Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Prawicowa rekonstrukcja Uni Europejskiej
Autor: Tomasz Gabiś, czw, 07/08/2008 - 12:15
II Unia Europejska chce być suwerennym podmiotem globalnej gry politycznej i budować wielką architekturę polityczną Eurazji i świata. Innymi słowy to, co charakteryzowało dawne państwa narodowe Europy, powraca na wyższym, kontynentalnym i imperialnym poziomie: prowadzenie polityki siły, desygnowanie wrogów i sojuszników, dominacja, hegemonia, rozszerzanie sfer wpływów, przejmowanie – w formach odpowiednich dla naszych czasów - kontroli politycznej nad ludami, ziemiami i zasobami. Europejskie elity, „biorąc odpowiedzialność za świat”, ponownie uczą się języka siły, geostrategii, geopolityki, mocarstwowości, potęgi globalnej. Język polityczny w Europie po 1945 roku był martwy, gdyż paradygmat polityczny suwerennego, europejskiego państwa narodowego, w ramach którego język ów funkcjonował, upadł. Z kolei dominująca w I Unii Europejskiej humanitarystyczno-pacyfistyczno-handlowo-sentymentalna nowomowa, ujawniła swą żałosną śmieszność, groteskową dysfunkcjonalność i całkowitą bezsilność w zderzeniu z twardą materią światowej polityki. W jej miejsce wchodzi język polityczny II UE, będący językiem żywym, bo dostosowanym do nowej sytuacji historycznej i odnoszącym się do realnego, suwerennego bytu politycznego. Powrót do Europy języka politycznego jest warunkiem powstania postulowanej przez Jürgena Habermasa - „ nowej politycznej samowiedzy, która odpowiadałyby roli Europy w świecie XXI wieku”. O ile duża część zwolenników I UE, widziała ją jako swego rodzaju „wielką Szwajcarię”, która ucieka z historii i polityki, rezygnując z uczestnictwa w „walce o świat”, o tyle zwolennicy II UE świadomie i zdecydowanie sprzeciwiają się takiemu „zeszwajcarzeniu” Europy. To, że II Unia Europejska jest spacyfikowana wewnętrznie - i w tym tylko sensie stanowi ona „wielką Szwajcarię”, europejską Eidgenossenschaft - nie znaczy wcale, że – stale zagrożona przez wrogów - nie organizuje ona akcji politycznych przeciwko nim, nie „montuje” prowokacji na dużą skalę, nie zleca służbom specjalnym przeprowadzania zamachów, nie prowadzi wojen (zawsze obronnych), nie dokonuje zbrojnych interwencji (zawsze w imię pokoju)– wręcz przeciwnie: to pierwsze warunkuje to drugie: wewnętrzna pacyfikacja pozwala na (geo)polityczną ekspansję, umożliwia zdobycie przewagi nad innymi organizmami politycznymi. W Unii Europejskiej, gdzie panuje „wieczny pokój”, Kant mieszka już od dawna, co nas wszystkich wielce cieszy, teraz z banicji powracają różne „podejrzane indywidua” w rodzaju Machiavellego, Hobbesa i Schmitta. Wewnątrz Unii Europejskiej mamy już zatem epokę postpaństwową, posthegemonialną, postpolityczną, ale tylko wewnątrz, na zewnątrz Unia Europejska dąży do tego, aby stać się światową potęgą. Żeby jednak mogła się nią stać, musi dokonać poważnych reform wewnętrznych. Paradoks polega bowiem na tym, że „likwidatorzy” europejskiego państwa narodowego gorąco przywiązani są do obowiązujących w nim zasad i mechanizmów– widzą Unię Europejską jako coś w rodzaju dawnego, unitarnego państwa narodowego. Jakobińską koncepcję państwa i narodu przenoszą na szczebel kontynentalny, tworząc zbiurokratyzowane socjaldemokratyczne „supereuropaństwo narodowe”, najlepiej zamieszkałe przez jeden „naród europejski” wyznający te same „europejskie wartości ”, czyli wartości z pożółkłego leksykonu ideologicznych komunałów XIX i XX wieku. W rezultacie na Pierwszą UE składały się: nacjonalistyczna uniformizacja („harmonizacja”) na skalę kontynentalną, socjaletatyzm, elementy gospodarki planowej, nieograniczona wiara w kontrolę administracyjną i odgórne sterowanie życiem społecznym, „prewencjonizm” i prohibicjonizm wszelkiego rodzaju, ograniczenia pluralizmu ideologicznego i wolności słowa. Unia stawała się powoli „państwem ideologicznym”, wręcz ”państwem wyznaniowym” z dominującą świecką religią „praw człowieka” - przekształciła się w swego rodzaju lewicowo-liberalną klerokrację. O ile duża część zwolenników I UE, widziała ją jako swego rodzaju „wielką Szwajcarię”, która ucieka z historii i polityki, rezygnując z uczestnictwa w „walce o świat”, o tyle zwolennicy II UE świadomie i zdecydowanie sprzeciwiają się takiemu „zeszwajcarzeniu” Europy. To, że II Unia Europejska jest spacyfikowana wewnętrznie - i w tym tylko sensie stanowi ona „wielką Szwajcarię”, europejską Eidgenossenschaft - nie znaczy wcale, że – stale zagrożona przez wrogów - nie organizuje ona akcji politycznych przeciwko nim, nie „montuje” prowokacji na dużą skalę, nie zleca służbom specjalnym przeprowadzania zamachów, nie prowadzi wojen (zawsze obronnych), nie dokonuje zbrojnych interwencji (zawsze w imię pokoju)– wręcz przeciwnie: to pierwsze warunkuje to drugie: wewnętrzna pacyfikacja pozwala na (geo)polityczną ekspansję, umożliwia zdobycie przewagi nad innymi organizmami politycznymi. W Unii Europejskiej, gdzie panuje „wieczny pokój”, Kant mieszka już od dawna, co nas wszystkich wielce cieszy, teraz z banicji powracają różne „podejrzane indywidua” w rodzaju Machiavellego, Hobbesa i Schmitta. Wewnątrz Unii Europejskiej mamy już zatem epokę postpaństwową, posthegemonialną, postpolityczną, ale tylko wewnątrz, na zewnątrz Unia Europejska dąży do tego, aby stać się światową potęgą. Żeby jednak mogła się nią stać, musi dokonać poważnych reform wewnętrznych. Paradoks polega bowiem na tym, że „likwidatorzy” europejskiego państwa narodowego gorąco przywiązani są do obowiązujących w nim zasad i mechanizmów– widzą Unię Europejską jako coś w rodzaju dawnego, unitarnego państwa narodowego. Jakobińską koncepcję państwa i narodu przenoszą na szczebel kontynentalny, tworząc zbiurokratyzowane socjaldemokratyczne „supereuropaństwo narodowe”, najlepiej zamieszkałe przez jeden „naród europejski” wyznający te same „europejskie wartości ”, czyli wartości z pożółkłego leksykonu ideologicznych komunałów XIX i XX wieku . W rezultacie na Pierwszą UE składały się: nacjonalistyczna uniformizacja („harmonizacja”) na skalę kontynentalną, socjaletatyzm, elementy gospodarki planowej, nieograniczona wiara w kontrolę administracyjną i odgórne sterowanie życiem społecznym, „prewencjonizm” i prohibicjonizm wszelkiego rodzaju, ograniczenia pluralizmu ideologicznego i wolności słowa. Unia stawała się powoli „państwem ideologicznym”, wręcz ”państwem wyznaniowym” z dominującą świecką religią „praw człowieka” - przekształciła się w swego rodzaju lewicowo-liberalną klerokrację. I UE, co z pewnością nie leżało w intencjach pierwszych powojennych założycieli wspólnoty europejskiej, stała się – w swojej schyłkowej fazie - Unią biurokratów, funkcjonariuszy, planistów, socjalnych inżynierów pozostających w symbiotycznym związku z bankierami, szefami koncernów i lobbystami wszelkiej maści. II UE stawia na nogi to, co w I UE postawiono na głowie: jej ideową podwalinę stanowi klasyczny liberalizm z jego koncepcją państwa ograniczonego, które z tego ograniczenia czerpie swoją siłę. Gdyby najkrócej chcieć scharakteryzować II UE, to moglibyśmy ją nazwać „liberalnym superpaństwem-minimum”. Dlatego w II UE likwiduje się wszystkie, odziedziczone po I UE, struktury gospodarki planowej i interwencjonizmu państwowego, takie jak wspólna polityka rolna, polityka „spójności”, polityka rozwoju regionalnego etc., czyli wszystkie te struktury, które uczyniły z niej wielką machinę redystrybuującą ściągnięte z podatników środki wzdłuż i wszerz całego kontynentu, i hamowały proces organicznego zrastania się krain europejskich. Druga UE tworzy jeden wielki obszar gospodarczy, gdzie nie istnieją żadne granice celne, panuje pełna wolność poruszania się, osiedlania się, podejmowania pracy, handlu, działalności gospodarczej, inwestowania, kupowania ziemi i wszelkiej innej własności. Obok – najlepiej opartej na złocie, niezwykle ważnej dla suwerenności UE - waluty imperialnej (obecne euro), funkcjonują waluty lokalne i prywatne. Władze Drugiej UE nakłaniają kraje związkowe do prywatyzacji własności publicznej, rezygnacji z nadmiernego fiskalizmu, (np. do zniesienia progresji podatkowej i wprowadzenia podatku liniowego), stoją na straży wartości europejskich takich jak zasada nienaruszalności własności prywatnej i wolności umów. Duch panujący w II UE niechętny jest zarządzeniom, rozporządzeniom, regulacjom, zakazom, nakazom, dyrektywom, paragrafom, przepisom, odgórnie narzucanym normom i standardom – wszystkim biurokratycznym ingerencjom w gospodarkę, w życie prywatne obywateli. II UE zrywa z wszelkimi dążnościami do glajchszaltowania Europy, jest tarczą chroniącą odrębności, samoistności i swoistości lokalnych, rodzimych kultur, systemów prawnych, tradycji, obyczajów, światopoglądów; władze Unii popierają „organiczną dyferencjację przeciw zatomizowanej identyczności”, bronią prawa narodów do wyboru własnej drogi rozwoju kulturalnego i obyczajowego przed zakusami niwelatorskiego „eurojakobinizmu” i „demototalitarnego egalitaryzmu”. W II UE narodowe prowincje żyją wedle własnego fasonu – władze Unii wymagają jedynie, żeby nie robiły nic, co zagroziłoby jej wewnętrznej jedności i terytorialnej integralności, nie porozumiewały się jej wrogami zewnętrznymi, i aby odprowadzały do budżetu centralnego należną część podatków. Niemiecki filozof Peter Koslowski rozważając w 1995 roku nową europejską ideę imperialną, ostrzegał przed przyjmowaniem dla Europy-Ojczyzny modelu „Naród-Europa”. Wzorcem, obrazem przewodnim – stwierdzał Koslowski- winno być raczej Imperium Europejskie, Europejski Commonwealth, który może stać się ojczyzną wszystkich Europejczyków. Ustanowienie II UE równa się zerwaniu z dotychczasowym lewicowym modelem Narodu-Europy (zbliżonym od postfaszystowskiej koncepcji „Europe a Nation” Oswalda Mosley`a ) przechodząc do modelu Imperium Europejskiego. Proces ten jest analogiczny do regionalizacji w kontekście unitarnych państw narodowych – obecnie hasło „regionalizacji Europy” oznacza, że poszczególne kraje europejskie wchodzące w skład Unii są odpowiednikami regionów, landów, czy, jak chcą niektórzy, „województw” i dążą do tego, aby zachować odrębność i umocnić samodzielność w kształtowaniu swojej wewnętrznej polityki kulturalnej, religijnej, obyczajowej, prawnej itd. Paralelnie do rewitalizacji Unii i procesu odchodzenia od jakobińskiego, eurosocjalistycznego modelu I Unii Europejskiej, przebiega proces tworzenia wspólnej, silnej egzekutywy ograniczonej do najistotniejszych dziedzin wielkiej polityki: innymi słowy decentralizacji i „spłyceniu” na płaszczyźnie administracyjnej, gospodarczej i kulturalnej towarzyszy centralizacja wojskowo-polityczna - idzie o zasadnicze „pogłębienie”, ale w czysto politycznym sensie. Podkreślić należy bardzo mocno, że ta decentralizacja Unii, zachowanie różnorodności krain europejskich na innych płaszczyznach niż polityczno-wojskowa, kulturalne, obyczajowe, prawne samookreślenie prowincji narodowych nie jest przeszkodą polityczno-wojskowego zjednoczenia, ale jego warunkiem sine qua non: bez wewnętrznej reformy Unia nie osiągnie samostanowienia. Prosta i krótka konstytucja Unii koncentrować się powinna na najważniejszych kwestiach ustrojowych, zawierać gwarancje dla życia, zdrowia, własności i wolności obywateli, stanowiąc w ten sposób solidną podporę europejskiego „patriotyzmu konstytucyjnego”. Głową Unii jest prezydent wybierany przez elektorów-członków Rady Unii Europejskiej (współczesnych Kurfürsten), na swego rodzaju „konklawe” w stolicy Unii. Każda prowincja wysyła na „konklawe” jednego delegata dysponującego jednym głosem. Kadencja prezydenta trwa 7 lat; jeśli na prezydenta wybrany zostaje któryś z członków Rady Unii Europejskiej, składa on rezygnację ze swojego urzędu w prowincji. Prezydent może być wybrany na dwie kadencje; ma on prawo zaproponowania elektorom kandydatury swojego następcy. Prezydent powołuje przewodniczącego Komisji Europejskiej, zaś przewodniczący Komisji – Komisarzy. Prezydent jest odpowiedzialny za politykę zagraniczną Unii, decyduje o wojnie i pokoju, ma prawo wprowadzenia stanu wyjątkowego na całym terytorium UE, jest głównodowodzącym Wojska Europejskiego (WE) wyposażonego w broń nuklearną i kontynentalną „tarczę antyrakietową”, dysponującego Siłami Szybkiego Reagowania reagującymi na każde niebezpieczeństwo, niezależnie od tego, gdzie się ono wykluwa i czai, oraz lotnictwem gotowym – w razie zagrożenia Unii - błyskawicznie zbombardować dowolny punkt na kuli ziemskiej. Prezydent powołuje i odwołuje szefa Sztabu Generalnego WE, powołuje i odwołuje dyrektorów Europejskiej Agencji Wywiadu, Europejskiej Agencji Kontrwywiadu oraz Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Obecne państwa narodowe będą w UE pełniły rolę okręgów wojskowo-policyjnych z własnymi lokalnymi armiami i siłami policyjnymi, z lokalnymi filiami wywiadu i kontrwywiadu, ale podporządkowanych nadrzędnym celom strategicznym Unii. Prezydent Unii powołuje i odwołuje prezesa Europejskiego Banku Centralnego, powołuje i odwołuje dyrektora Europejskiej Agencji Przestrzeni Kosmicznej, powołuje i odwołuje dyrektora ( utworzonego w przyszłości) Europejskiego Centrum Strategii Energetycznej, powołuje i odwołuje prezesa Instytutu Pamięci Europejskiej (IPE) i dyrektora Muzeum Historii Europejczyków. Ustanowienie II UE łączy się z reorganizacją przestrzenną i reformą administracyjną Unii. I UE przykrojona była do dawnej Europy Zachodniej, czyli do Małej Europy z epoki Zimnej Wojny, stąd wybór Brukseli na jej stolicę miał pełne geopolityczne uzasadnienie. Ale po 1989 roku i po rozszerzeniu Unii na wschód, Bruksela znalazła się w „pozycji ekscentrycznej” – na zachodnim krańcu Unii, przeto geopolityczna logika wymaga przeniesienia stolicy bardziej ku centrum nowej, Wielkiej Europy, w kierunku, w którym Unia się rozszerza, czyli na południowy wschód. Utrzymywanie stolicy w Brukseli, po przyłączeniu do Unii prowincji ukraińskiej, białoruskiej, bułgarskiej, rumuńskiej oraz prowincji postjugosłowiańskich, będzie geopolitycznym absurdem. A cóż dopiero, gdyby przyłączona miała zostać prowincja turecka, nie mówiąc już o bliskowschodniej prowincji żydowskiej. Przeniesienie stolicy UE z Brukseli ma także znaczenie symboliczne – unaocznia historyczną cezurę, pokazując obywatelom Unii, że Pierwsza UE odeszła w przeszłość i zaczyna się nowy etap w historii Europy. Przy okazji przeprowadzki odchudza się biurokrację, likwiduje się niepotrzebne agencje i komisje, realizując w ten sposób program „taniego państwa”. Pozwolę tu sobie na osobistą uwagę: kiedy w 1999 roku rozważałem na łamach „Stańczyka” kwestię stolicy Europy, proponowałem – będąc zapewne pod nadmiernym nieco wrażeniem Mitu habsburskiego Claudio Magrisa - aby stolicę zjednoczonej Europy przenieść do Wiednia. Dzisiaj widzę, że nie był to dobry pomysł. Pobrzmiewał w tym jakiś ton nostalgii, jakaś nie do końca przezwyciężona pokusa „restauracjonizmu”, a tego trzeba za wszelką cenę się wystrzegać. Poza tym Wiedeń przynależy do niemieckiego obszaru językowo-kulturalnego, a stolica Unii nie może – z wielu względów – znajdować się w Niemczech, nawet w takich pół-Niemczech jak dzisiejsza Austria. Dlatego o wiele lepsza jest wysunięta niedawno przez byłego premiera Szwecji Carla Bildta propozycja ustanowienia nowej stolicy Unii Europejskiej w Bratysławie, leżącej wszak niedaleko Wiednia. Bruksela położona na skraju kontynentalnej Europy, wciśnięta jest pomiędzy trzy wielkie prowincje Unii – Anglię, Francję i Niemcy, co jest niekorzystne z punktu widzenia innych narodów europejskich. Natomiast nowa stolica znajduje się w bardziej „luźnym” otoczeniu, pośród mniejszych prowincji i zyskuje więcej „politycznego oddechu”. Bruksela leży na pełnej gepolitycznych napięć linii Zachód-Wschód (Paryż-Berlin-Warszawa-Moskwa), zaś Bratysława schodzi z tej linii na linię Północ-Południe czyli Sztokholm-Palermo. Kiedy z Bratysławy, położonej w samym centrum kontynentu, (zgodnie z tezą Karla Schlögla, że „środek leży na wschodzie”), nad Dunajem - główną arterią wodną Europy, zatoczymy okrąg o promieniu sięgającym do Islandii, to jego linia przejdzie na wschodzie wzdłuż Uralu, przetnie Morze Kaspijskie, obejmie Bliski Wschód z Palestyną, Afrykę Północną, i powróci do Islandii, wyznaczając w ten sposób obszar politycznego, ekonomicznego i kulturalnego promieniowania II Unii Europejskiej (imperium europejskiego). Wschodnia część tego obszaru jest dla Unii najważniejsza, gdyż na wschodzie leży geopolityczne przeznaczenie Unii Europejskiej (imperium europejskiego); w drugiej kolejności kieruje ona swój wzrok na południe ( Morze Śródziemne, Afryka Północna, Bliski Wschód), a dopiero w trzeciej na zachód (Atlantyk). Stąd przesunięcie geopolitycznego punktu ciężkości Europy na wschód jest w pełni zgodne z wielkimi liniami kontynentalnej i globalnej geopolityki. I absolutnie konieczne. Unia musi przede wszystkim umocnić swoją obecność polityczną, gospodarczą i wojskową na obszarze nazywanym przez dwudziestowiecznych geopolityków Wrotami do Serca Lądu, czyli w pasie od Przylądka Północnego, przez kraje nadbałtyckie, Białoruś, Ukrainę, Morze Czarne po Turcję, a następnie (zgodnie z geopolityką mitu sarmackiego) w pasie od Morza Czarnego ku Morzu Kaspijskiemu, a potem ku Kaukazowi, Azji Środkowej i Mongolii. Przeniesienie stolicy Unii do Bratysławy, gdzie mieści się rezydencja prezydenta Unii, tam znajdują się inne ważne instytucje unijne (służby specjalne, sztab generalny WE etc.) byłoby posunięciem tworzącym dla dotychczasowego modelu neokarolińskiego Europy przeciwwagę w postaci modelu środkowoeuropejskiego usytuowanego na przecięciu tradycji Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, cesarstwa Austro-Wegier i I Rzeczypospolitej (Imperium Jagellonicum, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Wielkie Księstwo Litewskie) - ośrodek prezydencki z pewnością byłby zainteresowany ożywieniem mitu Europy Środkowej tak popularnego niegdyś wśród niektórych kręgów inteligencji europejskiej (Havel, Kundera, Miłosz, Konrád, Michnik, Fejtö, Kiš, Venclova, Toruńczyk). Do jej wymiaru kulturalnego, estetycznego i symbolicznego, obecnego dziś u Stasiuka i Andruchowycza, doszedłby realny wymiar (geo)polityczny i propagandowy. Poniekąd byłoby to również nawiązanie do tradycyjnej polskiej koncepcji Międzymorza, która przy takim położeniu stolicy, mieściłaby się w ramach wewnętrznej geopolityki europejskiej, nie zagrażając spoistości Unii. Jest sprawą dalszych dyskusji, czy nie należałoby dokonać pewnego rozproszenia instytucji unijnych - instytucje prawne w Strasburgu i Luksemburgu, Instytut Pamięci Europejskiej w Krakowie, Bank Centralny we Frankfurcie nad Menem, Centralny Ośrodek Strategii Energetycznej we Lwowie, Muzeum Historii Europejczyków w Ljublanie etc. Być może też , aby ostudzić gniew i osłodzić gorycz pozbawionym stolicy „braciom karolińczykom”, prezydent podejmie decyzję, aby jednak pozostawić Brukselę jako siedzibę Komisji Europejskiej. Przeniesienie stolicy do Bratysławy można też widzieć przez pryzmat stosunków pomiędzy dwoma największymi i najsilniejszymi krajami Unii - Francją i Niemcami. Według niektórych geopolityków wschodnia granica francuskiej strefy wpływów geopolitycznych w Europie przebiega przez wschodnią Polskę, zachodnią Ukrainę, Rumunię, Bułgarię, Macedonię i Albanię; natomiast zachodnia granica niemieckiej strefy wpływów geopolitycznych - wzdłuż atlantyckiego wybrzeża Francji, północno-zachodnią Hiszpanię, południowe Włochy. Linie tych granic przecinają się na północnym zachodzie na Kanale La Manche i na południowym wschodzie w Macedonii. Na obszarze, gdzie obie te strefy zachodzą na siebie , czyli pomiędzy zachodnią granicą wpływów niemieckich i wschodnią granicą wpływów francuskich, leży Słowacja – jest to środek tego obszaru lekko przesunięty na wschód. Zaś dokładnie w centrum, na linii łączącej punkty przecięcia granic geopolitycznego wpływu Francji i Niemiec, leży Wiedeń, który byłby chyba świetnym miejscem na siedzibę Parlamentu Europejskiego. Dawna stolica wielonarodowego cesarstwa, punkt , ku któremu ciążą miasta Europy Środkowej, miasto otwarte na Europę Południową, tworzy na południu niemieckiego obszaru językowo-kulturalnego przeciwwagę dla „pruskiego” Berlina na północy (Es gibt nur ein` Kaiserstadt, es gibt nur ein Wien, es gibt nur ein Räubernest und das heiβt Berlin). Wydaje się, że właśnie „wesoły Wiedeń” to dobre miejsce dla europarlamentarzystów, których liczbę należy znacznie ograniczyć, w zamian za to tworząc Senat Europejski złożony z zasiadających w nim dożywotnio, wirylistów. Europie bardzo potrzebny, wręcz niezbędny jest duch dawnego Wiednia, ów geniusz Wiednia, o którym Stefan Zweig pisał, że potrafił harmonizować w sobie wszystkie narodowe i językowe przeciwieństwa, syntetyzować wszystkie europejskie kultury i dokonywać duchowego „pojednania” nawet najbardziej odrębnych sił intelektualnych i kulturalnych. Przesunięcie stolicy z zachodu do centrum Unii stanowi dopełnienie wewnętrznej geopolityki europejskiej: I UE jako Europa Zachodnia (Mała Europa) opierała się na dwójprzymierzu francusko-niemieckim, dla przesuniętej na wschód Wielkiej Europy, najważniejsze staje się dwójprzymierze polsko-niemieckie (nowe „twarde jądro Europy”?) ; to, co dzieje się w Polsce i w Niemczech oraz między Warszawą i Berlinem, ma zasadnicze znaczenie dla II Unii Europejskiej. Polska i Niemcy to kraje tworzące kluczowy obszar Unii, jej punkt grawitacyjny, stąd rozrywanie braterskiej przyjaźni polsko – niemieckiej, sianie niezgody pomiędzy nami Polakami a naszymi „braćmi Szwabami”, szerzenie antygermanizmu i germanofobii w Polsce, a antypolonizmu i polonofobii w Niemczech, wysuwanie wobec siebie roszczeń i pretensji, równoznaczne jest z osłabianiem i rozbijaniem Unii. Polsko-niemieckie serce II Unii Europejskiej potrzebuje osłony od zachodu i wschodu, potrzebuje zachodnich i wschodnich płuc, potrzebuje wyjścia od zachodu i południa na Atlantyk i na Morze Śródziemne, na wschód ku kontynentalnym przestrzeniom Eurazji. Dlatego do polsko-niemieckiego dwójprzymierza przylega od zachodu Francja i od wschodu Ukraina, a zatem czworokąt Paryż-Berlin-Warszawa-Kijów będący równocześnie romańsko-germańsko-słowiańskim trójprzymierzem stanowi podwalinę II Unii Europejskiej (Imperium Europejskiego).
(Pierwodruk: „Arcana”, nr 3-4, 2008. Fragment książki Gry imperialne, która ukaże się jesienią nakładem wydawnictwa Arcana) |
podoba mi sie, ale
czy to jest political fiction, odmiana SF, czy tez futurologia ...? Bo Autor nie definiuje, co rozumie przez "I Unie Europejska" a co przez "II". Charakterystyka obu nasuwa wiele watpliwosci; wydaje sie, jakby ta Pierwsza to byl obecny - wylaniajacy sie dopiero w naszych czasach - ksztalt UE, zas Druga to jakis projekt, jakies nowe Miasto Slonca Campanelli, Atlantyda Platona czy tez Utopia.
Obserwujac zachodnich Europejczykow na codzien tutaj gdzie mieszkam miedzy Paryzem a Berlinem, rozmawiajac z nimi , sledzac tresc wypowiedzi ich elit i klasy politycznej, PR, tworzenia nowych praw, moralnosci (raczej anty-etyki) i obyczaju, sadze, ze niepredko a raczej nigdy Panska wizja II UE nie spelni sie.
To co ma szanse powstac, moim skromnym zdaniem, to nowe Drugie Imperium Ottomanskie - analogicznie do tego ktore powstalo na gruzach Wschodniego Cesartswa Rzymskiego czyli Bizancjum, a ktore w toku swej historii opanowalo Krol.Wegier i mniejsze ksiestwa balkanskie, probowalo kilkakrotnie opanowac tereny dzisiejszej Austrii i poludniowe rubieze Rzeczypospolitej.
Dzisiaj nieporownanie skuteczniej robi to kilkudziesiociomilionowa juz diaspora muzulmanow w Niemczech, Francji i in.krajach. To, co ich szczegolnie odroznia od nas Europejczykow jest niesamowita energia, swiezosc, parcie do przodu, szybkosc przyjmowania innowacji technicznych (oraz socjotechniki), przedsiebiorczosc i przede wszystkim - pozorne przystosowanie sie, dopasowanie sie zewnetrzne (jezyk, moda) do kraju imigracji. To pozwala im uzyskac opinie zdolnych do integracji, a wiec dla czesci tubylczego spoleczenstwa odsuwa realne mysli o tym, co tak naprawde powstaje - spoleczenstwo paralelne, ktore w odpowiednim momencie dokona stopienia i opanowania ziem tak jak to zrobily stosunkowo malo liczne plemiona Frankow,Anglosasow itd. w przeszlosci.
Moze ktos powiedziec - to tez futurologia, ktora nie trzyma sie kupy. Tym osobom proponuje przeanalizowac statystki ostatnich 20-30 lat dotyczace pochodzenia dzieci i mlodziezy w przedszkolach, szkolach oraz uczelniach w miastach zachodniej Europy oraz dokonac analizy linii trendu. Odpowiedz nasuwa sie sama. Bowiem nie ma nikogo, kto chcialby tym zjawiskom, temu rozwojowi stawic czola. Na pewno nie nasze europejskie rodziny z rozrodczoscia ponizej progu zastepowalnosci pokolen.
Huntington mial sporo racji w swych prognozach zwlaszcza w odniesieniu do Europy. To wlasnie jest prawdziwym problem unii, a nie zabawy klasy politycznej, czy tak czy siak zbudowac architekture UE
Nie najgorzej pomyślane,
ale i tak wtedy tworzy się superpaństwo, a poza tym, żeby to wszystko się zrealizowało, Polska musiałaby mieć podpisany traktat pokojowy z Niemcami - co jest praktycznie niemożliwe - a Francja musiałaby zgodzić się na wypchnięcie z czołowej dwójki. Taki układ bardzo nie podobałby się Rosji, która jest silnie związana z Niemcami i Francją i ugodziła się z tymi krajami w kwestii pełnej wasalizacji Europy Środkowej.
Czy kiedykolwiek mienszewicy, zwani dla niepoznaki socjaldemokratami, którzy obecnie dominują w UE, ale nie pozwalają publicznie potępiać zmarginalizowanych bolszewików, dobrowolnie zrezygnowali z lukratywnych posad?
W pewnym momencie zacznie im dramatycznie brakować sponsorów, bo liczba ludności w Europie zmniejszy się w najbliższych kilkudziesięciu latach o kilkadziesiąt milionów. Pracująca mniejszość będzie musiała utrzymywać tłumy emerytów - na nic wtedy się zdadzą strategie lizbońskie i inne wydumane plany mocarstwowe, bo nie będzie kim robić. Ot, powstanie dość luksusowy dom starców.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Jestem zwolennikiem
Jestem zwolennikiem niepodległej Polski (katolickiej i wolnorynkowej). Dlatego jestem przeciwny propozycjom politycznym pan Gabisia. Propozycje te uważam za wyjątkowo szkodliwe.
Ale nie ma innej drogi...
oczywiście w pewnym, głębszym sensie - Polska jakiej pragniemy nie powstanie bez przeobrażenia całej europy. Nie ma bolca... Polska otoczona z wszystkich stron wrogimi, laicko agresywnymi państwami nie da rady. Będzie krótka piłka - albo oni, albo my. Trzeba odwojować dla Boga cały kontynent hurtem, "elity" zachodu wyrżnąć lub uwięzić i mozolnie odbudowywać cywilizację Chrześcijańską. Na co nie ma widoków w bliskiej przyszłości. tak czy inaczej - sprawa rozstrzygnie się za jakieś ćwierć wieku.
za 30 lat UE będzie
za 30 lat UE będzie republiką islamską. Taka jest rzeczywistość bo taka jest demografia
Konserwatyści-antyliberałowie powinni się z tego ucieszyć
Zakazana będzie prostytucja, pornografia, sens pozamałżeński, homoseksualizm i pokazywanie odkrytego brzucha na ulicy.
Cieszą się
I są dumni z tego jak cholera:
http://www.prawica.net/node/8477#comment-187675
Zamiast prostytucji i seksu
Zamiast prostytucji i seksu małżeńskiego będzie można zawierać małżeństwo i po stosunku się rozwieść. Poza tym muzułmanin może mieć 4 żony na raz i niezliczone nałożnice. Homoseksualizm to zależy bo nie we wszystkich społeczeństwach islamskich spotyka się z zdecydowaną reakcją. I nawet z tym brzuchem to nie ma pan racji, kraje arabskie słyną z tańca brzucha.
Poza tym UE podobnie jak Koran ingeruje we wszystkie dziedziny życia.
taka jest rzeczywistość, ale nie przyszłość
W końcu uważam sie nie tylko za prawicę, ale za prawicę chrześcijańską... Bóg wymaga od nas jednego - "dziesięciu" w mieście. Kto wie, może przybędzie chrześcijański i katolicki Król który poprowadzi swoje wierne nielicze oddziały na laickiego i mahometańskiego wroga? Może wystarczy 1 na 1000? Dlaczego ludzie widzą nadzieję tam, gdzie jej nie ma, a odwracają się od niej tam gdzie jest? Ludzką miarą sprawa jest PRZEGRANA. Nie trwońcie sił na to co jest bez sensu - jeśli prawi nie zaufają jak dziecko Bogu to przegrają. Oni przegrają, bo Bóg da radę. Naprawdę.
No właśnie..
Ten kierunek.
Oczywiście różne rzeczy/wydarzenia są możliwe, niespodziewane okoliczności też mogą zmienić sytuację światową zasadniczo, choćby jakiś kataklizm. Ale generalnie, jeśli rzeczywiście wierzymy w Boga, powinniśmy się w tym kierunku zwrócić.
Jak? Może próbując najpierw doprowadzić do jedności chrześcijaństwa? Czy to byłoby możliwe, zakładając, że oparto by się o prawdziwy zrąb, sedno zasad wiary?
Dlaczego wszystkie teologiczne niuanse muszą być rozstrzygnięte z precyzją i pewnością żądającą wyłączności prawdy? Czy nie można by było wielu rzeczy zostawić (mając na uwadze lichość ludzkiego mniemania) w postaci pokornego wyznania "nie wiem"?
Jakie zgorszenie to przecież powoduje, ile niepotrzebnych konfliktów (kiedyś wojen), ilu ludzi odstręcza od wiary i Boga..
----------------------------------------------------
>>ludzie postawili ludzki świat na głowie<<
Imperium europejskie z punktu widzenia Polski miałoby sens
o tyle, o ile miałoby charakter antyrosyjski, to znaczy 1) traktowało ziemie dawnej Rzeczypospolitej - Ukrainę, Białoruś - jako swoje; 2) traktowałoby rosyjski monopol energetyczny jako zagrożenia dla swoich interesów i szukało alternatywnej drogi dostaw z Bliskiego Wschodu via Turcja. Z naszego punktu widzenia użycie siły Europy do niepozwolenia Rosji na zagarnięcie Ukrainy i Białorusi miałoby być może jakiś sens. Gdyby Amerykanie zbankrutowali i dali się wypchnąć z Europy, to opcja europejska nie będzie miała zbytnio alternatywy.
W teorii wizja antyrosyjskiej Europy nie jest taka całkiem fantastyczna: zawsze w historii, gdy Europa była zjednoczona - za Napoleona i za Hitlera - pierwsze co jej przychodziło do głowy, to marsz na Moskwę.
Cały problem polega na tym, że - jak się wydaje - Niemcy są obecnie nastawieni na sojusz z Rosją (wychodząc za założenia, że XIX wieczny sojusz tronów przyniósł Europie pokój i prosperity, a brak Rosji w europejskim sojuszu wymusza sojusz amerykańsko-rosyjski, który dla Europy może być śmiertelny). Ustalone strefy wpływów obejmują zapewne Europę Wschodnią (prawosławną) dla Rosji, Europę Środkową w tym Polskę dla Niemiec i basen Morza Śródziemnego dla Francji.
Oczywiście "nieświęte przymierze" Francja-Niemcy-Rosja zostanie zniszczona w przyszłości przez sojusz amerykańsko-chińsko-muzułmański (w Europie Środkowo-Wschodniej to my dla Amerykanów będziemy po wsze czasy pilnować porządku), ale to pociągnie za sobą wiele ofiar - mn. in. Berlin podzieli los Koryntu), wiec dobrze by było tego uniknąć. Ale jak wytłumaczyć Niemcom, że stawiając się Polakom niczego nie zwojują? To pewnie niemożliwe. Nie uwierzą.
No cóż.
Takie są konsekwencje załamania się myśli mocarstwowej.
Ja jednak postulowałbym związek środkowoeuropejski z Węgrami, Rumunią, Serbią, może Grecją itp.. Kozaczyzna albo będzie sojusznikiem (i się przyłączy) albo wrogiem. Jako że jesteśmy w tej część Europy najsilniejsi to my będziemy prowadzić związek, w dodatku (ponoć) polska kultura stoi na wysokim poziomie, więc może jakaś polonizacja się zadomowi. Kraje na południe od nas w takim związku jak UE mało znaczą, podobnie jak Ukraina w związku z Rosją mało znaczy tj. te państwa w związku z Polską będą dowartościowane i na arenie międzynarodowej będą zauważalne. A to czy szkopskie czołgi uderzą czy nie zależy od naszego przemysłu zbrojeniowego (tedy dobrze jest coś z tym zrobić).
Polska nie jest w stanie tworzyć...
...międzymorze nawet w ramach UE a co dopiero realnie. Silnie Niemiecka i mocno antyrosyjska UE jest realniejszym pomysłem.
Tfu
No ja dziękuję za związek z Niemcami (co to za szalony pomysł by się łączyć z Niemcami?), Grunwald niczego nas nie nauczył? A przecież Niemcy w prostej lini wywodzą się z tradycji krzyżackiej (w końcu czyje syny jednoczyły Niemcy). A ja twierdzę że Polska jest w stanie budować system sojuszy.
Prusy to tylko jeden element Niemczech.
Po dwóch wojnach światowych duch pruski sczezł. Tymczasem historia nas uchy, że granica polsko-niemiecka była najbardziej stabilna. Próba tworzenia międzymorza jest niemożliwa. Po pierwsze ani Węgry ani Czechy o nim nie myślą a już na pewno nie chcą go pod polskim prymatem. Jugosławia nie istnieje. Ukraina jest podzielona między opcją rosyjską a europejską. Białoruś w sojusze nie wchodzi. Łotwa i Estonia spoglądają ku Szwecji i Norwegii. Zostaje opcja rosyjska i niemiecka, bo na opcję brytyjską (kłamcy) i amerykańską (imperium się zwija) nie można liczyć.
Sęk w tym, że rząd Niemiec nie widzi innej drogi
jak nadskakiwanie Kremlowi, niezależnie od tego, kto rządzi w Berlinie.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Ważny tekst Gabisia
Myślę, że to niezwykle ważny tekst. Z pewnością dość futurystyczny a idea nie powinna specjalnie odbiegać od tego co rzeczywiste, ale wbrew pozorom to o czym pisze Gabiś nie jest całkowicie irracjonalne.
Bardzo jestem ciekaw tej książki, która zostanie wydana przez Arcana.
Grzegorz Lepianka
To futurystyczne bratanie
To futurystyczne bratanie się red. Gabisia z Niemcami
przypomniało mi cytat
w Unii Europejskiej jej niedoszły hymn w postaci „Ody do radości” głosi, ze „wszyscy ludzie będą braćmi”. To oczywiście naturalnie, jakże by inaczej; skoro taki rozkaz, to jasne, ze będą, ale jeśli już, to najprędzej na tej zasadzie, ze „brat brata w d... harata”.
Już ja sobie prorokuję, którym bratem my będziemy.
Więc, dziękuję...