Maleszka na zawsze

Pojawiła się interesująca wiadomość:

Aleksander Kaczorowski, były szef działu publicystyki "Gazety Wyborczej", ujawnił, że po "spowiedzi" na łamach "Gazety" Lesław "Ketman"/"Return" Maleszka nie tylko nie został wyrzucony z redakcji za sprawą Adama Michnika i adiustował teksty, ale i publikował artykuły pod pseudonimem "elem". Kaczorowski wiedział o wszystkim i milczał, a najwidoczniej poczuł przypływ odwagi po emisji filmu "Trzech kumpli".

Jak na jego enuncjacje reagują obecni michnikowcy?

Piotr Stasiński: Każdy inaczej pamięta tamte okoliczności. Uważam, że to brzydkie, co zrobił pan Kaczorowski. Jeżeli tak było, że rzeczywiście oni świadomie drukowali jego recenzje - o czym ja w ogóle nie pamiętam - to właśnie pan Kaczorowski za to wówczas odpowiadał. To była jakaś jedna recenzja. Wtedy pan Kaczorowski nie protestował i, o ile wiem nigdy, kiedy odchodził z gazety nie podał tego jako przyczyny odejścia.

Piotr Pacewicz: Sam jestem zaskoczony i wolałbym w tej chwili tego nie komentować.

Redaktorzy z Czerskiej usiłują zasłaniać się irytacją albo rzekomą amnezją. Widzą, że ich misterna konstrukcja rozsypuje się w drobny mak, a tego procesu nie powstrzyma też rozpaczliwa obrona LWprezydenta, czyli odwracanie uwagi publiczności od wstydliwej sprawy "Ketmana"/"Returna". Sprawa "Bolusia" bowiem znikła już z wiadomości dnia jako ponad miarę wymiętoszona, a historia "Ketmana"/"Returna" może być "rozwojowa" i coraz bardziej osłabiać porysowany wizerunek "Gazety".

Zastanawia mnie, dlaczego jeszcze nadredaktor nie wystąpił z atakiem na przeciwników w samoobronie? Czy też ograniczy się do poświęcenia kilku harcowników?

To jest: MagdaF.

Panie Krzysztofie,

Nadredaktor (łącznie z podredaktorem Stasińskim), podobnie jak Wałęsa, powiedzieli, aby wszyscy dali im spokój. Nie będą się mieszać, bo to nie ich sprawa, tylko Maleszki. Polecam dzisiejszy felieton Środy (na WP). Etyk o odwróconej moralności. Nie, to nie tytuł, to mój komentarz. Można by coś wkleić.

To jest: Krzysztof Laskowski

Pani Magdo,

Oni mówio, że ich to nie rusza, ale za to może ruszyć nakład w dół. A co do tego felietonu, to przeczytałem go. Ta pani etyczka najwyraźniej nie potrafi przegrywać.

Uff! Możemy spokojnie jechać na wakacje! Robota została wykonana: zło jest zidentyfikowane i prześladowane jak należy, dobro cieszy się chwałą czystości! Donosiciel Maleszka osaczony kona, agent Bolek wije się, a wybawiciele prawej ludzkości święcą triumfy, nie dość, że w pełni zasłużone to jeszcze płodne, bo chwała zwycięstwa spływa wszak nie tylko na ich dobrotliwe oblicza, ale również na oblicza i umysły innych giermków Prawdy.

I tak na przykład waleczny redaktor Ziemkiewicz dzięki swojej niesłychanej przenikliwości, inteligencji i wiedzy dochodzi do wniosku, że Maleszka nie tylko donosił na kolegów, ale również, że kształtował nasze umysły, że "to właśnie on, w większym stopniu niż sami autorzy tekstów sformatował umysły wykształciuchów traktujących organ Michnika jako źródło prawdy objawionej" (Rzeczpospolita, 28-29 czerwca). Trudno mi co prawda zrozumieć dlaczego tylu prawicowych dziennikarzy – w tym nieodmiennie redaktor Ziemkiewicz - jest przekonanych o jakiejś nadzwyczajnej sile i wszechstronnym wpływie organu Michnika, bo nawet rozumiejąc męską zazdrość uważam, że jej przedmiot jest nieco przerysowany, to w pełni podzielam przedwakacyjny zamiar odfajkowania wszystkiego za jednym zamachem. Niech już ten Maleszka będzie prawdziwym demonem zła, a totalne oplucie Wałęsy niech stanie się kamieniem węgielnym nowej RP. V? VI? Wszystko jedno, byleby bez Wałęsy, bez Solidarności, bez Michnika, bez zdrowego rozsądku.

W szkolnych podręcznikach zamiast rocznicy Nobla Wałęsy będziemy odtąd święcili wyjazd Wildsteina do Paryża, no i jego chwalebny przyjazd. Nieco zmieni się fakty (jeśli bowiem fakty nie zgadzają się z Prawdą, to tym gorzej dla faktów) i poda się, że dzisiejszy bohater mediów i IPN-u, musiał uciekać z Polski przed prześladowcami nasłanymi przez Maleszkę i cierpiał katusze oraz biedę na wygnaniu w strasznym pełnym zomo Paryżu. W tym czasie w Polsce wszyscy dobrze się bawili – jak to w stanie wojennym bywało! - brakowało im tylko kuchenki mikrofalowej, po którą udał się do Bronka podstępny kapuś z Krakowa. Co robił z kuchenką mikrofalową Maleszka w kraju, w którym nie można było kupić nawet szmalcu? To pozostanie wielką tajemnicą, która będzie legitymizowała dalsze istnienie IPN-u. Instytut Pamięci rychło też nam uprzytomni, że jedynymi bohaterami Polski podziemnej i jej wybawicielami, byli – oczywiście pod wodzą braci Kaczyńskich - redaktorzy Semka, Ziemkiewicz, a nawet Lisowski, który co prawa jest bardzo młody, niemniej - jak mówi wieszcz – „dzieckiem w kolebce, kto łeb urwał hydrze, ten młody – zdusi centaury”. I dusi.

Może nie jest dobrze naigrywać się z najnowszej interpretacji najnowszych historii Polski, dokonanej przez dzielnych dziennikarzy i IPNowskich badaczy. Ale nic innego nie można zrobić z serwowanym nam ostatnio przez całą prawicowa prasę naiwnym przekonaniem, że zwykły donosiciel uosabia całe zło powojennej Polski, że narodowy bohater jest zdrajcą i że ludzka zawiść, małostkowość i potrzeba odegrania się za brak politycznego znaczenia, może być głównym motorem historii najnowszej. Bo ja nie widzę w donosicielu demona zła, raczej współczuję Bronkowi, że miał takich przyjaciół, nie uważam, żeby słabości młodego Wałęsy rzutowały na jego historyczną rolę i brzydzę się ludzką zawiścią, której pełno widzę wokół siebie, zwłaszcza w prasie.

Od lat pojawia się ta sama argumentacja: brzydzę się ludzką zawiścią, której pełno widzę wokół siebie, zwłaszcza w prasie. Jeszcze takie rzeczy: "Gazeta" nie jest napastliwa, Nie będę walczył bronią nienawiści, Ludzie honoru, bo dotrzymali słowa, Bilans lustracji zawsze będzie negatywny. Na szczęście ta ideologia w końcu zbiera zasłużone. cięgi.

Bawi mnie też to, co właśnie napisało Łuczywo:

"Gazeta Wyborcza": Jednak nie przystoi - powiem najłagodniej - zarzucać kłamstwa redakcji "Gazety" i negować wydrukowanego stanowiska jej kierownictwa, mając za podstawę jedną recenzję na siedem lat i własne wspomnienia z redakcyjnych rozmów - pisze Helena Łuczywo, odnosząc się do informacji o tym, że Maleszka publikował z "GW", gdy okazało się, że był współpracownikiem SB.
O tym, że Maleszka nie przestał pisać do "Gazety Wyborczej" poinformował wczoraj w TVP Info Aleksander Kaczorowski, zastępca redaktora naczelnego "Newsweeka". "Gazeta Wyborcza" zwolniła ostatecznie Maleszkę, na kilka dni przed emisją filmu TVN Trzej kumple.

- Może to nie była dobra decyzja, ale trzymaliśmy się jej przez siedem lat - Maleszka nie pisał, nigdy już nie wziął udziału w żadnej redakcyjnej dyskusji. Po siedmiu latach każdy pamięta co innego ze sporów i awantur w 2001 r. - pisze w komentarzu Helena Łuczywa, zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej".

Komu nie przystoi? Kiedy Kali kraść - to dobrze. Kiedy Kalemu kraść, to niedobrze.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

To jest: Jerzy Kałwak

Nie odchodzi się z dobrej pracy -

Kaczorowski nie był swoim szefem, a to jego szefa obciąża to, co do publikacji szło lub nie szło.

Mimo to Kaczorowski zachował się oble, bo wkupuje się do innej gazety opowiadając, jak to źle było w innej gazecie. O porzuconej kobiecie nie opowiada się nowozdobytej kobiecie, bo jest się przegranym na starcie. Kaczorowski wkrótce się o tym przekona.
--------------
aribo.pl/jerzykalwak

Honor - to zawsze stać po

Honor - to zawsze stać po stronie prawdy. Ale co mozna za to, ze ta prawda tak skacze z miejsca na miejsce...Więc by zawsze stać po stronie prawdy trzeba się przemieszczać....

To jest: MagdaF.

Panie Sławku,

to nie prawda się przemieszcza, to ludzie ją relatywizują.

To jest: Krzysztof Laskowski

W takim razie

można powiedzieć, że Maleszka współpracował z organami państwa. Prawda skacze Panu z miejsca na miejsce.

Pozostaje jedno ale. Te organy nie były legalne, bo SB otrzymała podstawę prawną dopiero w 1983 roku dzięki generałowi CzeKiszczakowi. Ergo: wszyscy jej pracownicy i agenci działali przed uchwaleniem ustawy o SB poza ramami prawa - tak pisze Ryszard Terlecki w "Mieczu i tarczy komunizmu".

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

To jest: MagdaF.

Odchodzi się.

Ja odeszłam z dobrej redakcji prawniczej, gdy przeczytałam na salonie24 blog "Daleko blisko" jednego z pracowników.

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.