Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Od kaczora do Donalda
Autor: Łukasz Adamski, pon, 23/06/2008 - 16:05
W poprzedniej kadencji sejmu dziennikarze, autorytety moralne i intelektualiści bez przerwy bombardowali nas informacjami o zagrożeniu demokracji jakie niesie ze sobą oddanie władzy przez społeczeństwo dwóm Kaczorom. Oczywiście ten paranoiczny lęk był pozbawiony jakiegokolwiek sensu i miał na celu tylko ochronę interesów pewnych grup społecznych. Gdy oskarżany o dyktatorskie zapędy Kaczor oddał władzę w przyspieszonych wyborach, kontrolę nad państwem przejęła Platforma Obywatelska, która określa sama siebie partią liberalną czyli wolnościową. Niestety pół roku rządów PO pokazuje, że dyktatorskich zapędów szukać należy raczej u Donalda Tuska niż u nieudolnego Jarosława Kaczyńskiego. Jarosław Kaczyński nie okazał się żadnym demiurgiem, chcącym wprowadzić totalitarny reżim. Można nawet powiedzieć, że jego rządy okazały się zupełnie nieudolne w tropieniu osławionego „układu”. Główną wadą prezesa PIS-u było to, że jest on po prostu fatalnym strategiem. Nie można mu oczywiście odmówić ogromnych umiejętności taktycznych, ale wygrywanie bitewek nic nie znaczy w świetle przegranej wojny. Jarosław Kaczyński niestety na długie lata skompromitował idee prawicowości, tracąc bardzo szybko dziewictwo po wejściu w koalicję z najgorszym odpadem czerwonego establishmentu czyli Samoobroną. Obrońcy PIS-u w tym miejscu powiedzą: „No co? Tak trzeba było, przecież PO odrzuciła specjalnie możliwość wejścia w koalicję!” To wszystko prawda. PO pokazała przy rozmowach koalicyjnych jak bardzo „zależy jej” na dobru Polski. Rzeczywiście prezes PIS-u nie miał dużego pola manewru po zerwaniu rozmów koalicyjnych. Z jednej strony nie mógł on trwać w rządzie mniejszościowym, z drugiej PO nie chciała (bo miała złe sondaże) przyspieszonych wyborów. Jednak należy się zastanowić, co takiego dało Kaczyńskiemu wejście w koalicję z szumowinami Leppera? Powołano do życia CBA i zlikwidowano WSI (notabene głosami PO), obsadzono publiczne media swoimi ludźmi (w niektórych sytuacjach robiąc to bez głowy) i (co chwalebne i niespotykane u socjalistów) zniesiono podatek spadkowy. To wszystko! A co ostoja konserwatyzmu za jaką był uważany PIS stracił? Otóż rozpadł się zalążek partii podobnej do amerykańskich Republikanów. Nie ma już ugrupowania, które miało w swoich szeregach tak różnorodne postaci jak Ludwik Dorn, Marek Jurek, Antoni Mężydło czy Kazimierz Marcinkiewicz. Kaczyński obsadzając spółki skarbu państwa (w wielu przypadkach) nieprzygotowanymi dyletantami i obdarowując publicznymi pieniędzmi związki zawodowe i quasi oligarchę Ojca Rydzyka, pokazał, że jego działania nie różną się zasadniczo od działań poprzednich ekip. Nie została również przeprowadzona na dużą skalę lustracja i dekomunizacja w gospodarce. I co najważniejsze - Jarosław Kaczyński nie odkrył żadnego układu. Dlaczego? Otóż układ taki nie istnieje. Chyba, że prezesowi chodziło o walkę z układem okrągłostołowym, ale to byłaby walka z ideą. Natomiast (o czym prezes zapomniał) istnieją miliony patologicznych małych układzików, które szczególnie na prowincji niszczą Polskę. Przykładem tego może być nieudolność PIS-u w zwalczaniu układu byłego komunistycznego cenzora z lokalnym establishmentem i mediami w Olsztynie. W końcu kto pokazał, że król (dosłownie) jest nagi? Kto ujawnił haniebną agenturalną przeszłość kilku lokalnych autorytetów? Kto wstrząsnął środowiskiem lokalnych żurnalistów tak bardzo, że ci swoimi działaniami tylko obnażyli swoich prawdziwych mocodawców? Na pewno nie byli to pretorianie Kaczyńskiego. Jeszcze przez jakiś czas partia Kaczyńskiego będzie największą quasi prawicową formacją, która w końcu stoczy się w objęcia narodowo- socjalistyczne ( nie chodzi mi o faszyzm rzecz jasna tylko o patriotyczną partię ludzi o nastawieniu roszczeniowym) i zapewne podzieli los LPR-u. Dowodem na to są (przepraszam za kolokwializm) debilne wypowiedzi Kaczyńskiego o niemieckich mediach czy internautach, co świadczy o tym, że prezes zupełnie po przegranych wyborach stracił instynkt samozachowawczy. Zgadzam się z tezą Rafała Ziemkiewicza, że jesteśmy świadkami zmierzchu polityków idealistów - takich jak Jarosław Kaczyński czy Bronisław Geremek. Co natomiast dostajemy w zamian? Zamiast walki idei mamy wytwór pijarowców czyli Donalda Tuska. W jednym z odcinków mojej ulubionej, skandalicznej, niepoprawnej politycznie, amerykańskiej kreskówki „South Park” był taki dialog między ojcem a synem:
Otóż ta rozmowa w idealny sposób odzwierciedla sposób rozumowania społeczeństwa w zachodniej cywilizacji. Postępowy człowiek w zamian za bezpieczeństwo socjalne, złudną gwarancję ochrony przed przestępcami czy inne dobrodziejstwa socjaldemokratycznej utopii, oddał już niemal całą swoją wolność. I tak zgadzamy się jako społeczeństwo by to politycy, a nie my sami decydowali czy: możemy palić, czy możemy pić, czy możemy jeść niezdrową żywność, czy musimy się ubezpieczać, czy musimy jeździć w pasach, czy musimy budować dom według idiotycznych przepisów, czy musimy oddawać część swoich zarobków dla nierobów etc. Jeżeli takie postulaty formułuje lewica to wszystko jest OK. W końcu nie darmo Orwell pisał, że: „Lewicowość jest czymś w rodzaju fantazji masturbacyjnej, dla której świat faktów nie ma większego znaczenia”. Problem zaczyna się w momencie gdy hasła lewicowe zaczyna głosić partia wolnorynkowa. Na zachodzie ludzie przyzwyczaili się do tego, że partie prawicowe zajmują się głównie rozdawnictwem publicznych pieniędzy, pacyfikowaniu przedsiębiorczości pod hasłem solidaryzmu społecznego i rozbijaniu ( w imieniu praw człowieka) tradycyjnego modelu rodziny. W Polsce Prawo i Sprawiedliwość również partią prawicową nie było i nie jest. Dla osoby, która wierzy Friedmanowi a nie Kołodce czy innym szarlatanom odtrutką na lewicowo gospodarcze rządy partii Kaczyńskiego miała być Platforma Obywatelska. Niestety po wyborach 2007 roku okazało się, że „konserwatywni - liberałowie” z PO okazali się w rzeczywistości zwyczajną socjaldemokracją. Przykładów na to jest wiele: minister finansów nie zamierza obniżyć akcyzy (a PO straszyło, że za rządów PIS-u benzyna będzie kosztować 5 zł/l), brak chęci zniesienia „podatku Belki”, odwlekanie wprowadzania podatku liniowego, brak bonu oświatowego w szkołach, brak realnej prywatyzacji służby zdrowia, kokietowanie „budżetówki” i związków zawodowych itp. Dowodem na odejście od założeń liberalnych jest exodus z rządu prof. Gomułki. Można śmiało powiedzieć, że lewica w Polsce jest niepotrzebna, bo „prawica” Kaczyńskiego spełnia zapotrzebowania socjalne, natomiast Tusk i jego gabinet zaczyna wprowadzać postulaty lewicy w sferze społecznej. Zaczęło się od arcylewicowego pomysłu obowiązkowego posyłania dzieci do szkoły od 6 roku życia. Lewicowcy wzorem swoich braci w wierze - komunistów, zakładają, że to państwo lepiej wie jak wychować dziecko. Jako że w Polsce większość ludzi ma poglądy konserwatywne (dodajmy elektoraty PIS-u, PO i PSL-u) to nie istnieje duża szansa by wychowali oni swoje pociechy w duchu tolerancji dla sodomii, mordowania dzieci i starców. Zatem politycy muszą jak najszybciej zabrać dzieci z rąk rodziców by te mogły (jak niedawno powiedziała Joanna Senyszyn) być uświadamiane seksualnie przez profesjonalistów. Kolejnym pomysłem obecnej ekipy jest karanie rodziców za dawanie dzieciom klapsa. Polityka miłości Tuska ma więc przybliżyć nasz kraj do policyjnych krajów skandynawskich, gdzie w przedszkolach (istnieje takie m.in w Finlandii) dzieci chodzą nago i są zachęcane do dotykania swoich narządów płciowych w ramach edukacji seksualnej. Jednocześnie jak już dziecko przez liberalne szkolnictwo zostanie rozpuszczone przez państwo, rodzic nie ma prawa dać mu nawet lekkiego klapsa. Socjalizm, jako że ( jak to określił Kisiel): „świetnie nadaje się do fałszowania świadomości zbiorowej, gdyż jest intelektualną pokusą ćwierćinteligenta”, jest zbudowany na utopijnej zasadzie równości ludzi. Dlaczego właśnie gabinet Tuska tak bardzo pragnie zrównać zwykłego rodzica, który raz na jakiś czas da klapsa swojemu dziecku ze zwyrodniałym bandytą znęcającym się nad dziećmi? Czy jest to wynik ( jak u lewaków) zatrucia socjalizmem? Otóż śmiem twierdzić, że chodzi o co innego. Otóż od jakiegoś czasu media pokazują zamordowane bądź skatowane przez rodziców dzieci. W pogodni za sensacją żurnaliści więc prześcigają się w pokazywaniu coraz krwawszych jatek, która tak naprawdę są marginesem w Polsce. A jak wiemy Donald Tusk jak celebrity musi robić co mu dyktuje opinia publiczna, która w odpowiedzi na manipulację medialną swoje nadzieję pokłada w osobie, która przepędzi upiory przez media wymyślone. I tu dochodzimy do sedna. Gdybym przekonywał, że PO ma totalitarne zapędy postawiłbym się w jednym szeregu z publicystami „Polityki” czy „Gazety Wyborczej”, którzy wypisywali podobne dyrdymały o rządach PIS-u. Platforma Obywatelska nie tyle ma zapędy dyktatorskie ile raczej same media ją kuszą poprzez swoją przychylność do naginania demokratycznych zasad (dotyczy to zarówno ograniczania swobód obywatelskich poprzez wprowadzanie nowych zakazów jak i sfery wolności słowa). Najpierw obserwowaliśmy to przy skandalicznej akcji ABW w domu członka Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Natomiast przykładem tego stanu rzeczy z lokalnego podwórka była reakcja na audycję „Z archiwum IPN” prezydenta Olsztyna Tomasza Głażewskiego. Żaden polityk PIS-u nie zdecydowałby się nigdy na tak bezczelne kneblowanie ust dziennikarzowi jak zrobił to przewodniczący lokalnej PO. Nie dlatego, że nie miałby na to ochoty, ale właśnie dlatego, że media by go spacyfikowały za wprowadzanie cenzury. W przypadku prezydenta z Platformy incydentem zainteresowały się dwie stację telewizyjne - regionalna TVP i TV Puls (nie licząc ostatniego eldorado wolności czyli Internetu i prasy drukowanej, która nie ma jednak zasięgu jak TV). Ulgowe traktowanie przez dziennikarzy rządów PO zaczyna przynosić bardzo niepokojące efekty. Jeśli dodamy do tego fakt, że PO pragnie za wszelką cenę podporządkować publiczne media samorządom- to mamy pierwszy krok do „putinady”. Aldoux Huxley pisał, że: „ Prawdziwie sprawne totalitarne państwo to takie, w którym wszechwładny zarząd składający się z politycznych bossów wraz z armią menagerów kontrolują populację niewolników, którzy nie muszą być przymuszani, bo kochają swą służbę”. Czy po definitywnym upadku Jarosława Kaczyńskiego jesteśmy skazani na donaldyzm?
Tekst ukazał się w olsztyńskiej Debacie |
Bardzo dobry tekst,
celna i trafna analiza współczesnej sytuacji politycznej w Polsce. Dodałbym tylko, że panuje cicha zmowa milczenia między wszystkimi ugrupowaniami politycznymi na temat finansowania tychże partii z budżetu. Karpie nie proszą się o Wigilię, tak jak partie polityczne nie domagają się, aby dać Polakom prawdziwą wolność wybopru, czyli ordynację większościową w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW) w wyborach do Sejmu.
-----
11 października 2008, marsz na Warszawę, Plac Zamkowy
Walczmy o swoje prawa z Ruchem na Rzecz JOW - www.jow.pl
PiS ma o wiele gorszy
PiS ma o wiele gorszy wizerunek niż PO. Posłowie PiS na tle posłów PO wychodzą na prymitywów i buraków. W rzeczywistości PiS i PO to identyczne partie (lewicowe, antypolskie, popierające socjalistyczną i pedalską UE).
A jakich wizerunkow Pan szuka?
A jakich wizerunkow Pan szuka?
PiS kreuje się na idiotów,
PiS kreuje się na idiotów, pomimo że wcale nie musi tego robić.