Pokolenie "Summorum Pontificum"

Właśnie skończyłem ogarniac mieszkanie i pichcić jakieś piątkowo-postne smakołyki. Będziemy je spożywać z mym serdecznym druchem, klerykiem Tomaszem z Instytutu Dobrego Pasterza. Za kilka godzin odbieram go z lotniska - przylatuje z Francji.

A jutro, z x. diakonem Grzegorzem i x. klerykiem Sergiuszem, którzy razem z Tomaszem przyotowują się do kapłaństwa w Instyucie Dobrego Pasterza, jedziemy do Mogilna - na I Spotkania Pokolenia Summorum Pontificum, które zorganizował Krzysztof Zagozda (obecny m.in. na Salonie)

W "Tygodniku Powszechnym" na pierwszej stronie zdjęcie kapłana sprawującego Tridentinę i informacja - "stara Msza powróci do każdej parafii". To następstwo enuncjacji Dario Kard. Castrillo, że jest wolą Ojca św. by ryt trydencki nie był czymś wyjątkowym, ale by był odprawiany powszechnie.

Enuncjacja ta jest pośrednio spowodowana reakcjami biskupów i kleru na ogłoszone przed rokiem paieskie motu proprio "Summorum Pontificum". Pisano o tym, pisał Krzysztof Zagozda, pisał Paweł Milcarek, równeż sam wspominałem o tym we wcześniejszych tekstach - że dokument papieski spotkał się z całkowitym niezrozumieniem instytucjonalnego Kościoła, którego reprezentantem jest większość kleru.

Nie można tego nie pwiedzieć - uzasadniając swoją obojętność, albo wręcz niechęć wobec woli Ojca św., rzadko albo raczej w ogóle nie posługują się papiescy oponenci, duchowni i świeccy, argumentami, powiedzmy, ewangelicznymi, albo pastoralnymi.

Mówią bowiem tak: po co zmiany, skoro ludzie się przyzwyczili, skoro nikt nie rozumie po łacinie, skoro nowa Msza jest łatwiejsza, bardziej atrakcyjna? A stara Msza używa języka imperium rzymskiego, co ma wymiar polityczny, jest ukłonem dla konstantyńskiej wizji Kościoła ten osotani argument to ci bardziej niby uczeni)

Nie mówią, o zgrozo! tak: nie będziemy wprowadzać zmian, które ten dziwny Papież wymyśla, bo i po co, skoro dzięki nowej Mszy możemy więcej dusz prowadzić do zbawienia, skoro nowa skuteczniej niż ta stara broni przed wpływem świata, skoro wzrosła pobożność i głebia religijnego życia. Dzięki nowej mszy pewną ręką prowadzimy powierzonych naszej pieczy wiernych do Nieba.

Już sam ten sposób argumentacji każe ów opór wobec woli Ojca św., albo obojętny, wręcz pogardliwy wobec niej stosunek, traktować jako nieeklezjalny - u jego źródeł jest duch buntu wobec Mistycznego Ciała, który prowadzi do zguby dusz.

Wierzymy, że łaska Boga, Jego Miłosierdzie, będzie ów bunt gasić.

Póki co cieszymy się tym, co czyni Ojciec św. I że Jego współpracownicy zapowiadają, że Msza wraca - a dzieje się to na naszych oczach.

Wrócę jeszcze do Tygodnika Powszechnego. Mniej ięcej w połowie lat 90 ubiegłego wieku, naiwnie i zawzięcie, wespół z Arturem Zawiszą, dyskutowałem na jego łamach z ks. J. Tischnerem - właśnie o Tradycji. W tym - między innymi - o liturgii. Głosiłem śmiałą na owe czasy tezę, że Msza powróci a ten jej powrót zacznie się za kiladziesiąt lat. Ks. Tischer szydził, że nie rozumiemy ducha czasu. Nie spodziewałem się wówczas, że za niespełna lat piętnaście zobaczę taką okładkę Tygodnika Powszechnego (nie byłby jednakże tygodnik tygodnikiem, gdyby nie zamieścił też obok tego zdjęcia niedorzecznego, głupkowatego pytania: odwrót od soboru?"), a wewnątrz znajdę, całkiem, jak na to pismo przyzwoite, teksty o tradycyjnej liturgii.

Świat się zmienia. Deo gratias!

To jest: Smok Telesfor

Kiedy Wy moderniści

zdacie sobie sprawę że nie jesteście czymś wyjątkowym - to będzie początek powrotu do Tradycji (pokolenie !). Ale uwaga, cały UPR może przestać uczęszczać, więc na początku może być nieprzyjemnie.

Déjà vu

Przeżywam.
Bo pamiętam jojczący nad polskim, ludowym katolicyzmem TP z końca lat '70 ubiegłego wieku.
Wy (WY - mocna "formuła"; miałem jej nie używać:) jesteście drugą stroną medalu, Wy którzy mówicie - Msza, Tradycja, itd ...
-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?

msza po łacinie

Jak to sobie Pan wyobraża na wsiach, gdzie kościoły pełne wiernych, ale łacinę zna jedynie ksiądz.

Można

sobie wyobrazić samotną AnnęP, tułającą się po necie, niewierną Córę PN? - można.
Tak więc można i sobie wyobrazić pełne wiernych kościoły podczas MSZY TRYDENCKIEJ.
Jak to powiedział pewien mój znajomy po MSZY TRYDENCKIEJ odprawionej przez kapłana z Bractwa św. Piusa w Gdyni

cytat:
... nie będą brali za chrzty i pogrzeby to przyciągną ludzi ...

Pozdrawiam
-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?

@kociewiak

odbieram to jako powitanie :), wiernam wiernam tylko czasu brak

:-)

-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?

To jest: Smok Telesfor

Pewnie 100 lat temu

po wsiach mieszkali sami łacinnicy.
P.S. A któryż to ksiądz obecnie zna łacinę ?

takie

wnioski można mnożyć, ale konserwy się zachłystują

To jest: moniK

bez mnożenia - nowy slang

Jestem "konserwą" i idę się "zachłystać" (na Mszę świętą).

zachłystywać można się danym pomysłem

a we Mszy Świętej można uczestniczyć, w różny sposób, najlepiej świadomie rozumiejąc jej rytuał i słowa kazania, są też konserwy zapowietrzone, po otwarciu...

To jest: Smok Telesfor

Jasno widać

że nie uczestnicztyła pani w Mszy trydenckiej. Po pierwsze, kazanie jest po polsku. Po drugie, rozumiem że całe pokolenia nie ..."rozumiały rytuału"... Skąd zatem całe zastępy świętych ? Po trzecie, w ofierze można uczestniczyć tylko w jeden sposób. A co do "zapowietrzonych konserw" => pięknie wychodzi w tym sformułowaniu pycha modernizmu. Dla nowinkarzy KK zaczął się od DSW. To co było wcześniej to była tylko przygrywka ciemniaków.

To jest: moniK

Uszami wyobraźni już słyszę...

Kazanie po łacinie :D

To jest: BTadeusz

To juz nie żarty, to jaja!...

Moje zbawienie ma zależeć od tego czy słuchalem mszy po łacinie, czy po polsku?
A jeśli nie, to prosze nie zawracac głowy.
Do jakiej sekty należycie?

To jest: moniK

Panie Tadeuszu. To nie tak.

Panie Tadeuszu.
To nie tak. Tylko dlaczego Ci, którzy chcą uczestniczyć we Mszy "po staremu" są nazywani "zachłyśniętymi konserwami". Przepraszam, czy ja kogoś obrażam, albo mówię, że jego zbawienie zależy od łaciny? Dlaczego są z tymi Mszami takie problemy?

To jest: BTadeusz

Bo podnoszenie problemu "rytu" do rangi warunku zbawienia

to moim zdaniem bluźnierstwo.
Ja do takiego Koscioła nie należę.
I odwrotnie - ci którzy tak twierdza nie należą do "mojego" kościoła.
Byc może pod tym samym "dachem" są różne kościoły.
Po co komu te dywagacje?
Żeby się ośmieszać?
Przed kim?

Wiedza , bliskość Prawdzie niech służy temu, kto ją posiadł, niech nie będzie narzędziem obijania sumień wiernych - wzorowanymi na "wygibasach intelektualistów" - "impresjami" nadgorliwych.
To robi się żenujące.

Czyżby "świętszość od papieża" przestała byc dowcipem?

To jest: Krzysztof Laskowski

Liturgia należy do najistotniejszych kwestii religii

Bez niej Kościół nie ma sensu. Dlatego najlepiej, by liturgia była jedna dla chrześcijan w kręgu kultury łacińskiej - właśnie odprawiana po łacinie. Pomysł z zepchnięciem łaciny do piwnicy i postawieniem praktycznie tylko na języki narodowe w Europie był nie najlepszy.

Z drugiej strony, dla wiernych z innych kultur od wieków w Kościele katolickim odprawiane są nabożeństwa w innych językach: greckim, aramejskim, koptyjskim, arabskim, ormiańskim etc. To stanowi wyraz ekumenizmu, którego znaczenie w XX wieku rozciągnięto na wszystko, łącznie z brataniem się katolików z różnej maści poganami bez ewangelizowania ich.

Poza tym ważne jest, by katolicy nie uczestniczyli w obrzędach związanych z innymi wyznaniami, bo narażają się na niebezpieczeństwo utraty wiary. A JE Kaczyński, który, jak się sam wyraził, pozostanie katolikiem do końca życia, odstawił w zeszłym roku cyrk z naszymi. Widocznie nie wie o tym, że nie powinien zakładać jarmułki i gibać się przed menorą.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

To jest: BTadeusz

Z "brakiem sensu" to obchodziłbym się delikatnie.

Zwłaszcza nie siedząc na "stolicy".

To jest: Krzysztof Laskowski

Jeśli kapłani nie będą odprawiać nabożeństw,

to na co takie wyznanie? Trzeba je odprawiać, nawet jeśli brakuje wiernych, bo nabożeństwo to adoracja Pana Boga, a nie wiernych.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

To jest: moniK

Nikt nie podnosi "rytu" do rangi zbawienia

Czy papież wg Pana chce "rozbić" Kościół?
Proponuję poczytać:

cytat:
LIST APOSTOLSKI
MOTU PROPRIO
BENEDYKTA XVI

/nieoficjalne tłumaczenie na podstawie tłumaczeń roboczych na język francuski i angielski, zweryfikowane z oryginałem łacińskim./

Najwyżsi Kapłani aż po czasy obecne zawsze troszczyli się o to, aby Kościół Chrystusowy składał godny kult Bożemu Majestatowi, „na cześć i chwałę Jego imienia” i „na pożytek całego Kościoła świętego”.

Od niepamiętnych czasów obowiązywała, jak również w przyszłości obowiązywać będzie zasada, „według której każdy Kościół partykularny winien się zgadzać z Kościołem powszechnym nie tylko w dziedzinie nauki wiary i znaków sakramentalnych, lecz także w odniesieniu do powszechnie przyjętych zwyczajów sięgających apostolskiej i nieprzerwanej tradycji. Zwyczaje te winny być zachowywane nie tylko dla uniknięcia błędów, lecz także w celu przekazywania nienaruszonej wiary, ponieważ zasada modlitwy Kościoła odpowiada zasadzie jego wiary” [1].

Wśród Papieży żywiących tę należytą troskę wyróżnia się imię św. Grzegorza Wielkiego, który zabiegał o to, aby nowym ludom Europy przekazana została zarówno wiara katolicka, jak i skarby kultu i kultury zgromadzone przez Rzymian podczas poprzednich stuleci. Zarządził, aby forma Świętej Liturgii, tak w Ofierze Mszy świętej, jak i w Służbie Bożej, została określona i zachowana tak jak sprawowano ją w Rzymie. Bardzo też wspierał mnichów i mniszki, którzy bojując pod Regułą świętego Benedykta wszędzie razem z głoszeniem Ewangelii rozsławiali jednocześnie swoim przykładem to nad wyraz zbawienne zdanie z Reguły, „aby niczego nie przedkładać ponad służbę Bożą” (RB, 43). W ten sposób święta liturgia sprawowana według zwyczaju rzymskiego ożywiała nie tylko wiarę i pobożność, lecz również kulturę licznych narodów. Wiadomo, że w swych różnych formach łacińska liturgia Kościoła we wszystkich wiekach ery chrześcijańskiej pobudzała życie duchowe niezliczonych świętych oraz umocniła wiele narodów w cnocie religijności i zapłodniła ich pobożność.

Aby zaś Święta Liturgia spełniała to zadanie skuteczniej, wielu innych Biskupów Rzymu w ciągu wieków wykazywało się w tej sprawie szczególną gorliwością; wśród nich wyróżnił się święty Pius V, który z wielkim staraniem duszpasterskim, podążając za ustaleniami Soboru Trydenckiego, odnowił cały kult Kościoła, zatroszczył się o wydanie poprawionych ksiąg liturgicznych, „odnowionych zgodnie z wolą Ojców”, i przekazał je do użytku Kościołowi łacińskiemu.
Wśród ksiąg liturgicznych Rytu rzymskiego pierwsze miejsce przypada oczywiście Mszałowi Rzymskiemu, który rozwinął się w Rzymie, a w następnych wiekach przybierał stopniowo formy bardzo podobne do tej, która obowiązywała w ciągu ostatnich pokoleń.

„Ten sam cel przyświecał w ciągu następnych wieków Biskupom Rzymu, którzy troszczyli się o odnowę lub dokładnie ustalali kształt obrzędów i ksiąg liturgicznych, a później, od początku naszego stulecia, podejmowali zadanie bardziej generalnej reformy”.[2] tak postępowali nasi Poprzednicy Klemens VIII, Urban VIII, święty Pius X[3] i błogosławiony Jan XXIII.

W nowszych czasach Sobór Watykański II wyraził pragnienie, aby należna pilność i szacunek względem kultu Bożego zostały odnowione i przystosowane do wymogów naszych czasów. Poruszony tym pragnieniem, nasz Poprzednik, Najwyższy Kapłan Paweł VI zatwierdził w roku 1970 odnowione i częściowo zmienione księgi liturgiczne Kościoła łacińskiego. Przełożone na całym świecie na liczne języki codzienne, zostały przyjęte chętnie przez biskupów, kapłanów i wiernych. Jan Paweł II zatwierdził trzecie wydanie typiczne Mszału Rzymskiego. W ten sposób Biskupi Rzymscy pracowali, aby ta „liturgiczna budowla... oczyszczona ze smutnych przejawów starzenia się, na nowo ukazała się w splendorze swojej godności i harmonii”[4].

Jednak w niektórych regionach niemała liczba wiernych z tak wielką miłością i zaangażowaniem przylgnęła i wciąż pozostaje przywiązana do wcześniejszych form liturgicznych, które głęboko przepoiły ich kulturę i ducha, że Najwyższy Kapłan Jan Paweł II, poruszany troską pasterską o tych wiernych, w roku 1984 specjalnym indultem Quattuor abhinc annos, przygotowanym przez Kongregację Kultu Bożego, przyznał prawo używania Mszału Rzymskiego wydanego w 1962 roku przez Jana XXIII; następnie w 1988 roku listem apostolskim Ecclesia Dei w formie motu proprio Jan Paweł II wezwał biskupów do szerokiego i hojnego korzystania z tego prawa na rzecz wszystkich wiernych, którzy by o to prosili.

Wziąwszy pod uwagę prośby owych wiernych, które od dawna rozważał nasz Poprzednik Jan Paweł II, wysłuchawszy opinii Ojców Kardynałów zebranych na Konsystorzu 22 marca 2006, głęboko to wszystko rozważywszy, po przywołaniu Ducha Świętego i zaufawszy w pomoc Bożą, POSTANAWIAMY tym Listem Apostolskim co następuje:

Art. 1. Mszał Rzymski ogłoszony przez Pawła VI jest zwyczajnym wyrazem „zasady modlitwy” Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego. Natomiast Mszał Rzymski ogłoszony przez świętego Piusa V i ponownie wydany przez błogosławionego Jana XXIII powinien być uznawany za nadzwyczajny wyraz tej samej „zasady modlitwy” i powinien się cieszyć należną czcią ze względu na czcigodny i starożytny zwyczaj. Te dwa wyrazy „zasady modlitwy” Kościoła nie mogą w żaden sposób prowadzić do podziału w „zasadach wiary”. Są to bowiem dwa zwyczaje jedynego rytu rzymskiego.

Jest przeto dozwolone odprawianie Ofiary Mszy zgodnie z edycją typiczną Mszału Rzymskiego ogłoszoną przez błogosławionego Jana XXIII w 1962 i nigdy nie odwołaną, jako nadzwyczajną formą Liturgii Kościoła. Warunki użycia tego Mszału, ustalone we wcześniejszych dokumentach Quattuor abhinc annis i Ecclesia Dei, zostają zastąpione następująco:

Art. 2. W Mszach odprawianych bez udziału ludu każdy kapłan katolicki obrządku łacińskiego, diecezjalny czy zakonny, może używać albo Mszału Rzymskiego ogłoszonego przez błogosławionego Jana XXIII w 1962, albo Mszału Rzymskiego ogłoszonego przez Pawła VI w 1970, i to każdego dnia z wyjątkiem Triduum Wielkanocnego. Dla takiej celebracji, przy użyciu tego czy drugiego Mszału, kapłan nie potrzebuje żadnego pozwolenia ze strony ani Stolicy Świętej, ani Ordynariusza.

Art. 3. Wspólnoty instytutów życia konsekrowanego i stowarzyszeń życia apostolskiego, na prawie papieskim lub diecezjalnym, które w celebracjach konwentualnych czyli „wspólnotowych” we własnych oratoriach pragną mieć Mszę świętą sprawowaną zgodnie z edycją Mszału Rzymskiego ogłoszoną w 1962, mogą to czynić. Jeśli poszczególna wspólnota lub cały instytut czy stowarzyszenie pragnie wprowadzić takie celebracje często, zwykle lub stale, niech o sprawie zadecydują wyżsi przełożeni zgodnie z normą prawa oraz według partykularnych praw i statutów.

Art. 4. Na celebracje Mszy świętej, o których mowa wyżej w art. 2, mogą być dopuszczeni, z zachowaniem przepisów prawa, także wierni, którzy z własnej woli o to proszą.

Art. 5. § 1. W parafiach, w których istnieje stała grupa wiernych przywiązanych do wcześniejszych tradycji liturgicznych, proboszcz powinien chętnie przyjąć ich prośby o odprawianie Mszy świętej według obrzędu Mszału Rzymskiego ogłoszonego w 1962. Niech także zadba, aby dobro tych wiernych harmonijnie uzgodniło się ze zwykłą opieką duszpasterską w parafii, pod rządami biskupa zgodnie z kanonem 392, unikając niezgody i wzmacniając jedność Kościoła.

§ 2 Celebracja według Mszału bł. Jana XXIII może mieć miejsce w dni powszednie; natomiast w niedziele i święta może odbywać się także jedna taka celebracja.

§ 3 Wiernym i kapłanom, którzy o to proszą, proboszcz niech zezwoli na takie celebracje w nadzwyczajnej formie przy dodatkowych szczególnych okazjach takich jak śluby, pogrzeby, a także celebracje okazjonalne, np. pielgrzymki.

§ 4 Kapłani, którzy używają Mszału bł. Jana XXIII, muszą być zdatni i nie mogą mieć przeszkody prawnej.

§ 5 W kościołach, które nie mają charakteru parafialnego ani konwentualnego, do rektora należy udzielanie pozwolenia, o którym była mowa wyżej.

Art. 6. Podczas Mszy odprawianych w obecności ludu zgodnie z Mszałem bł. Jana XXIII, czytania mogą być odczytywane także w języku miejscowym, z użyciem wydań uznanych przez Stolicę Apostolską.

Art. 7. Gdy jakaś grupa wiernych świeckich, o której mowa w art. 5 § 1, nie otrzymałaby od proboszcza zgody na swoją prośbę, niech poinformuje o tym biskupa diecezjalnego. Biskup jest usilnie proszony o spełnienie ich prośby. Jeśli biskup nie może zapewnić takiej celebracji, sprawa kierowana jest do Papieskiej Komisji „Ecclesia Dei”.

Art. 8. Biskup, który chce uczynić zadość takim prośbom wiernych świeckich, ale z różnych powodów nie jest w stanie tego uczynić, może zwrócić się do Papieskiej Komisji „Ecclesia Dei”, która udzieli mu rady i pomocy.

Art. 9. § 1 Ponadto proboszcz, po dokładnym rozważeniu wszystkiego, może wyrazić zgodę na użycie dawniejszego rytuału przy udzielaniu sakramentów Chrztu, Małżeństwa, Pokuty i Namaszczenia Chorych, jeśli przekonuje do tego dobro dusz.

§ 2 Ordynariuszom udziela się władzy sprawowania sakramentu Bierzmowania z użyciem dawnego Pontyfikału Rzymskiego, jeśli przekonuje do tego dobro dusz.

§ 3 Duchownym posiadającym święcenia wolno używać także Brewiarza Rzymskiego promulgowanego w 1962 roku przez bł. Jana XXIII.

Art. 10. Ordynariuszowi miejsca wolno, jeśli uzna to za stosowne, erygować parafię personalną dla celebracji według dawniejszej formy rytu rzymskiego zgodnie z kan. 518 lub mianować rektora albo kapelana zgodnie z przepisami prawa.

Art. 11. Papieska Komisja „Ecclesia Dei”, powołana przez Jana Pawła II w 1988 r. nadal będzie wypełniała swoje zadanie.
Komisja ta niech ma taki kształt, obowiązki i normy działania, jakie Biskup Rzymski zechce jej przypisać.

Art. 12. Ta sama Komisja, oprócz uprawnień, które już jej przysługują, wykonywać będzie władzę Stolicy Apostolskiej, czuwając nad przestrzeganiem i stosowaniem tych zarządzeń.
Zarządzamy, aby wszystko to, co zostało postanowione przez Nas w tym Liście Apostolskim wydanym w formie motu proprio, było obowiązujące i prawomocne oraz było zachowywane od dnia 14 września tego roku, czyli od święta Podwyższenia Krzyża Świętego, bez względu na wszelkie przeciwne zarządzenia.

Dan w Rzymie, u Świętego Piotra, 7 lipca roku Pańskiego 2007, trzeciego naszego Pontyfikatu.

BENEDYKT XVI


Przypisy:
[1] Wpowadzenie ogólne do Mszału Rzymskiego, wyd. 3, 2002, n. 397.
[2] Jan Paweł II, List ap. Vicesimus quintus annus (4 grudnia 1988), n. 3 : AAS 81 (1989), 899.
[3] Ibidem.
[4] Św. Pius X, List ap. Motu proprio Abhinc duos annos (23 października 1913) : AAS 5 (1913), 449-450 ; por. Jan Paweł II, List ap. Vicesimus quintus annus, n. 3 : AAS 81 (1989), 899.
[5] Por. Jan Paweł II, List. ap. Motu proprio Ecclesia Dei, 2 lipca 1988, 6 : AAS 80 (1988), 1498.

To jest: BTadeusz

Rozumiem, że obie formy są wyrazem jednej liturgii.

Skąd wiec polemika?
Nieco gorsząca (mnie).
Czyżby miała uczynic zadość jedynie satysfakcji pana Robaczewskiego we wspomnieniu jego sprzeczki z ks/Tischnerem?

To jest: BTadeusz

No rozumiem, ale to w ogóle nie jest kwestia liturgii.

To kwestia wiary.

To jest: Smok Telesfor

Nieładnie !

Spłyca pan sprawę do języka liturgii a powinien wiedzieć że nie tylko o to idzie. Widzę że uprawia pan nie tylko ekumenizm polityczny ale i religijny.
Nieładnie.

To jest: BTadeusz

Ależ idzie mi o miejsce i formę dyskusji.

Wierzę, że zbawi mnie Bóg.
A nie opinia forum PN.

To jest: Smok Telesfor

To po co

podejmuje pan temat ?
P.S. Zalatuje mi tu protestantyzmem. Żegnam do wieczora.

Uczciwy katolik, bez trudu

Uczciwy katolik, bez trudu przełknie luteranizm i prawosławie, bo ze wszychstkich religii chrześcijańskich, to jedyne, które wspólnie z katolicyzmem, bazują na tym samym i jedynym Objawieniu...Reszta zawsze ma u podstaw jakiegos "świra", ktoremu Bóg oosobiście wyjawił prawdę do końca...

To jest: Prawicowiec

A po co łykać?

Niech oni łykną katolicyzm.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Owszem, modyfikacja swojej

Owszem, modyfikacja swojej wiary w tym trójkącie nie należy do rzadkości. Bo źródło jest tu jedno i to samo...

To jest: Smok Telesfor

Źródło wcale nie to samo

pan jesteś ignorantem ?

Źródło wcale nie to samo

Słucham dalej... proszę kontynuować.

Źródło jest to samo

cytat:
On im odpowiedział: «Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy».

Ewangeliczne Objawienie próbujemy podzielić, zawłaszczyć (jak "sępy") my wszyscy - chrześcijanie. To tylko w chrześcijaństwie istnieją herezje.
cytat:

Herezja-hairesis (branie; dla siebie)- hairein (brać, chwytać)

Przez co stajemy się zgorszeniem a nie "świadkami" Prawdy - wyzwalającej.
-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?

To jest: BTadeusz

A co ma zrobic "maluczki", który nie rozróznia,

a się gorszy i zaczyna watpić w czystość własnej drogi?
Zakryć oczy?
Nie czytać?
=========================
Albo inaczej:
Pan mi gwrantuje, że nie trafię do Piekła z powodu, ze wybrałem nie tą liturgię?
A gdyby, to o co (poza zbawieniem) chodzi w tej sprzeczce? Godzi się coś takiego katolikowi?
(obu katolikom?)

To jest: moniK

Proszę się nie gorszyć i nie zakrywać oczu

Kościół jest jeden - wielki. Nie "posoborowy" i "przedsoborowy". Na pocieszenie:

cytuję Maria K. Kominek OPs:

Deo gratias

Z wielka wdzięcznością i radością przyjęliśmy ogłoszenie apostolskiego listu Summorum Pontificum. Bardzo długo czekaliśmy na ten dekret. Ostatnie dwa lata dochodziły różne słuchy o terminie wydania i treści dekretu. Ostatecznie Dekret jest i na pewno najwłaściwszym komentarzem jest Deo gratias.
Cieszymy się bardzo z wielu powodów. Najpierw list apostolski Summorum Pontificum jest dany jako motu proprio, czyli jako dekret papieski, napisany z własnej inicjatywy papieża. Może warto przypomnieć, że listy motu proprio mają szczególny status – nie zależą one od okoliczności zewnętrznych, a udzielone przywileje są ważne nawet gdy nie zgadzają się z innymi przepisami prawa kanonicznego czy przywilejami. Dekret wydany w formie motu proprio, posiada moc prawną, uchylającą wszelkie przeciwne mu zarządzenia. Tym samym dzięki nowemu rozporządzeniu każdy kapłan będzie mógł celebrować mszę święta według mszału z 1962 roku, a każdy wierny będzie mógł pobożnie w takiej mszy uczestniczyć.
Cieszymy się też dlatego, że bogactwo liturgii Kościoła będzie dostępne dla wielu ludzi, wspomoże w głębszym zrozumieniu celebracji eucharystycznej. Wywrze to niewątpliwie dobroczynny wpływ na duchowość i pomoże w lepszym uświadomieniu wiernym, że Kościół nie zmienił się po Soborze Watykańskim II, nie zmienił swojej nauki, choć wprowadził nową formę liturgii. Niewątpliwie przyczyni się do złagodzenia i być może nawet do usunięcia niczym nie usprawiedliwionego podziału Kościoła na przed i posoborowy. Takie błędne rozumienie roli ostatniego Soboru spotyka się nie tylko u wiernych świeckich, ale również i u teologów czy duszpasterzy.
Liturgia jest centrum życia Kościoła, jego jakby sercem. Liturgia, zwana potocznie „trydencka” lub „tradycyjna” swoim spokojnym i kontemplacyjnym pięknem ze swej istoty nie pozwala na wprowadzanie tzw. kreatywności liturgicznej. Tym samym szersze korzystanie z jej bogactw przyczyni się do uświadomienia wiernym i kapłanom wielkiej wartości celebracji Tajemnicy według rubryk. Pozwoli to uniknąć, by (zacytujmy tu samego Papieża) całkowicie dowolne zniekształcenia powodowały głęboki ból jednostek głęboko zakorzenionych w wierze świętego Kościoła. Będzie to dotyczyć nie tylko celebracji według Mszału z 1962 r., ale i według Mszału Pawła VI z 1970 r. Przykład liturgiczny, jeśli można się tak wyrazić, będzie działał pozytywnie i można mieć nadzieję, że po woli kapłani i wierni nie będą uczestniczyć w trudnych do zniesienia deformacji liturgii. Nie będą również organizować takich celebracji, które naznaczone są brakiem szacunku dla świętych tajemnic. Wszyscy dobrze wiemy do jakich nadużyć dochodzi i jak bardzo szkodliwe jest to dla dusz, czasami wręcz zagraża zbawieniu. Motu proprio daje nam nadzieję, że z czasem, niezależnie od tego z którego Mszału będą korzystać kapłani, celebracje eucharystyczne zawsze będą się odbywać godnie i w godnej oprawie, a o nadużyciach już nie trzeba będzie informować biskupów.
(...)
Dzięki nowemu motu proprio lepiej będzie widziana jedność Kościoła i ciągłość liturgii przez całą Jego historię. Za to i za możliwość celebracji i słuchania Mszy świętej „tradycyjnej” z całego serca dziękujemy Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI.

8 lipca 2007

To jest: BTadeusz

Dziękuję.

Już milczę.
Zagryzłem język, bo sam mogłem zgorszyc innych.
Bije się w piersi.
Ale uważam, że kazdy ma swoje.
(nie musi się bic w moje)
Pozdrawiam-:)

To jest: moniK

Panie Tadeuszu, ale ja Pana

Panie Tadeuszu, ale ja Pana rozumiem
http://prawica.net/node/9447#comment-208841

To jest: Arkadiusz Robaczewski

Właśnie, Lex credendi lex orandi

Zbyt często rozdziela się te dwie sprawy - liturgia jest znakiem wiary, ona wypływa z tresci tego, co jest przedmiotem Objawienia. I tu właśnie jest kłopot. Zdaniem wielu, także obecnego papieża, praktyka zreformowanej liturgii nie odzwierciedla tego, czego depozytariuszem jest Kościół. Albo czyni to w sposób niedopuszczalnie kaleki. Stąd potrzeba powrotu do tego, z czym nastapiło nieostrożne zerwanie. Zbawił pana Pan Bóg. Ale łaskę zbawienia może Pan przyjąć lub odrzucić. Ofiara Mszy św., czerpanie z jej owoców, ma nas uzdalniać to życia Jego łaską. Dlatego tak niebojętny jest kształt liturgii.

To jest: Apfelbaum

Kto panu to powiedział?

Moje zbawienie ma zależeć od tego czy słuchalem mszy po łacinie, czy po polsku?

Novus Ordo Missae 1967(69) i będący w nim Missale Romanum 1967(69), można odprawiać również po łacinie, ba można dwujęzycznie i polski i łacina.

Do jakiej sekty należycie?

Pokolenie B16!

kard. Joseph Ratzinger
DUCH LITURGII Czas i przestrzeń w liturgii
(fragmenty)

Wreszcie to skierowanie na Wschód oznacza również, że kosmos i historia zbawienia wzajemnie do siebie przynależą. Kosmos włącza się w modlitwę, także on czeka na odkupienie. Właśnie ten kosmiczny wymiar jest zasadniczą cechą liturgii chrześcijańskiej. Liturgia nigdy nie dokonuje się jedynie w świecie wytworzonym przez człowieka. Jest zawsze liturgią kosmiczną - problematyka stworzenia należy do samego rdzenia modlitwy chrześcijańskiej. Modlitwa ta straci swą wielkość, jeśli zapomni o tym związku. Dlatego też wszędzie tam, gdzie to tylko jest możliwe, należy podejmować apostolską tradycję kierowania się na Wschód zarówno w budowie kościołów, jak i w realizowaniu liturgii.
(..)
Relacje te zarówno w budowie kościoła, jak i w realizacji liturgii, stały się w czasach nowożytnych niejasne, a nawet zupełnie przestano je sobie uświadamiać. Tak tylko daje się wytłumaczyć fakt, że wspólny kierunek modlitwy kapłana i ludu zaczął być nazywany "celebrowaniem do ściany" lub "odwracaniem się plecami do ludu", sprawiając tym samym wrażenie czegoś absurdalnego i całkowicie nie do przyjęcia. Tylko w ten sposób wyjaśnić można fakt, że uczta - do tego wyobrażana w nowożytnych obrazach - stała się w tym momencie normatywną ideą dla liturgicznej celebracji chrześcijan. Tak naprawdę doszło tutaj do klerykalizacji, nigdy wcześniej w tym miejscu nieobecnej. Kapłan - jako przewodniczący liturgii (jak się go teraz chętnie nazywa) - staje się teraz właściwym punktem odniesienia dla całości. Wszystko zależy od niego. To jego trzeba widzieć, to w jego działaniu brać udział, jemu odpowiadać - to jego kreatywność podtrzymuje całość. W sposób uzasadniony podejmowana jest próba zredukowania tej dopiero co powołanej do życia roli poprzez rozdzielenie różnorodnych czynności i powierzenie "twórczego" opracowania liturgii grupom wiernych przygotowujących nabożeństwo, które powinny, a przede wszystkim chcą "włączyć siebie" w przebieg mszy. Coraz mniej widać tu Boga, coraz ważniejsze staje się to, co czynią ludzie, którzy spotykają się tutaj i którzy wcale nie chcą się już poddać "danemu z góry schematowi". Zwrócenie się kapłana do ludu czyni ze wspólnoty zamknięty krąg. Wspólnota w swoim kształcie nie jest już otwarta ani do przodu ani do góry, lecz zamyka się w sobie samej. Wspólne zwrócenie się na Wschód nie oznaczało ani tego, że "celebruje się do ściany", ani tego, że kapłan "odwraca się plecami do ludu" (nie był on po prostu uważany za aż tak ważnego). Albowiem tak, jak w synagodze wspólnie patrzono w stronę Jerozolimy, tak i tutaj wspólnie patrzy się "na Pana". Jak wyraził to J.A. Jungmann, jeden z Ojców Konstytucji Liturgicznej Soboru Watykańskiego II, chodziło raczej o ten sam kierunek zwrócenia się kapłana i ludu, którzy wiedzieli, iż wspólnie zmierzają do Pana. Nie zamykają się w kręgu, nie przyglądają się sobie wzajemnie, lecz jako wędrujący lud Boży kierują się na Wschód, w stronę Chrystusa, który wychodzi nam naprzeciw.
(...)
Istotną kwestią jest jednak wspólne zwrócenie się na Wschód w czasie Modlitwy eucharystycznej. Nie chodzi tu o coś przypadkowego, lecz o rzecz zasadniczą. To nie spojrzenie na kapłana jest ważne, lecz wspólne spojrzenie na Chrystusa. Nie chodzi tutaj o dialog, lecz o wspólną adorację, o wyjście naprzeciw Temu, który nadchodzi. To nie zamknięty krąg odpowiada istocie wydarzenia, lecz wspólne wyruszenie w drogę, wyrażające się we wspólnym kierunku. ( http://sanctus.pl/index.php?grupa=66&podgrupa=81&d... )
=====
U podstaw odrzucenia Novus Ordo Missae stoi oczywiście nieprawowierność tego obrządku, którą dobitnie udowodnili kardynałowie Ottaviani i Bacci w swojej Krótkiej analizie krytycznej NOM. Jednak cała publiczna i oficjalna argumentacja księży z Bractwa Św. Piotra opierała się na rzekomej wierności wobec tzw. umowy z 5 maja 1988 r. (podpisanej przez kard. Ratzingera i abp. Lefebvre!), w oparciu o którą to Bractwo powstało i funkcjonuje, oraz statutom zakonnym w których jest mowa o odprawianiu wyłącznie Mszy Trydenckiej według Mszału z 1962 r. ( http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/224 )
-=-\/-=-
http://prawica.net/node/12741#comment-258502

To jest: BTadeusz

Tak mi sie "przywidziało"

bo inaczej, o cóż mogłoby chodzić w tej "dyskusji"?
O numer podnózka w Niebie?

To jest: Smok Telesfor

Jak każdy liberał

sprowadza pan sprawę do farsy. Do pańskiej wiadomości: liberalizm jest potępiony przez KK. Najwidoczniej to panu nie leży w Tradycji.

To jest: BTadeusz

A jak ów "liberalizm" jest zdefiniowany?

?

To jest: Apfelbaum

Jako wyrzeczenie się prawdy w imię indywidualnej swawoli.

Pycha, kult człowieka, racjonalizm. Dokładnie nie pamiętam bo naprawdę dawno ks. Felix Sarda y Salvany nie czytałem.

To jest: BTadeusz

A kto kwalifikuje na "liberała"?

?
Bzdury.
Widać z tego, że i wśród księży są obsesjonaci "...izm"-ów.

To jest: Apfelbaum

Dokumenty SA.

W szczególności Syllabus Errorum.

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_ix/in...

Adam Wielomski: Polityczne przesłanie Syllabusa Piusa IX

http://konserwatyzm.pl/content/view/1033/111/

To jest: BTadeusz

Jaki to ma konkretny związek z naszą dyskusją?:

cytat:
X. BŁĘDY ZWIĄZANE Z DZISIEJSZYM LIBERALIZMEM

77. W naszej epoce nie jest już użyteczne, by religia katolicka miała status jedynej religii państwowej, z wykluczeniem wszystkich innych wyznań.

78. Chwalebne jest więc, że w pewnych krajach uważanych za katolickie ustawy zezwalają, by przybysze mogli tam sprawować publicznie swoje nabożeństwa.

79. Jest bowiem fałszem, jakoby wolność prawna wyznań i pełne prawo wszystkich do manifestowania jawnie i publicznie wszelkich swoich opinii i mniemań, prowadziły do łatwiejszego ulegania przez ludy zepsuciu moralnemu i duchowemu i sprzyjały zasadzie indyferentyzmu.

80. Papież rzymski może i powinien pogodzić się i pojednać z postępem, liberalizmem i cywilizacją współczesną.

To jest: Apfelbaum

Cały nie tylko fragment ostatni.

U

To jest: BTadeusz

Cały przeglądałem. Nie znalazłem definicji liberalizmu.

Przeoczyłem?
Prosze wskazac.

To jest: Apfelbaum

Nie mówiłem że jest tam taka definicja.

...

To jest: BTadeusz

No to na co są te dokumenty? (czego?).

Bo nie rozumiem.

To jest: Apfelbaum

Błędy potępione jako...

...sprzeczne z depositum catholicae fidei. Gdy ktoś się zgadza z którymś z tych 80 zdań jest potępiony przez SA.

To jest: BTadeusz

Ale zgadza sie - jako, że nie akceptuje, czy że nie zwalcza

czynnie?

I jak to się ma do Pańskiego zakwalifikowania mnie jako "liberała".

To jest: Apfelbaum

Pomylił mnie pan z...

panem Smokiem Telesforem => http://prawica.net/node/12741#comment-258546
Ja jedynie odpowiadam na pana pytanie:
"A jak ów "liberalizm" jest zdefiniowany?"

To jest: BTadeusz

Aaaa... no to przepraszam.

.

To jest: Smok Telesfor

Drogi panie

od długiego czasu czytuję pańskie wypowiedzi.
Pytanko: czy liberalizm w dziedzinie gospodarczej jest dopuszczalny ?

Prosty ruch zwierzcników

Prosty ruch zwierzcników Koscioła, by "polityką historyczną" wyhamować nieco licznych odszczepieńców zakładających - bazujące na jakims fragmencie tradycji - konkurencyjne wobec Kosciola "firmy" - postrzegany jest tu niemalże jak rechristianizacja Europy...Co za róznica, na jakie msze nie będą uczęszczać w tej częsci świata ci, którzy i tak nie uczęszczają. Co za róznica dla prawdziwie wiernych, czy będa oglądać twarz, czy plecy księdza?

Msza jest mszą. Świętą w kazdych okolicznosciach...
Łacina, zwłaszcza dziś - dokłada tylko ignotum do ignotum, czyli stawia rytualnosc ponad jej sensem. Co w gruncie rzeczy z ducha jest zaledwie pogańskie...

To jest: samograf

Jednej wymówki mniej

Ci, którzy nie chodzą do kościoła, nie będą mogli powiedzieć, że im się nie chce, bo nie ma mszy po łacinie.

To jest: Apfelbaum

Alfredo kard. Ottaviani, Antonio kard. Bacci

Krótka analiza krytyczna nowego Ordo Missae

Rozdział I

Zwołany w Rzymie w październiku 1967 roku synod biskupi miał wypowiedzieć się na temat eksperymentalnego odprawiania tzw. mszy normatywnej. Owa Msza, opracowana przez Concilium ad exequendam Constitutionem de Sacra Liturgia (Komisję ds. realizacji soborowej Konstytucji o liturgii), wywołała wśród członków synodu ogromne zakłopotanie. Na ogólną liczę 187 głosujących, wielu wyraziło żywy sprzeciw (43 głosujących non placet) oraz liczne i poważne zastrzeżenia (67 głosów iuxta modum), a 4 wstrzymało się od głosu. Światowe agencje informacyjne mówiły o „odrzuceniu” proponowanej Mszy przez synod, zaś prasa postępowa pominęła to wydarzenie milczeniem. Pewne znane czasopismo, przeznaczone dla biskupów i wyrażające ich nauczanie, streściło nowy ryt tymi słowami: „Pragnie się całkowicie wymazać katolicką teologię Mszy Świętej. Zbliżamy się w głównych zarysach do teologii protestanckiej, która niszczy ideę Mszy jako Ofiary”.

W promulgowanym 3 kwietnia 1969 r. konstytucją apostolską Missale Romanum nowym Ordo Missae, odnajdujemy identyczną w swej istocie „mszę normatywną”. Nie wydaje się, by w międzyczasie konferencje biskupów były oficjalnie konsultowane w tej sprawie.

Konstytucja apostolska Missale Romanum stwierdza, że dawny mszał, promulgowany przez św. Piusa V (bullą Quo primum z 19 lipca 1570 r.), sięgający jednakże w znacznej części do Grzegorza Wielkiego, a nawet jeszcze wcześniej1, przez cztery stulecia stanowił dla kapłanów obrządku łacińskiego normę odprawiania Najświętszej Ofiary. Konstytucja apostolska Missale Romanum dodaje, iż Mszał ten, powszechnie przyjęty na całym świecie, był źródłem, „w którym wielu świętych znalazło obfitą pożywkę dla swej pobożności”. Tymczasem, wedle tej samej konstytucji, reforma, która chce ów Mszał definitywnie wycofać z użycia, stała się konieczna „jako że od tego czasu zamiłowanie do kultury liturgicznej zaczęło upowszechniać się i utrwalać wśród ludu Bożego”.

To ostatnie stwierdzenie zawiera w sposób oczywisty poważną dwuznaczność. Jeśli bowiem lud chrześcijański kiedykolwiek wyrażał jakieś pragnienie, to raczej wtedy, gdy (w głównej mierze dzięki zasługom wielkiego św. Piusa X) począł odkrywać prawdziwe i nieśmiertelne skarby zawarte w liturgii. Lud nigdy nie domagał się zmiany lub okaleczenia liturgii dla lepszego jej zrozumienia. Jedyne czego oczekiwał, to lepszego zrozumienia jednej i niezmiennej liturgii, nie zaś jej reformy.

Mszał św. Piusa V, darzony szacunkiem przez wszystkich katolików, tak księży, jak i świeckich, był zawsze niezmiernie drogi ich sercom. Nie wiadomo w czym używanie tego Mszału z odpowiednimi objaśnieniami mogło stanowić przeszkodę dla pełniejszego uczestnictwa i większego zrozumienia świętej liturgii. Trudno też zrozumieć, dlaczego, przy całym uznaniu jego zasług, stwierdzono, że jest on już niezdolny podsycać liturgiczną pobożność chrześcijan.

Biorąc pod uwagę, że odrzucona przez synod „msza normatywna”, którą dziś się ponownie narzuca w postaci nowego Ordo Missae, nie została poddana pod zbiorowy osąd konferencji biskupich, zaś lud chrześcijański (szczególnie w krajach misyjnych) nie życzył sobie jakiejkolwiek reformy Mszy św., nie widać zatem żadnych powodów dla nowej legislacji, która obaliła niezmienną tradycję sięgającą IV–V wieku, co zresztą przyznaje sama konstytucja. Skoro nie ma żadnych racji mogących usprawiedliwić podobną reformę, jest ona zatem pozbawiona wszelkiej racjonalnej podstawy, zdolnej ją uzasadnić i sprawić, że mogłaby zostać przyjęta przez katolików.

Sobór Watykański II wyraził wyraźne pragnienie w konstytucji Sacrosanctum Concilium, by porządek Mszy św. tak przerobić, „aby wyraźniej uwidocznić właściwe znaczenie i wzajemny związek poszczególnych części”. Zobaczymy w jaki sposób nowe Ordo odpowiada na te życzenia, po których nie pozostaje, rzec, można ani śladu.

Szczegółowa analiza nowego Ordo wykazuje tak poważne zmiany, że pozwalają one przyłożyć doń ten sam osąd, co na temat „mszy normatywnej”. Nowy Ordo Missae został skonstruowany tak, że w wielu punktach może zadowolić najbardziej modernistycznych protestantów.
Rozdział II

Zacznijmy od definicji Mszy świętej. W paragrafie nr 7, który otwiera drugi rozdział Institutio generalis (Ogólnego wprowadzenia do nowego Mszału) zatytułowany De structura missae, znajdujemy następującą definicję: „Uczta Pańska lub inaczej Msza, to święta synaksa albo zgromadzenie ludu Bożego, który jednoczy się pod przewodnictwem kapłana, by celebrować pamiątkę Pańską2. Dlatego też do każdego zgromadzenia lokalnego Kościoła doskonale odnosi się obietnica Chrystusa: «Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich»” (Mt 18, 20).

Definicja Mszy została zatem sprowadzona do pojęcia „uczty”, które nieustannie przewija się w tekście (Institutio generalis 8, 48, 55d, 56). Ponadto ową „ucztę” określa się jako zgromadzenie zebrane pod przewodnictwem kapłana, w celu sprawowania pamiątki Pańskiej, wspominając wydarzenia Wielkiego Czwartku. Żaden z tych elementów nie zawiera w sobie dogmatów: Rzeczywistej Obecności Chrystusa w Eucharystii, rzeczywistości Ofiary, sakramentalnego charakteru dokonującego konsekracji kapłana ani wewnętrznej wartości Ofiary Eucharystycznej, niezależnej od obecności zgromadzenia3.

Jednym słowem, nowa definicja nie zawiera żadnego z zasadniczych dogmatów dotyczących Mszy Św., które, zebrane razem, stanowią prawdziwą jej definicję. Celowe ich pominięcie w tym miejscu jest równoznaczne z ich „prześcignięciem” i negacją, przynajmniej w praktyce4.

W drugiej części tego paragrafu stwierdza się – pogłębiając jeszcze bardziej już i tak głęboką dwuznaczność – że obietnica Chrystusa („Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich”), doskonale odnosi się do zgromadzenia, które stanowi Mszę. W ten sposób obietnica, która dotyczy duchowej obecności Chrystusa przez Jego łaskę, postawiona została jakościowo na równi – wyjąwszy większe jej natężenie – z substancjalną i fizyczną obecnością w sakramencie Eucharystii.

Następujący bezpośrednio po tym paragraf (nr 8) dzieli Mszę na Liturgię Słowa i Liturgię Eucharystyczną. Towarzyszy temu stwierdzenie, że na Mszy przygotowuje się „stół Słowa Bożego” i „stół Ciała Chrystusa”, tak że wierni „są pouczani i posilani”. To zrównanie dwu części liturgii, zupełnie jakby chodziło o dwa znaki o równej wartości symbolicznej, jest zupełnie nieuzasadnione. Do sprawy tej jeszcze powrócimy.

W Institutio generalis znajduje się wiele określeń Mszy: są one do przyjęcia relatywnie, ale kiedy używa się ich w oderwaniu i bezwzględnie, jak to ma miejsce, należy je odrzucić. Oto niektóre z nich:
akcja Chrystusa i Ludu Bożego,
uczta Pańska albo Msza,
uczta paschalna,
wspólne uczestnictwo w stole Pana,
pamiątka Pańska,
modlitwa eucharystyczna,
Liturgia słowa i Liturgia eucharystyczna, itp.

Oczywiste jest, że twórcy nowego Ordo Missae OBSESYJNIE KŁADą NACISK NA „wieczerzę” i „pamiątkę”, nie zaś na bezkrwawe ponowienie Ofiary Krzyżowej. Nawet formuła „pamiątka Męki i Zmartwychwstania Pańskiego” jest niewłaściwa, ponieważ Msza jest pamiątką samej Ofiary, w której dokonuje się dzieło Odkupienia, zaś Zmartwychwstanie jest tylko jej owocem5. Zobaczymy dalej z jaką spójnością ponawia się i powtarza te same dwuznaczności w samych słowach przeistoczenia i w ogóle w całym nowym Ordo.
Rozdział III

Przejdźmy teraz do celów Mszy św.
1. Cel ostateczny

Ostatecznym celem Mszy jest ofiara na chwałę Trójcy Przenajświętszej, stosownie do słów Chrystusa, które tak określają pierwszy cel Wcielenia: „Przeto przychodząc na świat, mówi: Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało” (Hebr 10, 5).

W Novus Ordo cel ten zniknął:
z Offertorium, w którym nie ma już modlitwy Suscipe Sancta Trinitas;
z zakończenia Mszy, które nie zawiera już modlitwy Placeat tibi, Sancta Trinitas;
z Prefacji, ponieważ z cyklu niedzielnego znikła prefacja o Trójcy Św., którą zachowano tylko w uroczystość Trójcy Przenajświetszęj, czyli raz w roku.
2. Cel bezpośredni

Bezpośrednim celem Mszy św. jest ofiara przebłagalna. Także i on jest narażony na szwank, ponieważ zamiast podkreślać odpuszczenie grzechów żywych i umarłych, Novus Ordo kładzie nacisk na posilanie i uświęcanie obecnych (nr 54). To prawda, że Chrystus ustanowił sakrament Eucharystii podczas Ostatniej Wieczerzy i złożył Siebie samego na ofiarę, aby nas z Nim jako Ofiarą zjednoczyć. Jednak ofiara ta poprzedza spożycie Najświętszego Sakramentu i ma już przed Komunią sakramentalną pełną zbawczą wartość – owoc Ofiary Krzyżowej. Dowodem na to jest, że można uczestniczyć we Mszy, nie przystępując w sposób sakramentalny do Komunii6.
3. Cel immanentny

Immanentny cel Mszy zasadza się na tym, że jest ona przede wszystkim ofiarą.

Istotą każdej ofiary jest to, że musi się podobać Bogu i zostać przezeń przyjęta. W stanie grzechu pierworodnego żadna ofiara nie była odpowiednia, by mogła zostać przyjęta przez Boga, za wyjątkiem ofiary Chrystusa. Novus Ordo wynaturza ofiarowanie (offertorium), czyniąc z niego coś w rodzaju wymiany między człowiekiem a Bogiem: Człowiek przynosi chleb, zaś Bóg przemienia go w „chleb życia”, człowiek przynosi wino, a Bóg przemienia go w „napój duchowy”: „Błogosławiony jesteś Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb (wino), owoc ziemi (winnego krzewu) i pracy rąk ludzkich, który dziś Tobie przynosimy, aby stał się dla nas chlebem życia (napojem duchowym)”7.

Nie ma potrzeby dodawać, że wyrażenia „chleb życia” i „napój duchowy” są zupełnie nieokreślone i mogą oznaczać cokolwiek. Odnajdujemy tu tę samą zasadniczą dwuznaczność, co w definicji Mszy: tam jedynie duchowa obecność Chrystusa pośród swoich, tu zaś „duchowa” (a nie substancjalna) przemiana chleba i wina8.

Podobna gra dwuznaczności została wprowadzona do przygotowania darów, za sprawą zniesienia dwu pięknych modlitw. Pierwsza z nich, „Deus qui humanae substantiae dignitatem mirabiliter condidisti et mirabilius reformasti...”, przypominała stan pierwotnej niewinności człowieka oraz jego obecną kondycję istoty odkupionej krwią Chrystusa. Stanowiła ona krótkie i subtelne streszczenie całej ekonomii Ofiary, od Adama do czasów obecnych. Druga, końcowa modlitwa Offertorium, towarzysząca przebłagalnemu ofiarowaniu kielicha, wyraża prośbę, aby ofiara wstąpiła „cum odore suavitatis” przed oblicze majestatu Bożego, i wzywa Jego miłosierdzia. Ona także stanowi znakomite streszczenie ekonomii Ofiary. Zniesienie nieustannego odniesienia do Boga w „Modlitwie Eucharystycznej” sprawia, że nie ma żadnej różnicy między ofiarą boską a ludzką.

Zniszczenie zwornika zmusza do wznoszenia zastępczych rusztowań; zniesienie rzeczywistego celu Mszy, zmusza do tworzenia celów fikcyjnych. Stąd gesty, które mają podkreślać związek między kapłanem a wiernymi oraz między samymi wiernymi. Stąd, natychmiast doprowadzony do absurdu, zwyczaj składania w momencie ofiarowania Hostii darów na rzecz ubogich i Kościoła. Szczególny charakter prawdziwej Hostii zostanie zupełnie zatarty, zaś uczestnictwo w bezkrwawej ofierze Chrystusa zamieni się w spotkanie filantropów lub przyjęcie dobroczynne.
Rozdział IV

Przejdźmy do istoty Ofiary.

Tajemnica Krzyża nie jest wyrażona dobitnie, ale w sposób niejasny, ukryty i niedostrzegalny dla ludu9, z następujących powodów:

1. Definicja „Modlitwy Eucharystycznej”

Sens tzw. „Modlitwy Eucharystycznej” w Novus Ordo jest następujący: „aby całe zgromadzenie wiernych złączyło się z Chrystusem w wyznawaniu wielkich rzeczy Bożych i w składaniu ofiary” (nr 54).

O jaką ofiarę tu chodzi? Kto ją składa? Na te pytania nie ma odpowiedzi. Definicja „Modlitwy Eucharystycznej” sprowadza się do poniższego: „Teraz rozpoczyna się centrum i szczyt całej celebracji: Modlitwa Eucharystyczna, tzn. modlitwa dziękczynienia i uświęcenia” (nr 54). Skutek został zatem postawiony na miejscu przyczyny, o której nie wspomina się nawet słowem. Wyraźną wzmiankę o celu ofiary zawartą w modlitwie Suscipe zniesiono i nie zastąpiono niczym. Zmiana sformułowania jest przejawem zmiany doktryny.

2. Zatarcie roli dogmatu Rzeczywistej Obecności

Przyczyna braku wyraźnej wzmianki o ofierze to ni mniej, ni więcej, tylko zniesienie centralnej roli Rzeczywistej Obecności Chrystusa, tak dobrze uwidocznionej w tradycyjnej liturgii eucharystycznej. Rzeczywistą Obecność wspomina się tylko w jednym miejscu: w przypisie, który stanowi jedyny cytat z Soboru Trydenckiego. Wzmianka ta odnosi się do Rzeczywistej Obecności jako pokarmu (przyp. 63, nr 241). Nigdzie nie ma najmniejszej wzmianki o Rzeczywistej i trwałej Obecności Chrystusa z Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem w przeistoczonych postaciach. Samo słowo „przeistoczenie” zostało całkowicie pominięte.

Zniesiono wezwanie Trzeciej Osoby Trójcy Przenajświętszej – Ducha Św. (Veni Sanctificator), aby zstąpił na dary ofiarne, by dokonać cudu boskiej obecności, jak niegdyś zstąpił do łona Dziewicy. Wpisuje się to w system milczących zaprzeczeń i stopniowego pomniejszania Rzeczywistej Obecności.

Z nowego Ordo wyeliminowane zostały:
przyklęknięcia (pozostały tylko trzy przyklęknięcia kapłana i jedno wiernych – na przeistoczenie, od czego dopuszczane są wyjątki);
puryfikacja palców kapłana nad kielichem;
ochrona przed stykaniem się palców kapłana po konsekracji z rzeczami nieświętymi;
puryfikacja naczyń świętych, która już nie musi być natychmiastowa ani odbywać się na korporale;
palka chroniąca kielich;
wewnętrzne złocenie naczyń świętych;
konsekracja ołtarza przenośnego (portatylu);
poświęcony kamień i relikwie w ołtarzu przenośnym lub na „stole” w przypadku, kiedy Msza odprawia się poza miejscem świętym (ten ostatni punkt prowadzi wprost do „uczt eucharystycznych” w domach prywatnych);
potrójny obrus na ołtarzu, (zredukowany do pojedynczego);
dziękczynienie w pozycji klęczącej (zastąpione groteskową praktyką dziękczynienia kapłana i wiernych na siedząco, co jest logiczną konsekwencją przyjmowania Komunii na stojąco);
wszystkie dawne przepisy na wypadek, gdyby konsekrowana Hostia upadła na ziemię, sprowadzone do niemal sarkastycznego „reverenter accipiatur” (nr 239);

Wszystkie te zmiany nie są niczym innym, jak prowokacyjnym podkreśleniem cichego odrzucenia wiary w dogmat Rzeczywistej Obecności.

3. Rola ołtarza (nr 262)

Ołtarz niemal zawsze nazywany jest „stołem”10. „Ołtarz albo stół Pański, który jest centrum całej liturgii eucharystycznej” (nr 49, por. 262). Uściślone jest, że powinien on być oddzielony od ściany w taki sposób, by dało się go obejść wkoło, i aby można było odprawiać Mszę twarzą do ludu. Podkreśla się również, że ołtarz winien być ośrodkiem zgromadzenia wiernych, tak by ich uwaga automatycznie zwracała się ku niemu. Jednak porównanie punktów nr 262 i 276 wydaje się wyraźnie wykluczać możliwość przechowywania w nim Najświętszego Sakramentu. Będzie to podkreśleniem rozróżnienia między obecnością Najwyższego i Wiecznego Kapłana w odprawiającym Mszę księdzu a obecnością pod postaciami sakramentalnymi. Pierwotnie była to jedna i ta sama obecność11.

Obecnie zaleca się przechowywać Najświętszy Sakrament na uboczu, w miejscu odpowiednim dla pobożności wiernych, jak gdyby chodziło o jakieś relikwie. W ten sposób spojrzenia wchodzących do kościoła będą kierować się w pierwszym rzędzie nie na tabernakulum, ale na próżny i ogołocony stół. Po raz kolejny pobożności prywatnej przeciwstawia się pobożność liturgiczną, wznosi się jeden ołtarz przeciw drugiemu.

Z wielkim naciskiem zaleca się, by Hostie rozdawane podczas Komunii były konsekrowane na tej samej Mszy. Zaleca się także używanie chleba dużych rozmiarów12, tak by kapłan mógł rozdzielić jego część wśród wiernych. Jest to przejaw tego samego lekceważenia wobec tabernakulum i wobec wszelkich form pobożności eucharystycznej poza Mszą. Stanowi to kolejny poważny cios dla wiary w to, że rzeczywista obecność Chrystusa trwa tak długo, jak długo trwają konsekrowane postacie13.

4. Formuły konsekracji

Dawna formuła konsekracji była ściśle sakramentalna, nie zaś wyłącznie narratywna, na co wskazują trzy zasadnicze punkty:
Tekst Pisma św., który nie został podjęty słowo w słowo. Włączenie Pawłowego „mysterium fidei” stanowi natychmiastowe wyznanie wiary kapłana w Tajemnicę urzeczywistnianą przez Kościół za pośrednictwem hierarchicznego kapłaństwa.
Interpunkcja i druk. W starym Mszale usytuowanie słów konsekracji po kropce i od nowego wiersza oznaczało przejście od trybu narracyjnego do sakramentalnego i twierdzącego. Ponadto słowa konsekracji pisane były większymi literami, pośrodku strony, często w innym kolorze, co wyróżnia je z kontekstu historycznego. Wszystko to nadaje im własne i niezależne znaczenie.
Anamneza („Haec quotiescumque feceritis, in mei memoriam facietis” – „To, ile razy czynić będziecie, na Moją pamiątkę czyńcie”), która po grecku brzmi „eis ten emou anamnesin” („zwróceni ku Mej pamiątce”). Odnosi się ona nie tylko do prostej pamiątki osoby Chrystusa albo Ostatniej Wieczerzy, ale każe pamiętać to, co uczynił („haec (...) in mei memoriam facietis”) i sposób, w jaki to uczynił; odnosi się do działającego Chrystusa, nie zaś do Jego pamiątki czy wydarzenia z przeszłości. Zastąpienie w Novus Ordo dawnej formuły przez Pawłową („Hoc facite in meam commemorationem” – „To czyńcie na Moją pamiątkę”), która codziennie będzie rozbrzmiewać w językach narodowych, spowoduje niechybnie u słuchających przeniesienie nacisku na pamiątkę Chrystusa jako cel akcji Eucharystii, podczas gdy jest ona jej źródłem. Wkrótce idea pamiątki bądź wspomnienia zajmie miejsce pojęcia rzeczywistej akcji sakramentalnej14.

Tryb narracyjny jest podkreślony przez określenie konsekracji jako „narratio institutionis” („opowiadanie ustanowienia” – nr 55d) oraz przez definicję anamnezy, gdzie stwierdza się, że „Kościół sprawuje pamiątkę Chrystusa” (55c).

Jednym słowem, skutkiem teorii zawartej w epiklezie, zniekształcenia słów konsekracji oraz anamnezy jest zmiana modus significandi słów konsekracji. Brzmią one odtąd w ustach kapłana, jak gdyby stanowiły tylko historyczną narrację, nie zaś kategoryczne i afirmatywne stwierdzenie wypowiadane przez Tego, w którego osobie kapłan działa: „Hoc est Corpus meum” (a nie: „Hoc est Corpus Christi”)15.

Aklamacja ludu następująca natychmiast po konsekracji („Mortem tuam annuntiamus (...) donec venias” – „Głosimy śmierć Twoją (...) oczekując Twego przyjścia”) wprowadza pod płaszczykiem eschatologizmu tę samą dwuznaczność co do Rzeczywistej Obecności. Natychmiast, bez najmniejszej przerwy, głosi się oczekiwanie na drugie przyjście Chrystusa na końcu czasów, dokładnie w tej samej chwili, w której jest substancjalnie obecny na ołtarzu, zupełnie jak gdyby Jego prawdziwym przyjściem miało być dopiero tamto, nie zaś to we Mszy św.

Zostało to jeszcze bardziej uwypuklone w drugiej aklamacji do wyboru: „Quotiescumque manducamus panem hunc et calicem bibimus, mortem tuam annuntiamus donec venias” – „Ilekroć spożywamy ten chleb i pijemy z tego kielicha, śmierć Twoją głosimy, Panie Jezu, oczekując Twego przyjścia”. Pomieszanie różnych rzeczywistości: ofiary i spożywania Komunii, Rzeczywistej Obecności i ponownego przyjścia Chrystusa, sprawia, że dwuznaczność sięga tu szczytu16.
Rozdział V

Przejdźmy do spełnienia ofiary.

W Mszy katolickiej dokonuje się to za pośrednictwem czterech elementów. Są to w kolejności: Chrystus, kapłan, Kościół i wierni.

1. Wierni w nowym rycie

Novus Ordo przypisuje wiernym funkcję autonomiczną, a tym samym całkowicie błędną, począwszy od definicji – „Msza jest to święta synaksa, czyli zgromadzenie ludu Bożego”, po końcowe pozdrowienie ludu przez kapłana, wyrażające obecność Pana w zgromadzonej wspólnocie, „w którym to pozdrowieniu oraz odpowiedzi ludu przejawia się tajemnica zgromadzonego Kościoła” (nr 28).

Prawdziwa obecność Chrystusa? Z pewnością, lecz tylko duchowa. Tajemnica Kościoła? Tak, lecz tylko jako zwykłego zgromadzenia, które jej pragnie i jest jej znakiem.

Powraca to nieustannie: w przesadnym podkreślaniu wspólnotowego charakteru Mszy (nr 74-152), w niesłychanym dotychczas rozróżnieniu między Mszą z ludem („cum populo”) a Mszą bez ludu („sine populo”) (nr 203-231), w definicji „modlitwy powszechnej albo modlitwy wiernych” (nr 45), gdzie po raz kolejny podkreśla się „funkcję kapłańską” ludu („populus sui sacerdotii munus exercens”), przedstawioną w sposób dwuznaczny z powodu pominięcia wzmianki o podporządkowaniu kapłaństwu hierarchicznemu. To kapłan, poświęcony pośrednik, przedstawia wszelkie intencje wiernych w modlitwach Kanonu rzymskiego – Te igitur i Memento.

W Modlitwie Eucharystycznej III („Zaprawdę święty jesteś Boże”, str. 123) mówi się do Boga wprost: „nie przestawaj gromadzić twego ludu, aby od wschodu do zachodu słońca składał Tobie ofiarę czystą”. To „aby” („ut”) każe przypuszczać, że elementem niezbędnym dla odprawiania Mszy jest raczej lud niż kapłan. Zaś ponieważ nawet w tym miejscu nie uściśla się kto składa ofiarę17, powstaje wrażenie, iż lud posiada autonomiczną władzę kapłańską. W tej sytuacji nie będzie można się dziwić, jeśli niedługo pozwoli się, by lud wygłaszał słowa konsekracji razem z kapłanem (co zresztą tu i ówdzie ma już miejsce).

2. Kapłan w nowym rycie

Rola kapłana została umniejszona, wykrzywiona i zafałszowana. Po pierwsze, w odniesieniu do ludu jawi się on raczej jako przewodniczący czy brat niż poświęcony sługa Boży, celebrujący w osobie Chrystusa (in persona Christi). W stosunku do Kościoła jest jednym z wielu, „kimś z ludu”. Definicja epiklezy (nr 55c) przypisuje wezwania całemu Kościołowi bezosobowo – rola kapłana znika.

W odmawianym odtąd wspólnie Confiteor kapłan nie pełni już roli sędziego, świadka i orędownika u Boga. Logicznym następstwem jest to, że kapłan nie udziela już rozgrzeszenia, które faktycznie zostało zniesione. Kapłan zostaje włączony pomiędzy „braci”. Nawet ministrant w Confiteor we Mszy bez ludu zwraca się do niego w ten sposób.

Jeszcze przed ostatnią reformą zniesiono rozróżnienie między Komunią wiernych a Komunią kapłana czyli chwilą, gdy Najwyższy i Wieczny Kapłan oraz ten, który działa w Jego osobie, łączą się, by tak rzec, w ścisłym związku, co stanowi jednocześnie dopełnienie Ofiary.

Nie wspomina się odtąd ani słowem o władzy kapłana jako ofiarnika ani tego, że to przezeń dokonuje się akt konsekracji i urzeczywistnia obecność Chrystusa w Eucharystii. Jawi się on jako ktoś niewiele więcej znaczący niż protestancki minister.

Zniesienie lub dowolność w używaniu szat liturgicznych (w pewnych wypadkach wystarczy tylko alba i stuła – nr 298) jeszcze bardziej zaciera utożsamienie kapłana z Chrystusem. Kapłan nie jawi się już jako przyobleczony w pełnię Jego władz, lecz jako zwykły „oficer”, którego jeden czy dwa galony ledwie co wyróżniają z tłumu18: „nieco bardziej człowiek niż inni”, by przytoczyć mimowolnie humorystyczny zwrot pewnego współczesnego kaznodziei19. Tak jak w wypadku oddzielenia ołtarzy, po raz kolejny rozdziela się to, co Bóg połączył: jedyne Kapłaństwo Słowa Bożego.

3. Kościół i jego odniesienie do Chrystusa w nowym rycie

W Novus Ordo tylko raz, w przypadku Mszy „sine populo”, przyznaje się, że Msza to „akcja Chrystusa i Kościoła” (nr 4, por. Presb. Ord. nr 13). Natomiast w przypadku Mszy „z ludem” uznaje się, że jej celem jest jedynie „sprawowanie pamiątki Chrystusa” i uświęcanie obecnych. Paragraf 60 brzmi: „Odprawiający kapłan łączy ze sobą lud, składając ofiarę Bogu Ojcu przez Chrystusa w Duchu Świętym”, podczas gdy należało raczej stwierdzić: „łączy lud z Chrystusem, który sam Siebie składa w ofierze Bogu Ojcu w Duchu Świętym”.

W tym samym kontekście należy umieścić:
opuszczenie zwrotu „Przez Chrystusa, Pana naszego”, który był dla Kościoła gwarancją, że jego modlitwa zostanie zawsze wysłuchana (J 14, 13–14; 15, 16; 16, 23–24);
przesadny „paschalizm” czy nacisk położony na Zmartwychwstanie i Wielkanoc, jak gdyby ekonomia łaski nie miała innych, równie ważnych aspektów;
wątpliwy i obsesyjny eschatologizm, który sprowadza łaskę, rzeczywistość zarazem teraźniejszą i wieczną, do rzędu czegoś doczesnego. Stąd takie zwroty, jak „lud w marszu”, „Kościół pielgrzymujący” – nie zaś wojujący z potęgą ciemności – ku przyszłości, która nie jest już związana z wiecznością (tzn. z wieczną teraźniejszością), ale z prawdziwą przyszłością doczesną.

Jeden, Święty, Katolicki i Apostolski Kościół jako taki został upokorzony za sprawą zwrotu, który w Modlitwie Eucharystycznej IV zastąpił modlitwę „za wszystkich prawowiernych i zachowujących katolicką apostolską wiarę”. Brzmi ona teraz ni mniej, ni więcej tylko: „za wszystkich szczerym sercem szukających Ciebie”.

Podobnie memento za zmarłych nie wspomina już tych, którzy odeszli „ze znakiem wiary i śpią snem pokoju”, ale po prostu „zmarłych w pokoju Chrystusa”. Łączy się z nimi rzeszę „wszystkich zmarłych, których wiarę Ty jeden znałeś”, co stanowi kolejny zamach na widzialność i jedność Kościoła.

W żadnej z trzech nowych modlitw eucharystycznych nie ma najmniejszej wzmianki o cierpieniach dusz czyśćcowych, w żadnej z nich nie ma miejsca na jakieś szczególne wspomnienie, co po raz kolejny osłabia wiarę w przebłagalną i odkupieńczą naturę Najświętszej Ofiary20.

Wszechobecne przemilczenia rzeczy świętych pomniejszają tajemnicę Kościoła, zwłaszcza w aspekcie świętej hierarchii: w drugiej części nowego, zbiorowego Confiteor aniołowie i święci rozpływają się w anonimowości, zaś w pierwszej znikają jako świadkowie i sędziowie w osobie św. Michała Archanioła21. Hierarchie anielskie znikają także w sposób bezprecedensowy z nowej prefacji II Modlitwy Eucharystycznej. W Communicantes zniesiono wspomnienie świętych papieży i męczenników – fundamentu Kościoła Rzymskiego – którzy bez wątpienia przekazali liturgiczną tradycję apostolską i sprawili, że za św. Grzegorza Wielkiego przybrała ona postać rytu rzymskiego. W Libera nos zniesiono wszelkie wzmianki o Najświętszej Maryi Pannie, apostołach i wszystkich świętych, tak że nie prosi się ich o wstawiennictwo nawet w niebezpieczeństwie.

Idea jedności Kościoła jest zagrożona z jeszcze jednego powodu: z całego Novus Ordo, w tym także z trzech nowych modlitw eucharystycznych (jedyny wyjątek to Communicantes w Kanonie Rzymskim), odważono się usunąć imiona świętych apostołów Piotra i Pawła, założycieli Kościoła Rzymskiego, a także imiona innych apostołów, którzy stanowią kamień węgielny oraz znak jednego i powszechnego Kościoła.

Wyraźnym zamachem na dogmat obcowania świętych jest zniesienie wszystkich pozdrowień (np. „Pan z wami”) i końcowego błogosławieństwa we Mszach bez ministranta oraz „Ite Missa est”22 we Mszy z samym tylko ministrantem.

Podwójny Confiteor unaoczniał, że kapłan – przywdziany w szaty sługi Chrystusowego i w głębokim pokłonie – uznaje się za niegodnego tak wzniosłej misji, niegodnego „tremendum mysterium”, czyli straszliwych tajemnic, które ma sprawować, a nawet przystąpienia do Świętego Świętych (modlitwa Aufer a nobis). Dlatego w Oramus te wzywa wstawiennictwa męczenników, których relikwie znajdują się w ołtarzu. Obie te modlitwy zostały zniesione. Uwagi dotyczące zniesienia podwójnego Confiteor i oddzielnej Komunii kapłana zachowują i tu swą aktualność.

Sprofanowaniu uległy także przepisy dotyczące odprawiania Ofiary, które wynikają z jej świętego charakteru. Kiedy np. Mszę odprawia się poza budynkiem sakralnym, ołtarz można zastąpić zwykłym stołem, bez kamienia ołtarzowego i relikwii, przykrytym jednym tylko obrusem zamiast trzech (nr 260, 265). Tu także zachowują wagę spostrzeżenia poczynione wyżej na temat Rzeczywistej Obecności: aspekt „uczty” i Ofiary wieczerzy został oddzielony od Rzeczywistej Obecności.

Desakralizacja i profanacja sięgają szczytu z powodu nowych, często groteskowych zachowań w momencie Ofiarowania, położenia akcentu na zwykły chleb zamiast przaśnego, dopuszczenie ministrantów (a nawet świeckich, podczas Komunii pod dwiema postaciami) do dotykania świętych naczyń (nr 244). W kościele powstaje nieprawdopodobna atmosfera: bez ustanku przewija się korowód księży, diakonów, subdiakonów [tu przypis o motu proprio Pawła VI Ministeriam quaedam z 15 VIII 1972 r., znoszącym subdiakonat; tak więc w momencie powstania niniejszego tekstu święcenia te jeszcze obowiązywały] psalmistów, komentatorów (sam kapłan zamienił się zresztą w komentatora, gdyż bez przerwy zachęca się go, by „objaśniał” to, co się dzieje na ołtarzu), lektorów (mężczyzn i kobiet), ministrantów i świeckich zajmujących się witaniem wiernych przy drzwiach i towarzyszeniem im na miejsca, zbieraniem na tacę, przynoszeniem darów na Ofiarowanie. Zaś w epoce szaleństwa „powrotu do Pisma Świętego” pojawia się – całkowicie wbrew Staremu Testamentowi i nauczaniu św. Pawła – „mulier idonea”, którą po raz pierwszy w tradycji Kościoła dopuszcza się do czytań liturgicznych oraz wykonywania „innych posług poza prezbiterium” (nr 70). Do tego dochodzi prawdziwa mania koncelebrowania, której skutkiem będzie zniszczenie pobożności eucharystycznej kapłana oraz usunięcie w cień i rozmycie w kolektywie koncelebrujących centralnej postaci w liturgii, tzn. Chrystusa – jedynego Kapłana i Ofiary23.
Rozdział VI

Ograniczyliśmy się tu jedynie do pobieżnej analizy nowego Ordo Missae w miejscach, w których najpoważniej oddala się od teologii katolickiej Mszy św. Nasze spostrzeżenia odnoszą się przede wszystkim do najbardziej typowych błędów. Całkowita ocena niebezpieczeństw, pułapek i innych destrukcyjnych z duchowego i psychologicznego punktu widzenia elementów, zawartych w tak w tekście, jak w rubrykach czy komentarzach nowego rytu,