
Wojna gruzińska
Gorący tematWydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Turbany zamiast moherów
Autor: Magdalena Żuraw, pi, 04/07/2008 - 16:59
Gdy Jezus przybył do Jerozolimy i zobaczył kupców handlujących swoim towarem w Świątyni Ojca, wpadł w gniew. Powywracał stoły z pieniędzmi, ławki z gołębiami i mówił: „Czyż nie jest napisane: Mój dom ma być domem modlitwy dla wszystkich narodów, lecz wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców” . Podczas mojego pobytu w Holandii powyższa scena z Ewangelii stawała mi przed oczami wielokrotnie. Pierwszy raz, gdy po wejściu do przepięknego XIV-wiecznego kościoła w holenderskiej Hadze zobaczyłam... targi książki. Równo poukładane na ladach stoisk ustawionych w kształt podkowy przyciągnęły paru konsumentów, którzy spokojnie wodzili wzrokiem po okładkach, biorąc od czasu do czasu wypatrzoną pozycję do ręki i przerzucając niespiesznymi ruchami kolejne strony. Drugi raz – podczas holenderskiej mszy świętej. W rzymskokatolickim (przynajmniej z nazwy) kościele podczas całej mszy ani razu... nikt nie uklęknął, nikt nie pochylił głowy. Przeciętna wieku wiernych: 65 lat. Siwe głowy zajęły dosłownie kilkanaście krzeseł - z osób młodszych były ledwie cztery osoby (łącznie ze mną i małżeństwem Ormian). Gdy przy ołtarzu pojawił się ksiądz, wciąż było słychać szept towarzyskich rozmów holenderskich staruszków. W kościele nie było żadnego konfesjonału (!), a w przedsionku świątyni zamiast wody święconej natrafiłam na popielniczki wypełnione petami (na drzwiach wewnętrznych, dla porządku, przyczepiona była tabliczka: „niet roken” - „zakaz palenia”)... Haski Grote Kerk (Kościół Główny), w którym odbywały się targi książki, jak wiele innych kościołów w całej Holandii, od dawien dawna nie spełnia swojej funkcji. Służy przy tym nie tylko za księgarnię, ale również za knajpę. W większości holenderskich miast jest to samo. W samym sercu amsterdamskiej „dzielnicy czerwonych latarni” (Walleties), gdzie ubrane w koronkową bieliznę prostytutki zapraszają do siebie klientów, tkwi jedna z najstarszych i najpiękniejszych świątyń Amsterdamu. Początki istnienia Oude Kerk, który postawiono na terenie cmentarza, sięgają XIII wieku. Kościół ten jest obecnie przerobiony na muzeum. Wielkie napisy „KASA” na tle średniowiecznej architektury i obsługa ubrana w nienagannie skrojone mundurki nasuwają skojarzenie z lotniskiem. Nieliczne i zamknięte Kościoły „nowoczesnego” Roterdamu już nie dziwią - podobnie jak po jakimś czasie pobytu w Holandii nie dziwi ilość emigrantów z krajów muzułmańskich, chińskie i koreańskie świątynie, meczety, „coffee shopy” z marihuaną oraz knajpy z powiewającą nad nimi tęczową flagą. W Lejdzie, w kościele Pieterskerk posiadającym najstarszy holenderski nagrobek, gdzie spoczywają zamożni niegdyś mieszkańcy miasta - Florencjusz van Buschuyse z małżonką, obecnie trwa remont. Po tym XV-wiecznym gotyckim gmaszysku wzniesionym na planie krzyża, po skutych posadzkach nawy wyłożonej kamiennymi tablicami z imionami pochowanych pod nimi lekarza Hermana Boerhava, kaznodziei Jana Robinsona i malarza Jana Steene’a, jeżdżą teraz maszyny remontujące. Będzie muzeum? W ślicznym Delft w obydwu kościołach, zgodnie ze zwyczajem protestanckim nazwanymi Oude Kerk i Nieuwe Kerk (Stary i Nowy Kościół), mieszczą się – a jakże! - nowoczesne muzea. Odwiedzając słynącą z serów Goudę – w przepięknym, zabudowanym ciasno kamieniczkami St.-Janskerk (Kościół Św. Jana) za jedyne 6 euro można zobaczyć najdłuższą w całej Holandii nawę (123 metry), a także wspaniałe witraże z lat 1555-1571... Holandia jest urokliwym państwem z niezwykłą architekturą, muzeami posiadającymi bogate zbiory, ze sklepami pełnymi staroci, w których Polacy kupują za bezcen zabytkowe meble. Estetyczna i kulturalna spuścizna dawnych Niderlandów nie przekłada się jednak na życie współczesnego Królestwa Holandii. Możemy podziwiać w nim elegancko ubrane starsze panie i kolorową, wyzwoloną, „wielokulturową” młodzież w koszulkach z podobizną „Che” Guevary (chyba najpopularniejszy symbol w kraju Holendrów). W tej szczęśliwej, kosmopolitycznej mieszance tkwi jednak zalążek poważnego kryzysu społecznego, albowiem starzejąca się ateistyczna Holandia przekształca się powoli w młode państwo muzułmańskie. Zamiast „moherowych beretów” – które stanowią rzekomo wielki problem w państwach katolickich (zwłaszcza w Polsce) – ulice Hagi, Amsterdamu i Rotterdamu dzień w dzień toną w coraz większej liczbie turbanów, kwefów oraz wielobarwnych czadorów. Co ta gęstniejąca „wielobarwność” oznaczać będzie dla wesołych gości kafejek z tęczowymi flagami – łatwo przewidzieć. Ostatniego dnia pobytu w Holandii, w niedzielę, spacerując w stronę haskiego Starego Miasta, natknęłam się na tłumy ludzi idących w przeciwnym kierunku. Młodzi, starzy, dzieci. Wszyscy rodacy. Wracali z Mszy Świętej odprawianej w polskim Kościele dla Polonii... Masa ludzi! Żebyśmy nigdy nie poszli w ślady Holandii.
|
Nie lękajcie się...
Jan Paweł II wielki Polak i Człowiek, wielki Kapłan - przesunął znacznie w czasie moralną degrengoladę i realatyzwizm wiernych w Polsce. Odszedł i całe stada hien z niektórymi (nielicznymi -na szczęście) dostojnikami kościelnymi, którzy pogubili się w świecie pieniądza - rozdrapuje jego moralne dziedzictwo w imię ambicji nie mających nic wspólnego z Sacrum. Bez nazwisk - oczywiście. Ale to co się dzieje w krajach zachodniej Europy - niechybnie dotrze i do Polski. Nie tylko dzięki interesom liberałów, masonów, starozakonnych, pogrobowców nieboszczki partii, i tym wrzaskliwym kochającym inaczej i innej swołoczy. Martwi mnie to, że w moim kościele jest coraz więcej biurokracji, hipokryzji, a coraz mniej miłości bliźniego. Nerwowość zamiast trascendentalnej zadumy, hałaśliwość miast apostolskiego spokoju. Osądzanie zamiast prób zbawiania. Mnie to nie odepchnie od wiary - moja wiara nie jest związana z prałatem X ani ze złotoustym biskupem Y. Patrzę na kartki ze spowiedzi - dla młodożeńców i wiele podobnych bzdur zajmujących kapłanom czas i zdrowy rozsądek. Przypomina mi to zmiany regulaminów w wojsku - po kolejnej wymianie generałów w Wydziałach Szkolenia . Każdy z nich poprzez napisanie kolejnych bzdetów chciał wypalić swój znak na skórze armii. A nikogo nie obchodziło co o tym myśli koń. Chora ambicja to straszna rzecz. Słucham ( zamiast mądrego i krótkiego kazania) elaborat wykształconego "mojego biskupa". Ma on sporo tytułów naukowych , bezsprzecznie jest wykształcony. Ja go rozumiem, wiem co mówi, czego chce, ale przeraża mnie przepaść jaką wykopuje on tym naukowym wywodem pomiędzy swoim urzędem - a zwykłymi wiernymi.Tym zwykłym ludziom przyglądam się w świątyni dyskretnie. Co najmniej połowa nie rozumie z tego wiele. Ale stara się mieć oczy otwarte i udawać zainteresowanie. Chylę czoła przed ich samozaparciem i grzecznością. Sporo lat temu napisałem tekst - który myślałem , że się zdezauktualizuje. Że zasłużę na opinię grafomana - ale że za tą cenę problem nieco przyblaknie. Ze ściśniętym sercem muszę stwierdzić - moje oczekiwania sa płonne.
Jeszcze raz przytoczę więc te moje wymysły.
CONFESIO
Wierzę, – bo czuję obecność potężnej siły Dobra, która nas otacza. Jest w nas. Nazywamy to Dobro - Bogiem. Jego wcieleniem był Jezus jako człowiek i jako Bóg. To, że umarł jak człowiek w niczym nie umniejsza jego potęgi nieskończonej i niezrozumiałej dla nas – ludzi. Bóg w swej dobroci przychylił się do moich ciągłych próśb i dał mi zdolność rozróżniania dobra i zła. Nie stałem się przez to świętym, ale nie miotają mną już wątpliwości, jak mam postąpić ze złem, – które nas również otacza. Grzech dalej dotyka mnie tak jak każdego z moich braci. Każdy wyłom w murze zła daje mi jeszcze większą siłę. Nie popełniam już większości z dawnych błędów. Tkwię jednak jak recydywista w kilku zastarzałych. To upór, gniew, niecierpliwość i coraz rzadziej – duma – jako nieudane i nieskuteczne remedium na zachowania bliźnich, które zapoczątkował jeden z synów Noego, na pewno nie Jafet. Popełniając je – przyznaję uczciwie – coraz rzadziej – nie mam wątpliwości, że jestem na dobrej drodze, – bo bilans porażek jest coraz mniejszy.
Wiara nie zginie – dopóki istnieje człowiek jako istota śmiertelna i słaba. Wrogowie Dobra, – czyli ludzie świadomie walczący z Dobrem – będą istnieć również do końca. Będą oni walczyć przede wszystkim z tymi, którzy mienią się pasterzami ludzi zagubionych, prostych, wątpiących. Jest to oczywiste. Wilk zawsze będzie starał się oddzielić najsłabsze sztuki od stada i przywódcy. W przyrodzie jednak nie zaszły żadne zmiany od stworzenia świata. Wódz stada odda życie za swoich pobratymców – to największa ofiara , jaką może ponieść . I nie waha się. Bóg w jego jestestwie dał mu prawo moralne – broń dobra – walcz ze złem. Przyznaję, że moje największe rozterki moralne budzi nie Dekalog. Jest on nieskończenie doskonały. Obserwując przez dziesięciolecia wnikliwie język, zachowanie, postawy, naszych współczesnych apostołów Jezusa, czuję ogromne rozterki. Język naturalnie jest bardzo ważny, – ponieważ jest instrumentem SŁOWA, a ONO było na początku i będzie istniało wiecznie.
W moim umyśle coraz to wpadają we wspólny rezonans, - a to bełkot komunistycznych genseków i politruków wojskowych, to pomniejszych guru, - bez powodzenia obiecujących masom szczęście i dobrobyt, a to rozmijających się z powołaniem ludzi, którzy zgodzili się oddać bez reszty sacrum. Ich wspólną cechą była zawsze niechęć do pracy organicznej – nawet intelektualnej – a ślizganie się po ubóstwie umysłowym ludzi prostych i poczciwych. Tym właśnie ludziom łatwo jest zaszczepić pogardę,niechęć a nawet nienawiść do pasterzy wiary. I nie jest to głównie ich wina.
Pasterze sami często zapominają jak należy postępować z owcami.
Zamiast laski pasterza wolą czasem bat woźnicy, miast sandałów – używają coraz częściej maszyn lśniącym chromem i lakierem.
Owce mają się paść i być strzyżone. Trzeba też o nie dbać – zwyczajnie je kochać. One to czują...
Pasterz nie przychodzi odbić karty zegarowej na hali. Owce potraktują go jak kolejnego brygadzistę.
Utrzymuję kontakt z zakonnikiem niosącym Światło w Ameryce Południowej. Opisuje mi co robi, z czym się zmaga, jaką ufność ma w powodzenie swojej Misji Życia. Skąd taka wielka siła w tym słabym jak my człowieku. Pisze do mnie zrozumiałym, pięknym językiem, który pojmie profesor filozofii, rozumiem go ja, a także prosty chłop z bieszczadzkiej wsi. Nie ma w nim złośliwości, ironii, zacietrzewienia, buty. Na to mógłby sobie pozwolić zwykły szeregowy grzesznik, lub błądzący prałat. Człowiek, który autentycznie napotkał powołanie – nie.
Nie chcę dawać rad hierarchii kościelnej – jest tam wielu pasterzy z ogromną wiedzą, duchem i sercem. Czy są słuchani? Czy nie zakrzykują ich kaprale? Msza święta – jakkolwiek ma swój kanon – nie musi być nudnym wyrecytowaniem modlitw i mniej czy bardziej udanym odklepaniem kazania. Czasem przyjedzie ze „świata” ktoś, kto potrafi poruszyć serca tłumu słowem prostym i pięknym. Jest to prawdziwe święto w świątyni Pana.
Jednego razu byłem na występie zespołu pieśni sakralnej – a capella. W świątyni byli ci sami ludzie, co zawsze. Jedna drobna, niepozorna, członkini zespołu z pięknym głosem i sercem, podzieliła kilkoma szybkimi ruchami ręki , już nie tłum – a potężny chór na 3 grupy. Po dwóch kilkunastosekundowych próbach, ten stworzony w kilka sekund chór - zaśpiewał na głosy kanon Alleluja. Śpiewałem wraz z nimi.
Ciarki chodziły mi po plecach, gdy słyszałem śpiew czysty i potężny – wspaniałą harmonią odbijający się od sklepienia. Patrzyłem ukradkiem na twarze współśpiewaków . To nie byli zwykli ludzie, - coś dodało im siły i piękna. Chyba na tę chwilę Bóg odłożył ważne zajęcia i przybył posłuchać. Ci ludzie nie widzieli Go, ale śpiewali naprawdę dla Niego. Poeta powiedziałby – „Trwaj chwilo – jesteś piękna”. A sprawiła to mała, drobna, niepozorna istota, z wielkim sercem i talentem, wielką miłością do ludzi – a więc i do Boga.
I tu właśnie targają mną nieprawomyślne pomysły, do których nie mam najmniejszych uprawnień. Marzy mi się – by ludzie mający święcenie kapłańskie zajmowali się wyłącznie sprawami Sacrum.
By kierowaniem finansami Kościoła zajmowali się najbardziej do tego nadający się , wykształceni ekonomiści – członkowie tegoż Kościoła. Ludzie prawi i nieskazitelni. Świetni fachowcy i oddani Kościołowi wolontariusze. Wtedy może nie byłoby nerwowych – już nie powiem neurotycznych zachowań proboszczów, afer finansowych w biurokracji kościelnej, pędu do mamony i gorszących zachowań - profanujących dobre imię ogromnej rzeszy kapłanów. Być może spadłyby wtedy powołania, ale wyszłoby to tylko na zdrowie nam wszystkim – wiernym.
Kościołowi, który musi przecież powrócić na prostą drogę wiary pierwszych Apostołów. By zatoczywszy koło historii - my niedowiarkowie i grzesznicy stanąwszy znowu na Via Appia i spotkawszy Świetlistego Wędrowca – który zapyta nas czy Go poznajemy – byśmy nie mieli kłopotów z pamięcią...
Marian Mozets 28 stycznia 2005 roku
P.S.
Być może ofukniemy Go, bo nieostrożnie dotknął swym płaszczem lśniącej karoserii naszego Mercedesa silver metalic.
:)
:)
Owoce drugiego soboru
Owoce drugiego soboru watykańskiego. U nas pewnie też tak będzie. A warto pamiętać że Holandia była ojczyzną dużej części misjonarzy katolickich przed katastrofą 1963.
Dla pocieszenia dodam że w wikipedi jest bardzo zabawna charakterystyka flagi i herbu Holandii http://pl.wikipedia.org/wiki/Holandia
Panie Janie
Autorka napisała
Przecież to "produkty", tak przez Pana, wyklinanego Kościoła.
-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?
W Polsce wyglądało to tak.
W Polsce wyglądało to tak. Msza a potem tłumnie na wybory i glosujemy na Kwaśniewskiego. Polacy chadzają do kościoła (co raz rzadziej) ale nie oznacza że podzielają katolicki czy posoborowy punkt widzenia. U mnie w Warszawskiej parafii kościół jest pełen, emerytów.
"U mnie ..."
na gdańskim, młodym osiedlu, parafialny kościólek jest pełen różnej społeczności. Na oko, jakieś 25 % to są młodzi i młode małżeństwa (25-30 lat) z dzieciaczkami. Po Mszy św. dla dzieci, wszyscy ci rodzice tłumnie udają się w kierunku ołtarza, do celebransa. Idą czynić "magię". Celebrans błogosławi każde dzieciątko oddzielnie poprzez uczynienie znaku krzyża na czole.
Czy jest "różowo"?
Nie.
Statystyki jak wszędzie.
Według corocznej informacji probiego, jest nas na cotygodniowej Mszy około 33-39% ogółu parafian. Z tego bardzo duża część z uczestniczących we Mszy przystępuje do Komunii.
Czy to źle?
Nie wiem.
Podałem kiedyś info. dotyczące parafii w Skórczu na Kociewiu a pochodzące sprzed II wojny światowej. Frekwencja w tej arcykatolickiej społeczności wynosiła około 50 %.
-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?
Statystyki wiary
W ubiegłorocznym "liczeniu wiernych" w kościołach Diecezji Warszawsko-Praskiej wyniki były następujące:
Frekwencja na Mszach Św. ok. 32 % mieszkańców Diecezji
Przystąpiło do Komunii Św. ok. 42 % obecnych na Mszach Św.
Przystąpiło do Komunii Św. ok. 14 % mieszkających na terenie Diecezji
pozdrawiam
TBM
Ciekawe
czy te, intuicyjne dla mnie, a według Pańskich informacji, realnie duże ilości przystępujących do Komunii to wielkości względne, czy też rzeczywiście więcej nas w pełni uczestniczy w Uczcie Pańskiej?
W porównaniu z czasem przeszłym gdy świątynie były ciut - "pełniejsze".
Pozdrawiam
Uff - jak gorąco:)
-----
Eeee ..., a może byśmy tak, Najmilsza(y), wpadli na dzień na Plac Zamkowy?
Holandia nie jest raczej protestancka?
.
Jest ateistyczna. Kiedyś
Jest ateistyczna. Kiedyś była chrześcijańska, z niewielką przewagą katolików.
Nie wiem
Co Pana tak bawi w tym opisie?
----
W sprawach prywatnych, proszę pisać na Berdyczów
Niestety już zmienili.
Niestety już zmienili. Flaga była tęczowa a zamiast herbu różowy trójkąt.
Wystarczyło wejść na "historię i autorzy"
w celu wyszukania adresu do dawnej wersji. Pan Bodakowski zapewne miał na myśli to:
http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Holandia...
Panie Janie
Może Pan wskazać te zabawne charakterystyki???
kniaź Michaił
dla odmiany polecam
Syrię, Jordanię, Turcję czy Iran i żyjące tam wspólnoty chrześcijańskie!Tam wspólnota parafialna to instytucja!Praktycznie o każdej porze można spotkać kogoś w kościele....Wieczorami wierni przychodzą na Mszę,a potem do późna siedzą przed kościołami i...po prostu są ze sobą...piją kawę,wino...grają w rodzaj warcabów...budują wspólnotę!Właśnie zamierzam sie wybrać w najbliższych tygodniach...To niezła odtrutka dla umysłu atakowanego homoseksualnymi"ślubami", integracją europejską,aborcja nastolatek czy seksem przedszkolaków...
Opowiem pewną historię
Mam znajomego księdza, który opowiedział taką historię.
Pojechał kiedyś do kolegi - Holendra, pracującego w jednej z parafii Rotterdamu - w odwiedziny na tydzień. Po Mszy św. w jednym z kościołów, gdzie, tak jak Panią Magdę, i jego uderzyło zachowanie "wiernych" - umiarkowanie swobodne, w zakrystii dał temu wyraz, kolega powiedział mu, żeby przebrali się w "cywilne" ubrania i pokaże mu "parafię". Podążyli wiec zamiecionymi, schludnymi uliczkami wśród niskiej zabudowy do lokalnego centrum, gdzie zgodnie z harmonogramem sklepy zamyka się o godz. 17 lub 18, gdyż zw. zawodowe wywalczyły sobie prawo do godnej pracy i zamykania sklepów właśnie o tej porze, a jedynym punktem handlowym był jakiś market prowadzony przez Turka, czynny do 21 gdzie było "mydło, powidło, nafta i ryż", z przemiłą obsługą nb., minęli "coffe shop" i zaglądnęli do jednego z pubów, w którym królowali skąpo odziani, za to w skórzane nabijane ćwiekami stroje, młodzieńcy, sączący piwo przy barze i stolikach i parami znikający gdzieś na zapleczu. Obydwaj goście, zupełnie nie pasujący strojem do miejsca usiedli i zamówili dwa piwa. Zaraz też, zaczęli ich nawoływać "młodzieńcy" mający zapewne ochotę na szybką "konwersację" gdzieś na zapleczu, gdyż niedwuznacznie wskazywali wzrokiem miejsce, dokąd się udają. Polski ksiądz coraz bardziej ponoć robił się purpurowy i wciskał się głębiej w kąt, im propozycje stawały się bardziej natarczywe. Dopiero jego holenderski kolega podszedł do baru i szepnął barmanowi kilka słów, po czym barman poprosił o ciszę i coś entuzjastycznie obwieścił klientom. Którzy podchodząc do stolika obydwu odmiennie ubranych panów i wznosząc toast wychylali piwo.
- Coś ty mu nagadał? - odezwał się Polak.
- Powiedziałem, że jesteśmy w podróży poślubnej - odpowiedział Holender.
Polaka najpierw zamurowało (zupełnie jak mnie, kiedy opowiedział mi tę historię), a następnie korzystając z jakiejś luki między gratulantami wybiegł z pubu i wrócił na plebanię.
Jego holenderski kolega, wrócił po kilkudziesięciu minutach zupełnie rozbawiony tą sytuacją. Ponoć przy kolacji nie zamienili słowa, a Polak następnego dnia opuścił "gościnną" holenderską parafię swego "znajomego".
Historia wydarzyła się u schyłku lat 90. ubiegłego stulecia.
----
W sprawach prywatnych, proszę pisać na Berdyczów
A ciekawe jaka byłaby
A ciekawe jaka byłaby reakcja gdyby powiedział barmanowi po prostu...że są księżmi? Może wtedy nie było by toastów...
Tak czy siak
Pim Fortuyn się w grobie przewraca.
Pim "gej" Fortuyn
Pamiętam jak w jednym z wywiadów pytany dlaczego nie lubi arabów stwierdził, że wręcz przeciwnie... uwielbia młodych Marokańczyków.
____________
Jedno wiadomo juz dziś.
Jedno wiadomo juz dziś. Jeśliby kiedyś w Europie miały powstać obozy zagłady dla chrześcijan, to będa one w Polsce. Bo tu chrześcijan jest najwięcej. A jeśliby kiedyś w Europie miały powstać obozy zagłady dla muzułmanów, to będą one ...w Polsce. Bo tu muzułmanie schronią się przed prześladowaniem...
Wynik tych konfrontacji jest niepewny, ale o polskich obozach zagłady pamięć nie przeminie...
No właśnie
- Polska to nie jest miejsce dla nas. (...) Polacy to antysemici. Właśnie dlatego naziści wybrali ich na kolaborantów. Nawet po Holokauście, Polacy dalej zabijali Żydów. Zobaczcie co się stało w Kielcach w 1946 roku - mówi w "The Jerusalem Post" rabin Shlomo Aviner
http://wiadomosci.onet.pl/1780208,11,item.html
Islamska inwazja
W dzisiejszych czasach przed taką inwazją, tym razem “tak nie wielu” nie może zrobić “tak wiele, dla tak licznych”, adaptując słowa “Statesman-a z cygarem” .
Dumny Albion jest w stanie uśpienia, podobnie jak reszta Europy.
Bronią się jeszcze tu i ówdzie, ale w Europie zaraza. Podobnie jak w Grenadzie (patrz A.Mickiewicz).
:)
Ojć! Coś nie tak z komentarzem. Miał być w innym miejscu. No, ale skoro już tak wyszło...
Mogę tylko dodać od siebie, że zamiana na galerię czy muzeum to i tak w tej sytuacji najlepsze co spotkało te świątynie. Alternatywą może być zamiana na awangardowe mieszkanie (publikowane swego czasu bodajże w "Bryle" - czy to aby nie było w Holandii...?) Te, które nie mają ewidentnych walorów historyczno-sztucznych, są po prostu wyburzane. Cóż, skoro wiernych brak, a utrzymanie budynku kosztuje.
Ani turbanów, ani moherów.
Zgadzam się z Panią Magdaleną, obyśmy nie poszli w ślady Holandii.
Ani turbany ani mohery nie są tolerancyjni dla innych.
Turban w Meczecie a moher w Kościele nikomu nie szkodzą, gorzej gdy wychodzą na zewnątrz. Wojen religijnych, lub z religią w tle nie wywoływali ludzie tolerancyjni.
Czy to jest źle że jestem tolerancyjny i oczekuję tolerancji?
A, jak u pana z tolerancją w stosunku do moherów?
Czy to jest źle że jestem tolerancyjny i oczekuję tolerancji?
- - - - - - - -
Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
Granica tolerancji...
...to wolność innych. Jeżeli np. muzułmanie chcieliby zakazać plakatów z wizerunkiem psa (autentyczny przypadek ze Szkocji), albo mohery napuszczać prokuraturę na portal internetowy, albo wypowiedzi posła Palikota (autentyczny przypadek z Polski), to należy się temu sprzeciwiać
Kogo konkretnie nie wypuściłby pan z klatki u nas?
A, jak taki wyjdzie, to co?
- - - - - - - -
Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
Panie Robercie.
Niezbyt wyszło to cytowanie. Proszę przeczytać jeszcze raz to co Pan chciał zacytować i to co napisał w cytacie. To nie ma sensu.
Jak cytować, to w całości:
Turban w Meczecie a moher w Kościele nikomu nie szkodzą, gorzej gdy wychodzą na zewnątrz. Wojen religijnych, lub z religią w tle nie wywoływali ludzie tolerancyjni.
Podejrzewam że moje poglądy tak na Pana działają że czyta Pan te moje wypociny przez pryzmat emocji.
Ja pisałem o meczecie i kościele a Panu wyszła klatka - o czym chcemy rozmawiać?
Ale hasło mi się podoba:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
Pozdrawiam
Józef Brzozowski Żory
Mnie tam „mohery” nie
Mnie tam „mohery” nie przerażają, ale turbany tak.
Ani źle, ani nieźle, ale z instynktem samozachowawczym u Pana nienajlepiej.
K.J.
Turban to rzeczywiście niebezpieczny kawałek szmaty
Choć czasem wygląda pociągająco.
Niejeden sikh po 9 września obskoczył zdrowy łomot za noszenie turbanu.
cytuję samograf:Turban to
Szczególnie jeżeli znajduje się na głowie muzułmanina.
Jednakże ten przez Pana zamieszczony, nie powiem, całkiem, całkiem…
K.J.
Z ręką na sercu
Niech mi pan szczerze powie, ilu z tych 19 inteligentów, których bin Laden wysłał w ostatnią podróż 11 września 2001 roku, nosiło na codzień turban?
Oto szczera odpowiedź...
Proszę Pana, w języku polskim (jak zresztą w każdym innym) istnieją pewne, że tak powiem, określenia umowne, w pewnym sensie gwarowe, które posługujący się tym językiem rozumieją niejako instynktownie. Do takich określeń należy ów „moher” o którym pisze p. Brzozowski. Używa On również umownego określenia „turban”, mając na myśli muzułmanina, co wcale nie oznacza, że każdy muzułmanin chodzi w turbanie, tak samo jak „pejsaty” wcale nie oznacza. że każdy Żyd nosi pejsy.
Czyżby język polski był dla Pana jedynie językiem wyuczonym?
Co do tych „19 inteligentów” bin Ladena to mam pewne wątpliwości, i wcale nie dotyczy to ich ubioru. Ale to temat na inną dyskusję.
K.J.
Logika skrótów myślowych
Posiada tę zaletę, iż zawsze po fakcie można powiedzieć, że "nie to miałem na myśli".
Literówka:
Miałem o panu lepsze zdanie
Nie podejrzewałem, że się panu tekstylia mogą z trzodą pomylić.
Przeraził mnie Pan.
Sięgnąłem po poradę:
Zaburzenia instynktu samozachowawczego występują w różnych sytuacjach:
Alkoholizm : Z trzech głównych zasad rządzących ludzkim umysłem, do głosu dochodzi głównie zasada przyjemności. Pozostałe dwie, zasada rzeczywistości (instynkt samozachowawczy wyrażający się poprzez unikanie szkodliwych substancji) i zasada rozwoju zostają zdominowane i podporządkowane przez potrzebę picia.
Narkomania: Tutaj sytuacja jest bardzo zbliżona do alkoholizmu, jednak ważna rolę odgrywają też inne czynniki związane z narkomanią
Samobójstwa: Taka osoba przeżywa bardzo silne lęki. Boi się siebie, życia, innych, boi się działania. Siły te pokonują instynkt samozachowawczy. Osoba w tej sytuacji nie jest w stanie przezwyciężyć takiej siły.
Molestowanie moralne: Początkowo agresor obiera sobie kogoś z otoczenia za cel. Następnie agresor robi wszystko aby uniemożliwić obranemu celowi autonomiczne myślenie i działanie. Aby do tego doprowadzić, agresor stosuje uwiedzenie czy gratyfikację, tak że ofiara nie ma świadomości, że chodzi tu o przemoc. Dana osoba jest przekonana że tkwi w tym związku z własnej woli i że płaci sobą drugiej osobie za możliwość kontaktu z kimś tak wyjątkowym. W stadium tzw. uwiedzenia które jest opisane powyżej agresorowi chodzi głównie o zawładnięcie, ubezwłasnowolnienie swojego celu pozbawienia wolności, własnej myśli i swoistego odczuwania. Osoba traci poprzez to wszelki układ odniesienia do rzeczywistości, przestaje wiedzieć co jest dobre (normalne), a co nie. Traci nie tylko zmysł krytyczny, ale także instynkt samozachowawczy i przestaje się orientować, co jest dla niej dobre, a co nie.
Zrobiłem krótki rachunek sumienia: alkoholizm - chyba nie, bo od kilku lat piję bardzo mało. Narkomania - od 30-tu lat nie używam. Samobójstwo - nigdy świadomie nie próbowałem. Molestowanie moralne - i tu mam problem, jest to tak obszerna definicja, że muszę chyba zamówić wizytę u psychiatry. Dzięki za cynk. Pozdro.
"Instynkt samozachowawczy"
Niezależnie od naukowych określeń tego pojęcia, przemawia do mnie to co przeczytałem dzisiaj we włoskiej gazecie. Oto fragment:
“Chi viene a casa nostra e ci vuole vivere, deve rispettare le nostre leggi e le nostre tradizioni, altrimenti non è il benvenuto».”
Co można streścić w słowach, że: kto przybywa do naszego domu musi respektować nasze prawa i nasze tradycje, jeśli ma inne zamiary, takich nie chcemy.
Od wielu lat narasta problem “nadmiernej obecności” islamskiej zwłaszcza w Mediolanie. W czasie piątkowych islamskich modłów, nie wystarcza im gromadzenie się w meczecie. Tłumy islamskich mieszkańców zajmują ulice w sąsiedztwie meczetu, blokują normalne funkcjonowanie miasta, swoim zachowaniem terroryzują mieszkańców tego rejonu miasta.
Rząd sprawujący od niedawna władzę we Włoszech, który możnaby określić jako centrowy z dodatkiem “faszystowkiej” Ligi Północnej (Lombardia i Piemont), dał początek zahamowaniu bezprawia i narażając się na krytykę unijnych “obrońców praw człowieka”, zaczął porzadkować sprawy we własnym kraju.
Miedzy innymi,
“…sindaco Letizia Moratti che a Milano vorrebbe offrire agli islamici luoghi di preghiera temporanei.”. Czyli:
Burmistrz Mediolanu p.Letizia Moratti chciałaby zaoferować islamistom tymczasowe miejsca modłów, tym samym usuwając ich z ulic.
Prawo powinno być jasne i klarowne.
Bez ( w naszym wypadku) falandyzacji. I przestrzeganie tego prawa powinno być konsekwentnie kontrolowane.
Skoro wszyscy równi wobec prawa to konsekwencją (w tym przypadku, turbanów i moherów) powinno być zakaz umieszczania symboli religijnych w miejscach publicznych.
Nie ma takiego kraju w Europie, gdzie jedna religia byłaby uznana przez 100 % tubylców, by przyjezdni musieli się podporządkować temu. A więc symbole religijne chowamy w sercu nie na klapie marynarki, szczególnie jak to ma być osoba publiczna.
Muzułmanie blokujący normalne funkcjonowanie miasta powinni poczuć respekt prawa, bo potem jak ich będzie coraz więcej - będzie coraz niebezpieczniej - w końcu karabinierzy sobie nie poradzą.
Re: "kaktusnadloni"
Gdyby przyjąć Pański punkt widzenia, należałoby założyć wzajemność tolerancji religijnej. Ale prędzej kaktus wyrośnie mi na dłoni niż taka utopijna idea znajdzie realizację. Według informacji pojawiających się w internecine, będących jednocześnie ostrzeżeniem dla podróżujących do krajów islamskich, zabronione jest pod karą śmierci przywiezienie do Królestwa Arabii Saudyjskiej symboli chrześcijańskich. Nie przeszkadza to, np. prezydentowi G.W.Bushowi traktować Arabię Saudyjską z najcieplejszymi uczuciami przyjaźni i paradować na rancho z goszczonym absolutnym monarchą, trzymając go za rękę. W konwencji arabskiej jest to dowód przyjaźni.
Ta sama Arabia Saudyjska finansuje budowy meczetów w Europie i np. w Kanadzie.
Często są to budowle bardzo okazałe, imponujące rozmiarami i wysokością wieży z półksiężycem.
Notabene, kościoły katolickie, jeśli w ogóle aktualnie są budowane, to ze składek społeczności danego rejonu i z oprocentowanych pożyczek bankowych. Kiedy już budowa jest ukończona i parafia oficjalnie erygowana, to z dobrowolnych datków “na tacę”, systematycznie odprowadzana jest określona suma dla Watykanu.
Urzędowy stosunek państw islamskich do chrześcijan jest zróżnicowany, w zależności od prowadzonej wewnętrznej polityki lub tolerancyjnych tradycji. Tolerancyjnym wyjątkiem dla chrześcijan była Tunezja, czy w ograniczonym stopniu, Irak w czasie dyktatury Husaina.
Dwadzieścia kilka lat temu brałem udział w procesji Bożego Ciała w obrębie jedynego katolickiego kościoła w libijskim Trypolisie.
Wbrew propagandzie uprawianej od lat, Iran jest krajem tolerancyjnym dla różnych religii nie islamskich. Wiem od osoby wyznania ortodoksyjnego, która spędziła kilka lat w Teheranie a obecnie mieszka w Kanadzie, że w Teheranie sa kościoły chrześcijańskie oraz synagoga. W Teheranie, a zapewne i w innych miastach zamieszkuje od dawna, nieliczna społeczność żydowska.
Dla odmiany, w Izraelu jest mało prawdopodobne by spotkać Irańczyka chyba, że w więzieniu. Nie sądzę żeby pomysł ewangielizacji Źydów w Izraelu był taktowny lub skuteczny, ale publiczne palenie egzemplarzy Nowego Testamentu uważam za objaw fanatyzmu, podobnego do fanatyzmu islamskiego.
Podsumowując, uzasadnione byłoby stosowanie zasady, jak islam do nas, tak my do islamu.
w Iranie
a dokładnie na zachodzie tego państwa,jest również miasto Orumieh, dawna Urmia, gdzie chrześcijanie są bardzo znaczącą społecznością...do dziś jest tam żywy,bodaj najstarszy Kościół"heretycki", czyli Kośćiół nestoriański!w Isfahanie jest całkiem spora dzielnica chrześcijańska, zamieszkała głównie przez Ormian...ponieważ w chrześcijańskich dzielnicach,legalne jest picie alkoholu, w czwartkowe(ichnia"sobota") popołudnia na ulicach"dojrzewają"spore grupy"zmęczonych""chrześcijan"! sporo swobód religijnych mają również chrześcijanie w Syrii...klan Assadów wyznający alawityzm-a więc islam apolityczny-bardzo dba o świeckość państwa i równe traktowanie swoich"poddanych"..
Panie Alvis,
ja mieszkam w Europie nie w Arabii Saudyjskiej. Tu oczekuję tolerancji i prawa króre będzie to normować.
Busch trzymający za rączkę absolutnego monarchę saudyjskiego a jednocześnie planujący atak na Iran mnie nie interesuje, potwierdza jednak obraz bandyty światowego.
Zasada jak islam do nas, tak my do islamu, lub jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie /albo na odwrót/ to nie jest zasada, tylko takie sobie powiedzonko.
Przyjeżdżają Muzułmanie do Europy dobrowolnie, więc mają się stosować do europejskiego prawa bez względu na to czu Panu wyrośnie kaktus na dłoni czy nie.
Pozdrawiam.
Ja też mieszkam w Europie
Mieszkam w Europie i oczekuje tu rozumnej tolerancji. Nikt mi nie wmówi, że krzyże powinny zniknąć z miejsc publicznych a ja mam czuć się winny, że jestem zacofanym katolem.
To jest mój dom i tu od wieków jest chrześcijaństwo. Nie jest tak, że
w Polsce (czy też w Europie) społeczeństwo powinno tolerować różne religie (plus postawy ateistyczne, agnostyczne itd) na równo. Polska (Europa) swój rozwój, kulturę i potęgę(?) zawdzięcza chrześcijaństwu.
Europa = chrześcijaństwo czy ktoś tego chce czy nie. To chrześcijanie mogą być tolerancyjni w stosunku do innych religii czy ateistów. Proszę nie zapominać kim jesteśmy (byliśmy).
_____________
Hola, hola, Panie Kaktusnadłoni
Żarty żartami, ale tego to już za wiele. Żaden przybysz nie będzie mi dyktował jak mam sobie dom umeblować. Tu jest mój dom i symbole chrześcijańskie są odwieczną częścią jego „umeblowania”. Nie będzie mi żaden Arab, Turek, Żyd czy inny łajza umeblowania przestawiał.
Miło zobaczyć że się ten instynkt samozachowawczy, wprawdzie na razie w stanie szczątkowym, u Pana odrodził. Widzę że wizyta nie poszła na marne, powoli przynosi korzyści, jeszcze kilka takich wizyt i wszystko będzie dobrze.
K.J.
Prawdopodobnie zmartwię Pana,
Już po pierwszej wizycie upewniłem się że z tym instynktem samozachowawczym nie mam problemu.
Powyżej Pan Degrelle pisze tak:
Ja uważam że krzyże powinny zniknąć z miejsc publicznych, natomiast nawet do głowy mi nie przyjdzie nazwać zacofanym katolem kogoś kto ma odmienne zdanie. Ale, trzeba wyraźnie to powiedzić, Polska to nie sami Katolicy. Są wierzący inaczej i są tacy jak ja (nie jestem wyjątkiem) co nie przynależą do żadnej religii. Ja widząc krzyż w miejscu publicznym mam świadomość że jestem w miejscu gdzie władza nalerzy do biskupów, bo krzyż ten nie powieszono tam dla skupienia i modlitwy (np.sala sejmu).
Co do przestrzegania prawa, to każdy, zarówno turban, moher i taki jak ja, powinni odczuać respekt przy przestrzeganiu prawa, a prawo powinno być jednakie dla wszystkich /bez pomroczności/.
A niech wiszą.
Pan wpisuje się w logikę Napieralskiego.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Krzyze niech wisza
Nie bylo tych symboli chrzescijanskich w polskich instytucjach przez prawie pol wieku. Teraz jak slysze sa i dobrze. Jesli komu przeszkadzaja, to niech nie zwraca na nie uwagi.
We wloszech sa we wszystkich instytucjach panstwowych i mimo rozdzialu panstwa od kosciola nikomu nie przeszkadzaja te chrzescijanskie symbole. Chociaz nie, byl taki osobnik (wloski muzulmanim), ktoremu bardzo przeszkadzaly. W obronie tych symboli wystapil publicznie w telewizji wloski komunista, profesor filozofii na uniwersytecie w Wenecji.
Wspomnialem o tym w felietonie "Wloski syndrom".
W Polsce komunisci maja inne podejscie do tradycji.
Polacy idą tłumnie na mszę św.
także w Londynie, i w innych stolicach.
Ale można też doznać "więdnięcia uszu" na przystanku autobusowym, gdy młody rodak nadaje koledze przez komórkę relację ze wczorajszej libacji.
Zło jakby spotężniało gdzieś w "stratosferze" i leje się strumieniami na złych i dobrych. W historii notowano falowanie obyczajów, a doliny zwiastowały zwykle koniec jakiegoś porządku.
inpefessa
Ryby płakały na niby, żaby an aby aby a rak byle jak
Proszę Pani, ja nie odwiedzam Holandii, ja tu mieszkam i nie podzielam Pani opini o dezintegracji tego społeczeństwa. Jest na odwrót: postaw pro-społecznych, integracyjnych i obywatelskich to możemy się od nich uczyć. Jeżeli wyjedzie Pani poza historyczne centrum, w miejca gdzie toczy się codzienne życie zobaczyy Pani niejednego bociana przyklejonego do szyby. Widziałem ich więcej niż Abrahamów i Sar (P. Konrad Banachwicz wyjaśni Pani o co chodzi). Aby nie być gołosłownym Eurobarometr, który ocenia stopień obywatelskości społeczenstw na podstawie skłonności do zrzeszania umieszca Holandię na szczycie tabeli, Polskę na samym dole. A co do przyszłści:
http://islamineurope.blogspot.com/2008/05/europe-b... "The birthrates of Muslim women in Europe have been falling significantly for some time. In the Netherlands, for example, the TFR (total fertilty rate) among Dutch-born women rose between 1990 and 2005 from 1.6 to 1.7. In the same period for Moroccan-born women in Holland it fell from 4.9 to 2.9, and for Turkish-born women in Holland from 3.2 to 1.9.
i jeszcze to:
In fact in France, like everywhere else in Europe, the birthrate among immigrant mothers drops quickly toward the local norm in less than two generations"
a dla porównaia TFR w Polsce to 1,42.
"Córki jerozolimskie płaczcie nad samymi sobą"