Krowa - Prawie jak bankomat

Jedną z podstawowych cech systemu niewolniczego, która nie występuje w konstytucjach gwarantujących wolność jest prewencja prawna i brak zasady: chcącemu nie dzieje się krzywda.

Prewencja ta polega mniej więcej na tym, że państwo zmusza nas do określonego zachowania lub zakazuje czegoś, aby w ten sposób ochronić nas przed wyrządzeniem krzywdy sobie lub komuś innemu - z góry traktując nas jak przestępów lub idiotów nie potrafiących podejmować decyzji dla siebie optymalnych.

Ten system nie bierze pod uwagę tego, że są ludzie, którzy lubią ryzykować, lub po prostu dopuszczają taką możliwość - nawet narażając swoje życie. W normalnym kraju rolnik podjeżdża pod budynek i mówi: Mleko, świeże mleko sprzedaję! - Natomiast w państwie niewolniczym nie można sprzedawać niebadanego mleka, aby nie narażać właściciela (władcę/władców) na koszty leczenia swoich niewolników, którzy takiego mleka pić się nie boją.

W sprawiedliwym kraju morderców skazuje się na śmierć - ale nie w państwie niewolniczym. Mordercę, który jest własnością państwa nie skazuje się na śmierć, tak jak gospodarz nie zarzyna byka tylko dlatego, że pobódł na śmierć cielaka. Byłaby to dodatkowa strata dla gospodarza. Trochę pieniędzy i czasu poświęcił przecież na to, aby wyrósł mu dorodny perspektywiczny byczek - Pobódł, trudno... ale żeby z tego powodu robić kolejne straty to przesada.

Dlatego właśnie do bandytów - zwanych dla niepoznaki manifestantami - którzy niszczą na swojej drodze wszystko co napotkają, wysyła się policjantów z pałkami, ew. z bronią naładowaną gumowymi kulami.

Nie traktują ich jak ludzi wolnych, a więc i odpowiedzialnych i nie mówią: Jeśli nie rozejdziecie się w ciągu pięciu minut, otworzymy ogień ostrą amunicją- lecz obchodzą się z nimi jak z bydłem właśnie: leją po grzbiecie, polewają wodą, łapią za ręce i nogi i wrzucają do samochodu. Ogłuszyć, jak rozszalałego byka, ale broń Boże nie zrobić krzywdy i części majątku nie stracić. Tym bardziej, że jest to dość osobliwa własność, o przychylność której trzeba dbać.

Reżim na różne sposoby "inwestuje w niewolników", opłacając między innymi koszty leczenia. I nie chodzi tutaj o ich zdrowie, tylko o biznes polegający na tym, że zabiera się- pod przymusem oczywiście, gdyby była dobrowolność byliby wolni - ludziom część ich dochodu i dzieli na dwie części: jedna idzie na tzw. służbę zdrowia, a druga stanowi dochód właścicieli w postaci np. dobrze płatnych, ale nikomu nie potrzebnych urzędowych posad.

Ponieważ wysokość budżetu jest określona, wiec aby się w nim zmieścić i nie wejść w dodatkowe koszty, w trosce o skarb państwa- a nie zdrowie niewolników- wprowadza się różnego rodzaju prewencyjne prawa zakazu lub nakazu. Nie wolno pić, jeść, palić tego czy owego, przebywać w warunkach takich i owakich, latać bez..., pływać bez..., chodzić po..., wchodzić do..., wchodzić na..., skakać z...itd. (Można by pisać całą noc)

I wszystko po to, aby zmniejszyć nakłady na lecznictwo. Jeszcze raz: CELEM TYCH OGRANICZEŃ NIE JEST ZDROWIE SPOŁECZEŃSTWA, LECZ DBAŁOŚĆ O MAJĄTEK JEGO WŁAŚCICIELA/LI. Należy zwrócić uwagę na to, że im większe w takim systemie występują problemy budżetowe, tym prawo jest bardziej prewencyjne, czyli tym mniej wolno niewolnikom. Jeśli ojciec i matka zarabiają razem 5000 zł., to generalnie mniej trzęsą się nad zniszczonymi spodniami ich syna, który właśnie zrobił w nich dziurę chodząc po drzewach, niż rodzice, których dochód wynosi 2000. Ci drudzy być może zakażą wchodzić dziecku na drzewo.

W tzw. państwie opiekuńczym ludzie są własnością, ale w majątku właściciela odgrywają rolę taką jak maszyny w fabryce. Celem nie jest wiec to, aby maszyny te miały się jak najlepiej, tylko to, aby dzięki nim osiągnąć jak największy dochód, co z konieczności wiąże się również z jakąś tam dbałością o narzędzia pracy, której zakres zależy między innymi od tego, jaka jest ich aktualna wartość na rynku pracy.

Nie bez przyczyny reżimowa telewizja posługuje się wyrażeniami: budżet państwa zyskał, budżet państwa stracił, bo w systemie niewolniczym nie jest ważna kieszeń niewolnika tylko właściciela. Gdy sąd zasądzi komuś odszkodowanie z budżetu państwa, to najczęściej mówi się, czy pisze, ileż to budżet państwa będzie musiał wypłacić, rzadko natomiast o tym, ile ktoś odzyska pieniędzy.

Chociaż najczęściej zgodnie z zasadą; budżet, budżet ponad wszystko - nie zasądza się zwrotu bezzasadnie pobranych pieniędzy, a ew. odszkodowania są marne. To kolejna cecha po której można poznać niewolniczy system- Właściciel co prawda może być dłużnikiem swojego niewolnika, ale tylko dopóki nie zmieni zdania. A jak zmieni to na pytanie o termin zwrotu odpowie: Nie oddam i co mi chamie zrobisz!

Państwo opiekuńcze jest jak dojna krowa. Przy otworze gębowym pracują podatnicy mrówki, którzy aby nie musieć płacić gotówką u lekarza (większość nawet sądzi, że to jest równoznaczne z usługą za darmo) wrzucają krowie do jednego koryta trawę, a do drugiego leją wodę- Każdy wrzuca porcję o wartości dziennego ubezpieczenia zdrowotnego w prywatnej firmie- i tak codziennie przez cały miesiąc.

Po wykonaniu tej pracy, ci sami podatnicy ustawiają się z tyłu, przy otworze wylotowym, w kolejce już jako świadczeniobiorcy, aby odebrać swoje pieniądze w postaci ubezpieczenia zdrowotnego... Jeśli otrzymaliby tyle ile wpłacili, to cała operacja nie miałaby sensu nawet przy założeniu, że ci, którzy krowę doją (właściciele inwentarza) robią to w czynie społecznym i przekazują cały udój ludziom oczekującym wytrwale przy krowim zadku. Zupełnie bez sensu...

Ten system ma tylko wtedy sens, gdy świadczenie będzie więcej warte od wpłaconej kwoty, albo mniej warte. Czy może być warte więcej?- Postawię pytanie inaczej: Czy krowa może wydalić więcej niż zje i wypije? - Część wyparowuje przez skórę, część wyprowadzana jest w postaci mleka, część idzie na to, aby utrzymać krowę przy życiu.

Prawda jest taka, że: TO CO KROWA WYSRA I WYSZCZA, WAŻY ZDECYDOWANIE MNIEJ OD TEGO CO ZJE I WYPIJE! - Dlatego, gdy mrówki zapakują ubezpieczenie do buteleczek i pójdą z nimi do prywatnego lekarza, usłyszą: Bardzo przepraszam, ale musicie Państwo dopłacić, bo u nas to ubezpieczenie jest gówno warte... a mówiąc poważnie o jakieś 40% za mało (I pomyśleć, że na wyjściu, przed załadowaniem koryta, mieli wystarczającą na leczenie sumkę)... Jeśli ktoś nie lubi nosić gotówki, to polecam karty płatnicze, albo stałe zlecenie przelewu- zdecydowanie tańsze.


Sławomir Staszak

Konserwatywny liberał, przeciwnik demokracji, monarchista. Współpracuje z UPR w Szczecinie, tworzy i administruję stronę www.upr.szczecin.pl, prowadzi witryne o tematyce wolnorynkowej www.trygon.pl

Prywatnie zajmuje się handlem nieruchomościami.
kontakt: s.staszak@tstd.pl

Skojarzenia ma Pan bardzo daleko idące.

To jest: BTadeusz

A co Pan sądzi o emerytalnym ZUSie?

Jak go zmienić na niezależny od państwa?
(praktycznie)

Aby 7 mln emerytów wypłacać 1000PLN miesięcznie potrzebny jest kapitał 1500 mld PLN z rentownością ~6% w stosumku rocznym.

Roczny PKB, to ok. 1000mld.
Dług publiczny - 500mld.

Skąd wziąć taki kapitał?

Pomówmy o tym, zanim wrócimy do krowy na osobnosci.

Sprywatyzować ZUS.

Państwową zostawić tylko tą część, która już wypłaca emerytury.

To jest: BTadeusz

To znaczy????

Sprzedać?
Ale co?
Budynki?
Z inwentarzem?
Ale niewolnictwo jest zakazane.

A w środku nic więcej nie ma.
Nawet "bułgarzy" nie kupią ze zobowiązaniami.
----------
żeby wypłacać, trzeba pobrać... nie ma letko...

Uważa Pan, że tam nic nie zostanie po

oddzieleniu tej części, która już wypłaca emerytury?

To jest: BTadeusz

Nie uwazam - wiem - konta ZUS sa zadłuzone (ujemne)

Pożyczaja z OFE, aby zdążyć na "pierwszego".

Ja myślałam, że mają jakiś kapitał.

To co z tym ku....estwem zrobić? Będziemy płacić do końca życia?

To jest: BTadeusz

Jest Pani kuriozalnie niedoinformowana-:)

Ten dług obciąża dieci tych osób, które się jeszcze nie urodziły.
One nie wiedzą, ze jak się urodzą, to tak, jak metrykę urodzenia - dostaną zobowiązanie do spłacenia długów dziadków.
(Także tych komuszych emerytur - dlatego się pienię)

Jakby wiedziały, to by się same wyabortowały.
Na złość.

Może sięniektórym to udaje.
Bo przyrost mizerny...

To jest: BTadeusz

To może dobiazg z tym ZUSem, bo podobno

wszyscy tak maja...
Ale to chyba nieprawda.

Nie mają tak Rosjanie, ani Chińczycy, ani "petronarody".

Że oni się nie liczą?
Oj, chcyba zaczęli się liczyć.

Niewłaściwie zadane pytanie.....p.BTadeusz

Gdyby pytanie brzmiało "A co Pan sądzi o ubezpieczeniach emerytalnych" - odpowiedź prosta.
1. Najważniejsze - przestać myśleć kategoriami "Państwo to Ja".
2. Ubezpieczyciela potraktować jak ubezpieczyciela - czyli najważniejsze mieć w kieszeni umowę ubezpieczeniową, tak aby ubezpieczyciel nie mógł jednostronnie zmienić warunków ubezpieczenia.
3. Skrzyknąć się w kupę - pozwać niewyłacalnego ubezpieczyciela i zarządać nałożenia zastawu na majątek tego który jest gwarantem ubezpieczyciela w wysokości wszystkich właconych składek przez żyjących ubezpieczonych (za niewyłacalnego ubezpieczyciela odpowiada gwarant)
Proste i skuteczne - tylko trzeba chcieć.
Bo widzisz Pan ..... dziś mniej ważną sprawą jest kto jest właścicielem majątku na papierze, ważniejsze jest kto kontroluje majątek i czerpie z niego pożytki.
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

To jest: BTadeusz

Za puste konta zająć ziemię?

Bo nic więcej nie można.
Może to i pomysł.
Sprzedać, albo wprowadzić jako aport do "ubezpieczalni".
Fakt, to byłoby rozwiązanie...

To jest: BTadeusz

No to po co zaczynac temat, jesli sie nie ma nic do zaproponowan

ia?
Lament, to za mało na artykuł.
A po jednym pytaniu autor przepadł, jak kamień w wodę...

nie wiem co o tym mysleć

ale zawarł Pan szereg wypowiedzi dziwnych . Skąd u Pana przekonanie , że pańswo traktuje obywateli jako idiotów albo przestępców ? czy zakaz skrętu w prawo ustalony przez organy państwa , jest idiotyczny .Czy uważa Pan ,że każdy kierowca intuicyjnie wie ,że jak skreci w prawo to nie spotka kolesia skręcającego w lewo ?

Ocywiście rozumiem ,że Pan ,jako osoba rozumna i wykształcona wie jak się zachować w każdej sytuacji .
Ale tak jakoś wyszło ,że społeczeństwo w swojej masie musi podlegać zakazom i wszelkim karom .

Ja na przykład nie mogę napisać o Panu ,że jakieś pierdoły Pan piszesz , bo bym Pana obraził i już to podpada pod powódctwo cywilne i 24 zł grzywny .
Dlatego nie napiszę .
A sraniu krowy nie znam się więc nie napiszę ,jednak wiem ,że u Pana nie kupię żadnej nieuchomiości ,choc szukam .

To jest: Robert Olbrycht

Niesprywatyzowana służba

Niesprywatyzowana służba zdrowia jest od zawsze pretekstem do utrzymywania wielu krępujących jednostkę a przynajmniej jej wolną wolę, przepisów. Kiedy już "pochylający się z troską" wyczerpią wszelkie argumenty chociażby za utrzymywaniem obowiązku zapinania pasów w samochodach, czy zakładania kasków i wszystkie te argumenty zostaną rozniesione w proch i w pył, jako oręż ostateczny wytaczają tezę o społecznych kosztach leczenia chojraków i koło się zamyka.
- - - - - - - -
Robert Olbrycht
Żywiec

Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---

Czym jest niewolnictwo?

A zna Pan kogoś, kto kupując żywność wypytuje czy była badana lub zadaje sobie trud osobistego upewnienia się? Co jak co, ale to mi się podoba. Gdy wielu ludzi zachoruje w jednym miejscu i czasie na salmonellę, przeprowadza się śledztwo by sprawdzić jaki i u kogo pokarm to spowodował i kto był dostawcą. To też źle? Tak często stosuje Pan różne odmiany rzeczownika "niewolnik", że niemal w to uwierzę... Niewolnik to jest ktoś kto wykonuje pracę pod przymusem lub za resztki jedzenia i nie może się zwolnić, bo de facto jest czyjąś własnością. Niewykluczony dzień wolnego co dziesięć lat... Pański tekst jest trochę manipulujący w celu udowodnienia swoich racji. A jesteśmy wolni jak ptaszki. Panu nie odpowiada żywność, proszę iść do lasu nazbierać sobie jagód. Polskę można w każdej chwili opuścić i jak się ma taką fantazję, nigdy nie wróćić. Co zrobi z imigrantem kraj, do którego Pan ucieknie, to już nie w kompetencji naszego kraju.

Jak ktoś lubi ryzykować, to niech sobie ryzykuje. Ale takich ludzi jest garstka i raczej wolą spływ kajakiem po górskiej rzece, albo spadochrony. Ale nie zgadywanie, czy dożyje wschodu słońca po tym mleku. To bardziej niż dziwne i niemądre. Nie ma sensu dla takich ciołków zmieniać prawa. A szczególnie ze szkodą, dla milionów normalnych.

Manifestantów nazywa Pan bandytami? Hmm. No nie wiem. Mimowolnie usprawiedliwia Pan tych co strzelali do górników z kopalni Wujek. Czy w państwie niewolniczym tolerowano by akty ogłaszania niezadowolenia? Trzeba tylko zgłosić jakiś czas wcześniej i upewnić się, że trasa nie jest zbyt blisko składu porcelany czy czegokolwiek innego co mogłoby zagrozić bezpieczeństwu. W normalnym społeczeństwie to słowo na "b" ma prymat.

Czy byłoby społeczeństwo bez nakazów i zakazów? Każdy mógłby przyjść do Pana, ukraść komputer, aparat, dvd, ulubioną książkę, a Pan nic nie mógłby, bo legalne wszystko co niezabronione. Niezgodne z prawem naturalnym założenie.

Wolno pić alkohol, byle nie w miejscu publicznym, palenie to temat do dłuższej dyskusji, nie wyobrażam sobie by mógł Pan legalnie poruszać się po bazie wojskowej. A zakaz pływania to tylko taka informacja, że może skończyć się chorobami. Ratownik nie wypisuje mandatów. "Chulaj dusza, piekła nie ma" - to pana kręci?

Zgadzam się, że państwowa służba zdrowia jest o niebo kosztowniejsza i mniej efektywna. Janusz Korwin-Mikke ładnie kiedyś przyrównał mówiąc iż weterynarze mało każą sobie płacić, a usługi lepsze bo nie ma NFZ dla zwierząt. A gdyby był, pewnie oddzielny dla psów, kotów, kanarków...

Zgadzam się, że podatki to zdzierstwo. Niskie świadczenia wobec państwa to panaceum na wszystko. Dosłownie. Ale ja chcę żyć w społeczeństwie, w którym kupuje coś w sklepie i nie muszę się martwić, że w razie salmonelli, ktoś za to nie odpowie. I tak dalej.

To jest: Prawicowiec

Panie Cynik-filozof,

wszystko się zgadza z wyjątkiem tego, że „hulać” piszemy nie przez "ch", tylko przez „h”. Z takim błędem wywód traci swą moc przekonywania, bo zdradza, że autorowi brak przygotowania w zakresie szkoły podstawowej.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Do licha. A program nie wskazywał błędu

Zwykle tego słowa nie używam, bo jestem zdyscyplinowany. Prosiłbym jednak Pana o krytykę samej mojej rozprawki, zamiast ataków osobistych. Pan mógłby napisać nawet gżegżółka w każdy ulubiony sposób i nie użyłbym metod pogrążenia z czasów szkoły podstawowej. Mnie stać na więcej.

To jest: Prawicowiec

Nie, szanowny Panie

Jeśli jest Pan Polakiem z urodzenia mającym więcej niż 15 lat, to w zakresie ortografii nie przysługuje Panu taryfa ulgowa. Nie da się polemizować z treścią przybraną w tak szkaradną formę. Apeluję do Pana o trochę konserwatyzmu i o uznanie, że są jednak pewne minima. Stać Pana na więcej? To znaczy na co?
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Na solidne i okrutne skrytykowanie mojej postawy

i/lub wypocin. Każdy z brzegu może zrobić mi wykład o jednej literze. A wykazać w błędy lub głupotę rozumowania nie ma komu. Właśnie tego oczekuję. Gdy ja wymieniam zdania na forum, nie interesuję pojedynczymi znakami. To sztuczne mnożenie docinek.

Skoro Pan nalega...

cytuję Cynik:
A wykazać w błędy lub głupotę rozumowania nie ma komu.

Służę uprzejmie ;-)

Napisał był Pan w odpowiedzi Autorowi:

A zna Pan kogoś, kto kupując żywność wypytuje czy była badana lub zadaje sobie trud osobistego upewnienia się?

i na tym pytaniu buduje sugestie (bo nawet nie tezę wprost), że państwo nie traktuje nas jak idiotów.

Odpowiedź na zadane przez Pana pytanie nie ma najmniejszego związku z tezami Autora. Stosuje Pan wnioskowanie w rodzaju: "Jeśli Rysy mają 2499mnpm to pingwiny na Alasce żywią się krylem"

pozdrawiam
TBM

Z tekstu Autora wynikało iż jest sfrustowany tym

że nie można handlować mlekiem niewiadomego pochodzenia. Pan inaczej to zinterpretował?

Skądże znowu

cytuję Cynik:
Z tekstu Autora wynikało iż jest sfrustowany tym, że nie można handlować mlekiem niewiadomego pochodzenia. Pan inaczej to zinterpretował?
Prócz błędu logicznego popełnił więc Pan także błąd interpretacyjny. Z tekstu Autora wynikało, że jest sfrustrowany tym, że Państwo traktuje nas jak idiotów czego przykładowym przejawem jest handel o którym Pan mówi.

Zresztą... przyczyna frustracji Autora nadal nie ma nic wspólnego z jego teza o ustrojach niewolniczych.

To, że założenie jest prawdziwe nie wystarczy to tego, żeby wniosek był prawdziwy. Musi jeszcze wystąpić zależność między założeniem a wnioskiem.

pozdrawiam znad Morskiego Oka
TBM

Kiedy ja czegoś takiego nie uznaję za robienie

ze mnie idioty. Powiem więcej. Takie działania są budujące. Robienie idioty to umieszczenie tabliczki: Nie łykać szkła, nie gasić sobie papierosów na oczach.

No, tak...

... ale Pan już swego czasu ukazał swe ortodoksyjnie propaństwowe oblicze - co uprawdopodabnia tezę, że "łyknie" Pan każdy debilizm, byle był podany nr dziennika ustaw, albo miał pieczątkę urzędu.

--------------
Prawica RP (partia polityczna)

Wypraszam sobie

Pan uznaje za kwintesencja zła wszystko co państwowe. A ja tylko to co po gruntownej analizie na to wskazuje. I nie mam w zwyczaju obrażać.

Różnimy się w ocenie, jak daleko ma sięgać...

... i ile kosztować państwo - nie twierdzę, że państwo jest złe i niepotrzebne - lecz że za dużo może i za dużo wydaje.
Może mnie Pan obrażać, ja się nie obrażam :)

--------------
Prawica RP (partia polityczna)

z tata wariata

cytuję Cynik:
Robienie idioty to umieszczenie tabliczki: Nie łykać szkła, nie gasić sobie papierosów na oczach.
To musi Pan nie lubić W.Cz.Ministra (do wsi i rolników) niejakiego A. Balazsa bo usiłuje jednak zrobić idiotę. Otóż ten mąż stanu wydał z trzewi swego ministerstwa rozporządzenie, a w nim m. in. nakazuje (sic!) rolnikom:

Rozpłodniki powinny być prowadzone w uprzęży, pojedynczo i z zachowaniem szczególnej ostrożności.

bo bez tego biedni głupi i nieostrożni chłopi prowadzali byki stadami i ciągle ginęli pod rozjuszonymi rogami.

Tamże znalazło się OBOWIĄZUJĄCE PRAWO (w końcu to rozporządzenie ministra jest) mówiące, że:

Podczas używania koni w zaprzęgach uprząż powinna być założona w sposób uniemożliwiający zerwanie się koni z zaprzęgu.

zrywające z powszechną praktyką przywiązywania koniom wyładowanego wozu do ogona przez wpółpijanych idiotów ze wsi.

Są tam zalecenia mówiące, że odpływ gnojowicy musi być drożny bo się gnojówka rozleje, że podłoga ma być czysta a pszczelarze dowiedzą się, że nie powinni przechodzić przed ulem bo ich pszczoły pogryzą.

Jednego tylko Minister razem ze sztabem nie dopilnowali. Otóż z paragrafu:

Podczas przygotowywania oraz stosowania chemicznych środków odkażających i dezynfekcyjnych w pomieszczeniach inwentarskich powinno się przestrzegać instrukcji producenta tych środków,

jasno wynika, że jak się miesza amoniak w mieszkaniu to można nie przestrzegać. Podniosło to śmiertelność wśród chłopstwa o koma pięć (albo i więcej)!

Polecam zresztą całość. Jeśli to Pana nie przekona to chyba faktycznie potrzebna jest tabliczka o oczach. Tej - przyznaję ze wstydem - nie znalazłem.

pozdrawiam
TBM
ps
swoją drogą jak te byki sie pojedyńczo do krów prowadza - to jak sobie mają poradzić byki-geje? Toż to homofobia i ta no, jak jej tam... nierównouprawnienie jest!

I widzi Pan?

Doskonale podał przykłady przepisów robiących z ludzi głupków. Coś zupełnie innego niż te, na które skarżył się Autor rozprawki.

udawanie tabliczki

cytuję Cynik:
Doskonale podał przykłady przepisów robiących z ludzi głupków. Coś zupełnie innego niż te, na które skarżył się Autor rozprawki.
Niechże Pan nie będzie śmieszny, bo nawet tabliczka nie będzie potrzebna.

pozdrawiam poddając się
TBM

To jest: Prawicowiec

No cóż, będę się upierał

przy konserwatywnej tezie, że nie warto się trudzić analizą tekstu, którego autor jest nieprzygotowany ortograficznie. Proszę przyjąć wyrazy ubolewania.

To jest komentarz do http://prawica.net/node/12639#comment-257148.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Unik

Albo nie potrafi Pan ubrać w słowa odczuć jakie wywołałem, albo zgadza się Pan z moimi tezami tylko boi się do tego przyznać. Co, mam poprosić admina o skasowanie, by załadować bez literówki?

To jest: Prawicowiec

Pan doskonale wie,

że to nie jest żadna literówka. Nikt nie czepia się literówek ani błędów ortograficznych, które mogą wynikać z oczywistych kontekstów kulturowych. Ja też nie, i nie o taki błąd tu przecież chodzi.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

A czemu nie literówka?

Nagrywał Pan na komórce akt pisania? Upieram się, że błahostkę podnosi do rangi zamachu stanu. A najważniejsze pomija. Niechże Pan zrobi mi przyjemność i zajmie stanowisko co do opisania świata. Od tego się nie umiera.

To jest: Prawicowiec

Jeśli pańskim obrazem świata

jest http://prawica.net/node/12639#comment-257134, to według mnie ma Pan całkiem normalny obraz, aczkolwiek są w nim pewne niejasności.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Panie Cynik! Pozwolę sobie zwrócić Panu uwagę

że tu nie chodzi o dyscyplinę a o oczytanie. W tym jest Pan widocznie słaby. W odległej młodości byłem wybitnym leserem i takie rzeczy jak ortografia czy gramatyka były mi zupełnie obojętnymi, mimo że nauczyciele wówczas byli o niebo (przedwojenni) bardziej niż dzisiejsza pani Hallowa kompetentni. Nie robię byków typu kópa czy chamulec (nie chodzi o samooborę) bo czytałem byle jaką ale zawsze jedną książkę dziennie. Wówczas nie trafiały sie w nich byki takie jakie dziś nagminnie się trafiają w tekstach misyjnej TVP, w gazetach, czy też w tekstach cenionych uczestników dyskusji na Prawicy.net.

Co za ludzie. Zdarza mi się raz na 10 lat

a robią z tego aferę porównywalną z Moniką Lewiński. Uważam się za kogoś lepszego, bo skrytykowanie rozprawki samej w sobie wymaga więcej wysiłku i pomyślunku niż jednej litery. I tylko wtedy dopisuję swoje trzy grosze. Zeby chociaż było w tytule. Albo Pan skrytykuje moje wypociny, albo zgodzi się z nimi całkowicie. Proste, prawda?

Cóż......jeśli Panu Cynikowi....

cytat:
Czy byłoby społeczeństwo bez nakazów i zakazów? Każdy mógłby przyjść do Pana, ukraść komputer, aparat, dvd, ulubioną książkę, a Pan nic nie mógłby, bo legalne wszystko co niezabronione.
nie podoba się zasada że "legalne wszystko co niezabronione" a jest zwolennikiem zasady "legalne jest wszystko co jest dozwolone" - to przypominam szanownemu p.Cynikowi że ..... wobec wszystkich praw jakie szanownemu p.Cynikowi daje konstytucja - nigdzie nie jest zapisane abyś Pan miał prawo do oddychania.
A ponieważ zauważyłem że szanowny p.Cynik taką czynność wykonuję ....
Apeluje się do p.Cynika aby zaprzestał wykonywania w/w czynności.
Pan naruszasz konstytucję !!!
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

Nie, to nie jest źle.

"Gdy wielu ludzi zachoruje w jednym miejscu i czasie na salmonellę, przeprowadza się śledztwo by sprawdzić jaki i u kogo pokarm to spowodował i kto był dostawcą. To też źle?"

Ale nakładanie na producentów bezsensowynych przepisów, kar, nakazów , argumentując, że to dla bezpieczeństwa, aby raz na ileś lat, większa grupa nie zachorowała, jest kretyństwem, bo po pierwsze, i tak zachoruje jakiś procent ludzi, a po drugie każdy wie, co robić aby nie zachorować, a po trzecie, jeśli jest wola Boska, to w drewnianym kościele cegła spadnie na głowę.

To jakieś przeszłościowe

To jakieś przeszłościowe myślenie, na zasadzie, że kiedyś nie było takich przepisów i było dobrze. Ale też kiedyś nie hodowało się bydła i drobiu w takiej ilości jak teraz. Był rynek lokalny, małe gospodarstwa, nie było eksportu. Teraz jeśli wybuchnie epidemia w Niemczech to zachorują ludzie w Anglii.

To jest: BTadeusz

A dlaczego muszą istniec mega-fermy?

Żeby psuć, czy poprawiac żywność?

Opodatkować "gigantów" i powstanie klasa średnia.
Z korzyścią dla zatrudnienia, żywności i rozwoju kraju.
Wydajemy pieniądze na tyle rzeczy złych, że ograniczenie tych zakupów poprzez wzrost cen żywności byłoby słuszne.
Aktorki porno znalazłyby pracę na lokalnych fermach.

Nie wiem czy Pan wie, ale

Nie wiem czy Pan wie, ale są przepisy dla rynku unijnego i "mega-ferm", oraz przepisy, mniej restrykcyjne, dla producentów lokalnych, którzy mają zbyt na terenie np. województwa.

To jest: BTadeusz

Sadząc "po owocach" - róznice są niewielkie.

.

To Pani sobie porówna statystyki dot.

produkcji rolnej od 1956 r. W wielu dziedzinach produkcja rolna teraz jest mniejsza niż w 1956 r., a we wszystkich jest mniejsza niż w latach 80-tych!

"Był rynek lokalny, małe gospodarstwa, ..."

I tak właśnie powinno zostać.
I paradoksalnie, mniej się produkuje, a rynku lokalnego nie ma. Został zniszczony przez monopol i politykę państwa.

Właściwie, chodziło mi

Właściwie, chodziło mi nie o ilość produkcji rolnej, ale o wielkość farm. I zdanie powinno brzmieć raczej: "Ale też kiedyś nie hodowało się bydła i drobiu na farmach o takiej wielkości jak teraz."

Zgadzam się, Pani Tosiu

Bez sensu jest przepis, który mówi, że kiwi musi mieć minimum dajmy na to 50 mm i ważyć tyle a tyle. Ale zupełnie czym innym nakaz czystej kuchni w publicznej jadłodajni. Idąc do restauracji, klient raczej tam nie zagląda i nie przekona się czy lada dzień nie znajdzie się w szpitalu.

Dobre!

"nakaz czystej kuchni w publicznej jadłodajni."

Uważa Pan, że jak kuchnia jest czysta, to kucharz nie może Panu nasikać do zupy?!

Ale tak mniej więcej jest,

Ale tak mniej więcej jest, jeśli za brak higieny płaci się kary, to zatrudnia się ludzi, których nie trzeba pilnować i z trudem gonić do dbania o czystość i higienę. A tacy mają mniej skłonności do sikania do zupy.

Proszę przyjąć poradę, Pani Tosiu

Powiedziano mi, że plucie i podobne rzeczy do jadła i napojów przeprowadza się tylko wobec klientów nieuprzejmych. Wzorom wszelkich cnót nie mają serca...

To jest: BTadeusz

Z całego tekstu wyziera wola zmuszenia ludzi, aby żyli tak,

jak Pan uważa.
Nie pyta Pan ludzi, czy tego chcą.
Pan wie, że im tego potrzeba.

A myli sie Pan horrendalnie już w inwokacji, za którą zebrał Pan tyle batów, że niepodobna, aby to nie zmusiło Pana do myślenia.

Ale Pan się nie da zmusić. Prawda?
A gdyby państwo nakazało konstytucyjnie mysleć?
To co?
Nauczyłby się Pan mysleć za siebie?
Czy by nas Pan opuscił?

Jeden przykład Pańskiej niszczycielskiej "inwencji" (???)...

Dawno temu, za głebokiej komuny, było, jak było.
Ale rzadko ktoś umierał na "salmonelle". Naprawdę.

Środki do konserwacji zywności były droższe niż zywność, więc dla porzadku - oznaczno na produktach datę produkcji.
Masełko, kiedy się zestarzało do tygodnia, trzeba było przecenić i ostemplować -
kuchenne" (...że do pieczenia smażenia, etc).
Mało kto pytał czy świeże, przez pergamim masło stawało się komunikatywne, już raczej: "kiedy przywiezione?" - bo z tego wynikała "przydatność do spozycia" - JAKO TERMIN ŚWIEŻOŚCI.

Aż "komunie" odbiło "prozachodnio" - niby, że zauwazyła klienta, konsumenta. Zaczęła głosić o niego troskę. Taką, jaką Pan proponuje.

Z polecenia KC powstała spontanicznie "federacja konsumentów".
Na czele stanęła, wybrana w sposób absolutnie demokratyczny (przez kompetentne kworum) niejaka pani Niepokulczycka.
I zaczęła zarabiać pieniądze na tym, co Pan łaskawie promuje - na myśleniu za klienta.
Ale, żeby klientowi do łba nie strzeliło myśleć po swojemu, na wszelki wypadek - zabezpieczono się przed tą erupcją ciemnoty.

No i wyszło tak:
Pani Niepokulczycka kilka razy zawołała do telewizora, ze jej, tak właśnie - że Jej - Pani Noepokulczyckiej - nie interesuje, kiedy towar został wyprodukowany, lecz interesuje Ją, Panią Nepokulczycką - znaczy, - do kiedy ONA (pani Niepokulczycka) może ten towar zjeść - znaczy się - skonsumować.

No i, żeby nie przedłużać, stan tego rozwoju sie rozwijał, aż doszedł do punktu znajdujacego się w ladzie chłodniczej współczesnego sklepu mięsnego.

Wszystkie wędliny zapakowane w eleganckie folie z terminem "przydatności do spozycia" ca pół roku. Plejada barw i struktur. Jeden feler: polędwica sopocka od szynki po cygańsku - nie rózni sie smakiem - jedynie ceną.
Smak konserwantów staje się normą.
Smak świeżości pozostał podobno w archiwach IPNu... (opisy łapówek w naturze)

Ja to nazywam GWAŁTEM NA RYNKU.
(I zupełnie nie chodzi mi o tę panienkę... ona sama chciała... w takiej scenerii )

Siedzi w Panu (bardzo głęboko) kawał tęęęęgiego aroganckiego komucha.
Ot, co.

Czyli mamy żywność z

Czyli mamy żywność z konserwantami, które szkodzą zdrowiu, bo jakaś tam kobieta namówiła konsumentów, by żądali oznaczenia terminu przydatności do spożycia. W żadnym razie nie chodzi o zysk jaki generują produkty z długą przydatnością. Absolutnie. Producent pluje na zysk i odgania go od siebie rękami i nogami.

To jest: BTadeusz

Pani nie pamięta. A ja pamietam.

Opisałem początek.
Na zachodzie już wówczas stosowano konserwanty.
A nas należało do nich skłonic.
Z wielu powodów.

Sądzę, że gdyby zachowano równolegle obyczaj znakowania datą prdukcji, to wielu producentów zawahałoby się nad wprowadzeniem sztucznej swieżości.
Wybór byłby wiekszy.

"Nas należało do tego

"Nas należało do tego skłonić". A kto jest ten zły? Kto miał to zrobić? Bo producenci według Pana to są ci dobrzy, którzy "zawahaliby się".

A co da data produkcji? Skoro konsument widzi, że produkt ma datę ważności na pół roku to jaki efekt miałaby świadomość konsumenta, ze został wyprodukowany wczoraj? Żaden. Albo: taki sam.

To jest: BTadeusz

Ja chcę wyboru, a Pani chce, abym myslał tak jak Pani, jak cynik

Dlaczego ma być tak, jak Wy chcecie?
Ja też zarabiam pieniadze i tworzę popyt.
Dlaczgo mam żyć po waszemu, skoro wiekszości nie stanowicie?

Mnie to obojętne. Może Pan

Mnie to obojętne. Może Pan iść na barykady.

A który.......

cytat:
Producent pluje na zysk i odgania go od siebie rękami i nogami.
Potrafi Pani wskazać takiego producenta co "pluje na zysk "?????
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

Pan BTadeusz potrafi.

Pan BTadeusz potrafi. Wszystko potrafi. Jest boski, nie?

To jest: BTadeusz

Rzadko się zgadzamy, więc:

cytat:
Pan BTadeusz potrafi. Wszystko potrafi. Jest boski, nie?

Fakt.-:)

Tu nie Pan BTadeusz twierdzi że.....

producenci "plują na zysk", ale Pani. Więc na Pani spoczywa obowiązak wskazania dowodu przedstawionej tezy.

Pozdrawiam oczekując dowodu...
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

Przykro mi, ale ja nic

Przykro mi, ale ja nic takiego nie twierdziłam. Proszę jeszcze raz zapoznać się z postem p. BTadeusza i moją odpowiedzią.

Czyżby???

cytuję Autor: Margot, pi, 04/07/2008 - 12:01:
(...) Absolutnie. Producent pluje na zysk i odgania go od siebie rękami i nogami.
sobowtór :-)))
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

Wie Pan co? Zróbmy

Wie Pan co? Zróbmy ankietę. Jestem ciekawa czy inni też pojęli tak dosłownie mój post.

To jest: BTadeusz

No zaraz! Państwo uważacie że ta "bezpieczna" żywność

jest lepsza?
Guzik mnie obchodzi zysk producenta. Zresztą on go osiągnie i w jednych, i w drugich warunkach.
Będzie nieco wyższa cena.
Sprzeda się nieco mniej pornoli i gier komputerowych.
Ale będzie żywność i konserwy - do wyboru, a nie tylko konserwy.

Niech Pan nie przeinacza.

Niech Pan nie przeinacza. Zasady bezpieczeństwa są ważne, o to mi chodzi.

A "zdrową" żywność można kupić tak czy siak. W moim miasteczku jest ryneczek, gdzie babcie sprzedają kozi ser i mleko, oczywiście bez żadnych papierków. I kiedy jest kontrola to przodem idzie strażnik miejski i namawia babcie do schowania trefnego towaru. Świadomie piszę "namawia", bo wygląda to tak:
- Proszę to schować na pół godzinki.
- Co schować?! Co schować?!
- Niech Pani to schowa!
- Ja Niemców przeżyłam to i was się nie boję!

To jest: BTadeusz

No i z której strony jest wolnosć?

?
A Pani jest po której?

Nie jem produktów, które

Nie jem produktów, które zawierają konserwanty, chemiczne barwniki itp., więc wiem, że "da się" i nie daję wiary pańskim twierdzeniom, że na rynku są tylko "konserwy", a wolność dawno minęła.

To jest: BTadeusz

Ja tez sobie radzę.

Ale nie lubię uwazać siebie z nienormalnego.

Aludzie chorują od konserwantów i uwazają, że to normalne. Władza tez.
--------------
A może Pani jest zupełnie przyzwoitą osobą?
I tylko sie Pani droczy dla rozrywki?
-:)

To jest: Jerzy Kałwak

Chwali pan to komunistyczne zaopatrzenie, że aż hej!

Żarło za komuny nie miało prawa się zastarzeć, bo go było dziwnie za mało. Czasami do mięsnych trafiały zapasy strategiczne po głębokim mrożeniu w wojskowych chłodniach. Jak to się rozmroziło, to dopiero był fetor! Też szło.

Przechowywanie żywności w lodówkach powoduje, że wolniej się psuje i mniej się marnuje. Stosowanie konserwantów daje ten sam efekt, ale człowiekowi szkodzi, jak każda chemia.

Moje dzieci już nie znają smaku i zapachu swojskiej kiełbasy, którą raz do roku robił mój daleki wujek, chodzący po domach i przyrzadzający tzw. wyroby. Np. kaszankę z taką ilością pieprzu i innych przypraw, że nic lepszego nie było. A kiełbasa ze słoika, a soki z jagód i jeżyn z domowej spiżarni, a....? Można by to mieć i dzisiaj, ale trzeba by zmienić sobie radykalnie tryb życia.
--------------
http://jerzykalwak.aribo.pl

To jest: BTadeusz

Nie chwalę...-:)

Kiedy wygrzebię miłe wspomnienie, to się nim dzielę.
Ale przecież i wtedy, a może wtedy bardziej, niż dziś - potrafilismy sie cieszyć.
Czyż nie?

Prawda, że i to mało - bywało śmierdzące...

Ale, jak wspominam to babsko, jeszcze tak niedawno eksloatowane przez TV, to zęby same mi zgrzytają...

To zupełnie nie tak, panie Tadeuszu

W PRL konserwanty były w mniejszym stopniu w modzie, gdyż nie było problemu ze zbytem. Co rzucono na rynek, to zjedli. A jak przypadkiem źle policzono zapotrzebowanie i się zepsuło, to się zepsuło i się napisało protokół. Wszystko było państwowe, więc straty rozchodziły się po kościach.
Można byłoby dodać konserwanty, czy to z powodu mody (rządzącym zależało na nowoczesności), czy to z powodu sprzedaży na rynek zachodni. Ale się w zasadzie nie kalkulowało. Bo a to trzeba było sprowadzać komponenty za dewizy, a i proces technologiczny się wydłużał i było w nim więcej elementów, gdzie mogło czegoś zabraknąć, nawalić. A kiełbasa to towar polityczny. Schabowy z kością mógł stanowić, gdyby go zabrakło, zagrożenie dla samego KC.
Proces który doprowadził do sytuacji obecnej, całkowicie minął panią Niepokulczycką. Nie ma z nią nic wspólnego. Ma natomiast dużo wspólnego z NADPRODUKCJĄ żywności i polityką wielkich sklepów.
Najważniejszą cechą konserwantów, oprócz tego że pogarszają one smak i wprowadzają do organizmu różne szkodliwe substancje jest to, że one naprawdę działają. Potraktowana nią żywność może w wielkich chłodniach długo czekać momentu, aż klient się zlituje i w końcu ją kupi.
Żywność nieprzydatna do użytku to dla sklepu czysta strata. Kosztowała jak każda inna, sprzedać się jej nie da, za pozbycie się jej trzeba płacić. Konsument może wyczuć różnicę smaku, ale koniec końców głosuje portfelem. Polityka wielkich sklepów - niewielka marża, wielkie obroty, sprawia że żywność niekonserwowana jest bardzo ryzykowna. Klient z przyjemnością powącha, ale na każdy 1 kg konserwowanej kupi 10 kg konserwowanej, ale tańszej - a to co się nie sprzeda, trzeba będzie wyrzucić albo wtórnie przetworzyć, znowu ze znaczną stratą.
Podstawowe nieporozumienie polega na tym, ze kolorowe opakowania i interesujące designy odwracają uwagę od faktu, że miażdżąca większość wędlin to wędliny dla plebsu. Plebsu, który może się uważać za kogoś niezwykle wyrafinowanego i głośno sarkać na konserwanty, ale prywatnie zawsze przedłoży tańsze nad lepsze. Supermarkety sprzedają to, co klienci kupią, a klienci zwracają uwagę przede wszystkim na cenę.
Podejrzewam, że dyrektorzy supermarketów mają dużo lepszą orientację w potrzebach Polaków, niż rząd i parlament razem.
Dopiero w ostatnich kilku latach można zaobserwować rozwój sklepów delikatesowych, które stawiają na żywność z nieco wyższej półki, taką powiedzmy dla klasy średniej. To znak po pierwsze, że jest coraz więcej klientów nieco zamożniejszych, a po drugie, że smak się nam wydelikaca i kurczak z przeceny już kością w gardle staje.
Jeszcze z dziesięć lat w tym kierunku i pojawi się, jak dobrze pójdzie, rynek konsumenta wyrafinowanego.
Żeby zrozumieć mechanizm, trzeba chwilkę pomyśleć. To nie daty przydatności spowodowały konserwanty. To konserwanty spowodowały daty przydatności. A dla tak potężnych zjawisk jak nadprodukcja, handel wielkotowarowy i tandeta dla mas, data przydatności jest czymś zaledwie pobocznym.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"

To jest: Jerzy Kałwak

Qrczaków to bym w ogóle

jeść nie polecał. Ja nie jem.

Tzw. naturalna żywność w Austryi dochodzi do 20 proc. rynku. W Bawarii byłem na jarmarku pełnym lokalnych specjałów. Drogo, ale smacznie. A jakie kolejki były po schlessischewurst?!
Znam takie miejsce koło Strzelec Opolskich, gdzie jest masarnia, która produkuje tylko tyle, ile miejscowi pozamawiają. A jakie smaki, a jakie zapachy?! Np. wedzonkę stamtąd czuć w całym domu.
Albo taka masarnia w Sejnach, skąd kindziuk sobie przywiozłem! Cudo!
--------------
http://jerzykalwak.aribo.pl

To jest: BTadeusz

Może nie - zupełnie, ale ciągle "jeszcze nie tak"...Panie EQ.

Początek i koniec opisałem dobrze.
A środek... wołowej skóry by nie starczyło...
(jako "bezpiecznik" wrąciłem: "aby nie przedłużać"...)

Były jeszcze kryle, białczany i inne wypełniacze, i Gierek zaczył mieć realne problemy z "pisaniem protokułów zniszczenia".

Ne wyeksponowałem natomiast wystarczająco myśli przewodniej:
Państwo wymogło na obywatelu zufanie do wszystkiego, co państwowe. Troche prośbą, troche groźbą, trochę siłą.

Najlepszym dowodem, że to zadziałało sa postawy - dość powszechne, mam nadzieję, że nie większościowe - typu "Margot", "cynik", etc.
Postawy nie mieszczące w wyobraźni, ze Państwo może sie mylić, a przy tym, że gdyby się myliło, to my "światlelsi obywatele" - szybko podpowiemy, co państwo ma zmienić.

Wiem, że nei jest Pan "demokratą".
Ale za tym kryje się pewien oportunizm.... Bo nikomu się nie udało...
Ale to nie powód, aby nie próbować. Wierzę, że komuś wreszcie się uda. I że od tego katolicyzm nie upadnie.
Ta wiara nie jest beznadziejna.
Wydaje mi się, ze gdyby Ramy państwa udało sie utrzymać w zapisach bardzo ogólnych, ale precyzyjnie rozumianych, a prawo "uszczegółowiało się" wgłąb środowisk, których dotyczy - nie ingerujac jednocześnie w źródłowe, wczesniej ustanowione prowo ogólne, to demokracja mogłaby stać się systemem inspirującym, zamiast - równającym w dół- egalitaryzującym.

To wszystko ładnie.

ale co to ma wspólnego z konserwantami?
To nie państwo je wynalazło, to nie państwo dodaje je do żywności i to nie ono sprawia, że żywność konserwowana jest tańsza od naturalnej.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"

To jest: BTadeusz

Pewnie ma Pan rację, -:) ale ja piszę o tym,

bo pamietam, jak słysząc tyrady pani Niepokulczyckiej - wrózyłem sobie w myślach, kupując nieświeży, ale gwarantowany twarożek,że tak właśnie się to skończy.
Uwierzy Pan?

Nie przypisuję pani Niepokulczyckiej sprwsztwa tego, co wymyślił "zachód". Prypisuję jej przyspieszenie procesu o parę lat.

To jest: Jerzy Kałwak

Rynek jest mieszanką zaufania i ryzyka -

z obu stron. Kiedyś w Japonii 15 tys. osób zatruło się mlekiem. Zapytałem, z czego było to mleko.

Gdyby producenci wpuszczali na rynek tylko dobre produkty, ponosiliby straty. Ryzykują, że ktoś tych źle sklejonych butów nie odniesie, machnie ręką. Kupujący ma nadzieję, że nieznany mu produkt rzeczywiście spełni jego oczekiwania.

Kupuje pan samochód i napisane jest, że pali 6/100km, a gdy pali 8/100 km, to go pan oddaje?

Od 11 lat nie podnosimy ceny na swój produkt i ciągle mamy zysk, stałych klientów, stałych dostawców. Tylko na ustabilizowanym rynku zaufanie równoważy się z ryzykiem. Producenci bubli 90% kosztów ponoszą na promocję, szybko wchodzą i szybko znikają z rynku.

A co państwu do tego, że jest jak jest?
--------------
http://jerzykalwak.aribo.pl

To jest: Krzysztof Laskowski

Nic,

ale kasta urzędnicza zawsze woli trzymać puls na cudzej ręce, bo straciłaby możliwość robienia dużych interesów. Mowę o wyrównywaniu szans można sobie schować do kieszeni, bo najczęściej w niej chodzi o przysparzanie sobie klientów politycznych.
Skandynawowie płacą wysokie podatki, a urzędnicy państwowi gwarantują im wiele rzeczy. Problem w tym, że w taki sposób upupia się ludzi.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

To jest: samograf

Z mądrości chińskich taka sobie anegdota

Pewien szewc tak mocował zelówki, że po wyjściu klienta podążał za nim, a kiedy po kilkudziesięciu krokach spadały, podnosił je z ulicy i następnie używał ich ponownie. Po kilku latach miało miejsce przykre wydarzenie. Szewc odprowadził klienta do domu aż na obrzeżach miasta, ale zelówki nie chciały spaść. Zrozpaczony faktem, że przepadł cały kapitał jego życia, powrócił do domu i znalazł swoją zgubę już w sieni.

To jest: Jerzy Kałwak

Na miejscu autora zacząłbym od przyjęcia założenia, że państwo

jest organizacją, która dysponuje monopolem w zakresie wypełniania takich funkcji, które zapewniają jej funkcjonowanie.
Krytykę państwa poprowadziłbym w kierunku ustalenia listy tych funkcji, które są niezbędne. Do tej pory najwięcej na temat zredukowania tych funkcji do minimum powiedziano w programie UPR. Ale nie powiedziano, że państwo ma przestać istnieć, bo którejś z jednostek tak się podoba.

Durkheim zwraca uwagę, że jest to organizacja dysponująca aparatem przymusu. Nie ma wyjścia z naszego młyna.

Nie bardzo pojmuję, o co zabiega autor w swoim tekście.

Cynik chce "żyć w społeczeństwie, w którym kupuje coś w sklepie i nie muszę się martwić, że w razie salmonelli, ktoś za to nie odpowie. I tak dalej.". Cynikowi odpowiada zatem, że zapłaci sanepidowi za sprawdzanie żywności. Na jego miejscu miałbym do sanepidów i innych kontrolerów państwowych ograniczone zaufanie. Czy babcia straganowa ma interes ryzykować sprzedanie mi zepsutego sera czy zbuków? Przecież ona jutro też będzie na tym straganie. Sprzedawcy warzyw na targowisku już nie próbują nawet wciskać nam kitu, że pomidory są z ich działki, bo widać, że są z giełdy ogrodniczej i przyjechały najpewniej z Włoch lub Izraela.

Koncesjonować należałoby najwyżej usługi zdrowotne, ale mogą to robić nawet niezależne uniwersytety medyczne albo nasi dobrowolni ubezpieczyciele. Zatem niechże państwo ograniczy się do wojska, policji, dróg, ochrony środowiska, sądownictwa

--------------
http://jerzykalwak.aribo.pl

To jest: Krzysztof Laskowski

Święte słowa.

cytuję Jerzy Kałwak:
Zatem niechże państwo ograniczy się do wojska, policji, dróg, ochrony środowiska, sądownictwa

Czegoś takiego nam w Polsce trzeba.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

No popatrz Pan Panie Krzysztofie

że tyle gadaniny i młócenia słomy trzeba było by wreszcie padło te kilka słów o wystarczających funkcjach państwa. Czapka z głowy dla p. Kałwaka podsumowywującego te gadaniny.Jako, że nie wszyscy łapią rzeczy proste należy jeszcze podać że policja po to by złodziej nie łaził mi po mieszkaniu ( a nie może być prywatny szeryf we wsi?), wojo - by żołdak zagraniczny nie brał mnie na muszkę. Sądownictwo takie drobniejsze uwzględniające na szczeblu lokalnym sprawdzoną funkcję sędziów pokoju. Ochrona środowiska w rękach administracji wydaje mi się wielką przesadą! Teraz podnieśli opłaty za śmieci i w lasach jest horror. Czy późniejszego największego w świecie monopolistę - Amtraka - budowało w XIX wieku państwo?

To jest: Jerzy Kałwak

Wywóz śmieci to nie jest ochrona środowiska -

ktoś musi pilnować, żebyśmy się nie zasyfili do końca. Oczywiście, że niektóre rzeczy na wsi łatwiej przeprowadzić własnymi siłami, bez ingerencji państwa. Ale ponad 60 proc. z nas żyje w miastach, gdzie policja musi działać inaczej.
Już tu kiedyś pisałem, ze dla drobnych wykroczeń i chuligaństwa karą mógłby być pręgierz na rynku i baty na goły tyłek. To by był wstyd dopiero.

--------------
http://jerzykalwak.aribo.pl

To jest: Krzysztof Laskowski

Ciach delikwenta w dyby i w siedzenie go to

nie najgorszy pomysł. Na wielu zrobiłby takie wrażenie, żeby się trzy razy zastanowili, nim coś przeskrobią.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

To jest: Jerzy Kałwak

Antaresowi ---> o ochronie środowiska

W istocie idzie mi o to, że nikogo nie powinno obchodzić, co człowiek zjada i co robi z odpadami, gdy te formy jego aktywności nie wpływają na otoczenie, z którego korzystają i mają prawo korzystać inni.
Aby nie błądzić - mam działkę, na której urosły mi, bo dbałem o to, piękne i dorodne modrzewie (mam je po pradziadku). Chcę sobie zbudować modrzewiowy dwór w stylu polskim (komuniści zniszczyli w końcu ok. 15 000 takich dworów, więc warto choćby jeden zbudować od nowa). Ścinam te modrzewie i robię z nich materiał budowlany. Nikomu nic do tego!
Szanuję polską armię, dbam o obronność kraju, więc zgadzam się na zawiadomienie urzędu gminy, że takie operacje przeprowadziłem, niech sobie naniosą zmiany na mapach, że modrzewii już nie ma, ale jest dwór i ja tam mieszkam.
Nikt mi jednak nie będzie wciskał kitu na temat prawnej ochrony moich własnych drzew, np. z powodu ochrony krajobrazu czy ilości dwutlenku węgla. Można ze mną podyskutować o obniżce podatku od nieruchomości, abym sadził to, co by chcieli w mojej okolicy sadzić wszyscy z jakichś estetycznych czy sentymentalnych powodów.

Co innego w przypadku lasów państwowych (są takie). Powinno być na długie lata postanowione, co, gdzie i ile dyrektor lasów państwowych ma wycinać i sadzić, aby mi ta działalność nie szkodziła np. wysychaniem czy podmakaniem moich pól, a jak zaszkodzi, ile mam dostać rekompensaty. Takie (ustawowe najczęściej) postanowienie sprawia, że z każdą szkodą nie trzeba od razu lecieć do sądu, a tylko wtedy, gdy uważamy, że ustawowa stawka rekompensaty jest za niska.
Aby np. w takiej sprawie dyrektor państwowych lasów nie próbował mnie oszwabić, jestem gotów utrzymywać ze swoich podatków urzędników tzw. ochrony środowiska (to tylko nazwa), aby pilnowali moich interesów jako użytkownika zarówno własnej działki, jak i tych "wspólnych" lasów. Oni jednak muszą reprezentować mnie, a nie państwo i siłą rzeczy musieliby być zatrudniani na poziomie samorządu i mieć prawo jednako kontrolować instytucje państwa oraz wszystkich moich sąsiadów. To może nawet robić policja tzw. ochrony środowiska czy ochrony przyrody. W każdej okolicy może robić co innego. Jeżeli np. w Bieszczadach są żubry pod ochroną, to taka policja ma pilnować, aby bandy kłusowników polskich czy ukraińskich, jak to niedawno się stało, nie ubijały tych żubrów w polskich lasach. Nie jest mi obojętne, czu mogę w lesie popodglądać żubra czy nie albo spotkać w polu stado saren itd.

Precedensy są, historyczne: "Niepodległa II Rzeczypospolita przejęła lasy z terenu trzech byłych zaborów w bardzo złej kondycji zdrowotnej i mocno przetrzebione. Duże areały dawnych królewszczyzn zostały wyprzedane przez rządy zaborcze w prywatne ręce. W samej tylko Galicji rząd austriacki sprzedał w latach 1772-1910 ponad 676 tysięcy ha dawnych lasów królewskich. Trzeba też wiedzieć, że sprzedaż tych lasów w ręce prywatne związana była z wieloma nieprawidłowościami i nadużyciami. Przykładowo dobra krośnieńskie (16741 ha) sprzedano za cenę 3,35 zł od ha podczas gdy 1 sąg opału (tj. 4 metry przestrzenne) kosztował wówczas 10-16 złotych .

Druga połowa XIX wieku to okres dewastacyjnych wyrębów lasów (...). Tam, gdzie dotąd nie stanęła stopa ludzka, docierały ekipy drwali (...) dobra natury ginęły w zastraszającym tempie. (...) Miary zniszczeń dopełniła I wojna światowa. Tysiące hektarów lasów poszło pod topór na potrzeby wojska, do budowy umocnień, dróg „dylowanek”.

W 1924 roku powstała firma Lasy Państwowe, zarządzająca mieniem Skarbu Państwa, ale również organizująca polski przemysł drzewny. Jednocześnie też Lasy Państwowe wniosły duży wkład w ochronę rodzimej przyrody. W1928 roku ukazała się ustawa o zagospodarowaniu lasów państwowych, określająca zasady funkcjonowania LP, ochrony gruntów leśnych, regulująca kompetencje resortów w administrowaniu lasami i anulująca ustawodawstwo zaborców - http://www.krosno.lasy.gov.pl/print/strony/1/i/90.....

W mojej rodzinnej okol