Urodził się przed wojną, początek lat trzydziestych w małej wioseczce pod Mławą.
Miał trzy siostry i starszego brata. Nie wiodło im się źle, rodzice posiadali 22 hektary ziemi ornej i 1,5 ha lasu.
Wojnę przeżyli dość spokojnie, przyszedł rok 1945 a wraz z nim nowe porządki.
W szkole łatwo ulegał manipulacji, samodzielne myślenie nie było jego najmocniejszą stroną.
Starał się jak mógł przypodobać nowej władzy, co kilka dni pędzał na UB donosząc na swoich rodziców, sąsiadów.
Pierwsze donosy o tym, że rodzice mają zboże przyniosły mu pochwałę UBków.
Potem było coraz gorzej. Rodzice zobaczyli czego mogą się spodziewać po synalku, więc przestano przy nim rozmawiać, ani wtajemniczać go w sprawy domu.
Więc donosił to co mu się zdawało lub sam wymyślił i tu spotkała go niespodzianka.
Funkcjonariusze UB kilkakrotnie sprawdzali donosy, te się nie potwierdzały.
Po pewnym czasie wezwali rodziców i nakazali spuszczenie synalkowi dobrego lania, mieli dosyć zajmowania się wymysłami bez pokrycia. Rodziców też znali, to byli przecież sąsiedzi.
Nie na wiele to się zdało, pomogło jedynie na krótko.
I tak to rósł nasz rodzimy Pawka.
Skończył szkołę podstawową, potem średnią w której dzielnie działał w ZMP.
Ze szkoły wysłano go na studia, skończył, orłem nie był, ale działaczem jak najbardziej.
Jak takiemu nie pójść na rękę, był już sprawdzonym towarzyszem, więc bez większego problemu zaliczał egzaminy i tak to uzyskał tytuł magistra psychologii.
Trochę uczył w szkole, jednak partia uznała, że szkoda marnować tak wiernego towarzysza, zatrudniono go w Komitecie Wojewódzkim w wydziale propagandy.
Polecono mu nauczyć się języka francuskiego, stwierdził, że nie jest w stanie się nauczyć.
Usłyszał jednak od sekretarza, że niech się nie martwi, pojeździ na uniwersytet na wykłady i dostanie zaświadczenie o zaliczeniu.
Tak też się stało, jak wielkie było moje zdziwienie gdy kiedyś podczas rozmowy stwierdził, że język niemiecki prawie wcale nie różni się od francuskiego, jednak sądziłem, że ma nieco większą wiedzę na ten temat.
Mamy rok 1980, „Solidarność” partia już myśli o zmianie systemu i przejęciu majątku, więc
w nagrodę za dobrą pracę został dyrektorem przedsiębiorstwa, tam doszedł do zdania, że jest predysponowany do zarządzania ludźmi, najgorsze, że sam w to uwierzył.
Sekretarka miała obowiązek każdego dnia rano stawiać mu na biurku świeże kwiaty i to było chyba największe osiągnięcie pana dyrektora.
System zaczął się coraz bardziej chwiać, jest rok 1989, pan dyrektor zaczyna się bać załogi, wymyślił, że najlepszym wyjście z sytuacji jest choroba, udaje się do szpitala tam ma drobny zabieg chirurgiczny.
Tutaj się nie sprawdził, majątek firmy przejmuje odważniejszy towarzysz, były dyrektor wypada z gry!
Oczywiście dawni towarzysze nie zapominają o nim, pomagają mu w prowadzeniu jakichś drobnych interesików, ale to nie to.
Dzisiaj jest wiernym zwolennikiem SLD, i spokojnie żyje pobierając godziwą emeryturę.
Skąd znam tak dobrze czyjś życiorys? Między innymi z rozmów z rodzicami właściciela życiorysu.
Ale kto to?
"Jedynie prawda jest ciekawa", J. Mackiewicz
Tycek
"Ale kto to?'
Jeden z bardzo wielu.
I co z tego wynika?
Anna
@Anna
A choćby to, że uważnie słuchając ludzi starszych, zwykle bardziej doświadczonych, można dużo ciekawych rzeczy dowiedzieć się.
Tak było jak ludzie nie umieli czytać, więc opowieści
starszych miały znaczenie. A teraz młodzi wiedzą więcej niż starzy,
bo czytają,mają lepsze wykształcenie, bo jezdżą po świecie, bo nie boją sie zmian.
Anna
Anna Kanady
"A teraz młodzi wiedzą więcej niż starzy,"
Naprawdę?!
:)
:)
Czytają? Młodzi?
Jeżeli widuje się młodych w bibliotekach to "pojedynczo paczkowane" osobniki po kryminały Folleta a dziewczątka po Harlequiny. "jezdżą po świecie, bo nie boją sie zmian"? Co to za dziwne argumenty? Kto się bał jeździć po świecie za czasów peerelu? Ponadto w peerelu wszyscy starsi czytać umieli. Nawet ci po 3-4 klasach przedwojennej podstawówki. Młodzi czytali bo nie mieli do oglądania "M jak miłość" czy podobnego flapsu. Miejska biblioteka obecnie to 20 osób nudzącego się po kątach personelu, dwie ich znajome na pogawędce i jeden "analfabeta" emeryt z książkami pod pachą. W tej paninej Kanadzie musi być ciekawie. Chyba się wybiorę pooglądać z wiosną. Boję się jednak, że może mnie dopaść jakiś grizzly. Albo stary strilec z UPA.
@antares
Nie jest tak źle z tymi grizzly, gdyż podczas mego już trzy miesięcznego pobytu w Kanadzie jak na razie to tylko wiewiórki i para kojotów mnie się trafiła.Co do młodych to najlepiej to widać w miejskich autobusach jacy kurtularni i dobrze wychowani(co ciekawie dzieci emigrantów jednak dysponują lepszym wychowaniem).A na poważnie to chyba zaczyna się zima 0 stopni i pada drobny śnieg.
A Pan zna go osobiście, tak?
Chodzi o konkretną osobę znaną Panu, czy to tylko taka fikcja literacka?
"Jedynie prawda jest ciekawa", J. Mackiewicz
Tycek
Nie jest to fikcja.
Dla każdego któremu fryzura zrzedła
jest wiadomo, że takich ancymonów są tysiące. Ten opisywany i tak był uczciwy, bo sam jeździł do szkół. Znałem takiego który posłał po dyplom WSI (Wyzsza Szkoła Inżynierska) swego nowego kierowcę i czekał na niego kilka dni bo ten nie wiedział gdzie jego poprzednik zza kierownicy chodził na wykłady i miał pewne trudności w odebraniu papierka dla szefa.
Szanowny Panie Zdzisławie -
złapali Pana na złym tekście. Proszę mi wybaczyć - ale złym.
Sam Pan to zauważył dając inny tytuł - że zbacza Pan z drogi.
Tekst - jego jakość: spójność, klarowność, jasne zamierzenie - nie powodują sprzeciwu. Tutaj, postąpił Pan pochopnie - powtorzenia, niejasności, wieloznaczność - powodują,że
u czytelnika pojawia się pytanie: "No i co z tego?"
To jest dobre pytanie i prosze je wziąć pod uwagę.
Ciągle z sympatią i bez złej woli. Nie poddawać się. U każdego np malarza po kilku dobrych pojawia sie obraz zły. Po prostu go wyrzuca, zostawiając temat na inną porę. Z nieustającą ciekawościa co dalej - jane