Prawo do pluralizmu?

Siódmy grudnia 1976 roku. Trzy małżeństwa - Viking i Anna Maria Kjeldsen, Arne i Inger Busk Madsen, oraz Hans i Ellen Pedersen - otrzymują decyzję Trybunału Praw Człowieka w sprawie skarg, jakie złożyli w latach 1971-72 przeciwko rządowi Danii. Oburzeni rodzice stwierdzali, że narzucony przez państwo duńskie obowiązek tzw. edukacji seksualnej jest sprzeczny z Artykułem 2 Protokołu nr 1 do Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 1952 roku, głoszącym że „(...) państwo uznaje prawo rodziców do zapewnienia wychowania i nauczania zgodnie z ich własnymi przekonaniami religijnymi i filozoficznymi.”

Jak nietrudno się domyślić, Trybunał sprawę odrzucił, stwierdzając w uzasadnieniu nie tylko brak naruszenia wymienianych w skardze artykułów, ale również potrzebę zaistnienia „pluralizmu światopoglądowego”, któremu rodzicielska edukacja, przedstawiająca jeden punkt widzenia na sprawy seksu i moralności, miałaby szkodzić.*

Pluralizm światopoglądowy jest jednym z najlepiej sprzedających się sloganów demokracji, przy czym jego wartość - jak to w przypadku sloganów bywa - jest w gruncie rzeczy żadna. Wiele osób rozumie pojęcie pluralizmu jako odnoszące się do zbiorowości, gdzie każdy jej członek ma „prawo” do żywienia takich przekonań, na jakie ma aktualnie ochotę, zgodnie z liberalną zasadą, że zbiorowość nie może jednostki dominującymi zwyczajami i obyczajami „tyranizować”.

W istocie rzecz ma się zupełnie inaczej - chodzi nie o to, żeby w obrębie jednej zbiorowości współistnieć mogli obok siebie absolutyści różnych opcji, ale o to, żeby demokratyczne społeczeństwo składało się z samych relatywistów. Innymi słowy, nie mamy „prawa” reprezentować jakiegokolwiek światopoglądu, łaskawie dozwalając na istnienie obok nas opcji światopoglądowych z nim przeciwnych - musimy uznać nie tylko, że wszystkie systemy wartości są warte tyle samo (czyli nic), ale również to, że właśnie takie stanowisko jest świętą, jedyną prawdą, poza którą nie ma zbawienia.

Konieczny związek demokratycznych „praw człowieka” z tak pojętym pluralizmem widać bowiem nie tylko na przykładzie tzw. edukacji seksualnej, ale chociażby przy okazji decyzji zabrzańskiej prokuratury w sprawie „pikniku pod swastyką” sprzed roku, którą zniesmaczone były główne autorytety walki o tego typu prawa - m.in. Zbigniew Hołda i Marcin Kornak. W świetle ideologii prawnoczłowieczej nie ma bowiem rozgraniczenia na sferę moralną i prawną, prywatną i publiczną - człowiek ma być od początku do końca ułożony tak, jak zażyczyli sobie włodarze i ideologowie.

Podobnie w momencie, kiedy w imię pluralizmu uczyć się będzie dzieci katolików prawidłowego stosowania środków antykoncepcyjnych i równoważności modelu rodziny tradycyjnej ze związkiem homoseksualistów, nie będzie się to odbywało w imię „pluralizmu”, ale narzucenia demokratycznego moralnego relatywizmu.

Jeżeli bowiem konsekwentnie stosować zasadę tolerancji dla odmiennych światopoglądów, to dlaczego nie zezwolić katolikom na obywanie się bez umiejętności używania prezerwatyw? Jak mówi jeden z władców Huxleyowskiej rzeczywistości, Mustafa Mond, „wolność jest nieefektywna i przykra; wolność to okrągły kołek w kwadratowej dziurze”. I w tę kwadratową dziurę prawnoczłowieczyzmu i demokratyzmu właśnie wpadliśmy.


Olgierd Sroczyński
inne teksty autora...
Politically incorrect and proud of it.

__________________________________

* Case Kjeldsen, Busk Madsen and Pedersen v. Denmark, Strasbourg 1976, ss.21-23 (pdf)

To jest: Jan Bodakowski

Bo lewica nie wierzy w

Bo lewica nie wierzy w wolność i demokracje, wyciera sobie usta frazesami by skutecznie zniewalać ludzi.

To jest: Krzysztof Laskowski

Ja też nie za bardzo wierzę w demokrację,

a żywię szczerą odrazę do lewicy.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

To jest: JJerzy

To jest nas więcej niż

To jest nas więcej niż myślałem. :))
Pozdrawiam w nadziei, że doczekamy chwili kiedy bożek demokracji spadnie z cokołu.

To jest: Krzysztof Laskowski

Owszem, jest nas trochę w Polsce:-).

Ja np. ukontentuję się monarchią, podobną do tej, która jest Liechtensteinie, tylko że jakaś znaczna rodzina musiałaby się podjąć trudów pełnienia obowiązków władzy. Trzeba przyznać, że bycie królem nie należy do łatwych zadań. Obecnie jednak mamy takie gusło, że musi życie toczyć się w rytm rozlicznych wyborów, a nie musi, przynajmniej prezydenckich. Wystarczyłyby wybory samorządowe, a parlament może być wyłaniany ze znaczących postaci z regionów.

Pozdrawiam, Panie Jerzy.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

To jest: Degrelle

Robert A. Heinlein

Demokracja nie może się sprawdzić. Wszędzie są matematycy, wieśniacy i zwierzęta - tak więc demokracja, teoria oparta na założeniu, że matematycy i wieśniacy są równi, nigdy się nie sprawdza. Mądrości nie można sumować - jej maksimum mierzy się mądrością najbystrzejszego członka danej grupy.

ps. specjalnie dla Pana Olgierda: http://www.prawica.net/node/12708#comment-258137

____________

Wiem, że moje poglądy nie są popularne, ale mnie nie zależy na popularności...

Czy może Pan zaspokoić moją ciekawość i powiedzieć kto

to jest najmądrzejszy; matematycy, wieśniacy czy zwierzęta?
Pan nie dokończył myśli.
Anna

To jest: Olgierd Sroczyński

Najmądrzejsze są

demokratyczne feministki.
_____________________________________
Die Truppen von morgen
Sie geben uns Geleit
Marschieren auf die Zukunft
In eine neue Zeit

Dziękuję, jak to miło dyskutować z gentleman'em, zawsze

kulturalnie, konserwatywnie i szarmancko.
Anna

To jest: Olgierd Sroczyński

Polecam się na przyszłość

:)
_____________________________________
Die Truppen von morgen
Sie geben uns Geleit
Marschieren auf die Zukunft
In eine neue Zeit

Zbyt wielki zaszczyt. Pańska mądrośc jest porażająca,.

Anna

Wyszumią się

Parafrazując klasyka:
Kto za młodu nie był radykałem, ten na starość będzie sku.....nem.
Choć czasami żal. Pan BTadeusz gdzieś przywołał młodego "japiszona", który dopóty, dopóki był "bezdzietny" był opanowany przez drobny radykalizm - roweromanię. Zgasł on - ten radykalizm w momencie narodzin dziecka. Przesiadł się do samochodu.
A nasi antydemokraci?
Cóż z pewnością trzeba doświadczyć życia w zhierarchizowanej instytucji, w rodzaju: więzienie, wojsko, zakon by zacząć rozumieć wartość "równości".
Można wiele o demokracji ale jedno na pewno da się o niej powiedzieć: dla gorących głów jest ona "nudna".
Pozdr.
-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?

Z tym klasykiem to chyba bylo trochę inaczej. Ale ma Pan rację,

że czasami żal. Młodość generalnie powinna być pełna zapału do
tworzenia nowej lepszej jakości, udowodnić starym, że potrafi
budować nową lepszą przyszłość dla tych co nadejdą.
A tu co? Powtarzanie przetrawionych mądrości, niczego nowego i
twórczego. To jest złe, tamto jest jeszcze gorsze itp.
Kto będzie tworzył wizje nowej przyszłości jeżeli młode pokolenie już starzeje się zanim dojrzeje?
Anna

To jest: Olgierd Sroczyński

Odwrotnie, Panie kociewiak

cytuję kociewiak:
Cóż z pewnością trzeba doświadczyć życia w zhierarchizowanej instytucji, w rodzaju: więzienie, wojsko, zakon by zacząć rozumieć wartość "równości".

By zacząć rozumieć wartość hierarchii i piękno podporządkowania.

Pańska wypowiedź przypomina tę, którą da się słyszeć na wszelakich "marszach tolerancji", a brzmi ona: "homofobia da się leczyć".
_____________________________________
Die Truppen von morgen
Sie geben uns Geleit
Marschieren auf die Zukunft
In eine neue Zeit

Bo

są również piękne "hierarchie" i "podporządkowania"?
-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?

To jest: Prawicowiec

A zna Pan przykład

jakiejkolwiek działającej instytucji niezhierarchizowanej?
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

A zna Pan

jakąkolwiek "piękną" instytucję i znajduje w niej "piękno podporządkowania" (za wyłączeniem Świętego Rzymskiego Kościoła Katolickiego)?
-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?

To jest: Prawicowiec

Zadając Panu pytanie

liczyłem po cichu na odpowiedź, ale skoro nie potrafi Pan jej udzielić, to może ja udzielę jej Panu: kategoria piękna niespecjalnie jest adekwatna, gdy opisujemy instytucje. Raczej chodzi tu o sprawność działania.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: Olgierd Sroczyński

Kategorie estetyczne też są na miejscu

bo posłuszeństwo może też być w nich opisywane. Zupełnie inaczej wygląda niemal idealnie egalitarny tłum cisnący się na ulicy, a inaczej kompania wojska. Proste - porządek=piękno, równość=nieporządek.
_____________________________________
Die Truppen von morgen
Sie geben uns Geleit
Marschieren auf die Zukunft
In eine neue Zeit

To jest: Prawicowiec

Istotnie, porządek może być

nośnikiem piękna, czego przykładem są kryształy, choć tam hierarchii żadnej nie ma – wszystkie cząsteczki takiego np. siarczku żelaza mają równe prawa, a jednak automatycznie tworzą idealne sześciany. Żądzi nimi siła wyższa – elektromagnetyzm.

Kłopot z tłumem nie polega na tym, że jego członkowie są równi – to jest naturalne – ale na tym, że świadomie odrzucają oni siłę wyższą (np. zasady dobrego wychowania), bo każdy z nich za taką siłę wyższą uważa samego siebie, swoje widzimisię.

Każdy jest dla siebie wyrocznią, a to automatycznie prowadzi do chaosu. I tu się zgadzamy: chaos nie tworzy piękna (no, chyba, że to będzie chaos deterministyczny).
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Oj, Panie P. jak można, taki wielbiciel piekna języka polskiego.

"Żądzi nimi siła wyższa – elektromagnetyzm".
"Żądzi" żądza, nieprawdaż?
Anna

To jest: Prawicowiec

Ma Pani

rację. Głupieję na starość.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Wolna Wspólnota Islandzka

Ale to nie jest ważne.
Nowocześni "konserwatyści" patrzą na rzeczywistość przez pryzmat estetyki.
Nie zauważył Pan tego?
A skuteczność?
Wymieniłem: Święty Rzymski Kościół Katolicki
i dodaję: General Motors i Armia Pruska
Ale to kiedyś.
Ponawiam
Jak Pan się czuje jako "element"?
-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?

To jest: Prawicowiec

Podał Pan przykład

instytucji zhierarchizowanej, a miał Pan podać niezhierarchizowanej. Nie bardzo rozumiem z tym elementem. Wiem jednak, że nie podskoczę powyżej swego poziomu w hierarchii. Pan też nie.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Byłem w trakcie zmiany treści

gdy przyblokował mnie Pan.
A pisałem

cytat:
PS.
Fak
Bym zapomniał.
Kolejne "robotnicze brygady", w których miałem i mam przyjemność pracować - to wzory "równościowego" dobrze działającego mechanizmu

-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?

To jest: Olgierd Sroczyński

Pan pije do mnie?

Bo mi się wydaje, że to o estetyce pisze Pan w kontekście jednego mojego komentarza pod którymś z teksów.

Jeżeli tak, to chyba Pan nie rozumie powagi sytuacji. Estetyka rzeczywiście zajmuje się - stąd nazwa - wrażeniami zmysłowymi. Ale konserwatyści wierzą w ŁAD nadprzyrodzony, gdzie wszystko stanowi uporządkowaną całość - rozum nie jest przeciwko właściwie używanym zmysłom, a one przeciwko zmysłowi. W filozofii starożytnej piękno równało się racjonalnemu porządkowi.
_____________________________________
Die Truppen von morgen
Sie geben uns Geleit
Marschieren auf die Zukunft
In eine neue Zeit

idea piękna

cytuję Olgierd Sroczyński:
W filozofii starożytnej piękno równało się racjonalnemu porządkowi.

To takie intuicyjne przeczucie drugiej zasady termodynamiki :D:D:D

pozdrawiam
TBM

"...estetyka może być pomocna w życiu"?

Zapewne tak? Acz nie mam zielonego pojęcia o filozofii starożytnej i nie wiem w co wierzą konserwatyści. Nie widzę też dla siebie z tego powodu wielkiej straty. Bo, w zaufaniu przyznam się Panu (drugi raz na PN)- od dwudziestu lat czytam bez przerwy, wciąż te same, trzy książki. Jedna i owszem, powstała w starożytności, druga w XVII w. a trzecia w latach '70 ubiegłego wieku. Cała reszta, to co czytam w międzyczasie, jest tylko przyczynkarstwem.
Jestem więc, swego rodzaju, "konserwatystą". Nie szukam nowego, czegoś co mogłoby zmienić mój POGLĄD. Bo te trzy książki nie zmieniły mnie, one racjonalizują moje intuicje i moje doświadczenia. Za, bodajże Gertrudą Stein mógłbym powiedzieć - podobają mi się a więc zrozumiałem ("rozgrzeszająca" ci ona jest:).
Jeżeli pojawia się tutaj, u mnie, "estetyka" to na poziomie elementarnym, by nie powiedzieć potocznym. Coś jest ładne albo brzydkie. Nie są to konstatacje będące efektem krytycznej analizy a li i jedynie intuicji podbudowanej doświadczeniem nabytym dzięki, np. ojcu (no, też robotnik), prowadzącemu mnie a to do Katedry Oliwskiej a to do Lasu a wreszcie Stoczni. Robiąc takie oto zastrzeżenie pozwolę sobie ... .
Wrócę teraz od estetyki poprzez porządek, piękno, hierarchię do ..., nie, nie do demokracji (jeszcze zacznie mnie Pan molestować na okoliczność filozofów:).
Do kompanii wojska. Co mam zrobić z tym Pańskim - "Zupełnie inaczej wygląda niemal idealnie egalitarny tłum cisnący się na ulicy, a inaczej kompania wojska."
Bo jest to prawda, te dwie rzeczywistości wyglądają bardzo różnie.
Tyle tylko, że ja widziałem tłumy równych ludzi, i to politycznie zrewoltowanych, którzy potrafili w spokojny, godny, bez przemocy sposób wyartykułować: Jesteśmy wolni. Naprzeciw nich, tych "równych" stały "piękne" kompanie ZOMO uformowane w szczyt militarnej, starożytnej doskonałości - Testudo. Ja w tym obrazku - testudo - nie widziałem nic pięknego.
Co więcej nie wzbudzało to ówcześnie we mnie nawet strachu czy też podziwu (dla sprawności).
Jeszcze jedna kompania. Moja w LWP. Kompania instalacji elektrycznych w Batalionach Inżynieryjno Budowlanych. Czai Pan. Już sama ta nazwa, nie to co: Szwadron Huzarów Śmierci.
Jak mogłem takie coś - KIE -"polubić"? Takiego stężenia kurewstwa, gówna nie spotkałem nawet w areszcie (rzecz względna - to stężenie). Kwintesencja zhierarchizowanej, zdyscyplinowanej instytucji będącej tu i teraz a nie jakiejś tam literackiej, filmowej. Zrobiłem to co potrafię najlepiej - wprowadziłem rozkład i relatywizm. Po dwóch miesiącach unitarnego szkolenia doprowadziłem do upadku hierarchię kapralsko-sierżantową (jak słusznie zauważa Prawicowiec - są granice podskakiwania, nie sięgnąłem poziomu oficerów, występowali w roli rozjemców), po kolejnych trzech miesiącach przerwałem z pomocą jeszcze jednego gdańszczanina samo powielający się system zhierarchizowanej przemocy - Falę. Wszystkie "koty" uznały, mówiąc dzisiejszym językiem - "mamy to wyjebane".
Dlaczego to zrobiłem?
Bo mi się nie chciało.
Bo "życie" w zdyscyplinowanej, zhierarchizowanej instytucji wymaga nade wszystko ogromnej pracowitości, pokory i samozaparcia. Wypełnianie tych wszystkich kretyńskich, mniej lub bardziej, poleceń, zasad, nakazów to przekraczało moje deklarowane zasoby energii. Piszę kretyńskich bo nic innego nie można oczekiwać od hierarchii. To jest istotą, nie poddawanej krytyce, grupy ludzi. Bo tylko krytyka wyzwala "ruch" myśli, postęp - rozumiany jako "usprawnienie". Jeżeli nie krytyka wewnątrz instytucji to przynajmniej poddanie jej obecności "konkurencyjnych" bytów.
Mnie się nie chciało; w takim kontekście jestem pełen podziwu dla Pana. Musi być Pan bardzo pracowity.
I - tego nie da się wyleczyć, "jak homofobii".
Jest gorzej - to się dzieje niezależnie od naszej woli.
To - ideały młodości.
One się nie poddają leczeniu - to Pan się podda.
Jak szybko, to zależy jak bardzo są one "pustką"
Smutne.
Pozdr.

-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?

HAHA:)

Cięta riposta.

To jest: Degrelle

Myśl doskonale dokończona.

cytuję Anna Kanady:
Pan nie dokończył myśli.
Anna

Po pierwsze nie moja myśl, po drugie doskonale dokończona.
_____________

Wiem, że moje poglądy nie są popularne, ale mnie nie zależy na popularności...

To jest: Olgierd Sroczyński

Dziękuję! :)))

Heinlein właśnie zapada w pamięć dzięki swojej niebywałej umiejętności tworzenia sentencji i aforyzmów. Dukaj ujął to trochę prościej pisząc, że "demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki", ale i tak aforyzmy Heinleina są świetne.
_____________________________________
Die Truppen von morgen
Sie geben uns Geleit
Marschieren auf die Zukunft
In eine neue Zeit

To jest: inpefessa

O to, to

panie Janie B. To wycieranie ust frazesami można spokojnie uważać za indykator lewicowości.
A po za tym, rzeczywistość jest zawsze jakoś symetryczna, zbudowana jest przeciwieństw, a dąży do unifikacji.
inpefessa

To jest: Apfelbaum

Ja zawsze myślałem że...

...lewica wierzy w demokracje, ba że jest ona jej religią:

cytuję prof. Bartyzel:
"Fenomen demokracji, a zwłaszcza demokratycznej mentalności i ideologii, wykracza daleko poza sferę polityczności i nie może być kojarzony wyłącznie z jedną z możliwych, wyposażonych w chłodno rozważane zalety i wady, form politycznej egzystencji społeczeństwa; wchodzi on głęboko w zakres sfery wierzeń i psychologii społecznej - tak dalece, że zdaniem niektórych: "iluzja demokratyczna należy do najcięższych form psychozy społecznej" (Szymon Dzierzgowski, Król źródłem władzy, "Pro Fide Rege et Lege" 1928 nr 3); również bardzo powściągliwy i pogodzony z nieuchronnością demokratyzacji analityk demokracji Alexis de Tocqueville zaobserwował, że "w rewolucjach, a zwłaszcza demokratycznych, wariaci, i to nie ci, których się tak określa przez metaforę, lecz prawdziwi wariaci odgrywali ważną rolę polityczną" (Wspomnienia. Wrocław 1987). Przekonanie o destrukcyjności sączenia w społeczeństwo "trucizny demokratycznej" (morbus democraticus - określenie sir H.J.S. Maine`a) żywione jest przez bezkompromisowych wrogów demokracji, wedle których - jak Charlesa Maurrasa - "demokracja jest złem, demokracja to śmierć" (la démocratie est mal, la démocratie est la mort), albowiem "rząd liczby (le gouvernement du nombre) prowadzi do dezorganizacji państwa; niszczy wszystko, co go powstrzymuje, wszystko, co odróżnia się od niego: religię, rodzinę, tradycję, klasy, wszelkiego rodzaju organizacje. Każda demokracja izoluje i osłabia jednostkę, rozwija zaś państwo poza właściwą mu sferą działania. Natomiast w sferze, w której państwo powinno być królem, pozbawia je kompetencji, energii, wreszcie życia"; demokracja jest również kłamstwem, a "mówić ludowi to, czego nie ma, byłoby brakiem szacunku. Opowiadać mu szkodliwe bajki to znaczy albo nienawidzić go, albo kochać nieumiejętnie. Korzystać z naiwnego zaufania, jakie zechciał w was złożyć, aby mówić kłamstwa, to nadużycie, zdrada i degradacja was samych. [...] Oto dlaczego bierzemy naród na świadka ogromu naszej nienawiści do demokracji, jako do całkowicie fałszywej zasady suwerenności liczby. W grę wchodzi tak nasz honor, jak i nasze bezpieczeństwo, oraz wszystkie inne dobra publiczne" (Demokracja, "Pro Fide Rege et Lege" 1991 nr 2). Jednak nie tylko antydemokratyczni "reakcjoniści" postrzegają demokrację jako "świecką religię" zdechrystianizowanego świata, "opartą na całkowicie irracjonalnym kryterium większości i równości (mającej źródło w zawiści)" (E. von Kühnelt-Leddihn, Większość i moralność, "Criticón. Konservativ heute" 1990 nr 121); również ci obrońcy demokracji, którzy usiłują zbudować odpowiadającą wymogom krytycznego myślenia jej teorię, dają wyraz trudnościom będącym prostym następstwem faktu, że kult "dwulicowego bożka - współczesnego Lelum-Polelum" (demokracja - prawa człowieka) opiera się na poznaniu typu eikasía (iluzji), obrażającym rozum (J. Laskowski, Do podstaw polityki polskiej, "Arcana" 1997 nr 17). H. Kelsen nie waha się przyznać, że fundament demokracji składa się z samych fikcji: "suwerenności" narodu jako "abstrakcyjnego systemu działań indywidualnych, uregulowanych przez porządek państwowy"; fikcji reprezentacji, tj. koncepcji, "iż parlament jest tylko zastępcą narodu, który swą wolę objawić może tylko w parlamencie i poprzez parlament"; fikcji ideologicznej contrat social jako domniemanego źródła społeczeństwa i władzy (mającej atoli zawierać "prawdę psychologiczną"); fikcji suwerenności ludu, będącej "co prawda bardzo wysubtelnioną i uduchowioną, maską totemiczną"; ubolewa też, że "to najbardziej nadużywane pojęcie polityczne [...] w bezmyślnym, potocznym żargonie politycznym spadło do rzędu konwencjonalnych frazesów, nie roszczących sobie nawet pretensji do jakiegokolwiek określonego sensu" (O istocie i wartości demokracji. Warszawa 1936). G. Sartori przyznaje, że w "erze zamętu" demokracja stała się "słowem budzącym szacunek", a "słowa, które czcimy są [...] pułapkami: nomina numina, nazwy są bogami", co "prowadzi w sposób naturalny do demolatrii, czyli wzniosłej gadaniny o ludzie bez przyglądania mu się" (Teoria demokracji. Warszawa 1994). R.A. Dahl dorzuca, że nie ma nic perwersyjnego w okoliczności, "iż zwolennik demokracji nie jest zachwycony tą ekspansją powszechnego zachwytu dla idei demokratycznej", albowiem "termin, który znaczy wszystko, nie znaczy nic" (Demokracja i jej krytycy. Kraków 1995). Dostrzeżenie przez badaczy tej orientacji ujemnych następstw nagminnego posługiwania się słowem demokracja w znaczeniu czegoś "ogólnie dobrego", nie idzie jednak w parze z rozpoznaniem paradoksu, że właśnie tylko dzięki takiej konotacji demokracja mogła stać się "wiarą" i skutecznie spełniać funkcje "religijne" - pomimo (co dla "religii" zdaje się stanowić niepokonalną sprzeczność wewnętrzną) braku jej "umocowania" ontologicznego i również epistemologicznego relatywizmu; dlatego "dewocja demokratyczna" jest "artykułem wiary" odpowiednim dla "społeczeństw skądinąd bezreligijnych" (B. Łagowski, Pochwała politycznej bierności (na marginesie arystotelesowskiej koncepcji demokracji), "Polityka Polska" 1991 nr 1/18/) i przybierając niekiedy formy jawnej idolatrii (przykładem może być wzniesienie pomnika "Bogini Demokracji" przez demonstrujących na Placu Niebiańskiego Pokoju studentów chińskich) dostarcza wyjałowionym z transcendencji społeczeństwom namiastki prawdziwej religii.

W demokratycznej "religii obywatelskiej" nie ma jednak zasadniczo niczego spontanicznego, gdyż jest on świadomie zaplanowany przez "ojców" nowoczesnej demokracji, nie ukrywających przy tym jej konkurencyjnego w stosunku do religii objawionej charakteru i zadań. "Nieprzydatność" religii i aretologii chrześcijańskiej dla "księcia nowego" (il principe nuovo) sugerował już pierwszy republikanin w nowożytnym sensie tego słowa - Niccoló Machiavelli, ale pełny projekt, wraz z uzasadnieniem, demokratycznej religii dał dopiero "Obywatel Genewski": "Prawo chrześcijańskie w gruncie rzeczy bardziej szkodzi, niż sprzyja silnemu ustrojowi państwa. [...] Nie tylko nie przywiązuje serc obywateli do państwa, lecz odrywa je od wszystkich rzeczy ziemskich. Nie znam nic bardziej przeciwnego duchowi społecznemu. [...] Chrystianizm jest religią na wskroś duchową, pochłoniętą wyłącznie sprawami niebios; ojczyzna chrześcijanina nie jest z tego świata. Wykonuje on wprawdzie swój obowiązek, lecz z głęboką obojętnością dla powodzenia lub niepowodzenia swych wysiłków. [...] Religia rozważana w związku ze społeczeństwem [...] może być podzielona na dwa rodzaje, mianowicie na religię człowieka i religię obywatela. Religia człowieka, religia bez świątyń, bez ołtarzy, bez obrządków, ograniczona do czysto wewnętrznego kultu Boga najwyższego i do wiecznych obowiązków moralności, jest czystą i prostą religią Ewangelii, prawdziwym teizmem, który można nazwać boskim prawem naturalnym. Religia obywatela, przepisana w jednym kraju, daje mu osobnych bogów, osobnych patronów opiekuńczych; ma własne dogmaty, własne ceremonie, własny kult zewnętrzny przepisany prawem; [...] Dogmaty religii obywatelskiej powinny być proste, nieliczne, wyrażone dokładnie bez objaśnień i komentarzy. [...] Świętość umowy społecznej i praw - oto dogmaty pozytywne. Co do dogmatów negatywnych, to ograniczę się do jednego, jest nim nietolerancja; wchodzi ona w skład kultów, któreśmy wykluczyli" (J.-J. Rousseau, Umowa społeczna. Warszawa 1966). Literalny sens "zewnętrznego" kultu "religii obywatelskiej" starali się oddać - intronizując Istotę Najwyższą (Etre supreme) - francuscy jakobini; późniejsze formy kultu uległy jednak i ulegają nadal znacznej ewolucji; demokracja w swojej obecnej postaci nie stara się szukać "bogów zastępczych", uznając, że może już czcić samą siebie, straciła też zainteresowanie dla "religii człowieka" w znaczeniu nadawanym jej Rousseau`a, tj. "sprywatyzowanego", sentymentalnego i bezkonfesyjnego chrześcijaństwa, choć takie chrześcijaństwo jeszcze toleruje; jej "dogmaty pozytywne" wcale nie są "proste i nieliczne", jak pragnął Rousseau, ani "przepisane w jednym kraju", lecz nieustannie się komplikują i rozbudowują, ogarniając także coraz to nowe obiekty ich obowiązywalności (np. "równouprawnienie orientacji seksualnych"); żelaznym punktem pozostaje natomiast "dogmat negatywny" nietolerancji. Orgiastyczny charakter d.k. przeczuł w swojej wizji Ciemnych Wieków Demokracji wielki pisarz amerykański Herman Melville: Spójrz, przez rajfurów koronowana / kurwa, na koniu gna po tych panach / z Efezu, co ją obwołać śmieli / Wielką Dianą stręczycieli! / Arcydziwka niecnego wieku, / parweniuszka z łotrów szeregu (poemat Clarel, 1870).posterunku, "Stańczyk" 1996 nr 1) oraz "największą herezją wszystkich czasów" (M. Davies, Panowanie Chrystusa Króla, "Nova et Vetera" 1997 nr 5).

Po drugie zawsze myślałem, że katolik nie troszczy się o demokrację tym bardziej, że Kościół nie jest demokratyczny. ( http://konserwatyzm.pl/content/view/1711/144/ )

To jest: Sławomir Czyż

Chrześcijańska demokracja

cytuję Apfelbaum:
...lewica wierzy w demokracje, ba że jest ona jej religią:

Po drugie zawsze myślałem, że katolik nie troszczy się o demokrację tym bardziej, że Kościół nie jest demokratyczny. ( http://konserwatyzm.pl/content/view/1711/144/ )

Zawsze mnie śmieszyło takie zestawienie: chrześcijańska demokracja. Bo albo chrześcijańska albo demokracja.

---
Sławomir Czyż

To jest: BTadeusz

Godzi się przypomnieć, że słowo pluralizm

cytat:
Pluralizm światopoglądowy jest jednym z najlepiej sprzedających się sloganów demokracji, przy czym jego wartość - jak to w przypadku sloganów bywa - jest w gruncie rzeczy żadna.

Zrobiło "zawrotną" karierę w Polsce we wczesnych latach osiemdziesiątych, jako oręż walki z komunistami.
Żadaliśmy, mianowicie, pluralizmu politycznego i światopoglądowego, gdyż jako katolicy czuliśmy sie zaszczuci i zdominowani przez państwową oficjalną laickość.

To my także wołaliśmy o demokrację bez przymiotnika "socjalistyczną". Nie zuważyliśmy, że od tamtych czasów słowo to na zachodzie ewoluowało znaczeniowo w pobliże owej właśnie "demokracji socjalistycznej" - a jedynie pod nieco subtelniej uszminkowanym - przewodem.

(konserwatywnie - to powinniśmy odnaleźć w tym słowie to, co uniwersalne i trwałe)

Pluralizm, to było jedno ze słów lekkokontrowersyjnych, bo nasza ikona - "drogi bolesław" od zawsze miał problemy z jego poprawna artykulacją, co powodowało, że unikał go, jak czarnrgo kota.

Kontekst i perpektywa nieco szersza, niż wczoraj dziś jutro, a uwzgledniająca przedwczoraj z wizją na pojutrze sugeruje nieco oszczędniejszy radykalizm pojeciowy.

A popadanie w skrajnosć ocen (bo przecież nie precyzji definicji, (prawda?)) - nie buduje szacunku ani do słów, ani do grona dyskutantów.

Ani demokracja, jako sposób podejmowania decyzji w grupie, ani pluralizm, jak fakt - nie są zjawiskami niemoralnymi.
Pluralizm, jak i wiele innych relacji spłecznych są niemoralne, o ile ich wykorzystanie jako normy społecznej dokonuje się przemocą - rewolucyjnie.
Jeśli jest natyralną ewolucją obyczaju - nie zakłóca poczucia bezpieczeństwa i fundamentu tradycji.

Na każdej drodze istnieje

Na każdej drodze istnieje tylko jeden optymalny tor jazdy w idealnych warunkach.

Ale właśnie: idealne warunki to nie jest okolicznośc tego świata...

To jest: inpefessa

Taki pluralizm ogrodowy:

tu pałac z kolumnami, tam pięćsetletnie platany, kręta aleja wysadzana klasycystyczną skulpturą, a wszystko na tle demokratycznie przystrzyżonego trawnika z ukrytym nawadnianiem. Czy trawnik wybrał sobie demokrację?
inpefessa

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.