Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Wałęsa w rękach instrumentalistów
Autor: Wojciech-Maltan, nie, 29/06/2008 - 12:06
Ruszyła nowa kampania >>Gazety Wyborczej<<, tym razem w obronie Lecha Wałęsy. Nie ma potrzeby przypominać, w jaki sposób organ Michnika komplementował ówczesnego kandydata na prezydenta, czy szerzej, tę część narodu, która wreszcie zyskała wolność, a przez środowiska KOR uważana była za zagrożenie. Spór o Wałęse to też spór polityczny. Mylnie jednak wskazuje się, że tylko bracia Kaczyńscy w tym uczestniczą. Obecnie Adam Michnik nie jest politykiem – inna sprawa, czy ma mniejszy przez to wpływ – ale był nim. Ducha tamtych czasów świetnie naszkicował Piotr Wierzbicki w artykule Familia, świta, dwór. Naczelny był przedstawicielem familii. Michnik i Kaczyński od początku stali po dwóch stronach. Dwie różne filozofie na państwo i rozliczenie przeszłości. Jeżeli Kaczyński traktował Wałęsę instrumentalnie, to jak traktował go Adam Michnik? Tu na tej sali demokracja znalazła się w niebezpieczeństwie - przekonywał na posiedzeniu KO 24 czerwca. Redaktor był tak zaskoczony, że jego faworyt, czyli Tadeusz Mazowiecki, nie wygrywa z niereformowalnym Wałęsą, iż opóźniał publikację sondaży w których Mazowiecki wypadał gorzej niż Wałęsa, bowiem redaktor naczelny uznał, że to po prostu niemożliwe (por. Machcewicz >>Historia sentymentalna<<). Niezbyt przemyślane są zarzuty pod adresem Kaczyńskich, bowiem oskarżanie ich, że swoją tajemną wiedzę próbowali zdyskontować we własnym interesie – brzmią jakby niewiarygodnie. Jak bowiem ocenić, dziennikarza, która zdobywa tajemną wiedzę na podstawie niejasnych układów, badając archiwa z innymi historykami. Żadna publikacja (chyba) z tego nie powstała, ale co przeczytał, to jego, co z tym uczynił, wie on sam. Jaką wiedzę posiada Tadeusz Mazowiecki, co wie Krzysztof Kozłowski (minister SW, UOP) i inni. Tym bardziej wydają się zasadne pytania, gdy aktorzy sceny politycznej z lat 89-90 mówią, że coś tam słyszeli, były podejrzenia. Czy stojąc po przeciwnych stronach, nie próbowali wykorzystać tej wiedzy – w interesie własnym, środowiska. Czy Adam Michnik działał instrumentalnie, gdy w liście (Wałęsa w sforze naganiaczy) do byłego prezydenta pisał: Kilkunastoletni młodzi ludzie popełniają różne błędy - Lech Wałęsa wie o tym doskonale, bowiem jako młody człowiek - pisał o tym w swojej książce wspomnieniowej - dopuścił się czynów, które potem sam uznał za błędne i pożałowania godne. Te błędy wszakże przekreślił swoim późniejszym życiem. A przecież i dzisiaj nie brakuje chętnych - dość nikczemnej konduity - którzy chcieliby, poprzez przywołanie tamtej pomyłki życiowej młodego Wałęsy, unieważnić dorobek całego jego życia. Póki tajemna wiedza była dostępna tylko dla nich czy też dla środowiska teoretycznie wrogiego (postkomunistów) – wszystko było w porządku. Dopiero, kiedy ludzie z opozycji (tej, która była spychana na margines) zdobyli władzę, zapanował strach. Obawa, że wiedza, której byli strażnikami może przedostać się do szerszego grona. Pozbawiając ich monopolu na te informacje – odebrano im kontrolę nad przeszłością i ograniczono siłę sprawczą w kreowaniu przyszłości. To był sukces Kaczyńskich (jeden ważny), że odsłonili mechanizmy i rozszerzyli przestrzeń debaty publicznej. Gazeta Wyborcza dalej jest istotnym medium. Niemniej jej pozycja nie jest już tak znacząca. Świadczą o tym choćby procesy wytaczane przez Adama Michnika, kiedyś takie wypowiedzi zostałyby przemilczane albo po autorze przejechano by się >>Gazecie<<. Jak wcześniej pisałem, nie wolno bagatelizować roli Internetu: "Odkąd Internet zrobił się bardzo popularny i wpływowy, co dostrzegają redakcje tradycyjnych mediów, stał się także zagrożeniem dla wpływowych postaci życia społeczno-politycznego (to samo ma miejsce w innych dziedzinach, ale nie mają one znaczenia dla tego omówienia). Internet zagroził pozycji prasy, a co z tym idzie i znaczącej roli Gazety Wyborczej, jako bardzo opiniotwórczego medium. Zasięg takich mediów był ograniczony do czytelników pisma, i co najwyżej osób, które weszły w posiadanie gazety (czy skserowanego tekstu), bądź dowiedziały się z przekazów ustnych." "Gazeta" staje się powoli trybuną dla frustratów, niespełnionych polityków, którzy wnosząc Wałęsę na sztandar walczą z nielubianymi politykami, udając obiektywnych komentatorów. Wylewająca się żółć z kolejnych kolumn chyba nie jest dobrym sposobem na zdobycie Czytelników. Ale to już nie mój problem, nie jest akcjonariuszem. |
A niech "Gazeta" zmierza tam,
gdzie jest pieszczoch michnikowszczyzny, dawna Unia Wolności, czyli na marginesie.
Lechu stał się rodzajem fetyszu dla michnikowców, którzy bronią go, bo muszą bronić również siebie. Wizja świata według nadredaktora coraz bardziej się rozpada, stąd chyba wynika rozpaczliwa próba samoobrony przez głaskanie Lecha po główce. Mnie wydaje się jednak, że godzina skutecznej obrony już minęła, a "Gazeta" pozostanie w narożniku. Bardzo mnie cieszy to, że redaktorzy z Czerskiej nie zdołają odwojować umysłów Polaków, bo nie zaklajstrują Internetu.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Wyborcza dryfuje i może sobie na to długo pozwolić
Może też z lekka korygować kurs raz trochę na lewo, a kiedy indziej trochę na prawo, aby nie zawadzić ani o jeden ani o drugi brzeg rzeki Gnojówki, a tym bardziej do żadnego nie przycumować, a już nie daj Boże przyrosnąć, na stałe. Ale jest to w dużej mierze obojętne, albowiem w ostatecznym rozrachunku stanowi ona tylko quasi-lewicowy dodatek do burżuazyjno-kapitalistycznego przedsięwzięcia zwanego "Ogłoszenia Drobne". Koncepcja, panie Krzysztofie, koncepcja! Cytuję:
"Agora już na starcie starała się pozyskać inwestora mającego doświadczenie w branży medialnej. Stał się nim działający na południu Stanów Zjednocznych koncern Cox, wydawca gazet lokalnych i właściciel stacji radiowych. Amerykańska firma stała się nie tylko źródłem kapitału, ale i wiedzy na temat strategii rozwoju współczesnych koncernów medialnych. Do dziś koło zamachowe sprzedaży dziennika to ukazujące się każdego dnia tygodnia dodatki tematyczne. "Gazeta Wyborcza" zdobyła lokalne rynki ogłoszeń drobnych wydając kilkanaście dodatków lokalnych (regionalnych) w największych miastach Polski. Oznacza to, że w każdym regionie Polski ukazuje się codziennie nieco inna mutacja gazety. Osiągnięcie takich możliwości produkcyjnych stało się możliwe dzięki posiadaniu przez koncern trzech nowoczesnych drukarni oraz sieci lokalnych redakcji.
Z dzisiejszej perspektywy początki "Wyborczej", redagowanej w budynku po byłym przedszkolu, to prehistoria. Dziś w supernowoczesnej warszawskiej siedzibie redakcji pracuje około 900 dziennikarzy, zaś koncern Agora notowany jest na warszawskiej giełdzie papierów wartościowych."
http://www.poland.gov.pl/Rozwoj,wolnej,prasy,240.h...
Widziałem od środka ich siedzibę w Tychach.
Robi wrażenie. Agora ma bardzo dużą siłę ekonomiczną, ale oddziaływanie polityczne takie sobie. Nie jest to swoisty paradoks?
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Oczywiście
Nim Wyborcza (Agora) zawiedi działalność, to ja prędzej zejdę z tego padołu. Mocni są w ogłoszeniach, serwis gazeta.pl, inne aktywa mają się dobrze. Poza tym konkurencja nie jest najlepsza, ale liczę, że jeszcze Polska dopracuje profil, bo na Dzienniku położyłem kreskę. Wtedy układ sił może się zmienić.
Byłem onegdaj w nowej siedziebie kilkanaście razy, bardzo nowoczesna, ładna i świetnie urządzona, nawet jadłem posiłki w stołówce, wyborne i za grosze. Maleszki nie widziałem.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Politycy twardo trzymający
Politycy twardo trzymający się michnikowszczyzny z założenia skazani są na porażkę. Są wśród nich idioci propagujący podatek katastralny ( http://tnij.org/kataster_rodzinny ) czy homo-, i wiadomo że nie mają żadnych szans na poważne traktowanie przez wyborcę. Natomiast jako ośrodek opiniotwórczy są bardzo mocni. Są hałasliwi, stwarzają pozory otwartości i lubią relatywizować. Ludzie to lubią, ludzie to kupią.
Relatywizowanie to ich ulubiona technika.
Doskonały jej przykład stanowi tekst tak zwanego Pawła Smoleńskiego o lustracji http://niniwa2.cba.pl/smolenski_i_ty_zostaniesz_ko...
Obrzydliwy, ale jakże skuteczny.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Tych tekstów dzisiaj
już się nie da czytać.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Nie da się, to fakt niezaprzeczalny.
Przypomniałem ten tekst, jak by komuś się zapomniało, co "redaktorzy" z Czerskiej potrafili i potrafią wysmażyć.
A w ogóle w "Śmietniku internetowym" autor umieścił dużo interesujących tekstów, nie tylko z "G.W.", ale i z "Rzeczpospolitej", "Dziennika", śp. "Życia" i innych.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
GazWyb będzie teraz kłaść pod katowski topór głowy
swoich kolejnych uwikłanych współpracowników, aby chociaż przez jakiś czas ratować spadający w przepaść nakład.
Odeślą w niebyt paru zasłuzonych autorów, skażą ich na wieczne potępienie, ale zapłacą im za to do końca ich dni. W ten sam sposób wywiady traktują swoich agentów - wysyłając ich na drugi koniec świata, gdzie wygodnie żyją na koszt firmy.
Potem powiedzą: oczyściliśmy nasze stajnie z gnoju i już jesteśmy czyści. Możecie nas czytać nawet na niskich obcasach i w moherowych beretach. Jesteśmy dla was.
I ludzie to kupią.
--------------
aribo.pl/jerzykalwak
Niezbyt odpowiednie miejsce
na tę "gorącą" informację, ale nie miałam gdzie wkleić.
Agnieszka Liszka rezygnuje z funkcji rzecznika rządu - podaje dziennik.pl. Według nieoficjalnych informacji portalu, powodem są między innymi względy osobiste i zła atmosfera w Kancelarii Premiera. Sama Agnieszka Liszka nie potwierdza, ale i nie zaprzecza tej informacji.
Czyli co? Idzie nowe? Lepsze?
Nie słyszałem o Agnieszce
Liszce do tej pory.
Co to za rzecznik rządu, którego się nie zna?
--------------
aribo.pl/jerzykalwak
Poradzą sobie
w linii Gazety nie ma szans na zmiany. Historią historią, ale zaangażowanie w "sprawę Agaty" - powinno niektórych obudzić, szczególnie duchownych, którzy tam goszczą.
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Wystarczy kilka celnie
Wystarczy kilka celnie dobranych tematów i nasi rodacy niczym zajadłe psy od kilku tygodni z coraz większym nasileniem walczą o umiejętnie podrzuconą kość. Zranieni i wzajemnie poturbowani, po pewnym czasie, nawet nie zauważą bezsensu toczonej walki, bowiem rzeczywiste problemy przytłoczą nas wszystkich. Ale dzisiaj jakby w celu zgłuszenia istotnych spraw roztrząsana jest aborcja czternastolatki, donosicielstwo Maleszki, a teraz próba wymazanie z pamięci L. Wałęsy. No, może niezupełnie wymazanie, ale przedstawienie go w roli np. takiego mniejszego Maleszki. Zdaniem niektórych walczących, nazwisko pierwszego prezydenta mogłoby być, gdzieś zapisane na marginesie, natomiast główny akcent powinien wiązać się z tym, co napisano w tej książce, a początek polskich przemian ściśle wiązać się z bliźniakami.
Do tego jeszcze trzeba dodać zmagania Macierewicza i Olszewskiego i mamy zajęcia na całe wakacje. Dobrze, że w przerwach mamy Euro-2008, bo inaczej można by zupełnie zwariować.
Niech, więc wreszcie kończą się te wakacje.
Co o tym myślą Polonusi w Kanadzie ?
/Przytaczam tekst redaktora Colasa Bregnon z Nuda Veritas Vox Populi/
Wiwisekcja Lecha Wałęsy
Czytelnicy!
Jestem pod wrażeniem książki o Wałęsie. Wiedziałem i spodziewałem się że może był on w jakiś sposób obiektem zaintetresowania SB ale detale i starannie zebrany materiał faktograficzny mówią same za siebie. Wszystko to czego nauczyłem się i zrozumiałem, skłania mnie do twierdzenia co następuje.
Przewrót polityczny w Polsce był przygotowywany od lat siedemdziesiątych gdy elity rządzące zrozumiały że siedzą na wulkanie który przy ponownej erupcji może być dla nich zgubny.
Wtedy zapadła decyzja do wywołania „kontrolowanego wybuchu”.
Drugim motywem była chęć odejścia od zasady, wprowadzonej jeszcze przez Gomułkę, ideologicznej nędzy i stworzenia systemu pozwalającego na cieszenie się nagromadzonymi za czasów PRLu dobrami.
Tendencje takie nasiliły się szczególnie gdy Gierek zaczął bez pojęcia zaciągać pożyczki na zachodzie i wydawać je z jeszcze większym brakiem odpowiedzialności.
W tym też czasie idolem młodzieży, mimo że jeszcze socjalistycznej, nie była już przodująca dojarka panna Lodzia, sztygar Pstrowski (Chcesz się udać na sąd Boski, pracuj tak jak górnik Pstrowski) czy jego stoczniowy ekwiwalent Marchewka.
Idolem natomiast zaczął być „Czerwony Książę”, nieudany potomek premiera Jaroszewicza, który z Pstrowskim miał tyle wspólnego, co ja z Wałęsą.
Jaroszewicz udawał zachodniego typy playboya, tatuś zafundował mu posadę kierowcy rajdowego i pamiętam obiecujący młodzieniec ujeżdżał Audi-Quatro, bez żadnych szczególnych rezultatów.
Z tą różnicą że zachodni złoci młodzieńcy bawią się za pieniądze tatusiów, nasz Czerwony Książę hulał za państwowe, czyli nasze, moje też.
Po Jaroszewiczu ruszyła lawina. Zaczęto interesować się możliwościami założenia konta w Curysiu (Zurich) wyjazdach do Paryżewa a nawet zagranicznych inwestycji, chćby takich jak polsko – grecka spółka Athenian Tankers, która z taką bezwzględnością ekspoloatowała polskich marynarzy, że jest to nawet ewenementem w już i tak niskich standartach powielanych przez kraje Taniej Bandery.
Nie mówiąc o tym że ludzie będący właścicielami w/w firmy odpowiedzialni są za tragiczną śmierć 29 polskich obywateli (tragedia „Athenian Venture”). Przekazali (tak przekazali – oznacza to że za darmo) tej greckiej firmie należący do Polskiej Żeglugi Morskiej tankowiec „Karkonosze”, który zakupiony został w Szwecji a charakteryzował się tym że pękał już od momentu gdy został zwodowany.
Właściciele Athenian Tankers doskonale zdawali sobie sprawę że tankowiec może się w każdej chwoli rozlecieć dlatego szybko oddali go innej, specjalnie dla pływającej trumny „Karkonoszy” założonej firmie Patron Marine, która posiadała tylko jeden statek – „Athenian Venture” (taką nazwę nadał „Karkonoszom” grecki właściciel firmy, nota bene, wychowany i wyedukowany w PRL, Minos X. Kiriakou) . Gdy ten zatonął spółka, wzięła 8 milionów dolców odszkodowania (gdyby sprzedano go na złom zarobiliby nie więcej niż milion), zbankrutowała, a my naród polski mieliśmy przez ostatnie 20 lat na utrzymaniu 43 sieroty, (z tego 13-cioro straciło obojga rodziców) i 19 wdów pobierających niewielką rentę z ZUS.
Podobnych interesów było wiele. Najpopularniejszym sposobem „zrobienia kasy” było branie prowizji za zakup licencji, fabryk, systemów produkcyjnych etc.
Taką jestem przekonany, słono posmarowaną transakcją był zakup licencji na traktor Massey-Fergusson, mimo że mieliśmy własny, dobrze się spisujący Ursus i w połowie już nagraną współpracę z czeskim Zetorem.
Po krótce przypomnę tu liczne zalety Masseya: śruby były w calch i nie pasował do nich żaden polski klucz, to Ursusa wszystkie.
Massey nie posiadał wałka zasilającego pozwalającego napędzać maszyny rolnicze, jak kosiarkę, snopowiązałkę itd.
Ursus miał taki wałek i opracowane modele szeregu maszyn z którymi mógł współpracować, na polu w ogrodzie i zagrodzie (a tak, tak, być mógł nawet napędem do agregatu prądotworczego).
Na dodatek Ursus był toporny i prosty, Massey zbyt skomplikowany i często się psuł.
Nie wspomnę już o licencji na produkcję sztucerów myśliwskich Hungar, których lufa po kilku strzełach wyginała się od ciepła i strzelano Panu Bogu w okno), czy aparatów do produkcji soków owocowych z USA.
To była śmieszna historia, otóż soki np. jabłkowe muszą być filtrowane, jako wkład filtracyjny służyła słoma, tak SŁOMA, z tą różnicą że z jakiś powodów nasza polska nie „robiła”, słoma musiała być amerykańska - kukurydziana. Tak więc aby produkować soki jabłkowe na amerykańskich maszynach trzeba było kupować za dewizy słomę.
Ktoś na tym wszystkim zarabiał ale kto, nie zostało to nigdy wyjaśnione.
Wyjaśnienie nie pasowałoby do schematu starannie opracowanego planu zmiany socjalizmu na kapitalizm.
Wróćmy jednak do Wałęsy.
SB i ich mocodawcy ju w latach 70-tych szukali kogoś kto mógłby być posłuszną marionetką i dać się bez problemów kontrolować i prowadzić za rączkę.
Wybór padł na Lecha Wałęsę, który miał pecha ciutkę za głośno gardłować w czasie rozruchów w 1970 roku.
Zawsze się naiwnie dziwiłem obserwując to co się działo w Polsce, jak ktoś mający na utrzymaniu żonę i sześcioro dzieci jest w stanie zwalniać się i być zwalnianym z pracy i na dodatek w jakiś sposób, załatwiać sobie olbrzymie jak na standarty polskie mieszkania, kosztujące w sumie tyle że zwykły sztoczniowy elektryk musiałby pracować, aby na nie odłożyć, około 500 lat.
Po przeczytaniu książki zrozumiałem to zrozumiałem też jeszcze jedno, co może wydawać się straszliwym paradoksem.
STAN WOJENNY był ogłoszony aby uratować pozycję Wałęsy na „tronie” szefa Solidarności.
Popatrzcie tylko, grupa niechętna Wałęsie wiedziała o nim już tyle że z łatwością mogli go zdeskredytować.
Wtedy poleciałaby jego głowa.
Gdyby zaś na jego miejsce przewodniczącym solidarności został np. inteligent Gwiazda, wtedy nie potrzebowałby Gieremka, KORu z jego żydowskimi członkami-doradcami (tylko głupi potrzebują doradców, Gwiazda nie był głupi, Wałęsa tak) a towarzysze z UB straciliby kontrolę nad całym procesem tworzenia się nowej Polski, bo Gwiazda, czy Walentynowicz nie byli kolaborantami.
Tak że po ogłoszeniu stanu wojennego, który nie był tak naprawdę koniecznością polityczną, jak to bajał Jaruzelski, był posunięciem mającym uratować kontrolę nad Polską.
13 Grudnia było doskonałą datą, zbliżały się święta, było bardzo zimno a tylko te dwie okoliczności powodowały że wielu nie kwapiło się do strajków okupacyjnych manifestacji etc.
Lesiu natomiast otrzymał załużone wakacje w Arłamowie.
Mógł tam do woli pić, palić i prowadzić niekończące się dyskusje na temat przyszłej Polski.
Musiał też dostać troszkę jak mówiono „na otrzeźwienie” bo władza zaczęła mu już nieco uderzać do głowy.
Tu potwierdziły się stare przysłowia ludowe „nie masz większego tyrana jak z chama wyjdzie na pana” i „chcesz poznać chama, daj mu władzę”.
Dano Lesiowi alternatywę, albo będzie tańczył jak mu zagrają, albo zniszczą go korzystając z przepisów stanu wojennego.
Zdecydował się tańczyć... a taniec ten bez przerwy trwa od roku 1970.
Pytanie jak długo?
Napisał: Colas Bregnon
W "kropce nad i"
Do swojego programu Monika Olejnik zaprosiła gen. Czempińskiego i Janusza Kaczmarka. Obaj twierdzili, że książka Cenckiewicza i Gontarczyka jest nic nie warta. Zwłaszcza przekonywał o tym Kaczmarek. Czempiński tłumaczył siebie i Milczanowskiego z nielegalnego dostarczenie mikrofilmów i teczek Wałęsie. Sugerował, że w kopercie którą zwrócił Wałęsa były wcześniej usunięte dokumenty plus wspomniane mikrofilmy z zaznaczeniem otwarcia jej wyłącznie za zgodą LW. Naciskany o mikrofilmy Czempiński, twierdził, że nic szczególnego one nie zawierały. Jeśli były bezwartościowe, to co miałyby robić w zalakowanej kopercie w sejfie szefa UOP-u? Dowodzi to, że Czempiński kłamał jak z nut. Milczanowski także. Obaj powinni trafić do prokuratora za udział i pomoc w okradaniu i niszczeniu tajnych dokumentów. Czy kiedyś to nastąpi? Oby...
To niezłe:
prowadząca kapusta TW "Biedronka" zaprosiła do studia byłego oficera SB i kumpla gangsterów. Wszyscy troje to łgarze. Kogo tu słuchać:-)?
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius
Czyżby...?
Czempion wcześniej "zwerbował"...TW Biedronkę, a ona miała zwerbować..hmm... Kaczmarka, który z kolei werbował...?
To także jest interesujące.
http://209.85.135.104/search?q=cache:TaS0SdAS_UcJ:...
Wszystko to stoi na głowie.
Od takiej pozycji robi się niedobrze.
Prawica RP (partia polityczna)
Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius