Międzymorze - koncepcja wiecznie żywa

Idea utworzenia konfederacji suwerennych państw Europy Środkowo-Wschodniej z Polską w roli podmiotu spajającego i wiodącego jest jedną z najstarszych koncepcji polskiej myśli politycznej.

Źródła koncepcji Międzymorza

Od czasów unii polsko-litewskiej w Krewie, Rzeczpospolita poszukiwała najlepszej formuły współpracy polityczno-gospodarczej regionu. Zwieńczeniem dążeń federalistycznych stała się Unia Lubelska z 1569, w wyniku której powstał podmiot polityczny zrzeszający narody Polski, Litwy, Rusi, Ukrainy oraz obszarów nadbałtyckich. Kierunkiem rozwoju Rzeczypospolitej Obojga Narodów były obszary Rusi właściwej, Inflantów, Morza Czarnego, a także polityka dynastyczna na obszarze Czech i Węgier.

Celem ekspansji było utworzenie podmiotu politycznego równoprawnego ówczesnym mocarstwom europejskim. Koncepcja konfederacji narodów Europy środkowo-wschodniej powróciła w połowie XIX w. i została sformułowana przez Księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, przewidującego odtworzenie — ze wsparciem francuskim, brytyjskim i tureckim — polsko-litewskiej wspólnoty sfederowanej z Czechami, Słowacją, Węgrami, Rumunią i wszystkimi Słowianami południowymi. Ideę Międzymorza rozwinął Marszałek Józef Piłsudski. Strategicznym celem Piłsudskiego była odnowiona wspólnota polsko-litewska oraz dezintegracja Imperium Rosyjskiego, a później ZSRR na podstawie różnic etnicznych (idea prometeizmu).

Marszałek uważał Międzymorze za przeciwwagę dla imperialistycznych tendencji Rosji i Niemiec. W kolejnych latach Naczelnik Państwa rozważał federację lub sojusz państw nadbałtyckich i bałkańskich. W unii tej miały się znaleźć Polska, Czechosłowacja, Węgry, Skandynawia, kraje bałtyckie, Włochy, Rumunia, Bułgaria, Jugosławia oraz Grecja — rozciągałaby się ona nie tylko pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym, ale też Oceanem Arktycznym a Morzem Śródziemnym.

Niestety, wewnętrzna opozycja, a także aspiracje narodowe Litwy, Ukrainy i Białorusi uniemożliwiły realizację ambitnej koncepcji. Powrócić próbował do niej Minister Spraw Zagranicznych Józef Beck, proponując "Trzecią Europę" - sojuszu Polski, Rumunii i Węgier. W okresie II wojny światowej o utworzenie Unii Środkowoeuropejskiej zabiegał u aliantów Premier RP Władysław Sikorski.

Pierwszym krokiem do jej zrealizowania były dyskusje w 1942 między greckim, jugosłowiańskim, polskim i czechosłowackim rządem na uchodźstwie, dotyczące powstania grecko-jugosłowiańskiej i polsko-czechosłowackiej federacji. Idea ta spotkała się ze sprzeciwem ZSRR oraz brakiem poparcia aliantów. Po odzyskaniu przez Polskę suwerenności w 1989 r. koncepcję Międzymorza uznano za nieaktualną, a główne kierunki polityki zagranicznej podporządkowano integracji z Unią Europejską oraz NATO. W tak zarysowanej perspektywie Międzymorze miało wykluczać się z aspiracjami europejskimi Polski.

Współczesna osnowa geopolityczna

Obecnie koncepcja Międzymorza ma swoje polityczne i gospodarcze uzasadnienie. Możliwe jest to wszakże jedynie w długiej perspektywie i tylko wobec pogłębienia integracji Unii Europejskiej.

W obecnym układzie sił w UE, dominacja gospodarcza Niemiec i Francji równoważona jest nicejskim sposobem liczenia głosów w Radzie UE. Polska, podobnie jak Hiszpania, do 2014 r. będzie miała zaledwie 2 głosy mniej (27), niż najpotężniejsze państwa (Niemcy, Francja, WB, Włochy) oraz prawo weta w najważniejszych sprawach. Oznacza to, że żadna ważna decyzja w UE nie zostanie podjęta bez zgody strony polskiej.

W związku z powyższym, rola Polski, jako reprezentanta interesu całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej w UE, ma obecnie znaczenie bardziej prestiżowe, aniżeli praktyczne. Układ sił nie wymaga budowania przez Polskę szerokich, długofalowych sojuszy. Co prawda, tak jak to jest w przypadku blokowania gazociągu północnego, nowego porozumienia Unia-Rosja oraz w sprawie Gruzji, wspólne stanowisko RP i państw bałtyckich nabiera czasem i praktycznego znaczenia. Jednakże, siła naszego głosu w instytucjach wspólnotowych pozostaje na tyle istotna, że w większości spraw możemy bronić naszego interesu narodowego poprzez weto w Radzie UE.

Geopolityczne skutki Traktatu Lizbońskiego

Sytuację radykalnie zmieni uchwalenie Traktatu Lizbońskiego. W procesie podejmowania decyzji obowiązywać będzie zasada podwójnej większości, czyli: a) jeśli akt głosowany będzie na wniosek Komisji lub Ministra Spraw Zagranicznych: zwykła większość (czyli dla 27 członków – 15) państw reprezentujących co najmniej 3/5 (60%) ludności Unii; b) w pozostałych przypadkach: większość 2/3 (czyli dla 27 członków – 18) państw reprezentujących co najmniej 3/5 (60%) ludności Unii.

Jednocześnie zmianie ulegnie formuła Komisji Europejskiej, która liczyć będzie każdorazowo 2/3 członków UE (czyli obecnie 18). Państwa zgłaszać będą 3 kandydatów, a ostatecznego wyboru dokonywać będzie przewodniczący. De facto, może się zdarzyć, że Polska nie będzie miała swojego komisarza, a w skład KE wybierani będą jedynie "swoi" kandydaci.

Znakomitą większość projektów aktów prawnych pod obrady Rady kieruje Komisja. A więc w praktyce, decyzje najczęściej podejmowane będą w systemie zwykłej większości (czyli dla 27 członków – 15) państw reprezentujących co najmniej 3/5 (60%) obywateli UE. Obecnie na obszarze Wspólnoty mieszka 498 mln obywateli. 60 % tej liczby, to 298,8 mln. Możliwa będzie zatem konfiguracja Niemiec (82 mln), Francji (64 mln) i Włoch (60 mln), jako trzonu dominującego w UE (łącznie ponad 200 mln obywateli), wsparta, zależnie od konkretnych interesów, przez Wielką Brytanię (61 mln), Hiszpanię (46 mln) Holandię (17 mln), Belgię (11 mln), Portugalię (10 mln), Austrię (8,5 mln) lub państwa skandynawskie (łącznie 20 mln), uzupełniona do 15 przez kraje małe (całkowicie zależne od budżetu UE) i marginalne, jak Węgry, Czechy, Grecja, Rumunia, Bułgaria, Słowenia oraz Luksemburg, Malta, Cypr.

Siła polityczna Niemiec i Francji znacząco wzrośnie. Oba państwa, jako główni płatnicy do budżetu unijnego (od którego uzależnieni są przede wszystkim nowi członkowie) podporządkują Unię swoim interesom politycznym i ambicjom narodowym. Wyraźnie dostrzega to Wielka Brytania, sceptyczna wobec dalszej integracji, zagrażającej jej pozycji w Europie.

Wejście w życie Traktatu Lizbońskiego, bądź jego kolejnego wcielenia (co jest prawdopodobne wobec sprzeciwu Irlandii) zaowocuje następującą konfiguracją geopolityczną:

- Niemcy z Francją, wsparte przez kraje założycielskie Wspólnoty (Włochy, Holandię, Belgię i Luksemburg) wykorzystają uzależnienie gospodarcze nowych członków do swoich celów politycznych (jednolita polityka zagraniczna, utrzymanie, a nawet i rozrost Wspólnotowej Polityki Rolnej, narzucenie własnego modelu gospodarczego i społecznego). Narastać będzie opór Wielkiej Brytanii (wspartej przez Irlandię), państw skandynawskich (przeciwników pogłębionej integracji) i ewentualnie Hiszpanii oraz Portugalii (w obawie przed zagrożeniem własnej kultury i tradycji katolickiej).

Niemcy i Francja zablokują przystąpienie do UE nowych, przede wszystkim dużych państw (Turcji i Ukrainy, łącznie prawie 120 mln obywateli), które mogłyby zrekonfigurować układ sił, a także zalać bogate rynki tanią siłą roboczą (jakże potrzebną starzejącej się UE). Pewne jest wstąpienie Chorwacji oraz możliwa akcesja Serbii, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry oraz Kosowa, jako potulnych i opłaconych państewek, dostarczających głosy w Radzie UE.

W polityce zagranicznej UE widoczne będzie pogłębienie romansu z Rosją i dalsze uzależnienie od niej, pomimo wrastającego militaryzmu tego państwa. Dowodem tego jest bezkompromisowe forsowanie gazociągu północnego przez Niemcy, pomimo sprzeciwu Polski, Szwecji i państw bałtyckich, nie baczące na sytuację w Gruzji.

Wprowadzenie w życie Traktatu Lizbońskiego musi skutkować zwiększoną rywalizacją o władzę w UE, dotychczas równomiernie rozłożoną na największe państwa. Nie wykluczam, że do tej rywalizacji dojdzie nawet w ramach tandemu Francja-Niemcy. Koncepcje zjednoczenia Europy pod francuskim berłem (Empire), jak również utworzenia bądź to Mittleuropy, bądź Germanii, nie upadły całkowicie i wciąż gdzieś pobrzmiewają w głowach francuskich oraz niemieckich przywódców.

Obie koncepcje są rozłączne i wykluczające się. W interesie Wielkiej Brytanii natomiast od zawsze jest zachowywanie równowagi sił na Kontynencie i powstrzymywanie aspiracji raz to francuskich, a innym razem niemieckich. Wobec powyższego nie powinniśmy ulegać złudzeniu, że Unia Europejska jest jednolitą przestrzenią polityczną o zbieżnych interesach wewnętrznych, gdzie wszystkie ambicje i nacjonalizmy zostały poskromione.

Potężne i bogate państwa nigdy nie wyrzekną się swojej tożsamości dla "wspólnego dobra". UE jest grą interesów najsilniejszych. Ten, kto przejmie i ugruntuje władzę we Wspólnocie będzie chciał poprowadzić Unię do rywalizacji, w imię przede wszystkim swoich interesów narodowych, z innymi potęgami świata: USA, Chinami, Rosją i Indiami. Ambicje Niemiec i Francji nie pozwalają tym państwom zrezygnować ze światowego wyścigu mocarstw. Unia Europejska, od mniej więcej traktatu z Maastricht, ma za cel zbudowanie organizmu zdolnego do światowej rywalizacji gospodarczej i politycznej (dowodem jest słynna, niezrealizowana Strategia Lizbońska). Nikt chyba się nie łudzi, że to Niemcy lub Francja mogą Unię do tej rywalizacji poprowadzić (przynajmniej w ich przekonaniu).

Jak w takim układzie sił ma wyglądać przyszła rola Polski w UE?

Odpowiedź na to pytanie jest jednym z najważniejszych zadań polskiej polityki zagranicznej. Najprawdopodobniej możliwe są jedynie dwa rozwiązania, czy też konfiguracje.

a) Polska może stanąć po stronie potęg, dotychczasowych rzeczników naszej akcesji (Francji i Niemiec), jako ważny dostarczyciel głosów i adwokat w tej samej sprawie mniejszych państw regionu (jak to było dotychczas). Jednocześnie rola Polski w tym układzie ma być drugorzędna, ściśle konsumencka (transfery z budżetu UE) i symboliczna. W polskich sprawach zagranicznych, czyli głównie w relacjach z USA i Rosją, powinniśmy się zdawać na głos Unii (czyli Francji i Niemiec). Stąd pamiętne "Polska powinna siedzieć cicho" Prezydenta Chiraca, dla poparcia USA przez Polskę w sprawie irackiej oraz ciągłe odsyłanie nas w sprawie polityki energetycznej, embarga mięsnego i Gruzji do stanowiska UE.

Nie muszę przypominać, że często opinia Unii w tych sprawach jest niekoniecznie zgodna z naszym interesem narodowym. Ewidentne korzyści polityki "klienckiej", to pewne i wysokie transfery z budżetu UE. Minusy, to utrata znacznej części niezależności w polityce zagranicznej, często prowadzonej wbrew naszemu interesowi oraz większe przyzwolenie na inkorporację niemieckiego/francuskiego modelu społeczno-gospodarczego, czyli ograniczenie suwerenności wewnętrznej.

b) Polska prowadzi niezależną politykę w ramach UE. Zaangażowanie w tymczasowe konfiguracje, zależnie od naszego interesu narodowego. Ochrona własnego modelu społeczno-gospodarczego oraz klarowna i zasadnicza postawa w relacjach międzynarodowych, zwłaszcza w stosunku do USA i Rosji. Wpływ na strategiczne decyzje w UE i kierunki integracji. Zabieganie o akcesję Turcji oraz Ukrainy (bardzo silni partnerzy, którzy wdzięczność odwzajemnią poparciem w różnych sprawach, zwłaszcza podziale unijnego tortu), a także państw kaukaskich. Utworzenie europejskich sił zbrojnych z silnym polskim kontyngentem. Pryncypialna polityka względem Rosji, walka o Kartę Energetyczną. Polityka prometeiczna na obszarze byłego ZSRR, próba europeizacji Białorusi i wciągnięcia jej we własną orbitę wpływów.

Jak osiągnąć powyższe cele geopolityczne?

ad. a ) Zmiękczenie polityki wobec Rosji i wycofanie weta ws. układu Unia-Rosja. Odstąpienie od sprzeciwu ws. gazociągu północnego i podłączenie się doń. Rezygnacja z poparcia dla akcesji Ukrainy, Turcji i Gruzji do UE. Zmiana systemu podatkowego i zwiększenie nakładów socjalnych. Poparcie dla głębszej integracji pod kierownictwem Berlina oraz Paryża.

ad. b ) Wzmocnienie siły politycznej Polski w regionie. Pogłębienie relacji z państwami bałtyckimi (Litwa, Łotwa, Estonia) oraz udzielenie im gwarancji bezpieczeństwa, niezależnie od NATO. Rozbudowa mostu energetycznego, a także wspólna budowa kilku elektrowni atomowych (co już częściowo ustalono). Wspólna polityka energetyczna w ramach Wspólnoty. Większy nacisk na wymianę kulturową i edukacyjną. W relacjach z Czechami, Węgrami i Słowacją analogicznie.

Przywrócenie do życia Grupy Wyszehradzkiej oraz porozumienia CEFTA. Budowa południowego mostu energetycznego (w tym podłączenie się pod elektrownię w Temelinie). Podłączenie sąsiadów pod gaz dostarczany do Gazoportu. Wspólne inwestycje w zakresie uniezależniania się od dostaw ropy i gazu z Rosji. Utworzenie wspólnego frontu ws. budżetu UE. Pogłębienie integracji militarnej w zakresie broni konwencjonalnej (wymiana technologiczna, wspólne inwestycje w przemysł zbrojeniowy) w oparciu o system tarczy antyrakietowej i zaangażowanie amerykańskie. Zgoda na przeniesienie amerykańskiej bazy z Rammstein do Polski. Wspólne gwarancje bezpieczeństwa.

"Wzmocniona współpraca" w ramach UE

Pogłębiona integracja w ramach UE (na którą pozawala Traktat Amsterdamski). Zawarcie odrębnego traktatu międzynarodowego, zwiększającego integrację gospodarczą, polityczną i militarną (jako system sojuszy) między Polską, Węgrami, Czechami, Słowacją, Litwą, Łotwą i Estonią (Unia Środkowo-Wschodnia - UŚW). Całkowite ujednolicenie i liberalizacja rynku wewnętrznego. Otwarta oraz luźna polityka imigracyjna. Utworzenie wspólnego kontyngentu zbrojnego (środkowo-europejskich sił szybkiego reagowania) w oparciu o technologie własne i amerykańskie. Wspólne poparcie dla integracji Turcji, Ukrainy i Gruzji (a także słowiańskich państw bałkańskich) do Unii Europejskich. Zawarcie przez UŚW sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi.

W ten sposób powstanie międzynarodowy podmiot polityczny, obejmujący co najmniej 7 państw oraz prawie 73 mln obywateli UE oraz łączne PKB równe PKB Hiszpanii. UŚW, prowadząc wspólną politykę w ramach UE i broniąc swoich interesów (zwłaszcza w sprawie budżetu UE) będzie atrakcyjna dla państw sąsiednich (zwłaszcza w późniejszej perspektywie, gdy zmaleją transfery z UE): Rumunii, Bułgarii, Chorwacji, Słowenii, Serbii (zakładając, że będzie orędownikiem jej przyjęcia do UE), a nawet Grecji.

Czynnikom integracyjnym będzie rosnące znaczenie Niemiec, które częściowo zdominują Francję, uzyskają stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, a także dostaną zielone światło na rozwój technologii jądrowych. Daje to łącznie 125 mln obywateli UE i PKB równe francuskiemu. Taki podmiot będzie bardzo istotnym graczem w UE, potencjalnie interesującym partnerem dla Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i państw skandynawskich.

UŚW stanowić będzie istotną przeciwwagę dla Unii Paryż-Berlin-Rzym. Oczywiście nie sama, ale przy wsparciu Wielkiej Brytanii, Irlandii, Hiszpanii i Portugalii, a niekiedy Danii, Szwecji i Finlandii. Wspólnota interesów będzie w tym wypadku oczywista. Poza tym, WB jest zwolennikiem dalszego rozszerzenia UE. Przy jej wsparciu UŚW mogłaby skuteczniej zabiegać o integrację Turcji i Ukrainy. W obliczu akcesji oba państwa znalazłyby się w bliskich relacjach z UŚW. Łącznie dysponowałyby prawie 250 mln obywateli. Do przegłosowania Unii Paryż-Berlin-Rzym w niemal każdej sprawie wystarczać będzie poparcie WB i Hiszpanii.

Rola Polski w UŚW może być bardzo istotna. Polska była przykładem dla wszystkich państw regionu w emancypacji spod władzy Moskwy, a także w procesie przemian gospodarczych lat 90. Później stanowiła forpocztę całej "dziesiątki" a procesie integracji europejskiej. Obecnie Polska jest bardzo ważnym partnerem gospodarczym dla wszystkich państw w regionie. Łączy nas wspólnota interesów w ramach UE, a także sceptycyzm wobec dominującej roli Niemiec. Mamy wspólną, co prawda niekiedy szorstką, historię. Łączy nas obawa wobec Rosji, a także konieczność emancypacji energetycznej. Czynnikiem integrującym są dobre stosunki wszystkich państw ze Stanami Zjednoczonymi.

Co dalej?

Idea Międzymorza jest możliwa to wskrzeszenia i warto o jej realizację zabiegać. Leży ona w interesie wszystkich państw regionu. Oczywiste korzyści przedstawiłem wyżej. Największym problemem będzie głośny opór Rosji, dla której Międzymorze będzie skierowane przeciwko jej interesom. Również Niemcy i Francja mogą być sceptyczne.

Realizacja koncepcji Międzymorza wymaga jednak wiele pracy i ogromnych zabiegów dyplomatycznych. Jestem pewien, że obecna sytuacja międzynarodowa sprzyja nam. W interesie Rzeczypospolitej jest pełne zaangażowanie w to przedsięwzięcie. Pewne kroki w tym kierunki czyni Prezydent Kaczyński, wymagana jest jednak większa determinacja. Mam nadzieję, że również nasz rząd podobnie postrzega polski interes narodowy i przeorientuje politykę zagraniczną na bardziej regionalną. Wskazana jest w tym zakresie bliska współpraca głowy państwa z Radą Ministrów.

Przyszła rola Polski w UE i świecie zależeć będzie o tego, ile z koncepcji Międzymorza uda się wcielić w życie.


Marcin Wawrzyniak
więcej tekstów autora...

O Autorze: z wykształcenia prawnik, specjalizuje się w prawie gospodarczym publicznym. Zainteresowania: polityka międzynarodowa, historia starożytna i współczesna, prawo gospodarcze oraz muzyka klasyczna. Radny dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy.

Zestawienie porówawcze gospodarek państw Europy Śródkowo-Wschodniej

To jest: Jan Bodakowski

Koncepcja międzymorza jest

Koncepcja międzymorza jest zła. Najlepsze są niepodległe państwa narodowe współpracujące ze sobą na wolnym rynku, wspólnie walczące z przestępczością i chroniące środowisko.
Dobrą koncepcją wojskową jest NATO.

To jest: Apfelbaum

Tak, ale brak nam...

Najlepsze są niepodległe państwa narodowe współpracujące ze sobą na wolnym rynku.

...bomby atomowej.

To jest: Jan Bodakowski

Pomimo kontroli Izrael,

Pomimo kontroli Izrael, Korea Północna, Rosja, Chiny, Indie, Pakistan, Brazylia maja bombę atomową.
Po drugie jakby wybuchła wojna atomowa to by się szybko skończyła.

To jest: Apfelbaum

Ale my jej nie mamy.

Po drugie jakby wybuchła wojna atomowa to by się szybko skończyła.
Właśnie, dlatego to warunek pełnej samodzielności.

Pobudka....dla autora...

cytat:
Geopolityczne skutki Traktatu Lizbońskiego
Nie rozumiem jak można prawić o skutkach.... czegoś, czego niema, nie było i nie będzie.
Autor... to chyba po nocnej wizycie Morfeusza, takiej sterty marzeń dawno nie czytałem.
cytat:
Co dalej?
Jak to co ?... To co zawsze, bedzie spłacanie kredytów, których nikt nie zaciągał....taka jest właśnie "Przyszła rola Polski w UE i świecie".
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

To jest: inpefessa

Dobrze by to było mieć,

"ino one nie chcą chcieć"

inpefessa

To jest: Marcin Wawrzyniak

Proponuję przeczytać jeszcze raz, ze zroumieniem.

Do lewicy mi tak blisko, jak bardzo Pan nie zrozumiał cytowanego fragmentu mojego tekstu.

To jest: Wojciech-Maltan

Ważkie stawia Pan pytania

Ja się zastanawiałem:

http://prawica.net/node/11198

http://prawica.net/node/9147

http://prawica.net/node/9125

http://prawica.net/node/9037

http://prawica.net/node/8816

http://prawica.net/node/9906#comment-218185

Niestety ta koncepcja sprowadza się do tego, że popieramy kogoś, nie posiadając gwarancji, że otrzymamy coś w zamian. Za kilka lat nie będzie pp. Kaczyńskich i Tusków, a my i Polska, daj Boże, dalej będzie.

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

autor tekstu nawija niby o

autor tekstu nawija niby o ,,Międzymorze - koncepcja wiecznie żywa", a faktycznie propaguje wtopienie się w Unię i podporządkowanie Niemcom, za obiecanki cacanki w transferach.

po przeczytaniu tekstu

mam wrażenie,ze Autor należy do jakiegoś unijnego "klubu krzywego koła",albo innych"unijnych komandosów"!bo wychodzi na to,że UE jako-taka,jest cacy!trzeba tylko umieć to wykorzystać!panie Marcinie,właśnie pokazał Pan,że najbliżej Panu do różnych naprawiaczy socjalizmu..."UE- tak!wypaczenia-nie!"?

To jest: Marcin Wawrzyniak

Pana wrażenie jest mylne. Jestem daleki od eurooptymizmu.

Dla prawidłowego zrozumienia moich intencji należy przyjąć za aksjomat następujące tezy:

- Unia Europejska, to podstawowa płaszczyzna polskiej polityki zagranicznej i sfera największych pryncypiów gospodarczych (przynajmniej w perspektywie krótko- i średniookresowej),

- głębsza integracja europejska (o ile oczywiście taka nastąpi) stawia przed Polską wyzwanie znalezienia najkorzystniejszej formuły ochrony własnego interesu narodowego,

- interes narodowy nowych członków UE (i krajów kandydackich, których adwokatem Polska stara się być) w określonych dziedzinach (np. ochrona własnej kultury, własna polityka zagraniczna, wpływ na decyzje Berlina i Paryża, budżet UE, emancypacja energetyczna od Rosji, itd.) jest zbieżny i wymaga skutecznej reprezentacji,

- Polska ze względu na swój potencjał gospodarczy, historię i centralną pozycję w regionie powinna ogniskować interesy mniejszych sąsiadów, reprezentując je na arenie europejskiej,

- interes narodowy Berlina i Paryża w długiej perspektywie jest sprzeczny i wykluczający się z polskim interesem narodowym.

Wobec powyższych tez próbuję dywagować, jakie rozwiązanie geopolityczne mogłoby być najkorzystniejsze dla Polski, ulokowanej między Berlinem, a Moskwą. Nawiązuję do starej jak świat, w mojej ocenie najadekwatniejszej, doktryny w polskiej polityce międzynarodowej i staram się znaleźć dla niej współczesną formułę.

Prowadząc te rozważania, ani na chwilę nie zapominam o polskiej racji stanu.

Kieruję się jednak realizmem, dlatego umiejscawiam moją ideę w strukturach Unii Europejskiej. Jej realizacja poza ramami UE byłaby niemal niewykonalna (przynajmniej obecnie). UE traktuję jako zaistniałą konieczność, w której (dopóki ta istnieje) trzeba rozepchnąć się łokciami.

Albo Polska będzie opłacaną marionetką Niemiec i Francji (do czego zmierza część polskiej "elity" politycznej), albo będzie równoprawnym graczem, pilnującym swoich interesów. Szansę na to drugie postrzegam właśnie w mojej idei "Międzymorza".

hm..

"- Unia Europejska, to podstawowa płaszczyzna polskiej polityki zagranicznej i sfera największych pryncypiów gospodarczych (przynajmniej w perspektywie krótko- i średniookresowej),"
...skoro tak,to od razu wydajmy komendę"sztandar wyprowadzić"! zresztą nie wiem z czego Pan to wnioskuje Sojuz też był "niewzruszimyj",a jakoś się"wzruszył"!
"- interes narodowy Berlina i Paryża w długiej perspektywie jest sprzeczny i wykluczający się z polskim interesem narodowym."
...a w krótszej perspektywie to nie?a poza tym...skoro jest sprzeczny,a to Niemcy i Francja grają pierwsze skrzypce w UE,to po co tam siedzieć?
"Kieruję się jednak realizmem, dlatego umiejscawiam moją ideę w strukturach Unii Europejskiej. Jej realizacja poza ramami UE byłaby niemal niewykonalna (przynajmniej obecnie). UE traktuję jako zaistniałą konieczność, w której (dopóki ta istnieje) trzeba rozepchnąć się łokciami."
...jedno z dwóch:albo"kieruję się realizmem"i wychodzę z UE, albo w niej zostaję i realizuję(realistycznie!)"- interes narodowy Berlina i Paryża w długiej perspektywie jest sprzeczny i wykluczający się z polskim interesem narodowym."!
Pan daruje,ale nie można się k**wić i pozostać dziewicą!

To jest: Marcin Wawrzyniak

W takim razie, co Pan proponuje?

Z Pana wypowiedzi rozumiem, że:

1. Wystąpić jutro z Unii Europejskiej.
2. ?????

Jeżeli Polska, jako jedyna, byłaby poza UE, wtedy koncepcja "Międzymorza" w ogóle byłaby bezprzedmiotowa.

A może jest Pan zwolennikiem unii polsko-moskiewskiej? Już raz polska szlachta zablokowała taką inicjatywę (za co jej powinniśmy do dziś dziękować). Czyżby chciał Pan cara Putina na polskim tronie?

ciekawym gdzie Pan wyczytał

że jestem zwolennikiem unii polsko - moskiewskiej?a czy wysytępować -tak naprawdę Wspólnoty,a nie- Unii Europejskiej już jutro?jeśli zaistniałaby taka konieczność,to oczywiście,TAK!ale, jeśli nie,to już na pewno, nie robić niczego,co by mogło wzmocnić tego neobolszewickiego molocha! poczekać,aż zdechnie...oby cicho i pod płotem!a przy każdej oznace konwulsji-uciekać!swoją drogą cały czas udowadnia Pan,że nie wyobraża Pan sobie świata beż eurokołchozu!a ja-tak!

To jest: Marcin Wawrzyniak

Nie odpowiedział Pan na moje pytanie.

Jak widzi Pan ułożenie stosunków dyplomatycznych w regionie poza ramami UE?

W swoim tekście nie gdybam, co by powstało na trupie UE, ale co by mogło powstać w ramach UE, aby było dla Polski korzystne. I jeżeli zamierza Pan odpowiedzieć na moje pytanie, to proszę, tylko w ramach powyżej zakreślonej treści.

O alternatywach dla Unii Europejskiej porozmawiam z Panem przy innym temacie.

a jak mam sobie wyobrażać?

ja jeszcze pamiętam te"zamierzchłe"czasy, kiedy to Polska do UE(a de facto WE,bo UE powstanie jeśli-nie daj Bóg-wejdzie w życie Traktat Lizboński) nie należała i jakoś układała sobie stosunki z sąsiadami z regionu!czyżby Pan sugerował,że w razie wyjścia natychmiast padniemy łupem Litwy,Białorusi czy Ukrainy? a swoją drogą....naprawdę wierzy Pan,że Pańska kochana UE/WE zrobi cokolwiek(!)jeśli Rosja zechce poustawiać tę część Europy po swojemu?więcej odwagi w marzeniach, panie Marcinie!

To jest: Marcin Wawrzyniak

chyba robi Pan to celowo...

cytat:
a swoją drogą....naprawdę wierzy Pan,że Pańska kochana UE/WE zrobi cokolwiek(!)jeśli Rosja zechce poustawiać tę część Europy po swojemu?

Po pierwsze, proszę nie ustawiać mnie w roli "kochającego UE/WE". Wiem, że tak łatwiej jest Panu a priori dezawuować moje zdanie, a jednocześnie unikać istoty rzeczy. Oznajmiam, że chłopcem do bicia dla Pana nie będę.

Po drugie, gdyby chciał Pan zrozumieć istotę koncepcji "Międzymorza", to uświadomiłby Pan sobie, że służy ona ustawieniu tej części Europy nie po rosyjsku, tylko po naszemu i tak, aby Paryża i Berlina nie pytać o zdanie.

skoro tak...

1. jako prawnik powinien Pan wiedzieć,ze Traktat Lizboński wchodzi w życie po ratyfikowaniu go przez wszystkie państwa WE. Póki co,Irlandia go odrzuciła więc jest dokumentem martwym!
2.gdyby wszedł w życie UE zyskuje osobowość prawną, prezydenta,ministra spraw zagranicznych i prerogatywy ,normalnego,państwa!Czy słyszał Pan wobec tego,żeby prowincja,stan,land,województwo prowadziły politykę zagraniczną?ja nie!i jeśli TL wejdzie w życie,to"Międzymorze" będzie polityczną fikcją,o której będzie(?) mógł pisać p.Ziemnkiewicz!Bo,po co "brukselskiej centrali"jakiś twór"fikający"na obrzeżach imperium?
3.jeśli prawnicy w WE mają równie "twórcze"podejście do prawa,jak Pan("demokracja jest dla tych co są z nami"),to naprawdę nie ma żadnej różnicy, między przynależnością do UE, albo do WNP!
4.nie wiem czy świadomie,ale uprawia Pan "wariacje na temat Kwaśniewskiego",który bredził"jeśli nie Unia to Białoruś"...Pan w miejsce Białorusi postawił Rosję!
5.szkoda,że Pan marnuje swój talent na niszowym forum!Z takimi poglądami na Unię Europejską, jej rolę w polityce, Traktat Lizboński;stoją przed Panem otworem łamy"Krytyki politycznej"!
6.>>gdyby chciał Pan zrozumieć istotę koncepcji "Międzymorza",<<...cóż...nie każdy widać ma tak wysokie jak Pan IQ, więc idei tej-w Pańskim wydaniu-jakoś nie rozumiem!

To jest: Marcin Wawrzyniak

odpowiadając...

ad. 1. Po pierwsze, co wyraźnie podkreśliłem w artykule, zakładam, że biurokraci z Brukseli lub płatnicy z Berlina i Paryża prędzej, czy później, wprowadzą swój projekt polityczny w życie. Albo zmiękczą Irlandię różnymi szantażami, albo złamią ustalone przez siebie zasady. Tak, czy owak, za parę lat znów wcisną nam eurokonstytucję, tyle że pod jeszcze inną, eufemistyczną nazwą.

ad. 2. Istotnie, eurokonstytucja wyposaża Unię Europejską w osobowość prawną oraz zdolność sądową. Instytucji "prezydenta UE" nie demonizowałbym jednak (choć jestem jej przeciwnikiem). Będzie ona miała znaczenie stricte prestiżowe i symboliczne, li tylko. Już dziś dużo większe znaczenie ma Przewodniczący Komisji Europejskiej (Euro-rządu). Moje obawy budzi koncepcja unijnego ministra spraw zagranicznych, bowiem nie tylko sugeruje, że UE może przejąć suwerenność państw członkowskich w dziedzinie dotychczas jedynie częściowo zharmonizowanej, ale będzie prowadzić jedną politykę zagraniczną! W takim znaczeniu jest to nie do pogodzenia z polską racją stanu. Dyplomacja UE, będzie bowiem de facto i de iure(czego dowodem ma być potencjalny system liczenia głosów), dyplomacją Niemiec (i ew. Francji).
W takim układzie sił Polsce pozostanie jedynie wykorzystać instytucję "wzmocnionej współpracy" (której likwidacji całe szczęście Traktat Reformujący nie przewiduje) i zachęcić do tego samego sąsiadów. Traktat Amsterdamski, zmieniony Traktatem Nicejskim stanowi, że "wzmocniona współpraca" między państwami-stronami (których powinno być min. 8) może iść dalej, niż obowiązujący zakres integracji we wszystkich dotychczasowych dziedzinach. W zakresie nieobjętym "wzmocniona współpracą", poza ramami UE, zawarte zostałyby m.in. porozumienia obronne, dotyczące wspólnej reprezentacji w polityce zagranicznej wobec zarówno państw ościennych, jak i instytucji UE, a także dotyczące wspólnych inwestycji oraz liberalizacji rynku (zwłaszcza przepływu usług).

ad. 3. Ja Pana nie próbuję obrażać, więc proszę zachować takie komentarze dla siebie.

ad. 4. Rosja ma w naszym regionie interesy polityczne sprzeczne z naszymi. Stanowimy dlań jedynie państwo tranzytowe na drodze do państw zachodnich. Po za tym, tworzymy opór (z racji ograniczoności środków właściwie tylko w warstwie werbalnej) dla ponownej integracji państw sąsiednich z Moskwą.

ad. 5. Kolejnym epitetem zapewnił Pan sobie, że po raz ostatni Panu odpowiadam. Życzę więcej "kultury politycznej" w rozmowie.

ad. 6. Wymyślił Pan sobie, że afirmuję głębszą integrację UE i próbuje Pan na siłę mi to wmówić. W suponowanej opozycji eurosceptyk-euroentuzjasta, czuje się Pan, jak ryba w wodzie i próbuje sobie poużywać. Sama idea "Międzymorza" po prostu Pana nie interesuje. Gdyby tylko Pana zainteresowała, to z pewnością Pan by ją zrozumiał, choć niekoniecznie się z nią zgadzał. A Pańskie IQ mnie nie interesuje.

Żegnam

I jak tu nie być zwolennikiem ratyfikacji traktatu ? :-)

cytuję Marcin Wawrzyniak:
ad. 2. Istotnie, eurokonstytucja wyposaża Unię Europejską w osobowość prawną oraz zdolność sądową.
I to jest najfajniejsze w całym tym traktacie.
Wyobraźmy sobie taki oto scenariusz.....
Wnerwiony na stosowane przez "Unię" dopłaty do rolników ,zamiast dla prawników...
prawnik zwący się Marcin Wawrzyniak .....
zauważając że w konstytucji pisze....
cytuję konstytucja:
...równi w prawach i powinnościach....

zauważając także że
cytuję konstytucja art 8.2:
zapisy konstytucji stosuje się bezpośrednio

zauważając także że
cytuję kodeks cywilny art 1:
Niniejszy kodeks reguluje stosunki pomiędzy osobami prawnymi i fizycznymi

wiedząc że... działanie każdej osoby prawnej na terytorium Rzeczospolitej Polski, musi być zgodne z obowiązującym na terytorium RP prawem.
Pozywa Unię Europejską przed oblicze sądu.....
zarzucając Uni Europejskiej że stosuje praktyki...
"Wszyscy ludzie są równi, ale rolnicy są równiejsi"
co jest de facto niezgodne z zacytowanym wyżej zapisem konstytucji.
I sąd - taki a taki - na zakończenie takiego procesu .... ogłasza wyrok:
W Imieniu Rzeczpospolitej Polski
sąd - taki a taki
skazuje osobe prawną wystęującą pod firmą
"Unia Euroejska".
nakazując jej zaprzestania praktyk wskazanych w pozwie.
Uzasadnienie

Zgodnie z prawem obowiązującym na terytorium RP, praktyki dofinansowania rolników z pominięciem prawników, są niedozwolone! , gdyż łamie to konstytucyjną zasadę "równi w prawach". Rzeczposolita nie jest państwem, gdzie obowiązuje zasada "wszyskie zwierzęta są równe ale świnie są równiejsze"

............................................................
Po takim procesie osobie prawnej - "Unii Europejskiej"....
pozostaje wyłącznie wystrzelenie się w kosmos.
Dla mnie.... im szybciej Traktat Lizboński zostanie ratyfikowany, tym szybciej "Unia" odleci w kosmos.
Ktoś ma inne zdanie? :DDD
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

no i prymus się na mnie obraził!

ale....
1.skoro Pan zakłada,że nam"wcisną"ten traktat,to jest to powód,by uciekać z UE jak najdalej!bo to oznacza wybór jak w salonie forda..."każdy kolor,byle czarn
2.to PAN,by tego nie demonizował!ale gwarantuję Panu,że eurobiurwy z Brukseli do bółu wykorzystają prerogatywy unijnego prezydenta...on sam też!
"W takim układzie sił Polsce pozostanie jedynie wykorzystać instytucję "wzmocnionej współpracy" (której likwidacji całe szczęście Traktat Reformujący nie przewiduje) i zachęcić do tego samego sąsiadów"....a jak ich Pan niby zachęci,jeśli kasę będzie trzymał "rząd"europejski?i dalej:"W takim układzie sił Polsce pozostanie jedynie wykorzystać instytucję "wzmocnionej współpracy" (której likwidacji całe szczęście Traktat Reformujący nie przewiduje)"...no to mnie Pan uspokoił!co za szczęście,że jej nie likwiduje...co prawda tworząc państwo UE,likwiduje de facto,polską państwowość,ale kto,by sobie zawracał głowę takimi duperelami?
3.a co Pana w tym obraziło?"twórcze podejście" czy porównanie UE do WNP?
4.a Niemcy,przypadkiem,nie mają interesów sprzecznych z naszymi?
5.tak Pana boli możliwość publikowania w Krytyce politycznej? skoro Pan taki nieodporny na krytykę,to proszę publikować teksty o hodowli pszczół...nie są kontrowersyjne!
6.nie no jasne...idea Międzymorza mnie nie interesuje,a Pan to wie najlepiej!nawet lepiej ode mnie!obiektywnie rzecz biorąc,oczywiście...dzięki,że mi Pan ten oczywisty fakt uświadomił!
Oczywiście nie oczekuję odpowiedzi,bo przecież nie będzie Pan tłumaczył niczego komuś,kto wszak na polityce się nie zna, nie rozumie jej i próbuje brutalnie atakować autorytet w tej dziedzinie jakim jest pan Marcin Wawrzyniak....

wypada patriocie znac historie Polski...

cytuję Bogdan Pliszka:

6.>>gdyby chciał Pan zrozumieć istotę koncepcji "Międzymorza",<<...cóż...nie każdy widać ma tak wysokie jak Pan IQ, więc idei tej-w Pańskim wydaniu-jakoś nie rozumiem!

Wybaczcie panowie, ze przeszkodze... Urazily mnie komentarze Pana Bogdana, jednak niechce wywolywac kolej wymiany zdan jaka miala miejsce powyzej. Uwaza sie pan za polaka, a jednak ma pan spore braki w wiedzy o Historii Polski uzasadniajac to "niskim IQ" ? Pan Marcin wspomnial w duzym skrocie historie ideii Miedzymorza. Jest ona jak najbardziej ponadczasowa. Ciesze sie, ze zostala w tym artykule przypomniana i pokazana z racionalnego punktu widzenia. Jak dobrze pamieta byla poruszana ostatnio przed przystapieniem Polski do Unii, a wczesniej w latach 90 przez Janusza Korwin Mikke tzn. w momentach kiedy rozwijanie tej koncepcji bylo realne.
Brawo Panie Marcinie!

"2. ?????"....

2. Jak najszybciej ratyfikować Traktat Lizboński - bo jeśli coś może "wysadzić w kosmos" , to coś zwane Unia Europejska, to właśnie ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego.
A wtedy Panśkie marzenia o Międzymorzu....może?

cytat:
Czyżby chciał Pan cara Putina na polskim tronie?
A z jakich Pan czasów jesteś... XIX wiek??
Putin nie car i w Polsce tronu nie ma. Nadal proponuję "pobudkę".
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

To jest: Qrczak

Przypuśćmy, że TL rzeczywiście wysadziłby UE w kosmos

Skąd pewność, że coś, co powstałoby wtedy zamiast UE, byłoby lepsze?

To jest: Marcin Wawrzyniak

Idea "Międzymorza" wciąż pozostanie aktualna...

...tyle, że Polska będzie musiała się pośpieszyć, zanim naszych sąsiadów zgarnie pod swoje skrzydła matuszka Rossija

Że tak spytam....

cytat:
zgarnie pod swoje skrzydła matuszka Rossija

Panu pojęcia republika, czy republikanizm - są obce??
Zawsze musi istnieć jednostka dominująca-panująca?
Jesteś Pan zwolennikiem "panowania" jednego nad drugim, nie współpracy ?
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

Co lepsze..?

Luźna federacja państw czy panowanie "fikcyjnej-wirtualnej" jednostki dominującej nad państwami-członkami?
Moim zdaniem , cała koncepcja - jak zwał,tak zwał - "Międzymorza" ... jeśli już powinna się sprowadzać do "luźnej federacji niezależnych państw". Współpracujących za sobą w określonych dziedzinach (coś w rodzaju NAFTA). A nie tworzenie "wirtualnej jednostki dominującej", której te państwa są podporządkowane.
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

To jest: Degrelle

Bardzo ciekawy tekst

Pomimo kilku ataków w komentarzach, uważam że Pana rozważania nie są wcale bezzasadne (chwilowy brak traktatu) oraz że są potrzebne.

Pozdrawiam "eurofaszysta".

_____________

Wiem, że moje poglądy nie są popularne, ale mnie nie zależy na popularności...

Kompetentne ujęcie tematu

Powyższy artykuł jest kompetentnym ujęciem tematu, który i mnie nurtuje od pewnego czasu. Nie obejdzie się jednak bez zmian w sferze wartości w polskim społeczeństwie. Szkoda, że w tej sferze rozkład i dekadencja pokolenia MTV walczy ze świętoszkowatością. A trzeba tu stworzyć coś na miarę obecnych czasów, XXI wieku - połączyć szacunek dla rodziny, historii, wspólnoty z nowoczesną gospodarką opartą na najbardziej zaawansowanych technologiach, co wymaga otwartości na kontrowersyjne tematy - czy to będzie wirtualna rzeczywistość z jej ciemnymi stronami, czy inżynieria genetyczna ze swoimi fundamentalnymi pytaniami, na które ludzkość nie zna odpowiedzi. Dla Polski nowoczesnej, pewnej siebie i otwartej na sąsiadów łatwo będzie pozyskać przyjaźnie nastawionych sąsiadów. Wszak w polskiej historii i naturze nie ma pragnienia dominacji i gnębienia innych narodów tak jak to nie dawno miało (lub ma) miejsce w przypadku Niemiec czy Rosji. Sukces na polu wartości zależy od nas wszystkich. W polityce musiałaby nastąpić znacząca wymiana elit - zwłaszcza z pasożytującej na Polsce grupy, która wciąż wyciąga z kapelusza inne nazwy: SLD, UW/PD, PO, a w istocie jest to to samo środowisko - środowisko klientów dawnych SB/WSI. Konieczne jest też utworzenie prężnych think tanków, które mogłyby poszczególne idee (takie jak m.in. idea Międzymorza) z jednej strony szczegółowo rozpracowywać, a z drugiej strony tworzyć prezentacje tych idei "przyjazne" dla poszczególnych odbiorców - grup społecznych czy właśnie partnerów zagranicznych. Chodzi mi tu nie tyle nawet o jakieś jednorazowe prezentacje, orędzia czy prelekcje, co raczej (przede wszystkim) o koncepcje propagowania polskich wartości i idei poprzez długofalowe oddziaływanie na świadomość odbiorców w Polsce (konsolidacja społeczeństwa) i za granicą (wizerunek atrakcyjnej a jednocześnie przyjaznej Polski) za pomocą najróżniejszych czynników - filmy, projekty kulturalne, edukacyjne i wiele, wiele innych.

Sytuacja międzynarodowa zmienia się dynamicznie i takie koncepcje są potrzebne jako jedna z możliwych ścieżek, które mogą okazać się idealne do wykorzystania, gdy konfiguracja będzie najbardziej korzystna. Myślę, że Polska ma dłuższą tradycję od UE i nie powinniśmy zakładać, że struktura UE ograniczy nas raz na zawsze, lub przetrwa nas i rozmyje naszą państwowość. Zmienić się może sytuacja Białorusi, której sojusz z Rosją, czasem sprawia wrażenie taktycznego. Niewiadomą jest przyszłość Ukrainy, którą Rosja na pewno będzie chciała zdestabilizować. Tylko jasno i konsekwentnie prowadzona polityka międzynarodowa pozwoli nam na sukces. Nic nie szkodzi, jeśli polityka ta w zarysach będzie czytelna dla innych podmiotów. Np. Rosja zastanowi się, czy jest sens szantażować Polskę importem mięsa czy eksportem gazu, jeśli będzie wiedziała, że na szantaż jesteśmy niepodatni (co nie znaczy, że nie możemy po partnersku negocjować - coś za coś).

To jest: BTadeusz

Międzymorze, to pomysł schizofreniczny.

Tworzenie własnym ciałem podziału kontynentu na dwie części ma jedynie skutek utrudniąjacy kontakty częściom kontynentu. To z założenia utrudnienie dla innych. Bez konstruktywnych korzyści.
To politycznie realne, o ile dysponuje się siłą większą od sumy sił na wschód i na zachód od "międzymorza".
Ani jej nie mamy, ani nas na nią nie stać.
Nord Stream powstał "dzięki" politycznym straszeniom Polski o podniesieniu kosztów tranzytu energii przez nasze terytorium.
Idea tworzenia z własnego ciała jakiejś bariery, przedmurza, czy muru - nawet "chrzescijaństwa", to nakotyczna wizja szaleńca. Nic innego nie poskutkuje takim pomysłem.
Narzucać wlasną wolę podzielonym stronom???
Jaki w tym sens prócz zaspokojenia chorej ambicji?

Kwestia optyki

Przyjmowanie optyki naszych (niekoniecznie nam życzliwych) sąsiadów jest chyba sporym narodowym problemem, a także jakimś wszczepionym nam kompleksem. Bo komu i co mielibyśmy utrudnić? W tym kontekście samo istnienie Polski w obecnej postaci może również być poczytywane jako utrudnienie dla niektórych nacji. Rozumiem, że chodzi o kontakty potencjalnego Zachodu i Wschodu, czyli z jednej strony Niemcy/Francja/Włochy, z drugiej strony Rosja. Ja myślę, że silna i otwarta na współpracę biznesową Polska czy inne ewentualnie sfederowane kraje niczego nie utrudnią, a opłaty tranzytowe to chyba nie jest żadna łaska czy utrudnienie a zwykły biznes. Nawet gdyby krajów pośredniczących nie było to szlaki komunikacyjne też musiałyby być utrzymywane. Jako Polak zastanawiałbym się raczej nad tym jak Polsce mogą utrudnić życie nieżyczliwi sąsiedzi, a jakie korzyści mogą przynieść życzliwi. Myślę, że współpraca w grupie podobnych państw o realnym potencjale do stworzenia pewnej wspólnoty kulturowej tworzy możliwość dodatkowego zabezpieczenia naszych interesów w regionie (oprócz równolegle prowadzonych innych niesprzecznych kierunków politycznych jak np. współpraca z USA).

Myślę, że rozumienie krajów cechujących się dość spójnie nakreśloną w artykule wspólnotą interesów jako "bariery" czy "muru chrześcijaństwa" jest sporym nieporozumieniem. Mój komentarz o wartościach też nie dotyczył wprost chrześcijaństwa, co łatwo sprawdzić, choć myślę, że chrześcijaństwo ma wiele do zaoferowania współczesnemu człowiekowi. Posądzenie o "narkotyczną wizję" to żaden argument. Kilkadziesiąt lat temu ktoś mógł UE w dzisiejszym kształcie, sięgającą w obszar ZSRS nazwać "narkotyczną wizją". Tak samo, osądzenie jakieś idei jako "chora ambicja" - i to bez podania uzasadnienia - to argument pachnący retoryczną półką pewnego ważnego redaktorka, na której trzyma on też "nieświętych młodzianków", "grzebanie w szambie", "odpieprzcie się od moich kumpli" itp.

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.