Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Co z tym PRL-em, czyli polemika z Janem Engelgardem
Autor: Tomasz Szafrański, sob, 28/06/2008 - 09:21
Przy okazji ostatnich wydarzeń związanych ze sprawą "Bolka" rozwinęła się publiczna debata o minionym okresie komunizmu, moralnej ocenie tajnych współpracowników, heroizmie solidarnościowego ruchu społecznego itp. Dzięki temu można dostrzec w szeroko pojętym środowisku konserwatywno-narodowym pojawienie się dwóch grup ludzi, których charakteryzuje odmienny stosunek do minionej epoki PRL. Po jednej stronie znajdują się ludzie, którzy z sentymentem wspominają tamte czasy i najczęściej z autopsji znają codzienność życia w tamtym okresie. Druga grupa to pokolenie trochę młodsze, które tamte czasy zna najczęściej z opowiadań, książek i filmów dokumentalnych. Sam należąc do tej drugiej grupy mogę powiedzieć, że nie podchodzę do tych wydarzeń tak emocjonalnie jak pokolenie moich rodziców, tzn. nie bardziej emocjonalnie niż np. do zagadnienia związanego z historią II wojny światowej, 20-lecia międzywojennego czy okresem, gdy Polska odzyskiwała niepodległość w 1918 r. Z tego powodu, bardziej pragmatycznie podchodzimy do tego zagadnienia, ponieważ nie byliśmy aktywnymi uczestnikami tamtych wydarzeń. Dlatego nie chcemy żyć mitami zarówno związanymi z tym okresem jak i okresami ubiegłymi. Nie potrzebujemy ani Piłsudskiego, ani Wałęsy, ani jakiegokolwiek innego zdezawuowanego autorytetu. Zresztą nawet gdyby Wałęsa nie był "Bolkiem" to i tak nigdy nie zostałby dla nas mitem, ponieważ w dobie dzisiejszej nowoczesne technologie codziennie rejestrują zachowanie Wałęsy, które dyskwalifikuje go jako autorytet. Lata 80-te tego nie zmienią, ponieważ obraz i ocena człowieka powstaje z przekroju całego życia, a nie tylko z jednego jego wycinka. Więc walka red. Adama Wielomskiego w obronienie zachowania mitu Wałęsy jest bezcelowa. Przynajmniej nie sądzę, aby wpłynęła na postrzeganie Wałęsy w młodym pokoleniu utożsamiającym się z środowiskiem konserwatywno-narodowym. Podobnie rzecz się ma z red. Engelgardem. Włączając się w polemikę związaną z lustracją na swoim blogu, w nazwijmy to "artykule" pt. "Upadek myśli wszechpolskiej" raczył zasugerować, że młodzież narodowa nie jest już nadzieją na odrodzenie Ruchu Narodowego. Nigdy nie wątpiłem, że nadzieją na odrodzenie tegoż ruchu są paxowi na czele z panem Engelgardem, ale za to trudno mi się zgodzić z zaprezentowaną przez niego wizją poprzedniej epoki. Bo szczerze przyznam, że w odróżnieniu od red. Engelgarda większym szacunkiem darzę Wildsteina - pacyfistę, który heroicznie walczył z komuną i nie dał się jej złamać niż Wałęsę, który z każdym wypowiadanym dziś zdaniem kompromituje się coraz bardziej. Pan Engelgard ponadto twierdzi, że młodzi narodowcy prezentują taką, a nie inną wizję poprzedniej epoki - ponieważ nie czytali Dmowskiego. Ja skromnie pozwolę się zaliczyć do młodych narodowców, jak również do grona osób, które Dmowskiego czytały, co więcej nieskromnie napiszę (choć jestem powszechnie znany ze swojej skromności), że dzieła Dmowskiego znam dosyć dobrze i nigdzie nie znalazłem w nich treści mówiących o tym, że współpraca z bezpieką, jest jednym z elementów, którym powinien kierować się prawdziwy narodowiec. No - ale widocznie red.Engelgard wyciąga z książek Dmowskiego takie wnioski, na jakie pozwala mu poziom jego własnego intelektu. Zdumiewa mnie, że ludzie mieniący się konserwatystami lub narodowcami stają razem z "Salonem" w obronie ludzi, którzy w tamtej epoce kolaborowali z komunistami. Ta sytuacja pokazuje jak daleko różnimy się od ludzi razem, z którymi rzekomo tworzymy jeden obóz ideowy. Wydaje mi się, że oni nie rozumieją nas, a my nie potrafimy zrozumieć ich. Chyba to kwestia psychiki ukształtowanej przez epokę w której wyrośliśmy. Oni wychowali się na Jarocinie i Budce Suflera a my na stadionach i Legionie. Może również to, że nie musieliśmy konfrontować się z komunistami powoduje, że trudno nam dopuścić myśl, że osoba współpracująca z bezpieką może być dla pokolenia naszych rodziców autorytetem. Nie wiem jak zachowałaby się większość moich dzisiejszych kolegów z którymi spotykam się dzisiaj przy piwie i rozmawiam o Dmowskim, Chestertonie, Gobineau czy poezji Dobrzyńskiego. Czy któryś z nich mógłby na mnie donosić bezpiece? Nie wiem. Może dzięki temu, że urodziliśmy się niedługo przed upadkiem komunizmu mamy tę przewagę, że potrafimy bez wyrzutów sumienia odrzucać wszelkie mity tamtego okresu a współpracę z bezpieką możemy śmiało nazwać zdradą. Wiem też, że niezbyt dobrze czuję się w takim towarzystwie, które za wszelką cenę pragnie chronić ludzi, którzy zachowywali się niegodnie, gdy nastał czas próby.
Autor o sobie: na co dzień pracuję w administracji państwowej. |
hm...
byłby Pan łaskaw odczepić się od Jarocina?bywałem, słuchałem i nie przypominam sobie,bym spotykał tam działaczy"katolickiego" PAX-u!
He he tak naprawdę to nic
He he tak naprawdę to nic nie mam do Jarocina :), tylko wydaje mi się, że takie zjawiska kształtowały w odmienny sposób osobowość ludzi, którzy żyli w tamtej epoce, poza tym podejrzewam, że endokomuniści do Jarocina nie jeździli ale ogólny duch epoki kształtowany był właśnie przez takie wzorce kulturowe jak Jarocin, rock, punk, hipisi, pacyfizm itp.
Tak na marginesie dodam, że kilka słów z mojego tekstu zostało usuniętych (i tytuł zmieniony:) dlatego jeśli któreś zdanie w powyższym tekście jest niezbyt poprawne stylistycznie i składniowo to proszę nie mieć o to do mnie większych pretensji. Pan admin raczył usunąć "epitety" jak to określił (bardzo słusznie zresztą:) i np. zdanie w orginale brzmiało: "nadzieją na odrodzenie tegoż ruchu są paxowi endokomuniści na czele z panem Engelgardem" a teraz brzmi: "nadzieją na odrodzenie tegoż ruchu są paxowi na czele z panem Engelgardem" itp. To tak tytułem wyjaśnienia.
wie Pan...
...sądzę,ze ani Wildstein,ani Engelgard nie zostali ukształtowani przez Jarocin,czy szerzej,przez lata '80...pierwszy to raczej "spóźnione dziecko-kwiat",echo Woodstock, Monterrey czy Isle of Man Festival,a drugi...jeździłem do Jarocina,ale i uczestniczyłem w ruchu oazowym,i to dla mnie był katolicyzm tamtych lat!a PAX?patrząc na założyciela stowarzyszenia,myślę,że była to"ostatnia deska ratunku",sowieckich służb specjalnych?gdyby zawiodły"Natolin"i"Puławy","beton"i"reformatorzy","chamy"i"żydy"; zawsze można było podsunąć Polsce "katolicki"i"narodowy"-PAX!w końcu w KGB i GRU,nie pracowali idioci!a skoro tak,to zapewne mieli przygotowane warianty na różne okazje?
Różne okazje były
A przygotowane warianty gówno się przydały. "Wot i przykrost'" - jak mawiał z rosyjska okrutnie polonizując kolega Przasnek.
tak Pan myśli?
ja tam jestem mniejszym optymistą!
Plusem wypowiedzi
Plusem wypowiedzi redaktorów Wielomskiego i Engelgarda jest to że dzięki tym wypowiedziom młodzi prawicowcy mogą mieć bardziej krytyczny stosunek do idei propagowanych przez obu panów. A krytycyzmu nigdy za wiele.
Minusem jest to że panowie Wielomski i Engelgard wypracowali sobie pozycje na prawicy w wyniku czego ich anty lustracyjne artykuły mogą zdemoralizować kilka młodych osób.
Taki jest koszt wolności słowa i nie da się go uniknąć.
Odpowiedź na to pańskie pytanie jest dość prosta:
jeżeli donosiliby dla dobra Narodu, to byliby w pełni usprawiedliwieni (pytanie: "Czy któryś z nich mógłby na mnie donosić bezpiece? Nie wiem."). Cierpienie pojedynczego człowieka jest niczym wobec dobra całej wspólnoty narodowej. W związku z tym nie ma też nic złego w zmaltretowaniu kogoś, kto nie uczestniczy czynnie w demonstrowaniu jedności narodowej na trybunie stadionu lub nie czytał dzieł Dmowskiego albo - co gorsza - podejrzanie wygląda. Nie wiadomo, co ktoś taki może wywinąć, więc lepiej go dokładnie przesłuchać i paroma kopniakami w potylicę lub w jaja dać mu do zrozumienia, że z takiego nasienia, jak on, nic dobrego by nie wyrosło.
DonoSSicielstwo dla dobra Narodu było już nagradzane sowicie w zSSr (Rosja Sowiecka), w RzeSSy, a także w ich modyfikacjach przed i po II wojnie światowej. W polskich warunkach służyło ono szczególnie frakcji narodowej w PZPR i SB. SB zawsze powoływała się, zresztą, na swoje narodowe korzenie, a dla esbeków, milicjantów i ormowców wydawano czasopismo "W Służbie Narodu". Polecam samokształceniowo. Może znajdzie pan tam kilka znajomych nazwisk?
--------------
aribo.pl/jerzykalwak
Trafne refleksje-:)
.
Nie myśli Pan "historycznie".
Bezpieka w formie adekwatnej do epoki - działa nadal.
Nadal są zbiearane informacje o obywatelach.
Jakie???
No własnie...
W cieniu głównego nurtu spokojnie, zgodnie z planem kontynuowany jest PESEL2.
TO jest "bezpieka" Waszych czasów.
Za lat 20, 30 - jeśli przytrafi się Wam jakaś "ruchawka" - zawartośc tych archiwów może być wykorzystana (i na pewno będzie) do selekji "dobrych" od "złych".
Na pewno istnieją "osobowe źródła informacji".
A rozliczenie winnych moze się kiedys objawić ze strony zwyciezców - U€, albo opozycji (gdyby się rozpadła).
Materiał sie gromadzi - czeka na bystrego szubrawca.
=======================
Ale w gruncie rzeczy sam Pan sobie winien.
Jeśli nie popiera Pan systemu większościowego, jeśli uznaje Pan prawo jakiejś grupy mniejszościowej (oczywiście sami sprawiedliwi) - do pełnienia władzy nad demosem, to tworzenie takich informacji, takich "archiwów" - ma bardzo głęboki sens.
Niewykluczone, ze jeśli będzie miał Pan szcz ęscie "dorwać" sie do władzy - PAN SAM wykorzysta ich zawartośc.
W systemie wiekszościowym zbieranie takich informacji - sensu nie ma.
Trafne
refleksje.
Będziemy do nich strzelać i palić ich komitety partyjne.
--------------
aribo.pl/jerzykalwak
Nie przesadzałbym z tą krytyką
Dr Wielomski czy red.Engelgard oraz inni publicyści, których trudno podejrzewać o antypolskie nastawienie po prostu ostrzegają młodych (i nie tylko), że ich naiwność i szczere patrzenie na sprawy mogą być łatwo wykorzystane przez harcowników i manipulatorów obecnej sceny politycznej traktujących lustrację dość instrumentalnie.
A tak naprawdę blokujących jej pełne przeprowadzenie z obawy przed utratą narzędzi manipulacji, nacisku i szantażu.
@ młody autor
Troszkę Pan czas zapętlił przypisując Jarocin rówieśnikom Wałęsy. Jednak nie w tym rzecz. Widzi Pan - rewoltę 89 - zaplanowali późniejsi uczestnicy Okrągłego Stołu. Tradycjonaliści. Stworzyli "Wielkiego Przywódcę Mas" wedle marxistowskiego wzorca. Musiał być nim robotnik aby porwać najliczniejszy tłum czyli "klasę" robotniczą. Z reguły w zakładach pracy PRL-u "umysłowy" był wrogiem robotnika gdyż budził go śpiącego za maszyną (dozór) lub obcinał stawki godzinowe (normowszczyk z dyrekcji). Za takim to klasa robotnicza pobiegła by ale raczej z drągiem. Drugą równie ważną cechą "W.P." musiało być znaczące ograniczenie umysłowe, aby nie zorientował się że jest kierowany przez doradców (jawnych i tajnych) jak koń w chomącie między hołoblami. Wałęsa był od lat sprawdzonym kandydatem. W ostatniej chwili dostał do garści półmetrowy długopis zastępujący mu pawie pióro i "zrobił" nim podpis tuż przy Jagielskim. Dokumentu ułożonego przez miglanców wybranych przez Kiszczaka zapewne nie czytał ale "mu mówili" co jest napisane. Więc nic dziwnego, że Pańscy rówieśnicy "rejestrują zachowanie Wałęsy, które dyskwalifikuje go jako autorytet".