnym kapitałem Polski. Lepszy prywatny system edukacji daje szansę na rozwój kraju.
Leon XIII w encyklice „Sapientiae Christianae" (Te Deum 2003) pisał że (str. 32):
„konieczną jest rzeczą, żeby rodzice się usilnie starali [...] iżby im prawo wychowania dzieci po chrześcijańsku i nie posyłali ich do tych szkół, w których lękać się mogą, że im dzieci zatruwają nauką bezbożności”.
Feliks Koneczny (największy polski historyk i badacz konfliktów między cywilizacyjnych) w książce „Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej” pisał /st.156/
„W mym państwie obywatelskim nie ma ani jednej szkoły państwowej.” „Dopiero protestantyzm stał się pomostem do szkoły państwowej.”
Dla Romana Rybarskiego (twórca programu gospodarczego narodowej demokracji) edukacja państwowa jest instrumentem szkodliwej indoktrynacji. Państwo zdaniem Romana Rybarskiego nie może mieć monopolu edukacyjnego. W książce z 1936 pt. „Siła i prawo” Roman Rybarski pisał że (str.167)
„W mocnej rodzinie widzimy podstawę zdrowia narodu i dlatego musimy odrzucić (...) wychowanie państwowe”.
Jan Bodakowski
A gdzie miejsce na życie towarzyskie?
Człowiek jest istotą stadną. Potrzebuje kontaktu z rówieśnikami z przyczyn medycznych. Inaczej choruje. Samotność odbija się na zdrowiu. Aby pracować trzeba mieć umiejętności interpersonalne. A te otrzymuje się w praktyce. Dziewczynki stroją się po to, aby koleżanki zzieleniały. Chłopakom wystarczy sam widok twarzy.
Zgadzam się, że szkolnictwo powinno być prywatne. Ale program musi być z grubsza jednolity. Inaczej możliwe są następujące sytuacje:
-Rodzice postanowili, że dziecko będzie poetą. Wysłany do odpowiedniej szkoły, czego skutek taki, że na dźwięk słów "tranzystor", "chlor", "fotosynteza", "prąd sinusoidalny", pomyśli, że to nazwy jakiś skrzatów z głupiej bajki.
-Super ultra mądrzy rodzice postanowili, że dziecko będzie elektrykiem. Na dźwięk słów "Sienkiewicz", "Kujawiak", "Katmandu", "Chopin", pomyśli że to nowe firmy branży elektronicznej.
Przedszkole to nauka przez zabawę, nauka umiejętności interpersonalnych, przygotowanie do szkoły, pewności siebie blablabla. I najpiękniejszy okres dzieciństwa. Wszystkie zabawki jakie rodzice mi dali, oddałbym za jeden normalny dzień z rówieśnikami w dzieciństwie.
Leon XIII, Koneczny i Rybarski nie mieli racji.
W mojej podstawówce (czasy
W mojej podstawówce (czasy Jaruzela) nauczyciele byli debilnymi sadystami (jeden był pederastą pedofile). Dzieci terroryzowali z jednej strony nauczyciele (bicie, terror psychiczny) z drugiej dzieci kryminaliści (bili, kradli, chlali, molestowali dziewczynki). Szkoła zajmowała się zniechęcaniem do wiedzy, wciskaniem propagandowych głupot. I dalej ci nauczyciele uczą.
No to na Pana trafiło
Mój przyjaciel przeżył napad w tramwaju. Do dziś trzęsie się na widok wszelkiego rodzaju pojazdów komunikacji miejskiej.
Jest tylko jeden
Jest tylko jeden problem:
ani jazda tramwajem, ani wychodzenie z domu nie jest obowiązkowe, a szkoła owszem.
Nie zrozumiał Pan
Chciałem wykazać, że w każdym kraju w każdej opoce ludzie "jakoś żyli". Tylko co to za życie? A bez szkół dzieci nie wiedziałyby kim był np. Tuwim. Mój brat jest taksówkarzem w Londynie. Uwierzy Pan, że woził nastolatków, którzy nie wiedzieli kim był Churchil? Tam historia nie jest obowiązkowa... Jechali na jakieś Wzgórze Churchila. Myśleli, że to od jakiegoś kościoła... "Church" to znaczy "kościół".
Cyniku, to bardzo mądre.
Cyniku, to bardzo mądre. Tylko, że do tego wszystkiego, co opisujesz państwowa edukacja nie jest w zupełności potrzebna. Państwowej edukacji nie było przez większą część historii ludzkości i jakoś te wszystkie potrzeby dzieci były zaspokajane. Jak? Na milion różnych sposobów od zorganizowanych przez dorosłych do całkiem spontanicznych. Brak państwowej edukacji nie oznacza zamknięcia dzieci w domach, natomiast oznaczać może, że będą miały więcej czasu na bycie dziećmi.
Przez większą część historii ludzkości nie było
samochodów, kalkulatorów, frytkownic i imejli. Jedzenie było do bani, bo sól i cukier kosztowały majątek. Gdybyśmy mieli wehikuł czasu... Trudno ocenić czy ludziom z przeszłości spodobałoby się. Raczej długo nie pożyliby. Na drogach metalowe, ryczące potwory!! To wszystko kwestia życia w środowisku. Mało kto z nas przeżyłby w afrykańskiej dżungli...
Co Pan rozumie jako "bycie dziećmi"? Ukończenie dwudziestu lat i ani be, ani me? Lubię sobie pokpić z Amerykanów, bo nie potrafią często wskazać na mapie własnego kraju. Dużo lepiej z własnym stanem.
Dla Amerykanów własny
Dla Amerykanów własny stan, to właśnie własny kraj. Angielskie słowo "state" oznacza państwo. Więc jest OK. Potrafią pokazać swoje państwo w Unii.
Co do reszty argumentów, to są niepoważne, bo porównywanie urządzeń technicznych do instytucji społecznych jest bez sensu tak samo jak analiza, czy lepszy jest sok jabłkowy, czy ciepłe skarpetki.
Czy u Pana w szkole nie mówili co to jest ironia????
Oczytany człowiek wskaże na mapie Nową Zelandię... I nie pomyśli, że to stan.
Nie do końca zgodzę się z
Nie do końca zgodzę się z Konecznym, choć w odniesieniu do części protestantyzmu ma on sporo racji. Jednakże np. w Anglii protestantyzm nurtu purytańskiego rozwinął niezależne od państwa szkolnictwo kościelne i prywatne, z którego zresztą wywodzili się najwięksi wynalazcy rewolucji przemysłowej, jak choćby Watt. Podobnie w krajach katolickich, gdzie istniała wolność wyznania - jak w Polsce - protestanci rozwinęli szkolnictwo niezależne od państwa reprezentujące, z tego co wiem, wysoki poziom.
Natomiast w krajach, gdzie protestantyzm stał się religią państwową początkowe szkolnictwo kościelne (i niezależne od państwa) upaństwowiono. Z wiadomymi skutkami.
Co do wniosków odnośnie
Co do wniosków odnośnie edukacji zgoda, ale wtręt o służbie wojskowej zupełnie niepotrzebny i rzeczywiście niezupełnie zgodny z faktami.
Króciutko: pod koniec XVII wieku wraz z pojawieniem się karabinu skałkowego i bagnetu zmieniła się taktyka. Wrócił znany ze starożytności szyk linearny, a bitwy wygrywał ten, kto został na polu bitwy. Stąd - przy wzroście siły ognia - konieczność radykalnego zwiększenia liczebności wojska. Stąd też w tym czasie upadek polskiej sztuki wojennej, która opierała się na nielicznej, ale dobrze wyszkolonej armii zawodowej (pospolite ruszenie było bardziej tłem, niż realną siłą). Opisany przez ciebie brak wyszkolenia żołnierzy nadrabiano długością służby, która trwała nawet do 20 lat.
Powszechny pobór do wojska jeszcze przed RF wprowadziły choćby Prusy i Rosja. Na początku XIX wieku w Europie Anglia stanowiła wyjątek ze swoją wyłącznie zawodową armią. Dodam, że przy mniejszej liczebności angielskie wojsko tłukło regularnie francuską armię z poboru.
Zrewoltowana Francja i Stany Zjednoczone w ślad za Prusami zresztą, wprowadziły natomiast powszechną militaryzację społeczeństwa.
Państwo totalitarne to przede wszystkim państwo
bez demokracji. Obsesja kontroli to cecha drugorzędna.
Czyżby miał Pan na myśli koalicje antyfrancuskie? Zdecydowanie zwalczały Francję. Wojsko, to temat trudny i trzeba się znać. Ja się nie znam. Wiem na pewno, że armia ludzi potrzebuje... Gdy nie było szkół, mało kto oprócz duchownych umiał czytać. I tak naprawdę nic nie wiedzieli o świecie. Dla wieśniaka świat nie sięgał dalej niż kilkanaście kilometrów od chatki lub domu pana. Wydaje się mi się, że miażdżąca większość wielkich myślicieli, odkrywców, artystów urodzonych w XX wieku chodziła do szkoły. Ci co nie, musieli być diabelnie uzdolnieni. Ile talentów się przez to zmarnowało, skoro człowiek jak urodził się na dnie to miał tam pozostać? Czytałem "Córkę proboszcza" (anglikańskiego, ponieważ chodziłem do szkoły, wiem co to jest) Georga Orwella. Bohaterka panna Dorothy Hare, uczyła w szkole prywatnej, gdzie zdanie rodziców było świętsze od biskupa Canterbury. Dorothy wprowadziła trochę historii i plastyki. Rodzice się wściekli i kazali cały czas kuć arytmetykę. A jak usłyszeli, że Anglia przegrała jakąś bitwę!!! W książce nie określono jaką... Oburzenie ogromne. I tak jedna z dziewczynek zapytała: "Co to jest pies"? Rodzice nie są ekspertami. O szkole można powiedzieć wiele złego. Ale przynajmniej po trochę uczy wiele dziedzin. Od pierwiastków po Mickiewicza, od fotosyntezy do rysowania. Dziecko jakoś na tego podstawie zdecyduje czy i co chce studiować. Gdyby nie plastyka, może nie byłoby nikogo na ASP. Dziecko nie jest własnością rodziców. Nie posłanie do szkoły to wielka krzywda. Jestem za prywatnym za szkolnictwem!!! Co prywatne to lepiej działa. Ale plan musi być szeroki. Szeroki. Inaczej dziecko nie będzie umiało wskazać na mapię Japonii. Zatem będzie definitywnie głupie.
Proszę Pana! Ja uczyłem się w domu przez całą podstawówkę i zapewniam, że to upośledza umiejętności interpersonalne. Moje życie towarzyskie przez pierwsze 25 lat życia to ruina. Niech zwolennicy edukacji domowej zwrócą mi koszty psychoterapii. Po dziś dzień poznawanie nowych ludzi sprawia mi ból fizyczny. Zostałem obrobiony z dzieciństwa. Człowiek do jasnej cholery jest istotą stadną. Co mi z tego, że lepiej się uczyłem, skoro się dźwięk słowa "dzieciństwo" przychodzą mi na myśl same przekleństwa? Nauka indywidualna to kradzież dzieciństwa.
A czy dziecko gnojone w
A czy dziecko gnojone w klasie publicznej tylko za to, że nosi okulary nie ma skradzionego dzieciństwa? Niech za przymus szkolny państwo odda mi za psychoterapię. Szkody psychiczne z tego okresu leczyłem do lat trzydziestych swojego życia, a z kompleksów wychodziłem latami, często kosztem innych ludzi.
Mogę przedstawić równie poważne argumenty przeciw edukacji państwowej, jak pan przeciw prywatnej.
A żeby uniknąć sytuacji opisanej przez pana na podstawie "Córki proboszcza", wystarczy wprowadzić system jednolitych egzaminów na każdym stopniu edukacji. Dziecko ma mieć określoną wiedzę i umiejętności. Droga dojścia do tego celu powinna być sprawą indywidualną.
Jakoś Panu nie wierzę.
Okulary... Nic bardziej prozaicznego. Jak się mieszka koło szkoły, widzi się sporo uśmiechniętych buź. To znaczy, że dzieciom albo jest dobrze, albo są masochistami... Wypadki zdarzają się wszędzie. Zalecam posłać dzieciaka na karate. Ale się Pan zdziwi jaki efekt to da. Człowiek jest istotą stadną i musi się uczyć instynktów stadnych nim powie pierwsze słowo. Inaczej syf. Proszę czytać odpowiednie książki.
Ja nie jestem zwolennikiem edukacji państwowej i przeciwnikiem prywatnej!! Szkoły mają być prywatne, ale program wieloraki ustalany wysoko. Broń Boże przez rodziców. Oni się nie znają.
Wiara nie czyni
Wiara nie czyni rzeczywistości. Wtedy karate raczkowało dopiero, ale jako instruktor samoobrony doskonale wiem, jakie może to dać efekty. Tak pozytywne, jak i negatywne.
A gdyby pan czytał uważnie, zauważyłby pan, że pisałem o sobie. Zresztą, przykładów mogę mnożyć. Mój szwagier z podstawówki wyniósł bielactwo, bo nauczycielka-komunistka uznała, że skoro jest ewangelikiem, to na pewno też hitlerowcem i należy do HitlerJugend. Takie są fakty. A czy pan w nie wierzy, czy nie, nie ma znaczenia. Podobnie jak dla ruchu Ziemi nie ma znaczenia, czy wierzy pan w Ziemię okrągła, czy płaską.
BTW: co mają wysokie standardy do pana problemów osobowościowych?
Indokrynacja polityczna jest w szkole zabroniona
A jak komuś nie pasi teoria ewolucji, może w domu do woli przekonywać dziecko, że to lewacka bzdura. Tak samo z resztą jak "Król Olch". Ale nie lewacka, oczywiście. Żaden kłopot dla kogoś kto potrafi być rodzicem.